Atarashii




Stracony sygnet
#11

Strażnicy widząc zamieszanie spoglądali po sobie zdziwieni. Wybiegli przed niewielki budynek do dwóch histeryzujących osobników i patrzyli jak na wariatów. W końcu jeden z nich, wysoki blondyn o krótkich włosach postawionych na czubku i niewielkiej koziej bródce podszedł do Tooru i, pomagając mu wstać, zaprowadził do środka. Tam posadził go na krzesełku za biurkiem i bez słowa wrócił po dwóch pozostałych. Nie było już dla nich miejsc w tym pomieszczeniu, zmuszeni więc byli wszyscy stać. Po chwili wrócili też pozostali strażnicy - dwójka bliźniaków, niskich, krępych mężczyzn o krótkich, tłustych włosach i świdrujących spojrzeniach. Stanęli obaj w kącie pod drugimi drzwiami prowadzącymi do Górnego Valen i przyglądali się przybyszom.
- No dobrze panowie - rzekł spokojnie pierwszy. Jego wzrok.wędrował po twarzach magów. - Z jakiegoś powodu wszyscy trzej zechcieliście dostać się do zamkniętej części miasta. Pytanie tylko - czemu i po co z taką pompą?
Blondyn przeszedł się po pomieszczeniu jak w czasie przesłuchania i zatrzymał się przed Tooru, spoglądając na niego z góry.
- I nie chcę słyszeć tych samych bajeczek co za drzwiami. Wiem, że żadna kobieta nie umiera. Ba, nawet żadna nie jest chora! One lecą po uzdrowicieli przy katarze, więc nie uwierzę w tę wersję - to mówiąc uśmiechnął się przebiegle. Wyraźnie nie był w ciemię bity i żadne proste sztuczki na niego nie zadziałają.



Dobra ustalam Wam kolejkę według której macie pisać! Sentue, Tooru, Yoarashi, ja. Tym razem czekacie na mnie z kolejką, bo beze mnie i tak za wiele nie zrobicie Język Jak będzie potem to się zobaczy.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







17.02.2013, 21:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stracony sygnet
#12

Sentue wchodząc do środka był cały wystraszony. Nie wiedział co się dzieje. Trzask. Drzwi się zamknęły, a w środku pozostało tylko trzech strażników. Wtem chłopak wyprostował się i zaczął kląć coś pod nosem. Potem zaśmiał się i zaczął klaskać w dłonie wykrzywiając usta w strasznym uśmiechu.
-Hahaha brawo! Myślałem, ze w straży są tylko takie piczki co siedzą tam i z bezradności przepuszczają każdego kto narobi większego zamieszania. Sentue zaśmiał się znowu, lecz tym razem potrząsając przy tym spuszczona głową i z zamkniętymi oczami.
-Dobra, Ty mi wyglądasz na jakiegoś oficera czy coś bo masz gadane. Zostajesz, reszta wypad. Spojrzał na pozostałych strażników i splunął śliną pod okno. Jego wyraz twarzy oraz charakter momentalnie się zmieniły. Jeszcze przed chwila przestraszony i troskliwy, a teraz wściekły i olewający wszystko mag. Wyjął zza płaszcza maskę, naramienniki i rękawice po czym założył to wszystko zarzucając kaptur na głowę. Oprócz tego przebrał się w swoje normalne, czarne spodnie i czarna koszulkę. Nie lubił innych kolorów...no, może poza fioletowym. Ten kolor miał coś w sobie.
-Aaah! Od razu lepiej...a teraz tak. Jesteśmy tu bo...zaraz czemu te knypki wciąż tu są? -urwał w połowie zdania i palcem prawej reki wskazał dwóch niskich strażników. Dobra nieważne jebie mnie to. Machnął ręką i zamknął oczy po czym spojrzał znowu na tego, który był z nich trzech najmądrzejszy.
-Jestesmy tutaj bo jakiś baron hrabia von dumiasty został okradziony z błyskotki i kazał nam złapać tego idiotę co go okradł i przynieść mu z powrotem pierścień...jakby nie mógł sobie wziąć innego z pośród kolekcji milionów innych. -westchnął i skrzyżował ręce na piersi. Musimy zachować dyskrecje, wiec teraz już wiesz czemu udawałem jakiegoś chłoptasia martwiącego się o swą dziewoje. Spojrzał a niego wzrokiem typu "wygadaj coś komuś, a Twoja głowa będzie pięknie wyglądać na mej ścianie" lecz Sentue miał maskę i nikt poza nim nie mógł zobaczyć jego wzroku.
17.02.2013, 22:55
Przeczytaj Cytuj
Stracony sygnet
#13

Już myślałem, że wszystko załatwione, a tu dupa... Wygląda na to, że Yoarashi chyba się mylił. Byłem nieco zmartwiony i jednocześnie przestraszony, jednak nie dawałem po sobie tego poznać. Czekałem na rozwój sytuacji uspokajając się. Co chwila spoglądałem na strażników i moich towarzyszy. Wtem mężczyzna, którego imienia jeszcze nie znałem zaczął się przebierać, a gdy już skończył, byłem przerażony. Mam wykonywać misję z jakimś psychopatą? Co prawda, nie znałem go jeszcze, ale na takiego teraz wyglądał. Chwilę później zaczął opowiadać o tym, dlaczego tutaj jesteśmy. Kiwałem głową nie mówiąc ani słowa, kiedy ten kończył mówić. Trochę drażnił mnie wulgarny język towarzysza, jednak wciąż siedziałem cicho. Co prawda dyskrecja nie została zachowana, ale może w końcu uda nam się przedostać za mur. Miałem nadzieję, że tak właśnie będzie, nie chciałem zostawać tu ani chwili dłużej. Wciąż przyglądając się rozwojowi sytuacja zacząłem bawić się włosami, owijać je wokół palca czy też dmuchać w nie, patrząc jak unoszą się przed moją twarzą. Wyglądało na to, że już się uspokoiłem, a nawet byłem tym wszystkim znudzony.
18.02.2013, 14:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stracony sygnet
#14

Odetchnął głęboko, ni to z ulgi, ni to z zażenowania. W żaden sposób nie oponował działaniom straży, która po prostu robiła to co do niej należało. Po chwili faktem stało się to, co zakładał od samego początku. Najprościej w świecie było zwyczajnie wyjaśnić powód ich przybycia, jakim była zlecona przez pewną ważną osobistość misja, co zaoszczędziło by im całego tego zamieszania.
Wkroczył powoli i spokojnie do pokoju, gdzie cała trójka została zabrana na przesłuchanie. Milczał, w pierwszej chwili, mężczyzna zdający się być dowódcą posterunku, wywołał na nim raczej kiepskie wrażenie. Lecz po chwili, gdy ten wykazał się trzeźwością umysłu, obraz ten nabrał lepszego wyrazu. Nim jednak zdołał coś powiedzieć, głos zabrał jego nowy kompan, o którym nie mógł już powiedzieć nic dobrego. Jakże on nie cierpiał takich ludzi... Westchnął głęboko, wizja współpracy z takim osobnikiem wcale nie wyglądała ciekawie, a sam raczej niewiele zdziała.
Gdy czarodziej skończył swój monolog, krzepki łowca wychylił prawe ramię spod połów płaszcza, dając znak, iż chce zabrać głos. Skinąwszy głową, ni to na powitanie, ni to na przeprosiny za zachowanie nadpobudliwego kompana, rzekł krótko:
- Przepraszam za niego - tu nie raczył nawet wskazać o kogo chodziło, bowiem to było raczej jasne. - Na imię mi Yoarashi, ten blondyn to Tooru, mieliśmy zamiar po prostu wyjaśnić dlaczego tu jesteśmy, ale wtedy pojawił się ten trzeci i zaczął ten cyrk. To co powiedział odnośnie naszego powodu jest prawdą, mamy znaleźć złodziei i odzyskać skradziony przedmiot, nie chcieliśmy sprawiać problemów.
Mówił powoli i spokojnie, nie unosząc głosu nawet raz. Chciał uniknąć nieporozumień, które najczęściej prowadziły do konfliktów, a te często nie kończyły się dobrze. Dowódca straży wydawał się być osobą rozsądną, poważnie podchodzącą do swoich obowiązków, liczył więc, iż dojdą do porozumienia.
18.02.2013, 22:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stracony sygnet
#15

Po wysłuchaniu mężczyzn strażnik cofnął się i oparł o ścianę, krzyżując ręce na piersiach. Westchnął głęboko i rzekł, jakby do siebie:
- Magowie... Cóż, domyślałem się. Tylko wy odstawiacie takie szopki, zamiast wejść i spokojnie wszystko wytłumaczyć! - w tym miejscu zamyślił się przez chwilę, spoglądając za okno, na park Górnego Valen. Widoczek był śliczny, wręcz jak z obrazka - kilka drzewek, krzaczek, środkiem płynąca płytka, spokojna rzeczka nad którą bawiły się dzieci, dwa spore, płaskie kamienie, jakby idealne dla dwóch młodych niań, które rozmawiały w najlepsze, nie zwracając uwagi na dzieciaki. W końcu mężczyzna westchnął ponownie, podszedł do biurka, przy którym siedział młody blondyn i wyciągnął jakieś trzy kartki. Rozłożył je, jedna przy drugiej i podał Yoarashiemu pióro.
- Proszę, wpiszą tu panowie swoje dane - wskazał palcem pierwszą, wykropkowaną linijkę podpisaną imię i nazwisko oraz drugą z podpisem pochodzenie. - Dostaniecie pozwolenie na dwutygodniowy pobyt w tej dzielnicy. Te papierki musicie mieć przy sobie w czasie przechodzenia na obie strony miasta, jeśli będziecie chcieli przedłużyć swój pobyt będziecie potrzebować pisemnego lub ustnego zaświadczenia o podjęciu pracy na rzecz któregoś z obywateli Górnego Valen - wyrecytował. Najwyraźniej nie była to pierwsza taka sytuacja, w końcu za drzwiami obstawianymi przez dwójkę mięśniaków mieszkali sami bogaci obywatele, z pewnością często zatrudniali wszelkiego rodzaju pomoce. Strażnik uśmiechnął się do nich zmęczony.
- I żeby mi ta szopka była waszą ostatnią, bo więcej was nie wpuścimy!


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







18.02.2013, 22:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stracony sygnet
#16

Sentue wściekły, że musi cokolwiek podpisywać wyrwał Yoarashiiemu pióra z dłoni. W miejscu z imieniem i nazwiskiem wpisał Sentue Exiperioni, zaś w pochodzeniu "Mała, biedna i spalona przez demony osada, którą każdy strażnik miał gdzieś." Położył pióro na biurko i zgiął kartkę wkładając ją do kieszeni. Podszedł do drzwi i oparł się o pobliską ścianę czekając aż jego towarzysze wypełnią formalności. Nagle usłyszał wypowiedź ostatnią oficera.
-Ojooj straszne. Co, pogrozisz mi teraz paluszkiem? -zaśmiał się głośno i spojrzał znowu na strażnika. Pamiętaj, Twoja gęba wyryła mi się w głowie jako zakazana, więc jeśli powiesz komuś co tu robimy to zapragnę pozbyć się jej ze swej głowy... Mając nadzieję, że starszy rangą strażnik zrozumiał aluzję patrzył mu głęboko w oczu przez maskę i czekał tylko aż ten zrobi coś głupiego, a wtedy będzie mógł uciąć mu głowę. Nienawidził strażników. Żaden nie przybył na pomoc, gdy jego wioska była palona, a ludzie umierali w męczarniach. Nazywają siebie obrońcami biednych i uciśnionych, ale tak naprawdę mają ich w głębokim poważaniu.
Nie zamierzając patrzeć więcej na tego ważniaka Sentue spojrzał na jednego z niższych strażników.
-Ty, knypek! Wiesz może coś na temat potencjalnych złodziei czychających na bezradnych szlachciców? Macie jakąś listę skarg lub kogoś kogo najczęściej spisujecie? Pomogłoby to, bo nie chce mi się biegać od każdej ruiny do ruiny i pytać "Dzień dobry szukamy złodzieja sygnetów. Czy to może pan?" -powiedział z ironią chłopak i spojrzał bez żadnych emocji na niskiego blondyna podpierającego ścianę. Więcej to ich matka nie miała? Jeden wygląda jak mutant...a już dwaj... Na samą myśl o tym przeszły go ciarki i wydał z siebie ciche "Łyyy..."
18.02.2013, 22:45
Przeczytaj Cytuj
Stracony sygnet
#17

Wciąż milcząc słuchałem co ma nam do powiedzenia strażnik, spoglądając to na niego, to na wciąż nieznanego mi towarzysza. Nie podobał mi się, klnie co drugie słowo, co nie bardzo mi odpowiada. Zdecydowanie czułbym się lepiej gdyby nie było go tutaj. Gdy usłyszałem o podpisywaniu pozwoleń na przebywanie w bogatszej części Valen, po prostu czekałem aż zrobi to reszta i sam na końcu się podpiszę. Chciałem podpatrzeć imię zamaskowanego faceta i zauważyłem jak wyrywa pióro z ręki Yoarashi'ego. Delikatnie uderzyłem się w czoło.
- Jakbyś nie mógł poczekać... - Krótko skomentowałem zachowanie pana Sentue. Zaraz potem chwyciłem to samo pióro podpisując się "Tooru Niimura" w polu przeznaczonym dla imienia oraz nazwiska i "Varengard" w miejscu, gdzie należało wpisać miejsce urodzenia. Grzecznie podałem pióro z powrotem do Yoarashi'ego. Mimo, iż ogólnie jestem miły, nie mogłem znieść kultury Sentue.
- Kolego, jeżeli o coś prosisz, to zachowaj chociaż minimum kultury. Nie podoba mi się sposób w jaki zwracasz się do innych. Byłbym Ci wdzięczny, gdyż mimo wszystko komunikował się z innymi jak kulturalny człowiek. Dziękuje. - Wyraźnie podkreśliłem ostatnie słowo, żeby pamiętał aby zapisał je w swoim słowniku.
19.02.2013, 01:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stracony sygnet
#18

Pokręcił głową i westchnął lekko, nic więcej nie zrobił, gdy nadpobudliwy jegomość zabrał mu z ręki pióro. - Niektórzy nigdy się nie nauczą - rzekł zażenowany w myślach. Podejrzewał zarazem, iż dla tego osobnika czas na naukę niebawem się skończy, jednak to nie jego zmartwienie.
- Nie wiem co magowie mają do takich szopek - odparł spokojnie na wspominkę dowódcy straży o tendencji osób parających się czarami do robienia podobnych scen. - Jak sobie pomyślą, tak robią, a że zwykle mają dziwne pomysły, to kończymy tak jak teraz. Wolał bym, gdyby nie wciągali w to mnie, mam swoje metody na rozwiązywanie problemów, są prostsze i zazwyczaj skuteczne.
To ciągłe marudzenie zamaskowanego szaleńca zaczynało działać na nerwy jednookiego tropiciela. Był głośny, irytujący i nie wiedział kiedy powinien się powstrzymać. Na prawdę, jego czas szybko dobiegnie końca.
Skinąwszy głową, wziął pióro od Tooru i wypełnił formularz. Imię: Yoarashi, nazwiska i miejsca pochodzenia brak, cóż, nie było tego wiele do oddania.
Górujący ponad obecnymi szermierz spojrzał w stronę oficera z kozią bródką, odczekał moment, po czym zapytał:
- Wszelkie straty w ludziach i mieniu też zgłaszać do was ? - kwestia prosta i oczywista, przynajmniej dla niego. Wiedział, iż powyższe elementy będą nieuniknione, zwłaszcza przy takim doborze uczestników tego zlecenia.
19.02.2013, 01:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stracony sygnet
#19

Strażnik słuchając magów oderwał się od ściany i zrobiwszy dwa kroki w kierunku Sentue odwrócił się w stronę biurka i uśmiechnął się cierpko, lekko ironicznie.
- Dziękuję wam za zrozumienie i życzę owocnej pracy. Tak, straty w ludziach, jak to pan ujął, prosiłbym o zgłaszanie zarówno strażnikom na terenie dzielnicy, jak i nam przy okazji opuszczania miasta. Jeśli chodzi o straty w mieniu, wystarczy, że dogadacie się z właścicielem - to mówiąc mruknął do blondyna i powrócił do Sentue. Westchnął i spojrzał na bliźniaków. Zanim ktokolwiek w pomieszczeniu zdążył choćby zrobić wdech, obaj trzymali mężczyznę za ramiona, w obezwładniającym chwycie. Mieli nadludzką siłę, zapewne w pojedynkę daliby radę zatrzymać maga. Mamrotali coś pod nosami, jednak za cicho i za szybko, aby człowiek był w stanie zrozumieć ich słowa. Mięśnie twarzy Sentue stały się ciężkie, zbyt trudne do poruszenia - najwyraźniej został porażony czarem, uniemożliwiającym mówienie. Wysoki strażnik uśmiechnął się niebezpiecznie.
- Drogi chłopcze, nie radzę ci nas denerwować. Nie jesteś jedynym magiem w tym świecie, my również znamy różne sztuczki. Ten papierek to tylko nasza opinia na Twój temat, nie gwarantuje ci przejścia. W tym przypadku chyba nie zdziwi cię, że poczekasz na swoich współpracowników poza obrębem Górnego Valen - to mówiąc otworzył drzwi, przez które wcześniej weszli, ułatwiając bliźniakom wyprowadzenie mężczyzny. Za drzwiami czary zniknęły, Sentue mógł swobodnie mówić.


Widok po drugiej stronie zdecydowanie różnił się od widoku, który do tej pory mogli zaobserwować. Górne Valen było ogromnym, zielonym terenem, pełnym parków i dużych posiadłości. Przy większości budynków znajdowały się też ogrody, wypełnione niby dziko rosnącymi, egzotycznymi roślinami. Uliczki były czyste, zadbane z jasnej kostki, budynki ogrodzone zdobionymi bramami, uśmiechnięte kobiety z dziećmi wędrowały po ośnieżonych ulicach, plotkując ze sobą.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







19.02.2013, 08:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stracony sygnet
#20

Bum, wyrzucili go, a do tego zabronili wchodzić do górnego miasta. Jedyną reakcją na to wszystko był śmiech. Sentue stanął i zaczął się śmiać. Ten knypek może i mówił szybko, ale nie dla niego. Mimo, że został sparaliżowany to zrozumiał wszystko. Przecież sam posługiwał się identyczną mocą. Zanim drzwi się zatrzasnęły spojrzał w stronę pomieszczenia gdzie zostali pozostali członkowie tej misji.
-A to dobre...myślałem, że krasnoludy wymarły tysiące lat temu. -wyszczerzył się w krzywym uśmiechu i z rękoma w kieszeniach poszedł w stronę budynków, gdzie mieszkali biedni. Kiedyś się zemści na tym strażniku, gdy tylko jego ojciec będzie wolny i będzie mógł nauczyć go czegoś więcej. Wtedy ten koleś będzie martwy.
Wchodząc między brudne i zapleśniałe, a do tego sypiące się pod naciskiem wiatru budowle rozglądał się przy każdym kroku. Dokładnie mierzył wzrokiem każdego kto siedział, stał lub chodził tutaj. Ten stary grubas wysłał ich do górnej części miasta, aby znaleźć złodzieja, lecz szlachcica nie okradłby byle kto i na pewno nie nosił go ze sobą. Nikt mądry nie pokazywałby się publicznie z pierścieniem jednego z ważniejszy członków szlachty królestwa, zwłaszcza w dzielnicy gdzie wszyscy go znali i aż roiło się od takich jak jego zleceniodawca. Nie trudno będzie mu potwierdzić, że to akurat ten sygnet...no bo przecież ile wartościowych rzeczy można znaleźć w slamsach? No bo przecież gdzie można bezpieczniej schować coś niż w tak zasyfionym miejscu, gdzie nie zapuszczają się nawet mieszkańcy plebsu...właśnie! Jeżeli złodziej ukrył go gdzieś tutaj to musiało być miejsce, do którego nie zapuszczał się dosłownie nikt! Tylko co to mogło być za miejsce? Sentue musiał myśleć jak przestępca. Nie było to trudne, często kradł coś wrogom wkurzonych szlachciców na zlecenie. Podszedł do pierwszego lepszego biedaka.
-Przepraszam, nie wiesz może gdzie znajdę miejsce w tej części miasta, do którego nikt się nigdy nie zapuszcza? DOSŁOWNIE NIKT. -spytał z uśmiechem chłopak i niby niechcący potrząsnął sakiewką z klejnotami. Wiedział, że akurat tutaj było duże prawdopodobieństwo okradnięcia go, ale jak już wspominał...kto mądry zapuszczałby się do miejsca z rzeczami, których akurat tam brak i nie zamierzał tego oddać?
19.02.2013, 11:37
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki