Stary park
#41

Chłopak a raczej dojrzały mężczyzna dotarł do starego parku gdzie może uda mu się znaleźć jakąś duszę towarzystwa.. Najchętniej napił by się teraz piwa jednak trochę szkoda srebra na takie wydatki na chwilę obecną, no i zawsze można wrócić z poobijanymi kostkami na dłoniach, albo z pizdą pod okiem. Tak czy siak chłopak rozsiadł się na jednej z drewnianych w połowie popsutej ławek która jakby miała się zaraz rozlecieć.. Spodziewał się czegoś więcej po Valen i zbytnio go to miasto nie urzekło, chyba będzie musiał wracać z powrotem do Lothil, tam z tego co pamiętał spotkał Sotha i jakąś kobietę, której imienia nie pamiętał. Wiał lekki wiaterek co ani trochę nie przeszkadzało chłopakowi w tym aby sobie tu siedzieć jednak niebo było lekko zachmurzone i mógł zaraz spaść deszcz. Oczywiście Drakath miał nadzieję, że do tego nie dojdzie i tak już miał dość tej podróży. W oczekiwaniu na jakąś duszę towarzystwa zaczął w ogóle żałować, że wyruszył do tego miasta. Tak czy siak blondyn obecnie znajdował się w dolnym Valen a nie górnym jednak nawet tam nie zamierzał iść jeden i ten sam syf..
19.01.2019, 09:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary park
#42

otarłem do kolejnego punktu mojej podróży jakim był Stary Park w dolnym Valen. To właśnie tutaj miała czekać na mnie "wskazówka" którą otrzymałem od kurtyzany. Szczerze? Nawet już zapomniałem po co to wszystko, dlaczego latam za jakąś dziewczyną nie znając jej tak naprawdę. To cholernie męczące, na dodatek czuję się jak cholerny chłopiec na posyłki. Jestem kurwa Mędrcem, smoczym dziedzicem, gatunkiem wyższym od ludzi, a mimo to robię za najemnika i poszukiwacza informacji. Czym stało się moje życie... Mimo to czułem wewnętrzną potrzebę skończenia tego co już zacząłem dlatego nie przerywając swojej "misji" szukałem dalszych poszlak. Na moje szczęście zostałem obdarowany smoczymi zmysłami i dzięki temu udało mi się usłyszeć pewnego mężczyznę, który biadolił coś że ktoś nie przyszedł. Czyżby to był właśnie ten kochaś o którym była mowa jeszcze kilka chwil temu? Nie patyczkowałem się i usiadłem dosłownie po drugiej stronie ławki, obok rzekomego jego mościa. Ten spojrzał na mnie jak na skończonego idiotę. Ja zaś sztucznie się uśmiechnąłem i zacząłem rozmowę iż zauważyłem jego niespokojny oddech i lekkie zdenerwowanie: - Wszystko w porządku? Przeszkadzam Panu w czymś? - Po czym się zaczęło. Zdenerwowanie wyszło na jaw ze zdwojoną siłą, facet zaczął mówić szybko czując prawdopodobnie zirytowanie całą tą sytuacją: - Tak, czekam na kogoś i jak zwykle się spóźnia... - Od razu zapaliła mi się lampeczka w głowie. Czyli chodzi mu o Gabrielę, no kurwa na pewno o nią chodzi. Nareszcie coś poszło po mojej myśli! Zajebiście. Ja zaś dalej grałem i kontynuowałem rozmowę: - Czyli prawdopodobnie czekasz na dziewczynę o imieniu Gabriela, zgadza się? - Facet momentalnie spojrzał mi w oczy, jakby z delikatnym niedowierzaniem. Milion pytań w głowie, a ja udzieliłem mu tak mało odpowiedzi. Szkoda. Niestety będę musiał mu uchylić rąbka tajemnicy: - Zanim zaczniesz mnie wypytywać kim jestem, albo skąd ją znam to szybko ukrócę Twoje cierpienie. Powiedzmy, że chce się dowiedzieć dlaczego ona jak i kilku innych ludzi znikają bez wieści z miasta. Może ty mi coś o tym powiesz? - Po czym poprawiłem swój kostur na plecach dając znać mężczyźnie by lepiej gadał co wie bo inaczej będę już nieco mniej miły: - Jak to? To ona nie jest Jedyna? Mówiła mi, że będziemy razem już na zawsze... Wspomniała kiedyś też, że po burdelach zaczęli się kręcić dziwni ludzie i wypytywali o prostytutki... - Doglądałem się mu słuchając jego bicia serca. Łatwo wychwycić czy mówi prawdę czy nie dzięki szybkości bicia serca. Póki co nie zauważyłem, żeby przyśpieszyło dlatego względnie mu wierzyłem: - [b]Dzięki, jeśli się czegoś dowiem od razu dam Ci znać. Gdzie jest najbliższy burdel? - Facet zaczął myśleć, aż nagle jakby wpadł mu cudowny pomysł przemówił: - Idź główną ulicą w stronę portu, a go znajdziesz. Uwierz, ciężko przegapić... - Po czym spojrzał w ziemię ze smutkiem szlochając coś pod nosem. Podziękowałem na szybkości, klepnąłem faceta w bark na znak że wszystko będzie dobrze, a następnie ruszyłem ku nowemu miejscu.


Z daleko ujrzałem w końcu budynek, który miał nieco nadać sensu mojej wyprawie, jakkolwiek to brzmiało, nie miałem zamiaru korzystać z wachlarza usług jakim tutejsze dziwki mogły by mnie obarczyć. Nigdy tak naprawdę nie spodziewałem się że mogę tu trafić bez szczególnych powodów, innych niż przyjemności. Mimo to nie było to jakieś nadzwyczajne miejsce. Burdel jak burdel. Wszędzie dziewczynki do towarzystwa, które non stop mi się przyglądały. Ja rozumiem że moje włosy mają dość charakterystyczną barwę, a moja broń nie odzwierciedla mnie jako zwykłego chłopa, ale na miłość boską przestańcie bo coś mi spuchnie zaraz w majtkach i kompletnie zapomnę o tym co tutaj robię... Mimo mojej irytacji znów mój słuch uratował mi dupsko. Usłyszałem jak jakiś mężczyzna w okularach dopytywał o moją poszukiwaną. Widać było, że należał do klasy średniej, głownie przez swój strój. Niestety zdawałem sobie sprawę, że jeśli chce się czegoś jeszcze dowiedzieć to muszę wtopić się w tłum. Podszedłem do jednej z dziewczyn i zapytałem o cenę, jednym uchem słuchając jej, a drugim tajemniczego mężczyznę. Wpierw ujrzałem imiona dziewczyn, na których oczywiście widniało jedno, które najbardziej mnie zainteresowało. Mianowicie chodzi o kobietę, którą widziałem w porcie i powiedziała i o Gabrieli. Potem dotarła do mnie cena, która była wręcz niedorzeczna. 45 jebanych srebrnych smoków? Pierdole. Zrezygnowany wyszedłem z Burdelu i poszedłem kupić sobie browar. Zacząłem klnąć pod nosem. Z jednej strony mogłem zostawić tę sprawę w pizdu, jednak z drugiej moje wewnętrzne poczucie estetyki mówiło mi żeby skończyć to co się zaczęło. Wtedy wpadłem na pomysł, jeden, ostateczny, żeby sprawdzić ciemniejsze uliczki. Nie czekając na nic szczególnego po prostu zacząłem szukać pod osłoną nocy tego co może mi się przydać. Czułem się dosłownie wykończony, nie mówiąc już o irytacji związanej z tą "misją". Na domiar złego ludzie mnie wkurwiali, gapili się na mnie. Nie cierpię tego. Nawet bezdomni, którzy się mi przyglądali uciekli gdzie tylko pieprz rośnie. Wtedy to mi zapaliła się lampka nad głową, a na twarzy zagościł mały uśmieszek. Czas się zabawić.


Zacząłem biec za jednym z bezdomnych. Wiedziałem że go dogonię, nie było innej możliwości. Przyszpiliłem go do ściany w jednej ręce trzymając kostur, a w drugiej zaś małą sakiewkę z monetami. To miało go nieco przekonać do mówienia: - Dostaniesz kilka monet jak powiesz mi co chce wiedzieć. Po pierwsze, czemu zwiałeś, po drugie czemu do kurwy nędzy znikają ludzie z tego miasta!? Mieszkasz na tych ulicach, musisz coś wiedzieć. - Po czym czekałem aż dostanę to czego chciałem. Mężczyzna złapał małą zadyszkę, ale gdy wyrównał mu się oddech na jego szczęście zaczął gadać: - T-t-to wy panie jesteście z nimi? A czego się Pan spodziewał? Biedacy giną z ulic, nie wiemy co gdzie i jak... Po prostu następnego dnia, a czasem nawet po godzinie ktoś znika i te niewiele drobiazgów które miał razem z ni,. Jakby w ogóle nie istniał... - Zacząłem się zastanawiać po jakiego wała porywaczom bezdomni. Ta sprawa coraz bardziej mnie po prostu wkurwiała, ale nie dlatego że muszę biegać z miejsca na miejsce, a dlatego że robi się coraz dziwniejsza: - Nie, nie jestem z nimi tak jak ty to ująłeś. Badam tę sprawę i chce zapobiec tym całym niezbadany zniknięciom. Niestety mam za mało informacji i mam nadzieję, że mi pomożesz. Wiesz coś jeszcze? - Po czym zadzwoniłem mieszkiem z monetami, a mój wzrok świdrował menela podpowiadając, żeby współpracował. Ten zaś spojrzał raz to na mnie, raz to na forsę i chyba przekonany opcją zarobku znów zaczął gadać: - Nie, w każdym razie ja nie... Ale mogę popytać innych. Biedacy po prostu znikają. Ich rzeczy też. Maris i Ludriel zniknęli wczoraj, udało nam się wyżebrać parę groszy. Mieli iść coś kupić na targowisku do jedzenia. Niestety nikt ich tam nie widział, a biednych tam nie mało. - Odsunąłem swój kostur od ciała faceta mówiąc przy tym: - Rozumiem. Popytaj, zaprowadź mnie do innych biednych którzy mogą coś wiedzieć. Tam poczekam w ukryciu by was przypilnować. Jeśli coś się zacznie dziać, zacznę interweniować. Poza tym, jak Cię zwą? - Po czym wyczekiwałem na zgodę oraz imię osoby, która najwyraźniej najbardziej mi pomaga w tej sprawie. Kto by się spodziewał, że będzie to śmierdzący bezdomny...
[/b]


Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






08.03.2019, 16:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary park
#43

STRAŻNIK
Zatęchłe boczne uliczki rażą niemal każdego przechodnia zarówno zapachem, jak i wyglądem.



Zapach szczyn dobiegający od zatęchłych uliczek drażnił wrażliwy nos mędrca. Od czasu do czasu, ukryty w cieniu przemykał koło nich zapchlony, wychudzony kot, jakby licząc na odrobinę jedzenia. Po chwili przykurzony mruczek usiadł w niewielkiej odległości od mężczyzn i przyglądał się im wąskimi, zielonkawymi ślepiami, uderzając przy tym rytmicznie ogonem o beton.
Bezdomny wpatrywał się w mędrca nadal nieco przerażony, co chwilę wydmuchując w jego twarz zapach, który przypominał jedzenie zebrane w ciągu całego roku, wymiociny i kilka innych, niezidentyfikowanych woni. Przełknął głośno ślinę, powodując tym ruch jabłka adama, które znajdowało się niebezpiecznie blisko kostura.

-Zenon. - Odpowiedział cicho włóczęga. -Nazywam się Zenon, Panie. Bardzo chętnie zaprowadzę pana do moich, jednak cóż... -Zerknął ukradkiem na sakiewkę. -Oni nie ufają takim jak Ty. Jesteście pewni, panie, że możecie nam pomóc..? Po co w ogóle fatygować się takimi jak my?
10.03.2019, 23:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary park
#44

zglądałem się wokół siebie zastanawiając się co tak naprawdę tutaj kurwa robię. Śmierdzi tu sikiem, rzygiem i gównem. W skrócie: jeden wielki syf. Moje cholerne smocze zmysły czuję intensywność tych wszystkich zapachów kilka razy mocniej niż zwykły człowiek i już od kilku zbiera mi się na wymioty. Czemu? Cóż, po po prostu nie przywykłem do takich "perfum". Tak czy inaczej nie miałem innego wyjścia. Miałem wykonać zadanie i otrzymać sowitą nagrodę jeśli mi się powiedzie. Szczerze? To czy Ci ludzie znikają czy nie to mi koło ucha lata, a że ostatnio krucho u mnie z pieniędzmi to niestety muszę latać najpierw za dziwkami, a potem za menelami. Trudno, taka dola najemnika. Mój wzrok gonił za biedakiem którego udało mi się złapać. Wwiercały się one mu w duszę powodując za pewne nie mały strach. Szkoda, a może nie? Działało, do pewnego momentu gdy nie zaczął zadawać zbędnych pytań: - Dobrze Zenon, odpowiem Ci najprościej jak tylko umiem abyś zrozumiał. Jestem tu bo ktoś mi za to płaci. Chce się dowiedzieć co się tu odpierdala i tyle. Jako że się nawinąłeś proponuje pieniądze za informacje. A jeśli mi się uda złapać porywaczy to tylko na tym skorzystacie prawda? I tak nie macie dużo do stracenia.... - Po czym schowałem sakiewkę z powrotem za pazuchę i ścisnąłem kostur mocniej tak by zauważył to mężczyzna: - Prowadź więc do swoich znajomych. Będę Cię obserwował. Gdy się czegoś dowiesz znajdziesz mnie, a ja Ci dam nieco grosza. Dobrze? - Po czym czekałem aż Zenon się zgodzi i w końcu ruszy się coś w temacie moich poszukiwań. Cholernie to męczące...


Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






10.03.2019, 23:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary park
#45

STRAŻNIK
Jaki pozór sprawia ta niewiasta?




Biedak milczał dłuższą chwilę, po czym skinął głową. Jego wzrok podążył najpierw za meszkiem, który mędrzec schował za pazuchą, a następnie skupił się na kosturze. Gdy również mordercza broń oddaliła się od ciała menela, ten westchnął cicho z wyczuwalną ulgą.

-A więc chodźcie za mną, Panie.

Zenon odwrócił się twarzą w głąb zatęchłej alejki, po czym ruszył powolnym, chwiejnym lekko krokiem w jej głąb. Skrywający się w cieniu kot miauknął donośnie, odsłaniając przy tym drobniutkie, jednak wyraźnie ostre kły. Sierściuch przeciągnął się leniwie, po czym powolnym, dostojnym kocim krokiem ruszył w ślad za mężczyznami, zachowując jednak większą odległość. Po kilku chwilach, nie wyczuwając zagrożenia zaczął ocierać się o nogi mędrca, pomiaukując cicho.
Im dłużej szli, tym wyraźniejsza stawały się zapachy towarzyszące okolicy. Mężczyźni mijali gnój wyrzucany z okien przez mieszkańców kamienic, resztki jedzenia i wiele innych, niemożliwych do rozpoznania substancji. Po około dziesięciu minutach powolnego marszu dotarli do małego podwórka, znajdującego się wewnątrz małego kwadratu na tyłach zabudowań.
Oczom Daniela ukazało się małe zbiorowisko osób podobnych Zenonowi, zgromadzone wokół rozpalonego w metalowej bali ognia. Niechlujnie ubrani mężczyźni, jak i kobiety zajadali się znalezionymi resztkami jedzenia, wybierając co lepsze kąski brudnymi, sczerniałymi palcami. W samym kącie podwórka, lekko w cieniu siedziała samotna sylwetka. Kobieta ta jako jedyna nie wdawała się w żadne konwersacje między społecznością, a jedynie kątem oka obserwowała wszystkich zgromadzonych. Mędrzec mógł dostrzec miecz ułożony u jej lewicy. Gdy kobieta dostrzegła przybyszy zerwała się z miejsca i podeszła do nich szybkim krokiem zabierając z sobą oręż, a wszelkie rozmowy momentalnie ucichły.

-Zenek, odsuń się od niego. -Warknęła wyjątkowo dźwięcznym jak na bezdomną głosem, po czym ustawiła się twarzą w twarz z mędrcem, plecami zasłaniając widok na ogień i włóczęgów. -Mów kim jesteś i czego chcesz.

Gdyby Daniel bliżej przyjrzał się kobiecie, mógłby dojrzeć kilka faktów. Pierwszym z nich był ten, że tak samo jak reszta zgromadzonych, nie była ona najczystsza i nie pachniała najlepiej, jednak w jej przypadku ciężko było doszukać się odoru strawionego alkoholu czy też wymiocin. Drugą rzeczą była jej uroda. Mimo, iż ciemnobrązowe włosy były poczochrane i spięte na czubku głowy a twarz usmolona tak samo jak ubranie, to jednak część jej osoby jakby przedstawiała resztki dawnej urody. Duże, brązowe oczy przemawiały pewnością siebie, zgrabne, szerokie usta zaciśnięte były w wyrazie uporu. Szyja zakończona była wyraźnie zarysowanymi obojczykami, pod którymi można było dostrzec zarys kształtnych piersi, które delikatnie odsłaniała wydekoltowana koszulka. Zgrabną talię i biodra opinała leciutko gruba spódnica, sięgająca ledwo poza zgrabne kolana, pod którymi znajdowały się kształtne, umięśnione łydki.
11.03.2019, 22:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna