Atarashii




Karczma "Złotogrosz"
#91

STRAŻNIK
POCHMURNY PORANEK W CIEPŁEJ KARCZMIE.
Zapach świeżo przygotowanej golonki niósł się po izbie
Gdyby tylko nie ten dziwny staruszek...



Starzec zerknął na karczmarza, pijąc łapczywie ofiarowany kubek wody. Nie wydawał się być spragniony, ale skoro tak doił z tego naczynia, to kto wie? Odłożył kubek, skinieniem głowy dziękując za informację. Poprawił swoje znoszone szaty i wstał od lady. Ponownie spojrzał na Draugdina niezwykle uważnym i przeszywającym wzrokiem, po czym opuścił przybytek, a karczmarz odetchnął z ulgą.
Kiedy łowca zbliżał się do właściciela przybytku, ten zajmował się czyszczeniem glinianego kubka, z którego chwilę wcześniej pił starzec. Co ciekawe, chociaż dziadek wyglądał na sponiewieranego życiem, to nie czuć było od niego charakterystycznego fetoru biedy, który często towarzyszył najgorszym żebrakom i odpadkom społecznym.
- Ileś mi winien? 6 srebrnych smoków za to wszystko, chyba że chcesz kolejny kufel piwa. - Była to dość wyważona i rozsądna cena jak na taki posiłek oraz piwo. Karczmarz rozejrzał się po sali, ale ponieważ nikogo innego nie było, dodał cichszym głosem. - Czy mógłbym Ciebie prosić o to byś odprowadził tego staruszka do domu? Wiem, że pewno masz jakieś sprawy i jeśli Ci one naglą to zrozumiem, ale może zechciałbyś wykonać dobry uczynek? - Mężczyzna czekał spokojnie na odpowiedź.


Obnażam kły, gotując się do walki






25.12.2020, 23:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#92

Staruszek pił tak łapczywie, że Draugdin zastanawiał się czy rzeczywiście był tak spragniony czy zapijał stres. Jeżeli to drugie to chyba jeszcze nie słyszał o podobnym przypadku żeby zapijać stres czystą wodą... Czystym samogonem to już prędzej, ale wodą. Najwidoczniej musiał być jednak spragniony lub z grzeczności i potrafił odmówić. Starzec opróżnił szklankę, podziękował za poczęstunek oraz za informacje i w pośpiechu opuścił karczmę.
Karczmarz zmienił cel swojej uwagi na łowcę. Odpowiadając na jego pytanie podał cenę za jadło. Była ona rzeczywiście umiarkowana i niezbyt wygórowana jak za taką jakość usług i pożywne potrawy. Draugdin wysupłał z sakiewki siedem srebrnych smoków i położył na blacie. Przecież zwyczajowo przyjęte było aby zostawić napiwek tym bardziej, że klient i najedzony i zadowolony. Karczmarz dobrze wiedział jak prowadzić lokal, żeby zapewnić sobie stałe i stale powiększające się grono stałych, zadowolonych klientów.  
Z zamyślenia wyrwało Draugdina pytanie karczmarza. W sumie zaskoczyło go takie pytanie skierowane do przecież w sumie całkiem obcego przybysza, który zatrzymał się w karczmie na dzień czy dwa i być może wkrótce ruszy w dalszą drogę. Z jednej strony przypomniał sobie, że karczmarze z racji wykonywanego zawodu znali się na ludziach jak mało kto i potrafili jak to się mówi każdego ocenić na pierwszy rzut oka. Tylu karczmarzy co znał to praktycznie nigdy nie mylili się w ocenie nieznanego człowieka. Ten tu nie odbiegał od tej reguły i widocznie stwierdził, że Draugdin budzi zaufanie i dlatego skierował do niego to pytanie.
Łowca nie zastanawiał się długo.  W sumie i tak nie miał nic do roboty. Spacer po obfitym posiłku wyjdzie mu tylko na dobre. Przy okazji mógł zrobić dobry uczynek i zyskać sobie przychylność karczmarza. Nie był pazerny i nie liczył na nagrodę za taką błahostkę jak dobry uczynek. Tak został wychowany.
- W sumie to czemu nie. I tak nie mam nic w planach, a przy okazji spacer mi dobrze zrobi. - Odparł do karczmarza i poprawiwszy ułożenie mieczy w pochwach ruszył za staruszkiem.
Wyszedł z karczmy na powietrze. Dzień był chłodny ale rześki. Rozejrzał się w obie strony i szybko namierzył cel. Postać oddalającego się staruszka zamajaczyła mu w głębi uliczki. Ruszył za nim szybkim krokiem wyciągając nogi tak aby jak najszybciej dogonić mężczyznę. W miedzy czasie przez głowę przeleciała mu myśl czy okolica jest aż tak niebezpieczna, że karczmarz prosił go o pomoc. Nie wyglądało na to, ale łowca wiedział, że pozory często mylą.
Dogonił staruszka i wyrównał z nim krok.
- Karczmarz prosił, żebym odprowadził cię do domu, a że chwilowo nie mam nic do roboty więc chętnie dotrzymam ci towarzystwa. Nie masz nic przeciwko? - Zapytał bez ogródek Draugdin.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2020, 01:42 przez Draugdin.)

There can be only One Draugdin!
We are fools to make war on our brothers in arms.









26.12.2020, 01:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#93

STRAŻNIK
Pierwsze chmury stopniowo ustępują przed przedpołudniowym słońcem.
Na szczęście brak chłodnego wiatru, który mógłby skutecznie mrozić w swojej niepozornej formie.



Słysząc zgodę ze strony Draugdina, mężczyzna odetchnął z ulgą.
- Wspaniale, dobry z Ciebie człowiek. Niech Ci... Los w szczęściu wynagrodzi. - Zawahał się na moment, ale w miarę szybko dopowiedział drugą część. Czyżby miał kiedyś mało przyjemną sytuację z wyznawcami nieodpowiedniej religii? Trudno powiedzieć, ale taka opcja była możliwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w karczmie pojawiają się ludzie różnej maści, z wszystkich stron świata.
Kiedy łowca wyszedł z budynku, Staruszek stał dosłownie kilka kroków od budynku, rozglądając się po uliczkach. Wyglądał na zmartwionego, a siwe włosy bardziej siwe być nie mogły. Czyżby jego syn tak bardzo sprawiał problemy?
Słysząc co Draugdin miał do powiedzenia, wyglądał na zmieszanego. Nie spodziewał się, że ktoś kto bacznie obserwował go w karczmie, zaproponuje towarzystwo. Poprawiał długiego, białego wąsa, kiedy wreszcie namyślił się nad odpowiedzią.
- Karczmarz prosił? Asz to cwany lis. - - Dla mnie, a za mnie. Jeśli tylko nie boisz się spaceru tak długiego, co Ci nogi do dupy wejdą w całości, to nie ma dla mnie problemu. - Zaśmiał się, powoli ruszając do przodu. Faktem, że lata świetności miał za sobą, to i szedł żółwim tempem.
Okolica wydawała się dość bezpieczna i spokojna. Przynajmniej tak długo, jak po ulicy kręcili się strażnicy.


Obnażam kły, gotując się do walki






27.12.2020, 04:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#94

Draugdinowi nie straszne były długie piesze wędrówki ani jakiekolwiek inne zadania oparte na wytrzymałości. Choć przez chwilę zastanowił się czy nie cofnąć się do stajni po konia. Odrzucił jednak od siebie tą myśl. Przypomniały mu się za to długie dni i tygodnie jakie poświęcał na treningi, żeby dojść do takiej wprawy i formy jak obecnie. Przypomniał sobie również, że przecież pracował nad poznaniem i opanowaniem nowej umiejętności, która będzie mu bez wątpienia pomocna jednak ostatnio jakoś zaniedbał prace nad tym i obiecał sobie w duchu, że musi przy najbliższej wolnej chwili wrócić do tego. Wiedział i przeczuwał, że jest dosłownie na wyciągnięcie ręki od nauczenia się czegoś nowego. Lubił poznawać nowe rzeczy i lubił pracować nad sobą nie tylko po to aby utrzymać wysoką formę fizyczną jak i gotowość do walki, ale również lubił poznawać nowe rzeczy po to by się rozwijać i udoskonalać swoje umiejętności. Od nich przecież zależało jego życie. Przeżycie było najważniejsze tym bardziej, że chciał jeszcze tyle osiągnąć i miał tyle rzeczy do okrycia i zrobienia.
Szedł przez dłuższą chwilę obok starca w milczeniu słuchając tego wywodów. Szli raczej w wolnym tempie o ile nie można by się pokusić o stwierdzenie, że wręcz w żółwim tempie. Być może dlatego starcowi wydawało się, że mieszka niesamowicie daleko ze względu na długość podróży, którą musiał odbywać. Przynajmniej taką nadzieję miał łowca choć równie dobrze mogła to być płonna nadzieja. Tak czy inaczej złożył deklarację pomocy w odprowadzeniu staruszka i nie miał zamiaru się z niej wycofać.
- Dam radę, proszę się o mnie nie martwić. - Odparł do staruszka.
There can be only One Draugdin!
We are fools to make war on our brothers in arms.









27.12.2020, 22:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#95

STRAŻNIK
PIERWSZE CHMURY STOPNIOWO USTĘPUJĄ PRZED PRZEDPOŁUDNIOWYM SŁOŃCEM.
NA SZCZĘŚCIE BRAK CHŁODNEGO WIATRU, KTÓRY MÓGŁBY SKUTECZNIE MROZIĆ W SWOJEJ NIEPOZORNEJ FORMIE.



Staruszek przyjął słowa łowcy ze spokojem, niemniej na jego twarzy malowało się coś pokroju pobłażania. Czyżby droga miała być naprawdę dużo dłuższa, niż można było początkowo zakładać...
- Zatem chodź i nie ociągaj się młodzieńcze! - Chociaż w jego ustach brzmiało to co najmniej komicznie. Szedł powoli, a droga dłużyła się niemiłosiernie. Gdyby tylko Draugdin wiedział, że przyjdzie im pójść nieco dalej niż ulica od karczmy, bowiem mijali kolejne kamienice, stopniowo tracące blask i świeżość. Im dalej podążali, tym więcej biedy czuć było w powietrzu. Już przeszli dobre dwa kilometry, ale dziadek wciąż dreptał do przodu. Co ciekawe, przez całą drogę trzymał jedno, stałe tempo. Nawet po dalekim spacerku, nie zwalniał kroku.
- Zaraz będziemy. - Już dawno opuścili centrum miasta. Zbliżali się do peryferii, miejscu gdzie mieszkali górnicy i Ci, którym się nie udało w życiu zbyt wiele osiągnąć.

Zapraszam do tematu: Rudera Starca
Pamiętaj o kodzie opuszczenia tematu!


Obnażam kły, gotując się do walki






28.12.2020, 00:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#96

Szli już rzeczywiście dosyć długo jednak bardziej ze względu na tempo z jakim się poruszali niż na odległość jaką pokonali. Co prawda jeżeli dobrze oceniał przeszli coś około dwóch kilometrów jednak nie była to jakaś kolosalnie duża odległość. Chyba, że dla staruszka. Na treningach nierzadko biegał po minimum dziesięć kilometrów także stwierdzenie wypowiedziane przez mężczyznę, że to "dość daleko" rozbawiło go teraz. Podobnie jak stwierdzenie "zaraz będziemy". Starsi ludzie mieli dość specyficzne jak widać poczucia odległości czy czasu.
Nie przejmował się tym zbytnio licząc, że wkrótce rzeczywiście dotrą na miejsce. Odeskortuje staruszka do miejsca gdzie on mieszka i wróci do karczmy zająć się własnymi sprawami. Nie wiedział jeszcze czy na dniach ruszy dalej w drogę czy pozostanie w mieście jeszcze kilka dni dłużej by być może wrócić do treningów i spróbować zakończyć proces nauki nowej umiejętności. Zazwyczaj pomocni w tym byli nauczyciele czy mistrzowie w danej dziedzinie walki czy umiejętności jednak w tym obcym mieście nie wiedział gdzie takiego kogoś szukać. Zakładając, że w ogóle w tej okolicy ktoś taki mieszka.
Idąc powoli obok niezbyt rozmownego staruszka myślami był daleko. Za długo nic nie robił. Za mało ostatnio ćwiczył i wiedział, że pilnie do tego musi wrócić. Tak samo czuł już wołanie szlaku i głód przygody. Poszukiwania odpowiedzi na pytania, ka które być może ich nigdy nie znajdzie. Jednak wychodził z założenia, że lepiej umrzeć próbując niż nie robić nic. Miał cel w życiu i dlatego celu opuścił rodzinne strony. Okazało się, że poszukiwanie przygód potrafiło być równie uzależniające jak alkohol czy inne używki. Przygody wzywały coraz mocniej. Czuł niemalże namacalny głód.
Zauważył, że znaleźli się w biedniejsze dzielnicy miasta. Staruszek twierdził, że zaraz będą na miejscu. Nie miał powodów żeby mu nie wierzyć, jednak nie poprzestał zachowania chociażby podstawowej czujności. Życie na szlaku go tego nauczyło i niejednokrotnie uratowało mu to życie.
Gracz opuścił wątek
There can be only One Draugdin!
We are fools to make war on our brothers in arms.









28.12.2020, 10:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#97

STRAŻNIK



Ach tak o stanie Valen słyszałem, ło panie ale co tam opowiadali, że jaki Smok, że Dzikie zwierzęta. Powiedzcie przeca prawda to li? Powiem ci szczerze też ci bandyci dziwi, pewnikiem to jakaś zdesperowana grupa, przeca nikt normalny nie czatował by na karawanę z tego miasta. Chyba no że wiedzieli o was.  - karczmarz z zaintrygowaniem patrzył na niego szorując kufle. Zrobił sobie chwilkę obsługując kolejnego z klientów i wybitnie czekając na odpowiedź o tym co się stało w Valen czy cokolwiek podobnego. Obsługiwany jegomość też się mu przypatrzył i widocznie też był zainteresowany jego opowieścią. Nie szło uwadze że spora część ludzi w karczmie podobnie.

To co w tym mogło zainteresować Garetha to obecność w gronie przysłuchujących się kilku kobiet.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2021, 21:10 przez Enarius.)

23.01.2021, 21:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#98

areth tylko wzruszył lekko ramionami. -Szczerze to nie mam pojęcia. Spędziłem tam zaledwie dzień i pół. Choć nie przeczę, że wydarzyło się sporo. Ha! Spotkałem człowieka wyglądającego jak demon! Dasz pan wiarę?!- Następnie akolita podrapał się po brodzie i pokręcił lekko głową. -Nie wyglądali na desperatów. Tyle jestem w stanie powiedzieć. Widząc grupę kobiet Gareth uśmiechnął się ciepło w ich kierunku. Następnie pociągnął kolejny porządny łyk z kufla. A teraz jedzenie, mości karczmarzu. Picie na pusty żołądek nie kończy się dobrze.
Karczmarz posłuchał tego z uwagą po czym zapytał - Mamy ciepły gulasz do tego proponuję pieczoną kaczkę i opiekane ziemniaki. Za 4 Srebrne Smoki może być? - po czym dodał - Cóż z tym demonem to powiem ci jestem zaskoczony kto to wie czy to naprawdę nie był demon patrząc na to co się tam stało. Może li to nie był smok jeno właśnie demon. A co się zaś tyczy tych bandytów to powiedziałbym że w takim razie musiał być dobry powód że tam byli. Lepiej nie polecę tej trasy chłopakom. - skinął w stronę kilku najemników w tle który kiwnęli mu tez głową. Tymczasem kobiety uśmiechnęły się lekko zalotnie. Patrząc po stroju były to kurtyzany. Kolory włosów miały różne z tym że kolor skóry był raczej jasny. Koloru oczu określić stąd nie szło ale ciała miały ponętne. Najwyższa z nich miała biust mały acz kształtny i jasno blond włosy. Druga była Niższa acz biust miała ogromny a włosy brązowe. Ostatnia zaś niska i wyglądająca bardziej jak dziecko z czarnymi włosami.
Gareth uśmiechnął się błogo na myśl o porządnym gulaszu. Ostrożnie sięgnął do sakiewki, która znajdowała się w jednej z jego licznych kieszeni i wyciągnął z niej cztery srebrne monety. -Ciężko powiedzieć, a kiedy nie jestem czegoś pewny to staram się trzymać język za zębami. Faktem jest, że Valen wygląda fatalnie. A co do trasy to faktycznie, byłoby dobrze, gdyby kupcy unikali tego szlaku. Nie wierzę, że to powiem, ale droga morska jest lepszym wyborem.- Następnie jego uwaga przeniosła się na grupkę kurtyzan. Choć był zmęczony drogą to pozwolił sobie na podziwianie piękna lokalnych kobiet. Oczywistym było, że jego uwagę przykuła najwyższa kobieta. Możnaby rzec, że większość z jej cech trafiało w jego gusta.
W odpowiedzi na jego spojrzenie blondynka popatrzyła mu prosto w oczy po czym zajęła się rozmową z koleżankami. Te widząc gdzie zmierza jego wzrok straciły im zainteresowanie acz rozmawiały ze sobą dość zawzięcie.
Karczmarz wysłuchał go do końca ale widząc że nic więcej nie wie przestał go niepokoić dodał tylko - W dokładce do obiadu za 3 smoki mogę cię przenocować. - widział jego spojrzenie na kurtyzany - Jeśli mam wliczyć dodatkowe usługi policzę ci tylko 25 srebrnych za całość. Powiedzmy że koszt pokoju jest wtedy dla mnie znikomy. Ale czy cię obsłużą to musisz sobie pogadać już z nimi.
Akolita zaśmiał się cicho widząc reakcję kobiet. Nic nie mógł poradzić na to, że jedna z nich miała oczywistą przewagę. Jego uwaga ponownie skierowała się ku karczmarzowi. -Ah! Wierzę, że Cedrik już opłacił pokój dla mnie. Przynajmniej tak zapewniał, a ja jestem skłonny mu uwierzyć.-Mężczyzna pokręcił lekko głową. -Nie wątpię, że byłby chętne, ale...-Jego głos zawiesił się na moment. -Pomimo ich niewątpliwego uroku będę musiał odmówić.
Karczmarz uśmiechnął się - No dobrze jak się na niego powołujesz to niech będzie i tak. Choć powiem ci od razu że zapłacił tylko za jedną noc. Szybko zbierasz się w drogę przyjacielu. - po czym wrócił do swoich obowiązków.
Gareth z radością zabrał się za jedzenie gulaszu. Po uporaniu się z posiłkiem przeciągnął się leniwie i rozglądnął po pomieszczeniu. Zawahał się na krótką chwilę po czym westchnął lekko. -Jeśli można się zapytać... Gdzie znajduje się mój pokój? Z chęcią udałbym się na spoczynek. Droga była męcząca, a wolałbym mieć dużo siły na zwiedzanie miasta i chłonięcie wszystkiego co ma do zaoferowania.
Karczmarz skinął na jedną z służek krzątających się z tyłu na kuchni - Zaprowadź go proszę. - po czym ta poprowadziła go po schodkach na pierwsze piętro. Jego pokój był czwarty z prawej. Po wejściu do środka zobaczył pomieszczenie małe acz schludne. Łóżko wąskie i całkiem wygodne. Pościel była o dziwo lepszej jakości niż siano i jakieś płaszczy. Wydawało się że podłożone jest jakimś rodzajem skóry. Prawdopodobnie owczą sądząc po teksturze. Jeśli zdecydował się spać noc minęła mu spokojnie. Nie mniej około 5 nad ranem obudził go krzyk. Sądząc po głosie był to Cedrick.








24.01.2021, 00:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki