Atarashii




Plac
#91

amstur rozejrzał się po pomieszczeniu, po czym widząc, że nic nie zmieniło się od jego ostatniej wizyty, ponownie wywołał zaklęcie Żywych Świateł. Gdy małe, latające punkty światła ustawiły się w odpowiedniej pozycji, zdjął z ramienia torbę i wygrzebując z niej zakupione narzędzia i fiolkę ze smoczego szkła zabrał się za pobieranie próbki kwasu.
Starał się pracować z wielką ostrożnością oraz uwagą, wiedząc, ze najmniejsze zetknięcie z kwasem może być dla niego nie tylko niezwykle bolesne, lecz również może zaprzepaścić jakiekolwiek szanse na zebranie próbki.
Przez szparę w podłodze doleciały do niego słowa Pani domu. Jej retoryczne pytanie ponownie przywołało u skryby rozmyślania na temat możliwych profilów oprawcy. Teorię o zwykłym, bezrozumnym potworze, który opierały się tylko na instynktach i jakiegoś rodzaju sadystycznej, pokrętnej  ciekawości, przyszło odrzucić mu już dawno. Kwas, mimo że niezbadany, z całą pewnością nie był pochodzenia czysto naturalnego – świadczył o tym chociażby fragment szkła, który pozwolił przetrwać próbce kwasu.
Myśl o szkiełku podsunęła Hamsturowi inny pomysł. Gdy uda mu się już pobrać próbkę kwasu, skryba miał zamiar dobrze przyjrzeć się obiektowi, być może pozwoliłoby to dostrzec na nim jakieś wskazówki.









19.06.2019, 11:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#92

ron uśmiechnął się ponuro. Prawda była taka że on wciąż za cholerę nie wiedział co się tutaj działo. Gdy jego, obcy mu notabene, współpracownik oglądał trupa, on został na dole. Ciekawość go trawiąca była jedną kwestią, jednakże jako osoba obdarzona obywatelskim antytalentem do wszelkich rzeczy magicznych i nadnaturalnych, wolał nie dotykać się chemii. Ta była dla niego być może jeszcze bardziej enigmatyczna niż zwykła magia która przecież była po prostu darem od bogów. Martwa, nawet jeśli zostało z niej niewiele i w gruncie rzeczy było jej pewnie wszystko jedno, zasługiwała na jakiś poziom szacunku. Kiedy więc specjalista od alchemii zajmował się na piętrze swoją robotą, siwowłosy kontynuował rozmowę z panią domu.


– Tego się dowiemy, droga pani. – Powiedział spokojnie, pewnie. Nawet jeśli cała sytuacja była dość beznadziejna, przynajmniej swą postawą mógł uczynić jakąś pomoc mieszkańcom. – Od siebie mogę zapewnić że zbrodniarz dostanie za swoje. I to już niedługo.
20.06.2019, 09:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#93

STRAŻNIK


aklęcie ponownie przegoniło półmrok panujący w pokoju, który był świadkiem makabrycznych wydarzeń. Światło tylko utwierdziło Hamstura w przekonaniu, że nikt tego miejsca nie odwiedzał. Wathgurt zatrzymał się w progu pozwalając Hamsturowi zająć się pobieraniem próbki. Zaglądał tylko od czasu do czasu do środka jakby próbując znaleźć nowe ślady. Samo pobieranie przebiegło bez większych problemów. Czasami Hamsturowi zadrżała ręka, zapewne z powodu braku obycia z tego typu sprzętem, ale nie skończyło się to żadną tragedią. Wkrótce obsydianowa fiolka wypełniła się się silnym kwasem i Hamstur był w stanie przyjrzeć się dowodowi zbrodni. Znajdowały się na nim ślady jakiejś pieczęci... bądź też symbolu. Ciężko było ocenić, ponieważ był to tylko drobny fragment całości. Zapewne należącego do tego kto tę fiolkę wyprodukował, bądź też sprzedał. Poza tym nie był w stanie znaleźć niczego więcej. Alchemik stojący za plecami akolity spoglądnął zza jego pleców. -Wszystko w porządku?

Kobieta uśmiechnęła się na słowa kowala. Widać było, że jego pewność... nawet jeżeli bezpodstawna przyniosła kobiecie ulgę i choć odrobinę radości w tych trudnych czasach. -Dziękuję... naprawdę. Pana słowa wiele znaczą. Jest pan pewny, że nie chce pan nic jeść? Zupa powinna być jeszcze ciepła! A tak rosły i postawny mężczyzna jak pan musi dużo jeść.-Powiedziała kobieta, po czym zaczęła krzątać się po kuchni. -To jak to jest z waszą grupą? Wasza trójka pochodzi z Valen? Czy z jeszcze dalszych rejonów.-Zapytała gospodyni, cały czas będąc przekonaną, że cała trójka dobrze się zna.
29.06.2019, 13:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#94

amstur zmarszczył brwi. Oznaczenia na fragmencie szkła bardzo go zainteresowały. Spojrzał na Wathgurta, po czym rzekł:
- Wygląda na to, że na szkle są jakieś oznaczenia.  - powiedział lekko zamyślony. Wręczył on próbkę kwasu stojącemu obok alchemikowi, po czym sięgnął do torby. Grzebiąc, wyciągnął z niej kartkę i rysik.
Przyszło mu na myśl, że dobrze byłoby mieć zaklęcie, które pozwoliłoby mu manipulować oraz podnosić tego typu rzeczy bez ryzyka. Być może typ niematerialnej kopii, objawiający się jako czysta siła przyłożona na przedmiot, rodzaj czystego użycia magii w sposób kierowany myślą. Taka manifestacja czystej psyche mogła być bardzo pomocna w wielu różnych czynnościach, lecz jak domyślał się Skryba, ciężko byłoby coś takiego wymyślić w ciągu paru minut.
Mimo to postanowił spróbować. Skupił się myślami na zaklęciu. Najpierw wizualizował sobie jego utworzenie, strukturę oraz sposób manifestacji, po czym skoncentrował się na jego działaniu i roli. Wyobraził sobie, że jako niematerialna kopia podnosi kawałek szkła i ostrożnie wyciąga go spod resztek łóżka, po czym unosi na tyle wysoko, by można było dobrze zobaczyć symbol na szkle.
Miał co prawda niskie szanse, ze zaklęcia zadziała za pierwszym razem, lecz nie martwiło go to. Wiedział, że nawet jeżeli mu się nie uda, nadal miał pęsetę ze smoczego szkła w swojej torbie i to jej użyje do podniesienia fragmentu.
Niezależnie jednak od metody, jaka użyta zostałaby do wyciagnięcia odłamku szkła, Hamstur miał zamiar przerysować symbole z dużą dokładnością na kartkę. Wiedział, że nie może się wykazać opieszałością i zignorować coś, co może być bardzo ważnym tropem lub chociażby przydatną wskazówką.









01.07.2019, 10:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#95

ak właściwie to Bron był głodny. Po podróży został uraczony przez miasto ciszą i alkoholem, a tylko połowa z tych rzeczy mu odpowiadała. Widząc stan w jakim miasto teraz się znajdowało, kowal wątpił by ktoś jeszcze zechciał zaproponować mu ciepłą strawę. Skinął więc głową i zajął miejsce przy stole. Kiedy tylko miska się przed nim zjawiła, zaczął po prostu jeść, stwierdziwszy że wszystko inne może poczekać. Hamstur i tak był aktualnie zajęty swą pracą na piętrze.

Spędziłem w Valen pół swojego życia, ale wychowałem się w Teolii. Miasto być może duże i piękne, ale ludzie chuje. Czego musiałem się tam chwytać żeby przeżyć to żaden bard pani nie nazmyśla. Sam bym nie uwierzył we własne historie, gdybym sam ich nie przeżył. A co do moich towarzyszy to nie pytałem.
05.07.2019, 16:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#96

STRAŻNIK


athgurt zmarszczył lekko brwi. -Oznaczenia?-Zapytał spokojnie biorąc do rąk fiolkę z kwasem. -To może być pomocne... Niech pan będzie ostrożny.-Dodał alchemik widząc, że Hamstur coś kombinuje.
Samo zaklęcie Hamstura... ku jego zdziwieniu powiodło się. Ciężko powiedzieć czy był to zwykły łut szczęścia czy też niesamowity talent magiczny akolity, ale zbita fiolka zaczęła unosić się w powietrzu i dryfować w kierunku akolity. Alchemik towarzyszący Fjolswirowi uniósł wysoko brwi. -Przydatna sztuczka... muszę przyznać, że pańska magia okazuje się być bardzo pomocna w naszym śledztwie.
Wkrótce Hamstur był w stanie rozszyfrować symbol znajdujący się na zbitej fiolce... i był on dokładnie taki sam jak ten znajdujący się na naczyniu w rękach Wathgurta. Symbol Kompanii Handlowej Greathadu.

Kobieta widząc jak Bron zajmuje miejsce przy stole uśmiechnęła się promiennie po czym nałożyła mu jakiejś zupy do miski, złapała piętkę od chleba i zaprezentowała płatnerzowi posiłek. Żurek z jajkami i mięsem pływającym we wspaniale pachnącej zupie. Brzuch Tazara mimowolnie zaburczał czując tak wspaniałą woń. -Życzę panu smacznego!-Powiedziała gospodyni z nutką radości w głosie. Lecz po chwili jej twarz wyrażała zdziwienie. -To... panowie się nie znają? Byłam pewna, że jesteście częścią drużyny. A to akurat ciekawe...-Powiedziała zamyślona kobieta siadając przy stole naprzeciwko Brona. Sama również nałożyła sobie późny obiad.
05.07.2019, 17:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#97

o prostu tam skąd jestem nie patrzy się na pochodzenie. Nie pytam o takie szczegóły i nie zapamiętuję ich. – Silnoręki skontrował spokojnie sugestię kobiety. Nie chciał wprost zdradzać że ludzie z którymi przyszło mu pracować są mu kompletnie obcy, próbował więc stworzyć choćby iluzję więzi mogącej ich łączyć. Zresztą, w tym co mówił było też dużo prawdy. Nie raz na teolskich ulicach zjawiali się ludzie z którymi trzeba było dzielić los, a o których przeszłości wiadomo było tylko tyle, że skończyli w tym samym miejscu. Takie praktyczne, awanturnicze podejście było dziedziczone z pokolenia na pokolenie w biedniejszych rejonach krainy. Często stanowiło jedyny skrawek dumy na który biedota mogła sobie pozwolić, przytłaczana zazdrością o bezpieczne, zdrowe życie szlachty.

Tak więc, kiedy już dwójka alchemików znalazła się znów na dole, ich towarzysza zastali jedzącego sobie żurek, jakby nigdy nic, chwaląc przy tym umiejętności pani domu. Doprawdy bowiem, dawno nie jadł tak dobrej zupy. Alyssa może znała się na prowadzeniu domostwa i nie pozwoli by kuźna upadła nawet pod nieobecność jej właściciela, ale jedzenie robiła po prostu zwykłe. Ani dobre, ani złe. A żurek ten był prawdziwym majstersztykiem sztuki żurkownictwa. Oczywiście, gdy tylko zauważył obecność współpracowników, odezwał się.

Czy skończyliście już zbierać próbki? Jeśli tak – Dojem zupę i możemy ruszać... zapewne spowrotem do ratusza, tak?
05.07.2019, 21:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#98

kryba bardzo ucieszył się, że jego zaklęcie zadziałało za pierwszym razem. To znacznie ułatwi tworzenie kolejnych, potrzebnych zaklęć. Szczególnie jeśli metoda tworzenia oraz wizualizacja działania zaklęć, którą opracował pozwalała mu na tak łatwe ich splatanie. To jednak należało poddać dalszym testom.
Hamstur zszedł na dół w towarzystwie Wathgurta. Cały czas zastanawiało go znalezisko. Kompania Handlowa Greathard. To nie wydawało się zwiastować nic dobrego. Jeśli tylko jedna osoba handlowała tym sprzętem w Grimssdel, to winowajca nasuwał się sam, co jednak zdawało się być za proste. Niezależnie jednak od przypuszczeń Akolity, należało podzielić się swoimi znaleziskami z jego nowym towarzyszem.
Brona zastał jedzącego zupę. Żurek sądząc po zapachu. Trochę zdziwiło to Hamstura, lecz postarał się niczego nie okazać. W końcu nie było po co wypytywać o takie rzeczy. Siadł więc tylko koło mężczyzny i czekając, aż ten skończy posiłek rzekł:
- Smacznego. Udało mi się dokonać wraz z Panem Wathgurtem dość ciekawego znaleziska. – mówiąc to, wyciągnął rysunek symbolu widocznego na fiolce i położył go na stole - Fiolka, której użyto do przetrzymywania kwasu, miała na sobie taki symbol. Jest on, jeśli się nie mylę, symbolem Kompanii Handlowej Greathard. Dodatkowo, symbol ten można znaleźć na zestawie, który udało mi się zakupić tutaj od właściciela faktorii handlowej, człowieka imieniem Artur. Niektóre wnioski zaczynają nasuwać się same, lecz wolałbym nie wyciągać zbyt pochopnych i daleko idących założeń.  Panie Wathgurtcie, wie Pan może, ktoś prócz Artura mógłby posiadać taki sprzęt?









09.07.2019, 10:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#99

ajadając się w najlepsze, mężczyzna myślał nad tą sprawą. Młody brodacz miał rację – Pewne podejrzenia nasuwały się od razu i w głowie Silnorękiego od razu pojawił się pomysł porozmawiania z osobą odpowiedzialną za handel w gildii po swojemu. Nie podejrzewał co prawda że ludzie z faktorii, czy to sprzedawca, czy właściciel, byli zamieszani w mord. Na pewno jednak ktoś musiał tam pamiętać kto ostatnim czasem mógł wykupić zestaw alchemiczny takiego sortu. Musieli pamiętać. Płatnerz znał sposoby na przywrócenie im pamięci.


Równie dobrze możemy poprosić Artura o historię sprzedaży. Jeśli się nie mylę, powinien mieć zapsaną każdą odbytą transakcję. – Powiedział. On sam w domostwie miał jedyną książkę do której zaglądał i była nią właśnie historia kupców. Przydawała sie przy kontaktach ze strażą, a i pozwalała trzymać konktakt z co ciekawszymi wojownikami. – Jego pamięć też powinna sięgać przed początek morderstw.

Warthgut spojrzał zaś na Hamstura w zamyśleniu.
Na pewno nie tutaj... sam mam podobny sprzęt w mojej pracowni w Valen, ale nie jest to rzecz tania. Natomiast zamówić... nie wiem. Na pewno burmistrz byłby w stanie złożyć takie zamówienie. Może aptekarz. Poza tym nie przychodzi mi nikt do głowy.

Tymczasem gospodyni spoglądnęła na Hamstura i jego towrzysza z niepokojem. Żurku z pewnością było już niewiele, a właśnie przybyłe dwie potencjalnie głodne osoby... Warthgut jednak pomachał ręką i podziękował za posiłek. Kowal spodziewał się tego i po drugim współpracowniku. Biorąc pod uwagę gościnność burmistrza, na pewno tego dnia dostali okazję by się porządnie najeść. Albo i mieli jakieś inne powody by odmówić dobrego żurku. Tazar w to nie wnikał, Tazar po prostu jadł. A właściwie już kończył. Mimo że ci nie poganiali go słowami, wiedział że nie wypada opóźniać śledztwa z powodu takiej pierdoły.

Prosiłem już raz o to właściciela faktorii. Wydawał się nie być z tego zadowolony. Powiedział tylko, ze nic ze sprzętu nie zginęło, a nikt ostatnio czegoś takiego nie kupował. – Odparł Hamstur, gdy postawny Teolczyk odkładał miskę. – Wtedy stwierdziłem, że wynika to po prostu z jego niechęci do nas, lecz teraz wydaje mi sie to bardziej podejrzane. Jak wiec robimy mości Bronie? Składamy wizytę panu Arthurowi, czy najpierw zajrzymy do apteki by przebadać znalezioną próbkę? Proszę się nie kłopotać, ja także pozwolę sobie nie skorzystać.

Jego ostatnie słowa były oczywiście skierowane do pani domu. Ona chyba ze swoistą ulgą przyjęła tę wiadomość. Jadła nie mogło starczyć dla wszystkich, a ona musiała zachować odrobinę dla siebie i męża, który na pewno będzie głodny po całodniowym chowaniu się w swoim pokoju i płakaniu w poduszkę. Tazar odczuwał do tego człowieka mieszane uczucia. A była to mieszanka pogardy i złości na mężczyznę zbyt zatopionego w swojej rozpaczy by samemu stanąć do boju z nieznanym napastnikiem. O tak, kimkolwiek był morderca, na pewno był przerażający. Ale jakoś musiał się tu dostać. Jakoś musiał zamienić dziewczę w dziurę podłodze. I jakoś musiał uciec. Nawet gdyby wszystko to się udało w domu Tazara, on nie pozwoliłby przestępcy zmrużyć oka. Choć tu nie pchała go żądza zemsty, sama nienawiść do takiego psychola mu wystarczała by chcieć prowadzić to śledztwo dalej i do skutku.

Myślę że da się go przekonać do powierzenia nam tych informacji. Jak sam mówiłeś, nie trudno jest wysnuć pewne wnioski na podstawie naszych dowodów. Można uświadomić o tym pana Artura. Postawiony pod tak ciężkimi zarzutami raczej nie będzie miał innego wyboru niż współpracować z nami. – Stwierdził, wysnuwając prosty plan, adekwatny do jego prostego toku myślenia. – Choć i możemy najpierw odwiedzić i aptekę, jeśli uważasz że możem znaleźć tam przydatne informacje. Ty jesteś eskpertem w tej dziedzinie.

W takim razie zacznijmy od apteki, to i tak jest po drodze. – Usłyszał w odpowiedzi. W tej chwili do rozmowy włączył się alchemik, wzdychając głośno.

A nie przypuszczacie panowie, że jest już trochę za późno na odwiedzanie kolejnych podejrzanych? Jest już prawie godzina ósma. Ja jestem przyzwyczajony do pracy po zmroku... ale nie wiem jak inni. – Spojrzał na Hamstura z lekkim uśmiechem. "Pilnujtyżeś swojego kurwa nosa", pomyślał wtedy Bron, poirytowany takim przytykiem w czyjąkolwiek stronę. – Jeśli aptekarz nas przyjmie to czemu nie, ale wątpię, żeby na faktorię starczyło dziś czasu.

Z tego co mi wiadomo, działamy z ramienia ratusza. Nie wydaje mi się by nasi podejrzani mogli nam odmówić wizyty. – Tazar odpowiedział sucho, stanowczo, tak jak gdyby tylko to było potencjalną przeszkodą w nocnych podróżach.

Zresztą, należy rozwiązać sprawę jak najszybciej. Dzisiaj w nocy zabójca także może uderzyć. I jeśli możemy go powstrzymać, to późna godzina nie powinna stać nam na przeszkodzie. – Zgodził się z nim Skryba.

Oczywiście panowie. Macie rację! Po prostu chciałbym uniknąć jakichkolwiek głośnych działań. To może zabójcę albo spłoszyć... albo sprawić, że zacznie działać niczym szczur zapędzony w róg. Odwiedzenie apteki wydaje się być rozsądnym pomysłem, ale proszę... – Spojrzał na Brona. – Bez żadnych pochopnych działań!

Choć alchemik posłusznie kiwał głową i zgadzał się z nimi, Tazar wywęszył u niego... strach? Coś jak... szczur zapędzony w róg. "Jakie tajemnice możesz ukrywać w tej faktorii, co?", zapytał samego siebie Silnoręki. Choć obydwu towarzyszy znał bardzo krótko, sama postawa mówiła sporo o każdym z nich. Młody Skryba był rzeczowy, nie marnował słów na pierdoły i truizmy. Ekspertyzie takiego człowieka Tazar mógłby powierzyć sprawy których sam nie rozumiał. Wathgurt zaś w tej chwili zachowywał się jak rasowy krętacz, niestety taki niskich lotów. W Teolii powstało specjalne określenie na takich. "Chujousty". A przynajmniej tak wołano na nich w czasach bronowej młodości. Grypsera jest bardzo żywym językiem i niewątpliwie mogła zmienić się przez lata nie do poznania.

Proszę się o to nie martwić. – Powiedział spokojnie, lecz równie stanowczo, dzwigając się z siedziska i kierując w stronę drzwi. Jego twarz przybrała uśmiech. Wesoły i jednocześnie okropny. Okropny, bo niestety tak wyglądała jego pięćdziesięcioletnia morda. – Tam skąd pochodzę mieliśmy gagatków którzy nie chcieli mówić gdy ich ładnie poproszono. Sekretne techniki dyplomacji "Utszebe" nie są mi obce. Pan Artur w podskokach da nam adresy wszystkich podejrzanych i raz dwa rozwikłamy sprawę.

Opuszczając dom, rzucił jeszcze tylko "Do widzenia! Dziękuję pani za przepyszny obiad!", skierowane do gospodyni. Idąc zaś do apteki, pilnował by Wathgurt szedł co najmniej na równi z nim. Nie ufał chujowi.

Gracz opuścił wątek
09.07.2019, 14:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki