Atarashii




Mały domek
#11

Opowieść Leny była dość niesamowita, wręcz niewiarygodna. Z zaciekawieniem słuchał i marszczył co chwile brwi przypominając sobie kto był kim, gdy ta wymieniała imiona. Łączył fakty i starał się zrozumieć. Chyba mu wyszło.
- To jest Twój cel, czy Rebecki? Dlaczego chcesz spełnić go skoro nie dotyczy on Ciebie? - domyślał się, że pewnie wiąże ich umowa jakaś. Ona daje jej magiczną moc, a ta ma wykonać zemstę. Przynajmniej tak wydawało się Ray'owi, który z trudem pojął taki ogrom informacji. Jego umysł nie był przyzwyczajony do chłonięcia takich ilości, gdyż zwyczajnie olewał naukę zawsze. Nie był wykształcony, chociaż coś tam wiedzy miał. O duszach to był obeznany jak mało kto, ale nic po za tym.
- Wszystko kręci się wokół romansów i miłości. Zabawne co ludzie potrafią robić z takich powodów. Nie dziwie im się. - powiedział i położył się na łóżku. Wystawił przed siebie dłonie i chwilę patrzył przez palce na sufit.
- Moja historia? Nie jest taka poważna jak Twoja. Krótka i prosta. - opuścił dłonie i wyciągnął sztylet, którym bawił się obracając w dłoni.
- Cóż, pochodzę z Teolii, z zamożnego domu, a nawet willi. Ja, ojciec, matka i 3 lata starsza siostra Yozora. Od zawsze byłem czarną owcą w rodzinie, a to przez moje hobby. No nie będę ujawniał jakie, raczej to widoczne wystarczająco. Żyło mi się dobrze, ćwiczyłem z ojcem, który później pogniewał się na mnie, aż do momentu, gdy dostałem nauczyciela magii. Pierwszy ze mną nie wytrzymał i porzucił robotę, ale drugi młody wtedy Akei dał radę. Uczył mnie magii i szermierki, a w zamian zapoznawałem go z dziewczynami. Układ był dobry, bo ja miałem czas wyjść gdzieś, a on trenował mnie za pieniądze od ojca i przymykał oko na ucieczki. Siostra mi miała wszystko za złe, zawsze mnie wychowywała, znaczy starała się, ale nie wychodziło. Często biliśmy się i... przegrywałem. Łapała mnie jak uciekałem, powalała i związywała. Straszna... Jednak później byłem zręczniejszy to dawałem radę uciec zanim się zorientowała. Ale i tak w walce jeden na jednego przegrywałem, zawsze. Cóż, wszystko było sielanką do 14 sierpnia, gdy miałem 16 lat. Statek, którym płynęli moi rodzice zatonął, a ich ciała najpierw były zaginione, aż odnaleźli je martwe. Pogrzeb 22 sierpnia był jedynym dniem, gdy nie uciekałem, nie droczyłem się z siostrą. Siedziałem jedynie z nią w milczeniu cały dzień. Gdy osiągnąłem 19 lat skończyłem naukę z Akei'em i wyruszyłem. Oczywiście siostra nieźle mnie sprała za pomysł podróży, ale ostatecznie pozwoliła mi i jakoś tam dałem radę. Ona ma teraz cały majątek naszej rodziny, ale jest samotna w domu. Muszę ją odwiedzić. Jest dla mnie najważniejsza. - skończył i milczał chwilę z lekkim uśmiechem, z którym opowiadał całą tą historię. Starał się być luźny cały czas, by nie brzmiało to wszystko zbyt poważnie. - Jak widzisz moja jest wiele prostsza. - podniósł się wkładając sztylet za pas i zaśmiał się spoglądając na dziewczynę.
30.07.2013, 23:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały domek
#12

- Ale... Jak mnie to nie dotyczy? Rebecca jest częścią mnie. Wiele jej zawdzięczam i traktuję jak siebie samą. Nie ma między nami jakiś układów - np. że daję jej tylko 'schronienie' w swoim ciele, a ta mi magię, energię itp. - Anty wprost się oburzyła, ale zaraz westchnęła - Grin jest także częścią mojej historii. Mojej jako Madeleine Path. Nigdy nie czułam czegoś takiego do faceta... Nie wiem czy to miłość, zauroczenie czy prędzej podziw i bezgraniczny szacunek - patrzyła na swoje dłonie i ciągnęła dalej - Kiedyś mi powiedział: 'Nawet jeśli nie byłabyś po części Rebecką, to i tak byłabyś wspaniałą dziewczyną... I na pewno bym zwrócił na ciebie uwagę, Leno.' On jest... niezwykły. Tyle dla mnie zrobił... - tu przerwała i postanowiła dać wygadać się chłopakowi. Słuchała uważnie, uśmiechając się w pewnych momentach.
- Ciekawe... Wiesz, tak właśnie jest z rodzeństwem, choćby jak byśmy się gryźli... To i tak będą dla nas ważni - wyszczerzyła żeby do Ray'a, ale zaraz spoważniała - Bardzo mi przykro z powodu rodziców... Wiem, że moje współczucie tu nic nie pomoże, ale... - uścisnęła jego rękę i uśmiechnęła się pocieszająco.
- A co do tego, co mówiłeś, że wszystko się kręci wokół miłości... To się zrodziło z pragnienia władzy. Miłość to tylko wątek poboczy... - popatrzyła na chłopaka.
- Jeszcze co do zemsty na Terribie to... Nie potrafię przecierpieć tego co zrobił Grinowi. Jestem zbyt empatyczna... I często przez to dostaję baty od życia. A w ogóle... Proszę, niech to zostanie między nami... - dziewczynie zaszkliły się oczy - W wieku trzech lat zostałam porwana z lasu za domem przez jednego z poddanych Terriba. Robili na mnie badania, męczyli mnie, kaleczyli... To nic. Bo... - tu zakryła dłońmi twarz i zaczęła najzwyczajniej w świecie płakać - Terrib gwałcił mnie, bił, wyżywał się... Śmiał się do rozpuku gdy płakałam. Żywił się moją krzywdą. A ja byłam cała posiniaczona i ledwo chodziłam... - tu przełknęła głośno ślinę - Nigdy tego nie zapomnę. A że mam samorodny talent do panowania nad ludzką energią i wtedy byłam jeszcze mała... Wyssałam energię z kilku strażników i zbiegłam, przy okazji... Rosadzając embrion i rozwalając na proch większość zakonu. Embrion to był wielki kryształ, w którym gromadzili energię, również ze mnie. Wystarczyło trochę go uszkodzić... I normalnie wielki granat wybuchał. Znalazł mnie potem w lesie mój braciszek... Po prostu muszę go zabić. Jak psa. Za śmierć Rebecki. Za wszelkie skurwysyństwo. Za molestowanie czteroletniego dziecka, czyli mnie. Za to co zrobił Grinowi. Nie odpuszczę mu. Nie toleruję takich. Będzie żarł beton, obiecuję - otarła szybko łzy i wymamrotała - Przepraszam, że tak się mizdrzę... Ale po prostu nie mogę... - wbiła wzrok w sufit.
31.07.2013, 00:01
Przeczytaj Cytuj
Mały domek
#13

Ray zaśmiał się słysząc o współczuciu i uśmiechnął się życzliwie w stronę Leny.
- Nie masz co mi współczuć, wielu chciałoby takie życie jak ja. Doceniam to co mam, a przeszłość... czerpie z niej lekcje i tyle. Nie ma co rozpamiętywać w moim przypadku. - dziewczyna zaczęła znów opowiadać swoją historię, teraz bardziej swoją niż wcześniej.
- Przysięgam, że pozostanie to między nami. - powiedział poważnie i słuchał dalej im bardziej brnęła w tą opowieść tym bardziej zaciskały mu się pięści, a w oczach rozpaliła się furia. Pierwszy raz czuł coś takiego, nigdy nie czuł takiej chęci mordu. Z reguły był człowiekiem unikającym walk, teraz pragnął wyrżnąć wszystkich podobnych Terribowi, by dać upust swojej agresji i oczyścić świat z takich ścierw jak ten człowiek. Dotychczas widział go jako mordercę oślepionego władzą, jednak teraz w jego oczach był czymś gorszym. Gwałcicielem, zwyrodnialcem, niszczycielem dziecinnej niewinności... nie, nie te określenia nie były odpowiednie. Używane są do określenia człowieka, a w umyśle Ray'a nie był człowiekiem, a śmieciem. Takim, na który nikt nawet nie spojrzy z powodu wymiotów. Mag wbił swoje krótkie paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni, aż zostały rany - nie krwawiące jednak. Jego twarz była cała napięta, a mięśnie gotowe zerwać się. Jednak wszystko ustało po chwili, a on z ulgą odetchnął jakby wydychając wszystkie negatywne emocje z siebie. Złapał błyskawicznie Lenę i przycisnął do siebie mocno. Nos wstawił w jej włosy i czuł świetnie ich zapach.
- Jest mi tak przykro... - wyszeptał i trzymał ją długo w swoim objęciu kilkukrotnie całując w głowę. Gdy już uwolnił dziewczynę podniósł się i uderzył w lewą pierś, a w jego oczach płonął ogień, który nie był do niego podobny.
- Ja Ray Yuzuhira przysięgam na swoje imię i swojej zmarłej matki, że pomogę Ci w zabójstwie Terriba. - rzekł donośnie i znów wezbrała w nim agresja, zacisnął zęby aż zazgrzytały i uderzył pięścią w ścianę będącą na nim aż został ślad na murze i jego kostkach - struga krwi popłynęła po dłoni, a ten stał ze spuszczoną głową.
- Nigdy nie czułem podobnego uczucia... gdy pomyśle o tym co Ci zrobił... ja... po prostu nie mogę się opanować. To hańbi ludzi. Mówiąc "to" mam na myśli jego. - mówił już spokojnie, a następnie jakby bez sił usiadł na łóżku, bez uśmiechu, bez emocji, z pustą twarzą, patrząc w sufit.
- Skąd się takie bestie biorą?! - pytał się raz za razem w głowie.
31.07.2013, 00:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały domek
#14

- Ale... Nie musisz nic dla mnie robić - Anty nadal cierała łzy - Nie rób sobie krzywdy! - chwyciła jego dłonie i próbowała je rozłożyć. W tej chwili chłopak przygarnął ją do siebie mocno, a ona się w niego wtuliła. Dawno już się tak nie czuła, nie chciała go puścić, ale musiała. Oddychała już spokojnie, a oczy po części wyschły. Gdy całował ją w głowę, pogłaskała go po policzkach. Znowu wezbrała się w niej głęboka nostalgia. Chłopak oznajmił, że pomoże jej zabić Terriba.
- Nie musisz... - westchnęła - Co ty robisz?! - krzyknęła i złapała jego zakrwiawioną rękę. Pocałowała go w nią, odcięła sztyletem długi pasek z dołu swojej peleryny i owinęła ją nim. Usiadła blisko Ray'a i przytuliła go, kołysając w ramionach.
- Ćśśś, spokojnie... Nie myśl o tym. Nie ma co myśleć... Sama chcę o tym zapomnieć... ale nie mogę. Wszystkim mówię że nie pamiętam tego roku, ale bardzo dobrze pamiętam... Właściwie uciec pozwoliła mi jedna z dziewcząt z zakonu. Ona też była ofiarą sadystycznych popędów Terriba i jego podbratymców... I nie tylko on mnie zgwałcił, również jego kompan Valtur.
To było tak, że pewnego dnia, zamknięta w celi, siedziałam cała obolała na lodowatej posadzce. Wolno mnie było męczyć, ale nie zabić. W pewnej chwili drzwi otwarły się. Już myślałam, że zaś ujrzę okropne żółte oczy Terriba, jego paskudną bliznę na policzku... Albo któregoś z jego koleżków. W drzwiach stała młoda kobieta. Miała może 20 lat, może 18. Miała cudowne błękitne oczy, dosyć surową urodę i ciemnobrązowe włosy, nieco mysie.
- Wstawaj - rozkazała krótko.
- Ja... ja nie mogę, wszystko mnie boli - jęknęłam i uniosłam do góry ten strzęp, który miałam na sobie. Pełno siniaków i zadrapań, gdzie-niegdzie nadal sączyła się krew. Myślałam, że ona przyszła zaś poddać mnie jakimś drastycznym eksperymentom. Westchnęła. Uklękła przy mnie. Wyjęła spod płaszcza małą buteleczkę, wylała z niej olejek i zaczęła nacierać nim najbardziej obolałe miejsca na moim ciele. Siniaki i rany znikły, ale ból pozostał.
- Za niedługo minie. Na imię mi Dāÿa, Madeleine-Rebecco - zadziwiło mnie, skąd zna moją drugą duszę, lecz milczałam - Nie mogę dłużej patrzeć na to, co ci robią. Pomogę ci uciec - pogłaskała mnie po głowie szepcąc jakieś słowa. Koło siebie ujrzałam swojego klona - jakby druga ja spała pod ścianą. Dāÿa uśmiechnęła się blado i zaraz spoważniała.
- Teraz zamaskuję twoją energię, by cię nie wykryli, schowasz mi się pod płaszczem, usiądziesz mi na stopie i bardzo mocno się trzymaj mojej nogi. No to dalej - podwinęła poły płaszcza i sukni, a ja wykonałam, co mi kazała. Nie widziałam nic, słyszałam tylko szczęk klucza w zamku i czułam, jak zmierza w jakimś kierunku. Dziewczyna była niezwykła. Niedość, że umiała maskować energię, to jeszcze leczyła, tworzyła podobizny ludzi, to jeszcze potrafiła porozumiewać się telepatycznie.
'Moja magia to magia manipulacji i telepatii' - usłyszałam jej głos w mojej głowie - 'Manipulacja jest szeroko pojęta. Po prostu sprawiam, że ludzie widzą czego nie ma, albo tracą w pewnych kwestiach swoje umiejętności. Tak jest i teraz. Też byłam ofiarą gwałtów Terriba. Nienawidzę go i chcę stąd uciec, ale sama nie potrafię. Ryzykuję własnym życiem, ale wolę umrzeć niż patrzeć, jak ten potwór molestuje seksualnie małe dzieciątko. To niedopuszczalne' - czułam jej furię. Była prawie taka sama jak twoja przed chwilą.
'Plan jest taki: pomogę ci jeszcze 'uśpić' kilku strażników, którzy pilnują wejścia i embrionu. Panno Rebecko, na pewno Pani wie co to jest i jak się posługiwać magią energii ludzkiej.'
'Tak' - odparła Rebecca - 'Będę się o ciebie modlić, moje dziecko. Czemu nie uciekniesz ze mną?'
'Nie mam gdzie uciec. Prędzej czy później mnie dorwą' - odpowiedziała Dāÿa. Słuchałam jej uważnie. Przekazywała mi telepatycznie, gdzie jesteśmy i z kogo mam wyssać energię, a przy tym uśmiercić. Wyczuwałam tylko energię strażników i zaraz ich jej pozbywałam. Nagle poczułam niesamowite zbiorowisko siły o mocy atomowej. Był to embrion.
'Wychodź' - rzuciła szybko. Posłuchałam jej.
'Teraz uciekaj i rzuć celnie kamieniem w embrion' - instruowała mnie. Tak zrobiłam. Wybuch był tak silny, aż mnie odrzuciło. Kawałki szkła prysnęły w około niczym śmiercionośne ostrza. Widziałam, jak Dāÿa kąpie się we własnej krwi. Do oczu cisnęły mi się gorzkie łzy. Nie mogłam wytrzymać, chciałam do niej pobiec, choć nie wiedziałam czy będę w stanie jeszcze pomóc.
- Cholera, uciekaj!! - krzyknęła ostatkiem sił, dławiąc się ciekłym szkarłatem - Moim zbawieniem jest śmierć, nic na to nie poradzisz!!
Oślepiona płaczem gnałam przed siebie. Eksplozja odciągnęła skutecznie uwagę wszystkich od mojej ucieczki. Wypadłam z podziemnego budynku. Na jego środku wiała ogromna czarna dziura. Biegłam przez krzaki, które mnie raniły i zadawały siniaki. W końcu padłam zmęczona i straciłam przytomność. I znalazł mnie wtedy Thanay.

- Swoje życie zawdzięczam Dāÿi, ciągle się modlę za jej duszę...
- dokończyła Anty, ocierając mokre policzki.
- Chcę z tobą zamieszkać. Bez względu na wszystko - powiedziała nagle bardzo pewnie z poważną miną.
01.08.2013, 00:08
Przeczytaj Cytuj
Mały domek
#15

Kolejna część historii została przed nim odkryta. Znów wzbierały w nim emocje jakich nigdy nie czuł, lecz teraz powstrzymywał się. Nie było sensu teraz rozładowywać jej, przyda się w odpowiednim momencie.
- Dziwię się, że po tym wszystkim potrafisz dalej żyć. Normalnie i spokojnie, bo na taką wyglądałaś w "Starej Ramie" - mówił spokojnie i wyrwał się z objęć, by spojrzeć jej prosto w oczy.
- Przysięgałem, że pomogę Ci i tak zrobię. Nie mogę siedzieć z założonymi rękami, jeżeli taki ktoś chodzi po ziemi, a nawet kilka takich osób. - powiedział stanowczo i pewnie, a następnie długo w milczeniu patrzył na jej duszę, przez oczy, gdyż to one są jej zwierciadłami. Słysząc decyzję Leny zdziwił się najpierw, lecz po chwili roześmiał jak dziecko i położył jej głowę na kolana i patrząc w twarz uśmiechał się.
- Możemy dokupić łóżko i mieszkać tutaj, albo spać w jednym. Możemy kupić większy dom, a ten sprzedam i tam spać w jednym łóżku. W sumie to nie, śpimy w jednym łóżku albo wcale. - gdy skończył roześmiał się i wtulił głowę w jej brzuch.
- Nie musiałaś niszczyć sobie szaty. Mi nic nie jest, zwykła ranka. - powiedział spoglądając na swoją dłoń i poprawił sztylet, gdyż ten był w tym momencie niebezpiecznie ułożony dla jego... męskości.
- Trzeba pomyśleć o pochwie na ten sztylecik bo się wykastruje niechcący. - pomyślał i znów spojrzał na jej twarz, która była delikatnie przysłaniana z tej pozycji przez biust. Jemu ten widok odpowiadał i to bardzo nawet. Oczy i biust, czyli oczy i oczy. Czego chcieć więcej?
01.08.2013, 02:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały domek
#16

- Wiesz, gdyby nie osoby które kocham z wzajemnością... Już dawno gryzłabym ziemię. Poza tym szanuję osoby, które się poświęciły dla mego życia, a samobójstwo byłoby dla nich hańbą... A nigdy bym ich nie upokorzyła - mówiła spokojnie - Wolę nie rozpamiętywać przeszłości. Pewnie są ludzie, którzy mają gorzej ode mnie... Ja staram się brać przykład z Grina... Lecz on teraz umiera w męczarniach. Za nic. To moja wina... - tutaj posmutniała i opuściła głowę.
- Jeżeli tak bardzo chcesz pomóc to już nie mam sprzeciwów - głaskała jego głowę na jej kolanach. Spojrzała mu w oczy.
- Tak bardzo pragniesz spania w jednym łóżku? Okeey, ale między nas dajemy maczetę, tak na wszelki wypadek - uśmiechnęła się słodko. Chciała się trochę podroczyć z chłopakiem.
- Pelerynka jest moja i mogę robić z nią co chcę - pokazała mu język - Ale jeśli ty będziesz chciał cokolwiek z nią zrobić... Licz się z utratą, np. genitaliów, amancie - zaśmiała się głośno i dała mu pstryczka w nos.
01.08.2013, 02:51
Przeczytaj Cytuj
Mały domek
#17

Chłopak podniósł jedną brew słysząc o dzieleniu jednego łóżka.
- Maczetę? Po co nam ona? Lubisz tego typu zabawy? - również zaczął się z nią droczyć, gdyż widział, że może sobie zwyczajnie pozwolić. On stracił z wyniosłego tonu tuż po tym jak opuścili knajpę, a Lena... ona też nie czuła się chyba dobrze w takiej sytuacji.
- Twoja pelerynka, Twoja pelerynka, a moja pięść to co? Też moja, ale i tak dotknęłaś jej. Muszę Cię chyba ukarać, niegrzeczna damo. Ja amant wyznaczam karę... buziaka w mój policzek. - i nadstawił policzek do całusa. Zbyt lekka kara? Jest tutaj podstęp, gdy Lena spróbuje pocałować go w policzek ten obróci twarz, by jej usta trafiły w jego usta. Taki zły jest ten "amant". Ogólnie brakowało mu kobiecego towarzystwa ostatnio to jedynie lykery, lykery i lykery, a na dodatek Haruki. Tyle przynajmniej rzuciło mu się w oczy przypominając niedaleką przeszłość. Wyrzucił już z pamięci myśl o martwym Phantomie i zniknięciu pierwszego z dziwnych towarzyszy, a później tego zamaskowanego co jakąś klątwę miał, czy Bóg wie co. Teraz cieszył się... beztroską i zabawą z młodą, nowo poznaną Lencią.
01.08.2013, 03:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały domek
#18

Anty zaśmiała się.
- Tak... Lubię na ostro - tu wybuchła głośnym śmiechem, ale zaraz uspokoiła się o tyle, o ile - A ty nie lubisz? To jak lubisz? - jej przebiegły uśmieszek był zaraz blisko jego twarzy. Gdy chłopak wspomniał o karze, mina jej zrzedła.
- Nooo patrzcie, jaki wymagający! - tu popatrzyła na niego z dezaprobatą i pokręciła głową. Na końcu znowu uśmiechnęła się szeroko.
- Aaaa, dobra, masz podrywaczu - tu cmoknęła go w policzek.
'My wiemy, co ona ma na myśli...' - zachichotała Reb - 'Ale jak się bawić, to się bawić, drzwi... Ekhem, nieważne' - obydwie zaniosły się rechotem w myślach.
01.08.2013, 03:26
Przeczytaj Cytuj
Mały domek
#19

Zdziwienie na twarzy Ray'a, gdy Lena potwierdziła jego żart było... niesamowite. Dość mocne pytanie poszło zaraz po niesamowitym oświadczeniu Anty. Chwilę patrzył na nią z niedowierzaniem, aż w końcu wrócił mu na twarz uśmiech.
- Skoro już gadamy o takich tematach... Ja lubię różnie chociaż namiętność byłaby przewodnim akcentem. Brutalność wiele mniej, kobiety nie są od traktowania ich w ten sposób. Są raczej skarbami - lecz bardziej z ciała, gdyż charakter nie jedna ma gorszy niż facet. Nie mówię o wszystkich. - gdy skończył zaśmiał się i zauważając jak dziewczyna próbuje go pocałować obrócił głowę i buziak trafił na usta. Ray objął delikatnie kark dziewczyny i lekko ją przytrzymując pocałował ciągnąc swoimi ustami jej górną wargę, a następnie oderwał się i spojrzał w oczy szukając albo zakazu, albo pozwolenia na kontynuowanie. Cóż, uparta z niego bestia i nie pozwoli złapanej zdobyczy uciec z sieci.
01.08.2013, 03:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały domek
#20

'A co mi tam... Skoro tylko "niewinne" lizanko, to czemu by nie' - zaśmiała się Lena w myślach - 'Ale tylko całowanie!' - po czym wygłosiła to głośno.
- Nic więcej. Mi też trzeba trochę rozrywki, potraktuję to jak przyjemny trening przed łowami - dodała i zachichotała. Nagle jego głowa znalazła się na łóżku, a Anty na nim okrakiem. Pochyliła się baardzoo nisko nad chłopakiem i z uroczą minką zapytała:
- To jak? Namiętnie, jak się panu podoba? - to rzekłszy, ściągnęła buty i pogilgotała go po brzuchu.
'O bogowie, co ja robię.'
'Ciiichaaaaj, jak to powiedziałaś - niewinne lizanko nikomu nie zaszkodzi.'
01.08.2013, 03:50
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki