Atarashii




Karczma "Stara Rama"
#61

STRAŻNIK


arczma była zatłoczona. Zresztą nie było to nic dziwnego o tej godzinie. Zbliżał się już bowiem wieczór, gdy Cledwyn w końcu znalazł miejsce spotkania. Jego przełożeni nie byli dość precyzyjni, ale nie można się dziwić. Lothil zawsze było ciężkim miejscem operacji, tym bardziej dla nich. "Nie nasz departament" - jak przyjęło się mówić.
Cledwyn nie wiedział wiele. Wysłano go tu nagle, niemal z dnia na dzień, wyrywając w trakcie pełnionego zadania. Powiedziano mu tylko o miejscu spotkania i jego kontakcie, po czym wysłano statkiem do Teolii, a stamtąd do Lothil. Tyle informacji co nic. Choć i to nie było nowością.
Rozglądając się, Kat szybko wyłapał, kto musiał być jego kontaktem.  Wysoki mężczyzna z brodą, zielonej kamizelce i czerwonym płaszczu. Zachowywał się jak piany. Choć może właściwie był. Trudno było to stwierdzić. Cel głośno konwersował z jakimś innym człowiekiem przy barze, wznosząc co jakiś czas toasty. Nic zbyt głośnego czy zwracającego uwagę - ot kolejny pomniejszy kupiec opijający swój mały sukces i zarobek. Nie wydawało się, by mężczyzna próbował nie rzucać się w oczy, czy też rzucał oczami. To mógł być jego kontakt  - w końcu pasował do opisu.
Informacje dotyczące spotkania były proste. Podejść. Zapytać czy "kupiec Jagoda", a tamten powinien w odpowiedzi wpleść "a ty syn Marivy?". Na tym kończyły się informacje od przełożonych.


Powtarzać w kółko te same czynności, oczekując innych rezultatów jest definicją szaleństwa.






14.12.2020, 16:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki