Atarashii




Gospoda "Lawina słomy"
#1

Tuż przy placu targowym stoi rozległy, skromny budynek. Nie wyróżnia on się zbytnio spośród innych budynków. Wybudowany z kamienia, dach też został zastąpiony zwykłą, jasną dachówką, jednakże obklejaną słomianą matą. Dlatego też nie tak łatwo ją podpalić jakby się wydawać mogło. Okiennice nie są wielkie, ale wpuszczają wystarczająco dużo światła, by nie marnować świec, lacrim i pochodni. Wnętrze jest urządzone nie najgorzej. Porządne, twarde krzesła, obszerne stoły ze skromnymi serwetkami. Choć nikt tutaj nie doświadczy ciepła kominka, czy chociażby wykwintnych posiłków, to z pewnością będzie zadowolony z całej masy dobrych alkoholi po przystępnej cenie. Trudno czegoś nie zdobyć. Do nich proponowane są najróżniejsze dodatki, ale z niektórych ciężko się wyleczyć. Wszystko jest zamawiane na własną odpowiedzialność, włącznie z typowo wiejskim, "świątecznym" jedzeniem. Czyli tłusto i niezdrowo. Bar nie wyróżnia się niczym specjalnym. Półokrągły, a za nim stoi zwykle barman. Póki co, nikt na stałe tu nie pracuje na tej posadzie, zatem często można spotykać różne pyski, od młodych po starych. Za to kelnerki są stałe, w końcu to córy właściciela. I trudno zaprzeczyć, że są ładne. Musi być ktoś naprawdę wybredny. Jedna niska, o króciutkich blond włosach i w sumie płaska, ale za to o przyjaznym usposobieniu. Druga natomiast ma długie włosy o kolorze ciemnego brązu, troszkę wyższa od rodzeństwa i znacznie bardziej kobieca. Mają zadarte nosy, rumiane policzki a także śniadą cerę. Potrafią zadowolić klienta, jak również stanąć za barem.
Przechodząc jednak do części, gdzie sypiają goście - znajduje się to na pietrze. Pokoje wyposażone są całkiem standardowo: wygodne łóżko, stolik, krzesło, skrzynia i szafa. W łazience natomiast znajduje się wszystko, co konieczne do odświeżenia się. Widok zza okien nie poraża elegancją, czy urokiem. Dlatego może ceny nie są wygórowane?


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







26.07.2013, 18:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Lawina słomy"
#2

I wkrótce dotarli na miejsce. Generał Tulius nie zwracała na nich zbytnio uwagi, ale naprawdę miło było ze strony niektórych, że pokazali swój entuzjazm. Z pewnością zapamięta taki miły akcent przy wynagradzaniu... Tym, którzy przeżyją. Swojego konia odstawiła obok karczmy (uprzednio ściągając pakunek), a jakiemuś żołnierzowi zapłaciła za odstawienie go do stajni i przyprowadzenie go z samego rana. W końcu wtedy wyruszą do uczelni, by zbadać temat. Weszła jako pierwsza, rozciągając się. Podeszła do gospodarza, by poinformować, że już przybyli. Cóż, nie było aż tyle pokoi, by podzielić każdego z osobna. To średnio opłacalne dla właściciela. Zerknęła na listę "obecnych" otrzymaną od starca, skryby, czy też jego sługi. Trzeba będzie podzielić dostępne pokoje na osoby. Klasnęła w dłonie, zwracając uwagę.
- Tego wieczoru możecie skorzystać z trunków, jedzenia na koszt władcy. Ale zanim zaczepicie o bar, podzielę was do pokojów. Boleyn wyląduje z Path i Nemeth w jednym pokoju, Zero z Seitaro, Bestia z Harukim - rzuciła klucze każdemu po kolei. Nie chciała mieszać mężczyzn z kobietami, wedle zwyczaju. Współczuła gościowi, który miał spędzić noc z nieokrzesanym chłopakiem. Podejrzewała, że zwie się Zero, ale kto wie. Tego nie ogarniesz, to pospólstwo. Miała nadzieję, iż nie będzie musiała łagodzić wewnętrznych sporów, koniec końców oni mają swoje lata. Nie chciała walić wielkiej przemowy, taką to przed bitwą można. Usiadła przy barze.
- Miód z odrobiną esencji mięty - wiedziała, czego chce. Tamci mogli polecieć sprawdzić pokoje, cokolwiek. Nie będzie im mówiła, jak mają spędzać wieczór. Byle tylko nie schlali się w trzy dupy, gdyż średnio będą przydatni z kacem wiszącym nad nimi.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







27.07.2013, 16:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Lawina słomy"
#3

Ściągnął kaptur po wejściu i rozejrzał się po przybytku. Bardzo spodobała mu się wizja darmowych posiłków i alkoholu, uzupełni zapasy. Po przydzieleniu przeszedł się do pokoju i zrzucił ekwipunek, który w większości stanowiły butelki z alkoholami. Zaraz potem wrócił do karczmy i podszedł do jednej z córek karczmarza. Na jego twarzy pojawił się uśmiech nr.7 typ: przyjazny i zamówił jedzenie, dużo jedzenia. Oczywiście nie zapomniał o alkoholu, którego także potrzebował w większej ilości. Usiadł przy jednym z wolnych stołów przy oknie. Po chwili znalazły się i butelki przed nim, niepotrzebnie i większa ilość kieliszków została doniesiona, tak jakby zamawiał dla całej grupy. Połowę butelek od razu sobie przytroczył do pasa. Oczywiście w większość z butelek był samogon, w niektórych nawet z dodatkiem owoców. Nie ma to jak wyrób własny. Pociągnął kilka łyków z butelki, w oczekiwaniu na posiłek patrzył się przez okno oglądając mieszczan.
27.07.2013, 17:19
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Lawina słomy"
#4

Wszedł do środka i omiótł całe pomieszczenie dokładnie wzrokiem. Zwykle w takich miejscach wszczynał bójki i tym podobne, jednak Satsuki przed wyruszeniem odprawiła białowłosemu taką gadkę na temat zachowania, że teraz wszystkie jego teksty i czyny wyglądały na bardzo kulturalne. Wieść o życiu na koszt władcy w tej gospodzie wywołała szeroki uśmiech na ustach młodzieńca.
- Patrz jak przyjemnie. Nawet biedacy mogliby tu wpaść nażreć się bo niby idą na zadanie i uciec z pełnymi brzuchami. - rzekł myślami do towarzyszki i podszedł do lady, gdzie siedziała teraz pani generał.
- Witam. Zamawiam dwa dania, nie ważne jakie byle smaczne i duży kufel piwa. - po tych słowach patrzył jak barman znika gdzieś. Czekał chwilę aż wróci lecz ten nie pojawiał się. Spojrzał na siedzącą białowłosą kobietę i dla rozluźnienia ciszy jaka panowała obok nich mrugnął do niej okiem z uśmiechem. Miał coś powiedzieć, zagadać, jednak mężczyzna wrócił i podał po chwili kufel Seitaro. Ten zgarnął go i podszedł pod jakiś pusty stolik w rogu. Z impetem odsunął krzesło i robiąc obrót usiadł na nim zarzucając swoje ciężkie buty na stół. Kufel oparł i klatkę piersiową i co chwilę upijał łyk oczekując strawy.
- Mogłeś sobie odpuścić te "oczka". Wygląda na silną starła by Cię w proch. - usłyszał, gdy wgapiał się w sufit. Trochę racji w tym było, wyglądała na silną i doświadczoną, a w dodatku generał. Od parady nie dostała takiego tytułu.
- NAS by starła. Walczymy razem do śmierci, tak jak obiecaliśmy sobie. Po za tym... wydaje Ci się, że jesteśmy tacy słabi? Nasz duet nie ma sobie równych, jak zawsze. - po tych słowach w umyśle uśmiechnął się. Obserwujący go mogliby pomyśleć, że przypomniał sobie żart, czy coś, jednak po chwili mina wróciła na normalny, delikatny uśmieszek. - Po za tym nie dbam o to czy dostanę. Taki jestem i nie zmienię się na zachcianki pieprzonych ludzików. Póki mnie takiego akceptujesz nie mam o co się martwić. - dodał w myślach i napił się kilka łyków piwa. Było chłodne, lecz nie tak jak powinno. Ogólnie też nie powalało smakiem i jakością, ale lepsze to niż nic.
- Dlaczego miałabym Ci pomagać w Twoich konfliktach, które wywołujesz przez swoją głupotę... - trwała chwila ciszy. Sei myślał, że już obraził Satsuki, bądź wkurzył. - Jednak masz rację. Byle kto nie ma z nami szans. Nie bez powodu byliśmy okrzyknięci najgorszym duetem. Gdzie się pojawiliśmy tam wszystko zniszczone, haha! Ahh... co ja z Tobą mam i z Twoim charakterkiem. - mówiła rozbawiona. Nie okazywała swojego przygnębienia z powodu straty ciała, a raczej przeniesienia duszy. Jednak ktoś kto przebywał tyle czasu z nią jak na przykład Seitaro czuł, że jest tym faktem przygnieciona ogromnie. Nie czuć dotyku, zimna, ciepła, nie słyszeć samemu, nie widzieć. Żyć pośród pustki, gdzie jedynym kompanem jest myśl człowieka, a ciało jej własne zastępuje chłopak, przez którego widzi. Białowłosy opróżniając połowę kufla odłożył go, by zostało na popijanie jedzenia, a następnie rozłożył się znów na krześle i bawił obrączką na prawym palcu serdecznym. Wiedział, że powinien nosić ją na lewym jednak to miejsce miała mieć nie obrączka zaręczynowa, a ta od ślubu.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.07.2013, 18:34 przez Seitaro.)

27.07.2013, 18:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Lawina słomy"
#5

Weszła za całą resztą do gospody ziewając jak hipopotam.
'Jestem tu najmłodsza...!' - kwiknęła w myślach.
'Kobieeeetooo, tylko ciałem i jedną duszą, ja tam mam już dobrze po czterdziestce, nie jest źle... Zaczyna mnie suszyć' - odparła Reb.
'Ciebie..? Suszyć..? Przecież to moje ciało' - prychnęła Lena.
'Dziecinko, spożywanie dobrych trunków to nietylko przyjemność dla ciała, ale i duszy. I ucz się.'
'Hmm... Przynajmniej dobrze, że nie jestem w pokoju z jakimś samcem.'
- próbowała się pocieszyć dziewczyna po monologu Rebecki. Ściągnęła z siebie pelerynę i już miała ją 'ciepnąć' w kąt, ale przypomniała sobie, że nie ten czas i miejsce. Westchnęła. Przerzuciła sobie ją przez ramię i podeszła do baru.
- Aaaaa... ziemniaki na smalcu z kwaśnym mlekiem poproszę 'Dawno nie jadłam' - uśmiechnęła się szeroko - A do tego jakieś słodkie winko - rozejrzała się po gospodzie. Białowłosy nr 1 zrobił sobie monopolowy na swoim stoliku, a białowłosy nr 2 rozwalił się przy swoim. W tej chwili przyszła kelnerka z pokaźną szklanką trunku. Anty spróbowała go i kiwnęła głową w podzięce.
'Hm.. niezłe' - powiedziała Reb. Skoro ten alkohol zdobył uznanie zawodowej konsumentki, to chyba faktycznie był dobry. Usiadła, trzymając szklankę, niedaleko białowłosego nr 2. Popatrzyła przyjaźnie, ale nieco sceptycznie w jego stronę, ciągle popijając i czekając na jedzenie. Mogłaby do kogoś zagadać, ale nie chciała żeby 'naiwna gówniara się do mnie przyczepiła'. Wolała narazie obserwować. A poza tym... im mniej słów tym lepiej. Świat jest bezlitosny, a ona bardzo dobrze o tym wiedziała.
28.07.2013, 06:58
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Lawina słomy"
#6

Karczma nie była jedną z najlepszych, ale i tak w oczach Harukiego była co najmniej dobra. Tuż po przydzieleniu osób do pokoi chłopak szukał wzrokiem swojego "współlokatora" Azuratha zwanego "Bestią" Nie zamierzał na niego narzekać, nawet go nie zna, a On możę być osobą co najmniej ciekawą. Podszedł do barmana aby zamówić jakiś trunek. Wszystko było na koszt władcy, więc trzeba było by to wykorzystać. Witam. Poproszę najlepszy i najdroższy trunek jaki macie... Razy DWA! Powiedział łowca. Teraz mógł sobie pozwolić na wszystko, ponieważ jego rany były już zagonione. To było wręcz niesamowite! tfiolka z dziwnym napojem która w kilka godzin całkowicie uzdrawia. Chłopak pomodlił się w myślach za Panią która wyleczyła go, a następnie biorąc dwa duże kufle zaczął ponownie szukać "Bestii". HEEEj! Azurathu! Zaczął się wydzierać... To chyba będzie dobre rozwiązanie patrząc na ten tłum.
28.07.2013, 07:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Lawina słomy"
#7

Schowal klucz do swego pokoju do kieszeni plaszcza i rozejrzal sie w kolo. Jego uwage przykul bar. W sumie nie byl strasznie glodny, jednak wiedzial ze warto bylo napelnic swoj zoladek. Nigdy nie wiadomo kiedy znow nadazy im sie okazja do jedzenia. Czul sie nieco dziwnie. Wszedzie otaczali go dorosli. Mimo iz jemu samemu nie wiele do tego brakowalo, to jednak wciaz czul jakby mialy minac jeszcze wieki zanim dorosnie. Stojac jeszcze w wejsciu do pomieszczenia spojrzal po wszystkich uczestnikach misji. Jedyna osoba, ktora przykula jego uwage byla rudowlosa dziewczyna siedzaca sama przy stoliku. Wydala mu sie najmlodsza ze wszystkich. To dobrze, przynajmniej wiedzial ze nie bedzie tu sam.
Podszedl do jednego z wolnych kelnerow i poprosil o grillowane mieso z dzika z dzika z ziemniakami, a do popicia zwykla wode, lecz w dzbanku by mogl sobie samemu ja dolewac.
Wciaz nie rozczepiajac swego plaszcza ruszyl w strone jej stolika. Nie lubil rozmawiac z ludzmi, lecz powinien poznac swych nowych towarzyszy, aby wiedziec kto do czego moglby sie przydac.
Podchodzac do niej wysunal lekko reke, aby dostknac krzesla.
-Dobry wieczor. Moglbym sie dosiasc? -Spojrzal na dziewczyne usmiechajac sie lekko. Nie robil tego czesto, wiec raczej nie wiedzial czy nie wezmie tego za falszywy usmiech.
Nagle uslyszal wolanie swego imienia dochodzace od strony baru. Nie rozpoznawal wolajacego go mezczyzny, lecz domyslal sie ze byl to jego wspollokator. Prawde powiedziawszy to on takze na starego nie wygladal. Na oko wygladal na kogos ledwo do dwudziestce. Podniosl wyzej reke, aby ten mogl go zobaczyc po czym wrocil wzrokiem z powrotem na rudowlosa siedzaca przy stoliku.
-Przepraszam...czy moglibymsy sie dosiasc? -Zamknal na chwile oczy usmiechajac sie wciaz lekko do mlodej dziewczyny.
28.07.2013, 13:28
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Lawina słomy"
#8

Arriane weszła do budynku jednak ten nie zrobił na niej wielkiego wrażenia. Zwykłą karczma z kilkoma stolikami, barem i pokojami dla gości na górze. Jedyną rzeczą, która jej się spodobała to możliwość spróbowania lokalnych potraw i trunków. Stała chwilę na środku pomieszczenia i zastanawiała się, który stolik zająć. Upatrzyła sobie jeden z tych przy oknie, jednak zdała sobie sprawę, że skoro ma spać w pokoju z panną Path i Nemeth to mogłyby się wcześniej poznać. No dobra, przynajmniej zamienić ze sobą słowo lub dwa. Rozejrzała się po sali i już po chwili odnalazła wzrokiem jedną z dziewcząt. Obok niej stało dwóch mężczyzn. Oni też zgłosili się do zadania. Ruszyła w kierunku grupki osób i na jednym z wolnych siedzeń czy małej grupce położyła kurtkę. Spojrzała w kierunku barmana i miłym głosem poprosiła o posiłek -Poproszę jakiś lokalny specjał i wino, które według pana będzie do niego pasowało. Najlepiej słodkie. - Chwilę zastanawiała się co może dostać, ale wyrwał ją z tego cel w którym tu usiadła. Zwróciła się teraz do grupki siedzącej obok niej. - Witam, nazywam się Arraine Boleyn. Miło mi was poznać. - Mam nadzieję, że nie trafiłam na jakąś grupę oprychów lub negatywnie nastawionych osób. Pomyślała.
28.07.2013, 19:38
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Lawina słomy"
#9

Każdy wziął się za siebie... W większym lub mniejszym stopniu. Zero rzucił się na alkohol i jedzenie, jakby miał głodować do końca życia. Ale skoro władca serwuje, to w sumie czemu nie? Ani dziewczyna odbierająca zamówienie nie widziała nic w tym złego, ani nawet jej siostra. Przynajmniej zarobią stosunkowe krocie do zwykłych ochłapów dnia codziennego. Na szczęście Zero nie podłubał sobie w uchu, ba, nawet o nos nie zahaczył, więc obeszło się bez wsypania czegoś do dań na rozwolnienie dla niego. Wkrótce po jakimś czasie otrzymał od starszej siostry wszelakie jedzenie; cholernie syte i przepyszne.
- Smacznego! Naprawdę to wszystko w siebie wciśniesz? - przekrzywiła głowę, zdumiona. Uśmiechała się. Cóż, w sumie oczekiwała, aż jej powie, że to na później albo że ktoś jeszcze przyjdzie. Lub, że zacznie to jakoś pakować. Cokolwiek, bo nie wyobrażała sobie normalnego człowieka, który zje aż tyle. W tym samym czasie Seitaro, który nie czekał aż ktoś go obsłuży, podszedł do baru i zamówił co chciał. Krótko, zwięźle i na temat. Generał tylko się lekko uśmiechnęła na jego wybryk. Bądź co bądź wciąż jest kobietą. Dopiła napój, a następnie zostawiła ich wszystkich na dole, samą udając się do swojego jednoosobowego pokoju z wszelkimi dostępnymi wygodami. Za wczesna godzina, żeby się dobrze bawić! Śliczna dziewoja o dwóch duszach dostała dosyć prędko to, co zamówiła. Nie była ta kuchnia zaawansowana, tylko ot, takie dobre, pyszne żarełko. Takie rzeczy smakują ludziom, jak im się stęskni za pospolitym jedzeniem. Będzie musiała mieć nadzieję, że młodzi mężczyźni nie wyczyszczą jej talerza. Nawiasem, Haruki ciekawie postąpił, że zamówił właśnie to. Najgorszy trunek, wysokoprocentowy, mało co jego jest (wydaje z siebie więcej dymu, niż zawartość kufla), do tego smakuje... Ciekawie. Wyraźnie bije od niego zapach kocich szczochów i lawendy. No tak, zdecydowanie lawendy. Może jeszcze bzu i mięty. To niezłe wyzwanie dla przeciętnego zjadacza chleba. Najgorszy, a zarazem najlepszy specjał lokalu. Mrawenda. Pieni się delikatnie na wierzchu, a jednak smak jej można poznać dopiero po dłuższej chwili. Wypiją to?...
Seitaro otrzymał jedno danie od młodszej.
- Smakuje panu piwo? - zapytała milutko, dziwnie onieśmielona - Wybrałam dla pana młode ziemniaczki z koperkiem, polane roztopionym, najlepszym masłem, do tego przepyszna baranina w duszonych warzywach - przerwała na chwilę - I nie wiedziałam, czy chce pan takie same dania, czy odmienne. Dlatego zaraz przyniosę małą, pieczoną gąskę nadzianą mięsnym farszem z kaszą gryczaną. Do tego drobne pierożki serowe - skończyła mówić. Najwyraźniej ona jest od wymyślania, gdy ktoś nie wie, czego chce. Popatrzyła się na niego, jakby oczekując uznania, czy też wybrzydzenia tego - Ojej, jest Pan zaręczony? Niezła szczęściara z narzeczonej musi być! A może to tylko ozdoba?- powiedziała żwawo, przyjemnie. Właściwie była niedojrzałą jeszcze nastolatką, miała może z 13, 12 lat. A może to tylko wygląd sprawia, że właśnie takie sprawia wrażenie? Odeszła uśmiechnięta z pustą, drewnianą tacą po resztę. Chciałoby się mieć taką córkę... Przywitała się grzecznie ze schodzącymi ludźmi z piętra. Mieli jakieś instrumenty - lutnię, flet, tamburyn. Jeden mężczyzna i dwie kobiety. Usiedli przy barze. Będą grać, śpiewać? Zapowiada się całkiem przyjemny wieczór.
Wtedy też dołączyła kolejna osoba. Boleyn przywitała się ładnie z Bestią i Harukim, i oczywiście Leną. Na to, co sobie zamówiła będzie musiała poczekać jeszcze jakiś czas, który może wykorzystać na zapoznanie się z nowymi znajomymi. Dopiero po dłuższej chwili uzyskała warkocz splecionych, podsuszanych mięsiw różnego rodzaju, scalane ze sobą w tajemniczy, niewidoczny sposób. Miał może z pół metra i wyglądało na to, że im dalej od początku owego dania, tym krócej "przetrzymywane" mięso. Im starsze, tym lepsze, choć mniej miękkie. Do tego otrzymała lampkę wina półsłodkiego białego, które przechodziło w czerwone słodkie. Prawie jak magia. A to je technologia!


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







28.07.2013, 20:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Lawina słomy"
#10

Podziękował za przyniesione dania i po wysłuchaniu pytania odpowiedział.
- No cóż, jak dają to bierz, jak biją to uciekaj... Albo zabij. Jakoś damy radę. - wyszczerzył się przy tym - To nie wszystko - dorzucił i rozejrzał się. Poczekał chwilę, aż babsko czyli pani generał sobie pójdzie.
- A więc słuchaj, dopisz tam sobie kilka najdroższych dań jeszcze, tyle że nie przynoś. Będziesz miała kieszonkowe, a tego co ja potrzebuję to kilogram sucharów i jakaś stara szata, może być podziurawiona i tak nie będę jej nosił. Do tego ze 3 butelki spirytusu. To tyle. - puścił do niej oczko - No to smyraj i zanieś te przedmioty do pokoju mojego.
Zaczął się opychać jedzeniem. Kilka talerzy i dwa razy tyle butelek później wstał i zbierając kilka wciąż pełnych butelek włócząc nogami i walcząc z wiatrem udał się do pokoju.
28.07.2013, 21:13
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki