Ulice
#61

Corristo, przybywając do Perony nie spodziewał się ujrzeć zniszczonego miasta, którego ludność wydawała się jakby.. zdziesiątkowana. Miasto duchów, można by rzec. Część budynków zrujnowana bądź uszkodzona, niektóre nadawały się do użytku, reszta do burzenia. Nieliczni mieszkańcy bądź przejezdni nieudolnie starali się skrywać smutek i rozpacz, którą po prostu mieli wymalowaną na twarzach.
Pusta cisza, która dominowała przez większośc czasu czasami przerywana była przez płacz i lament kobiet i dzieci, które opłakiwały zmarłych. Corristo nie wiedząc dlaczego sytuacja wyglądała tak dramatycznie, ale nie miał odwagi zaczepić kogokolwiek i spytać o minione wydarzenia, po prostu wydawało mu się to niewłaściwe i brutalne zważywszy na obraz miasta, a raczej tego co z niego pozostało. Miał szczęscie, że przechodnie, których mijał wspominali coś o demonie i grozie jaką ze sobą przyniósl. Mając te szczątkowe informacje, mroczna hisotoria tego miejsca zdawała się prosta jak drut, za zaistniała sytuację odpowiedzialny był demon. Mistyk w złości z całych sił ścisnal swoją laskę, jego oczy były pełne gniewu, jednak jakaś jego częśc była podekscytowana, że trafił na trop bytu, którego całkowita anihilacja była celem jego życia. Starał się usłyszeć nieco więcej informacji na ten temat, jednakże były to daremne próby. Mimo wielkich chęci postanowił darować sobie dalsze szukanie takich wybiórczych informacji, ponieważ doszedł do wniosku, iż takie wydarzenie na pewno zostało bądź zostanie spisane i to ów dokument będzie jego celem.
Tymczasem przechadzał się wolnym krokiem, po kamiennych ulicach, które domyślnie powinny być niezwykle ruchliwe, ale okoliczności wpłyneły na wręcz odwrotny stan rzeczy. Nawet pogoda, mimo iż był dzień, zdawała się być bardzo ponura, skrywając słońce za gęstymi chmurami w kształcie cumulonimbusu.
27.12.2017, 02:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#62

STRAŻNIK
Ciemne chmury przysłaniały niebo zwiastując rychłe nadejście deszczu. Przenikliwy wiatr wdzierał się pod ubranie, chłostając skórę zimnymi smugami.


dziwo, wbrew wszelkiej logice na ulicach miasta panował całkiem spory ruch. Mieszkańcy Perony - ci, którzy przeżyli - w wielkim pośpiechu zmierzali z jednej części osady w drugą, niosąc ze sobą narzędzia, deski, wiadra wody i inne rzeczy niezbędne do odbudowy miejscowości. Mimo całego rozgardiaszu panowała tu w miarę względna cisza. Mało kto rozmawiał, a jeśli już ktoś to robił brzmiało to bardziej jak wymiana rozkazów. Mistyk co jakiś czas słyszał imię "Sanginus", chociaż niewiele mu ono mówiło. Z oddali rozbrzmiewał dźwięk wbijania gwoździ, cięcia piłą drewna i innych budowlanych spraw. Widocznie mieszkańcy mocno wzięli się do odbudowy po ostatnim ataku.
Nikt nie zwracał uwagi na nowo przybyłego. Co prawda niektórzy rzucali mu ukradkowe spojrzenia, jednak nikt nie śmiał zatrzymać się, żeby z nim porozmawiać. Idąc ulicami miasta mógł odnieść wrażenie jakby był wyjątkowo niepasującym elementem otoczenia - jedyny spokojny, nie dotknięty tragedią człowiek w tym pogrążonym w smutku miejscu.
W końcu jego nogi doniosły go do niewielkiego skrzyżowania. Patrząc w uliczkę na prawo mógł zauważyć niewielki szyld z napisem "Dębowy Skarbiec" zaraz nad wejściem do jednego z budynków. Najprawdopodobniej karczma jednak nie było z niej słychać typowo karczemnych dźwięków - muzyka nie grała, nie rozbrzmiewały podniesione głosy i próżno było szukać przyjemnych dźwięków kufli uderzających o stół. Mimo wszystko, tak jak w każdym mieście to właśnie oberża była głównym centrum wymiany informacji i życia socjalnego w takich miejscowościach. Pytanie tylko czy zostawała nią dalej po tragedii, jaka dosięgnęła to miejsce?
Patrząc w lewo na rozdrożach Mistyk nie widział niczego niezwykłego, poza tym, że większość ludzi niosących materiały budowlane kierowały się właśnie w tamtą stronę. Z końca tej ulicy słychać było najwięcej dźwięków wskazujących na rychłą odbudowę miasta. Co jednak było budowane lub reperowane - tego Corristo nie był w stanie powiedzieć.


27.12.2017, 14:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#63

tając na rozdrożu, Corristo miał mały mętlik w głowie co dalej ze sobą począć. Błąkanie się po ulicach miasta, dotkniętego tragedią nie było ani mądre ani produktywne. Nawet ludzie, których dotknęła straszliwa tragedia, zaczęli wracać do obowiązków i małymi krokami przywracać miasto do porządku dziennego. Wcześniejsze obserwacje Corristo, wskazujące na małe zagęszczenie ludności okazały się błędne, zważywszy na ilość osób jaka obecnie porusza się po mieście.          
Po chwilach spędzonych z samym sobą wewnątrz umysłu Mistyka, musiał on zdecydować gdzie się udać. Gospoda wydawała się rozsądną alternatywą, mógł tam uzyskać informacje na temat minionych zdarzeń oraz okolicznych terenów. - Dobrze by było, zebrać trochę ziół i przygotować parę mikstur. Mogą się okazać przydatne w tych niebezpiecznych czasach, ponadto mogę się nimi posłużyć jako wykłym towarem, gdy monet w sakiewce zacznie brakować. Więc postanowione, obrałem już odpowiedni azymut i będę się go trzymał tymi myslami zakończył obmyślać swój plan na najbliższy czas i ruszył wolnym krokiem w stronę gospody. Im dłużej przebywał w Peronie tym bardziej miał poczucie, jakby miejscowi traktowali go jak intruza. Odwracanie wzroku, pogardliwe spojrzenia oraz szepty, tylko utwierdzały go w tym przekonaniu, jednakże taka jest ludzka natura i ciężko z tym się nie zgodzić. Warunki atmosferyczne zdawały się nieco poprawić, można było ujrzeć prześwitujące promienie słoneczne, aczkolwiek pogoda tak jak kobieta zmienną jest i nie możliwym jest jej odgadnięcie.
W mędzyczasie Corristo dotarł do gospody, przechodząc pod szyldem "Dębowego Skarbca", pchnął lekko drzwi, ukazując wnętrze budynku. Gospoda nie wyrózniała się niczym szczególnym, co nie oznaczało iż była zaniedbana. Wysprzątana sala, drewniane ławy z licznymi świecami, których wosk zdążył w połowie stopnieć, krzesła wykonane z dębowych pni oraz bar, skrywający się z wypucowaną ladą. Widać było za nią dobrze zbudowanego, ubranego w białą koszulę i fartuch, mężczyznę który prawdopodobnie był karczmarzem. Nie zwlekając Mistyk podszedł do lady i usiadł. Bądź pozdrowiony, nazywam się Corristo i przybywam z dalekiego południa.
Chciałbym zasięgnąć języka w kilku kwestiach oraz dokonać drobnych transakcji, o ile to nie będzie problem dobry Panie.
Uprzejmie zwrócił się do karczmarza czekając na jego reakcję.[/b]

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.12.2017, 21:15 przez Corristo.)

27.12.2017, 22:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#64

ychodząc z karczmy "Dębowy Skarbiec", Corristo postanowił skierować swoje kroki w stronę zdemolowanego przez demona domu, który nawiedził tutejszą wioskę. Mijając mały ganek karczmy, wyszedł na krótką ścieżkę, prowadzącą bezpośrednio na główną ulicę. W międzyczasie zastanawiała go osoba starosty Sanginusa, który jako zwierzchnik całej Perony, powinien posiadać najwięcej informacji. Docierając do głównej ulicy zwrócił swe kroki, w kierunku, który wskazał mu potężny mężczyzna.
- Jeżeli wierzyć opisowi domu alchemika, który uzyskałem w karczmie, ten dom, który rysuje się na horyzoncie, powinien być miejscem zamieszkania, a zarazem spoczynku Arteriusa -
Idąc swoim nieco powolnym, pewnym krokiem, Corristo z każdą chwilą zbliżał się do domniemanego celu. Widząc ogromną dziurę w ścianie i pokruszone szkło, postanowił wejść do środka i przeszukać całe pomieszczenie w poszukiwaniu ocalałych przedmiotów, które mogły tam pozostać. Dodatkowo obraz pomieszczenia, w którym przebywał demon, może dać kilka odpowiedzi dotyczące potwora, których wcześniej nie udało mu się uzyskać od pogrążonych w żałobie mieszkańców.
18.02.2018, 21:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#65

STRAŻNIK



arczmarz podał jej kolejną szklankę wody. - Uważaj na siebie. I nie pij tyle, bo przez Ciebie zbankrutuje. To samo się tyczy Ciebie i twojej zgrai. - powiedział, wytykając palcem Hrundila. - Może i nas bronicie ale to nie znaczy, że żyjecie tu za darmo. A teraz won stąd zanim znowu zeżrecie mi pół magazynu. - powiedział niby ostro ale na ustach miał lekki uśmiech. Lubił swoją pracę, a widok klientów ze smakiem pałaszujących jego dania nie był dla niego obojętny. Tak czy inaczej, Hrundil podziękował mu grzecznie, po czym ruszył w kierunku wyjścia.
Pogoda była naprawdę świetna jak na Peronę - lekki deszczyk, wiatr nawet nie był tak zimny jak można by się było tego spodziewać, a i słoneczko od czasu do czasu wyszło zza chmur. Na ulicach niewiele było ludzi - większość albo opłakiwała jeszcze zmarłych albo ciężko pracowała aby odbudować to, co jeszcze dało się odbudować. Część fortyfikowała też miasto, nauczona poprzednimi doświadczeniami. Podobno Cidan Vi - miejscowy architekt i złota rączka - osobiście zaprojektował całą obronę Perony od podstaw i teraz wszyscy jak jeden mąż starali się jak najdokładniej odwzorować jego plany.
- Najpierw pójdziemy na południową bramę. To stamtąd przyszedł demon. - powiedział jej towarzysz, ruszając w konkretną stronę. - Nie cierpię tam zachodzić. Podobno w tamtym miejscu padł broniący miasto mistyk. Demon rozwalił go w kilka chwil... strażnicy na sam widok rzucili broń i spieprzali gdzie mogli. Nieskutecznie, oczywiście. Powiedz, gdzie się podziewałaś jak Cię nie było? Miałaś niezłego farta, że ominęłaś tego demona. - zapytał, wartko maszerując przed siebie.

09.07.2018, 23:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#66

Tandara od dawna nie widziała, żeby ludzie tak solidarnie brali się do roboty. Niemniej tutaj chodziło o bezpieczeństwo tyłków ich i ich bliskich, więc trudno się dziwić takiemu zachowaniu. W duchu im kibicowała, ba! Nawet może by im pomogła w pracach, ale znała siebie na tyle, że czuła, że będzie bardziej zawadzać, niźli wspierać postęp w przygotowaniach. Ona świetnie nadawała się do niszczenia i tego się trzymała. Może jej destrukcyjny talent już niedługo się do czegoś pożytecznego przyda, kto wie?
Na wspomnienie o demonie, przypomniała sobie o tym, że przecież była ciekawa tego plugawego stworzenia. Jak to możliwe, że się tutaj znalazł, przecież takie cuda to po azarackich pustyniach łażą i spustoszenie nocą czynią, nie w takiej leśnej wiosce jak Perona.
- Ej właśnie... Ty wiesz coś więcej o tym no, demonie? - Nie chciała przyznawać, że nikt w mieście nie miał długiego języka, żeby chlapnąć jakaś nowinką czy informacją. Z resztą, pewnie domyślał się czemu i może on uchyli rąbka tajemnicy.
- Czy ja wiem czy miałam takiego farta? - Wydawała się być zamyślona, albo lekko roztargniona.
- Myślę, że ominęła mnie świetna zabawa. Nigdy nie widziałam demona, chciałabym takiemu cudakowi dupę skopać. Tak po prostu. Włóczyłam się po świecie szukając swojego szczęścia, ale jak dotąd bezowocnie. Mam jedynie nadzieję, że wreszcie przeżyję jakąś ciekawą przygodę. - Szła dotrzymując mu kroku, przecież nie może sobie pozwolić na to, by być słabsza przy kimkolwiek, a już na pewno nie przy nim. Za bardzo dumna i butna na to była.
10.07.2018, 00:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#67

STRAŻNIK



rundil spojrzał na nią jakby była niespełna rozumu. - Chciałaś tu być jak pojawił się demon? - zapytał z niedowierzaniem, po czym przyjrzał jej się jeszcze dokładniej, mierząc ją od stóp do głów. - Chyba za dużo wczoraj wypiłaś. Nawet mistyk nie był w stanie mu dokopać, a oni przecież się w tym specjalizują. Demon miałby Cię na jeden cios, o ile w ogóle by się tobą zainteresował. Jakbyś widziała to co zostało z miasta i jego mieszkańców na pewno nie chciałabyś się spotkać z tym cholerstwem. - zakończył swój wywód, po czym chwilę szli w milczeniu. Widocznie śmiała reakcja Tandary wcale nie przypadła do gustu jej towarzyszowi. W końcu jednak przemógł się i ponownie zabrał głos. - Co nieco wiem na temat demona. Podobno przylazł tutaj z Jeleniego Wzgórza. Ostatnio była tam plaga tego cholerstwa. Niby miał pieczarę gdzieś niedaleko i jeden z mieszkańców go wytropił. Nie pamiętam imienia, jakiś odważny idiota. Ale chyba mu się udało, bo demon nie wracał od czasu kiedy ten kretyn po niego poszedł. Szkoda, że ten kretyn też już nie wrócił, a przynajmniej tak ludzie gadają. - powiedział, kręcąc głową. Widać było, że szkoda mu było odważnego "kretyna" jak on go nazywał. Chyba nawet uwierzył w opowiastkę o tym jak zwykły mieszkaniec wyruszył samotnie w las żeby zabić demona. W co to ludzie nie uwierzą żeby tylko pokrzepić się na duchu.

10.07.2018, 00:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#68

Trochę zdziwiła się, że jej śmiałe podejście nie udzieliło się jej znajomemu, ale z drugiej strony, pewnie był świadkiem albo ludzie mu wszystko dokładniej przekazali. Oni mogli czuć ból straty, ale ona kogo mogła pogrzebać? Nie miała tutaj nikogo, ale Hrundil nie musiał o tym wiedzieć, czy to rozumieć. Inna sprawa, że po części będąc tutaj mogła podświadomie odczuwać pragnienie bycia ukaraną za przeszłość, coś jakby stanąć przed wrogiem nie do pokonania, by zmierzyć się tak naprawdę z sama sobą. Potrząsnęła głową. Nie czas na takie przemyślenia, nie jest jeszcze starym pierdzielem siedzącym w ciepłym foteliku.
- Chciałabym poznać tego kretyna... Pewnie ma nierówno pod sufitem jak ja. To właśnie tacy ludzie łamią schematy i stają się kimś. Wielkimi głupcami lub bohaterami legend. - Uśmiechnęła się, dając mu do zrozumienia, że ma świadomość swoich głupich pragnień czy wyobrażeń, ale kto nie piję ten nie baluje.
10.07.2018, 00:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#69

STRAŻNIK



rundil pokręcił głową. Widocznie nie do końca rozumiał zachcianki ludzi, którzy parli wprost w niebezpieczeństwo. - Tak czy inaczej raczej go nie poznasz, bo najpewniej już nie żyje. Taki właśnie los spotyka ludzi, którzy pakują się tam gdzie nie powinni. Ale mniejsza z tym, jesteśmy. - powiedział, a przed nimi znikąd wyrosła palisada, która oddzielała miasto od reszty świata. Widocznie rozmowa i rozmyślania pochłonęły Tandarę mocniej niż się spodziewała.Ta część murów różniła się nieco od innych - znajdowała się tutaj główna brama wjazdowa do Perony, teraz otwarta na oścież, aby wszyscy podróżni mieli wolny wstęp do jak i z miasta.
- Ej, Zindi, żyjesz? - krzyknął w stronę jednej ze strażnic Hrundil. Zaraz potem znad blanków wychynęła głowa jakiegoś mężczyzny, który przeżuwał jakiś posiłek. Machnął tylko ręką, przełknął to co miał w ustach i odkrzyknął - Tak, tutaj wszystko w porządku. Bez zmian. Ludzie kręcą się jak każdego dnia - relacja nie była zbyt ekscytująca ale właśnie tego potrzebowała teraz Perona. Spokoju, żeby wrócić do normalności po ostatnich wydarzeniach. Dopiero po chwili Tandara zauważyła, że Hrundil dokładnie się jej przygląda. - Masz ochotę obskoczyć resztę posterunków czy chcesz spróbować szczęścia w lesie? Od razu ostrzegam, idziemy tylko we dwójkę, więc w razie czego nie będziemy mieli pomocy.

10.07.2018, 18:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#70

Nie wyglądała na zmartwioną tym, że tamten śmiałek prawdopodobnie wąchał kwiatki od spodu. Przynajmniej przeżył przygodę, pewnie wartą zapamiętania i przekazania dalej. No cóż, może jej uda się dojść do tego samego, a nawet i przetrwania takiego interesującego zdarzenia. Uśmiechnęła się pod nosem, czując przyjemne dreszcze na taką myśl.
Rozejrzała się, dostrzegając drewnianą bramę. No cóż, widać było, że mieszkańcy przyłożyli się do budowy umocnień. Czapki z głów dla nich, z pewnością wykonali kawał dobrej roboty. Później padło interesujące pytanie. Zamrugała, zastanawiając się czy się nie przesłyszała.
- Hę? Co to za głupie pytanie! Przecież jestem szalona, nie wiesz? - Uśmiechnęła się do niego, przeciągając się, jakby przygotowując do oczekiwanej przygody.
- Jeśli tylko te Twój kolega będzie wiedzieć, że wyruszamy to ja nie widzę żadnego problemu, żeby wybrać się na mały spacer do lasu...
A ty pewnie wolisz sobie rozsądnie iść po reszcie miasta, prawda? -
Zapytała go, czekając na jego odpowiedź. Ona była gotowa, żeby iść i się nieco rozejrzeć. Może napotka tych frajerów, co nękają Peronę. Ale by im wylała po mordach, aż ślinka jej ciekła na myśl o tym.
10.07.2018, 19:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna