Targ
#71

początku, Amaron nie rozpoznał swego rozmówcy. Dopiero po dłuższej chwili, gdy ten się odezwał, wojownik rozpoznał zastępcę kapitana straży. Tego samego, który nie tak dawno interweniował w Karczmie "Pod Dębem" i z którym to wdał się później w dość luźną rozmowę.  Cóż, zmęczenie i skupienie na poprzedniej rozmowie robiło swoje... A Czarny Wilk coraz bardziej odczuwał potrzebę poświęcenia dnia czy dwóch wyłącznie na odpoczynek i odzyskanie pełni sił.

W skupieniu wysłuchał jednak słów Verdisa, od czasu do czasu kiwając głową. Można było dostrzec, iż wojownik również nieco się rozluźnił, zaś na jego twarzy zagościł lekki uśmiech. Czyżby Przodkowie się do niego uśmiechnęli? Skoro otrzymał taką szansę, nie zamierzał jej zmarnować.
- Oczywiście. Przez ostatnie lata, Greathard stał mi się drugim domem. Dlatego staram się pomóc miastu, jak i jego mieszkańcom. Jeśli więc przyda wam się moja pomoc, jestem zainteresowany. - Odezwał się wreszcie, w międzyczasie wygładzając i poprawiając ułożenie wilczego płaszcza na swoich ramionach.
- Myślę, że szczegóły najlepiej będzie omówić bezpośrednio na posterunku. Ewentualnie na wybrzeżu, jeśli zależy wam na spokojniejszym otoczeniu. - zaproponował.

Jego spojrzenie powędrowało z twarzy Verdisa na Mirrodin. Słowa zastępcy straży tylko potwierdziły jego przypuszczenia związane z rudowłosą. Wprawdzie nie wiedział, jakich przestępstw czy przewinień się dopuściła... jednak jeśli los dał jej szansę na oczyszczenie swego imienia, na pewno należałoby się zastanowić dwa razy przed ewentualnym odrzuceniem takiej propozycji. Choć nie znał szczegółów związanych z samą pomocą, tak przeczucie podpowiadało mu, iż wszyscy skorzystają na współpracy. A to, połączone z obecną sytuacją, w jakiej się znalazł, w zupełności wystarczało, by Czarny Wilk podjął swą decyzję.
- Polowanie może poczekać - zwrócił się do dziewczyny - Dołączysz do nas?
02.01.2018, 13:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#72

ytuacja nie należała do najmilszych. Od samego początku Mirrodin czuła, że zainteresowanie strażników jej osobą i Amaronem nie może wróżyć niczego dobrego. Najpierw czuła przerażenie, które dopiero po kilku chwilach była w stanie opanować. Wciąż jednak nie opuszczał jej strach i ten niepokój, który zmuszał ją do pozostawania w gotowości na wypadek walki, czy jakiejkolwiek nieprzyjaznej akcji obcych. Z ulgą przyjęła fakt, że strażnicy najbliżej niej odsunęli dłonie od oręża. Ona sama nie powtórzyła tego ruchu, jednak rozluźniła się nieco. Najwyraźniej starali się sprawiać wrażenie miłych gości, którzy bardzo chętnie pomogą obywatelowi, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Zadziwiająco dużo osób w tym mieście właśnie tak się zachowywało.
To wrażenie szybko się rozmyło, gdy tylko Verdis Verdugo zaczął wyjaśniać o co chodzi. A właściwie, kiedy zwrócił się bezpośrednio do niej. Ze słów które wypowiedział do Amarona nie można było wyciągnąć żadnych gróźb, czy jakiejkolwiek dozy niechęci. Zaoferował mu pomoc za pomoc. Nie było nic nadzwyczajnego w mutualistycznym podejściu kapitana. Kiedy zaczął mówić do dziewczyny, jego towarzysze zmienili swe pomocne oblicza w nieco bardziej stanowcze. Nie zareagowała. Tak długo jak ich broń znajdowała się przy pasie, była w miarę bezpieczna.
Działałam w samoobronie. – Odpowiedziała tylko rozmówcy. Tak właśnie uważała, choć od strony trzeciej osoby sytuacja w karczmie mogła wyglądać nieco inaczej. Nie czuła dużej potrzeby tłumaczyć się z tamtych wydarzeń nawet przed strażą, która i tak wiedziała swoje.
W końcu strażnicy odeszli, zostawiając dwójkę na pastwę grupy gapiów. Dziewczę nie lubiło, gdy ludzie patrzeli się na nią w taki właśnie sposób. Właściwie to w ogóle nie przepadała za ludzkim wzrokiem. Ten przyjacielski potrafiła jeszcze znieść, jednak każdy inny ją po prostu irytował. Dlaczego ze wszystkich rzeczy i osób które były w okolicy ktoś akurat chciałby patrzeć na nią? Nie miało to dla niej żadnego sensu, wprowadzało tylko w zakłopotanie i złość. Choć teraz Łowczyni nieco bardziej przejmowała się tym, że została postawiona w sytuacji bez szczęśliwego wyjścia. W przypadku odmowy zostanie aresztowana, w przypadku ucieczki nie będzie mogła tu już nigdy powrócić, a gdy się zgodzi... Wtedy właściwie nie wiedziała co ją czeka, bo Verdis nie zechciał przedstawić jej szczegółów współpracy.
Najbardziej kusiła ją druga opcja. Zatęskniła już za dziczą, a na świecie było zdecydowanie więcej niż jedno miasto. Nie była jednak gotowa na to, by samotnie wyruszyć w las. Była dobrym myśliwym i poradziła by sobie w lesie, ale nie miała przy sobie żadnych narzędzi jej potrzebnych. Umiejętności czasem nie miały znaczenia, bowiem do zastawiania sideł o wiele bardziej od umiejętności potrzebne były sidła.
Dopiero gdy otoczenie powróciło całkowicie do normy, pozwoliła sobie na uspokojenie. Amaron zdawał się być nieco bardziej pozytywnie nastawiony do całej sytuacji i do samej straży, co było dość zrozumiałe. Akolita był jedyną jej znaną osobą i jedynym ewentualnym wsparciem na którym mogła choć trochę polegać. W końcu już raz jej dopomógł. Gdyby była wtedy na jego miejscu raczej by nie zareagowała.
Nie wiem. – Odparła mu, gdy zapytał o jej decyzję. Zrobiła dość długą przerwę, w czasie której zastanawiała się jak sformułować następne zdania. – Nie mam za dużego wyboru. Wolę usłyszeć najpierw co chcą żebyśmy zrobili. I spakować swoje rzeczy.
Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2018, 19:28 przez Mirrodin.)

( ͡° ͜ʖ ͡°)
13.01.2018, 17:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#73

STRAŻNIK
Lekki wiatr przynosił ukojenie mieszkańcom miasta. Chmury widocznie się rozpraszały, ukazując pogodne słońce.



erdis uśmiechnął się na dźwięk słów Amarona. Widać było na pierwszy rzut oka, że chęć pomocy takiego człowieka była mu bardzo na rękę. Co prawda odrobinę zmarkotniał po odpowiedzi Mirrodin, jednak chyba się jej spodziewał. - Oczywiście, wyjaśnimy wszystko na posterunku. Nie musi się Pani niczego obawiać. - powiedział krótko, po czym zerknął przez ramię no powiększający się tłumek gapiów.
- Czas na nas. - rzucił do swoich ludzi, po czym kiwnął głową do pary bohaterów, żeby podążyli za nimi. Wyglądało to prawie jakby byli eskortowani, z tą różnicą, że strażnicy nie przybrali żadnego zorganizowanego szyku. Ot po prostu wracali na posterunek w towarzystwie innych osób. Podróż nie trwała długo - w końcu posterunek był zaraz na skraju targu i od początku wszyscy go widzieli.
Po wejściu do środka zauważyć się dało tylko jedną rzecz - zupełny spokój. Nie było żadnych interesantów, zaś strażnicy siedzieli znudzeni, wpatrując się bezmyślnie w przestrzeń. Dzień jak co dzień, przynajmniej dla prostych ludzi. Verdis miał jednak dużo więcej zmartwień na głowie - dwójkę z tych zmartwień szybko wprowadził do jednej z pustych sal na piętrze. Proste biurko, kilka szafek i pojedyncze krzesło było całym wystrojem pokoju. Wysoko postawiony strażnik szybko pojął, że miejsc do siedzenia jest mniej niż ludzi, których zaprosił - najwidoczniej na obecność Mirrodin się nie przygotował. Prosty rozkaz w stronę jednego z jego ludzi załatwił sprawę w mgnieniu oka. Drugie krzesło szybko postawiono obok już stojącego. Verdis zasiadł za biurkiem, wskazując interesantom krzesła przed sobą, po czym kazał swoim ludziom wyjść. Zostaliście w pokoju sam na sam z zastępcą kapitana.
- Przepraszam za niedogodności, nie mieliśmy czasu zbytnio się przygotować na przyjęcie was. Przejdźmy jednak do sprawy, przez którą was zaprosiłem. - Verdis westchnął ciężko, jakby zbierał się w sobie do powiedzenia tego co miał w głowie. W końcu wypuścił ciężko powietrze z płuc, odetchnął już spokojniej i zaczął mówić. - Jak wiecie w mieście nie jest najspokojniej. Ciągłe wojny gangów i karteli wyniszczają nas od środka, a biurokracja tylko to wszystko pogarsza. Straż robi co może i jak dotąd udawało nam się jakoś panować nad tym chaosem, jednak coraz częściej dochodzą do nas niepokojące doniesienia zza murów miejskich. Podobno na traktach widać coraz więcej nieumarłych, którzy naprzykrzają się podróżnym. Początkowo myśleliśmy, że jest to nieprawda - że bandyci poprzebierali się za szkielety i próbują odciągnąć od siebie uwagę. Wysłałem niedawno patrol, żeby zbadał sprawę... z sześciu ludzi wróciło dwóch. Potwierdzili oni wieści o pladze nieumarłych. Nie możemy sobie pozwolić na wysłanie kolejnych ludzi w poszukiwaniu źródła problemu - ledwie radzimy sobie z panowaniem nad tym co się dzieje w mieście, co dopiero mówić o osłabianiu garnizonu. Dlatego też zgłosiłem się do ciebie... - Komendant odchrząknął cicho. Widocznie przygotował tę przemowę wcześniej, nie uwzględniając w niej dodatkowej osoby. - Do was, oczywiście. Potrzebujemy waszej pomocy w zlokalizowaniu i unieszkodliwieniu źródła nieumarłych. Wiemy, że znajduje się w Starym Lesie, jednak nie jesteśmy w stanie dokładnie określić skąd te cholerstwa przychodzą. Za zwalczenie problemu jest oczywiście nagroda pieniężna. Oczywiście poza tymi drobnymi przysługami, które jesteśmy w stanie wam wyświadczyć za waszą pomoc. - Verdis wpatrywał się w rozmówców z niecierpliwością. Wręcz siedział jak na szpilkach, oczekując, aż przemówią, potwierdzając jego obawy, bądź pokrzepiając dobrym słowem.




Następne odpisy dajcie tu
22.01.2018, 12:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#74

Targowisko w Grethardzie - eghm, nie cierpiał. Głośno, tłoczno, zbyt... kolorowo i niebezpiecznie, jeśli nie pilnowało się własnej sakwy jak oka w głowie. Jasne, gdyby trudnił się kieszonkostwem, mógłby zdobyć tu fortunę każdego dnia, ale miał w sobie zbyt dużo dumy, by iść tą drogą. Okres buntu miał za sobą, jeśli w ogóle było to w jego przypadku możliwe. Na pewno okres buntu młodzieńczego.
Ojczulek wysłał go po kilka składników potrzebnych do jego nowego projektu alkoholowego. Nie interesował się tym razem, ale w grę na pewno wchodziły wiśnie i śliwki, które zresztą już zakupił. Zdobył też trochę mięsa dla Niedźwiedzia, w końcu bestyi też się coś od życia należało. Przez ostatnie dwa lata byli niemal nierozłączni, kiedy tylko było to możliwe. Nie zabierał go jedynie do pracy, ponieważ stary Furens nie przepadał za psami, poza tym Thani nie wiedział, jak konie mogą na niego zareagować.
- Cierpliwości, bracie! - krzyknął, widząc jak biega podekscytowany wokół nóg mężczyzny, czekając już na przekąskę. - Musisz poczekać, aż wrócimy do domu! - Ciężko było przekrzyczeć zgiełk tłumu targujących się starych kobiet i otyłych kupców, którzy żyli z darcia papy każdego dnia, każdej minuty swojego życia. Nikt prócz nich nie ma tak wytrenowanego gardła. I uszu pewnie też, Thanuros nie wyobrażał sobie spędzić tu dłużej niż kilku minut. Wolał swoją pracę, gdzie całymi dniami nie słychać było nikogo, chyba że on sam miał coś do powiedzenia któremuś ze swoich podopiecznych.
Niestety, miał wolne na kilka najbliższych dni, ponieważ do jego pracodawców przyjechała rodzina - z Lothil, bodajże - i Furens chciał aby wnukowie zdobyli nieco charakteru, zajmując się końmi. Toteż dla Thaniego oznaczało więcej czasu w warsztacie ojca, który, poza amatorskim pędzeniem alkoholu dla rodziny i znajomych, był też okolicznym stolarzem i nigdy nie narzekał na dodatkową parę pomocnych rąk.
- Zaraz wyjdziemy z tego hałasu... - powiedział, szturchając prawą dłonią ucho Niedźwiedzia. - Wiem, że nie cierpisz tego miejsca tak samo jak ja! - Pies spojrzał na niego swoimi wielkimi, ciemnymi oczyma jakby rozumiał i z całą pewnością jęknął potwierdzająco. Czego oczywiście nie było słychać w tym przeklętym, hałaśliwym miejscu!
14.09.2018, 01:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#75

STRAŻNIK



hanuros nie tak wyobrażał sobie dni wolne od pracy w stajni. Łażenie po kramach w poszukiwaniu składników dla ojca nie było jego ulubionym zajęciem. Do jego uszu zewsząd dochodziły krzyki różnych handlarzy. -Zieeeeeemniaki! Młode ziemniaki!-krzyczał jeden. -Nowiuteńkie buty na podwyższonym obcasie! Najnowszy krzyk mody prosto z Azaratu!-reklamował się drugi.-Panie! Spójrz pan na to futro! Valeńczyk płakał jak sprzedawał!-mówił kojeny. Dzień jak codzień. Syn stolarza z trudem przeciskał się pomiędzy tłumami klientów. Choć Greathad nie należało do miast nastawionych na handel to dzień był wyjątkowo piękny, zwłaszcza jak na te okolice. Było zaskakująco ciepło. Nawet słońce od czasu do czasu przebijało się przez zachmurzone niebo. Niedźwiedź cały czas trzymał się blisko swojego pana jakby wyczekując momentu w, którym w końcu skierują się w stronę wyjścia z placu.
Nagle stajenny poczuł na sobie spojrzenie. Chwilę później usłyszał czysty głos. -Chłopcze! Mogę zająć ci chwilę?-Głos ten należał do mężczyzny w średnim wieku. Siedział on przy kramie obładowanym mięsiwem. Jego właściciel był postawny. Z pewnością wyższy niż młody Dravasi. Włosy miał czarne i pomimo swojego wieku nie było na nich ani śladu siwizny. Oczy koloru smoły obserwowały otoczenie spod krzaczastych brwi. Nie nosił brody, choć pod jego nosem gościły potężne wąsy. Uśmiechał się nieznacznie. -Mam dla ciebie propozycję! Przysięgam nie zajmę ci dużo czasu.-Powtórzył.
15.09.2018, 22:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#76

Jak Niedźwiedzia kochał, targowisko było najgorszym miejscem w mieście. Oczywiście, były jeszcze lochy, piwnica starej Ajsy z naprzeciwka czy pręgierz pod ratuszem, jednak Thani nie zamierzał w najbliższym czasie odwiedzać żadnego z tych miejsc. A targ, niestety, był potrzebny. I cholernie głośny!
Próbował przecisnąć się przez tłum, który przy co niektórych stoiskach się niestety tworzył. Nie należał do osób wysokich, wielkich i zdolnych do taranowania każdego, na kogo trafi, nie chciał też sprowokować tych, którzy zdolni byli, toteż zręcznie unikał pomniejszych kolizji z ludźmi, zwierzętami i samymi stoiskami.
Niedźwiedź, jak na porządnego psa przystało, tak jak jego pan starał się opuścić to miejsce jak najszybciej, sunąc między nogami przechodniów bez najmniejszych problemów. Jego czarne, długie futro śmigało nawet niezauważone przez większość z nich, zbyt zajętych wydawaniem srebra, by spojrzeć w dół na czarną kulkę sięgającą im nieco ponad kolana. Nie, nawet nie, ponieważ jego ciekawski łepek dotykał prawie ziemi, a nos non stop próbował coś smakowitego zwęszyć.
Przynajmniej do momentu, kiedy dotarli do kramu obładowanego mięsem, a krótki ogon Niedźwiedzia zaczął latać podekscytowany wte i wewte wyżej niż Thanuros myślał, że to możliwe.
- Uspokój się... - powiedział tylko przeciągle, głaszcząc go po głowie. - Nie twoje, nie ruszasz! Zaraz dostaniesz, nie martw się. - Właściciel przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, ale Thani uznał, że obawiał się po prostu o swój towar. Chciał minąć go bez słowa, pilnując psa, by niczego głupiego nie zrobił. Niedźwiedź jednak był obyty z różnego rodzaju sytuacjami, których doświadczyli razem w ostatnich latach wspólnego łażenia po mieście, nie był więc zdolny sprzeciwić się panu przy tak żałosnej pokusie. Przynajmniej taką Thani miał nadzieję. Na szczęście mięso znajdowało się na pewnej wysokości.
Wtedy usłyszał słowa mężczyzny i nie spodobały mu się one. A jakże by inaczej! Zostać chwilę chwilę dłużej w tym przeklętym miejscu? Idź pan do diabła!
- Przepraszam, ale nie mamy czasu - odparł zbywająco, darząc kupca krótkim, być może niezbyt przyjemnym spojrzeniem. - Chodź... - rzucił jeszcze do psiaka i pomaszerował dalej, mając nadzieję, że nikt więcej już go nie zaczepi, będzie mógł wrócić do domu i w końcu coś zje, bo nie tylko Niedźwiedziowi burczało w brzuchu na widok mięsa.
16.09.2018, 21:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#77

STRAŻNIK


hani nie miał ani czasu, ani chęci żeby się targować. Szybko zbył podejrzanie wyglądającego handlarza mięsem i skierował się w stronę wyjścia z targu. Nie było to jednak proste zadanie. Nadal musiał się przeciskać przez spory tłum ludzi, którzy przyglądali się najróżniejszym towarom. Po chwili, która dla stajennego wydawała się trwać wieki w końcu wyszedł na ten kawałek rynku na którym na ten moment nie stało zbyt wiele kramów. Zaledwie paru kupców rozstawiło się w tym miejscu. Ciężko się dziwić. To był praktycznie sam skraj placu. Niemożliwym było, żeby ktoś napatoczył się tutaj przypadkowo, a to właśnie na takich klientach szło zarobić najwięcej. Jednak wzrok Thanurosa przykuł jeden konkretny handlarz, a raczej to co działo się obok jego kramu.
Samo stoisko było obłożone najróżniejszymi rodzajami biżuterii. Naszyjniki, pierścienie, kolczyki, broszki i bransoletki. Wszystko czego dusza zapragnie. Widać też było spory rozstrzał w jakości produktów. Część z nich wyglądała na wątpliwej jakości wytwory, ale znalazły się też takie co zapierały dech w piersiach. Najwyraźniej właściciel obwoźnego sklepiku wyznawał zasadę "Dla każdego coś dobrego". Obecnie obsługiwał klientkę w eleganckiej suknii. Lecz to nie ona przykuła uwagę Dravasiego. Obok dziewczyny przechodził jakiś młodzieniec z krótkimi kasztanowymi włosami. Syn Gurodana zobaczył tylko błysk niewielkiego sztyletu i po chwili sakiewka znajdowała się już w dłoniach nieznajomego. Pośpiesznie zaczął się on kierować w stronę najbliższego wyjścia z targu.
17.09.2018, 17:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#78

W takie dni jak ten Thani nie do końca wiedział, co robić. Żył pracą, ojcem, karczmą i Niedźwiedziem przez ostatnie lata i dni wolne od tego pierwszego doprowadzały go do szaleństwa. Potrzebował coś robić, cokolwiek. Ciągnęło go poza mury miasta, ale chyba tak naprawdę zawsze brakowało mu odwagi, by je opuścić. Wiedział, do czego służy sztylet, który posiadał, ale nie był w tej wiedzy sam i większość ciemnych typków, na których mógł tam natrafić, zapewne wiedziała lepiej. Nie mówiąc już nawet o bestiach i demonach, przed którymi ostrzegał co drugi podróżnik, na jakiego można było wpaść Pod Dębem. Nie do końca wierzył w te ploty - po takich spotkaniach nie zostaje już nikt, kto mógłby o nich opowiadać. Nie chciał jednak sprawdzać tego na własną rękę.
I tak żył w więzieniu, które sam dla siebie stworzył. W całkiem wygodnym i przyjemnym więzieniu, o co sam dbał niemal każdego wieczoru. Dom wieczorem go dołował. Ojciec go dołował. Przypominał mu o beznadziei, jaką czuł, spędzając wieki w tym szarym, nudnym, zwyczajnym miejscu. Ale przynajmniej był Niedźwiedź, który z całą pewnością nie miał nic przeciwko siedzeniu na tyłku cały dzień. Albo leżeniu na wznak, szczególnie, kiedy ktoś drapał go po brzuchu godzinami.
Dlatego kiedy zobaczył, co działo się kilka kroków przed nimi, pomyślał, że to ciekawe. Nawet w Grethardzie było mnóstwo szuj, które nie potrafiły zdobyć się na jakąś uczciwą pracę, a ich jedynym zajęciem było okradanie tych, którzy na swoje zasłużyli. Właśnie, bo każdy zasługiwał na to, co osiągnął. On był stajennym - całymi dniami wyrzucał zwierzęce łajno, rozgarniał siano, nosił wiadra z wodą i worki z paszą. Dlaczego on mógł to robić, a inni woleli opluwać własny honor, kradnąc? Jasne, kobieta z wyższych sfer pewnie szybciej kopnęłaby Thanurosa w zad niż ten głupi młodziak.
- Widzisz, Niedźwiedź? - powiedział, przystając na moment i spoglądając w te zatroskane ślepka. - Świat nie jest sprawiedliwy! Ale przynajmniej wyszliśmy z tego hałasu. Chodź. - Ruszył, przyspieszając kroku, żeby zrównać się ze złodziejaszkiem, gdy oddalili się nieco od jego ofiary. - Zabawne... - zaczął, łapiąc go lewą ręką za dłoń i zmuszając do zatrzymania się. Prawą trzymał na swojej broni, gotów do szybkiego dobycia, gdyby przypadkiem chłopaczkowi przyszło na myśl coś głupiego. Spojrzał mu w twarz, unosząc brwi, jakby zastanawiał się nad jakąś wyjątkowo ciekawą rzeczą. - Facet miał pełno świecidełek, które można opchnąć za niezłą sumkę... Kierujesz się jakąś konkretną zasadą czy po prostu sakwa ze srebrem, ba, może nawet i złotem w środku, kto ją tam wie, to łatwiejsza zdobycz? Mordo, co myślisz, zdolny on do jakichś zasad? - spytał bez spoglądania na Niedźwiedzia, który zerkał to na niego, to na nowo poznanego rzezimieszka. - Czołem - dodał szybko, jakby z grzeczności.
Nie zastanawiał się, po co się miesza. Nie obchodziła go też jakoś szczególnie poszkodowana - pewnie nawet nie zauważyłaby braku paru srebrników. A może wcale nie jest bogata i Thani był po prostu uprzedzony, ale i tak mało go to obchodziło. Nudził się, a skoro nie irytował go już wszechobecny i przytłaczający hałas, chciał spędzić trochę czasu na czymś ciekawym. Nie przepadał za złodziejami, choć wychował się z kilkoma. Nigdy nie ukrywał, jakie ma o nich zdanie i oni to szanowali, nawet jeśli z kilku takich dyskusji nikt nie wyszedł bez kilku siniaków.
18.09.2018, 18:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#79

STRAŻNIK


łodziej, gdy tylko poczuł dotyk na swojej lewej dłoni chciał się wyrwać. Na jego nieszczęście Thanuros, choć siłaczem nie był to swoje w stajni wypracował i miał dość siły, żeby zatrzymać młodego zbrodniarza w miejscu. Odwrócił się więc i spojrzał obywatelowi w oczy. Widać w nich było cień lęku, lecz mimo tego był w stanie utrzymać kontakt wzrokowy. Wyglądał na 16 góra 17 lat. Jego ubiór był skromny. Spodnie i wykonane z najtańszego materiału. Koszula, która niegdyś musiała być biała, była lepszej jakości, ale po niej widać było ślady znoszenia. Widać było, że w paru miejscach musiała być zszywana. Całości dopełniały buty. Dziurawe i prawdopodobnie za duże. Chłopak nie spuszczał oczu z Thaniego.
Choć do większej szamotaniny nie doszło to paru klientów pobliskich kramów obejrzało się na całe zajście. Szybko jednak wrócili do swoich zajęć. W końcu takie zajścia to była codzienność. Zwłaszcza na placu targowym. -Słuchaj... każdy robi to co musi, żeby przeżyć. Ja naprawdę potrzebuję tych pieniędzy. Jeśli się z tobą podzielę tym co jest w środku to puścisz mnie wolno?Proszę... to kwestia życia i śmierci.-Mówił szeptem. Jego głos drżał lekko, a spojrzenie wędrowało to na twarz stajennego to na jego kudłatego towarzysza. Ciężko było tak naprawdę stwierdzić czy mówił prawdę, czy po prostu chciał się w jakiś sposób wywinąć. Za plecami usłyszał delikatny, kobiecy głos. -A ten naszyjnik? Z czego jest wykonany?- Niewątpliwie należał on do właścicielki sakiewki, która teraz znajdowała się w rękach nastoletniego złodzieja.
19.09.2018, 16:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#80

Nie zwracał uwagi na otoczenie, choć najchętniej powiedziałby paru ciekawskim, żeby wracali do swoich spraw, choć może nieco mniej łagodnym tonem. Niestety sytuacja wymagała odrobiny gry aktorskiej. Chłopak potrafił utrzymać spojrzenie, Thani nie mógł więc odpuścić. Jak by to wyglądało!? Chciał rozdawać karty, musiał się odpowiednio zachowywać.
Od razu zauważył, że złodziejaszek nie należał do najbogatszych osób w mieście. Ubiór Dravasiego nie był zbyt czysty, ani nawet świeży, choć nie wynikało to z jego stanu majątkowego, tylko braku dbania o takie głupoty. Mógłby kupić coś nowego, ale po co? Młodzieniaszek zaś z pewnością potrzebował tych pieniędzy. Co nie znaczyło, że Thanuros da się od razu nabrać na kilka smutnych słówek. Złodziej to złodziej, zrobi wszystko, żeby się wymigać od prawdy.
- Smutna sprawa... - zaczął, nie puszczając ręki rzezimieszka, a nawet nieco bardziej zaciskając na niej swą dłoń na chwilę, żeby sprowadzić go na ziemię. - Kobieta nie ma pojęcia, co zaszło. Hah, a ty wciskasz jakieś żałosne głupoty jedynej osobie, która może to teraz naprawić... - Spojrzał na sakwę. - Kwestia życia i śmierci, a jednak możesz oddać mi połowę? Gubisz się, chłopak... - Puścił jego rękę z pewną dozą agresji, ale nie miał zamiaru spuszczać go z oczu ani pozwolić, żeby się oddalił. - Ale mów dalej, mów dalej, ciekawi mnie ta cała kwestia...
Był ciekawy, naprawdę. Ale chyba bardziej chciał popatrzeć, jak złodziej kombinuje dalej. Miał po swojej stronie otoczenie - w końcu nie ma dla bandyty miejsca gorszego, niż to publiczne. Plus pierwsze wrażenie i wiedzę o zajściu. Jak na razie wszystko szło bardzo dobrze.
19.09.2018, 17:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna