Cmentarz
#1

Zapraszam do zwiedzania tego pięknego miejsca. Prędzej czy później, wszyscy skończycie podobnie. A tu jest całkiem miło i przynajmniej nie będziecie leżeć w osamotnieniu. Lepiej zapoznajcie się wcześniej.


Na obrzeżach miasta handlowego znajduje się średniej wielkości cmentarz, w którym pozakopywano wielu ludzi. W większości znajdują się ci, którzy nie pozostawili sobie potomków, gdyż zazwyczaj zmarli są po prostu zakopywani gdzieś w pobliżu miejsca ich zamieszkania.
Ci biedniejsi ludzie zostali pochowani w zwykłych dołach i można by zapomnieć, jak się zwali, gdyby nie małe, brzozowe tabliczki z wyrytymi ich nazwiskami. Jeśli jednak przychodzi tu jakiś starszy kupiec, czy szlachcic, który chce być pochowany w tym miejscu, zwykle przeznacza jakąś część tego, co posiada, na ładniejszy nagrobek. Nie jest on wykonywany przez Scythisa, rzecz jasna - on dba tylko o to, co się w późniejszym czasie dzieje z tym grobem.
Tuż za cmentarzem jest mały, stary domek przypominający raczej szopę, niż mieszkanie. Od pokoleń żyją tam przodkowie grabarza, a teraz - on sam. Zgadza się, całkiem sam. W sędziwym wieku, bez potomków. Prawdopodobnie też sam wykopie sobie za jakiś czas grób. Cóż... Samowystarczalność, czyż nie?

W chatce Starca nie ma zbyt wiele. Jedno łóżko, które zostało po rodzicach, stolik i parę krzeseł, półka ze słoikami i prawie pusta szafka. Trzyma w niej parę pustych butelek, księgę zielarską i parę naczyń oraz drewnianą łyżkę. To wszystko zostało wykonane przez okoliczną ludność, która pomogła Scythisowi w zamian za leczenie lub specyfiki alchemiczne.
Ach, w podłodze jest jeszcze poluzowana deska, pod którą... A nie, chwila. Ta podłoga jest cała złożona z poluzowanych desek. Ale gdyby dobrze poszukać, to pod jedną z nich będzie skarb... Butelka najprzedniejszej gorzały. Własnej roboty.
W kącie przy drzwiach, które ledwo się trzymają na zawiasach, stoi niepozorny szpadel. Chociaż często też spoczywa leżąc przy grabarzu, tuż pod łóżkiem.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.07.2014, 01:15 przez Scythis.)

14.07.2014, 21:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#2

[MG Mode]

Dzisiejsze niebo nie wydawało się być zadowolone. Ciemne, gęste chmury sunęły nad miastem handlowym. Najwidoczniej zanosiło się na całkiem mocny deszcz, albo nawet i gromy z nieba. Wszelkie ptactwo, które jeszcze kilka chwil wcześniej szczęśliwie latało ku przestworzom, teraz swymi skrzydłami przecinały powietrze nad grobami, część z nich zaś schowała się na okolicznych drzewach czy pod dachami domostw.
Samotna kropla wody uderzyła w dach szopy, będącej domem sędziwego grabarza. Nie minęło więcej, aniżeli dziesięć względnie cichych sekund, a rozpoczęła się niesamowita ulewa. Krople z niesamowitą zaciekłością uderzały we wszystko co stawało na ich drodze. Najlepiej można było to usłyszeć, stojąc koło dachu tej szopy. Szum jaki powstał, mógłby z całą pewnością zagłuszyć niejedną rozmowę na bazarze. W końcu była to jakaś odmiana dla tego miejsca, które zazwyczaj choćby z założenia jest spokojne. Trupy przecież nie mają w swoim zwyczaju zbytnio hałasować.
Monotonny dźwięk silnego deszczu zostaje przerwany przez mocne pukanie w drzwi. Skoro można usłyszeć coś takiego, nawet w hałasie takiej ulewy, to ten ktoś musi mieć naprawdę silną rękę. Ciekawe kto o takiej porze dobija się do tych skromnych drzwi, chyba ma jakąś poważną sprawę, zwłaszcza biorąc pod uwagę tą nieprzychylną pogodę.
- Grabarzu, jesteś tam? Potrzebuję Ciebie! - Ryknął głębokim, męskim głosem. Nie czekając czy otworzysz mu czy nie, wszedł do środka. Na ramieniu niósł drobną blondynkę, cała była przemoczona.
- Zasłabła już trochę temu i nikt nie mógł mi powiedzieć co się z nią dzieje, nie mógłbyś zrobić coś, by znów była przytomna? - Zapytał zdesperowany.
19.07.2014, 13:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#3

Scythis dopiero co wrócił z cmentarza z obchodu, wszystko zdawało się być tam w porządku, ale nie dokończył doglądania grobów, gdyż zanosiło się na silną ulewę, sam zaś chciał trochę posiedzieć i odpocząć. Jego przeczucia i obserwacje, rzecz jasna, sprawdziły się - parę minut później, gdy siedział przy stoliku na starym krześle, usłyszał, jak w dach jego chatki uderzyły pierwsze krople. Wkrótce ciężko było usłyszeć cokolwiek innego. Oprócz dobijania się do drzwi.
Ludzie często przychodzili tu z rannymi i schorowanymi, prosząc o radę lub bezpośrednią pomoc. Grabarz nie był może najlepszy w fachu znachora, czy uzdrowiciela, ale nie ma co ukrywać - w okolicy był jednym z lepszych, i prawdopodobnie "najtańszy", gdyż za swoje usługi nie wymagał wiele. Ot, drobną przysługę, czasem obiad czy pomoc przy domowych obowiązkach.
Nie odpowiedział na pierwsze pytanie, zresztą - nie było takiej potrzeby. Zanim jednak gość wszedł, zdążył wstać z krzesła i obrócił się w stronę drzwi. Swoją drogą, powinien je wymienić, strasznie skrzypiało, pewnie zaraz się rozleci. Mniejsza jednak o siedzisko, widząc niewiastę stwierdził, że chwilowo nie będzie ono potrzebne.
- Oho. Cóż, przyjacielu, zwykle w takich wypadkach nie przychodzi się do znachorów - rzekł, jednak zmobilizował się i zaczął działać nieco szybciej. Skoro ów mąż zdążył przynieść tu dziewczę, to kilka minut mogło minąć od zdarzenia, a wiadome było, że długie przebywanie w stanie nieprzytomności może być groźne. Na odpowiedź oczywiście nie czekał, nie trzeba było na nic czekać. Podszedł możliwie szybko do szuflady, otworzył ją i wyjął księgę zielarską, szukając czegoś spotykanego w tych stronach, co mogłoby pomóc. Nie chciał na razie sięgać po pomoc swych przyjaciół, ale rzadko kiedy miał do czynienia z omdleniami, więc jeśli zajdzie taka potrzeba - nie zawaha się.
- Ułóż ją pan na łóżku. Nogi na barierkę, żeby były wyżej od reszty ciała - rzekł, nie tłumacząc, dlaczego ma być tak, a nie inaczej. Jeśli mężczyzna będzie pytał, powie, ale teraz musiał jeszcze zadać kilka szybkich pytań.
- Pierwszy raz się to zdarzyło? Uderzyła się o coś, gdy upadała? Co ostatnio jadła? Gdzie przebywała przez ostatnie godziny? - pytał. W międzyczasie przeglądał księgę z ziołami, nie przypominając sobie jednak żadnego, które stosowane jest na takie wypadki. No i nie miał raczej żadnych ziół w chatce, ostatnio coraz częściej ludzie do niego przychodzą.
19.07.2014, 19:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#4

[MG Mode]

Deszcz z całą swoją intensywnością nie ustawał. Dopiero teraz, kiedy wszyscy byli pod dachem, z mężczyzny zaczęły kapać krople wody, a kobieta miała całe mokre włosy. Oboje przynieśli tutaj sporo wody na swoich ubraniach i włosach. Właściwie co się dziwić w taką pogodę, przecież dzisiejszego dnia słońce nie świeci. Może jeszcze ktoś tutaj przyjdzie, przy okazji przynosząc powódź?
Jegomość, który przyniósł kobietę był zdenerwowany. Odziany w jedne z tych lepszych strojów, z twarzy zaś zadbany. Nie miał jakiegoś piwnego brzucha, więc musiał być kimś, albo przynajmniej zarabiać więcej, niż zwyczajni ludzie ze wsi czy miasta. Możliwe, że był tutaj przypadkiem, w interesach. W końcu starzec miał rację, że do niego raczej nie w takich sprawach. Prawdopodobne, że pochodził z zupełnie innych stron tej wspaniałej krainy, a przez nieznajomość okolicy trafił właśnie tutaj. Grzecznie i posłusznie położył kobietę na łóżku tak jak mu staruszek poradził. Nie rozumiał dlaczego akurat tak, niemniej jednak to właśnie grabarz był większym autorytetem tutaj.
- Możliwe, możliwe... Ale cóż żem miał uczynić, jakem nie z tych miast jestem. Wołałem pomocy, bom nie wiedział dokąd mam iść z mą słodką narzeczoną, co uroku ma w sobie więcej, aniżeli aniołów chór. Wieśniacy prości mawiali, żem powinien iść na cmentarz, alem nie dowierzał. Przecież grzebiecie tutaj zmarłych, a nie żywych leczycie... Ale żem nie stąd jak mawiałem, to przyszedłem. - Stąpał z nogi na nogę. Rzeczywiście był bardzo nerwowy, ale właściwie co mu się dziwić, w końcu jego ukochana leżała teraz nieprzytomna.
- Tak pierwszy, jeszcze nigdy coś takiego nie miało miejsca. Upadła za ziemię, nie wiem jadła ze mną śniadanie... Jajka przepiórcze z pyrami. Ostatnio była w pokoju w gospodzie, jak wróciłem to ją taką już zastałem, nie wiem nic więcej. Błagam, ulecz ją! Zapłacę Ci nawet, ale ulecz ją. - Z jego oczu zaczęły sączyć się łzy.
19.07.2014, 22:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#5

Scythis szczerze mówiąc mało zwrócił uwagę na to, kim jest ów człowiek, na to przyjdzie czas później. Stwierdził, że zioła, których w okolicy prawdopodobnie i tak szybko nie znajdzie, nie przydadzą się, więc pozostawił księgę na stoliku i podszedł do łóżka. Obtarł kawałkiem rękawa czoło niewiasty.
Łóżko będzie dosyć przemoknięte, ale starzec nawet się nad tym wcześniej nie zastanowił. Zresztą, kombinowanie też było nie na rękę, a teraz liczył się czas. Bo niby na czym innym położyć panienkę? Można na podłodze, jasne. Ale po pierwsze była już trochę zabłocona, nie tylko z dzisiejszego dnia, trochę głupio byłoby ułożyć ją na brudnych deskach. Druga sprawa, na czym położyć nogi? Krzesła wydawały się być trochę za wysokie, a o inne meble trochę w tej chatce było trudno. No ale nic, praca wymaga trochę poświęceń, dzisiejszym będzie sen na mokrym łóżku. Zahartuje się staruszek, a co!
"Z tym chórem anielskim to bym polemizował", pomyślał sobie. Nie mówił, rzecz jasna. Zastanawiał się chwilę czy odpowiedzieć człekowi czymś w rodzaju "ale jak się leczenie nie uda, to przynajmniej do miejsca spoczynku blisko", ale stwierdził, że nie będzie to najlepszym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę stan jegomościa. Jego też nie należało zostawić samemu sobie, należałoby powiedzieć coś uspokajającego.
- Zostałem grabarzem dla jakiegokolwiek zarobku, a leczeniem zajmuję się od małego, tego fachu uczyła mnie matka, naprawdę dobra i znana znachorka. Bez obaw, poradzę sobie - powiedział. Co prawda z kilkudziesięcioletnią przerwą się uczył, ale zawsze coś. Tego zaś mężczyzna wiedzieć nie musi.
- W gospodzie, powiadasz pan? "Pod Złotą Podkową"? - zapytał. Na kwestię zapłaty tylko machnął ręką, na to przyjdzie czas, zrobi co będzie w stanie. Wspomniany przybytek nie miał najlepszej reputacji, nie był co prawda jakąś brudną speluną, ale szczególnie dobrze wychowani czy szlachta raczej wolała omijać to miejsce. W tamtym miejscu ktoś mógł jej czegoś dosypać, by później wykorzystać. Sytuację, znaczy się. Nieważne w jaki sposób. I być może wkroczył wtedy ten człek i wyniósł swoją narzeczoną. To było możliwe. Skoro nie zdarzyło się to wcześniej, to znaczy, że nie cierpiała na jakąś przypadłość, która spowodowała omdlenie.
To właśnie było najgorsze, bo przyczyn mogło być dużo. Co prawda leczenie w każdym wypadku wygląda dosyć podobnie, ale jednak pewne różnice istnieją. Mało tego, zwykle nie trzeba nawet leczenia. Omdlenia powinny przechodzić po sekundach, czasem minutach. Tu wyglądało na coś poważniejszego. Coś przyszło starcowi do głowy...
- Czy ta panna ma zdolności magiczne? Albo czy czasami dzieje się coś... Nienormalnego w jej pobliżu? - zapytał. Osobiście nigdy tego nie doświadczył, ale świtało mu coś jak przez mgłę. Mianowicie kiedyś matka powiedziała mu, że gwałtowne zużycie większości energii maga może doprowadzić do takiego stanu. Taka energia może regenerować się samoistnie, ale jeśli trwa to już jakiś czas, być może trzeba będzie jej w tym pomóc. O ile oczywiście to jest przyczyną. Tylko, że ów człek może nawet nie wiedzieć o zdolnościach swojej wybranki. Mało to magów, którzy ukrywają swoją moc? Przecież właśnie jednym z nich był starzec.
Zadając pytania jednocześnie spróbował sprawdzić, czy dziewczę oddycha, bo wyglądało na to, że odpowiednie ułożenie nóg nie pomaga. Może to tylko chwilowe, ale jeśli nie, zaoszczędzi parę chwil. Przy okazji, zbliżając się uchem w okolice ust panny, przyłożył dłoń do jej czoła. Wcale nie zdziwiłby się, gdyby było zimne, dzień był chłodny, a dopiero przyniesiono ją z ulewy. Nie sądził, że wyglądało to w porządku, kiedy przez te kilka sekund patrzył na klatkę piersiową narzeczonej jego gościa, ale przecież to służbowo. Naprawdę, nie traktował tego jako okazję. Nie był to może dla niego chleb powszedni, ale nie była to też sytuacja wyjątkowa. Niemniej jednak spotkał się kilkukrotnie z kusymi spojrzeniami, a raz nawet ledwo uniknął bójki, dlatego powiedział, trochę przyciszonym głosem, że sprawdza oddech i temperaturę dziewoi.
- I niech pan opowie coś więcej, ze szczegółami, odnośnie tych kilku minut, przed którymi ona zemdlała.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2014, 00:37 przez Scythis.)

20.07.2014, 00:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#6

[MG Mode]

Mężczyzna naprawdę nie mógł się uspokoić. Chodził w kółko, nerwowo ruszał rękami, cały czas musiał być w ruchu. Naprawdę źle znosił tą sytuację, a z każdą sekundą było coraz gorzej. Jego lewa dłoń zaczęła w sposób niekontrolowany drżeć, co wywołało w nim kolejną falę frustracji. Kiedy usłyszał słowa starca, jakoś niespecjalnie wziął je do serca.
- Poradzisz sobie... Poradzisz sobie?! Ty nawet nie wiesz co pewnie jej dolega! Za czasów Twojej matki pewnie było inaczej, z resztą nie ważne. Ulecz ją staruszku, albowiem nie ręczę za siebie, gdy jej dusza zejdzie z Tego świata! - Trzeba było przyznać, że nie był zbytnio uprzejmy. Niestety całe rozgoryczenie wyładowywał na jedynej osobie, jaka mogła mu teraz pomóc. Nie radził sobie z tą sytuacją, zdecydowanie go przerastała i bał się tego co może się wkrótce wydarzyć. Z drugiej strony, może nie potrafił w przyjemniejszy sposób okazać faktu, że martwi się o swoją najdroższą.
Komentarze dotyczące gospody "Pod Złotą Podkową" zbiły z tropu przybyłego męża, znów pokazując w ten sposób, że nie jest z tych stron.
- No tam żem zatrzymał się wraz z nią... Ale jakże to?! Czyżby tam jakiś dziad czyhał na mą słodką niewiastę?! Toż to ja się tam wybiorę, nawet teraz biec przez ulewę będę, byleby dorwać tego drania, co pewnie piwo żłopał i patrzył na nią tymi swoimi wyłupiastymi ślepiami! Jak go dopadnę, to biada jego będzie! - Zaczął wrzeszczeć zirytowany. Żwawym krokiem poszedł do drzwi, ale pytanie staruszka go zatrzymało. Zdawało się, że mijają sekundy pełne niepodobnej do niego ciszy. Czy to jakiś słaby punkt, a może temat, na który nie chciał rozmawiać z nikim. Po kolejnej chwili można było usłyszeć głośno trzask drewna, spowodowany uderzeniem nogi w podłogę.
- Że też jestem taki głupi! Czemu nie skojarzyłem od razu! Kiedy leżała tak nieprzytomna na ziemi, na dłoniach miała czerwone symbole, tak samo zresztą było z jej czołem... Kiedy ją poznałem, mówiła coś o tym, że czaruje, że jest medium... Ale wtedy ją wyśmiałem, od tamtego czasu nie wracaliśmy do tego tematu i było wszystko dobrze. Aaaah, teraz pamiętam! W dłoni trzymała taką dziwną, złotą monetę. Daleko jej wyglądem do złotych smoków, jakimi się tutaj handluje. Nawet mam ją przy sobie. - Pośpiesznie wyjął z kieszeni ten przedmiot. Wyglądała całkiem dziwnie, z obu stron była gładka, matowa i lekko zakurzona. Czuć od niej było tylko dziwną, bezgraniczną pustkę. Poza tymi aspektami, moneta jak moneta, a do tego złota!
Oddech kobiety był bardzo płytki, mimo to czuć było przepływ powietrza w jej ciele. Co mogło bardzo zdziwić starca, narzeczona mężczyzny była dosyć ciepła, daleko było jej do zimna. Wtedy też przybysz zaczął mówić.
- No to żeśmy zjedli razem to śniadanie, o którym wcześniej mówiłem. Później narzeczona udała się na górę, by się odświeżyć, ja zaś poszedłem do barmana zapłacić za to śniadanie i nocleg, bo mieliśmy się już wynosić. Kiedy to zrobiłem, poszedłem po moje rzeczy oraz narzeczoną, ale ona już leżała na podłodze. - Kiedy skończył, zauważył, jak starzec patrzy na piersi kobiety. Momentalnie zalało go uczucie zazdrości. Nie odezwał się tylko dlatego, że w końcu od znachora zależy teraz zdrowie i życie jego najdroższej.
20.07.2014, 14:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#7

"Lepiej powstrzymaj się od gróźb, pachołku. Jeśli do czegoś dojdzie, to będę miał dwie dusze na sumieniu", pomyślał grabarz. No i dodatkowe dwa groby do wykopania. Nieciekawa perspektywa zarówno dla niego, jak i dla tego słabo panującego nad sobą panoczka. Ale to tylko myśli. Starzec był za stary na zaczepki, niepotrzebnej agresji starał się unikać. A to, że czasem trzeba było się bronić, to już inna sprawa.
Komentarz mężczyzny zostawił bez odpowiedzi. Nie była potrzebna, niech się wygada. To, co powiedział, brzmiało jak rozkaz i groźba w jednym. Scythis ciężko znosił i jedno, i drugie, dlatego teraz podwójnie mocno musiał się powstrzymać od rzucenia czymś ostrym w tego człeka. Słowem ostrym, bo niczego innego prócz szpadla nie miał pod ręką. A takiego zacnego narzędzia szkoda niepotrzebnie tępić. Owszem, mogli się bardzo mocno kochać, ale jednak podstawowe zasady dobrego wychowania w takich sytuacjach znoszą mocną próbę. W tym wypadku nie znoszą. Ale to nie wpłynie na pracę. Grabarz zrobi tyle, ile będzie w stanie. Nawet nie tylko dlatego, by nie tracić reputacji, nie tyle dla zasady, nie dla zarobku i nie z powodu jego dosyć pomocnego charakteru. Po tym, jak okazało się, że panna jest tym medium... Czy czymkolwiek innym - zaciekawiło go to.
Usłyszawszy to silne tupnięcie, starzec skrzywił się nieco. Co prawda deski nie najgorsze, ale jednak miło byłoby, gdyby jego klient nie zdemolował mu mieszkania, od podłogi zaczynając.
"Medium? A więc szamanka... Moneta? Moja matka kiedyś trzymała w takowych duchy. Dziwnym trafem wyszły z użycia... To by się zgadzało. Ale jaka moneta! To uczucie..." - pomyślał starzec. Takie... Puste. Miał złe przeczucia odnośnie tej monety. I jeszcze czerwone symbole na dłoniach. To mu się kojarzyło z demonami. W dodatku była złota, więc jeśli rzeczywiście siedzi w niej coś rodem z piekieł... To nie jest zwykły chochlik. Ale miejmy nadzieję, że póki nikt nie będzie ruszał monety, wszystko będzie w porządku.
- Odłóż szybko tę monetę. Na stół. I nie dotykaj. To może być niebezpieczne - powiedział, brzmiąc chyba najbardziej stanowczo, jak potrafił na ten moment.
Opcja z zatruciem odpadła, przynajmniej chwilowo. Jedyną diagnozą było wyczerpanie spowodowane zbyt długim czasem przywołania tego... "Sługi" z monety. Chociaż jeśli to rzeczywiście był demon, to kwestią do dyskusji było, kto tu komu służy.
Leczenie wyczerpania na skutek utraty magicznej energii było dość proste dla kogoś, kto również potrafił ją wykorzystywać. Scythis nigdy nie próbował przelewać swojej mocy na żywą istotę, ale wielokrotnie robił to z amuletami, czy nawet duchami. Pozwalało mu to sądzić, że nie sprawi mu problemu oddanie cząstki swojej energii owej panieneczce. "Hm. Oddycha, więc nie mogła stracić życia, dlatego potrzebuje bardzo niewielkiej ilości. Dobra... Ale to chyba nie będzie najlepsze wyjście dla ukrywania moich magicznych zdolności. Gorzej też będzie, jeśli panienka jest opętana. W takim wypadku nie zdążę wykopać grobu nawet sobie", stwierdził.
- Słuchaj uważnie. Tej rośliny nie ma w mojej księdze z ziołami, bo jest dość rzadka, ale tak się składa, że lata temu ktoś ją do mnie przyniósł. Posadziłem ją przy jednym z grobów szlacheckich na cmentarzu obok chatki, bo suszona traci swoje właściwości. Jest obsypana małymi, zwiniętymi listkami, przypominającymi igły, ma śnieżnobiały kwiat. Potrzebny mi jej korzeń. Idź po nią, szybko, ja spróbuję użyć jednej z moich maści, gdzieś ją tu trzymałem. Pośpiesz się - powiedział. Szansa na to, że gość wykryje przekręt - bo, rzecz jasna, nie było żadnej takiej rośliny na cmentarzu, a może i nawet na świecie - była bardzo mała. Nawet jeśli był zielarzem, to przecież niektóre rzadko spotykane rośliny i tak są dla takich czasem nieznajome, a przecież jako taką właśnie przedstawił ją starzec. No i stan umysłu tego jegomościa nie pozwalał mu zbyt trzeźwo myśleć. W ten sposób grabarz miał zamiar kupić sobie kilka minut, w trakcie których nikt nie będzie przeszkadzał w leczeniu.
- A jeśli masz jakieś pytania, to teraz, żebyś nie zawracał, bo każda chwila jest ważna - powiedział, zanim jeszcze mężczyzna wyszedł. Żeby nie wszedł w trakcie oddawania energii pannie. Nie wyglądałoby to szczególnie magicznie, ale być może nieco podejrzanie.
20.07.2014, 15:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#8

[MG Mode]

Ten zdenerwowany jegomość już naprawdę nie miał pojęcia co ze sobą mógłby zrobić. Nie będzie siedział z założonymi rękami w takiej sytuacji, to poniżej jego dumy i honoru. Nie miał także w co uderzyć w tej szopie, bo ze swoją siłą mógłby to skutecznie roztrzaskać. Podłoga, a raczej jęczące deski już miały okazję się o tym przekonać, więc raczej powtórki nie były przewidziane w dzisiejszym programie.
Zmieszał się kiedy usłyszał, że ma natychmiast odłożyć monetę i jej nie ruszać, przecież należała ona do jego narzeczonej, zatem po części i do niego. Wniosek nasuwał się sam, czemu ten stary dziadek rządził się ich własnością, jeszcze jakim tonem do niego powiedział! Jak mógł sobie na coś takiego pozwolić, zamiast gadać i skupiać się na monecie, powinien zająć się leczeniem.
- Pieniądze nigdy nie były niebezpieczne! One są całym moim życiem, jeszcze żadna mnie nie skrzywdziła! Z resztą nie skupiaj się na zapłacie, działaj, działaj! - Bardzo niechętnie odłożył ją na stół. Trzeba było liczyć się z tym, że skoro wyśmiał fakt, że jego narzeczona jest medium, to mógł w ogóle nie wyczuwać aury, potencjału energetycznego monety. Łatwo można się było domyślić, że nie jest świadomy prawdziwego zadania jakie spełniał ten złoty krążek.
Mężczyznę z każdą chwilą coraz bardziej nosiło. Kręcił się niespokojnie, dreptał z miejsca na miejsce. Kiedy tylko starzec zaczął mówić o roślinie, ten zamienił się w słuch. Wpatrywał się zniecierpliwiony, bo dla niego każda sekunda się rozciągała w nieskończoność.
- Przy grobie, iglaste listki i biały kwiat. Zaraz wrócę! - W jego głosie była pewność, że odnajdzie ową roślinkę. Nie miał bladego pojęcia, że opisywana rzecz nie istnieje. Nim starzec zdążył wypowiedzieć ostatnie zdanie, mężczyzna wybiegł na zewnątrz. Kiedy otworzył drzwi było słychać, że ulewa już sobie przeszła. Spokojne ćwierkanie ptaków było przyjemną odmianą dla tego nieznośnego szumu. Przybyły szybko pobiegł na wyznaczone miejsce. Zaczął przeszukiwać piękniejsze i bardziej zadbane, szlacheckie nagrobki. Szkoda tylko, że nie wiedział, że nigdy nie odnajdzie owej rośliny.
21.07.2014, 10:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#9

Kwestia... Nie, głupota, jaką właśnie powiedział gość Scythisa... Nie można powiedzieć, że go zdenerwowała. Ale zbyt dalekiej granicy od takiego właśnie uczucia nie było.
- Pieniądze od zawsze były niebezpieczne. Ludzie są zdolni dla nich zabijać. Knują, spiskują, ranią, by wyzyskać innych. Pieniądze są jednym ze źródeł zła na tym świecie, choć może i pełnią parę przydatnych funkcji. Mniejsza o to, bo gdybyś pan przyjrzał się uważniej, to może byś dojrzał, czym ona naprawdę jest. To nie jest smok. Ten krążek może być pośrednią przyczyną problemu, z jakim żeś pan do mnie przyszedł. I nie chcę od ciebie pieniędzy - powiedział dość szybko, z początku mocnym tonem, ale ten złagodniał odrobinę po pierwszych zdaniach. "A być może nawet ta twoja narzeczona sprzedała własną duszę jakiemuś pomiotowi piekieł, za te twoje kochane pieniądze, panoczku", dokończył w myślach. Chociaż wiedział, że to, co powiedział, było bezcelowe. Z głupotą nie ma co walczyć. Albo się na tym źle wyjdzie, albo, przy bardzo dobrych wiatrach, jednak coś zmieni. Cholernie niewiele. W dodatku i tak rzadko kiedy. Mężczyzna odłożył monetę, i to się liczyło. W tym momencie Scythis odetchnął z ulgą.
Na to, co zdarzyło się chwilę później, grabarz nie wiedział, co odczuwać. Z jednej strony - deszcz przestał padać. Widoczność znacznie się poprawiła, co zmniejsza czas, w jakim pan narzeczony zorientuje się, że ktoś go zrobił w konia. O ile, rzecz jasna, w ogóle się zorientuje, i tu wchodzi druga strona. Wyglądało na to, że był zdeterminowany, że stwierdził, że na pewno znajdzie. Nie wydawało się starcowi, że wróci, tracąc te kilka chwil. Zamiast tego pewnie poszuka za nagrobkami, przed, a nawet i porozgląda się za okolicznymi roślinożercami. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że zdoła zawołać go, zanim ten sam przyjdzie. Czasu powinno wystarczyć aż nadto, ale Scythis i tak wolał się pośpieszyć.
Chwycił swoją piersiówkę, dłoń panieneczki położył na jej brzuchu i przykrył własną. Piersiówkę przystawił do twarzy, gdyby nagle wkroczył jej umiłowany z pytaniem "było pinć podobnych, zerwałem wszystkie. Która to z nich?" lub innym. Zawsze jakaś wymówka, że podawał jej uzdrawiający napój, czy coś. A że ma tam gorzałę, to już co innego.
Dłoń niewiasty potraktował podobnie jak jeden ze swoich amuletów. Przelał w nią nieco swojej energii. "Minęło parę chwil, powinna się trochę zregenerować. Będę miał w tym niewielki udział..." - pomyślał w tym momencie. To było kilka sekund, tamten mężczyzna pewnie jeszcze nie doszedł dobrze na koniec cmentarza. Jeśli zdiagnozował przyczynę omdlenia prawidłowo, to panieneczka powinna zaraz wstać. Jej nogi znajdowały się dość wysoko, więc krew powinna dopływać dobrze do centrum dowodzenia, to jest głowy. Chociaż będzie osłabiona przez kilka godzin, albo nawet i do jutra, ale gdy wstanie rano raczej będzie cała i zdrowa.
Ale co dalej? Otrzeźwieje, pójdą sobie, będą żyć długo i szczęśliwie? Nie. Ta moneta. Przez chwilę grabarz zastanawiał się, czy by jej gdzieś nie wyrzucić, nie schować. Ale nie. To ich własność. No i, skoro pieniądze są całym życiem tamtego człeka, to jakżeby grabarz mógł mu je odebrać? Jest, właśnie, grabarzem, a nie żniwiarzem. Zastanawiał się, jak powinien przemówić dziewczęciu do rozsądku. Eureka! Wciśnie jej gdzieś list.
Tylko skąd weźmie papier i atrament z piórem?...
Nie, jednak nie, list nie jest takim wspaniałym pomysłem. Trzeba będzie z nią porozmawiać. Ale kiedy, żeby nie zwrócić podejrzeń jej narzeczonego?

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
21.07.2014, 10:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#10

[MG Mode]

Mężczyzna był tak przejęty tym, że może pomóc swojej narzeczonej, że nie słuchał tego co miał do powiedzenia starzec, wybiegł tak szybko jak tylko mógł. Miał w głowie tylko jeden, jedyny cel - znaleźć kwiatek, choćby świat miał się rozstąpić, a niebo spaść na głowy. Tak bardzo mu zależało, żeby coś zrobić dla swojej najdroższej. Biegł między nagrobkami szukając rośliny zgodnej z opisem. Tu, gdzie spoczywała szlachta była cała masa bogatych płyt. Wtedy też sobie przypomniał, że ten grób miał być koło jakiejś chatki, zatem tam też się pośpiesznie udał, ale nie mógł nigdzie znaleźć tego zielska.
Tymczasem w chatce szaman rozpoczął operację przeniesienia energii na biedną dziewczynę. Kiedy zaczął przelewać energię, poczuł jak jego siły witalne uchodzą z niego w formie błękitno-złotych strzępków many. Rozchodziły się one po całym ciele nieprzytomnej, do czasu kiedy jej oczy się otworzyły... A nie były zbyt ludzkie. Czerwono-brązowa tęczówka z pionowymi kreskami jako źrenicami, widok doprawdy był inny niźli to co widział w swojej karierze starzec. Drżącym ruchem zaczęła podnosić ręce, a choćby starzec chciał, to nie mógł ich obniżyć, jakby poruszała nimi siła nie z tego świata. Na dłoniach odnowiły się wszystkie czerwone znaki, by w środku dłoni nakreśliły się puste okręgi.
- Mo-ne-ta... Mo-ne-ta... - Mówiła drżącym, łamanym głosem, który nie pasował do takiej panienki jak ona. Gdyby się tak lepiej przyjrzeć to okręgi znajdujące się na obu dłoniach idealnie pasowały do owej monety. Tylko teraz pytaniem było, co stanie się jeśli ta moneta teraz znajdzie się w jej rękach... Czasu wiele nie było, w każdej chwili mógł wrócić mężczyzna, który szukał zmyślonego ziela.
- Chyba znalazłem! - Donośny głos było słychać z drugiego końca cmentarza, a ta informacja nie wróżyła niczego dobrego. Pozostało niewiele czasu na podjęcie decyzji, zatem jakiego wyboru dokona grabarz?
22.07.2014, 09:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna