Keja

Szamanowi nie chciało się nawet otwierać oczu kiedy usłyszał niezbyt przyjemny głos osobnika, którego w najlepszym wypadku można by nazwać "marynarzem". Właściwie to w chwili obecnej Nerfox czuł tylko ulgę. Wiedział wreszcie gdzie się znajduje i o co chodzi ludziom naokoło niego. Po ostatnim dniu była to bardzo miła odmiana. Próbował zmusić się do myślenia, ale w tej chwili stwierdził, że ulga to jednak nie jedyne towarzyszące mu uczucie.
Poczuł głód.
Otworzył oczy...
...tylko po to by stwierdzić, że jednak nie jest aż tak głodny.
- Podano do stołu, jaśnie pani. - z tymi słowy sięgnął rękami w kajdanach po talerz i dosyć niezgrabnie przysunął go w kierunku Klary. - Służba może urodą nie zachwyca, ale walory obronne tego pałacu są niezaprzeczalne. - Grymas na jego twarzy lekko się pogłębił, do złudzenia przypominając uśmiech (no chyba że to był grymas bólu, ale tego nawet starożytni mędrcy nie rozróżnią).
Szaman nie chciał przerywać Klarze jedzenia, wstecznym ruchem gąsienicy przysunął się do najbliższej ściany, oparł o nią i zamknął oczy.
Miał pustkę w głowie.
Po raz pierwszy.
Nie wiem, kto jest bardziej szalony: koleś wymalowany białą farbą z koźlą czaszką na łbie, staruch-grabarz-znachor łażący wszędzie ze szpadlem i gorzałą, czy czarnomagiczny wiedźmin. ~Scythis
21.07.2016, 17:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja

Godność. Coś co Klara ceni sobie najbardziej. Nie zamierzała siać paniki. Było to celem tego, aby dowiedzieć się gdzie jest poznany przez nią Szaman. Kiedy zaprowadzono ją przed osobnika któremu zameldowano że znalazła się następna, nie stawiała oporu. Szła spokojnym krokiem w nadanym przez nich tempie mając mocno skrępowane ręce. Jeszcze sprawne ucho zdołało wychwycić krótką rozmowę pomiędzy nimi. Zioła... Szlag. Niewiedza w tym wypadku była jej nie na rękę. Kiedy zaś wepchnięto ją do jednej z obrzydliwych klatek... Upadając na lewy bok. Uhh, nienawidziła znowu taplać się w brudzie. Kiedy ją podniesiono, jeden z drabów przepiął jej ręce do przodu by skrępować je łańcuchami na wysokości nadgarstków.
- Cano... co to jest za zioło...?
Myślała intensywnie kiedy to mężczyźni opuścili i zatrzasnęli klatkę. Spojrzała na nich. Odeszli a sama poczuła jak statek zaczyna się kołysać. Rozejrzała się dookoła, po innych klatkach gdzie siedzieli także inni więźniowie. Muszą to być handlarze niewolników skoro chcą na więźniach zarobić, jak w przypadku samej Klary, ktoś miałby za nią dostać sporą sumę. Jak się sama domyślać zaczęła, Cano, to zioło najprawdopodobniej usypiające bądź odurzające bądź jeszcze co gorszego.
Po niedługiej chwili dostrzegła jak Nerfox zatacza się do brei "posiłku" który został im podany. Klara widząc to uraczyła się uśmiechem wiedząc że nic więcej mu się nie stało. Teraz oboje byli w kłopotach, Klara jednak starała się wyciągnąć chociażby jedną rękę z łańcuchów. Po chwili jednak spojrzała na towarzysza.

- Powiesz mi, co to jest za zioło o nazwie Cano? Słyszałam jak rozmawiali na statku by mi podać wywar z tego zioła. O ile się domyślam, to nie jest herbatka na apetyt by zjeść tą breję której w życiu nie tknę.

Słysząc co bredzi mężczyzna... chyba nie był świadom gdzie się znajduje. A może i Jemu coś paskudnego podali by zatracił świadomość kojarzenia miejsc.
- Mury obronne tego pałacu? Służba?
Nie wiedziała czy on się dobrze czuje. Nie wyglądał na zbyt pewnego siebie. Martwiło ją to. Musiała więc przysunąć się do niego bliżej by dowiedzieć się jak tutaj trafił, czy coś mu podali. Nawiązać z nim w miarę rozumny kontakt. Ona postara się coś wymyślić.
23.07.2016, 12:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja

MG


Pokładem bujało jednostajnie co świadczyło o tym że morze tej nocy było spokojne. Słychać było jedynie kroki na górze na pokładzie wskazujące na to że większość załogi w tej chwili pracowało. Najwidoczniej mimo nocnej pory potrzebna była praca całej załogi by wyjść z portu i wyprowadzić statek na pełne morze.
Pod pokładem natomiast było spokojnie. Więźniowie zajęli jedzeniem marnej brei którą dali im do jedzenia. Słychać było jedynie ciche stuknięcia łańcuchów i kajdan.
- Widzę żeś oszalał już zanim trafiłeś w niewolę co?- Nerfox usłyszał cichy głos z klatki obok. Klatki w której znajdowały się dwie kobiety. Lecz najciekawsze było to że nieznany głos był głosem mężczyzny. A w zasadzie martwego mężczyzny gdyż właściwie to należał do ducha.
Duch wyglądał na ducha marynarza który zapewne kiedyś pełnił służbę na tym statku. Lecz co dziwnego duch na nadgarstkach jako swoistą ozdobę miał kajdany wraz z krótkimi fragmentami luźnego łańcucha.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






16.08.2016, 20:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja

// lepiej późno niż wcale...

- E tam zaraz oszalał, pożartować nie można? - wymamrotał Szaman, któremu prawie udało się zdrzemnąć. Prawie. Odwrócił się niezgrabnie, szukając miejsca, skąd dochodził głos. Z reguły wolał zachowywać kontakt wzrokowy z rozmówcą. No z tym akurat będzie mu ciężko, skoro przez głowę prześwieca mu przeciwległa ściana.
- Aha. - Właściwie mógłby powiedzieć cokolwiek, byle zyskać na czasie. Po upiornie (żart niezamierzony) długich sekundach intensywnego myślenia, zmieszanego z towarzyszący temu typowi myślenia bólem głowy, do Nerfoxa dotarło, że ma przed sobą ducha.
- Jakąkolwiek macie do mnie sprawę, mości duchu, poczekajcie momencik.
Cano, cano, cano... Odmagicznia? Nie, za bardzo wyszukane. Przeczyszczenie? Nie, za rzadkie... Za płytkie znaczy się. Ech, żarty się mnie dzisiaj trzymają. W każdym razie nie na apetyt.
- Ja ci dam za bardzo wyszukane! Będziesz mi się gównianych żartów trzymał?! -
Zahuczał Sam.
- Aha, czyli jednak. Dzięki, zapomniałem. - Nerfox nie miał akurat ochoty na dyskusję, a przynajmniej nie na temat ubytków w pamięci.
- Poczekaj tylko jak ten półprzezroczysty jegomość sobie pójdzie, nie będę ci kazania przy obcych prawił...
- Półprzeco? Zresztą nieważne.
- Cano o ile dobrze pamiętam służy do pozbawienia osoby magii. Nie będziesz mogła czarować, znaczy się. - Wyszeptał na granicy słyszalności.
- No dobrze, to o co chodzi? - Już nieco głośniej zwrócił się do ducha.
Nie wiem, kto jest bardziej szalony: koleś wymalowany białą farbą z koźlą czaszką na łbie, staruch-grabarz-znachor łażący wszędzie ze szpadlem i gorzałą, czy czarnomagiczny wiedźmin. ~Scythis
10.12.2016, 08:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja

MG


Najwidoczniej szaman dostał poważniej niż można by sądzić ale dopiero po dłuższym czasie zorientował się że klatki w której są umieszczeni nie posiadają litych ścian a jedynie żelazne kraty.
Duch siedział pod ścianą w sąsiedniej klatce. Sprawiał wrażenie jakby rzeczywiście był uwięziony w tej klatce. Nawet jego własna eteryczność nie popychała go do tego żeby uciec ze swego dawnego więzienia.
- W zasadzie to o nic. Miło mieć w podróży towarzysza do którego można od czasu do czasu gębę otworzyć.- odpowiedział mu duch a przed nim zmaterializowała się eteryczna miska z papką w środku. Beznamiętnie duch zaczął jeść eteryczną kolację jaką i szaman wraz z Klarą mieli obok siebie.- Przy dobrej okazji to za miesiąc już was tu nie będzie a ja dalej będę odbywał tu samotną podróż tam i z powrotem.- dodał beznamiętnym tonem duch z lekkim wzruszeniem ramion. Widać było u niego zero entuzjazmu i brak woli walki. Jego psychika najwidoczniej została totalnie zniszczona.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






26.12.2016, 19:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja

egir szedł po nabrzeżu. Wszędzie kręcili się marynarze i rybacy, którzy kończyli przeładowywanie swoich łodzi oraz zabieranie się za robienie klaru na pokładach i pod nimi. W powietrzu czuć było mieszankę zapachu morskiej bryzy, ryb, marynarskiego potu oraz smołowanego drewna łodzi.
Kapitan „Bryzy” chłonął wszystkie te zapachy i widoki z pewnego rodzaju fascynacją, jako może obdarzać je tylko człowiek kochający morskie życie.
Wolnym krokiem zmierzając w stronę „Bryzy”, Farmatyr przyglądał się sylwetkom mijanych okrętów. Pełno wśród nich było szerokich i beczułkowatych kog o jednym maszcie, mniejszych i dużo zwrotniejszych nefów przeznaczonych na statki kurierskie oraz przewoźnicze, a także proste większe i mniejsze łodzie rybackie o kadłubach przystosowanych do pływania po płyciznach.
„Bryza” odcinała się znacząco na tle wszystkich okrętów. Mimo braku specjalnych zdobień oraz prostych malowań, statek od razu przyciągał wzrok swoimi wysokimi burtami oraz dwoma masztami. Ponieważ keja portowa przystosowana była do jednostek o znacznie niższych burtach, trap po którym wchodziło się na żaglowiec był dość stromo osadzony.
Wokół jednostki kręciło się paru marynarzy z załogi Farmatyra, którzy wykonywali jakieś pomniejsze prace konserwacyjne lub zostali oddelegowani do pilnowania okrętu.  Pozostała część załogi najpewniej zaczynała właśnie „odpoczynek” w tawernach lub objęciach tutejszych kurtyzan. Aegira nie dziwił taki stan rzeczy, wczorajszy  dzień wypłaty zostawił wśród żeglarzy nieprzyjemny ciężar srebra w kieszeni, a jak wiadomo, nieprzyjemne rzeczy należy zamieniać na znacznie przyjemniejsze.
Kapitan „Bryzy” nie martwił się jednak. Najlepsi i najdłuższy stażem załoganci najpewniej siedzieli w jednej z tawern niedaleko w towarzystwie Ibana i mieli już na tyle rozumu w głowie, by spijać się jedynie do punktu, w którym jeszcze uda im się wrócić na okręt oraz wytrzeźwieć na swoją wachtę.  Reszta, jak to zwykle bywa z marynarzami, rozbiegła się gdzieś starając się wybawić tak, jakby miał być to ich ostatni wieczór. Większość z nich najpewniej wróci na okręt, lecz ci którzy nie wrócą nie są problemem.  W portach zawsze znaleźć można takich, którzy akurat szukają okazji do zaciągnięcia się na parę rejsów.
Aegir pozdrowił załogantów uwijających się na okręcie i zamienił z nimi parę słów, po czym wszedł na pokład okrętu. Jak zawsze, po wejściu na pokład czuł jak całe zmęczenie znika, a jakaś niematerialna, niemal magiczna aura, niczym dusza okrętu, otacza go i napełnia spokojem oraz pewnością siebie. Miał już ruszyć do swojej kajuty, gdy zauważył Irenez, swoją pierwszą oficer, stojącą przy relingu  na najwyższym pokładzie rufowym i wpatrującą się w spokojne wody zatoki portowej.
Farmatyr rozpiął kamizelkę i rozluźnił pas przytrzymujący broń po czym spokojnym krokiem ruszył po wąskich schodkach na górny pokład.  Stanął koło, wpatrzonej w horyzont,  Irenez i spojrzał w dal, spoglądając na widok rozciągających się przed nim wód przystani, po czym odezwał się spokojnym głosem:
- Udało mi się zabezpieczyć duży kontrakt.
Kobieta drgnęła, jakby wyrwana z zamyślenia, po czym stanęła w pozycji zasadniczej. Aegir machnął tylko ręką, każąc jej spocząć. Nie było sensu bawić się w tym momencie w formalności.
28.04.2019, 20:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja

Doprawdy? – Zainteresowała się Irenez. Kobieta spojrzała z na Aegira. Jej lodowo-błękitne oko przeszywało go spojrzeniem, jaki tylko ona potrafiła rzucić. Westchnąwszy w duchu, kapitan „Bryzy” przygotował się na rozmowę. Wiedział, że pierwsza oficer nie będzie niesamowicie zadowolona z tego co usłyszy.
- Spotkanie z Frippem przebiegło dość dobrze. Chociaż nie tak jak zakładałem. – odparł Aegir i wykonał krótką pałzę, zastanawiając się jak dobrać słowa. - Wygląda na to, że planuje coś większego. Zaoferował znaczną sumę za trochę ponad trzymiesięczną wyprawę i stworzenie małego przyczółku.
Po czym, po jeszcze dłuższej chwili milczenia dodał:
- Małym ryzykiem jest jednak miejsce, gdzie ta osada ma powstać, a mianowicie chodzi o Revię.
Kobieta była wyraźnie zaskoczona i, jak Aegir się spodziewał,  niezbyt zadowolona z wieści. Jej oko zdawało się być jeszcze bardziej zimne i lodowate niż chwilę wcześniej.
Małym ryzykiem? Gdyby nie fakt, że Fripp jest pomysłodawcą tej eskapady, stwierdziłabym że to czyste szaleństwo. Mam rozumieć, że mamy być pierwsi na tych nieznanych lądach? Czy jesteś pewien że nasza załoga temu podoła? Z całym szacunkiem, ale nie widzę naszych marynarzy zwalczających dziką faunę starającą się wykurzyć nas z wybrzeży.
Aegir doskonale rozumiał punkt widzenia kobiety. Z ich dwójki to właśnie ona była bardziej racjonalną osobą, choć mężczyzna pamiętał czasy, gdy i ona nie bała się otworzyć swojej nuty marzycielki. To było jednak dawno temu, jeszcze przed śmiercią kapitana Teligi. Farmatyr miał tylko nadzieję, że gdy minie wystarczająco czasu, kobieta znów przyjmie z powrotem tę część siebie. Nie chcąc zaogniać sytuacji, podniósł rękę w uspokajającym i pojednawczym geście:
- Nie będziemy musieli z niczym walczyć. A przynajmniej nie sami. Nie jestem głupcem, który marzy tylko o eksploracji nieznanego. Nie będziemy tam płynąć sami. Fripp chce mieć tam ludzi na stałe, a mi nie widzi się osiadać w Revii. Moim planem jest zebrać ludzi, około trzydziestu-czterdziestu osób, w tym grupę magów i łowców. To powinno wystarczyć, by znaleźć i zbudować małą, dobrze chronioną osadę. Potem przejmie to już Fripp, a my dostaniemy drugą część wynagrodzenia. -  przerwał na chwilę, po czym patrząc kobiecie prosto w oczy rzekł poważnie: - Irenez. Jeśli uważasz że to szaleństwo, powiedz. Jutro spotkam się z Frippem, by odpisać umowę. Jeśli uważasz, ze to zbyt niebezpieczne, odmówię mu.
Kobieta odwróciła się całkiem w stronę Aegira, po czym spojrzała na niego milcząc. Powoli objęła swoje ramiona. Stali tak przez chwilę, aż wreszcie Irenez westchnęła cicho i powiedziała:
Różne wieści chadzają o tamtych terenach. Oczywiście, nikt nie wie co naprawdę może nas tam czekać, ale z jakiegoś powodu nikt tam nie wypływa, prawda? Nawet piraci unikali tego miejsca dla swych kryjówek. Ale jeśli ten stary wyga chce tam wyruszać, na pewno ma w tym niemały interes i niemałe środki by go utrzymać.
Farmatyr spojrzał jej w oczy z determinacją i odparł poważnym tonem:
- Masz rację, nie wiadomo, co dokładnie tam jest, a przynajmniej my nie wiemy. Fripp nie postawił żadnego terminu, więc to musi być część jakiegoś dalekosiężnego planu. Co oznacza, że my mamy czas się dobrze przygotować. Z jakiegoś powodu istnieją mapy Revii. Niedokładne, wiem, lecz która z map jest prawdziwie dokładna? Dowiem się, kto posiada najlepsze możliwe mapy i najlepszą możliwą wiedzę , dowiem się tak wiele jak tylko się da. Przygotujemy się tak bardzo, jak tylko będziemy w stanie.
Kobieta wysłuchała słów kapitana po czym skinęła głową i odwróciła się w stronę horyzontu.
Przynajmniej mamy ręce pełne roboty. Nie cierpię bezczynności.
Aegir skinął tylko głową. Nie pozostało już nic do powiedzenia, a czcze rozmowy nie przyniosły by niczego więcej. Mężczyzna wiedział, że Irenez nadal nie jest do końca przekonana co do wyprawy, lecz równie dobrze co on miała bolesną świadomość, jak trudne czasy nastały.
Coraz mniej kupców oraz handlarzy pozostawało w swoim fachu. Wielu z mniejszych interesów zbankrutowało, a chodząca po miastach fala nieszczęścia coraz bardziej zniechęcała ludzi do ryzyka. Zamknięcie kopalni w Valen. Seryjny morderca w Grimmsdell. Pojedyncze z pozoru incydenty sprawiły, że stagnacja handlowa panująca przez ostatnie lata nagle przemieniła się w upadek gospodarczy. Jak na razie nie był on zbyt odczuwalny, lecz wielu wiedziało już, że to tylko kwestia czasu nim pojawi się potężna recesja. Gdyby nie to, ludzie pokroju Roberta Frippa nie ryzykowaliby dla tak niepewnych inwestycji jak Revia.
Aegir wpatrywał się jeszcze przez chwilę w stojącą przy relingu pierwszą oficer, po czym odwrócił się i ruszył do swojej kajuty.
Schodząc dwa pokłady niżej, wszedł w głąb krótkiego korytarza na końcu którego znajdowały się proste drzwi z ciemnego drewna. Otwierając je kluczem, Farmatyr wszedł do ciemnej kajuty i podchodząc do rufowej ściany, otworzył znajdujące się tam bulaje, rzucając trochę światła do pomieszczenia.
Nie było ono duże. Proste, lecz szerokie łóżko pod ścianą, koło którego znajdowała się skrzynia na ubrania oraz rzeczy osobiste. Obok zaczynała potężna szafa, będąca największym meblem w pokoju. Była ona specjalnie zbudowana na zamówienie i wodoszczelna. To w niej trzymane były dzienniki kapitańskie, mapy okrętowe oraz wszelkie dokumenty i co ważniejsze przedmioty, jak na przykład szkatułka z pieniędzmi okrętowymi. Wszystko to zamknięte było na potężny zamek, na który został nałożona magia, mająca wzmocnić mebel oraz zamek. Umeblowania dopełniało biurko oraz dwa krzesła ustawione mniej więcej na środku pomieszczenia. Większość mebli była przysztauowana na stałe do podłogi, a krzesła na czas podróży przywiązywano w odpowiednim do tego miejscu.
Zamykając drzwi do pomieszczenia, Aegir zdjął z siebie płaszcz, pas z bronią oraz kamizelkę po czym powiesił je na haku niedaleko drzwi. Przeciągnąwszy się, mężczyzna siadł za biurkiem i, odpalając stojącą na nim lampę, wyjął kałamarz, pióro i plik kartek.
Siedział nad nimi chwilę, zastanawiając się od czego zacząć, lecz niezależnie od której strony patrzał na całą wyprawę, rozumiał bardzo dobrze że nie ma wystarczającej ilości informacji. Zastanawiając się nad jutrzejszym spotkaniem, zaczął rozpisywać koszty i wydatki, jakie będzie musiał ponieść związane z całą wyprawą.  Trzysta złotych smoków było kwotą dobrą, by zorganizować wyprawę, lecz nie wystarczającą by zapłacić ludziom pełne wynagrodzenie. Szczególnie, że ich miejscem docelowym była Revia. Jeśli jego obliczenia były słuszne,całkowity koszt zapłaty ludziom wyniesie tysiąc osiemdziesiąt złotych smoków.  Osiemset dziesięć, jeśli próbować oszczędzać. Aegirowi nie wydawało się, by ktokolwiek chciał pożeglować na Revię za mniej. Gdy Farmatyr skończył swoje wyliczenia, noc nastała już na dobre i dało się słyszeć pierwszych wracających na okręt załogantów.  
Nie mając już żadnych innych pomysłów na dalsze ograniczenie wydatków, kapitan „Bryzy” postanowił położy się i podejść do problemu następnego dnia, do momentu spotkania z Frippem.
29.04.2019, 01:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja

STRAŻNIK


oranek zaczął się spokojnie. Zgodnie z przewidywaniami Aegira, część jego załogi była właściwie gotowa do roboty. Inni zaś najwyraźniej zatęsknili za czasami swych pierwszych morskich wypraw, kiedy to zgięci w pół przy burcie opróżniali swoje żołądki i żałowali swoich złych decyzji życiowych. Kiedy kapitan wyszedł na pokład, ci którzy nie byli zajęci pracą zasalutowali mu. Należy jednak zaznaczyć, że nie było tu wiele osób. Większość marynarzy wciąż wykorzystywała swój wolny czas, zjawiając się na okręcie tylko wtedy gdy nakazywał im to obowiązek. Najważniejszą osobą która powitała dowódcę był Iban. Chyba zdążył już rozmówić się z Irenez na temat planu Frippa, ponieważ powitawszy Farmatyra, odezwał się na ten właśnie temat.

Jak wyglądają nasze plany, kapitanie? – Zapytał wesoło. – Wiemy, kiedy wypływamy?

//Jak chcesz, możesz pogadać z Ibanem na konsultacjach, a potem w poście opisać swoje kolejne poczynania =)
29.04.2019, 12:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja

egir pozdrowił bosmana i rzekł z uśmiechem:
- Najwcześniej na przesilenie, mniej więcej za miesiąc. Wolałbym poczekać na północno-wschodni monsun i oszczędzić sobie dodatkowego tygodnia żeglugi. W tym czasie chce pozbierać trochę informacji i znaleźć możliwie najlepsze mapy. - Zamilkł na chwilę, po czym powiedział poważniejszym głosem: - Czyżbyś miał może jakieś sugestie?
Raczej nie powiem nic, czego byś nie słyszał. No, chłopcy będą wniebowzięci jak usłyszą że dostają miesiąc wolnego. Przynajmniej ci, którzy w tym czasie nie zaciągną się na inne okręty. – Odparł Iban wzruszając ramionami.
- Z tym miesiącem wolnego bym się wstrzymał. Szczególnie, że wątpię by udało nam się znaleźć wszystko w Greathard. Pewnie będzie trzeba wykonać rejs do Valen i Lothil. Co nie znaczy, że mam zamiar płacić pełen wymiar, zrobimy tak jak zawsze: trzecia część normalnej płacy za każdy dzień bezczynności, a po wypłynięciu znów powrót do normalnej płacy.
Wiedział, że to powinno utrzymać przy nim załogę, a przynajmniej jej większą część. Z tego co się orientował, częściowe płacenie ludziom było raczej rzadką praktyką. Aegir zawsze starał się być sprawiedliwy względem swoim załogantów i rozumiał, że każdy potrzebuje pieniędzy na życie.
Byleby nam starczyło grosza na to wszystko. Z tego co słyszałem to ten cały Fripp nie jest zbyt szczodrym typem.
Aegir skinął głową i rzekł:
- Nie jest. Ale myślę, że liczy się z tym, że takie przedsięwzięcie nie jest tanie. Pieniędzy powinno starczyć, moja już w tym głowa. Chciałbym, byś zajął się przeglądem generalnym „Bryzy”. Skoro i tak przez najbliższe dni będziemy stać przy kei, to równie dobrze możemy zająć się konserwacją i tą mniej potrzebna częścią napraw. Przejrzyjcie okręt i zrób spis wszystkich rzeczy, które trzeba będzie wykonać przed wypłynięciem. Chcę, by „Bryza” była w najlepszej kondycji do tak niebezpiecznej podróży. Acha. Jeszcze jedno. Zbierz późnym popołudniem załogę na apel, tak z 2 szklanki po zmianie wachty, wszystko im wtedy powiem. Nie mam zamiaru ukrywać przed nimi zbyt wiele, lecz gdyby byli ciekawscy możesz powiedzieć im, że kolejny przydział jest bardziej niebezpieczny. Staraj się nie wspominać  jednak o samym celu podróży.
Bosman skinął głową i ruszył zająć się obowiązkami. Kapitan „Bryzy” wiedział, że nie jest on zachwycony, lecz, najpewniej, tak jak on, rozumiał, że to ryzyko może być bardzo opłacalne. Szczególnie, że z rejsu na rejs, liczba kontraktów zaczynała się kurczyć.
Aegir westchnął w duchu po czym ruszył do swojej kajuty. Zebrał z biurka notatki, które zapisał poprzedniego dnia i  włożył je do notesu. Przez chwilę wpatrywał się w księgę, tak jakby zastanawiając się, czy czegoś jeszcze nie pominął, lecz gdy nic nowego nie przyszło mu do głowy, schował notes do wewnętrznej kieszeni płaszcza.
Jeszcze raz wzdychając w duchu, założył swój pas z bronią oraz kapelusz i wyszedł z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Spokojnym krokiem zszedł z trapu i ruszył w stronę biblioteki. Wiedział, że zostało mu jeszcze parę godzin do spotkania w banku braci Raymont, a że oba budynki znajdowały się niedaleko, pojawienie się na czas nie powinno stanowić problemu.


// 2 szklanki po zmianie wachty – Godzinę po zmianie wachty (tutaj 17:00)


Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2019, 18:37 przez Aegir Farmatyr.)

30.04.2019, 16:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja

egir szedł szybkim krokiem przez miasto, zmierzając w stronę portów i kei. Zastanawiało go, czy w obecnym momencie zdążyłby jeszcze znaleźć kupca, który miałby jakieś towary do przewiezienia do Valen. Po chwili jednak odrzucił ten pomysł. Szukanie kupca na szybko nigdy nie było dobre – większość szanowanych i godnych zaufania kupców miało swoich wieloletnich przewoźników lub posiadało szereg pomniejszych umów i kontaktów. Być może mógł poszukać wśród kupców z którymi prowadził interesy wcześniej, lecz wiedział, że większość z nich znalazłaby dla niego ładunek dopiero w ciągu tygodnia, a na to nie mógł sobie teraz pozwolić.
Dochodząc do portu, Aegir zobaczył Ibana w jednej z przybrzeżnych tawern. Pozdrowił Bosmana gestem i przysiadł się na chwilę, przysłuchując się zebranym przez niego nastrojom załogi. Tak jak się domyślał, większość ludzi była zadowolona – dopóki żeglarz ma pieniądze, które wyda na kupno alkoholu i przyjemności w objęciach pięknej kobiety, dopóty będzie szczęśliwy. Część ludzi „Bryzy”, ta która pływa na jej pokładzie praktycznie dnia jej wodowania, nie będzie miała żadnego problemu, niezależnie czy spóźniłby się z wypłatą żołdu raz czy dwa, czy też podjął jakiejś ryzykowniejszej roboty. Tej części swoich ludzi, Aegir mógłby zawierzyć życie -  w końcu dobierał ich personalnie on lub Irenez.
Byli też oczywiście załoganci, którzy na statku służyli od jakiegoś czasu, lecz nie posiadali takiego zaufania do swojego kapitana. Farmatyr nie mógł ich za to winić. Trudno jest w końcu nabrać zaufania do kogoś, kto wymaga bezwzględnego posłuszeństwa. Był  to problem każdego kapitana statku, lecz ku szczęściu Aegira, na pokładzie był Iban, który był jednym człowiekiem zdolnym przekraczać przepaść dzielącą kapitana i zwykłego marynarza.
Ostatnią grupą na każdym okręcie byli żeglarze, zwani przez kapitanów „wędrowcami”. Łapali się oni do pojedynczych robót na różnych jednostkach, pływając od portu do portu. Po rejsie zwykle schodzili z okrętu i zanurzali się w ciepło tawern, alkoholu i ramion prostytutek do momentu, aż wyczerpią się ich wszystkie pieniądze. Wtedy też ponownie zaciągali się na okręt i ponownie odbywali rejs. O tę część kapitanowie nie musieli się martwić. Byli jakoby osobną grupą na pokładzie, rzadko integrując się z załogą i jeszcze rzadziej wchodząc w sprawy pokładowe.
Czasem wśród takich załogantów znaleźć można kogoś, kto zostanie na pokładzie gdy zdobędzie się jego lojalność i szacunek, lecz zwykle tych paru ludzi zmieniało się z rejsu na rejs i było jakoby dodatkowymi parami rąk na pokładzie.
Po pożegnaniu Ibana, Aegir ruszył na keję, do miejsca gdzie stała „Bryza”. Tak jak się spodziewał, zastał na pokładzie Irenez, która siedząc na zwojach lin w śródokręciu, rysowała węglem na małej, drewnianej tabliczce. Umiejętność kobiety wzrosły znacząco od czasu, gdy zaczęła rysować, jakieś trzy lata temu.  Widać było, że większość wolnego czasu poświęca właśnie na to. Z tego co wiedział Farmatyr, jego pierwsza oficer potrafiła równie dobrze malować farbami i robiła to wieczorami w czasie dłuższych postojów w portach, lecz nigdy jeszcze nie pokazała mu żadnego ze swoich dzieł.
Gdy podszedł do kobiety, ta odłożyła drewienko oraz węglowy rysik.
- Kapitanie? – zapytała.
- Możesz przygotowywać okręt do wypłynięcia z samego rana. Płyniemy do Valen.
Irenez skinęła tylko głową i, zbierając swoje rzeczy, zaczęła wołać żeglarzy, którzy trzymali wartę i wydawać im krótkie rozkazy. Jak wiedział Aegir, przygotowania do wypłynięcia trwały zwykle parę godzin. Gdy płynęło się z ładunkiem, dochodziły do tego godziny załadunku, lecz samo przygotowanie okrętu także trochę trwało. Trzeba było uzupełnić zapasy wody, grogu, prowiantu oraz uzupełnić stany w zapasowego płótna żaglowego, lin, drewna, smoły okrętowej oraz innych potrzebnych rzeczy. Część z nich, jak domyślał się Aegir, była już przygotowana, lecz ponieważ mieli spędzić w porcie więcej czasu, jako że kapitan nie wiedział jak szybko znajdą robotę, duża część rzeczy będzie musiała zostać zakupiona teraz.
Nie zmieniało to faktu, że i tak najwcześniej wypłynąć będzie można dopiero rano, wraz z poranną bryzą wiejącą od lądu oraz falą odpływu. Z tego co wiedział, okres wypływu w Greathard zaczynał się mniej więcej tuż po zmianie z psiej wachty i trwała całą długość następnej, którą zwano „poranną”.
Teraz Aegirowi pozostało czekać aż załoga wróci na apel, który miał odbyć się jedną pełną szklankę czwartej wachty oraz czekać na list, od Frippa i jego wspólnika, z listą polecanych najemników. Postanowił więc jeszcze raz policzyć kurs oraz przygotować się do rozmowy z załogą w swojej kajucie

- Wiem, że ostatnio nie działo się dla nas najlepiej i że zaczęły pojawiać się pewne plotki – rozpoczął Aegir donośnym głosem. Kapitan stał na niższym pokładzie rufowym, starając się roztaczać aurę pewności siebie oraz kapitańskiego respektu wśród stojącej na śródokręciu załogi. Po jego prawej, założonymi rękami, stała Irenez, przyglądając się marynarzom w ciszy. - Wiem też, że wielu z was nie jest pewne mojej skuteczności w zapewnieniu tej załodze zatrudnienia.  Stoję przed wami tutaj teraz i mówię wam, że to tylko plotki i nic więcej. Spotkałem się dzisiaj ze starym znajomym handlarzem i udało mi się zabezpieczyć dla nas oraz „Bryzy” zatrudnienie na najbliższe miesiące. Od dziś, przez najbliższy czas będziemy pływać dla Roberta Frippa. Część z was pewnie o nim słyszała, a inni wiedzą o jego reputacji. Niezależnie od tego co mogliście słyszeć, nigdy nie spotkałem się z tym, by Fripp nie wywiązał się z danego słowa lub spóźniał się z zapłatą.
Przerwał na chwilę, pozwalając wybrzmieć swoim słowom. Przesunął oczami po swojej załodze, próbując wyczytać uczucia żeglarzy z ich twarzy. Wreszcie jego wzrok padł na stojącego z tyłu Ibana, który uśmiechnął się tylko przyjaźnie.
- Wiecie, że staram się być zawsze szczery. Szczególnie z moją załogą. Dlatego powiem wam od razu, nasz zarobek będzie duży. Większy niż zazwyczaj. Lecz jak pewnie się domyślacie, jest i haczyk. Przez najbliższy miesiąc lub dwa będziemy zajmowali się kompletowaniem oraz załatwianiem dla Frippa różnego rodzaju potrzebnych mu rzeczy do przedsięwzięcia, które organizuje. Czym jest owo przedsięwzięcie nie mogę wam jeszcze powiedzieć, na życzenie samego Frippa, lecz będzie ono bardziej niebezpieczne niż nasza dotychczasowa praca. Ale, z wyższym ryzykiem idą także większe pieniądze. Dlatego, jeśli postanowicie, że ryzyko jest niewarte, kiedy skończymy przygotowania, znowu zbiorę was na apelu. Wtedy też będziecie mogli zdecydować, czy położycie swoje zaufanie we mnie i będziecie dalej pływać pod moją komandą, czy też wolicie poszukać szczęścia gdzie indziej. – przerwał na chwilę, zbierając myśli, po czym zakończył - Teraz jednak przygotujmy się do rejsu. Płyniemy do Valen.
Po załodze przeszedł szmer, gdy żeglarze zaczęli rozmawiać cicho między sobą, lecz szybko został przerwany przez Irenez, która wystąpiła na przód i, wyciągając zapisany pergamin, zaczęła ogłaszać przydział do wacht oraz spis dodatkowych rzeczy, które trzeba było wykonać na okręcie i przydział żeglarzy do nich.

Wczesnym rankiem, gdy pierwsze promienie słońca pojawiły się na horyzoncie, „Bryza” rozwinęła śnieżnobiałe żagle i wyruszyła w rejs do Valen.

Gracz opuścił wątek

//----
// Wachta psia trwa od 24:00 do 4:00, poranna od 4:00 do 8:00
// Jedna pełna szklanka czwartej wachty (dwa uderzenia dzwonu okrętowego) = godzina 17:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.06.2019, 12:38 przez Aegir Farmatyr.)

24.06.2019, 12:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna