Atarashii




Posiadłość lady Tamplin
#1

Cytat:
Rezydencja położona w Górnym Valen charakteryzuje się prostotą w wykończeniach, w których nie dostrzeże się nadmiaru zbytku, lecz chłodną elegancję w szarościach i bieli kamiennych bloków. Zbudowana z solidnego kruszcu stanowi jeden ze starszych budynków w mieście. Trudno tu jednak doszukiwać się zaniedbań. Konsekwentne oraz okresowe modernizacje uchroniły posiadłość przed zębem czasu. Zbudowana na planie prostokąta z jedną iglicową wieżyczką z boku, przypomina staromodny pałacyk. Z daleka nie można jej ujrzeć, gdyż przesłaniają ją kamienne mury o wysokości trzech metrów oraz licznie zasadzone krzewy oraz drzewa, wzbraniając obcym dostępu do chociażby zerknięcia w ten odcięty od reszty kawałek świata.
Tamplinowie od wielu pokoleń (szacowane na około czterystu lat) zamieszkują w tej posiadłości, przez co ludności to nazwisko nie jest obce; stanowią nieodłączny element w świadomości obywateli miasta. To poważany ród, niegdyś miał wpływ na władzę Valen, lecz w tym momencie pełni jedynie rolę reprezentatywną, nic nieznaczącą. Jedynie wśród innych szlachciców ich zdanie, ze względu na genealogię, ma jakąkolwiek wartość. Tamplinowie nie mają w zwyczaju wtrącać się w politykę.
Obecnie żyje dwóch przedstawicieli tego rodu: lady Adalynn oraz jej syn Michael Tamplinowie.
27.10.2014, 17:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#2

Ryk dusz

Minęło pięć dni od wyruszenia z Perony do Greathardu i z Greathardu do Valen. Najpierw szaman popłynął niewielkim stateczkiem z niewielkiej przystani nad rzeką, aby następnie w mieście przesiąść się na większy okręt, który płynął prosto do ich wspólnego celu. Podróż przebiegła bez problemów. Penners wywiązał się z umowy, zapewniając odpowiedni transport. Metheor zaliczył jeden z przyjemniejszych rejsów, gdzie załoga, jak i reszta pasażerów, nie zadzierała ani nosa, ani nie wzbudzała odruchu wyskoczenia za burtę. Na statku handlowym panował ład, każdy z marynarzy znał swoje miejsce; nie zaczepiali nikogo bez potrzeby, czasami specjalnie schodząc podróżnym z drogi. Wieczorami nie dzielili się zbyt chętnie gorzałą, lecz na prośbę i po kilku głębszych byli bardziej skorzy do aktów życzliwości. Śpiewali szanty o życiu, o miłości do morza, o kobietach, momentami wpadając w posępny ton. Chętnie dzielono się opowieściami starymi jak świat, najczęściej strasząc młode damy pradawnym krakenem, zwodząc mężczyzn legendami o pięknych syrenach i dodając szeptem pogłoski o okrutnych trytonach. Szamana także nimi uraczono, aby po chwili zaciągnąć do gry w karty w nadziei, że pozwoli się oskubać.
Szóstego dnia Metheor postawił stopę na lądzie. Już z daleka mógł dostrzec niezwykłe usytuowanie miasta - wzniesione w dole, nad samym morzem, pomiędzy dwoma klifami. Budynki, z malutkich, ledwo widocznych, wraz z każdym nowym poziomem, wzrastały w coraz piękniejsze i bardziej majestatyczne posiadłości. Ogromny ratusz Valen przytłaczał każde inne. Jego widok z pewnością niejednemu podróżnemu przyprawił o szybsze bicie serca. Splendor był aż nadto namacalny w powietrzu.
W porcie, gdy tylko pokonało się molo, wychodząc na główną ulicę dzielnicy, Łowcę Dusz powitał zapach ryb, skrzeczenie mew oraz miejski gwar. Kiedy pokonywał trasę w kierunku Górnego Valen, nie mogło ujść jego uwadze, iż nie jest to zbyt bezpieczna część Valen. Pomimo dość urokliwego wyglądu budynków, a także pierwszego wrażenia, jakie miasto sprawia przy pierwszym zetknięciu, zwłaszcza podczas rejsów, to przelotne spojrzenie na mieszkańców dzielnicy zmieniało momentalnie zdanie i nakazywało mimowolnie trzymać się na baczności. Nie trzeba było wysłuchiwać ani plotek, ani opowieści o porcie, aby zorientować się, że nie powinno się tędy wędrować w nocy samotnie, z pełną kiesą oraz bez żadnych kontaktów z miejscowymi zbirami.
Metheor przybył do Valen w jednym celu: ochrona Desdemony, córki niedawno poznanego myśliwego Juliusa Pennersa. Wynajęty na czas nieokreślony, aż do momentu rozwiązania tajemniczej i krwawej sprawy ginących w mieście szamanów, musi zadbać o to, aby ani jeden włos nie spadł z głowy młodego dziewczęcia. Informacje, które otrzymał, były niepokojące. Wzrost popularności mordercy wśród obywateli, dobór ofiar, a także okoliczności ich zgonu, powinny każdego obcego szamana zmusić do jak najszybszego opuszczenia Valen. Same pogłoski nie skłoniły Pennersa do zatrudnienia Metheora. Głównym czynnikiem było zaniepokojenie treścią listów od córki. Od kilku miesięcy ma wrażenie, że córka wplątała się w coś nieprzyjemnego. Próbował sam wydusić z niej prawdę, gdy kilka tygodni wcześniej przybył do niej zatroskany. Nic szczególnego nie zauważył w zachowaniu Desdemony, jedynie wydała mu się jeszcze bardziej zamyślona niż zazwyczaj. Uznał, że uroił sobie to wszystko. Dopiero ostatni list od córki ponownie wzmógł podejrzenia. Ponieważ Julius poprzednim razem nic nie wybadał, wysłał Metheora, aby jako ochroniarz miał na oku Desdemonę i w razie czego zasięgnął pomocy martwych.

Dostanie się do najbogatszej części Valen zajęło wędrowcowi ponad dwie godziny. Pomimo chłodnego, morskiego powietrza, które na każdym poziomie miasta hulało pomiędzy budynkami, nie orzeźwiało na tyle, aby nie zapocić koszuli. Nieustanne wdrapywanie się główną ulicą, zataczając koła wyżej i wyżej, zmęczyło nawet tak doświadczonego piechura jak Metheor. Przekraczając niewielki pomost z bramą, nie napotkał żadnych problemów. Po prostu wręczył glejt od Pennersa, z powrotem odebrał i dowiedziawszy się, w którą stronę ruszyć, udał się prosto do posiadłości Tamplinów.
Górne Valen różniło się znacząco od reszty miasta. Wcześniej było widać biedę, klasę średnią, tutaj, podobnie jak w Lothil, kolosalną różnicę pomiędzy szanowanymi i bogatymi a tymi poza elitą. Strażnicy kręcili się nieustannie, pilnując bezpieczeństwa. Prawdopodobnie ich ilość została tymczasowo zwiększona. Architektura potwierdzała opowieści o pięknie Valen, obywatele nosili się kosztownie i z godnością. Niektórzy rzucali ukradkowe, ciekawskie spojrzenia szamanowi, który wybijał się znacząco z tego obrazka.
Posiadłość lady Tamplin była już z daleka widoczna. Odgrodzona od reszty świata trzymetrowym murem oraz kurtyną drzew i krzewów, przesłaniała widok na cokolwiek innego. Metheor mógł jedynie dostrzec gdzieś z boku czubek wieży. Mając słońce za plecami, w same południe, czuł jego ciepło. Stał paręnaście metrów od głównej i jedynej bramy, blisko kamiennej przeszkody. Zakratowane przejście zdobiły po bokach dwie małe rzeźby smoków. Prostych w swej budowie, ukazanych w całości, lecz mało majestatycznych, przypominając bardziej wychudzone jaszczurki niż wzbudzające strach stworzenia. Od środka stało dwóch strażników, którzy cicho dowcipkowali sobie, opowiadając o zdarzeniach zasłyszanych z ust żon. Nie wydawali się na wrogo nastawionych, bardziej wzbudzali sympatię niż niepokój.
27.10.2014, 21:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#3

Valen - piękne miasto bogatych i biednych, silnych i słabych, magicznych i zwykłych. Metheor czuł się tutaj jak w domu. No właśnie, nie miał domu, więc idealnie tu pasował nie mogąc zaliczyć się do żadnej grupy społecznej. Z jednej strony był zwykłym biedakiem bez dachu nad głową, żebrakiem dźwigającym cały swój dobytek na plecach, lecz z drugiej jego umiejętności, nawet nie magiczne, pozwoliłyby mu stać się przedstawicielem klasy mieszczańskiej, by po jakimś czasie zostać bogatym mieszczaninem. Ale, choć Szamana coraz bardziej dręczyły myśli o ustatkowaniu się, na ten moment taka wizja dołączenia do wyścigu szczurów sprawiała, że ciarki przebiegały mu po plecach. Miał jednak pierwszą w życiu i jedyną, niepowtarzalną okazję obserwować, jak wygląda życie tych na samym szczycie. Praktycznie rzecz biorąc, on sam będzie teraz tak żył. Fantazja ponosiła go coraz bardziej i zastanawiał się, czy dostanie jakieś wykwintne, czyste ubranie, będzie musiał mówić ładnym językiem i jeść tylko widelcem oraz nożem. Bardzo nie pogardziłby jakąś wanną. Nie miał okazji się wykąpać, więc przypomina teraz prawdziwego brudasa i żebraka, a przecież w rzeczywistości jest człowiekiem, który pragnie, by jego wizerunek był tak czysty i schludny jak własna, nieskalana dusza.
Kiedy dotarł do górnego Valen, nie onieśmieliła go ogromna rezydencja, choć musiał przyznać, że spodziewał się czegoś skromniejszego. Nie znał się na polityce, ani tym bardziej możnych rodach, więc nie przypuszczał nawet, że Tamplinowie są tak ważnymi osobowościami. W drodze na miejsce udało mu się tylko dowiedzieć, kto obecnie zarządza rodem. Nie ukrywał też zdziwienia dla powodów, z jakich Julius ostatecznie wybrał go na misję ochrony córki. To, że był silny i doświadczony to jedno, ale nawet ktoś taki przegra z pieniędzmi mogącymi zapewnić Desdemonie o wiele lepszą obronę. Może była to wina charakteru Lady Tamplin? Kobieta mogła być chciwa i nie chcieć opłacać ochrony córki myśliwego bądź tracić na nią więcej pieniędzy. Sprawa była o wiele bardziej tajemnicza i Metheor skarcił siebie na tym, iż wie o niej o wiele mniej, niż mu się zdawało. Znacznie utrudni mu to pracę. Miał tyle spraw na głowie, że nie skupił się na tym, co najważniejsze, nawet nie brał tego zadania na serio. Teraz przyjdzie mu za to zapłacić i nie będzie miał innego wyboru, jak zmusić się do wysiłku, którego tak bardzo za wszelką cenę stara się w życiu unikać.
Poprawił włosy, plecak, ubranie i pas. Dodatkowo westchnął i chrząknął, po czym splunął na bok, dyskretnie, czego zazwyczaj nie robił. Na początek ma zamiar na spokojnie podejść do strażników. Najbardziej wyluzowany, jak tylko potrafi, ale też trącący profesjonalizmem. Włócznię ma skierowaną w górę, trzyma ją luźno i faktycznie stara się przypominać kogoś innego, niż zwykłego żebraka. Postara nie tyle zmusić się do uśmiechu, co wygładzić zmarszczki na twarzy i unieść lekko kąciki ust. Każdego z mężczyzn nie tylko dokładnie zmierzy, ale też spojrzy szczerze i prosto w oczy, przenikliwie, wręcz mrożąc krew w żyłach. Wyprostuje się przy tym, ukazując szerokie barki.
- Witam szanownych, miłych panów! - powie, kiedy znajdzie się dość blisko i zostanie zauważony, dodatkowo krótko kiwając głową każdemu. - Nazywam się Metheor i mam pilną sprawę do Lady Tamplin oraz Desdemony, jeśli kojarzycie panowie ową damę. Niech was nie zmyli mój wygląd, jestem kimś, kogo obie damy się spodziewają, a jeśli nie, to moja wizyta z pewnością je ucieszy. Chcecie być tego częścią, prawda? Mam z obiema paniami więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać, a przy tym jestem światowej sławy zielarzem i alchemikiem. Z reguły używam pseudonimów, ale w niektórych kręgach jestem bardziej niż znany. Zatem, jeśli zechcecie mnie przepuścić i zaprowadzić do pani tej pięknej posiadłości, będę zobowiązany. Pragnę przywitać się krótko i odświeżyć po wielodniowej podróży, nim zasiądziemy do kolacji - mówił dokładnie, z lekką wyższością w głowie, a choć nie znał dokładnie dworskiego żargonu i nie miał wyrobionego akcentu, sam fakt, iż jego mowa nie przypominała gulgotanie, powinien go wynieść zdecydowanie wyżej poza zwykłego włóczęgę. No i miał wszystkie zęby oraz w gruncie rzeczy imponującą postawę.
28.10.2014, 17:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#4

- Z reguły pani domu uprzedza nas o przybyciu ważnych osobistości - powiedział jeden ze strażników, natychmiast przybierając z kolegą oficjalną postawę. Także wyprostowani, w granatowej liberii z herbem rodu Tamplinów na piersi (krzyżujący się tulipan z szablą na tle niebieskim i różowym) oraz błyszczącą bronią u boku, prezentowali się znakomicie. Po tym, jak spoglądali na przybysza, można było dojść do wniosku, że znają się bardzo dobrze na robocie. Wiedzieli kiedy dowcipkować, a kiedy mieć się na baczności. W tej chwili bacznie lustrowali wędrowca, oceniając ile było prawdy w tym, co powiedział. W końcu ten sam mężczyzna, stojący po lewej stronie, przemówił ponownie: - Nie kojarzę, aby pan był tutaj wcześniej. Lady Tamplin nie przepada za niezapowiedzianymi wizytami. Odradziła nam wpuszczanie obcych.
- Gieorgij, idę zawiadomić panią - odezwał się drugi. Rzucił towarzyszowi porozumiewawcze spojrzenie, trzasnął obcasami i ruszył żwirowaną, białą ścieżką w kierunku budynku, który dalej skrywał się za zielenią.
- To potrwa parę minut. Teraz musimy sprawdzać każdego zanim wejdzie do posiadłości. Rozumie pan, odkąd zaczęły zdarzać się te paskudne morderstwa, lady Tamplin jest bardzo ostrożna w tym kogo wpuszcza do środka. Jeżeli rzeczywiście na pana czeka bądź będzie zechciała pana gościć, to i tak zaraz wszystko się wyjaśni.
Griegorij zachowywał dystans do człowieka, który nazywał sam siebie mistrzem zielarstwa i alchemii. Pomimo tego był życzliwy, nie podejrzewając go o złe zamiary. Trzymał szamana na zewnątrz bramy, składając ręce do tyłu w żołnierskiej pozie. Milczał, spoglądając wprost w przybysza, podobnie jak on przenikliwie. Poruszył nieznacznie głową, gdy doszedł do nich dźwięk szurania kamyczków podczas stawiania kroków. To jego partner ponownie pojawił się w polu widzenia. Trzaskając obcasami i stając w linii równoległej, powiedział:
- Lady Tamplin pana nie zna, ale jest ciekawa powodu, dla którego pan zdecydował się na tę wizytę. Griegorij, możesz otworzyć bramę.
Cichy szczęk przekręcenia dużego, mosiężnego klucza w zamku i Metheor był za murem. Za plecami prawie natychmiast usłyszał, jak z powrotem zamykają bramy. Tym razem to Griegorij poszedł w stronę budynku, prowadząc gościa. Nie zajmował się więcej tłumaczeniem czegokolwiek, pozwalając szamanowi samemu rozejrzeć się dookoła, podziwiając park.
Gdy tylko wyminęli ścianę drzew i krzewów wcześniej zasłaniających widok, zobaczyli duży, biały budynek. Wyglądał na mały pałacyk z prostymi, acz eleganckimi wykończeniami, z kilkudziesięcioma parami okien po ich stronie, z parunastoma balkonami, jedną iglicową wieżyczką oraz werandą, do której prowadziło parę szerokich, marmurowych schodów. Z boku trawa była idealnie przystrzyżona, z wieloma krzakami przyciętych do kształtu kul. Z prawej, dużo dalej, Metheor kątem oka mógł dostrzec fontannę, a dookoła niej kolejne grządki z kwiatami i krzewami przeplatającymi się z szerokimi alejkami. Paru ludzi ze służby przechodziło wyraźnie zaprzątniętych zarówno obowiązkami, jak i własnymi myślami. Na werandzie czekała na nich wysoka, dostojna postać. Z dłońmi złożonymi na podołku obserwowała już z daleka szamana z surowym, bezemocjonalnym wyrazem twarzy. Ubrana w ciemnofioletową suknię z dołem rozszerzanym, nieco napompowanym u bioder, wyglądała jak dama i z pewnością nią była, biorąc pod uwagę jej status społeczny. Czarne włosy miała związane w gruby kok, z którego nie wyłaził żaden nieposłuszny kosmyk. Gdzieniegdzie siwizna dodawała jej powagi. Wyglądała na kobietę przed pięćdziesiątką.
- Czym zasłużyłam sobie na pańską wizytę? - zapytała z uśmiechem zarysowującym się jedynie w kącikach ust. - Metheor, tak? A nazwisko?
Strażnik stanął dwa metry za plecami szamana.
28.10.2014, 19:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#5

Metheor, czekając na powrót strażnika, mrużył oczy. Najwidoczniej zabójstwa stały się już bardzo głośną sprawą i środki ostrożności wdrożono w cały mieście. Nie podobało mu się to ani trochę. Zazwyczaj tam, gdzie jest największy szum, można najbardziej pozostać niezauważonym. Ciekawy był, czy wszyscy wiedzą, kim naprawdę jest Lady Tamplin, czy po prostu starała się wmówić wszystkim, że najzwyczajniej w świecie boi się mordercy, co każdy kupiłby z łatwością. Meth krył się ze swoimi zdolnościami, ukazując je tylko wtedy, kiedy było to niezbędne. Ciekawiło go, jakie kobieta i jej podopieczna mają na ten temat zdanie. A jeszcze bardziej pragnął dowiedzieć się, czy posiadają władzę nad jakimiś silniejszymi duszami.
Kiedy prowadzono go, dokładnie przyglądał się terenowi. Nie dlatego, że był jakimś pasjonatem zewnętrznego wystroju wielkich posiadłości. Był w pracy. Musiał jak najszybciej znaleźć teren, wychwycić wszystkie możliwe kryjówki, drogi ucieczki, miejsca na zasadzenie pułapek. Starał się oczywiście nie wyglądać podejrzanie. Z mocno wymuszonym uśmiechem i lekkimi, niby chwalącymi skinięciami głowy przyglądał się każdemu drzewku, fragmentowi terenu czy czemukolwiek, z czym w przyszłości mógłby mieć jakąkolwiek styczność. On lub któryś z jego widmowych towarzyszy.
Kiedy Metheor stanął przed Lady Tamplin, skłonił się lekko. Jednocześnie starł swój wymuszony uśmieszek, ponownie zmarszczył czoło, twarz stała się kamienna, a oczy zimne, nieprzenikliwe. Nie musiał już udawać i przekonywać na siłę, właśnie był w pracy i tylko to się liczyło. Wciąż był dumnie wypięty, włócznię trzymał pewnie. Dobrze przyjrzał się kobiecie, chcąc zebrać o niej jak najwięcej informacji. Nawet nie silił się na dyskrecję, bezczelnie oglądał każdy kawałek jej ciała, nawet piersi. Kiedy powiedziała, wsłuchał się bardziej w jej głos niż faktyczne słowa. Odwrócił lekko głową do tyłu, w stronę strażnika, dając tym samym znak, że wolałby, aby ta rozmowa odbyła się tylko i wyłącznie w cztery oczy.
- Po prostu Metheor, pani. Jeśli będzie ci wygodniej, możesz nazywać mnie Łowcą Dusz, Zwiastunem Nieszczęścia oraz Widmowym Wędrowcem, ale podoba mi się moje imię - odpowiedział, dokładnie przyglądając się reakcji kobiety, patrząc jej prosto w oczy. - Jestem ochroniarzem wynajętym przez ojca Desdemony, by w obliczu ostatnich, nieprzyjemnych zdarzeń chronić ją aż do rozwiązania sprawy. Mogłabyś mi zatem, pani, powiedzieć, gdzie ją znajdę? - Nagle coś sobie przypomniał. Wyjął z kieszeni pomiętolony list, pokazał go rozmówczyni i zrobił parę kroków do przodu podając go jej. - To list od Juliusa Pennersa, powinny być zawarte w nim wszystkie wyjaśnienia. Nie wiem, co jest w nim napisane, ale z pewnością wyjaśnione zostały najważniejsze kwestie. Jestem szamanem, czynnie praktykującym i rosnącym w siłę, więc nie umrę za biurkiem jak jakiś profesor, a w razie potrzeby zabiję agresora. Mam zamiar bronić Desdemony, czy to się komuś podoba, czy nie - oznajmił nieco chłodno, lecz zdecydowanie szczerze. Gdyby zaszła taka potrzeba, gotowy był zrównać z ziemią cały pałac, wywlec Desdemonę za włosy i przywiązać do siebie, by nie uciekła, a on miał okazję wykonać misję. Julius mógłby nie być zadowolony, ale cel uświęca środki.
29.10.2014, 17:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#6

Metheor podczas tej krótkiej wędrówki, po dokładnym rozejrzeniu się z tej części podwórka, dostrzegł, że drzewa przy murze są na tyle grube i wysokie, aby nieprzyjaciel zdołał wspiąć się na nie i uciec, przeskakując przeszkodę. W alejkach z powodzeniem mogli ukrywać się szpiedzy, kucając za przystrzyżonymi krzakami, czy skrywając w cieniu jednego z drzew, możliwe nawet, że gęsto porośnięte klomby kwiatów mogły uchronić przed nieproszonym wzrokiem na te parę sekund zanim cień przeskoczy dalej. Istniało wiele możliwości na podejście do samych okien rezydencji, nawet trzymetrowy mur nie mógł gwarantować tego, że nikt go od zewnątrz nie przejdzie.
Szaman nie oszczędził także lady Tamplin, bezczelnie lustrując ją wzrokiem. Ta nawet nie drgnęła, gdy jasne, szare spojrzenie skrzyżowało się z zimnym błękitem. Pomimo swego wieku były widoczne dawne ślady wielkiej urody. Rysy szlachetne, delikatne czas potraktował łagodnie, dodając zmarszczki, które podkreślały jedynie godność, surowość, ale także życzliwość zarysowującą się w kącikach ust linią w górę zamiast w dół jak u osób zrezygnowanych życiem. Suknia zakrywała dekolt, lecz uwadze nie powinno ujść to, że był on duży. Szczupła sylwetka jedynie podkreślała fakt, iż jeszcze dziesięć lat temu lady Tamplin uważano za piękność.
Wsłuchanie się w sam tembr poskutkowało nową wiedzą: nawyk do wydawania rozkazów, oschłość, taktowność. Tej kobiety nie będzie łatwo zaskoczyć. Jej głos rozbrzmiewał głośno i wyraźnie.
- Nadano ci bardzo niebezpieczne, mroczne przydomki, Metheorze - powiedziała z wolna, dopierając odpowiednio słowa. - Wchodząc na teren mojej posiadłości twoja włócznia powinna zostać zarekwirowana, jednakże widzę, że strażnicy czują się na tyle pewni swych umiejętności, że puścili cię bez tego.
Pomimo tego, że ton absolutnie nie zmienił się, Griegorij poruszył się niespokojnie, gdy padło na niego karcące spojrzenie. Chciał natychmiast spełnić swoją powinność, lecz w połowie kroku lady Tamplin machnęła ręką jakby przeganiała muchę.
- Gdyby przybył mnie zamordować już by to uczynił. Miał po temu doskonałą okazję. Wracaj na posterunek i następnym razem pamiętaj o wszystkim.
Zaczerwieniony aż po końcówki uszu Griegorij odszedł, wpierw trzaskając obcasami. Dama otworzyła list, szybko przeskakując z jednej linijki na drugą. Trzymała papier na kopercie w wyciągniętej dłoni. Przeczytała go zaledwie jeden raz, schowała z powrotem i ponownie spojrzała na gościa. Na twarzy jak dotąd nie zaszła żadna emocjonalna zmiana.
- Wszystko jest tak jak to przedstawiłeś - powiedziała zdawkowo. - Zastosuję się do prośby pana Pennersa, jednakże nie będę tolerować buńczucznego tonu. Proszę go zmienić, ponieważ nikt nie zamierza ci przeszkadzać w wykonaniu swej pracy. Zanim, Metheorze, spotkasz się z moją uczennicą, powinieneś odświeżyć się. Jedna z pokojówek zaprowadzi cię do twojego pokoju. Umieszczę cię obok Desdemony, w lepszych warunkach niż zapewne miałeś do czynienia, ale jeżeli masz ją ochraniać, to tak będzie najlepiej. Czy masz jakieś pytanie? W kwestii zasad panujących w domu zostaniesz poinformowany przez służbę.
Nagle uśmiechnęła się szerzej, jakby przypomniała sobie o czymś bardzo istotnym bądź czekała na coś, co zamierzała zrobić dopiero w tym momencie. Uczyniła kilka kroków w dół schodków, praktycznie po nich spływając niczym nimfa, podała dłoń szamanowi, aby ją ucałował z wierzchu i przedstawiła się.
- Lady Adalynn Tamplin.
29.10.2014, 20:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#7

Metheor w żaden sposób nie zareagował na temat niedbalstwa strażników. I tak nie oddałby włóczni, a Tamplin powinna wiedzieć, iż nie to jest w nim najgroźniejsze. Jednak przywiązał się do tej broni, to jego ukochana towarzyszka wypraw, a przy tym potrafi odstraszyć kiedy trzeba. Mężczyzna współczuł jedynie strażnikowi, a w zachowaniu jego szefowej było sporo słuszności. Każdy mógł wykorzystać podobną sztuczkę i zabić Arystokratą w mgnieniu oka, ba, nawet z daleka, jeśli był to sprawny zabójca, a tacy z pewnością chodzą po tym świecie.
Szaman nie bardzo znał znaczenie słowa "buńczuczny", ale domyślił się, że ma to coś wspólnego z posłuszeństwem. Jego względna swoboda musiała być z pewnością rażąca dla kogoś, kto od kołyski pomiata ludźmi i pokazuje im, gdzie ich miejsce. Metheor aż musiał powstrzymać uśmiech. Strasznie kręciło go ucieranie nosa aroganckim ludziom, zwłaszcza tym bogatym bądź przerośniętym ambicjami. Aż pomyślał o Ath, przez co o mało nie parsknął śmiechem. Jego nagły uśmiech i rozjaśniona twarz mogły zostać źle odebrane przez Lady Tamplin... I o to kolejny powód do śmiechu. Musiał uwolnić się z tej reakcji łańcuchowej, zanim będzie za późno i wykorzysta swoje rezerwy humoru na następny rok.
- Owszem, mam jedno pytanie i jedną propozycję - oznajmił po krótkim namyśle. - Po pierwsze, proponuję nieco zmienić teren. Drzewa przy murze są zdecydowanie za duże. Napastnik może bez większego problemu wspiąć się na nie i uciec. Trzeba je ściąć. Te kuliste krzaki również, zapewniają zbyt dobrą zasłonę, powinny zostać chociaż przycięte. To rośliny, więc odrosną szybko - Westchnął dyskretnie. - Jestem bardzo wdzięczny za gościnę i pokój, ale proszę nie odebrać tego źle ani się nie zdziwić, gdyż prawdopodobnie będą spał w tym samym pokoju co Desdemona. Nic innego mnie nie obchodzi, ale muszę mieć na nią oko przez calutki czas. Nie ma dla mnie znaczenia, że jest kobietą, że to niezgodne z jakimiś zasadami. Nie jestem jej narzeczonym, ani chętnym na jej ciało, więc proszę być spokojną.
Nie wiedział, czego się spodziewać po tym nagłym uśmiechu i przyjściu w jego stronę. Miał ochotę mocniej zacisnąć dłoń na drzewcu włóczni, ale kobieta okazała się być milsza niż z początku mu się zdawało. Spodziewał się kłopotów i problemów, a póki co wszystko wskazywało na to, że będzie mógł całkowicie skupić się na swojej pracy.
Chwycił wystawioną ku niemu dłoń, po czym obrócił ją nieco w lewo i potrząsnął w silnym, męskim uścisku, ale tak, by nie sprawić kobiecie bólu.
- Miło mi. Mogę się do ciebie zwracać Adalynn? Tak będzie wygodniej, poza tym, skoro mam tu gościć przez czas nieokreślony, przyspieszamy to, co nieuniknione. Jestem pewien, że będziesz zadowolona z mojej wizyty. Każdy jest. - Puścił dłoń kobiety. Jego twarz nie była tak kamienna, a oczy straciły na chłodzie. - Odprowadzisz mnie, czy sam mam wejść do środka? Nie mniej chciałbym jeszcze później porozmawiać, najlepiej w cztery oczy.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.10.2014, 22:24 przez Metheor.)

29.10.2014, 22:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#8

Dama nie okazała zdziwienia, gdy gość bezceremonialnie przestawił jej dłoń do silnego uścisku. Ani jeden nerw na twarzy nie drgnął. Szarymi oczami przeszywała Metheora.
- Lady Adalynn - poprawiła go bez cienia urazy. - Jesteś moim gościem, ale także pracujesz dla pana Pennersa. Jurysdykcja nad twoimi czynami spoczywa na Desdemonie, a ponieważ ja jestem jej mentorką, także na mnie, bo to ja trzymam pieniądze na twoją wypłatę. Jeżeli nie chcesz wzbudzać podejrzeń ludzi z zewnątrz, a także służby, to radziłabym zwracać się do mnie tytułując mnie. Nikt nie będzie wiedział po co tu jesteś, wystarczy jedynie oficjalnie mianować cię ochroniarzem. Nie będziemy siać paniki, dlatego nawet jeżeli nie podoba ci się to, musisz przestrzegać naszych zasad inaczej inni zaczną zadawać pytania, a to nie pomoże mojej uczennicy, co więcej, ściągniesz na nią uwagę potencjalnego mordercy.
Z początku lady Tamplin mówiła normalnym tonem, lecz z każdym następnym słowem głos cichł do tego stopnia, że nie sposób było podsłuchać ich rozmowy.
- Ufam, Metheorze, że jesteś na tyle profesjonalny i solidny, że będziesz w stanie wykonać swoją część pracy, nie zakłócając niczyjej indziej, nie przebudowując mojej posiadłości w twierdzę oraz nie zakłócając prywatności mojej uczennicy. Jeżeli nie wyobrażasz sobie, jak inaczej to zrobić, radzę zastanowić się dlaczego jesteś szamanem, a jak dalej nic nie przyjdzie do głowy, to chyba warto byłoby zrezygnować z tego zanim ściągniesz na wszystkich problemy, Zwiastunie Nieszczęścia.
Zanim Metheor mógł zareagować, ta odeszła i weszła do środka budynku, dając jasno do zrozumienia, że nie zamierza dłużej dyskutować. Po paru minutach zza drzwi wyłoniła się młoda dziewczyna w służbowym stroju pokojówki, która nieco przestraszona obdartym gościem, dygnęła uprzejmie. Była krucha i niska, o przeciętnej urodzie. Z lekko drgającym głosem oraz wzrokiem spuszczonym na ziemię, powiedziała: - Nazywam się Alle. Pani przysłała mnie, abym zaprowadziła pana do pokoju. Proszę pójść ze mną.
Jeżeli szaman przystanie na to, dziewczyna ruszy, gestem dłoni pokazując, co gdzie się znajduje i cicho objaśniając.
31.10.2014, 18:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#9

Metheor musiał przyznać, że Adalynn - bo tak będzie się do niej zwracać, niestety tylko w myślach - była niezwykle mądrą i rozsądną kobietą. Wiek i taka pozycja z pewnością pozwoliły jej na zebranie sporej ilości doświadczenia, lecz mężczyzna zaczął już rozmyślać, jak najlepiej wykorzystać jej talenty do własnych celów. Nie zrobił sobie wiele z panujących w jego tymczasowym domu zasad, aczkolwiek będzie musiał zrezygnować z planów zrobienia małej fortecy i działać dyskretnie. Nie bardzo mu się to podobało. Wolał odstraszyć ewentualnego napastnika, a przecież jeśli wyda się, że u Lady Tamplin zawitał nowy ochroniarz na ochroniarza nie wyglądający, plotki, będące początkiem małej paniki wśród służby, rozsieją się bardzo szybko. Powoli w jego głowie zaczęła kiełkować myśl, że mógł być ciut zbyt samolubny, ale nie czuł się winny. Nie miał doświadczenia w takich sprawach, robił to, co podpowiadał mu rozwinięty instynkt i wrodzony intelekt. Potrzebował jeszcze tylko niezbędnego doświadczenia i chłonął je niczym Athlauna pieniądze i komplementy. Kiedy został nazwany rzadko słyszanym tytułem, miał ochotę się roześmiać demonicznie, lecz ostatecznie zrezygnował z tego. Naprawdę pragnął utrzeć arystokratce nosa, obudziła się w nim dusza plebsu, ale chciał mieć dobre stosunki z Lady Tamplin. Miał wobec niej wielkie plany i nadzieje, przez co własne przyjemności musi odstawić, przynajmniej na później. Czas, by zaczął liczyć się cel, ogólny i jego własny, bo przecież można pogodzić te dwie sprawy.
- Oczywiście, Lady Adalynn - powiedział Metheor i ukłonił się w stronę pleców odchodzącej kobiety.
Czekał, obserwując okolicę, planując dalsze ruchy, rozmyślając o praktyce, nie teorii. Tym razem nie dopuścił, by jego barwny umysł utopiony został w morzu idei, wniosków, bezowocnych planów i luźnych rozmyślań. Teraz musiał być człowiekiem czynu, do tego się przygotowywał.
- Witaj, Alle. Dziękuję ci. Będę wdzięczny za wyrozumiałość - powiedział, skinąwszy głową, kiedy pojawiła się pokojówka.
Metheor ma zamiar pójść za dziewczyną, ale niezbyt szybko, a nawet spowalniając celowo. Nie tylko stara się dokładnie zapamiętać wszystko, ale też zwraca uwagę na szczegóły, nawet niezbyt istotne. Pyta o co tylko może: jak często ścierane są kurze, jak często podlewane są kwiatki, myte okna, co przedstawiają obrazy i tak dalej. Czasem sam prosi o pójście w inny korytarz, zawsze pyta, co gdzie indziej jest, ale nie nalega. Nie chce straszyć małej pokojówki, bowiem potrzebuje jej jako sojusznika. W tym celu roztacza swój dźwięk.
- Muszę przyznać, Alle, że Lady Adalynn wybrała sobie wspaniałą pokojówkę. Aż nie mogę się doczekać kiedy będziesz jedną z najważniejszych osób w tym domu, a będziesz z pewnością, znam się na ludziach, zaufaj mi. - Stara się uśmiechnąć i mówić łagodnym, szczerym głosem. Oczywiście cichszym i tylko wtedy, kiedy nikogo nie będzie w pobliżu oraz nie będą zbliżać się do końca korytarza. - A co mogłabyś powiedzieć mi o Lady Tamplin? Jak dla mnie jest ona trochę zbyt władcza. Wygląda nawet na surową. Jaka jest dla was, ciężko pracujących, młodych i pięknych kobiet? Jaka dla reszty służby? Może mogłabyś mi coś powiedzieć o jej synu, Michaelu? Nie martw się, podobnie jak ty jestem zwykłym, szarym człowiekiem. Tacy jak my muszą trzymać się razem prawda? - Przybliży się do pokojówki i jeśli ta będzie na niego patrzeć, puści jej oko. - Być może będę miał na Lady Tamplin jakiś, chociaż minimalny wpływ, więc dodatkowo szepnę jej parę słówek o tym, jak świetną ma służbę. Taka mała nagroda w zamian za szczerość.
02.11.2014, 20:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#10

Zdawałoby się, że dziewczynie wcale nie przeszkadza ich spowolnione tempo marszu. Objaśniała wszystko, co gość zechciał od czasu do czasu zerkając na niego kątem oka z nieskrywaną ciekawością, lecz zazwyczaj spoglądała przed siebie bądź na obiekt aktualnego zapytania. Gdy krzyżowały się ich spojrzenia, automatycznie wzrok zjeżdżał na czarne, wiązane półbuty. Pokojówka przez cały czas przybierała wyprostowaną postawę, choć bardziej biła od niej skromność i pokora charakterystyczna dla ludzi pracujących jako służba w bogatych domach.
Metheor już na wejściu mógł podziwiać duży, przestronny hol ze lśniącą posadzką, której szare, żyłkowane jaśniejszymi odcieniami płyty granitowe zostały ułożone równiutko, bez żadnej fuszerki. Naprzeciwko były dwuskrzydłowe schody wykonane z ciemnego drewna, z których spływał brunatny dywan. Pomiędzy nimi stał prostokątny, niski stolik z wazonem świeżych kwiatów. Po lewej, jak i prawej stronie znajdowały się duże, podwójne drzwi zdobione fikuśnymi wzorami. Pierwsze prowadziły w stronę pokoju, który wyglądał na salon gościnny, drugie do jadalni, gdzie znajdował się stół na przynajmniej pięćdziesiąt osób. Więcej nie można było dostrzec, kierując się na górę. Jeszcze kątem oka szaman wypatrzył mniejsze i mniej okazałe drzwi zakryte kurtynami, którymi, jak wyjaśniła Alle, poruszała się jedynie służba.
Szaman w drodze do pokoju zdążył zboczyć z drogi co najmniej trzy razy; każdy korytarz wyglądał prawie że identycznie. Ściany były ciemnoniebieskie, zimne, jakby przyprószone odcieniem szarości. Posadzki wyłożono także kamieniem, lecz nie był to granit, lecz kruchszy materiał. Wszędzie wisiały obrazy, najczęściej zmarłych, dawnych członków rodziny. Alle tłumaczyła, że być może są to pozostałości po wcześniejszej posiadłości rodu; pamiątki sprzed wybudowania tego pałacyku. Każde z malowideł tchnęło starością, ramy gołym okiem wyrobiono na dawną modłę; farby wydawały się wyblakłe i chyba jedynie dzięki dbaniu sprawną ręką o każdy szczegół w tym pałacyku, nie doprowadziło do niszczenia płócien.
Metheor nie odkrył nic szczególnego, w dodatku ciężko byłoby się zagubić - wszystko zdawało się być logicznie rozplanowane, dlatego znalezienie określonych pokoi nie powinno stanowić problemu. Wystarczy ze dwa, trzy razy przejść się, aby opanować rozplanowanie pierwszego i drugiego piętra.
Alle odpowiedziała na wszystko, nie zadając ciekawskich pytań na co właściwie jest to potrzebne. Po jej wyrazie twarzy można było dostrzec, że ona nie widzi w tym sensu i nie rozumie tego dziwnego zainteresowania. Na prawie wszystko odpowiedź brzmiała: codziennie. Jedynie przy myciu okien rozpiętość czasowa wynosiła jeden tydzień, tak samo jak przy praniu zasłon, które wymieniano co miesiąc. Ze słów pokojówki wynikało, że lady Tamplin zawsze dbała o zachowanie porządku pod każdym względem.
- Mam nadzieję, że pana słowa sprawdzą się. Bardzo lubię ten dom i tę rodzinę, chciałabym tu jak najdłużej zostać - powiedziała nieco spłoszona tak bezpośrednim podejściem szamana. Na wzmiankę o urodzie dziewczyny, spłoniła się. - Lady jest wspaniałą osobą. Sama wszystkim kieruje, wydaje się surowa, ale nigdy nie wyrządziła nikomu przykrości, nawet jeśli zasługiwał. Jest życzliwa, ale też sprawiedliwa. Wymaga rzetelnej pracy i każdy stara się jak tylko potrafi. Nie żąda od nas niczego niemożliwego.
Podczas mówienia dziewczynie roziskrzył się wzrok. Mówiła prawie że na jednym wydechu po prostu ciesząc się, że może szczerze, od serca wychwalić swoją pracodawczynię.
- Chciałabym być taka jak ona - dodała ciszej.
Alle zaczerwieniła się jeszcze bardziej, gdy szaman puścił jej oko, obiecując przysługę za przysługę. Wydawała się zaskoczona, lecz mało chętna na taki układ. Była zbyt lojalna, aby próbować wspinać się po szczeblach kariery w pałacyku takimi metodami.
- W domu nie mówi się o paniczu Michaelu. To przemilczany temat dla lady Adalynn. Proszę nie wypytywać o to. Mało kto wie, co się pomiędzy nimi wydarzyło.
Dotarli do wyznaczonego miejsca na drugim piętrze. Pokojówka wytłumaczyła, że po lewej stronie znajduje się pokój Desdemony, przekręcając klucz w zamku. Wpuściła gościa przodem, aby zaraz stanąć przy drzwiach, z boku, ze splecionymi dłońmi na podołku.
Pomieszczenie było średniej wielkości, lecz to nie umniejszało luksusom, które reprezentowało. Toaletka, wyjście na taras, komoda, szafa, wielkie, podwójne łóżko z baldachimem, parę obrazów, złocenia tu i ówdzie. Posiadało także z boku osobistą toaletę, a także niewielkie przejście do drugiego pokoju. Widok zza okien prezentował część ogrodu po drugiej stronie budynki, której gość nie miał jeszcze okazji zwiedzić.
- Ten pokój i panienki Desdemony są ze sobą połączone. Kiedyś służyły małżeństwom, gdy nie sypiali razem ze sobą z oczywistych powodów. Lady Adalynn uznała, że będzie to dla pana duże ułatwienie w pełnieniu swojej pracy. Prosiła także, aby pan nie nadużywał tego za często - powiedziała, podążając wzrokiem za sylwetką Metheora. - Mam przygotować panu kąpiel. Czy chce pan, abym także obmyła panu plecy?
03.11.2014, 21:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki