Atarashii




Posiadłość lady Tamplin
#31

Metheor nałożył sobie na końcu. Z uwagą słuchał słów pani gospodarz, nie czując nic. Nie ruszyło go to ani trochę, a jego intencje jak zwykle zostały źle odebrane. Musiał wziąć pod uwagę jeszcze bardziej, że delikatne panienki wychowane na salonach każdą uszczypliwość, oczywiście w ramach obrony własnej, traktują jako wypowiadanie wojny. Może w wyższych sferach coś takiego wyrażało ogromną niechęć, ale w niższych, sferach Metheora, nie było to nic specjalnego. Ot, taka mała zabawa i nic więcej.
- Wrogów? Siłowe rozwiązania? - Metheor udał rozbawienie, bo i bezpośredniość Adalynn wydała mu się nieco zabawna. - Jeśli ja nie zrozumiałem intencji, to wy, drogie panie, nie tylko nie zrozumiałyście moich, a jeszcze wyniosłyście je do rangi... wypowiedzenia wojny? - Wzruszył ramionami, nadział kawałek mięsa, wsunął go do ust i żuł powoli, z zamkniętymi ustami, przenosząc wzrok raz na jedną rozmówczynię, a raz na drugą. - Obawiam się, że tak prosty człowiek jak ja może mieć problemy z wyczuciem. Rozumieją panie, częściej ktoś chce mnie zabić niż częstuje mnie jedzeniem, więc człowiek nabiera pewnych nawyków... obronnych. - Gwałtownie nabił na widelec większy kawałek mięsa i, z delikatnym uśmiechem, wsunął go do ust.
Jakoś tak Metheora złapał nieco lepszy humor. Zdecydowanie wolał poważne sprawy od gadki-szmatki czy ciszy. Zawsze wyobrażał sobie wielkie posiadłości jako miejsca pełne żmij, niestety tutaj były tylko dwie szamanki. O dziwo czuł się dobrze w ich towarzystwie, ale zawsze mogłoby by być lepiej. Wciąż nie mógł się doczekać, kiedy dowie się czegoś więcej o szamańskich zdolnościach Adalynn, a zapytać wprost nie wypadało. Przynajmniej nie teraz.
- Obawiam się, że nie byłem w żadnym miejscu, które można by uznać jako ciekawe. Nie opuszczam kontynentu, a i na nim staram się omijać Krwawą Pustynię, choć nie ukrywam, że być może zwiedzę tamte tereny. I to z zaszczytną misją anihilacji demonów, gdyż pogłoski o werbunku mistyków i szamanów coraz częściej zaprzątają moje myśli. Planuję również odwiedzić Stary Vervengard, ale taka wyprawa może być bardziej niebezpieczna niż stawienie czoło całej hordzie demonów - odpowiedział.
Zaschło mu w ustach, więc jego wzrok spoczął na dzbanku z winem. Chwycił go i spojrzał pytająco na Adalynn.
- Wina?
Jeśli kobieta się zgodzi, Metheor naleje jej, a następnie to samo pytanie zada Desdemonie. Na końcu naleje sobie, soczyście, ale kilka pierwszych łyków zgarnie powściągliwie, oceniając płyn, a przede wszystkim to, jak wiele będzie musiał go wypić by przyjemnie zaszumiało mu w głowie. Następnie wróci do jedzenia i rozpocznie nowy temat rozmowy.
- Tak w ogóle, Lady Tamplin, nie widziałem nigdzie panicza Michaela. Zgaduję, że jest w podróży? Nie narzekam na bycie jedynym mężczyznom w kobiecym gronie, ale czasem dobrze jest mieć jakiegoś towarzysza - powiedział, dokładnie przyglądając się reakcji Adalynn i Desdemony, uśmiechając się lekko.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.12.2014, 15:27 przez Metheor.)

08.12.2014, 20:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#32

Desdemona skubała widelcem mięso, mrucząc pod nosem słowo, które zabrzmiało jak: "przewrażliwiony". Lady Tamplin uśmiechnęła się z rozbawieniem.
- Jak najbardziej to rozumiem - powiedziała pani domu. - Nie ma pan po prostu doświadczenia w tym zakresie. Gdybyś drugi raz pomyślał nad tym, co wcześniej mówiłam, to zrozumiałbyś, że nie bawiłabym się w wypowiadanie wojny tylko wyrzuciłabym cię z posiadłości, a tego póki co nie zamierzam.
Kobieta niespiesznie nabijała mięso na widelec, nakładała sałatki czy ziemniaków, z kolei podopieczna wydawała się uciec do innego świata; jej wzrok był odległy, rozmarzony, przestała słuchać tę całą dyskusję, która najwyraźniej dla niej straciła jakikolwiek sens. Jedynie jedzenie z jej talerza znikało w zastraszającym tempie, choć z początku nie wyglądało na to, że spieszy się gdziekolwiek. Lady Tamplin skinęła głową, lecz nie podała kieliszka. Szaman był zmuszony wstać, sięgnąć po nie i nalać dla pani domu, a potem sobie. Desdemona uraczyła się sokiem. Żadnej z pań nawet mięsień na twarzy nie poruszył się, gdy Metheor przydzielił sobie trunku więcej niż etykieta wymagała. Ciemnoczerwone wino prawie że wypełniało całość kieliszka.
- To ambitne plany - stwierdziła po dłuższej chwili kobieta. - Zawsze podróżujesz samotnie czy może jednak wybierzesz się tam z jakąś grupą? Jak sam wspomniałeś, to niebezpieczne tereny, a już z pewnością dla jednego wędrowca. Nie obawiasz się, że nie zdołasz już wrócić?
Szaman, zadając pytanie i przyglądając bacznie reakcjom pań, musiał z żalem stwierdzić, że zareagowały nijak. Desdemona nawet nie oderwała wzroku od talerza, na którym już świeciły pustki.
- Od jakiegoś czasu nie mieszka już z nami - odparła zdawkowo lady Adalynn.
Młoda Penners wstała od stołu, podziękowała za kolację i wyszła z jadalni.
- Chcę, żebyś ze mną został. Chciałeś przecież ze mną rozmawiać w cztery oczy, Metheorze. To słucham. Aha, i jeszcze jedno. Moje ostrzeżenie dotyczyło Desdemony. Zniechęcaj ją dalej do siebie, a z pewnością nie uda ci się jej upilnować. Sama będzie robić wszystko byle cię unikać. Wtedy trudno będzie ci się pracować, a tego nie chcemy, prawda? Dlatego prosiłabym o nie zniechęcanie nas do ciebie. Póki co idziemy ci mocno na rękę, doceń to i przemilcz każdą kąśliwą uwagę, jaka przyjdzie ci na myśl.
10.12.2014, 12:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#33

Metheora zaczynała nudzić ta rozmowa. Adalynn udawała mądrą tylko dlatego, że znajdowali się na jej terenie. Mężczyzna z chęcią pokazałby gdzie jej miejsce, ale musiał się wstrzymywać. Wszak pojawił się tutaj ze świadomością, jak aroganccy i przekonani o swej wielkości są bogacze. Nie miał zamiaru dać się temu poddać, ale z drugiej nie miał większego wyboru niż siedzieć najciszej jak mógł, znosić fochy Desdemony i chronić ją przed zagrożeniem, które może nigdy nie nadejść. Przynajmniej po wszystkim nie będzie musiał martwić się o pieniądze, nawet jeśli przez jakiś czas. No i nabierze doświadczenia, dostanie rekomendację, jego portfolio powiększy się.
- Podróżuję samotnie i samotnie będę uczestniczył w tej wyprawie. Nie chcę nikogo ciągnąć na takie niebezpieczeństwo, być może po drodze znajdę dzielnych, odważnych i szalonych towarzyszy. Nie boję się również o to, że mogę nie wrócić. Nie mam dokąd, świat jest moim domem. Nikt za mną nie zapłacze, a to ułatwia sprawę - odpowiedział szczerze.
Wziął porządny łyk wina i zmusił się do nie zamykania oczu, kiedy jego kubki smakowe przeżywały istny orgazm. Z bólem serce powstrzymał się przed wypiciem wszystkiego. Słuchając Adalynn, zajadał się dobrym jedzeniem, coraz mniej przykładając wagę do etykiety. Usta miał zamknięte jak jadł, ale robił to za szybko i napychał do ust za dużo na raz.
Spojrzał na Desdemonę, kiedy wstała, a chwilę później wyszła. O mało sam nie wstał idąc za nią, miał zamiar również nakazać jej zostać, ale wówczas całe jedzenie opuściłoby wnętrze jego ust, a tego nie chciał. Ostatecznie został i słuchał pani gospodarz, solidnie polewając sobie wina, dochodząc do wniosku, że jeśli go nie weźmie choć trochę, to może mieć problem ze zniesieniem takiej dawki pierdolenia.
- Jestem ochroniarzem, a nie niańką. Moim zadaniem nie jest nadskakiwanie Desdemonie jak szczeniaczek, żeby tylko wielka księżniczka nie obraziła się - odpowiedział wprost. - Rozpieszczyłaś ją, Lady Adalynn, to jest prawdziwa przeszkoda w mojej pracy. No cóż, nic już na to nie poradzę. Problem w tym, że nie potrafię rozróżnić, kiedy jakaś uwaga może być kąśliwa. Nagła zmiana otoczenia może wymagać ode mnie odrobiny czasu na przystosowanie się. Jeśli Desdemona nie umie tego zrozumieć, to jest niezdyscyplinowanym dzieckiem. Nie mam zamiaru tego zmieniać, ale to ostatni raz, kiedy pozwoliłem jej wyjść samej. Od jutra chodzę za nią jak cień, zapewniając jej minimum swobody, nachodząc na granicę przestrzeni osobistej. Zabójcy kryją się w szafach, pod łóżkiem, w latrynach. Mogą być za rogiem. Albo pod stołem. Wolę, byście miały o mnie jak najgorsze zdanie, niż potem żałować, że pozwoliłem umrzeć młodej dziewczynie tylko dlatego, że była zbyt rozpieszczona by zrozumieć, jak wygląda sytuacja.
Poczuł, że robi się lekko zdenerwowany, dlatego wziął głęboki wdech i wlał w siebie kilka porządnych łyków wina. Nienawidził przeszkód, zazwyczaj zwalczał je albo słowem, albo siłą. Teraz czuł, że to pierwsze na niewiele się zda, a to drugie nie wypada. Adalynn będzie śledziła każdy jego ruch, a Desdemona jest zbyt uparta, by pójść na ugodę. Będzie musiał jeszcze to wszystkie przemyśleć, ale na razie cieszył się dobrym jedzeniem i winem.
- Póki mamy okazję rozmawiać sami, może opowiesz mi, Lady Adalynn, coś o sobie. Jak się pewnie domyślasz, głównie interesują mnie nasze szamańskie sprawki, ale chętnie dowiem się czegokolwiek. Co lubisz? Czym się interesujesz? Jakie masz plany na przyszłość? Dlaczego przygarnęłaś Desdemonę? Czemu Michael już tu nie mieszka? - W pewnym momencie zarzuci rozmówczynię delikatnym gradem niewinnych pytań, zmuszając się przy tym do uśmiechu i dolewając jej wina, jeśli zajdzie tak potrzeba. Gdyby nie chciała, będzie nalegał.
22.12.2014, 16:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#34

- A więc nauczysz się ogłady, jeżeli chcesz tutaj pozostać - odparła sucho lady Adalynn, utkwiwszy spojrzenie w Metheorze. - Racja, twoim zadaniem nie jest nadskakiwanie Desdemonie, lecz także nie terroryzowanie wszystkich dookoła. Nie życzę sobie takiej ignorancji. Idę ci na rękę, daję rady, spełniam prośbę pana Pennersa, choć mogłabym zostawić cię, Metheorze, na zewnątrz przed bramą i nikt nie miałby mi tego za złe. Bądź łaskaw i nie podważaj mojego słowa ani nie siej paniki. Nie życzę sobie straszenia nikogo w tej posiadłości jakimś fanatykiem z Dolnego Valen. Nie ma potrzeby. Tutaj jest bezpiecznie. Gwarantuję. Zero histerii, więcej zdrowego rozsądku bez wchodzenia sobie w drogę. Koegzystuj z nami bez narzucania swoich zasad, bo ich nie wprowadzisz póki ja jestem tutaj panią tego domu. Nie zamierzam więcej o tym z tobą dyskutować - zakończyła ostrzej niż powinna. Upiła kilka łyków wina. Dość szybko, przez co wargi nieco wykrzywiły się. Nie tylko szaman zdenerwował się. Gdy usłyszała ostatnie niewinne pytanie, ostrożnie, bardzo powoli odstawiła szkło. Jej wzrok podpowiadał, że miała ochotę głośno stuknąć podstawką, aż skruszyłaby się. Mimo to opanowała się. Rzuciła chłodne spojrzenie, w którym czaiła się także złość. Mężczyzna popełnił błąd i wkrótce przekonał się, że jego zachowanie nie wzbudziło sympatii damy. Nawet jeżeli liczył na zagranie jej na nosie, musiał obejść się ze smakiem, nie otrzymując zbyt wiele informacji.
- Mój syn ma inne podejście do życia. Zerwaliśmy ze sobą kontakt - oznajmiła tak zimnym tonem, że każdego sługę w tym domu zamurowałoby, a także przeraziło. Wstała od stołu, zachowując resztę etykiety. - To koniec rozmowy. Od jutra zaczyna pan pracę.
Lady Tamplin rzuciła jeszcze jedno spojrzenie Metheorowi, po czym wyszła z jadalni, pozostawiając ochroniarza samemu sobie z jeszcze nieostygłym jedzeniem oraz winem w dzbanku.
22.12.2014, 18:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#35

Metheor westchnął głośno, słysząc słowa Adalynn. Nawet nie krył się z tym, że niewiele go one obchodzą. Zrozumiał, że pani domu jest dość przewrażliwiona, a jej chęć ukazania wyższości sięga jeszcze dalej, niż Szaman z początku zakładał. Powstrzymał się też z oznajmieniem, że nie miałbym nic przeciwko zostaniu za bramą i patrzeniu, jak morderca wpierw zabija Desdemonę, a potem samą pani Lady Tamplin, w dodatku w jej własnej posiadłości nie tak bezpiecznej jak się wszystkim zdawało. Miał nadzieję, że kobieta gdzieś w głębi duszy zdawała sobie z tego wszystkiego sprawę, ale Meth był niemal pewien, że jeszcze nadejdzie czas, kiedy przeprosi go za wszystko i poprosi o zaprowadzenie porządku.
- Dziękuję za pyszną kolację, Lady Tamplin. Miłego wieczoru życzę - odpowiedział miło, wstając w momencie, gdy Adalynn postanowiła zostawić go samego.
Co na to Meth? Po cichu liczył na taką okazję. Teraz nie musiał się krępować. Nikogo przy nich nie było, a pozwolić jedzeniu stygnąć to grzech. Mężczyzna postanowił wykorzystać okazję i najeść się do syta, wręcz do przeciążenia. Wybierał same najlepsze mięso, za resztę biorąc się dopiero wtedy, jeśli zabraknie najlepszych specjałów. Oczywiście, wypija przy tym całe wino, jakie tylko znajdzie. Nie spieszy się, ale też nie ociąga. Dopóki nikt go nie widzi, może sobie nieco popuścić z etykiety, niby wciąż używa sztućców, lecz jest to jednocześnie jedyna rzecz, która w tym momencie łączy go z jakąkolwiek kulturą jedzenia.
Kiedy skończył jeść i pic, otarł usta serwetką, cicho beknął i wstał, w drzwiach mijając się ze służącymi, którym posłał lekki uśmiech. Następnie skierował się ku swojemu pokojowi. Planował skorzystać z łazienki, a potrzebował tego panicznie biorąc pod uwagę ilości wina jakie wlał w siebie. Następnie, jeśli nic innego nie będzie miał do roboty, usiądzie na krześle, nasłuchując, czy Desdemona znajduje się w pokoju obok. Musiał chwilę odpocząć, pomyśleć, rozkoszować się przyjemnym uczuciem pełnego żołądka, którego nie doświadcza tak często, jakby tego chciał.
26.12.2014, 15:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#36

Metheor nasłuchiwał w ciszy i spokoju - w pokoju Desdemony słyszał, jak ktoś chodzi przez chwilę, kilka razy rozległ się dźwięk zamykania i otwierania drzwi; przez większość czasu nic się nie działo, aby zaraz cichy odgłos zwrócił uwagę, a następnie utwierdził w przekonaniu, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Noc była cicha. Jeżeli szaman oczekiwał dziwnych, tajemniczych zdarzeń, to z pewnością nie natrafił na ten właściwy dzień. Żadnych niespodziewanych wizyt kochanków, morderców i dalekich krewnych. Mimo to, czatując na krześle w pokoju, przytłoczony ciszą posiadłości, szaman mógł odnieść wrażenie, że jest to jedynie cisza przed burzą.

Trzy dni później

Przebywanie w posiadłości, choć z wieloma udogodnieniami oraz przywilejami, nie było najciekawszym zajęciem pod słońcem. Minęło zaledwie kilka dni, a już mogła wkraść się rutyna w życiu Metheora. Poranne wstawanie, śniadanie, nieustanne pilnowanie Desdemony, obiad, deser, ponowne snucie się za Desdemoną, kolacja, znowu Desdemona i w końcu - lekki sen. Damy nie robiły niczego niezwykłego: zapełniały czas nauką, wędrówkami, rozmową czy wyjściem poza mury, gdzie i tak nie robiły niczego godnego zainteresowania. Szaman przez większość porę dnia widywał lady Tamplin, która spędzała mnóstwo czasu ze swą uczennicą. Prawie każdy wspólny posiłek kończył się szermierką słowną, nieustanną próbą zaznaczenia swojej pozycji w tym domu. Metheor już dawno powinien zostać wydalony z odpowiednią odprawą, lecz nawet nie padło o tym ani jedno słowo. Mężczyzna mógł przypuszczać, że lady Adalynn cieszy towarzystwo prostego człowieka. Z początku mogła wydawać się oschła oraz władcza, lecz po dwóch dniach jej wzrok zmienił się; z pewnością nie chciała traktować gościa jako wroga. Traktowała go z przymrużeniem oka.
Status Metheora dziwił służbę. Rzadko kiedy zamieniali z nim zdanie, kończąc na niezobowiązujących odpowiedziach. Unikali go, widząc, że nie jest zwykłym ochroniarzem. Względy u obu pań były aż zanadto dziwne, aby nie budziły podejrzeń, jednakże nikt nie śmiał pytać wprost. Jedynie Alle, pod wyraźnym urokiem wędrowca, nie stroniła od jego towarzystwa, prawie każdego wieczoru marudząc zbyt długo w pokoju, jakby oczekiwała, że nakaże jej zostać. (Nieco dłużej.) Była chętna na odpowiadanie na wszelakie odpowiedzi, więc wkrótce Metheor wiedział wszystko o służbie, Desdemonie i trochę o pani domu. Niewiele tego było, właściwie nic ważnego, nic, co by wzbudziło podejrzenia. Jedynie temat panicza Michaela pozostawał zagadką. Traktowano to jak tabu, nikt nie zamierzał odpowiadać na zapytanie o nim, jednakże szaman mógł odnieść wrażenie, że dla młodej adeptki ma szczególne znaczenie. Jej wzrok zawsze zachodził dziwną mgłą, gdy słyszała jego imię.
Przyglądając się naukom Desdemony, nie można było mieć nic do zarzucenia. Mentorka, jako doświadczona szamanka, znała się na rzeczy, poruszała zagadnienia ważne, często analizując ciekawe, rzadsze przypadki. Pozwalała wykazywać się dziewczynie, która zazwyczaj milczała, lecz zaskakująco bystre rzucała spostrzeżenie czy pytania. Młodej Penners nie pozostało wiele do zgłębienia. Być może pół roku, może rok, lecz nie więcej. Desdemona wydawała się prawie gotowa do podjęcia wyzwań w nowym życiu.
Kontakt z nią był dziwny. Dziewczyna nie okazywała wrogości, lecz także nie przyjaźni. Trzymała na dystans, lecz równocześnie zadawała różne pytania, porównując to, czego dowiedziała się na lekcji z wiedzą podróżnika. Często uśmiechała się zagadkowo, spoglądała w dal, pogrążając w swoim świecie, aby niespodziewanie wybudzić się z niego, odzywając do ochroniarza. Wydawało się, że zaakceptowała jego obecność, choć nie należał do osób łatwych w obejściu. Nie utrudniała mu pracy, jedynie tego dnia uparła się razem z mentorką, że nie chcą nawet słyszeć o jego obecności podczas ich rozmowy. Lady Adalynn zdecydowanie zatrzasnęła drzwi przed nosem Metheora, tłumacząc, że nagiej z pewnością jej nie zobaczy i że stanie się to jedynie po jej trupie.
Pani domu zamierzała podczas swej kąpieli omówić pewne sprawy z pupilką. Szaman w tym czasie mógł robić, co zechciał, ponieważ, jak sama zapewniała, Desdemona jest z nią bezpieczna.
Za oknem padał rzęsisty deszcz, uderzając w okiennice. Niebo pociemniało całkowicie zachmurzone. Silne podmuchy wiatru wyginały korony drzew. Gdzieś w oddali rozległ się grzmot.
27.12.2014, 16:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#37

Nienawidzę deszczu, pomyślał Meth. W istocie tak było, niebotyczne ilości wody spadającej z nieba od zawsze utrudniały mu życie. Bardzo często nie potrafił przewidzieć pogody kilka dni naprzód, więc nim doszedł do jakiejś wsi, w której mógł znaleźć schronienie, ulewa potrafiła złapać go w najmniej spodziewanym momencie, na przykład podczas snu pod gołym niebem. Nie raz przemoknął do suchej nitki, jego prowiant i papiery ulegały przemoczeniu, a on sam potrafił chorować wiele dni. Nie wspominając o tym, że przez jakiś czas nocował na mokrej, zimnej ziemi, chłodne powietrze dobijało go jeszcze bardziej, a ognisko było niemożliwe do rozpalenia. Ratował się wówczas szukaniem grzybów i ziół, i z pewnością dzięki przyszykowanym naprędce naparom wciąż żyje. Jednakże teraz jego instynkt podpowiada mu, że czeka go coś bardziej irytującego i niewygodnego niż lejąca się na głowę woda.
Nie wiedział co sądzić o tym, że Adalynn zamknęła się łazience z Desdemoną. Coś tu mocno nie grało, wcześniej nie ukrywały przed nim swych rozmów, a teraz wykorzystały niemal jedyną okazję, gdzie nie mógłby, według nich, nic podejrzewać. Pretekst kąpieli był dobry, lepsze posunięcie od powiedzenia wprost, że chcą rozmawiać bez niego, ale on wiedział, że coś się święci. Aż miał gęsią skórkę, czuł to w trzewiach. Nie mógł opanować swojej wrodzonej ciekawości. A może rozmawiały o typowo kobiecych sprawach? To interesowało go o wiele bardziej niż jakieś spiski i knowania. Zawsze ciekawiło go, jakie rady miłosne w tajemnicy przekazują stare baby swym wnuczkom i podopiecznym. Mężczyźni mają w genach, by próbować odkryć te tajemnice. Do tej pory bezskutecznie, ale czyżby to był ten dzień? Tyle pytań, tyle myśli, tak bardzo uśmiechnięta mordka Metha. Nawet deszcz nie mógł mu popsuć tej okazji.
Szaman ma zamiar upewnić się wpierw, że nie ma nikogo w pobliżu. Jeszcze jest jakaś służba, stara się ją odegnać pod jakimś idiotycznym, ale czasochłonnym pozorem. Jeśli ma czyste pole, cicho, na paluszkach podkrada się do drzwi i delikatnie przykłada do nich ucho. Koncentruje się całkowicie na swoich zmysłach, zwłaszcza słuchu. Jeśli usłyszy jakiekolwiek kroki, czy to zza drzwi czy za nim, natychmiastowo odskakuje i udaje zapatrzonego w jakiś fragment ściany, zamyślonego, i ogólnie niewinnego, bo przecież nie można go oskarżyć za podążanie za ludzką naturą.
02.01.2015, 19:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#38

Pozbycie się służby nie stanowiło większego problemu. Nikt nie garnął się do tego, by zaproponować zastępcze zajęcie, a Alle nie było akurat w pobliżu, aby przeszkodzić w zamierzeniach. Metheor mógł bez problemu stać pod drzwiami do sypialni lady Adalynn i bezwstydnie podsłuchiwać. Z początku słyszał jedynie śmiechy i urywane zdania świadczące o tym, że obie kobiety żartowały sobie z czegoś, swobodnie rozmawiając. Ich ton głosu sugerował, że traktowały siebie bliżej niż zwykła adeptka swoją mistrzynię i na odwrót. Urywane zdania, które zagłuszał wiatr oraz deszcz, podpowiadały, że rozmawiały o innych ludziach z ich sfery; pełne aluzji uwagi, przemilczane złośliwości, gdzieś ten mur dostrzegalny przez ochroniarza zniknął, ukazując lady Tamplin i młodą Penners jako matkę i córkę.
W pewnym momencie rozmowa przycichła prawie do minimum. Usłyszał jeszcze swoje imię zanim na dobre głosy stały się nieosiągalne dla uszu. Panie musiały wejść do następnego pomieszczenia, przystępując do spraw higieny osobistej. Nikt w posiadłości nie wydawał się zgorszony towarzystwem Desdemony w łazience pani domu, nie podejrzewając niczego zdrożnego. Ta sytuacja musiała się wiele razy powtarzać, ponieważ nikt nie zachodził do skrzydła, w którym znajdowali się, aby nakryć Metheora. Służba domyślnie zostawiała ich samych sobie, prawdopodobnie znając optymalny czas, po którym powinni zjawić się ponownie.
Czas powoli płynął, a szaman niczego nowego nie dowiedział się. Wokół zrobiło się jeszcze ciemniej; wystarczyło spojrzenie za wielkie, przestronne okna, aby dostrzec ciemnie, burzowe chmury, które spowiły niebo nad całym Valen. Deszcz nieustannie bębnił o parapety i szyby, niektóre drzewa tak wiatr wygiął, że wydawało się, że rozległ się nawet trzask. Grzmoty rozlegały się coraz częściej; gdzieś parę razy błysnęło. W korytarzu zrobiło się zimniej. Metheor tkwił w miejscu i przez chwilę mógł odnieść wrażenie, że znajduje się zupełnie sam w wielkiej posiadłości, jakby życie w nim znienacka wymarło, a pałacyk był jedynie pustą skorupą.
Piorun ponownie uderzył, a wraz z nim coś z hukiem upadło. Rozległ się krzyk, przytłumiony i urywany, aby po chwili w drzwi obok uderzyło coś. Szaman poczuł fale zimna i powietrza w okolicach stóp.
06.01.2015, 14:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#39

Interesujące, pomyślał Metheor. Wcześniej, mimo dokładnej obserwacji, analizy i próby wyciągania wniosków nie zauważył, że Desdemona jest tak blisko ze swą nauczycielką. Naturalnie, wiedział, iż bardzo cenią sobie swoje towarzystwo, łączy ich specyficzna wieś, ale nawet on musiał ukazać zdziwienie kiedy relacje kobiet przypominały bardziej relację matki i córki. Choć zadziwiający, jednocześnie wytłumaczalny i logiczny był fakt, iż zarówno młoda jak i stara szamanka kryją się ze swymi prawdziwymi relacjami. To wszystko dla niego było bardzo interesujące. Wyjaśniło się dodatkowo kilka rzeczy, między innymi to, dlaczego Adalynn tak bardzo broniła swej podopiecznej. Szaman nie miał zamiaru wykorzystywać tego, co właśnie odkrył. Przynajmniej nie, jeśli nie zostanie do tego zmuszony bądź sytuacja nie będzie wymagać wykorzystania owej wiedzy.
Pogoda coraz mniej mu się podobała. Nie cierpiał deszczu i grzmotów, które w szczególności przeszkadzały w usłyszeniu dzikich zwierząt. Teraz nie musiał się o to martwić, lecz wciąż czuł się poirytowany tym, co działo się za oknem. Poczuł się jak wiezień w klatce. Wizja spędzenia kolejnych dni w ogromnej, choć niemal pustej posiadłości sprawiała, iż miał ochotę westchnąć tak głośno, by usłyszała go cała posiadłość. Już teraz się nudził, czuł, że strasznie ciężko będzie mu znieść przytłaczające, szare dni, które upłyną na słuchaniu kropel deszczu walących o okna. Desdemona i Adalynn nie były idealnymi towarzyszkami rozmów, a on był tylko ochroniarzem. Wciąż nie zarobił dostatecznie wiele i zaczął myśleć, że dobił złego targu. Przez trzy dni zebrałby dostatecznie wiele roślin, by wykonać mikstury, za które zarobić mógł nawet kilkanaście złotych monet. Dochodził do wniosku, że gnuśnieje w tym miejscu. Różne myśli krążyły mu po głowie, najczęściej jedna, która wręcz kusiła go, by wszedł do łaźni z kobietami i być może, po okazaniu swej zabawnej i wrażliwej natury, zobaczyłby w nim prawdziwego towarzysza rozmów, a on łaskawie oświeciłby je swoją ogromną wiedzą. Wszyscy byliby zadowoleni.
- Wszystko w porządku? - wykrzyczał, pukając w drzwi.
Nie wiedział, co dokładnie się stało, ale nawet jeśli to zwykły wypadek i któraś z kobiet po prostu się przewróciła, jego obecność będzie niezbędna. Swoje pytanie powtórzy szybko kilka razy, dokładnie wsłuchując się w przestrzeń za drzwiami, a kiedy w ciągu paru sekund nie odpowie mu nikt, bądź usłyszy inne niepokojące dźwięki, wejdzie do środka, jeśli trzeba wyważając drzwi silnymi uderzeniami z barku. To samo pytanie zadana przed drugimi drzwiami, postępując w identyczny sposób, z tym wyjątkiem, że gdyby usłyszał coś niezbyt ciekawego, nie krępuje się wejść do środka. Odruchowo trzyma dłoń na klatce piersiowej, na swych amuletach, woląc dmuchać na zimne i być przygotowanym.
11.01.2015, 22:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość lady Tamplin
#40

- Metheorze! - Usłyszał przerażony krzyk Desdemony, a zaraz po nim głuche łupnięcie. Szaman, nie czekając na uprzejme: "proszę wejść", wparował do środka pokoju lady Adalynn. Pierwsze, co rzucało się w oczy, to otwarte na oścież drzwi balkonowe, a w nich dwie sylwetki. Wydawałoby się, że to spleciona w czułym uścisku para, lecz dostrzeżenie bezwładności kobiecego ciała, uzmysłowiło zupełnie inny ciąg zdarzeń. Zakapturzony intruz błyskawicznie pochwycił nieprzytomną Desdemonę pod kolanami, unosząc. Zanim szaman zdołał zareagować, rzucił się do barierki balkonu, podnosząc ręce wyżej, w pozie, jakby zamierzał ofiarować dziewicę niebu. Najwyraźniej oczekiwał czegoś.
W tym momencie wicher wdarł się do środka, uderzając z siłą o ciało Metheora i uniemożliwiając jakikolwiek ruch niż odruchowe zasłonięcie twarzy ramieniem. Wraz wiatrem przybył także deszcz, który chlusnął dziesiątkami drobnych, zimnych kropel, utrudniając widoczność na kilka cennych sekund. Gdy Metheor zdołał ponownie spojrzeć w stronę balkonu, dostrzegł jedynie sylwetkę intruza, który stał i spoglądał na niego, pozwalając wiatrowi na opływanie ciała. Nigdzie nie było ani śladu Desdemony.
- Nic do ciebie nie mam, ale robota miała pójść szybko i sprawnie - odezwał się spod kaptura dość wysoki głos jak na mężczyznę. Jednym, wprawnym ruchem wyciągnął dwa, długie sztylety. Srebro zalśniło w nagłym rozbłysku błyskawicy. Ostrza były ciemniejsze, wyraźnie czymś zabrudzone, jedno wydawało się być pokryte czymś jeszcze. W panującym mroku nie dało się tego zidentyfikować, mogąc jedynie snuć przypuszczenia. - Ciebie także muszę uciszyć.
Intruz nie wyglądał na nowicjusza, komu wręczono broń i kazano szlachtować cele. Po ubraniu, sposobie poruszania, a przede wszystkim w tej sytuacji, szaman mógł być absolutnie pewien, że ma do czynienia z profesjonalnym skrytobójcą.
Pokój nie oferował zbyt wiele miejsca do walki, lecz środek pomieszczenia był na tyle przestronny, by tak szybko nie wpaść na meble. Stoliczek obok drzwi do łazienki był przewrócony. Waza rozbiła się, kwiaty bezwładnie leżały, biała serweta nasiąkała wodą.
Jeżeli Metheor zaryzykuje spojrzenie w stronę drzwi po prawej stronie, to dostrzeże, że są one otwarte. Podłoga błyszczała się w blasku jedynej ocalonej świeczki. Kałuża wody powoli rozszerzała się, wychodząc poza próg.
14.01.2015, 14:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki