Atarashii



II. Opracowania miast
#1


Opis miast
POZNAJ KULTURĘ KRAINY

VALEN

iasto handlowe, utrzymujące się głównie z rybołówstwa. Jest ono wysunięte na północ od centrum kontynentu, w pobliżu Jeziora Grimssdel oraz Morza Klifowego. Takie położenie oraz sprzyjające warunki powodują, iż stanowi ono centralny ośrodek większości szlaków handlowych, zarówno morskich, jak i lądowych. Może więc liczyć na regularny eksport oraz import istotnych towarów. Panuje tu praktycznie taki sam klimat jak w Lothil - sporadyczne opady, zwykle stosunkowo ciepło, wiatr o przeciętnej sile. Miasto nie jest może tak pięknie i bogato rozbudowane jak chociażby Lothil, mimo to wciąż stanowi jedno z najładniejszych miast w całym Atarashii. Małe, aczkolwiek urokliwe budowle, piękne porty stanowiące chlubę Valen oraz wąskie uliczki nadają całej miejscowości niezwykłą atmosferę i przyjazny urok. Ponieważ stanowi centrum szlaków handlowych, miesza się tutaj bardzo wiele kultur. Ciężko mówić o czymś, co szczególnie by ich wyróżniało właśnie pod tym względem. Ludzie przyzwyczajeni do obserwowania różnych ubiorów, zachowań oraz słuchania przeróżnych dialektów, stali się niezwykle tolerancyjni w stosunku do wszelkiego rodzaju nowości, trudno ich czymś zaskoczyć.




Ponieważ przez port przewija się wiele cennych towarów, a król nie jest zbyt skory, aby wysyłać tam swoją armię, prym wiodą najemnicy różnej maści. Każdy wojownik, który chce zapłaty za swe usługi, powinien spróbować szczęścia właśnie w Valen. Zawsze znajdzie się kupiec potrzebujący ochrony. Konkurencja jest jednak ostra i jeśli chce się zarobić jakieś większe pieniądze u bardziej bogatych pracodawców, trzeba prezentować naprawdę wysokie umiejętności. Popularne są również kurtyzany. Kobiet sprzedających swoje ciało jest wiele i zachęcają one przechodzących mężczyzn prawie na każdym kroku. Warto jednak zwrócić uwagę, do którego lokalu się zmierza, ponieważ miejscowe piękności znają się nie tylko na sztuce miłości. Do ich talentów zalicza się też kradzież oraz sztuka zabijania. Obcy, który wcześniej nie zapozna się z tym, do którego domu uciechy najlepiej pójść, szybko skończy na bruku. Jeśli będzie miał szczęście, straci tylko pieniądze. Jeśli nie, to również swoje życie. Po zmroku Valen z urokliwego, portowego miasta, staje się raczej mało bezpiecznym miejscem.

Teoretycznie funkcjonuje tutaj miejska straż, jednak oni również bardziej są najemnikami. Ochraniają każdego, kto odpowiednio zapłaci, całą resztę ignorując. Większość mieszkańców lub odwiedzających Valen musi umieć zadbać o siebie. Jeśli ktoś tego nie potrafi, prawdopodobnie niedługo zasili szeregi żebraków krzątających się po ulicach lub dołączy do grupy drobnych złodziejaszków. Szczególnie wielu takich pojawia się w nocy. Tak samo jak pijanych marynarzy oraz najemników, którzy szybko rozpoczynają wyśpiewywać sprośne pieśni i zwiedzać karczmy oraz domy uciech, szukając zabawy lub burdy. Lepiej im nie podpaść.



Lothil


plendor, bogactwo, przepych – te trzy słowa najlepiej oddają charakter stolicy Atarashii. Ponadto jest to raczej niezmienny widok, bowiem opady, mgły czy inne anomalie nie występują tu zbyt często. Wracając jednak do innego znaczenia słowa "atmosfera" - jest to miasto królów, ludzi pięknych, bogatych i idealnych. Tłumy udają się do Lothil, licząc na lepsze życie oraz aby zakosztować wspaniałości tego miejsca. Jak to jednak często bywa, rzeczywistość brutalnie weryfikuje ich marzenia. Tylko nieliczni są w stanie wybić się spośród mas, jakie opanowują Lothil. Cała reszta zazwyczaj kończy jako szeroko rozumiana klasa średnia, bez perspektyw na poprawienie swojej sytuacji. Nie przeszkadza im to jednak w uważaniu się za kogoś lepszego od innych, maluczkich. Wszak są oni obywatelami stolicy! Cechuje ich więc ego, które wielkością zapewne dorównuje samemu Lothil.


Jeśli chodzi o sam wygląd, żadne z innych miast nie może równać się ze stolicą. Monumentalne budowle, wspaniałe świątynie, piękne budynki mieszkalne i w końcu zamek królewski, który niczym wisienka na torcie dekoruje całość, nadając miastu odpowiednie wykończenie. Lothil ma również swoją ciemną stronę. Masa imigrantów, z których zaledwie połowa osiągnie cokolwiek na poziomie średnim, a jedynie nieliczni zbiją prawdziwą fortunę, powoduje również szybki napływ biedoty. Żebracy na ulicach, w karczmach, którzy zostali pożarci przez brutalną rzeczywistość stolicy lub po prostu nie chce im się pracować. Na nich nie zwraca się uwagi, oni nie istnieją, nie mogą tutaj przebywać. Przecież to oznaczałoby, że Lothil nie jest idealne.

Ostatnio jednak na ulicach stolicy jest coraz bardziej niespokojnie. Śmierć Bonuma Mądrego źle wpłynęła na nastroje mieszkańców. Oczywiście nikt nie wątpi w to, iż Leonard będzie potrafił odpowiednio zastąpić swojego ojca, mimo to ludzie szepczą, knują i prowokują. Coraz mniej bezpieczne staje się zapuszczanie w uliczki miasta po zmroku, wiele tajemniczych grup zaczyna o tej porze życie. Lothil, chociaż wciąż piękne i bogate, nie jest już tak wspaniałe i bezpieczne jak kiedyś. Pojawia się coraz więcej niepokojących tajemnic, niedopowiedzianych słów i dwuznacznych stwierdzeń. Niektóre z teorii, jakie kapłani wygłaszają na ulicy, mogłyby być wręcz uznane za herezję. Na razie jednak zostają puszczone mimo uszu. Przecież zmianie władzy zawsze towarzyszą niepokoje. Niedługo wszystko powróci do normy i Lothil znów będzie wielkie, wspaniałe i bez skazy.

Mimo nielicznych zamieszek, Lothil wciąż pozostaje największym, najbogatszym i najlepiej wyposażonym miastem w całej krainie. Armia przerasta wszelkie inne liczebnością, chociaż jej stan pozostawia wiele do życzenia. Wielu żołnierzy nigdy nie zakosztowało prawdziwej walki i chociaż w gębie są odważni jak nikt inny, to jednak na polu walki mogą sobie nie poradzić tak dobrze, jak weterani wojenni lub zaprawieni w boju najemnicy. Nikt jednak nie śmie powiedzieć złego słowa o Złotej Armii, obawiając się słownej lub fizycznej reprymendy. Pilnujący miasta strażnicy surowo karzą za wszelkie przejawy buntu lub zwątpienia w koronę. Nikt nie śmie zwrócić im uwagi, że nie widać ich nocą na ulicach, gdy są najbardziej potrzebni. Obrona przerażonych mieszkańców przed tajemniczymi indywiduami, które coraz tłumniej zapełniają skąpane światłem księżyca ulice, jakoś nigdy nie jest ich priorytetem. Wszak mają na głowie całą stolicę. Muszą dbać, aby żaden względnie niegroźny żebrak zbyt długo nie kalał sobą tego miejsca zbytku i elegancji. No i ktoś musi też zapewniać dochód lokalnym burdelom.



Teolia

hociaż mieszkańcom Teolii geograficznie blisko jest do stolicy, to jednak zarówno pogoda, jak i poziom życia mocno odbiega od tego, co możemy zaobserwować w pięknym Lothil. Często padają tu deszcze, wahania temperatur są nieco większe (choć wciąż pozostają raczej między przeciętnym chłodem a przyjemnym ciepłem), podobnie jak z siłą wiatru. Co do społeczności... większość krainy zwykła nazywać mieszkańców tego urokliwego, choć specyficznego miejsca, mianem dzikusów. Nie oznacza to oczywiście, że tubylcy biegają tam z maczugami i okładają się nawzajem w walce o mięso. Faktem jest, iż ludzi tu przebywających można określić jako nieobliczalnych, czasem wręcz szalonych. Nigdy nie wiesz, czy słowa, które właśnie wypowiedziałeś do właściciela gospody w Teolii, zostaną uznane za wspaniały żart, który rozbawi wszystkich aż do łez, czy zostanie to odebrane jako obraza rodu. Wtedy lepiej szybko poszukać sobie innego lokalu. Ludzie są nieokrzesani, przyzwyczajeni do prostego życia, jakże odbiegającego od luksusów spotykanych w innych miastach. Nieobcy jest im sen pod gołym niebem z poczuciem braku bezpieczeństwa, bowiem niedaleko znajdują się przecież Ruiny Miasta Norwel, które regularnie zasilają faunę tej okolicy przeróżnymi bestiami. Mieszkańcy Teolii są dobrymi kompanami zarówno do kufla, jak i do bójki. Są odważni i ciężko zrobić na nich wrażenie w tej materii. Nawet tutejsze kobiety zazwyczaj potrafią się posługiwać bronią, bowiem gdy mąż zginie, zaginie lub zachla się do nieprzytomności, to na nie najczęściej spada obowiązek obrony domostwa przed wszelkimi niebezpieczeństwami.


Teolia stanowi ewenement z trzech powodów. Po pierwsze produkują tu najlepsze w całej krainie wino, którego smak urósł wręcz do miana legendy. Trzy rodziny, od zawsze zamieszkujące Teolię, zajmują się produkcją tego trunku. Dbają też o to, by nikt inny w okolicy nie próbował robić im konkurencji. Aby zasmakować Czerwonego Teolskiego trzeba więc wydać naprawdę niezłą sumkę. Tylko najmożniejsi mogą sobie pozwolić na taki luksus. Wino już okrzyknięto trunkiem królów. Drugą słynną na całą krainę sprawą w Teolii jest niewyobrażalna wręcz skala przestępczości, jaka ma miejsce w tym obrębie królestwa, a to naprawdę spore osiągnięcie. Bandyci, złodzieje, najemnicy, rabusie, kieszonkowcy, nożownicy, czarni rycerze, krzywoprzysięzcy i jeszcze wielu, wielu innych, wszyscy oni odnaleźli schronienie w teolskich lasach i regularnie rabują, plądrują oraz gwałcą wszystko to, co tylko mogą, będąc regularnym utrapieniem nie tylko dla okolicznych mieszkańców, lecz również dla całego królestwa, szczególnie dla leżącego niedaleko Lothil. Z kolei trzecią i najistotniejszą sprawą, z której słynie Teolia i z powodu której stanowi ona niezwykle istotny punkt na mapie króla, są jej bogactwa naturalne. To właśnie tutaj występują najbogatsze złoża złota, srebra czy brązu. Dlatego właśnie jest tu wręcz zatrzęsienie wszelkiej maści grup przestępczych, ale także żołnierzy Jego Królewskiej Mości, których zadaniem jest eskortowanie dostaw najcenniejszych kruszców do stolicy.

Jednak pomimo naturalnego bogactwa, lud Teolii pozostaje prosty lub dziki, jak wielu innych woli ich nazywać, i raczej biedny. Nie darzą oni miłością korony, bowiem król w zapamiętaniu bronił swych dostaw cennego kruszcu, zapominając o poddanych, którzy regularnie są plądrowani, czy to przez bandytów, czy też przez bestie, i sami muszą o siebie zadbać, nie licząc na pomoc ze stolicy. Być może wznieśliby bunt, jednak kto wtedy zaopiekuje się domem, polem i całym dobytkiem? Niedawno koronowany król budzi nadzieje, iż sytuacja ulegnie jakiejś zmianie, jednak nikt nie podejrzewa, jakoby zgraja dzikusów miała się nagle stać istotniejsza niż cenny towar, który trzeba przetransportować.



Greathard

urowe, mroźne i szare miejsce nie zachęca odwiedzających do dłuższego pobytu. Gdy wiele tysięcy lat temu zakładano to miasto, zajęli się tym najtwardsi i najmężniejsi wojownicy. Dlatego też przy tworzeniu swojego domu nie kierowali się tym, aby miał stąd bić splendor, piękno oraz wygoda. Miasto miało spełniać swoją podstawową rolę, mianowicie być twierdzą nie do zdobycia. Z tego powodu pierwszym co rzuca się w oczy już z dużej odległości, to ogromne, szare mury, o które rozbiła się już niejedna armia. Są one zawsze odpowiednio obstawione i nawet nocą przeciwnik nie ma co liczyć na element zaskoczenia. Sprzyja temu ukształtowanie terenu. Na zachód miasto bronione jest przez góry, a od północy, wschodu i południa ciągną się płaskie, niezalesione tereny, przez co ewentualny agresor nie ma gdzie skryć swych wojsk. Zwiadowcy Greathard wiedzą o ruchach obcej armii w stronę ich miasta na wiele dni przed ich przybyciem.


Mury poprzedzone są wielką fosą, natomiast za nimi znajduje się właściwe miasto, które jest dokładnie takie samo jak on – budynki są solidne, szare i ustawione z myślą o jak najlepszej obronie. Nie ma tu co liczyć na wielkie świątynie, kolorowe bazary czy piękne domy miłości. Najgłośniejszym dźwiękiem będzie ujadanie jakiegoś psa broniącego posiadłości swego pana. Mogłoby się wydawać, iż miasto zostało wyryte w kamieniu. Kolorami odróżniającymi poszczególne budowle są różne odcienie szarości. Tacy sami są tutejsi mieszkańcy.

Najświetniejsi minstrele w całej krainie chwalą się, iż udało im się rozśmieszyć Greathardczyka. Inni wtedy żartują, że zapewne musieli się uciec do tortur, aby tego dokonać. Zobaczyć mieszkańca tego miejsca z uśmiechem na twarzy, to jak widzieć dwa smoki grające w karty. Ludzie są tutaj surowi, małomówni i niezbyt ufni wobec obcych. Wygody mają dla nich marginalne znaczenie, najważniejszy jest użytek. Potomkowie najtwardszych wojowników krainy kontynuują ich tradycje. Chłopcy już od najmłodszych lat poddawani są ciężkiemu treningowi, który sprawia, że gdy dorastają, stają się prawdziwymi maszynami do zabijania. Kobiety również umieją o siebie zadbać, jeśli potrzeba. Każde zachowanie, każdy ruch, nawet mrugnięcie jest tutaj wykonane w jakimś konkretnym celu.

Greathard zwane jest drugą stolicą Atarashii. Dzieje się tak z tego powodu, iż wcześniej, przez bardzo długi okres, pełniło właśnie taką funkcję. Jednak zimny klimat tego miejsca nakłonił jednego z królów do przeniesienia swojej siedziby do Lothil. Śnieg co prawda nie jest tutaj codziennością, jednakże temperatura zazwyczaj oscyluje około zera stopni. Jest to o tyle ciekawe, że po drugiej stronie gór osłaniających Greathard znajduje się Krwawa Pustynia.

Władca Greathardu ma pod sobą potężną armię. Prawdopodobnie gdyby tylko miał taka zachciankę, mógłby podbić całą krainę, jednak ludziom z tego miasta nigdy nie zależało na władzy. Wiele można mówić o ich braku poczucia humoru czy sposobie zachowania, lecz trzeba przyznać, iż są piekielnie lojalni, a dane przez nich słowo na pewno nie zostanie złamane. Władca Greathard zawsze stanowi jednego z najcenniejszych doradców dla korony, bo chociaż surowy i chłodny w obyciu, imponuje również siłą, mądrością, przenikliwością i, tak charakterystyczną dla jego narodu, lojalnością wobec korony.



Azarat

lejnot pustyni. Miejsce dwóch skrajności, przy czym mowa tu zarówno o panującym klimacie, jak i o społeczeństwie. Pogoda jest tu - często dosłownie - zabójcza. Noce są tu chłodne, często nawet mroźne, tymczasem w ciągu dnia słońce praży tak mocno, że piasek poodparza nieosłonione stopy. Jeśli zaś o samo miasto chodzi - chodząc zachodnią częścią, można pomyśleć, że trafiło się do jakiegoś miejsca zdziesiątkowanego przez zarazę albo wojnę. Ludzie są biedni, chodzą w podartych łachmanach i walczą razem ze sobą o jakieś resztki wygrzebane ze śmietnika. W sklepach można trafić na tak znakomite produkty jak zardzewiały kawałek napierśnika, rozpruty but, albo, przy wielkim szczęściu, spleśniałą kromkę chleba. Z kolei wchodząc do wschodniej części miasta, można stwierdzić, iż trafiło się do zupełnie innego świata. Tutaj przepych i bogactwo są tak widoczne, że przebijają w tym względzie nawet stolicę krainy. Gdzie nie spojrzeć ludzie ubrani w najdroższe szaty, jedzący wspaniałe posiłki lub sprzedający towary, których nie powstydziłby się sam król. Jak to możliwe, że w jednym mieście możliwe są dwa tak skrajne światy? Tego nie wie nikt, jednak oś wszystkiego stanowi wielki bazar. Ciągnie się on od murów zachodnich, aż po wschodnie - idąc wzdłuż niego z każdym krokiem dostrzega się zmiany. Im dalej się dojdzie, tym bogatsze stają się towary, aż wreszcie dociera się do tych, na które pozwolić może sobie zaledwie kilku ludzi w całej krainie.


Azarat szczyci się armią oraz strażą, która pilnuje miasta. Nie bez powodu. Wszędzie, a szczególnie na bazarze, przestrzegane są bardzo surowe reguły, których złamanie wiąże się z dotkliwymi karami. Za kradzież można stracić rękę albo nawet życie, jeśli połasi się na towary nieodpowiedniego człowieka, który zasila straż swą gotówką. W mieście zauważalna jest pewna hierarchia traktowania. Najważniejsi są najbogatsi, biedota jest niczym niepotrzebny nikomu śmieć. Łatwo również stwierdzić, iż kobiety mają tu mniej praw niż mężczyźni oraz są traktowane niezbyt poważnie, szczególnie przy negocjacjach. Dodatkowo muszą być na każde skinienie swojego męża i spełniać wszelkie jego zachcianki. Gorzej od nich traktowani są tylko obcy, powszechnie uważani za idiotów. Nie potrafią się targować, nie szanują zasad i noszą wulgarne, wyzywające stroje. Ludzie spoza Azarat nie będą mieli tutaj łatwego życia. Muszą się liczyć z tym, iż każdy kupiec będzie chciał ich oszukać, a straż miejska może zabrać na przesłuchanie lub skonfiskować jakiś przedmiot bez wyraźnego powodu.

Armia Azaratu również robi wrażenie. Roje śniadych wojowników, uzbrojonych w zakrzywione bułaty oraz potężne włócznie, potrafią napędzić strachu. Warto również wspomnieć o osobnym oddziale mistyków, który każdej nocy wyprawia się na Krwawą Pustynię, aby tam staczać walkę z hordami demonów i bronić przed nimi swoje miasto. Wśród wszystkich wojowników to oni cieszą się największym poważaniem i mają najwięcej przywilejów. Jako jedyni mogą przejść przez Bramę Śmierci. Poza nimi mogą uczynić to tylko ludzie skazani na banicję lub honorową śmierć w walce z demonami. Cała reszta może opuścić miasto jedynie Bramą Życia od południa, jednak musi się liczyć z tym, iż zostaje ona zamknięta na czas trwania nocy.
Azarat zachowuje względną neutralność wśród miast Atarashii. Prawdopodobnym powodem jest fakt, iż nikogo, nawet samego króla, nie stać na to, aby uczynić ich swoimi sojusznikami. Z drugiej strony gdyby komuś udało się ich przekonać do poparcia swojej sprawy, zyskałby on niezwykle potężnego sprzymierzeńca, zarówno pod względem finansowym, jak i militarnym.



Dravnul

okół tego miasta krąży tyle legend, plotek i historii, że trudno stwierdzić, które z nich są prawdą. Przeciętny obserwator jednak z całą pewnością stwierdzi, że przynajmniej jeśli o klimat chodzi, Dravnul nie jest wymarzonym miejscem. Nawet stojąc na wybrzeżach przy Lothil widać zawieszone w oddali, na południu, chmury oraz mgłę. Zwykle jest tam duszno, trudno odetchnąć świeżym powietrzem i niemalże na całej wyspie panuje nieprzyjemny chłód. Odnośnie polityki - skupiając się początkowo na królewskich, oficjalnych raportach, możemy stwierdzić jedno: władca Dravnul jest skonfliktowany z królem Atarashii i jego miasto oficjalnie nie wlicza się w skład miast królestwa. Wymianę handlową prowadzą jedynie z neutralnym Azaratem. Nie wydaje się, aby mieli oni prowadzić jakieś bardziej agresywne działania w stosunku do korony. Ograniczyli się do odcięcia wszelkich nici łączących ich z resztą krain. Obowiązują tu inne prawda, inne obowiązki oraz inna hierarchia, a królewskie dekrety nie mają tutaj żadnej wartości.


Z mniej oficjalnych, ale bardzo prawdopodobnych doniesień wiadomo, iż w warstwie społecznej występuje wyraźny podział. Brakuje tak zwanej klasy średniej, jest jedynie arystokracja oraz biedota. Wszystko to skutkuje tym, iż w mieście nie ma ruchu, postępu ani innowacji. Właściwie nikt nie jest do końca w stanie stwierdzić, skąd Dravnul bierze towary na handel. Co bardziej racjonalni twierdzą, iż jest to zwykłe bajdurzenie, ponieważ żadne miasto nie jest w stanie funkcjonować w ten sposób i musiałoby prędzej czy później upaść. Inni ripostują, że to już jest ruina i tylko głębokie skarbce arystokracji utrzymają ją jeszcze.

Teraz przechodzimy do tych mniej prawdopodobnych opowieści. Powszechnie wiadomym jest, iż Dravnul nie może uporać się z nocnymi atakami wampirów, które regularnie trzebią miejscową ludność. Niektórzy twierdzą, że to arystokraci są wampirami i wykorzystują miejscowych wieśniaków jako tanią siłę roboczą, a także jako kolację. Kolejnym faktem jest, iż kiedy wejdzie się tutaj do miasta, wygląda ono, jakby wymarło. Ludzie chowają się w domach. Wszyscy sprawiają wrażenie skrajnie przerażonych i wyciągnięcie z nich chociażby słowa graniczy z cudem. Jedynie miejscowi rabusie są bardziej gadatliwi, jednak oni będą jedynie odwracać uwagę, aby w międzyczasie opróżnić mieszek ofiary o kilka monet. Drobni złodzieje stanowią dosyć powszechny problem i lepiej na nich uważać. Więksi złodzieje są znani jako poborcy podatkowi. Faktycznie można ich określić mianem wampirów, jednak nie żywią się krwią swych ofiar, a ich pieniędzmi. Jeśli ktoś tylko posiada chociażby jednego, brązowego smoka, oni go wywęszą, a potem znajdą lub wymyślą paragraf, który pozwoli im go skonfiskować. Śmiało można stwierdzić, iż są to jedni z najbardziej znienawidzonych ludzi w całej krainie.

Jeśli chodzi o armię, to podobno takowa istnieje. Nikt jej jednak nigdy nie widział. Ciężko stwierdzić, gdzie arystokracja mogłaby ją ukryć, lecz nie poprzestają oni w przechwałkach o sile jaką posiadają. Plotki mówią o armii wampirów, która stacjonuje w lasach, jednak to byłoby sporym problemem dla ich władców, bowiem kolejną powszechnie wiadomą rzeczą jest, iż te stworzenia atakują tylko nocą. To spostrzeżenie pozwala wysnuć konkluzję, że są one wrażliwe na promienie słońca, które odbierają im siły, a może nawet zabijają. Zdania są podzielone.

Warto również wspomnieć słów kilka o arystokracji tego miejsca. Bardziej oślizgłych, dwulicowych i fałszywych ludzi trudno znaleźć gdziekolwiek indziej. Wykorzystają każdą okazję, aby żerować na swoich poddanych, a także na obcych przybywających do ich krain. Pertraktowanie z nimi to prawdziwa mordęga, zawsze będą usilnie walczyć o jak najlepsze warunki dla siebie i najgorsze dla rywala. Kompromis dla nich nie istnieje. W tym względzie politycy innych krain mogliby brać u nich korepetycje. Nie dbają o dobro krainy ani miasta, a jedynie o własne wygody. Zapewne dlatego całe Dravnul przypomina bardziej Miasto Norwel niż normalnie prosperujące miejsce.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







23.09.2015, 02:43
Przeczytaj Znajdź




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki