Opuszczony młyn
#31

Meth oblizał wargi i wbił wzrok w przedmioty, które nigdyś należały do innego szamana, a teraz stanowiły jego łup. List wydawał się tak samo kuszący, jak i naczynia na dusze. Przez sekundę umysł Metheora przeszyły niezliczone kombinacje i możliwości przypieczętowania nowych kontraktów, gdyż jako doświadczony Szaman nie tylko trudnił się tym, lecz stanowiło to cel jego życia. Nie mógł jednak oderwać się zbytnio od rzeczywistości i choć adrenalina niemal całkiem opuściła jego ciało, a serce zwalniało tempa, przykuty łańcuchami mężczyzna zdawał się być większą skarbnicą więdzy niż zdobyty łup. Metheor schował talizman do kieszeni tak, aby przedmiot nie wypadł w trakcie biegu, a resztę przedmiotów wrzucił do plecaka.
Cały czas słuchał rozmówcy, analizował każde słowo, każdy wyraz. Dlatego, kiedy tylko głos Damiena zmienił się, Meth poczuł pierwsze ukłucie zimna. Kolejne nadeszło, gdy ofiara zaczęła szarpać się i krzyczeć z bólu, tym razem jednak Szaman miał wrażenie, jakby ktoś przejeżdżał mu lodowatym sztyletem po kręgosłupie. Intuicja, wypracowana latami poprzez obcowanie z dziką naturą i mściwymi duchami oraz przestraszonymi wieśniakami, wyła Metheorowi do ucha niczym młoda kochanka, która obcowała z mężczyzną po razu pierszy.
Szaman zamarł, kiedy Damien zaczął się przemieniać.
To nie przypominało spotkania z dzikim, żądnym krwi zwierzęciem, ani mściwym duchem pragnącym mordować żywych. To było coś innego, nieznanego. Lub wręcz przeciwnie, jednakże proba dotarcia do głębi pamięci spełzła na niczym. Mężczyźnie zakręciło się w głowie, kiedy serce zaczęło pompować krew z niewybałą dotąd szybkością, a adrenalina zdawała się przesiąkać ciało niczym woda rozmokły chleb w misce biedaka.
- Uciekajcie! - wrzasnął Meth, wytężając całą swoją wolę, by ruszyć się z miejsca. - Ischim, strzel mu w nogę lub ramię, a następnie wracaj. Bądź gotów na wezwanie - rzekł do swojego ducha, czekając na mentalną odpowiedź o wykonaniu polecenia, po czym ma zamiar odciąc dopływ many lub zrobi to wcześniej, jeżeli duch będzie zagrożony atakiem.
Szaman również ma zamiar uciekać, jednakże nim to zrobi, wykona szybkie kalkulacje. Jeżeli łańcuchy będą wyglądać jakby miały wytrzymać jeszcze chwilę, ile sił w nogach pobiegnie do ołtarza i chwyci lalkę zdobioną magicznym płutnem. Nie chodziło w tym wypadku o chciwość, a o fakt, iż tak ważny przedmiot może być kluczem do ich ratunku. Gdyby okazało się jednak, że Damien częściowo się uwolnił lub łańcuchy zaczęły wyraźnie pękać, Meth zignoruje lalkę i, wypełanijąc płuca powietrzem, zacznie biec w stronę młynu. Od czasu do czasu obejrzy się za siebie, tylko na chwilę, resztę skupienia przeznaczając na ostrożny bieg, licząc na to, że dzięki latom wędrówek po lesie nie wywróci się tak łatwo. W przypadku, jeżeli Desdemona lub Michael upadną, Szaman pomaga im wstać i biec, jeśli zajdzie taka potrzeba. Poza tym jego działania uzależnione będą od rozwoju wypadków.
01.09.2018, 14:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#32

Para młodych szamanów nie potrzebowała więcej słów zachęty - puścili się biegiem. Michael trzymał Desdemonę za dłoń, nadając tempo ich ucieczki. Zmęczony i ranny jednak szybciej tracił siły i wkrótce to ukochana ciągnęła jego, z paniką oglądając się za siebie.
Metheor zdążył dobiec do ołtarza i chwycić lalkę z magicznym płótnem. Zaraz potem usłyszał świst strzały, gdy Ischim postrzelił w udo transformującego się człowieka. Ten na potwierdzenie tego wydał z siebie wściekły, nieludzki ryk, spoglądając na anioła tak, jakby chciał go zapamiętać i przy pierwszej okazji rzucić się do gardła, rozrywając na strzępy.
Zaraz potem duch zdematerializował się, a jego pan podjął ucieczkę wkrótce doganiając dwójkę młodszych szamanów, mając ich ciemne sylwetki w zasięgu wzroku w mroku lasu.
Łowca Dusz prócz własnego oddechu słyszał jeszcze charczące "kurwa", które Michael co chwila wypluwał z siebie. Desdemona powtarzała z jękiem, że to "za chwilę, jeszcze moment, a dopadną do tej chaty". Metheor wiedział, że zanim tam dobiegną pozostał im jeszcze blisko kilometr. Zanim doszli na polanę idąc od opuszczonego budynku, musiał przejść spory odcinek śledząc dwójkę szamanów. Czas przejścia nie wydawał się wtedy tak odległy, jak teraz, gdy wiedzieli, że muszą czym prędzej znaleźć schronienie i przed sobą mieli jedynie las spowity w płaszcz nocy.
Nie słyszeli brzęku rozrywanych łańcuchów. W prześwitach księżyca ledwo dostrzegali cokolwiek. Metheor niejednokrotnie omal nie potknął się o korzenie, w ostatniej chwili zwinnie omijając przeszkodę. Michael z Desdemoną nie mieli takiego szczęścia. Wywrócili się parokrotnie, jedno ciągnąć drugiego w dół. Dzięki temu Metheor zrównał się z nimi krokiem. Właśnie pomagał Desdemonie podciągnąć panicza Tamplina, gdy lasem wstrząsnął długi, przeciągły skowyt.
Dziewczynę sparaliżowało na kilka dobrych sekund zanim z nowymi siłami zaczęła ponownie ciągnąć ukochanego, ponawiając ucieczkę.
Biegli, słysząc skowyt. Po twarzach, rękach i nogach chłostały ich gałęzie, gdy przez przypadek wpadali między gęste chaszcze, przebijając się na drugą stronę. Oddychali coraz ciężej. Michael poruszał się na ostatkach sił. Desdemona tylko dzięki przerażeniu jeszcze jakoś funkcjonowała.
Czuli podskórnie, że bestia ścigała ich. Nie była tak szybka, by słyszeli ją za sobą. Zranienie w udo musiało ją spowolnić. Mieli jedynie tę świadomość. Powtarzające się co jakiś czas donośne wycie zdawało się także coraz bliższe. Wyobraźnia mogła podpowiedzieć im, że potwór złapał ich trop i jedynie swym rykiem potwierdzał podjęcie tropu, jaki za sobą pozostawiali.
Trójka bohaterów wypadła z lasu wprost na pustą przestrzeń wokół opuszczonego młyna.



Mana: bez zmian
12.09.2018, 23:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#33

Nie pamiętał, kiedy ostatni raz uciekał tak szybko. Zdarzało się, że napotykał duchy, z którymi wolał nie mieć do czynienia i starał się jak najszybciej uciec poza zasięg ich widzenia, czy raczej postrzegania obecności istot żywych o większym poziomie energii magicznej. Częściej natrafiał na dzikie zwierzęta lasu, niedźwiedzie, dziki, zwłaszcza wilki. Oczywiście nie uciekał bezpośrednio przed nimi, co nie miałoby najmniejszego sensu, brał nogi za pas jedynie w przypadku, gdy znajdowały się niewielkiej odległości, poza zasięgiem wzroku, i czuł, że złapały jego trop. Bywało również, iż natrafiał na potwory i zjawiska groźniejsze od tego, co mógł przebić włócznią, a wówczas, jeśli tylko miał możliwość i okoliczności temu sprzyjały, zmuszał swoje umięśnione ciało do nadludzkiego wysiłku.
Czym zatem różniło się uciekanie przed wilkami i rusałkami od ucieczki przed, co właśnie ich goniło? Nieznane. Meth nie wiedział, co ich ściga. Miał swoje podejrzenia, lecz to za mało by stanąć do otwartej walki z nieznanym. Może nie dało rady przebić tego włócznią? Zranić duchem? Jako człowiek żyjący na pograniczu świata wiedzy i instynktów bazował swoje decyzje na podstawie tych dwóch rzeczy, a w tej sytuacji pierwsze kazało mu uciekać szybko, a drugie uciekać najszybciej jak tylko potrafi.
- Szybko, do młyna! Nie oglądajcie się! - krzyknie do towarzyszy.
Metheor dalej ma zamiar pomagać młodzieńcom w ucieczce, jednocześnie ciągle stawiając szybkie, lecz ostrożne kroki. Dopóki nie wyczuje lub nie usłyszy bestii za plecami, nie będzie się odwracał. Plan ma dość prosty  - wezwać Jelajela i nakazać mu bronić ich, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Więcej akcji będzie mógł podjąć dopiero, kiedy na własne oczy zobaczy ścigające ich monstrum.
07.10.2018, 14:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#34

Dwójka młodych szamanów posłuchała Metheora, biegnąc do młyna. We trójkę dopadli do drzwi. Desdemona zamknęła je czym prędzej za nimi, opierając się plecami o nie. Nogi i dłonie drżały jej z wysiłku, a także ze strachu. Z wielkimi oczyma spojrzała na Łowcę Dusz, ledwo wyduszając z siebie piskliwym głosem:
Co teraz?
Mamy przejebane, jeżeli wyczuje nas i wtargnie do budynku — dodał Michael, krzywiąc się z bólu. Skulił się przy jedynym oknie od strony polany, obserwując, czy zaraz bestia nie wypadnie z lasu.
Na ewentualne działania Metheor miał dobre pięć minut zanim ich trójka usłyszy ryk, a zaraz potem ze ściany lasu wypadnie stwór. Potężnie zbudowany, poruszający się na czterech łapach – przystanął. W świetle księżyca zdawał się nienaturalnie dużym wilkiem. Pokryty gęstą, ciemną sierścią poruszał się jak zwierzę, zwracając wydłużony pysk w każdą stronę, jakby próbując złapać właściwy trop.
Szczególną cechą charakterystyczną bestii były łapy - wielkie, pięciopalczaste, z długimi szponami. Wygląd łap przednich i tylnych zdawał się przypominać ludzkie.
Wyraźnie kulał.
Michael, obejmując mocno od tyłu Desdemonę, trzymał dłoń na jej ustach, nie ryzykując, że ta niespodziewanie krzyknie ze strachu. Panicz spojrzy na Metheora i powie mu jedno, zaledwie poruszając ustami i nie wydając prawie żadnego dźwięku.
"Wilkołak".


Mana: bez zmian
07.10.2018, 21:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna