Drogi kupieckie

Nie ukrywam, denerwowałem się trochę całą tą sytuacją. Wystarczyło stanąć na nieodpowiednim miejscu, by przypadkowa gałązka złamała się pod moim ciężarem wydając z siebie charakterystyczny dźwięk. Niewątpliwie miałem szczęście tej nocy. Nie tylko brakiem wspomnianej wcześniej gałązki, ale również faktu, że na zewnątrz nie było kompletnie nikogo kto byłby w stanie przypilnować wierzchowca człowieka, który zabił dwójkę - zapewne - członków ich sekty.

Nie zamierzałem wnikać w to dlaczego postąpili tak, a nie inaczej. Być może to wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałem, a to, że są członkami kultu, który odebrał mi jedynego brata, tak naprawdę sobie wmawiałem? By móc trwale czuć uczucie zemsty i mieć jakieś większy cel w życiu? Została wprawdzie moja siostra, która gdzieś musi się kręcić po krainie Atarashii, jestem w stanie ją odnaleźć, lecz niewątpliwie na drodze staną mi przeszkody dużo trudniejsze do pokonania niż wilki czy... ludzie.

Ruszyłem przed siebie nie patrząc wstecz. Koń mimo, że szedł cały ten czas, to był na tyle wypoczęty by galopem zawieźć mnie pod same bramy wielkiego Greathard. Tam muszę zacząć wszystko od nowa. Z miejsca, które zgładziło prawie całą moją rodzinę rozpocznę nową podróż, gdzieś gdzie będę mógł w odpowiednim czasie skończyć z tym wszystkim. Informacje o jaskinie są przydatne, bez wątpienia je wykorzystam lecz co jeśli gdy tam dotrę, a we wnętrzu groty nie znajdę nic co by mogło mnie zainteresować bądź wskazać jakiś trop? Brak konia zauważą natychmiast, a raczej nie są na tyle głupi by drugi raz wchodzić do tej samej rzeki.

Dzisiaj od bardzo dawna miałem okazję sprawdzić się w prawdziwym boju, ocenić własne umiejętności oraz siłę przyszłych przeciwników. Jak wspomniałem wcześniej, to co mnie dzisiaj spotkało było tylko przystawką. By zrealizować główny cel będę musiał poświęcić wiele czasu na doskonalenie swojej magii, a także umiejętności, które w zwykły ulewny dzień potrafią być zawodne. Pozostaje jeszcze kwestia rany, którą muszę oczyścić by przypadkowo nie wdarło się zakażenie. Śmierć od ostrza to jedno, ale śmierć od zaniedbania to zupełnie co innego. Tymczasem zmierzałem w kierunku miasta, by tam na spokojnie ułożyć swe myśli i pomyśleć, co powinienem teraz zrobić.

Gracz opuścił wątek


"King of Dragons"






11.10.2018, 18:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna