Atarashii




Obrzeża
#1

Cytat:Tereny uczęszczane - mimo że niebezpieczne. Szeroka, dobrze wydeptana dróżka, niemal pozbawiona jest niedoskonałości w postaci dołków czy wyrastających z niej chwastów.
Zresztą, jeśli o to chodzi - trudno będzie znaleźć wokół jakiekolwiek rośliny poza wiekowymi i podupadającymi na zdrowiu drzewami. Ziemie wokół wydają się być po prostu martwe. Wzdłuż ścieżki na próżno wyszukiwać jakichkolwiek ziół. Jeżeli takowe się gdzieś znajdą, to być może idąc wgłąb Starego Lasu... tego jednak unika każdy zielarz. Wszystkim są przecież znane wieści krążące o tym miejscu. Czasem - choć bardzo rzadko - udaje się w okolicy odnaleźć grzyby. Jadalne czy trujące? Trudno to poznać. W tej okolicy wszystkie odcienie roślin wydają się być dziwnie wyblakłe.
Ostatnimi czasy nieumarli bardzo często pojawiają się na tej drodze. Z tego powodu wieści czy kontakty handlowe z Greathardem są dość mocno utrudnione i przebiegają przede wszystkim drogą morską.
13.11.2017, 13:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#2

STRAŻNIK
Drzewa, częściowo pozbawione liści, wydawały z siebie ponury szum na ociężałym wietrze.
Mimo że słońce cały czas świeciło w podróżników, ciepło jakie powinno z niego płynąć nie było w ogóle odczuwalne.


odróż była dość szybka, choć przerywana przez niedoskonałości Avaraada w jeździe konnej. Od czasu do czasu ten zsuwał się z wierzchowca, musząc gwałtownie poprawiać swoją pozycję, co z kolei wprawiało konia w pewną konsternację. Triza zdawał się nie oczekiwać - cały czas poruszał się na swoim wierzchowcu - choć zwracał uwagę na to, co dzieje się za nim, często zresztą spoglądał też na boki. Gdy zachodziła konieczność, odrobinę zwalniał, pozwalając swemu kompanowi wyrównać krok. Wydawał się być z lekka zaniepokojony. Nie można było jednak mu się dziwić. Jazda wzdłuż traktu przy Starym Lesie nie była eskapadą marzeń.
- Nie trzymaj się go tak kurczowo. I staraj się usiąść w miarę prosto. - rzucił Triza, gdy Łowczy kolejny raz go doścignął. - Swoją drogą, chyba żeśmy nie zdążyli się poznać. Jestem Triza. - rzekł mężczyzna, raczej dość młody - nie wyglądał na pewno na kogoś po trzydziestce. Krótki zarost i zmierzwione, brązowe włosy nadawały mu młodzieńczej aparycji. Jego budowa ciała pozostawiała też sporo do życzenia. Z pewnością nie był jakimś wprawnym wojownikiem. Rozluźnił dłoń na lejcach i podał ją Avaraadowi, ale gdy spojrzał na niego, troszkę się zmieszał i natychmiast ją cofnął. Łowca raczej wolał mieć obydwie ręce przy wierzchowcu. Zaburzanie równowagi nie było najmądrzejszym, co mógł teraz zrobić.
- Wyglądasz na kogoś, kto umie walczyć, ale mam wobec ciebie prośbę. Jeżeli coś na nas napadnie, nie próbuj potyczek. Zatrzymywanie się tu na dłuższą chwilę, zwłaszcza w tych czasach... - zmarszczył brwi. Zamilkł. Przez chwilę słychać było jedynie tętent kopyt. - Mniejsza. Po prostu trzymaj się mojej trasy, dobra?
13.11.2017, 14:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#3

Pierwsze minuty podróży były okropne. Avaraad ani trochę nie był przyzwyczajony do jazdy konnej, a im bardziej się starał, tym bardziej mu nie wychodziło. Po chwili zaczął odczuwać nieprzyjemne odbicia od siodła i był prawie pewien, że jak tylko zejdzie z tej jebanej szkapy nie będzie się w stanie podnieść.
Tak czy inaczej - musiał jechać. Piesza droga zajęła by mu zbyt wiele czasu, a lekarstwa Sanginusa nie było zbyt dużo. Próbował podpatrzyć jak Triza trzyma się w siodle, ułożyć się tak samo jak on, nawet lejce trzymał podobnie. To jednak było za mało - brak doświadczenia sprawił, że po jakimś czasie znowu zaczął się niebezpiecznie przechylać. I tak w kółko, bez końca. To będzie naprawdę długa droga...
- Avaraad - odparł krótko łowca, nawet nie próbując wyciągnąć ręki w stronę swojego towarzysza. Skończyło by się tym, że nie tylko by spadł ale i pociągnął Trizę za sobą, a tylko tego im brakowało. Chwilę analizował to co powiedział listonosz, po czym uznał, że jego słowa mają w sobie całkiem sporo sensu. Gdyby jakakolwiek walka wywiązała by się na drodze bardzo prawdopodobne, że hałas przygnał by kolejne stwory, z którymi Łowca miałby problem sobie poradzić - zwłaszcza w takim stanie.
- Jasne, nie będę się zatrzymywał. Chyba, że nie będzie innego wyjścia - powiedział, po czym urwał, gdyż znowu zaczął zsuwać się z konia.
13.11.2017, 17:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#4

STRAŻNIK
Powoli zachodzące słońce zwiastowało mrozy. Ciemność zapadała dość szybko, zwłaszcza w alejce wypełnionej wysokimi drzewami.


varaad? - powtórzył, unosząc brew. Sięgnął po niewielką, skórzaną torbę z mosiężną klamerką. Po chwili jednak cofnął rękę. - A to ciekawe. Będę miał dla ciebie przesyłkę. Ale to jak już dojedziemy na miejsce... - mówił, lecz Łowczy musiał spowolnić jazdę przez kolejne problemy z utrzymaniem się w siodle.
Kusznik miał ambiwalentne odczucia względem jazdy. Z jednej strony coraz rzadziej tracił równowagę. Z drugiej - był już tak cholernie obolały, jego nogi wręcz zaczynały odmawiać posłuszeństwa. Przekrzywianie się to na jedną, to na drugą stronę było bardzo wymagające dla tych kończyn, tymczasem rękoma powinien pilnować kierunku jazdy i nie zachowywać się przy tym zbyt gwałtownie. Już raz się przekonał o tym, że szarpanie, próba utrzymania się przez trzymanie się grzywy czy cokolwiek tego typu sprowokuje wierzchowca do dość nagłych odruchów...
W pewnym momencie Avaraad kątem oka dostrzegł gdzieś niedaleko lasu coś wyglądającego jak ludzki szkielet. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie bardzo silne odczucie, że ta kupa kości się poruszała. A więc w Starym Lesie rzeczywiście przebudzili się nieumarli. Chyba że to tylko przywidzenie.
Triza jechał około dziesięciu metrów przed nim. Chyba nieco przyśpieszył.
Zawroty głowy powoli wracały. Odrętwiałe z ciągłego napięcia nogi Łowczego dosłownie domagały się odpoczynku. Tymczasem jeźdźcy mieli w miarę jasne pole widzenia na długiej prostej. Kilkaset metrów dalej na drodze, pośród cieni, majaczyły się skupiska kości. Mogły oznaczać kilka rzeczy; z pewnością nie przynosiły pozytywnych wieści.

14.11.2017, 12:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#5

Łowca uniósł brew na słowa Trizy, jednak nie zastanawiał się nad tym długo. Inne, ważniejsze rzeczy zajmowały jego myśli. Najważniejszą z nich było zmęczenie, które coraz bardziej odbijało się na umiejętności jazdy mężczyzny. Z każdą chwilą coraz bardziej przechylał się w siodle, zaś próba utrzymania się nogami kończyła się co najwyżej bolesnym skurczem.
I potem je zobaczył.
Sterty kości. Na pozór zwyczajne, niczym nie wyróżniające się elementy otoczenia, które nie zagrażają zdrowiu ani życiu. Gdyby nie to, że znajdowali się blisko Starego Lasu, co zmieniało wszystko co się działo. Bystre oko Łowcy dostrzegło niewielkie poruszenie wśród szczątków. Avaraad dobrze wiedział co to oznacza.
- Triza! Jedź szybciej, zaraz dołączę! - krzyknął tylko w stronę swojego towarzysza, po czym spróbował zatrzymać konia nie wywracając się przy tym, co było wyjątkowo utrudnione. Gdyby jednak to się udało - niech Bogowie pomogą! - Łowca szybkim ruchem sięgnął do torby i gorączkowo zaczął ją przeszukiwać. Gdzieś tu to widział, niewielka buteleczka, którą ostatnio znalazł po obudzeniu... No kurwa, musi tu gdzieś być!
Jest! Czerwony płyn w środku nie wyglądał zachwycająco, jednak kiedyś słyszał dawne opowieści o czymś takim. Podobno sami bogowie zsyłali dary dla ludzi - czy to mikstury czy nawet potężne artefakty. Oby Avaraad się nie mylił i to była jedna z takich rzeczy, a nie jakaś trucizna. Szybkim ruchem odkorkował butelkę i wypił jej zawartość do dna, po czym ruszył w dalszą drogę, próbując dogonić Trizę.


Używam eterycznej odnowy zdrowia.
14.11.2017, 22:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#6

STRAŻNIK
Mimo że słońce dopiero powoli chyliło się ku zachodowi, wokół panowała szarówka. Zaczynało robić się coraz to chłodniej.


riza skinął głową, potwierdzając, że zrozumiał polecenie. Chyba zdawał sobie sprawę z tego, co zwiastują kości, których nagle robiło się coraz to więcej wszędzie wokół. Zapewne ani myślał zwalniać lub czekać na swojego towarzysza. Nie wyglądał na wojownika. Póki jest jednak na rumaku, powinien sobie poradzić.
Tymczasem Łowczy zatrzymał konia, co wyszłoby mu nadzwyczaj dobrze, gdyby nie fakt odrętwiałych z bólu nóg. Nie został więc zrzucony z grzbietu, natomiast sam niemalże bezwładnie zsunął się. Gdyby nie jeszcze sprawne ręce, jakie mu pozostały, zapewne dość komicznie pieprznąłby o glebę. Przytrzymał się jednak siodła, okręcił i jakoś to przeżył, ba, nawet utrzymał się na nogach. Zaczął naprędce grzebać po torbie, by znaleźć jarzący się czerwienią napój. Po niedługiej chwili poszukiwań odnalazł swój cel. Pijąc go czuł przyjemne, ale bardzo silne pieczenie wpływające wgłąb jego ciała. Jakby pił czysty alkohol, buzujący jeszcze niczym wrzątek, ale jednocześnie nie pozostawiający po sobie niesmaku czy innych niemiłych odruchów.
Niepokojące było jednak ciche stąpanie za jego plecami, gdy wskakiwał na konia. I fioletowe światło, bijące coraz mocniej z jego wilczego talizmanu zawieszonego na szyi. Same następne czynności przyszły mu jednak bez żadnego kłopotu. Zupełnie jakby tego dnia wstał, wypoczęty jak nigdy dotąd, gotów do kolejnych ćwiczeń jazdy konno. Efekty choroby zdawały się całkowicie ustąpić, tak jak wszelkie zmęczenie, jakie go dotknęło.
Pośpieszył rumaka, który ruszył - na tyle gwałtownie, by zerwać się do jazdy natychmiastowo, ale smokom niech będą dzięki, na tyle płynnie, by nie zrzucić z siebie jeźdźca, który jeszcze nie był w pełni przygotowany do jazdy. Cudem utrzymując się w siodle, Avaraad poprawił drugą nogę na strzemieniu i usadowił się nieco poprawniej w siodle.
Triza zniknął mu z oczu, natomiast widział mnóstwo kości, zbierających się do kupy. Ruszały za nim w pogoń, lecz nie mogły dogonić galopującego wierzchowca. Całe szczęście. I tak kurwa dobrze, że ożywione trupy nie były wyposażone w żadną broń. Strach pomyśleć co by było, gdyby któryś z nich dysponował czymś, co mogłoby zagrozić podróżnikom z odległości...
Poszukiwanie kamrata zajmowało niespodziewanie długo. Minęło kilka minut; kwadrans. Jadąc wzdłuż ścieżki co prawda nie doskwierała Łowcy samotność, ponieważ co jakiś czas dziarskie tłumy kościejów ruszały za nim w pogoń. Odczucie mu towarzyszące było do niej jednak bliskie, a było to poczucie utraty kamrata. Na szczęście wkrótce, na dłuższej prostej, dostrzegł jeźdźca. Niewątpliwie był to Triza. Parę chwil później młodzik również obrócił się za siebie w poszukiwaniu swojego towarzysza podróży. Trudno było cokolwiek dostrzec z tej odległości, ale Avaraad mógł założyć się, że jego towarzysz odetchnął z ulgą.
Zrównanie im kroku zajęło kolejne kilka minut.
- Nieźle sobie radzisz. Przez chwilę wątpiłem, że w ogóle się jeszcze zobaczymy. I nie wyglądasz już na umierającego, trochę wróciły ci rumieńce. Ha! - zawołał. - Przedrzemy się przez ten cholerny Las.


Możesz opisać ciąg dalszy podróży obejmujący kilka następnych godzin, zatrzyma się w okolicach północy.
17.11.2017, 16:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#7

O dziwo, pieprzona szkapa nie zrzuciła go ze swojego grzbietu. Coraz bardziej zaczynał lubić to głupie bydle, chociaż w obecnej sytuacji uwielbiał wszystko co składało się z czegoś więcej niż tylko kości. Zawsze zastanawiało go w jaki sposób kościeje trzymają się kupy - nie mają skóry i mięśni, które mogą trzymać je w całości. Cholerna magia z jej cholernymi zastosowaniami. Najchętniej zatrzymałby się i powybijał te wszystkie trupy do nogi ale cóż... bełty i oszczepy nie były ku temu najlepszą bronią, sam zaś Łowca też niezbyt nadawał się do większej walki.
Wszystko zmieniło się po spożyciu dziwnego eliksiru. Początkowo pieczenie w gardle przeraziło Avaraada na tyle, że prawie się nie zakrztusił. Poczuł jednak ból schodzący z nóg i rąk, więc nie przestawał pić. Z każdym kolejnym łykiem czuł się coraz lepiej. Cholera, czuł się na tyle dobrze, że mógłby z marszu iść polować na kolejnego demona! Nie było jednak na to czasu, Triza czekał na niego - albo i nie - zaś choroba, o ile obecnie niewyczuwalna ciągle mogła krążyć w jego organiźmie. Nie było czasu na głupi heroizm i popis siły.
- Jedź, Głupia Szkapo - mruknął tylko pod nosem do konia. Zaczynał przyzwyczajać się do mówienia do niego w taki sposób. Chyba Cię tak nazwę. Głupia Szkapa to całkiem trafne określenia, a ty i tak niczego nie rozumiesz.
Kolejne minuty wyglądały zupełnie tak samo. Ucieczka przed coraz to nowymi grupami nieumarłych, które pojawiały się jakby znikąd. Nie było to nazbyt przyjemne doznanie - bycie otoczonym przez krwiożercze bestie - jednak Avaraad nie tracił zimnej krwi. W końcu dla niego był to dzień jak co dzień. Jeden jedyny raz o mało nie dostał zawału kiedy jeden ze szkieletów jakby znikąd pojawił się na środku drogi. Głupia Szkapa zareagowała jednak bardzo instynktownie i sprawnie ominęła zagrożenie, za co Łowca był jej bardzo wdzięczny. Wolał nie mieć zderzenia czołowego z czymkolwiek. Zwłaszcza przy swoich umiejętnościach jeździeckich.
W końcu na horyzoncie zamajaczył mu Triza. Bogom niech będą dzięki! Łowca zaczął się obawiać, że jego towarzysz został zjedzony. Avaraad uśmiechnął się pod nosem na słowa mężczyzny. Fakt, czuł się lepiej. Nawet jazda konna przestałą mu zbyt przeszkadzać. - Dzięki! Spieprzajmy stąd zanim coś gorszego od szkieletów zajdzie nam drogę! - rzucił tylko, po czym skupił się na jeździe. Trwała bez końca, zaś tłumy szkieletów jakby się nie kończyły. Co mijali jednego, zaraz za nim pojawiały się kolejne dwa. I tak w kółko. W końcu Avaraad przestał liczyć ilu nieumarłych minęli. Dziesiątki zmieniały się w setki, a tego było już za wiele jak dla jednego Łowcy. Nawet gdyby chciał nie dałby rady się ich wszystkich pozbyć, przynajmniej nie sam. Chyba czas przyszedł na znalezienie kogoś do pomocy jeśli kiedyś będzie chciał pozbyć się tak wielkich zagrożeń.
Po około dwóch godzinach jazdy objawy zatrucia zaczęły wracać, co prawie dobiło Avaraada. Już miał nadzieję na to, że mu przeszło. Niestety, z każdą kolejną minutą czuł się coraz gorzej. Zawroty głowy prawie go nie zabiły, kiedy stracił na chwilę równowagę i omal nie spadł z konia. A to był dopiero początek. Wkrótce wrócił ból nóg i rąk. Jedynie wymioty dawały mu spokój, co nie było wcale takie dziwne - od kilku godzin nic nie jadł. Całe szczęście w końcu fale nieumarłych przerzedziły się, a w końcu w ogóle się skończyły.
- Triza! Zatrzymajmy się, muszę chwilę odpocząć! - krzyknął do pleców towarzysza, po czym sam zaczął zwalniać. Nie obchodziło go zbytnio w tym momencie co zrobi Triza - jeśli trzeba będzie to znowu go dogoni. Zejście z konia znów sprawiało problemy. Całe szczęście w torbie wciąż znajdowała się buteleczka z eliksirem Sanginusa. Łowca upił z niej mały łyk, starając się zachować jak najwięcej na czarną godzinę. - Cholera, nie sądziłem, że droga będzie aż tak niebezpieczna - rzucił nie do końca w stronę Trizy. Bardziej podsumował swoje myśli, które nie były zbyt kolorowe. Ktoś musi się tym w końcu zająć. Kto wie ilu podróżnych straciło tu życie...
Chwila rozciągania i rozprostowania nóg zdziałała cuda. Albo może był to eliksir starosty. Tak czy siak, Łowca mniej więcej był gotów do dalszej jazdy. Nie wiedział tylko jak długo jeszcze będzie w stanie utrzymać się w siodle.
17.11.2017, 22:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#8

STRAŻNIK
Ciemność nie pozwalała przejrzeć zbyt daleko. Widoczność ograniczała się do najbliższych kilku metrów i, ewentualnie, innych niewyraźnych konturów. W trakcie jazdy nie sposób było poznać, co się natrafi na trakcie za zaledwie parę chwil.


ieumarli pojawiali się coraz rzadziej. A może to podróżnicy zwracali na nich mniejszą uwagę? Wszechogarniający mrok przeszkadzał w obserwacji. W końcu, gdy Avaraad zarządził postój, Triza nieco zwolnił, ale nie zatrzymywał się. Pojechał jeszcze kilkadziesiąt metrów, po czym zawrócił.
- Nie zatrzymywałbym się na dłużej, niż kilka minut. W takich warunkach to proszenie się o śmierć. - powiedział, nieco dygocącym głosem. Nie trzeba było być wytrawnym rozmówcą by od razu poznać jego obawy.
Gdy Łowczy zeskakiwał z Głupiej Szkapy, zakręciło mu się w głowie. To z pewnością był dobry czas na zażycie znieczulającego środku. Nogi, na ponów odrętwiałe, nie odmawiały może posłuszeństwa, ale bardzo ciężko znosiły poruszanie się. Wypicie eliksiru i odłozenie go na miejsce nie zajęło zbyt wiele czasu.
Szkielety podeszły bardzo cicho. Wręcz nie wiadomo było, kiedy.
Jeden z nich chwycił Avaraada za rękę, chcąc go chyba ugryźć. Odruch odtrącił ożywione kości, ale nie załatwił nic poważniejszego; Łowczy nie znał się zresztą za dobrze na walce na pięści. Po chwili okazało się, że stworów było około pięciu. Podróżnicy byli otoczeni.
- Trzymaj konia! - zawołał Triza, odskakując od jednego ze szkieletów i zasłaniając się własnym wierzchowcem.
Głupia Szkapa bardzo się niepokoiła. Niepewne pocieranie kopytem o podłoże sugerowało, że mogła mieć chęć na opuszczenie swojego jeźdźca... tymczasem drugi szkielet doskoczył do Avaraada.
20.11.2017, 17:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#9

Eliksir ponownie nieco poprawił nastrój Łowcy. Zadziałał by jeszcze lepiej gdyby nie fakt, że był tak paskudny w smaku. Avaraad szybko schował go do torby, żeby nie musieć na niego patrzeć, jakby to miało wymazać okropny posmak w jego ustach. I całe szczęście, że to zrobił, gdyż kątem oka zobaczył delikatnie mieniący się amulet.
- Coś się zbliża, trzymaj konie! - Powiedział szybko do Trizy przekazując mu lejce Głupiej Szkapy. Zrobił to w idealnym momencie, gdyż chwilę później jeden ze szkieletów już wisiał Łowcy na ręku. Zawsze zastanawiało to mężczyznę - skąd w ożywionych kościach tyle siły. Teraz nie miał czasu się zastanawiać, jednak na własnej skórze poznał, że nieumarli mają jej więcej niż sądził. Ukłucie bólu przeszyło przedramię Avaraada gdy szkielet wbił się w jego rękę. Gdyby nie utwardzana zbroja zapewne poważnie zranił by mężczyznę, który szybkim ruchem oswobodził kończynę, posyłając tym samym trupa parę kroków w tył.
Krótkie rozeznanie w sytuacji wystarczyło, żeby Łowca postawił dosadną diagnozę - mają przejebane. Gdyby był wypoczęty i w pełni sił pewnie walka nie stanowiła by dla niego problemu. Teraz jednak był zatruty, niewyspany, głodny, z obolałymi nogami i jeszcze musiał uważać na dwa konie i niezdolnego do walki towarzysza. Kurwa. Czujnym okiem obserwował rozstawienie nieumarłych i ich ruchy. Starał się poznać ich plany - o ile w ogóle jakieś miały - i zaplanować kontratak.
- Kurwa... - mruknął pod nosem, widząc jak kolejny szkielet szykuje się do skoku. W walce na pięści nie miał szans, co najwyżej poobijał by sobie ręce. Arbalest przytroczony do siodła również niewiele by mu pomógł, nawet jeśli mógłby szybko po niego sięgnąć. W końcu co miałby nim zrobić? Bełty i tak by przeleciały przez te pokraki... Zostało mu tylko jedno wyjście...
Szybkim ruchem sięgnął za plecy po jeden z oszczepów. Nie chciał go jednak używać tak jak powinno się z nich korzystać - ostrym końcem w ciało przeciwnika. Po pierwsze, przeciwnicy nie mieli zbyt wiele ciała, a po drugie - po co tracić oszczep na każdego z nich? Zamiast tego wykręcił całe ciało jak sprężynę, czekając aż szkielet zbliży się odpowiednio blisko, po czym odwinął się i zdzielił go w głowę tępym końcem. Nie czekał aż kolejne podejdą do niego, co to to nie. Skoro go zaatakowały musiał odpowiedzieć. Podskoczył do kolejnego, uderzając oszczepem jak pałką, starając się jednocześnie nie odchodzić zbyt daleko Trizy, w razie gdyby ten potrzebował pomocy. W ostateczności mógłby rzucić swoją bronią, żeby uratować towarzysza lub któregoś konia.
22.11.2017, 01:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#10

STRAŻNIK
Jedna część nieba zaczynała bardzo powoli jaśnieć. Wszędzie wokół było wciąż jednak ciemno;
z doświadczenia Avaraad mógł powiedzieć, że w miarę dobrą widoczność zyska dopiero za godzinę.


zięki tajemniczemu amuletowi przewieszonemu przez szyję, Łowca zdołał przejrzeć zasadzkę i przygotować się do niej. Szybko podjął decyzję o przekazaniu lejcy Trizie, który był raczej dużo lepszy, jeśli chodzi o pilnowanie wierzchowca.
Chwycił jeden ze swych improwizowanych oszczepów, posługując się nim jak pałką. Masa tego narzędzia nie była może zachwycająca; z trudem można byłoby przetrącić żywemu człekowi jakąś kość w ten sposób. Z racji braku jakiegokolwiek substytutu - to musiało jednak wystarczyć...
Łowca okręcił się, by z siłą obrotu pierdolnąć w szczękę. Żuchwa odłamała się, przez chwilę zwisając jeszcze z gołej czaszki. W końcu padła na ziemię, wydając głuchy odgłos. Kościotrup chyba niewiele sobie z tego zrobił... dezorientacja nie trwała długo, nie zdążył jednak kontratakować.
Chwilę później kolejny szkielet oberwał improwizowaną lagą. Tym razem nieco mocniej, precyzyjniej; czaszka poleciała gdzieś w górę, potoczyła się po glebie. Reszta ożywionych kości padła na ziemię i przestała się poruszać.
Triza natomiast chyba został zaatakowany, bo Avaraad dosłyszał zaniepokojony krzyk - ton nie wskazywał jednak tyle na ból, co na zaskoczenie. Młody okazał się jednak dysponować pewnym chłodnym myśleniem i wykorzystał, całkiem sprytnie, jedną ze swoich przewag. Kątem oka w bladym blasku księżyca Łowczy spostrzegł kontur sylwetki swego towarzysza, który odbiegł nieco od swego wroga, by skierować na niego koński zad. Co się stało dalej - dało się łatwo domyślić. Głuchy grzmot, kości zagruchotały, wyleciały gdzieś w powietrze. Szkielety powinny bardziej pilnować się koni...
Jeden szkielet kręcił się wciąż gdzieś w pobliżu, ale teraz zniknął z pola widzenia Avaraada. Prawdopodobnie był gdzieś za Trizą. Ten z odłamaną żuchwą kolejny raz skoczył na Łowcę, chcąc go chyba zdzielić prawym sierpowym.
25.11.2017, 02:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki