Atarashii




Obrzeża
#81

rzez moment dziewczyna wyglądała jakby nadal rozważała przywalenie mu w łeb, ale po chwili skinęła głową. Kto wie! Może jeszcze uda mu się ją do siebie przekonać. -Zwłaszcza gdy naopowiadałaś mi co to byś tym Akolitom nie robiła. Wolałem tego uniknąć!-Powiedział i puścił jej oczko. Rozluźnił się i usiadł w poprzek wozu opierając się o jedną ze ścian. Wyprostowanie nóg spowodowało lekkie stęknięcie, w końcu spędził w pozycji siedzącej długi czas. Dobrze, że był do tego przyzwyczajony. -Sama widziałaś, że ja nie muszę machać łapą, żeby był trzask. Żałuj, że nie widziałaś jego miny po tym jak przygrzmocił w moją barierę!-Zaśmiał się głośno. Cokolwiek byleby odwrócić jej uwagę od Niedźwiadka. Chyba nie przyjęła tego zbyt dobrze.
Twarz mu spoważniała i spojrzał prosto w jej wściekle niebieskie oczy przytakując. -Nie zwykłem powtarzać tego słowa. Jeden raz wystarczy. Gwarantuję, że obietnicy nie złamię.-Powiedział z przekonaniem w głosie.
Westchnął kiedy z ust dziewczyny nie padła żadna odpowiedź. Nie będzie naciskał. Zawsze wychodził z założenia, że gdy ktoś potrzebuje się wygadać to mówi. On tak przynajmniej robił. Ktoś musiał w przeszłości Tandarę skrzywdzić, to pewne, ale wyciąganie informacji na siłę tylko te rany pogłębi. Gdy padły słowa, że jak zawsze się wykaraska odruchowo dotknął swojej lewej ręki, która pod warstwą ubrań pokryta była bliznami po oparzeniach. -Niektórych ran nie da się wyleczyć.-Spojrzał na drogę. Cholera... nudny ten Stary Las. Przynajmniej z wyglądu. Drzewa tu, drzewa tam.
-Rozmowa dwóch kobiet i kozła? Cóż... to...-Odchrząknął lekko powstrzymując śmiech. -To faktycznie wygląda jak sytuacja w której mógłbym się znaleźć. A kozioł może po prostu był w smole pokryty? Albo w farbie?-Zaśmiał się cicho nie odwracając spojrzenia od krajobrazu jakim raczyła ich ta podróż. Jednak nagły krzyk sprawił, że spojrzał na łowczynię. Lekko się naprężył jakby miał zaraz w jej stronę skoczyć. -Coś nie tak? Czy to rana?
Ale spoglądając na nią nie był pewny niczego. Przecież wyglądała nie najgorzej. Ba! Wyglądała nawet lepiej niż tuż przed zaśnięciem. Nie do końca wiedział czym było to spowodowane, ale wolał nie wnikać w szczegóły. Uspokoił się odrobinę. Mimo to stwierdzenie dziewczyny przykuło jego uwagę. -Najdziwniejszy ze snów? I ja w nim byłem... nie zaspokajasz mojej ciekawości Tandaro. Wprost przeciwnie! Podsycasz ją!








26.08.2019, 16:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#82

Powoli przyjmowała do wiadomości, że Gareth nie zrobi jej krzywdy swoją magią. Dalej gdzieś z tyłu głowy martwiła się, że może jednak coś zrobić złego, ale z drugiej strony podczas walki nie przejawiał takich zdolności. Poza tym obiecał, a mimo wszystko wygląda na takiego faceta, co jak mówi to robi, czyli właściwie to swój chłop.
Wróciła do tematu swojego snu. Miała przed oczami tego nietypowego kozła.
- Nie, nie. To zdecydowanie nie była smoła, ni farba. Prędzej bym powiedziała, że to był czorny płomień, ale nie do końca ogień. Ni grzało, ni ziębiło, ni brzmiało jak strzelające iskry. Może najbliżej temu było do takiej emanacji energii? Nie jestem pewna, ale chyba tak bym to określiła. - Niestety, nie znała się zbyt dobrze na teorii magii, więc miała problem by poprawnie określić z czym tak naprawdę miała do czynienia. Z resztą, nie skupiała się za bardzo na tym dziwacznym zwierzęciu, chociaż budziło ono nietypowy niepokój. Brat Niedźwiadka chociaż groził jej śmiercią, nie wzbudzał takiego strachu, jak tamto zwierze.
- Wiesz, ten sen chyba miał konsekwencje? Moje ciało dostało trochę prezentów... I to nie to o czym pomyślałeś! - Chyba nie była w ciąży, czyż nie? W dalszym ciągu przeglądała z zainteresowaniem oraz zmieszaniem swoje dłonie. Eteryczny ekwipunek lśnił na jej dłoniach, chociaż wcześniej go tam nie było. Z każdą kolejną chwilą coraz mocniej odczuwała jego wzmocnienia. Tak, jakby ukryta moc rozlewała się wewnątrz jej ciała, coraz mocniej oplatając każdy mięsień oraz splot magiczny.
- Ciekawość? Heh, gdybyś tam był ze swoją świadomością, pewno byś wyśmiał los albo moją wyobraźnię. A może i to i to? - Zaśmiała się, wodząc za nos swojego towarzysza. Teraz nie była pewna co było gorsze w tym śnie, czy to, że tamta kobieta mogła być znacznie bardziej prawdziwą wiedźmą, czy może to, że śnił jej się Gareth.


Obnażam kły, gotując się do walki






24.10.2019, 23:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#83

astanawiała go ta sytuacja. Sny rzadko mówiły cokolwiek sensownego. Zazwyczaj były tylko wytworami ludzkich pragnień i wyobraźni. Czasami jednak... czasami mówiły coś więcej. Czasami były zwiastunami wielkich wydarzeń. Lub zapowiedzią ciężkich czasów. Którą z tych rzeczy był sen Tandary? Tylko czas pokaże.
Nadal obserwował drzewa gdy wojowniczka tłumaczyła, a raczej próbowała tłumaczyć co też dokładnie wydarzyło się w tym jej niesamowitym śnie. Kozioł pokryty czarną maną? Cóż to mogło oznaczać? Gareth zapisał sobie w głowie, żeby choć spróbować się temu przyjrzeć w wolnej chwili. Choć jeżeli połowa rzeczy, które słyszał o Greathadzie jest prawdziwa to raczej ciężko będzie uświadczyć tam ksiąg o teorii magii. Ale z drugiej strony jeżeli znajdował się tam jego ojciec...
Nawet nie próbował ukryć zdumienia gdy dotarły do niego słowa Tandary. Prezenty? Nagrody? Uśmiechnął się lekko w stronę dziewczyny. -Wierzę Ci. Dary zachowaj dla siebie. Jestem pewny, że prędzej czy później Ci się przydadzą. W końcu prezenty otrzymane od czarnego kozła MUSZĄ coś robić! Prawda?-Powiedział mrugając jednym ze swoich lazurowych oczu. Lepiej nie wnikać zbyt głęboko w tego typu prastarą magię. Ale z drugiej strony wrodzona ciekawość nie dawała mu spokoju.
-Może. A może bym Cię zrozumiał? A może byłbym zachwycony tym co bym tam ujrzał? Może zawiedziony? Ale fakt... najprawdopodobniej bym się uśmiał.-Odrzekł chichocząc. Westchnął lekko. -Skoro więc nie chcesz zdradzić mi mojej roli w Twoim śnie to możemy porozmawiać o czymś innym. Gdzie nauczyłaś się walczyć co? Sam umiem co nie co jeśli chodzi o bicie innych po mordach, ale Ty zdaje się masz do tego o wiele większy talent niż ja. Cóż... ja nadrabiam czarami i wesołym machaniem rączkami. No i myślę więcej od Ciebie.-Powiedział złośliwie. Liczył, że dziewczyna wykryje, że jego ton jest raczej serdeczny niż obraźliwy. A jeżeli nie to... wybrał dobry moment. Rana nadal się nie zagoiła i Tan nie była w pełni sił.
09.11.2019, 03:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#84

Uśmiechnęła się, chociaż jakaś część niej była zmartwiona. Czy aby na pewno te podarki od Wiedźmy i kozła były za darmo? Może przyjdzie jej za to zapłacić cenę, której nie podali? Albo to były jakieś zjawy Abaddona czy innego Thorna, które skusiły ją za pakt, o którym przyszło jej zapomnieć? Nie no, za głupia by była na takie rzeczy, z resztą nie była wielkim człowiekiem, a jedynie zwykłą najemniczką, co się para różnymi zleceniami, popijając piwo. Nie znalazłaby się w kręgu zainteresowań nikogo ważnego, więc dlaczego ona właściwie dostała te przedmioty? Nie miała zielonego pojęcia, ale właściwie skoro już je ma... To czemu miałaby z tego faktu nie korzystać. Czuła, że jest mocniejsza, jakby jakaś delikatna moc sączyła się z nich i rozlewała po ciele Tandary. Jeśli to pomoże jej szybciej wrócić do zdrowia, to już nie może się doczekać, żeby stanąć na nogi i bez bólu móc komuś natłuc do głupiego ryja!

Na razie nie chciała ruszać tematu snu oraz udziału Garetha w tej fabule. Pewnie jakby spróbował ją porządnie opić, to by się nieco rozluźnił jej język, ale pytanie w drugą stronę - czy Gareth wytrzymałby do momentu, kiedy by była w takim stanie, czy by radośnie odpadł i pływał po manowcach snów. Na razie jednak nie czuła się gotowa, by o tym rozmawiać, no bo kurde, ona sama się czuła z tego powodu nieco zawstydzona. Żeby to jej się śnił jakiś chłop, co by ją przytulał, no niedorzeczne! Rozumiałaby, jakby się z kimś tam biła we śnie czy piła wspólnie w karczmie, ale takie rzeczy? Toż to już nawet sen chłopa zapinającego chłopa nie wydawał się taki skomplikowany jak to!
Akolita kontynuował rozmowę, wchodząc na znacznie bardziej neutralny grunt. I to się Kołtuchowi podobało. Pogadanka o początkach jej kariery, o tym jak się zaczęło przygodę z walką, najlepsze czasy.
- Gdzie nauczyłam się walczyć? Tam, gdzie najłatwiej o zapijaczoną mordę, która łypie na Ciebie wzrokiem, bo mosz cycki z przodu, a nie piwną ciąże co wisi znad pasa. Karczma była mi jak prawdziwy dom, bo mój dom to ni było ciepłe domostwo z miłością czy rodziną. Tam byli ludzie, z którymi spędzałam najlepiej czas. Wiadomo, jak przyszedł se jakiś chłystek, albo przyjezdny i nie wiedział, że mnie nie można tykać, jak te karczemne dziewki, to się zaczynało. Stali bywalce to znali mnie, to też i pili ze mną jak ze swoim. Kufle w dłoń i do dna! - Tak, najlepsze wspomnienia. Niepokornej dziewuchy z masą skołtunionych włosów, która za wszelką cenę chciała udowodnić swoją wartość oraz to, że nie warto z nią zadzierać.

- Nikt mnie nie szkolił, żebym lepiej dawała w pysk. Samej przyszło mi się uczyć, gdzie takiemu chętnemu zasadzić z dłoni. Tak, nie zawsze byłam taka silna, żeby powalić chłopa. Ni miołam smoka na broń, to rękami gołymi musiałam se radzić. Tak samo jak z tym parchem, wujem moim co ziemię w ustach ma. Ni chciołam kraść nikomu broni, bo tam każdy się znał, to i sensu nie było na takie ceregiele. Z resztą, co innego prać się na gołe łapy z ludźmi, których uzbrojeniem też są pięści czy nogi, a inna rzecz wyjąć w takiej sytuacji miecz. Ani honoru w tym, ani rozsądku. Po co mierzyć się z kimś, to ani wyszkolenia wojskowego nie miał, ani jak się obronić, a ty sam dobywasz ostrze? Toż dla mnie zwykle skurwysyństwo by było, nic ponad to. - Z resztą trochę tej pogardy dla użytkowników broni dłużej niż jej ręka, zostało w serduchu łowczyni. Najbardziej to by pluła na tych cwaniaków, co chodzą z jakąś kuszą czy łukiem, oj takich to najbardziej by gnoiła. Nie mają jaj walczyć jak prawdziwi wojownicy, tylko się po krzakach chowają. Wtedy przez myśl przeszło jej wspomnienie Avaraada. Oj jak tego człowieka nie trawiła. Na dodatek prezentujący siebie jako najmądrzejszego łowcę, a żeby się spalił czy go jakieś dzikie zwierze zabiło.
- Te rękawice to był podarek, chyba Ci największy jaki od życia dostałam, ale też i skaranie boskie. Ino krew piją, a ilekroć wypiją też życie, to i mocniejsze się stają... A żłopać one lubią i to że aż strach. Może je sam Abaddon przeklął, co by śmierć niosły? Śmieszne i nieśmieszne by Ci to było, gdyby ten żart okazał się prawdą. - Jakby nie patrzeć, gdzieś po cichu wierzyła w sobie Ilhezin, to też gdyby te słowa jednak miały coś wspólnego z prawdą, mogłoby się okazać, że nosi przeklętą broń, a może nawet, że jest bluźniercą, bo jej używa! Biedny byłby jej los, gdyby spotkała wtedy jakiegoś zakonnika, który oddał swoje serce i umysł tej smoczej bogini.

- To prawda, jo nie mam zbytniej ręki do magii. Jako dziecię może i myśli miewałam co byści było, jakbym z większo mocą się powiła, ale któż by mnie uczył wtedy? Ino życie by mogło, a ono nie da czasu na błędy. Może by się okazało, że moja moc byłaby bezużyteczna, albo dobra dla jakiś filozofów czy politykierów od szlacheckich mord. Z takim pochodzeniem jak moje, to myślę że lepiej jest tak jak jest. Przynajmniej mogę innym obijać mordy i cieszyć się z tego. - Podniosła kciuk, dając do zrozumienia, że jej naprawdę z tym dobrze. Proste życie, bez większych upierdliwości tych, którzy walczą na szczytach. Po co to, na co to? Lepiej było cieszyć się tym, że jest się na tym padole i można piwo pić!
- Tam w tawernie ni było miejsca, by kucnąć i pomyśleć. Trza było szybko i mocniej ztłuc gagatka, co by nie mioł jak potem oddać. To, że z okazją to i stoły czy krzesła niszczyłam, ino karczmarz pamiętał i z politowaniem w oczach patrzył co się działo. Pewno jakbym mioła zwrócić mu za te wszystkie meble, co je ubiłam, to bym się do końca życia nie wypłaciła. Mimo tego chyba dawałam temu miejscu ten klimat, jakbym kawałkiem tej zgrai była. - Zaśmiała się, lekko go szturchając. Ceniła sobie to, że nie poświęcała się tak myśleniu. Mogła czuć walkę, czerpać z niej garściami, jak z intensywnego przeżycia.
- Wiesz co Gareth? Jakaś część mnie nie może się doczekać, co bym sprawdziła te wszystkie dary od kozła i tej cholernej wiedźmy. Tylko dojdę choć trochę do siebie, to zobaczymy czyja racja lepsza. - Rzuciła mu wyzwanie, rechocząc cicho w jego kierunku. Obstawiała, że się zgodzi na mały pojedynek albo trening, zwał jak zwał.


+27 many
426 -> 453


Obnażam kły, gotując się do walki






12.11.2019, 12:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#85

kolita przysłuchiwał się słowom wojowniczki z zadumą. Część jego umysłu starała się odgadnąć zagadkę snu Tandaray, część zastanawiała się kim do cholery byli Ci ludzie, którzy napadli na ich karawanę, poza oczywistym powiązaniem z kultem Abaddona o którym wspominał ich przywódca. Oczywiście kobiety nie ignorował. Wręcz przeciwnie! Słuchał z uwagą o jej karczemnych podbojach uśmiechając się od czasu do czasu. No i jej akcent. Widać było z jakim towarzystwem przystało jej się zadawać. Cóż... Gareth również spędził niemało czasu wśród najemników, dlatego był w stanie zrozumieć gwarę, którą posługiwała się blondwłosa najemniczka. -Czyli w najlepszy możliwy sposób! Lejąc po mordach! Po prostu żyjesz walką prawda? Trochę Ci tego zazdroszczę...-Powiedział z lekkim westchnieniem. Prawdą było, że nie zamieniłby swojej magii na nic innego, ale mimo to takie "czucie" pola bitwy musiało być czymś wyjątkowym. Zastanawiał się, czy istniała magia, która pozwalałaby symulować coś takiego... -Nie podoba Ci się gdy mężczyźni komplementują Twój wygląd? Dlaczego? Znaczy... poznałem parę kobiet w swoim życiu, które podzielają Twoje zdanie, ale każda miała inne usprawiedliwienie.-Zapytał ze szczerą ciekawością.
Podrapał się po swoim dwutygodniowym zaroście i uśmiechnął się lekko. -Mimo to przydałby Ci się nauczyciel. Ktoś kto pokazałby Ci jak używać choć odrobiny głowy w walce. Jak planować swoje ruchy. Pójście na żywioł nie zawsze jest najlepsze... choć z drugiej strony w Twoim przypadku wydaje się być zawsze najlepszym rozwiązaniem. Nadal uważam, że mogłabyś być o wiele niebezpieczniejsza...-Już widział możliwe zastosowanie do tej techniki, której użyła. Ten wystrzeliwany kamyczek... Oj można by z tym pokombinować!-Honor to akurat kwestia dyskusyjna. Dla Ciebie honor może znaczyć co innego niż dla mnie. Ale szanuję Twoje podejście. Nie każdy ma na tyle odwagi by je podzielać.
Rzucił okiem na swoją włócznię. To była naprawdę niezawodna broń, choć oczywiście miała swoje wady. Jak wszystko... Zastanawiał się czy nie powinien opanować czegoś krótszego. Czegoś co pozwoliłoby mu na skuteczną walkę na bliski kontakt. Być może miecz, choć miecz akurat wymagał sporej ilości treningu. Młot? Topór? Musiał się jeszcze nad tym zastanowić.
Słysząc pełne żalu i obawy słowa dziewczyny Gareth położył jej dłoń na ramieniu. -Nie ma co się zadręczać. Te rękawice to broń, a broń została stworzona po to by pić krew. Ale to od właściciela zależy jak często je poimy. Jestem pewny, że raczej częściej niż rzadziej Twoi oponenci kończyli widząc gwiazdy, a nie łono Duronora. A nawet jeśli Abaddon przeklął Twoje rękawice to co możesz z tym zrobić? Sprzeciwisz się woli boga? Nie przejmuj się rzeczami poza Twoją kontrolą moja droga!-Powiedział uśmiechając się przy tym rozbrajająco. Bogowie... istoty, które miały niby tak wielki wpływ na świat. A jednak Gareth nie wyznawał żadnego z nich. Bo i po co? Czy bóg spoglądnąłby na człowieka wiedzionego chęcią zarabiania złota, chucią i zabawą? Wątpliwe. Zresztą nigdy nie spotkał osoby, która byłaby niesamowicie religijna i nie irytowała go jednocześnie.
-Magia to nie jedyna droga. Niektórzy zbytnio się w niej zatracają i zaczynają uważać siebie za bogów. Inni umierają nadużywając jej, a jeszcze inni... rujnują swoje życia gdy zbyt pochopnie zaczynają jej używać. Obijanie mord jest proste, nieskomplikowane i nie raz przynosi wiele radości! Ile razy odczuwałaś satysfakcję po powaleniu jakiegoś draba co to przesadnie się do Ciebie ślinił?-Zastanowił się nad słowami Tandary. Nie było czasu pomyśleć? To prawda. Karczemne bójki rządziły się swoimi zasadami. A jednak... -Z Twoim talentem byłabyś w stanie stworzyć sobie czas i miejsce! Ale nie ma sensu rozprawiać o tym w kółko. Może kiedyś wrócimy do tego tematu.
Jego brwi uniosły się nieznacznie. -Chciałabyś ze mną walczyć? Myślę, że to może nie być konieczne zważając, że już przysporzyliśmy sobie wrogów. Zresztą... walczenie ze mną mogłoby być nudne i frustrujące dla Ciebie.-Zaśmiał się lekko. -Chyba, że chodzi o zwykłe nawalanie się po mordach. Wtedy jestem jak najbardziej za. W granicach rozsądku oczywiście...








14.11.2019, 00:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#86

Rozmowa dwójki najemników w dalszym ciągu trwała. Nawet była to całkiem przyjemna odskocznia od leżenia i zastanawiania się kiedy ten typ będzie chciał ją dojechać. Pewnie niedługo odbędzie się pogrzeb Niedźwiadka, a później zacznie się pogoń. Ona w roli zwierzyny, chociaż już powiedziała sobie, że nigdy nią nie będzie. O tym miały jej zawsze przypominać splecione kołtuny w formie dredów na głowie. Stanie się na tyle silna, by poradzić sobie z każdym przeciwnikiem, dokładnie taką miała być.
- Zazdrościsz mnie jak żyję walką? A to Ci dobre! Z tym się musiołam urodzić albo ni wiem? Może to jest tok, że alboś jesteś myślidołek, co siedzi se i planuje jak by tu zajebać przeciwnej mordzie, albo jesteś jok ja i lecisz kaj Cie poniesie. Czy mogłoby być inoczej w życiu? Pojęcia ni mom! Może uczony mądrzyciel coś wynajdzie nowego, coś mindzy tymi skrajnościami? Może by się dało to jakoś wymieszoć, no może. - Istniał jakiś żałosny cień szansy, że to ona będzie tą, która przełamie stereotyp i dwie skrajności, ale szansa na to była taka jak na gęsty deszcz na Krwawej pustyni. Przynajmniej obecnie. Możliwe, że znajomość z Garethem nieco wpłynie na Tandarę, która mogłaby zacząć korzystać ze swojej głowy trochę częściej, ale ciężko było przewidzieć jak się to skończy. Jakby nie patrzeć, ta dziewczyna miała w sobie coś z nieprzewidywalnej osoby, która ściąga na siebie mniej lub bardziej zabawne kłopoty.
- Inną rzeczą jest, kiedy Ci chłop prawi mądre i pieszczotliwe słowa, a inną gdy jego łapy chcą sięgnąć do Ciebie, a zaśliniona i zapijaczona morda zbliżo się do Ciebie tak szybci, że ino rozpędzona pięść w czerwony jak burok nochal może to zatrzymoć! Mądryś, bo ni mosz cycków ani skóry, która wabi większość męskiej chuci. Ni lepiej by było cenić sobie środek, zamiast tej powłoki? To trochę jok z tym naparstkiem podanym na szlacheckiej uczcie. Ich kufle czy krysztoły są pikne, tokie by gościom opadła szczynka, co by zazdrościli gospodarzowi... Ale czy oni wiedzą czym jest prawidziwszy alkohol? Ni te szczyny, co mawiaja, że bogate kielichy, a toż Ci ni godne by do ust przyłożyć! Tylko jok bimber słodki, co pali, a następnego dnia łba nie masz jak obitego kamieniem. - Cały Kołtuch, no cały Kołtuch. Jak ma użyć porównania, to musi być alkoholowe, bo jakżeby inaczej. Wszystko w jej życiu chyba kręciło się wokół spożywania alkoholu. Właściwie to napiłaby się czegoś. Przypomniała sobie, że jej kompan wcześniej ją czymś częstował, a przynajmniej takie wrażenie miała.
- Mosz jeszcze tyćki tego winka? Ino łyka upiję. - Nie pamiętała już czy wtedy wypili wszystko, a może on się zajął tym alkoholem. Jakby nawet wyżłopał wszystko, to przecież nie byłaby na niego zła, bo wino było jego. Mimo to, miała teraz smaka jak nigdy, żeby chociaż na moment ją rozgrzało wnętrze, tak przyjemnym żarem, bo nawet jeśli wino nie miało tyle procentu, co porządna gorzałka, to nadal był alkohol lepszy od rozcieńczonego piwa z większości karczm.

Słowa Garetha o tym, że jej rękawice nie czyniły takiego spustoszenia wywołały na jej twarzy więcej bólu, niż rozbawienia czy spokoju. Ona pamięta i nigdy nie zapomni od czego się to wszystko zaczęło, od śmierci.
- Wierz mi lub nie, ale one wyżłopały tyle krwi... Ile żyć w sobie noszą, że aż to Ci ciąży w łapie. - Wyraźnie posmutniała, wpatrując się w swoje rękawice. Miała przed oczami obraz zwłok swojego wuja. To co wtedy zrobiła, aż wspomnienie zapachu pojawiło się w jej nozdrzach. Miała wrażenie, że im dłużej o tym myśli, tym bardziej ma ochotę zwymiotować. Potrząsnęła nerwowo głową, wyrzucając myśl z swojego umysłu. Naprawdę nie powinna do tego wracać. Wzięła kilka głębokich wdechów, nie wiedząc nawet, że na moment zbladła.
Spróbowała dość słabo odwzajemnić uśmiech Akolity. Dalej w wyobraźni dziewczyny brzmiało echo dawnych wspomnień, ale stopniowo ustępowały. Czy bogowie zaczarowali jej rękawice? A może zwalała na nich winę za to, że sama nie umie opanować swojego gniewu? Nigdy nie rozkopywała tego tematu, ale gdyby nad sobą lepiej panowała, być może nie musiałaby uciekać z domu oraz Perony? Może teraz nie miałaby na karku jakiegoś szurniętego typa, który chce pomścić swojego brata.
- Pewno mosz rację. Jedyny wpływ joki mom, to czy noszę te rękawice czy ni... Ale wiem, że ino jo mogę je udźwignąć, ino jo. - Zacisnęła kilka razy swoje pięści, jakby rozciągając swoje palce. Rana dała o sobie znać, powodując ból jednej dłoni. Syknęła, przypominając sobie, że przecież dziura jest całkiem świeża. No nic, będzie musiała cierpliwie poczekać, aż w całości dojdzie do siebie.
- Może mosz rację z tym myśleniem. Może powinnom wincy się zastanawiać nad tym co jo robię, a mniej słuchoć żądzy krwi? - Tylko jak się tego nauczyć, kiedy to pierwsza lepsza okazja i już staje się jak rozjuszona matrona, co gotowa poszarpać innych?

- Hej, przecież ni mom zamiaru Ci łap łamać czy ki nogi urywać. Ni planuję tego, bo i po co? Z resztą, jak mówisz żeś dobry w tarczy z magii to i poradzić se winieneś z mymi ciosami. - Jednak czuła, że między nimi pojawiła się jakaś nić sympatii. Nie chciałaby zrobić mu krzywdy, nawet przypadkiem. Przecież była dobrą i prostą dziewuchą, gdzie tam jej w głowie nakopać akolicie. Wiedziała, że nie zrobi jej krzywdy swoją magią, z resztą obiecał jej, że jej nie skrzywdzi, więc trzyma go za słowo i chciałaby zachować się honorowo wobec niego. Tylko jakby nie patrzeć, to przez przypadek zabiła Niedźwiadka, nie chciałaby przeżywać powtórki z rozrywki, zwłaszcza, że do Garetha naprawdę nic nie miała.
- Muszę być silniejsza, co by nakopać do dupy temu bratu Niedźwiedzia. Jego też będę pewno musieć ubić i zakopać. - Z jednej strony jej głos był smutny, ale z drugiej brzmiała tak, jakby to nie było coś nowego w jej życiu. Może rzeczywiście, odebrała więcej żyć, niźli tylko swojego ostatniego oponenta. Nie miała zamiaru wracać do tamtej historii, powinna być zakopana głęboko pod ziemią, tak samo jak zwłoki tego cholernego parcha.


+27 many
453 -> 480


Obnażam kły, gotując się do walki






21.11.2019, 20:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#87

amyślenie pojawiło się na twarzy Garetha. Nie był pewny, czy faktycznie był zazdrosny o to z jaką łatwością Tandara była w stanie walczyć. Czy wymieniłby się z nią? Czy oddałby swoją magię? Raczej nie. -Odrobinę. Mimo to wolę moją magię! A myśleć to ja lubię owszem, ale często zdarza mi się podążać za impulsami. Oj często...-Jego myśli powędrowały w kierunku wszystkich kobiet, które się w nim zadurzyły. Którym musiał złamać serce i zostawić tak po prostu. Miłość nie należała do jego mocnych stron. W życiu kochał tylko jedną osobę... a i co do tego nie był pewny. -Choć walczyć umiem i włócznia nie jest od parady to nigdy nie byłem tym, który biegnie w pierwszej linii. Cóż... moja magia nie bardzo się do tego nadaje. Zresztą mam wrażenie, że przywódca grupy której byłem członkiem widział we mnie następcę. Oj jak musiał się zawieść gdy odszedłem...-Powiedział odwracając swoje spojrzenie na drogę. Rzadko kiedy oddawał się takiej zadumie.
-Ano fakt. Mężczyźni bywają niecierpliwi i wolą od razu przejść do... hm... rzeczy? Mało to subtelne. I jeszcze mniej eleganckie. Mogę Ci obiecać, że ja nachalny być nie zamierzam. Chyba, że całkowicie mi ktoś w głowie zawróci. Wtedy liczę, że ty mi walniesz w głowę!-Powiedział chichocząc lekko. Potrzebna mu była taka osoba. Która walnie w łeb, kiedy zacznie się zachowywać głupio. Co w jego przypadku musiało prędzej czy później nastąpić. -Wiesz... Na mnie niektórzy mężczyźni też patrzą pożądliwym wzrokiem. Zdarza się i tak.-Wzruszył lekko ramionami. Nie miał zamiaru na to narzekać. Uwielbiał być w centrum uwagi. Zerknął na Tandarę. Doceniał porównanie do alkoholu, ale... -Nie, nie nie! To zupełnie jakby porównać czas spędzony z prostytutką do czasu spędzonego z kobietą, która z własnej woli i bez dodatkowej zachęty ma po prostu ochotę na przyjemne spędzenie czasu. Ale tak... staram się cenić ludzi za to kim są, ale mam z tym spory problem...-Powiedział spokojnie. Zbyt często kończył z niektórymi ludźmi w łóżku tylko po to by nigdy więcej ich nie zobaczyć.
Bez słowa wyciągnął w kierunku najemniczki butelkę z winem... a raczej jej resztką. Trzy czwarte butelki były już wypite. -Proszę. Dokończ je. Na pewno Ci nie zaszkodzi.-Nadal liczył, że będzie miał okazję spróbować Greathadzkiego miodu. Oj miał bardzo dużą nadzieję. No i na spokój przez resztę drogi. To tez byłoby miłą odmianą po tych przygodach z Abaddonistami. Podrapał się po brodzie. Cholera... nawet się nie zorientował kiedy wyrosła mu broda. Straż miejska w mieście z pewnością zainteresuje się kultystami grasującymi na trakcie.
-Nie tylko Ty masz krew na rękach Tandaro. Uwierz mi.-Jak wiele razy zabijał tylko dla pieniędzy? Jak wiele razy nie pytał? Tylko wykonywał rozkazy... -Nie tylko Ty masz grzechy z przeszłości. Ale powiem Ci szczerze... alkohol i piękne kobiety pozwalają o nich zapomnieć! Choć w Twoim przypadku to drugie może być średnio pomocne...-Położył dłoń na ramieniu Kołtucha. Rozumiał co Tandara czuła. Sam nie lubił zabijać. Po każdej potyczce upijał się i oddawał w ręce muz. Ale to był jego sposób, a ona musiała odnaleźć swój. Ale teraz nie chciał aby dziewczyna czuła się sama. -Myślenie pomaga, a żądza krwi pomaga tylko w bitwie. Z czasem nauczysz się nad nią panować. Jestem pewny.-Powiedział próbując uspokoić dziewczynę. Znał gorsze przypadki... jebany Boruta. Ten to był dopiero popierdolony...
Gareth zaśmiał się lekko. -Kiedy ja właśnie w tym chciałbym się sprawdzić. Ja bez włóczni i magii. Ty bez swoich rękawic. Sprawdzić jakbym sobie z Tobą poradził. Z czystej ciekawości. Uwierz ja też wiem co nieco o "napierdalaniu się po mordach" jak ty to uroczo nazywasz. Zresztą nie mogę przepuścić okazji na sprawdzenie się w walce z taką urodziwą kobietą jak ty! Nie byłbym sobą!-Powiedział puszczając w jej stronę oczko. Każda chwila była dobra na flirtowanie. -Ano. Niech Cię to motywuje. Wyglądał na groźnego. Wyglądał na silnego. A co najważniejsze... na wkurwionego. Ale zabijanie... kto wie jak się sprawy potoczą. Nie musisz z góry zakładać, że chcesz go zabić. Zresztą tematy zabijania, trenowania i walczenia mogą poczekać do czasu aż wyzdrowiejesz. Rana jest dosyć nieprzyjemna i powinniśmy jak najszybciej znaleźć kogoś kto będzie w stanie udzielić Ci sensowniejszej pomocy niż nasi przyjaciele najemnicy.-Powiedział z troską w głosie. W końcu to był jego pomysł by się pojedynkować. Szczegół, że gdyby nie to to wszyscy byliby martwi... -Odpoczywaj i zdrowiej. Sam mam parę rzeczy na głowie, którymi mógłbym się teraz zająć.-Kto stał w miejscu tak naprawdę się cofał. Jedno z ulubionych powiedzonek ojca Garetha. Jedno z niewielu z którymi włócznik się zgadzał. Dawno nie ćwiczył zaklęć... Może najwyższa pora wrócić do regularnych treningów?








25.11.2019, 02:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#88

Dziewczyna słuchała odpowiedzi Garetha, chociaż nie podzielała jego zdania. Nie miała świadomości wszystkich jego zachowań, więc i jej opinia była niepełna. Może gdyby poznała go w jakiejś karczmie albo zobaczyła mocno wypitego kiedy opuszcza dom publiczny, wtedy pewnie zmieniłaby zdanie, ale na razie myślała o nim zupełnie inaczej.
- Ni wyglądałeś na takiego, co by szlaloł bo krew wrzała. Tak samo jok żeś walczył z tamtym hersztem abaddonistów, ni byłeś jok ten co na pałę by lecioł, oj nie dla mnie. Tyś dawał se czas tymi swoimi tarczami, rozumne to było. - Nie mogła przecież domyśleć się, że Gareth miał na myśli bardziej przyziemne pragnienia. Zapominała, że ludzie mogą podążać nie tylko za żądzą krwi, ale także niespełnionych snów, ambicji czy właśnie pożądaniem. Jej wnętrze było nadal zbyt bardzo poranione, by mogła myśleć o kimś jako o bliższej osobie. Znacznie lepiej i wygodniej było jej żyć po swojemu, samej. Ani nikt jej nie targał za uszy do domu, ani nie robił z niej ugrzecznionej żonki, co ma być na skinienie męża. Nie widziała żadnych pozytywów w przespaniu się z kimś na jedną noc, no bo jednak jako kobieta to ona mogłaby mieć potem większy problem, niż facet który się dopuścił współżycia.
- Czy jo wiem, czy byś w pierwszy linii nie pasowało Ci paradować? Jokbyś tak skupił wszystkich no sobie, to byś potem mógł se barierę od ciała co się zaczyna stworzyć, a potem rozepchać jak szklarze oddechem robią te bańki, albo taką co im by odbierała dech! - Wyobrażała sobie jak Gareth robi coś takiego i w jej głowie wyglądało to całkiem dobrze. Właściwie to poczuła też ukłucie zazdrości w serduszku, bo ona nie mogłaby tak zrobić. Jej rękawice nie były wszechmogące, nie wymazywały nikogo ze świata za pomocą pstryknięcia palca, nawet gdyby miała w niej pięć kamieni żywiołów i tak by mogła o tym co najwyżej pomarzyć... Natomiast magia Garetha wydawała się znacznie bardziej plastyczna. Niby tworzył obronę, ale pewno mógł jej nadawać więcej cech niż ona swojej ziemi na rękach. Dla niej już kształtowanie często było wyzwaniem, a kiedy ostatnio uczyła się kamiennego spluwka, to już dostawała wewnętrznej kurwicy na to, że jej nie wychodziło. Chwilami miała wrażenie, że lepiej już było ułamać igłę i nią rzucić, że byłoby szybciej i więcej pożytku.
- Ej jokby tak pomyślić... Wam naprawdę łatwiej tworzyć ciekawszą magię. Jo ino mogę mocniej przez łeb ździelić, bo ni umiem nic potynżnego zrobić, ni piknego. Rzeźbiorz ze mnie żodyn, no chyba że przestowie kilka kości. - Wzruszyła ramionami, bo i tak nie mogła nic poradzić na ten stan rzeczy. Rozumiała, że jej zdolności magiczne delikatnie mówiąc są upośledzone i nie mogła nic z tym zrobić. Natomiast zawsze mogła poprawić sobie nastrój walcząc z kimś, bo jednak w czystej walce to ona czuła, że będzie górą. Jedyny talent łowców, to ten do lania innych po mordach w stylu dowolnym.
- Tylko uważoj, żebym Ci ta wtedy łba przez przypadek nie rozwaliła, bo to wiesz jok ze mną może bywoć. - Zaśmiała się, ale zapamięta sobie jego słowa. Czyżby po większej ilości alkoholu jej towarzysz robił się taki sam jak każdy cholerny facet? Wolałaby, żeby tak się nie działo, ale dopóki tego nie sprawdzi i się nie przekona, to nie będzie wiedziała.

Ogniki w jej oczach radośnie zaiskrzyły, kiedy akolita podał jej wino. Już oblizała usta na myśl, że zaraz ugasi swoje pragnienie. Potrzebowała tego, ale przy tym tempie może się okazać, że nie będą mieli co pić i wypadałoby jakoś uzupełnić swoje zapasy... Chociaż czy ona sama nie ma jakieś gorzałki w torbie, a sępi od Garetha? Zamyśliła się na moment, ale nawet jakby miała to pewnie już dawno by opróżniła. Będzie musiała kupić coś jak już uda im się dojechać do tego cholernego Greathard.
- Dziękować za wino dobry towarzyszu. - Puściła mu oczko, biorąc łapczywe łyki. Lekko cierpki smak wina jej nie przeszkadzał, znacznie bardziej ceniła sobie wtedy ukryte i delikatne procenty wewnątrz trunku. Poza tym nic tak jej nie pomagało zasnąć jak odrobina alkoholu, przynajmniej powinna mieć spokojny sen. Żałowała jedynie, że tak mało cieczy zostało. No nic, niedługo dotrą do miasta, to będzie mogła pić tyle ile zmieści w brzuszku.
- Chcysz się spróbować ino bez rynsztunku? Oj no jo ni wiem. Nawet do snu tych rynkawic nie zdejmuję. One są mi jok skóra, dokładnie jok skóra. Bez nich to się czuja jokbyś mnie rozebrał, ino jeszcze-jeszcze gorzy!  - Otrzepała się na samą myśl o ich zdjęciu. Naprawdę nie chciała tego robić, bała się, że może się stać coś złego, albo co najgorsze - że ktoś mógłby je ukraść!
- Może mosz rację z tym odpoczynkiem. Podziękował, żeś tyle tu ze mno wysiedzioł. To tam se zwal tego konia czy co chcysz zrobić, byle ni na mnie. Dobry nocy. - Pomachała mu na pożegnanie, mimo że przecież siedział obok niej. Odchyliła się i położyła, miała już zamykać oczy, ale przypomniała sobie o czymś ważnym - o zmianie tego nieszczęsnego watko-szmatko-wklejka na jej ciele.
- Aaaaaaa, ten! Któryści wymieni mi tyn opatrunek? Podziekował i Wam. - Poczekała, aż któryś z nich się nią zajmie i tym zawiniątkiem. Otrzymując doraźną pomoc medyczną, poczuła zapach ziół. Zastanawiała się czy są one dokładnie takie same jak poprzednie, a może coś tam wymienili... Szkoda, że nie miała pojęcia o roślinach Atarashii, mogłaby w ten sposób pomóc samej sobie w nieco większym stopniu - do czasu aż nie odnajdą medyka.
- Spokojnego wieczora i bezpiecznej nocy, co by żadna szarańcza leśna nas nie dopodła! - Spróbowała zażartować, może trafiła w te ukryte kupieckie hasełka o zagrożeniach, a może nie, ale pewno się domyślili co miała na myśli. Ułożyła się w miarę możliwości wygodnie na wozie, zamknęła oczy i nie minęła chwila, a odpłynęła do krainy snów, gdzie czekało ją coś, czego się nie spodziewała...


+27 many
Uzupełniono do pełna!


Obnażam kły, gotując się do walki






03.12.2019, 13:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#89

ekki uśmiech pojawił się na twarzy mężczyzny. Jeden z tych co to sprawiał, że kobietom uginały się nogi, a serce przyśpieszało. Jednak coś mówiło mu, że Tandara będzie na niego odporna. -Krew wrzy, ale nie podczas walki. Podczas walki staram się zachowywać chłodną głowę. Tak zostałem wyszkolony i zazwyczaj się to udaje. W walce muszę polegać na swojej głowie, bo choć umiejętności mam to mistrzem broni ciężko jest mnie nazwać.-Zaśmiał się cicho. Yavrin od włóczni, choć mistrzem broni był, to skończył z rozjebanym nosem. Tak. Gareth zdecydowanie wolał swoją magię. -Zresztą... może gdy dotrzemy do Greathadu to zobaczysz moją wrzącą krew. Obym tylko unikał mężatek. Niepotrzebne mi kłopoty z jakimś włochatym Greathadtczykiem.-Powiedział puszczając dziewczynie oko.
Pokiwał lekko głową z uznaniem gdy usłyszał słowa Tandary. -I to i to jest dobrym pomysłem. Ja także myślałem nad podobnymi rzeczami, ale do tej pory nie potrzebowałem podobnych rzeczy. Zawsze miałem u swojego boku kogoś kto zajmował się mordowaniem, podczas gdy ja skupiałem się na obronie. Być może czasy się zmieniają...-Powiedział mrużąc oczy. Czasami wolałby prowadzić spokojniejsze życie. Jako właściciel burdelu... albo stadniny. Dwa kompletnie inne życia, a jednak obydwa by do niego pasowały. -Wezmę twoje sugestie pod uwagę Tandaro. Doceniam.-Powiedział lekko skłaniając głowę. -I zdzielasz przez głowę lepiej niż ktokolwiek kogo poznałem! Nie przejmuj się. Nie ma czego zazdrościć. Całe to myślenie i kombinowanie z magią też bywa męczące. Miło by było czasami po prostu komuś przypierdolić.-Westchnął lekko. Nadal daleko mu było do narzekania. Ale faktem było, że prostolinijność z jaką walczyła łowczyni była czymś czego czasami mu brakowało.
Widząc radość w spojrzeniu Kołtucha akolita nawet nie żałował, że oddał jej resztkę swojego wina. Czerwony napój pomagał. O tym mężczyzna wiedział aż za dobrze. Czy to z tęsknotą, czy to z ranami czy po prostu na trudny dzień. Wino jeszcze nigdy go nie zawiodło. -Jak skóra powiadasz? Dobrze, nie będę nalegał. Ale pamiętaj, że propozycja walki na gołe klaty jest zawsze aktualna.-Powiedział spokojnie. -Rozebrał, ale gorzej> A co jest złego w rozbieraniu?-Zapytał niewinnym tonem. Po chwili jednak zaśmiał się cicho. -A zwalę, zwalę. Dziękuję za pozwolenie!-Powiedział. Słysząc zawołanie kobiety miał nadzieję, że z pomocą przyjdzie jeden z dwóch najemników, bo co jak co, ale na opatrunkach to Gareth nie znał się ani trochę. -Miłych snów! Znaczy takich w których będę ja!-Powiedział ponownie puszczając oko w stronę dziewczyny. Zeskoczył z wozu na którym leżała i podbiegł do tego na którym podróżował wcześniej. Jego myśli powędrowały w kierunku pomysłów, które przychodziły mu do głowy. Pora poeksperymentować z magią...








04.12.2019, 01:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#90

Część Pierwsza – Pomsta krwi
Prychnęła na ostatnie słowa Garetha. Jeszcze jej teraz tego brakowało, żeby znowu jej się śnił. Pewnie na twarzy oblała się rumieńcem, bo czuła jak ją policzki pieką. Jak już tylko wróci do zdrowia to się ona z nim policzy, nakopie do tyłka za to, że jej się po nocach śni! Nie będzie jej nikt przytulał bez pozwolenia, ani we śnie, ani na jawie! Nie ma tak dobrze z nią, ani łatwo!
Przyjemny dreszczyk i ciepło rozlewało się po jej ciele, a sama Tandara stopniowo przekraczała granicę krainy snów. Czuła jak zioła użyte w opatrunku sprawiały, że jej myśli sunęły gdzieś daleko. Nie była pewna gdzie się znajdzie, ale na razie czuła się bardzo dobrze. Liczyła, że taki stan rzeczy utrzyma się jeszcze długo. No cóż, powiadają, że nadzieja matką głupich.

Zapach gotowanego kurczaka niósł się po pomieszczeniu, w którym spała dziewczyna. Miała może z 15 lat, może trochę więcej. Do jej pokoju weszła matka, która zawołała ją na obiad. Była ona piękną kobietą o zachodniej aparycji, ciemniejsza skóra, długie włosy splecione w warkocz i uśmiech, który promieniał na jej twarzy. Nawet z wieśniaczymi ubraniami, wciąż uroda biła z jej oblicza. Córka niechętnie wstała z łóżka, chętnie poleniłaby się jeszcze chwilę, tak żeby wejść na obiad w momencie, gdy już znajdzie się gotowy na stole. Dostała polecenie, by udać się do kowala, by naostrzył narzędzia. Westchnęła głośno, ubierając się w swoje łachmany, wzięła wszystkie noże, sierpy i co jeszcze znalazła, a następnie pobiegła do znajomego kowala. Gdyby urodziła się chłopcem, pewnie zostałaby jego uczennicą, a tak to śmiał się, że jest zbyt wątła, by utrzymać poprawnie młot. Niemniej chętnie spędzała czas w kuźni, przyglądając się pracy mężczyzny. Tym razem wpadła na chwilę, miała dość proste zadanie, a pamiętała, że obiad był prawie gotowy przed jej wyjściem, więc jak wróci to pewno będzie czekał na nią na stole.
Biegła co sił w nogach, po drodze wpadając na swojego ojca. Mężczyzna wielki jak dąb o niespotykanie niebieskich oczach. Uchodził za najsilniejszego człowieka w okolicy, dając rady najmocniejszym w siłowaniu się na rękę lub zwyczajnych zapasach. Mimo to miał bardzo łagodne usposobienie, nawet czasami próbował być romantycznym mężem, jak z tych ballad, które bardowie śpiewają w karczmie. Córka zawsze go podziwiała, że miał czas dla rodziny, a jednocześnie dalej potrafił spędzać czas z kolegami przy kuflu piwa.
Złapała go za rękę i wspólnie pobiegli do domu, gdzie zgodnie z oczekiwaniami czekał na nich ciepły posiłek.

Temu obrazowi przyglądała się dwójka postaci. Jedną z nich była łowczyni imieniem Tandara, natomiast towarzyszył jej nieznany mężczyzna, którego ciało było szczelnie owinięte płaszczem i szmatami. Stali oni jakby na szklanej platformie, widząc wszystko co działo się w tej rodzinie z bezpiecznej odległości, ale jakby niezauważeni przez ludność, która zajmowała się codziennymi sprawunkami. Co chwila oczy kobiety szkliły się, to pociągała nosem. Była pewna, że obecny towarzysz intensywnie jej się przygląda, chociaż nie mogła dostrzec jego oczu spod cienia kaptura. Nie rozumiała dlaczego ktoś mógł mieć takie przyjemne życie, bez tego całego cyrku i skomplikowania, które dawało się jej we znaki od samego początku. Spojrzała z wyrzutem na nieznajomego, miała już zacząć warczeć na niego, ale on spokojnym głosem nie znoszącym sprzeciwu rzekł do niej.
- …To mogło być Twoje życie dziecinko, ale zamiast tego będziesz żyć w znoju. Walczyć o każdą chwilę szczęścia, o promyk nadziei w podłej egzystencji pełnej bólu i gniewu. Takiż będzie Twój los po kres tchnienia. – Niewidzialna siła cisnęła nią w dół, bała się upadku z kilku metrów, ale kiedy dotknęła podłoża, ono nie zatrzymało jej. Wręcz przeciwnie, jakby zaczęło rozstąpywać się pod naporem jej ciała, aż Tandara została otoczona przez całkowitą ciemność. Zamknęła oczy, poddając się temu co miało nadejść. Jeśli miała umrzeć w taki bezsensowny sposób, to najwidoczniej tak musiało być, czyż nie?

W pomieszczeniu, w którym obudziła się Kołtuch, panował kompletny bałagan. Podłoga wymagała zamiecenia, na stole stały brudne talerze oraz kufle, a wokół gara latało stado much. Otrzepała się i mimowolnie zaczęła sprzątać. Kiedy chciała opróżnić gar, poczuła zapach rozkładającego się ciała, a we wnętrzu naczynia pływała jakby krew. Zrobiło jej się słabo, a obraz na moment rozmazał. Powolnym i chwiejnym krokiem podeszła do drzwi, które otworzyła na oścież, by dostarczyć do pomieszczenia nieco powietrza i przeciągu. Niestety, to kogo zobaczyła, sprawiło że serce podeszło jej do gardła, a przy okazji o mało co nie zwymiotowała. Nie, nie, NIE!
Spojrzała ze wściekłością na swojego wuja, który trzymał w ręce skórzany pas. Ile razy dostała nim, trudno było zliczyć. Często z dość błahych powodów, czasami nawet wydawały się być one doszukiwane na siłę, jakby sprawiało mu przyjemność lanie bezbronnego dziecka. Nigdy nie mogła go dobrze schować, tak żeby pijany opiekun nie mógł go odnaleźć. Miał jakiegoś przeklętego nosa, żeby zawsze dobyć go do swoich rąk. Później już było tylko zwykłe lanie, bo nie mogła się przed nim skutecznie ochronić. Każdy kolejny pręg otrzymany w dzieciństwie tylko wzmagał jej nienawiść do krewnego. Nie rozumiała, dlaczego to właśnie ona musiała być tak traktowana. Najpierw zniknięcie rodziców, później śmierć ciotki, tak jakby wokół niej grasowała magiczna czarna dziura, która sprawia, że każda przychylna jej osoba w jakiś okolicznościach odchodzi.
Oberwała pasem w ręce, które instynktownie przybrały gardę. Niestety, w dalszym ciągu słaniała się na nogach, więc nie mogła nawet wykonać sensownego uniku. Z drugiej strony zaś nie miała zamiaru już nigdy więcej zbierać cięgów w taki sposób. Niech go wszyscy bogowie przeklną na wieki!
Tylko, że Tandarze coś nie grało. Czuła podświadomie, że to gdzie się znajduje nie ma właściwego odzwierciedlenia w rzeczywistości, ale nie umiała tego uargumentować.


Obnażam kły, gotując się do walki






08.12.2019, 02:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki