Uliczki
#81

Skygan słuchał słów Alberta ale nie odpowiedział w żaden sposób. Jedynie patrzył w zachodzące słońce. Tyle wspomnień. A to wszystko było ledwie dwa miesiące temu...
Mistyk westchnął na myśl o wytłumaczeniu całego tego pierdolnika. Jednak zebrał się w sobie i nie odwracając wzroku od słońca zaczął mówić.
- Nie ma sensu żebym Ci tego nie mówił skoro jestem niżej od Ciebie stopniem... Odeszłem z Azaratu bo "uwolniłem" - położył nacisk na wypowiadane słowo - [/b]własnego mistrza. Chociaż nie, to nie był nauczyciel. Był dla mnie jak ojciec... Wychował mnie, uczył a na końcu musiałem go zamordować. Żeby nikogo nie zabił po tym jak zamknął portal do świata demonów. Widziałem co się dzieje z moimi braćmi i siostrami kiedy to robią. Ogarnia nas identyczna rządza krwi jak te przeklęte bestie... Zamordowałem własnego ojca[/b] - cisza zapanowała między strażnikami, oddech mistyka zostawał co chwilę przerywany. Głębokie wdechy zostały wstrzymywane na długie sekundy.
- Tam właśnie też zostawiłem kobietę którą kocham. Żeby nie podzieliła tego samego losu co ja. Jego ostatnim życzeniem było żeby wyruszył na kontynent i zabił jakiegoś oszalałego mistyka. Idiota zginął zanim tam trafiłem... - Skorpion oparł lewą dłoń na jelcu miecza.
- A teraz? Szlajam się po świecie w poszukiwaniu magów którzy oszaleli albo mordują bez powodu jak jakiś pierdolony pomiot Thorna - po lewym policzku Skygana przeszła samotna łza, tak że Albert mógł z łatwością ją dojżeć. Po twarzy widać było że to wszystko go dobijało. Życie obdarowało go jednym z najgorszych możliwych darów, który wywoływał tylko cierpienie. Ale mimo to Skorpion się zaśmiał.
- Zabawne nie? Ty polujesz na bandytów, ja na magów, jakby nie było to tylko ludzie. Magią czy nie i tak jest to morderstwo. Ale to na czarną magię patrzą jak na jakąś zarazę - mistyk przestał mówić na dobrych kilkanaście sekund zatapiając się w wspomnieniach.
- Mistrz powiedział mi kiedyś że kiedy patrzysz w otchłań, ona patrzy na Ciebie. Może przez to że zacząłem walczyć ogonem jak demon nie oszalałem? Może dlatego że stało się tak naturalną częścią mnie? Może po prostu przyjąłem to... przekleństwo, jako część siebie? Wybacz, znowu gadam sam do siebie. Tak powinniśmy wracać. - Skygan odwrócił się w stronę z której przyszli i w tym ruchu wytarł łzę, udając że poprawia kołnierz ćwiekowanej kurtki.
~ Szlag by to trafił! Muszę przestać się tym zadręczać. To nie ma sensu, nie odwrócę tego wszystkiego ~ myśli przeszły przez głowę mistyka kiedy patrzył na drogę powrotną.
20.12.2018, 02:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Uliczki
#82

STRAŻNIK


owarzysz Skygana w ciszy wysłuchał opowieści, która wyraźnie go zaskoczyła. Nie wyglądał na jakoś specjalnie zszokowaego czy wstrząśniętego. Może po porstu miał w nawyku chować swoje emocje. Przez dłużą chwilę zastanawiał się nad słowami mistyka i jedyne co dało się usłyszeć to kroki dwóch strażników i mieszkańcy Valen powoli udający się na spoczynek. W końcu Albert zebrał się w sobie i przerwał ciszę. -Ta historia była dosyć niespodziewana. Jeśli mam być szczery to nie do końca wiem co mam teraz ci powiedzieć. Nie znam się na ludzkiej psychice. Wiem tylko, że to bardzo krucha i delikatna rzecz o którą trzeba dbać. Jedyne co mnie nauczyło moje doświadczenie to nie uciekać przed nadażającymi się okazjami. Twoja sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana od mojej. Jeżeli się nie obrazisz to powiem jeszcze, że nie do końca jestem przekonany co do twojego podejścia. To za bardzo brzmi jak uciekanie od odpowiedzialności. Co jeżeli nie będziesz w stanie zapanować nad swoim umysłem? Zaczniesz wmawiać sobie, że to wewnętrzny demon cię do tego zmusił? Jak mówię... ciężko mi jest postawić się w twojej pozycji. Jedyne co rozumiem to ból pozostawienia ukochanej osoby... Ale koniec gadania. Już się zbliżamy.
Rozdrapywanie starych ran sprawiło, że droga do siedzieby straży minęła bardzo szybko. Nagle jakby spod ziemii przed Skyganem wyrósł dobrze znany mu budynek. Blondyn szybko wszedł do środka spoglądając na Skorpiona. -Zakładam, że też zamierzasz spać w koszarach. Większość strażników, oczywiście po pracy, udaje się do swoich domów, ale znajdzie się paru co nie mają się gdzie podziać w Valen. Między innymi ja...-Uśmiechnął się lekko.-Tak czy inaczej życzę ci dobrej nocy! I obyś znalazł spokój i dobre rozwiązanie swojego problemu!
21.12.2018, 02:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Uliczki
#83

Mistyk wysłuchał słów Alberta w ciszy. Był wdzięczny że strażnik słuchał go przez cały ten wywód.
~ Mam za długi język ~ Skygan trzymał pochwę miecza w miescu metalowego okucia, gdzie Itzal znajdował wejście do swojego pokrowca. Skorpion słysząc ostatnie zdanie dotyczące snu, zerwał się do ostatniego pytania.
- Wiesz, kiedyś na pewno zgłupieje. To ryzyko zawodowe - siwy zaśmiał się z zamkniętymi oczami - Właśnie, czy w koszarach jest jakieś odosobnione pomieszczenie? Gdzie mógłbym ćwiczyć magię?
Albert stał przez chwilę w zamyśleniu po czym krótko odpowiedział przecząco. Mistykowi nie pozostawało nic więcej jak skierować się do koszarnych kwater.

Zawachał się przed wejściem do swojego pokoju, który dzielił z trójką innych strażników. Dźwięk otwieranych drzwi nie przerwał ich rozmów. Co innego widok maga który dopiero co w brutalny sposób zademonstrował swoje zdolności. Patrzyli na niego z niechęcią jakby bez słów chcieli powiedzieć że go tu nie chcą.
Skygan i tak nie miał zamiaru pozostać tu długo. Zdjął ćwiekowaną kamizelkę i wojskowe buty, odpiął miecz z pasa po czym ubrał się w swój doskonale znany, skórzany pacerz. Na opancerzenie nałożył wszystkie płachty futra jakie posiadał, przypiął miecz do pasa zamiast do pleców, zabrał cztery sztylety, łuk, cięciwę, strzały i bukłak na skażoną wodę. Na koniec, na moment zastanawiał się czy zabrać z sobą maskę. Bliznę jego przeszłości. Nałożył kawałek drewna tak na miecz że głownia przechodziła przez otwór na lewe oko.
- Praszam za dzisiaj, odrobinę mnie poniosło... - Skygan powiedział trzymając drzwi, twarz miał odwróconą w stronę wyjścia z pokoju. Wyszedł i zamknął drzwi.

Skierował się w stronę placu treningowego na którym "spacyfikował" napakowaną górę testestosteronu która zaatakowała Chichi. Jak ten cwel mia na imię? Aaaaa, niewaźne. Korytarze były kompletnie puste. Czasami skąś dochodził go jakiś dźwięk, ale nic specyficznie dziwnego.

Na placu treningowym nie było żywej duszy. Ciężarki i cała reszta sprzętu leżała ułożona pod ścianą także cała powierzchnia placu pozostała tu wolna dla użytku Skygana. Mistyk miał zamiar utworzyć ogon z czarnej wody. Chciał przećwiczyć kilka manewrów które od jakiegoś czasu w trakcie podróży zaczynały go męczyć.
Jednak na razie mała rozgrzewka!
Skorpion miał w planach wyciągnąć miecz ogonem i w bezpiecznej odległości dwóch metrów wykonywać bronią krótkie ale zdecydowane zamachy, następnie wyrzucić miecz w powietrze i złapać go zanim spadnie na ziemię. Potem wyrzucać broń z rąk i łapać ją wodną kończyną. A kiedy to by mu się udało: wykonać wyrzut, chwyt broni ogonem i cięcie. Miał zamiar ćwiczyć każdy z elementów do stopnia w którym robiłby to płynnie i co ważniejsze - ćwiczyć aż przestanie popełniać błędy i z tych wyciągać wnioski.

Gracz opuścił wątek
22.12.2018, 01:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna