Atarashii




Kwatera Kapitana Straży
#21

ron trochę spodziewał się takiego obrotu spraw. Kapitan miał wyraźnie zły dzień i nie hamował się przed tym by przelewać go na oskarżonych. Biorąc pod uwagę wyraz jego czerwoniutkiej twarzy, wypadało się cieszyć z takiego wyroku. Nocka w lochu nie była niczym specjalnym. Możliwe nawet że któryś z pilnujących ich strażników byłby skory do rozmowy. Czasem zdarzały im się godne pozazdroszczenia przygody, a kiedy już się nimi zaczynali dzielić to stawali się całkiem sympatyczni. Nic tak nie otwiera człowieka na innych jak mówienie o sobie, to nakręcało właściwie wszystkich. Nie mówiąc już o współwięźniach z którymi Tazar też najprawdopodobniej by się bezproblemowo dogadał. Może nie znał aktualnej formy tak żywo zmieniającej się grypsery, ale wciąż wiedział na jakich zasadach funkcjonuje. Skinął więc tylko głową słysząc pierwszy wyrok. Była to najneutralniejsza rzecz jaką mógł zrobić.

Sytuacja bardzo szybko jednak przybrała zupełnie inny tor. To co było w głowie płatnerza natychmiast wymalowało się na jego twarzy. A jego umysłem zawładnęła jedna tylko myśl. "Co kurwa?" – Odbijało się w jego głowie. Po sekundzie szoku, opamiętał się. Dotarło do niego w pełni to co zostało powiedziane. Miał uganiać się za pierdolonym mordercą tylko dlatego że był przy tym jak ta sucz zastrzeliła frajera w karczmie. Gdyby Silnoręki był kilkanaście lat młodszy, Wilhelm uginałby się właśnie pod ciężarem zadawanego mu wpierdolu. Teraz jednak awanturnik trzymał fason. Problemów na jego łbie było już stanowczo zbyt wiele. Na pokazanie strażnikowi jak bardzo złym pomysłem jest wysyłanie Tazara do brudnej roboty przyjdzie jeszcze kolej.

To chyba jakiś żart. – Powiedział, wpatrując się prosto w oczy biurokraty. – Ja nie mam z jej morderstwem nic wspólnego. Jestem niewinny i to tej dziewce możecie stawiać sobie takie ultimatum, a nie uczciwemu obywatelowi Valen. Nie muszę chyba przypominać kto od kilkanastu lat wytwarza dla was pancerze, kapitanie. Przez tyle lat współpracy byłem pewien że straż jest świadoma tego że nie pracuję za darmo. Jeśli chcecie mojej pomocy w Grimssdel, zaproponuj mi uczciwą stawkę. A jak nie, to prześpię się jedną noc w lochu i wracam do kuźni.

Jego wkład w wyposażenie Valeńskiej straży był asem w rękawie trzymanym właśnie na taką chwilę. Właściwie, była główna zapasowa karta przetargowa na wypadek ewentualnych problemów z prawem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego że był to fortel właściwie jednorazowy, bo na tylko tyle może komukolwiek starczyć cierpliwości w konszachtach z Tazarem. Oprócz tego, Welbert powinien zdawać sobie sprawę z jakim typem człowieka rozmawia. Jeśli Silnoręki mówił że nie pójdzie do czarnej roboty za darmo nie trafiając przy tym na stryczek, należało się spodziewać od niego stanowczego oporu. Nie tylko siłowego. Jego kuźnia bądź co bądź pozwoliła mu na zgarnięcie kilku wpływowych kontaktów... nie wspominając już o tym że sam lord Rancheron byłby zawiedziony gdyby jeden z niewielu dostawców tak rzadkiego ekwipunku jakim były płytówki nagle skończył na stryczku za przestępstwo którego nie popełnił. Zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach. Teraz przecież każda osoba zdolna do produkcji dużych ilości smoków naraz miała wręcz kluczowe znaczenie dla miasta.
10.12.2018, 22:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#22

STRAŻNIK



zekanie na odpowiedź Eris widocznie zmęczyła kapitana, który tylko pokręcił głową na widok dziewczyny tępo wpatrującej się w przestrzeń. Biedna pewnie działała pod wpływem chwili i wciąż była w szoku po tym co zrobiła. Prawo było jednak prawem i nieważne jak uroczym, kobiecym czy niewinnie wyglądającym się jest - jeśli się je złamie należy za to odpowiedzieć. - Zabrać ją do lochu. Skoro nie chce współpracować to zawiśnie. - powiedział krótko kapitan, po czym poczekał w spokoju aż Wilhelm wyprowadzi morderczynię z pokoju. Kiedy tylko drzwi zatrzasnęły się za nimi, a Welbert został z Silnorękim sam na sam, mężczyzna rozsiadł się wygodniej na fotelu.
- I co ja mam do kurwy nędzy z tobą zrobić, panie Tazar? - zapytał samego siebie, wysłuchawszy wcześniej obronnych słów płatnerza. - Dziewczyna wprost przyznała się do popełnienia morderstwa i powiedziała, że byłeś w to zamieszany. Więcej dowodów mi nie trzeba żeby skazać cię za współudział. I uwierz, zrobiłbym to z miłą chęcią, ostatnimi czasy za często widuję cię w swoim gabinecie - rzekł, po czym sięgnął po przybory do pisania i szybko zaczął coś skrobać na pustej kartce. - Chcesz zapłaty? Dostaniesz standardową stawkę strażniczą jeśli uda Ci się złapać tego gnoja. O twoich zasługach dla miasta nie chce słuchać, ostatnio potrzeba nam odrobiny spokoju, a nie zbroi - powiedział, podnosząc wzrok znad dokumentu, chcąc się upewnić, że Tazar wciąż go słucha. Po chwili znowu wrócił do pisania. - Mamy zbyt wiele poważnych spraw na głowie żeby co chwilę zajmować się awanturniczym płatnerzem. A uwierz, cierpliwość wszystkich szybko się ostatnio kończy - po tych słowach wyciągnął z biurka kopertę, wsadził do niej dokument i zalakował go pieczęcią strażniczą. - List ma trafić do burmistrza Grimssdel, wszystko w nim mu opisałem. Załatw sprawę to dostaniesz pieniądze. Tylko na miłość boską wypierdalaj z mojego miasta, bo mam dosyć oglądania twojej mordy za kratami. - kapitan przesunął list na skraj stołu, po którym siedział Tazar, patrząc na niego z wyczekiwaniem.

18.12.2018, 13:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#23

ziewczyna została wyprowadzona. Czekał ją nieciekawy koniec na stryczku, a wcześniej pewnie jeszcze mniej ciekawe chwile zapewnione przez współwięźniów. W końcu rzadko kiedy zdarzało się żeby do lochu trafiała dziewka tak młoda i urodziwa. Strażnicy zaś... cóż, oni nie będą przejmować się morderczynią. Eris raczej nie zaskarbi sobie niczyjej sympatii, jeśli w podziemiu będzie zachowywać się tak samo zuchwale i głupio jak wtedy w karczmie. Po wszystkich problemach które na niego sprowadziła, Bron miał jej serdecznie dość. Podobnie jak biurokrata siedzący naprzeciw miał serdecznie dość jego. Płatnerz został potraktowany zimno, wręcz niesprawiedliwie i wcale go to nie zdziwiło. W tej chwili zależało mu głównie na tym by mógł wyciągnąć jakiekolwiek profity z burdelu w którym się znalazł. A widząc że kapitan nie był daleko od wpadnięcia w beznadziejną furię, odpuścił sobie targowanie. Zwykły żołd mu musiał wystarczyć. Choć w porównaniu z prowadzeniem kuźni robota ta była piekielnie nieopłacalna, to odmowa też nie wchodziła w grę.

Nie ma sprawy. – Odpowiedział krótko na polecenia. Na dalsze słowa urzędasa nawet nie zareagował, pomimo tego że określenie Valen jako "jego miasta" go rozbawiło. Słyszał o wiele gorsze obelgi słane pod jego adresem i był świadom tego kiedy należy puścić je mimo uszu. Zdawał też sobie sprawę, że żadna riposta nie upokorzyłaby Welberta bardziej niż jego własna praca. Obrażanie takich ludzi było więc kompletnie bezcelowe.

Silnoręki chwycił kopertę. Jej zawartość musiała być bardzo ciekawa. Możliwym było to że w środku znajdował się opis jego samego jako oskarżonego o współudział... Z drugiej strony to by nie miało zbyt wiele sensu. Burmistrz Grimssdel nie zaufałby kryminaliście takiego sortu i jego śledztwo byłoby praktycznie uniemożliwione z powodu braku dostępu do jakichkolwiek informacji posiadanych przez tamtejszą straż. Bardziej prawdopodobnym było to że kapitan nie określił czego mógł dokonać Tazar, a jedynie zaznaczył by nie ułatwiali mu tam niepotrzebnie żywota poprzez nadanie zbyt wysokiej wypłaty. Najchętniej kowal otworzyłby list w pierwszym możliwym momencie i podmienił jego treść. Niestety, czasy jego świetności minęły i Lorley, jeśli w ogóle żył, znajdował się pewnie daleko. Nawet jeśli jakimś cudem Bron położyłby swoje wielkie łapska na ekwipunek służący podrabianiu pieczęci, nie miał tyle zręczności by poprawnie z niego skorzystać. To jego druh znał się na fałszerstwie i to on byłby w stanie odpowiednio wiarygodnie podrobić notkę od Welberta. Tym razem Tazar musiał obyć się bez wygodnych forteli.

Jeśli wszystko zostało już ustalone, opuścił ten przeklęty gabinet i udał się prosto do swojego domostwa. Czekała go rozmowa z rodziną wyjaśniająca cały ten pierdolnik i przygotowanie do wyprawy. Miał w planach wyruszyć następnego dnia z samego rana, najprawdopodobniej zabierając się z jakąś karawaną podróżującą akurat do Grimssdel. Podróż pieszo w jego wypadku była niemożliwością.

Gracz opuścił wątek
18.12.2018, 15:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#24

STRAŻNIK


chodząc do biura kapitana, Chichi rzuciła się w oczy sterta dokumentacji i listów czekających aż ktoś się nimi zajmie. Musiały one stanowić niemałe utrapienie dla Welberta zwanego też Werblem, i można było tylko domyślać się że to przez nie jego twarz ostatnimi dniami wyrażała wieczne zmęczenie, nawet pomimo aktualnego, chwilowego zadowolenia. Przy ścianach zaś, prócz półek z książkami i kolejną urzędologią stały stojaki. Na jednym z nich spoczywała wyjściowa zbroja dowódcy. Miała niewiele zdobień, biorąc pod uwagę pozycję swojego właściciela i tylko odrobinę różniła się od tych którą nosili zwykli, podrzędni strażnicy. Po prawej stronie zaś było miejsce na oręż mężczyzny. Jednoręczny prosty miecz miał swoje miejsce tuż obok rapiera. Welbert zajął swoje miejsce i dłonią wskazał na krzesło naprzeciw niego, sugerując by jego rozmówczyni zrobiła to samo.

Mortis niestety nie przeżył do rana. Przyznam że jest w tym trochę mojej winy. Zależało mi na tym by jak najszybciej zaczął gadać i nie przebierałem w środkach by go do tego zmusić. Udało mi się dowiedzieć dla kogo pracuje i nie wygląda to wcale dobrze. W Greathard ukrywa się grupa szaleńców przeprowadzająca eksperymenty na ludziach i to oni odpowiadają za porwania. Najprawdopodobniej sprowadzają swoje nowe ofiary tylko stąd, dla niepoznaki, ale nie mogę być w pełni pewnym. Chciałem cię przed nimi przestrzec. W najbliższym czasie wyślę posłańca do Verdisa Verdugo, kapitana straży w Greathard z informacjami. – Gdy mówił, jego twarz znacząco spoważniała. Kiedy zaś skończył, dodał jeszcze. – Czy masz jakieś pytania?
01.06.2019, 13:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#25

Mistyczka wysłuchała spokojnie odpowiedzi kapitana, nie kryjąc nawet zadowolenia z informacji o śmierci Mortisa. Jedyną rzeczą, jakiej żałowała było to, że nie mogła sama go zabić.

-W sumie nasuwa mi się jedno pytanie na myśl - zagadnęła spokojnie - czemu interesowały Cię moje plany?
- Z ciekawości.
– Odparł równie spokojnie kapitan. – Ale i także z obowiązku. Nie ukrywam że Valen ma niemałe problemy i poszukujemy najemników do pomocy.- Słowa kapitana zainteresowały Chichi. Jakby nie było, dodatkowa gotówka bardzo by się przydała.
-Jeśli jest coś, w czym mogłabym pomoc to nieco grosza zawsze się przyda.
– Cały czas mam teraz w głowię klikę Mortisa. Nie powiedział mi o nich wiele.
– Po krótkiej chwili przerwy podczas której Welbert siedział zamyślony, kontynuował. – Ale mówiłaś że wtedy gdy zostałaś porwana... nie był sam, prawda?
-nie,nie był
- mistyczka zmarszczyła brwi w zamyśleniu - był z nim jakiś mężczyzna, ale nie wiedziałam go niestety.
– Więc na ujęcie go na tę chwilę nie mamy co liczyć.
– Kapitan westchnął. – Nie pozostaje mi więc nic innego jak podziękować ci za pomoc w ujęciu Mortisa, nawet jeśli wcale tego nie planowałaś.
-szkoda, że nie było żadnego zlecenia na złapanie Mortisa.
-Chichi ostrożnie ważyła słowa. Nie można było ukryć, iż zależało jej na jakiejkolwiek nagrodzie. Ostatnimi czasy marnie szło z jakimikolwiek zleceniami. - Nagroda za jego głowę byłaby jakimś zadośćuczynieniem za jego pojebane czyny.


Welbert zamyślił się. Trwało to chwilę, wskazując na to że kwestia wynagrodzenia jest dla niego dość trudną kwestią. Mistyczka obserwowała uważnie jego twarz, starając się cokolwiek z niej wyczytać.

– Uwierz mi, chciałbym wyrazić moją wdzięczność w pieniądzach. Mogę zaproponować ci wynagrodzenie za tę sprawę, jednakże nie będzie ono tak wielkie jakbym tego chciał, a na pewno nie w tej chwili. Jeśli zgodzisz się, mogę porozmawiać z ludźmi w urzędzie i nadać ci honorowe obywatelstwo Valen, oczywiście w dodatku do odrobiny grosza którą jestem w stanie ci poświęcić. - Lekka pieśń triumfu rozegrała się w sercu Chichi. Może i mało, ale zawsze coś!
-byłabym niezwykle wdzięczna - odparła Chichi, kłaniając lekko głowę przed Kapitanem - Oczywiście, nie chce wywierać na Tobie presji ani sprawiać zbyt wielkich trudności.
– Zajmę się tym. Jeśli jednak pozwolisz, nie w tej chwili. Wciąż muszę zabrać się za raport dla ratusza. Postaram się przedstawić tam sytuację w... odpowiedni sposób. Odwiedź mnie jutro, powinienem mieć wtedy przynajmniej trochę grosza.
-pewnie, nie ma problemu. Przenocuje w gospodzie, a jutro po południu Pana odwiedzę.
- po chwili zamyślenia, zapewne motywowania wspomnieniem o Gryzeldzie. mistyczka zadała jeszcze pytanie - czy pańscy ludzie wpuszcza mnie na teren koszar?
-Tak.


Po opuszczeniu koszar mistyczka w końcu spokojnie odetchnęła. Pierwszy raz, od bardzo długiego czasu nie zagrażało jej już żadne niebezpieczeństwo, nikt nie czyhał na jej życie, nikogo nie musiała gonić ani przed nikim uciekać.
Był to o tyle odmienny stan, że po dojściu do rynku stanęła na moment i zastanawiała się, co też właściwie powinna teraz zrobić? Przez moment rozglądała się wokół siebie niczym zagubiona, obserwując chodzących wokół niej ludzi. Niemal wszyscy, w przeciwieństwie do niej spieszyli się gdzieś, bądź też byli zajęci... czymkolwiek. Mistyczka westchnęła cicho i ruszyła w stronę gospody - mimo, że Gareth zniknął niczym bardzo stereotypowy kochanek, niemal z samego rana, to jednak ochota na piwo ani trochę nie opuszczała ciała Chichi. Kto wie, może uda jej się spotkać kogoś ciekawego bądź dowiedzieć się jakiś interesujących rzeczy. A, przy bardzo dużym szczęściu, może nawet podłapać nowe zlecenie?
Po przekroczeniu progu gospody kroki skierowała wprost do karczmarza i z miną podobną zapewne do pustelnika otrzymującego szklankę wody, zamówiła pokaźny kufel piwa.

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2019, 11:12 przez Chichi.)

14.06.2019, 11:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#26

Welbert powitał Mistyczkę znad stery papierów którą wciąż się zajmował i która zdawała się wcale nie maleć wraz z upływem czasu. Właściwie to Chichi mogła powiedzieć że ilość papierkowej roboty do wypełnienia była tu jeszcze większa niż dnia poprzedniego. Kapitan zaś dzielnie starał się walczyć z tym wszystkim i chyba to był najważniejszy powód dla którego od razu przeszedł do sedna rozmowy. Mistyczka musiała przyznać, że kapitan był jedną z nielicznych osób, do której udało jej się poczuć coś na kształt sympatii. Spokojny i opanowany człowiek, który dobrze radził sobie w obliczu zagrożenia. Gdyby nie jego widoczne na oko "dobro", mógłby nawet nadawać się do jej zawodu.
Kapitan pozwolił sobie na uśmiech, najwyraźniej zadowolony z wizyty.

– Dzień dobry. Widzę że nie próżnowałaś od czasu złapania Mortisa. Dostałem wczoraj informację że z nudów postanowiłaś złapać osobę zamieszaną w porwania. Dość imponujący wyczyn, biorąc pod uwagę że paru innych najemników po kilku dniach pracy po prostu rezygnowali w powodu braku poszlak. – Mówił, wyciągając coś z biurka. Ową rzeczą okazała się być niewielka sakiewka i... zalakowany list. – W sakwie znajduje się sto pięćdziesiąt srebrnych smoków, podzięka od miasta za pomoc. List zaś zaniesiesz do ratusza, gdzie któryś z urzędasów przeprowadzi cię przez proces nadawania obywatelstwa miasta, jeśli oczywiście tego sobie zażyczysz. Tylko tyle byłem w stanie dla ciebie ugrać. Oczywiście, w imieniu straży zachęcam z całego serca do współpracy. Brakuje nam ludzi którzy byliby w stanie przywrócić to miasto do porządku. - Mistyczka uśmiechnęła się serdecznie, przyjmując od kapitana nagrodę. Nie było ona tak wysoka, jak na to liczyła, jednak biorąc pod uwagę fakt, że złapała jedynie stajennego, to i tak było całkiem dobrze.
-Jeszcze raz Ci dziękuję, trochę grosza zawsze się przyda. - Powiedziała, patrząc z powagą na kapitana - Wiesz może, czy udało im się dowiedzieć czegoś od tego stajennego? Jestem ciekawa, bo człowiekiem, który został ostatnio porwany jest mężczyzna, który uratował mi niedawno życie i miałam nadzieję jeszcze go spotkać. A co do pomocy miastu, to jak tylko będzie okazja, chętnie się za coś zabiorę.
– Nie mam zielonego pojęcia, bardzo możliwe że w tej chwili przesłuchuje go ktoś z moich podwładnych. Niestety, nie mogę zająć się tą sprawą osobiście.
-Rozumiem.
- Odparła Chichi, spoglądając ze współczuciem na zalegające wszędzie papiery. - Ta praca ma plusy i minusy, prawda? W takim razie nie będę chyba więcej zabierać Ci czasu. Pójdę do urzędu zająć się tym papierkiem. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mieli okazję razem pracować. - Po tych słowach uścisnęła dłoń Welberta i po wysłuchaniu jego pożegnania, opuściła koszary.


Jako, że Cihichi nie chciała marnować więcej dnia, od razu udała się w stronę ratusza, chcąc uzyskać obywatelstwo. Długo się nad tym zastanawiała, jednak w ostatecznym rozrachunku doszła do wniosku, że ma to o wiele więcej zalet aniżeli wad.
Przemierzając miasto rozglądała się po mijanych targach i sklepikach, planując kupno pożywienia za zarobione pieniądze - jej zapasy nieco zbyt szybko się kurczyły. Postanowiła jednak zająć się tym po wyjściu z urzędu. Kiedy przechodziła pomiędzy ludźmi i straganami, znalazła sobie nową rozrywkę, którą chciała w najbliższym czasie szkolić i ulepszać. Mianowicie, używając swej niewidzialnej magii próbowała podnosić przy pomocy wiatru i przenosić dojrzane przedmioty. Skupiała się na przykład na poustawianych w stosach kapustach, czy też glinianych naczynkach. O ile udało jej się czegokolwiek dokonać, z rozbawieniem przyglądała się twarzą zaskoczonych kupców, których produkty nagle zaczynały unosić się w powietrze i samoistnie zmieniać swe miejsce położenia.
Po dotarciu do ratusza poczęła rozglądać się za kimś, do kogo mogłaby udać się z listem. Gdyby ów osobnik znalazł się w zasięgu jej wzroku, podeszłaby i przedstawiła swoją sprawę.

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2019, 13:47 przez Chichi.)

08.07.2019, 12:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#27

STRAŻNIK


trażnik na pytanie Enariusa tylko wzruszył ramionami. Drobne kradzieże się zdarzały w mieście, a straż przecież nie była w stanie wyśledzić każdego kieszkonkowca w porcie.

Obawiam się że nie jestem w stanie ci pomóc. Może gdyby ta kusza była jakoś rozpoznawalna... Ale tak bez żadnych informacji mam związane ręce. Tak to jest jak nie pilnujesz swoich rzeczy. Kapitan Werbel chce widzieć Cię w swoim biurze maksymalnie za godzinę. Zresztą, i tak mam cię zaprowadzić do stajni to pójdziemy najpierw tam, a potem od razu do niego.



Niecałą godzinę później dwójka znajdowała się już w koszarach, w gabinecie kapitana. Oblicze jego ukazywało wielodniowe już zmęczenie, którego powód był oczywisty i widoczny. Ilość papieru która zajmowała teraz jego biurko była wręcz irracjonalnie duża. Widząc młodzieńca, podrapał się po kilkudniowym zaroście i gestem dłoni kazał swojemu podwładnemu wyjść. Następnie westchnął głośno, wstał i podał medykowi dłoń.

Nazywam się Welbert. – Przedstawił się. – Zresztą, to pewnie już wiesz. Zaproponowałbym Ci usiąść, ale pewnie nie widziałbym nawet twojej twarzy znad tego burdelu. Ale przejdźmy do rzeczy. Jesteś naszym nowym medykiem, tak? Według Alberta jesteś przyjezdny, czyli pewnie nie wiesz co tutaj się wydarzyło. Opowiem to tak skrótowo jak tylko mogę. Całkiem niedawno nad miastem przeleciał smok i przyciągnął za sobą hordę dzikich zwierząt i potworów – a tak przynajmniej twierdzą kapłani. Mnie, szczerze powiedziawszy, to nie obchodzi. Obchodzi mnie natomiast fakt, że mieliśmy dość dużo roboty z czyszczeniem traktu z całego tego tałatajstwa. Większość rannych jest już opatrzona i trzeba tylko ich doglądać, by nie dostali zakażeń, tak mi się wydaje. Niemniej, jest ich tylu że będziesz miał ręce pełne roboty. Czy masz jakieś pytania?
31.10.2019, 14:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#28

[literka=C0ałe koszary były otoczone solidnym i wysokim murem, a przed bramą stała dwójka strażników z nieprzyjemnymi wyrazami twarzy. Spytani o niejakiego Walberta szybko zmienili temat.
- Czego konkretnie chcesz? - żaden z nich nie wydawał się być w dobrym nastroju. A co dopiero na zbędne pogawędki.
~~
Miejsce to zawsze kojarzyło mi się z fabryką talentów. Oczywiście nie wszyscy do tego grona się zaliczali, ale wielu wojskowych wywarło na mnie wrażenie. Ciekaw jestem jaki jest ten Walbert. Na ten moment jednak musze się uporać z jego przydupasami, którzy niezbyt milo mnie przywitali. Okami czując moje niezadowolenie wszedł w swoją duchową formę i zaczął warczeć u mego boku na strażników. Oczywiście on tego nie słyszeli, jednakże mogli poczuć delikatną zmianę ciśnienia które tak często towarzyszy nadchodzącej burzy. Ja zaś ze spokojem przyłożyłem rękę do paszczy wilka i zwróciłem się do strażników: - Szukam waszego dowództwa ponieważ mogę pomóc z demonie pomiotem który się krząta pod waszym nosem. - Tu zrobiłem przerwę by Ci mogli przeanalizować sytuację, a gdy byli gotowi zapytałem: - To jak?
~~
Wartownicy mocniej zacisnęli ręce na halabardach, jak gdyby mieli się w każdym momencie rzucić na chłopaka. Ostatnie wydarzenia widocznie odbiły się też na nich, jednak kolejne słowa wydawały się ich jakoś uspokoić. Jakoś.
- Chodź za mną. - powiedział bez żadnych emocji i zbędnego czekania, skierował się w stronę koszar. Na placu trenował spory oddział wojowników z najróżniejszym rodzajem oręża. W środku, I kolejnymi korytarzami dotarli do drzwi przy których stał wartownik. Mocniej opancerzony, uzbrojony w włócznię z halabardą tworzył obraz dość przerażającego przeciwnika.

- Poczekaj tu. - powiedział prowadzący go, wchodząc do środka i po chwili pokazując mu ręką żeby też wszedł.
W środku, za biurkiem siedział mężczyzna z stosami papieru, wypełniając jeden za drugim. Obok leżała otwarta butelka z szklanką. A w powietrzu unosił się lekki zapach alkoholu.
- Kim jesteś? I czego chcesz?
~~
Strażnicy po moich słowach opamiętali się trochę i bez zbędnych ceregieli zaprowadzili do swojego przywódcy. Jak bardzo muszą być zdesperowani że biorą do pomocy pierwszego lepszego chłoptasia z ulicy? Cóż... Mam nadzieje, że coś będę mógł tu zdziałać. Minęła kolejna chwila a przed moimi oczyma ukazała się postura mężczyzny nieco znieczulonego zapewne alkoholem: - Arthur Ka - Szaman. Słyszałem że macie problem z demonem. Być może mogę wam jakoś pomoc? - Po czym czekałem na odpowiedz.
~~
Kapitan straży wydawał się być niezbyt zainteresowany kim był młodzieniec. Jednak gestem ręki nakazał strażnikowi wyjść z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.
- Ile razy z nimi walczyłeś? Wiesz w ogóle na co się chłopcze porywasz? - brak wiary w zdolności szamana były aż nazbyt widoczne i w głosie i na twarzy mówiącego.
~~
Kolejny pewny siebie jegomość który ocenia po wyglądzie. To jest takie typowe dla zwykłych ludzi. Bylem pewny siebie, nie mogłem pokazać mu słabości: - Znam runy obronne, przeczytałem mnóstwo ksiąg związanych z tym paskudztwem. Jeśli zaś chodzi o praktykę... Cóż, minąłem się z jednym. Nie boję się. Plus mam ze sobą kilku chętnych do pomocy. - W tym momencie i Hi no So przebudził się ze swej stagnacji i również pojawił się w swojej duchowej formie. Oba duchy czekały na rozkaz ujawnienia się.  Jeśli przywódca jest choć trochę podatny na energię duchową pozna się kim jestem i być może przestanie wątpić: - Słyszałem, że jesteś mistykiem, znasz się na zabijaniu demonów. Jeśli połączymy siły być może uda się to zabić. - Łowca zaczął się niecierpliwić. On również wręcz palił się do walki z tym demonem. Chce odpłacić za swój pogrzeb tym popapranym sukinsynom. Okami zaś stal z pozą gotową w każdej chwili rzucić się do gardła mistykowi. Czeka na sygnał, którego oczywiście nie wydam. Taka jego jest po prostu jego natura.
~~
Walbert wstał z swojego papierowego więzienia czemu akompaniowało długie westchniecie.
- Po pierwsze mój drogi. Teoria, to jedna rzecz. Prawda, jestem mistykiem. A wiesz jak wygląda praca mistyka w Azaracie? Jeżeli nie trafisz do nocnych to masz szczęście, codzienne wyjścia i napierdalanki z demonami na pustyni, które potrafią pozbawić Cię życia w ciągu sekundy i módl się żeby skończył z Tobą szybko. Jedno zawahanie i skończysz na tamtym świecie. Cieszę że jestem tutaj. - nieopisane w paskudnych szczegółach słowa wypowiedziane przez Walberta były jednak nie wymawiane gniewne. Wręcz przeciwnie, miało to zniechęcić Arthura.
- A druga sprawa że to nie demon, nie wiem czym... Kim, to coś było. W każdym razie sprawa i tak już jest nieaktualna. (edytowane)
~~
- Wiem czym są demony. Moja matka studiowała ich wygląd, zwyczaje, zachowanie... Jeden z tych skurwieli za jednym zamachem zabił mi całą rodzinę. Proszę więc mi pozwolić chociaż pomóc chronić rodziny innych. Duchy to dobre towarzystwo, ale warto poświęcić jednak trochę czasu żywym. - Tu zrobiłem delikatną przerwę by mistyk mógł odpowiednio zareagować: - Czemu sprawa jest nieaktualna? Jeśli to nie demon to co? - Komuś nie wyszła transmutacja czy jaki chuj? Coś się dzieje, czuje to. Mam nadzieje, że Karasu znajdzie duchy tych nieszczęśników które trafiły na to paskudztwo.
~~
Kolejna gadka o demonie zabijającym czyjaś rodzinę, a potem ten ocalały rusza z szlachetną misją zemsty. Walbert jedynie chwycił się za głowę, ale nic nie powiedział. Ile razy już musiał się z tym spotykać? Taki już był ten cholerny świat, a pomioty były jego nieodzwoną częścią.
Dopytywania się Arthura spotkały się z krótkim spacerem kapitana do okna i chwilą ciszy.
- To mistyk. A raczej wyglądał na mistyka... - spojrzał na swoją rękę i potem na chłopaka - A potem jego własny żywioł zamknął go w zbroi przez co wyglądał jak demon. Nie wiem co się dokładnie stało tamtej nocy, ale to nie jest normalne. To tak jakby magia posiadała własny rozum. Własną wolę. Rozumiesz? Nie mam zamiaru ryzykować niczyjego życia przez jakiegoś wariata
~~
- Przecież to nie jest możliwe by magia doznała własnej świadomości... Niesłychane. - Tu zrobiłem przerwę. Musiałem się zastanowić co tu się odpieralą. Człowiek który stał się demonem? Niebywale: - Ten człowiek zabił tych ludzi w kopalni? - I kolejna przerwa. Ta historia staje się coraz to bardziej interesująca...
~~
- W tym jest właśnie cała sprawa. Sam nigdy tego nie widziałem na oczy... Posiadał własną wolę, ale to dalej zajmuje mi głowę. No ale, nie ma go już w mieście. Przynajmniej jeden problem z głowy. A co do kopalni to zalągł się tam Sieg, z tego co nam wiadomo to górnicy musieli dokopać się do jego leża. Jeżeli to wszystko, to wybacz. Ale jak sam widzisz mam sporo roboty. - wskazał ręką na stop papierów po czym usiadł przy biurku gotowy do niechętnego kontynuowania pracy.
~~
Słuchałem tego co miał do powiedzenia dowódca straży. Wszystko to brzmiało jak dziwny bełkot pijaczyny spod gospody, jednakże facet naprawdę wierzył w to co mówił. Jeśli to prawda, użytkownik tej magii musi być naprawdę silny: - Dobrze, że władający tą magią zniknął. Miejmy nadzieję, że nigdzie indziej nie będzie sprawiał problemów,  a jeśli tak to na pewno się dowiemy. Co do Sieg'a. Słyszałem o tym potworze co nieco. Nie lepiej było by się go pozbyć dla bezpieczeństwa ludzi? - Nie ustępowałem. Być może jeśli namowie dowódcę by wysłał kilku chłopców to uda nam się pozbyć potwora, może.
~~
Kapitan cicho westchnął opuszczając głowę i wracając wzrokiem z powrotem na młodzieńca.
- Kopalnia jest zamknięta przez władze miasta. Po tym uzbrojony szwadron wraz z jakimś wojownikiem tam zaginęli. Bestia musiała ich dorwać. Nic na to nie mogę zrobić, chyba że chcesz się przerąbać przez litą skałę żeby się tam dostać. - rozłożył ręce w geście bezradności.
~~
Wszystko to co mówił ten mężczyzna było dla mnie... Ciężko to opisać ale czułem jakby on sam nic nie mógł zrobić, a swoje stanowisko miał Bo miał. Cóż, jeśli taki jest kapitan to ciekaw jestem całej reszty. Zostawiłem to w cholerę. Karasu powinien już powoli wracać z jakimiś wieściami. Ja zaś zwróciłem się w stronę faceta: - Jeśli znajdę coś związanego z tą świadomą magią to dam znać. Do zobaczenia kapitanie... - Po czym ruszyłem w stronę wyjścia. Nic tu po mnie. Lepiej będzie jak sam sobie znajdę coś do roboty.
~~
Walbert jedynie skinął głową na słowa Arthura i zabrał się do wypełniania stosu papierów. Strażnik wypuścił go bez najmniejszego problemu, a ten sam który go tu zaprowadził. Odprowadził do wyjścia i bram, nie mówiąc przy tym nawet najkrótszego słowa.
Pytanie teraz, gdzie uda się młody Szaman.
[/literka]
Z/t Aleje Miasta
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.01.2022, 20:57 przez Arthur.)

15.01.2022, 20:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#29

Podróż do koszar odbyła się w miarę szybko i spokojnie. Ludzie na ulicach zajmowali się swoimi
sprawami, ale czasami szeptali między sobą widząc nieznajomego który od pewnego czasu krążył po
ulicach miasta handlowego.
Gwardziści jedynie skinęli głowami zarówno strażniczce jak i szamanowi, a nie się zorientowali jak stali
przed wejściem do kwatery kapitana straży. Po wpuszczeniu przez pełniącego tam gardę wojownika
spotkali się z wściekłym Walbertem.
- Znowu Ty? Powiedziałem Ci że nie mam na Ciebie czasu. - słowa mówiły same za siebie o
nastroju jaki miała mieć ta rozmowa. Ale przed Arthurem wystąpiła gwardzistka.
- Kapitanie. Sprawa jest gorsza niż przypuszczaliśmy. Ten Demon zabił kolejnego człowieka, nie
możemy tak po prostu pozwolić mu zabijać. Mów mu co wiesz.
- ostatnimi słowami zwróciła się do
młodego szamana.
~~
Nim się jednak zorientowaliśmy znaleźliśmy się na miejscu. Otworzylem drzwi do siedziby Walberta
obdarowany ciepłym powitaniem. Nim jednak się odezwałem, sytuacje przedstawiła po krotce jego
podwladna. Ja zaś czekając na odpowiedni moment dodalem: - Posłuchaj mnie teraz uważnie. Twoja
protegowana ma rację. Jesli moj przypuszczenia są prawdziwe, w Valen dzieje się naprawdę wiele złego
i duzo mają z tym wspólnego demony i pewna grupa ludzi zwani "Kultystami". Porywają oni dzieci
posługując się plugastwem Thorna. W sumie porwano już 5 dzieci, a zabito wielu. Widziałem co potrafią.
Po ciele nie zostaje nic, po duszy zresztą też. Na mich oczach umarł czlowiek zabity przez jednego z ich

posłańców. I wiesz co? Nie uleciało z niego nic. Był czlowiek i nie ma człowieka. Rozumiesz więc chyba,
że musimy działać.
- Przemilczałem JEJ temat. On jest mistykiem i zabija demony. Jesli ona
faktycznie jest inna, nie chce by stała jej się krzywda. Musze się od niej przeciez jeszcze tyle
dowiedzieć...
~~
Walbert przetarł oczy i westchnął tak że część papierów na jego biurku się ruszyła.

- A Ty myślisz że o czym Ci niby mówiłem kiedy wspominałem o "większych problemach"? Nie śpię po
nocach bo poluje na to kurestwo od jakiegoś tygodnia, ale ciągle ucieka i mi o milimetry. Zasadzki,
pułapki runiczne. No kurwa nic nie działa czego bym nie spróbował. A Ci pierdoleni kultyści chowają się
w cieniach jak szczury. Przeszukiwałem nawet starą sieć kanałów, nic. Cholery po prostu rozpływają się
w powietrzu. Sam chyba widzisz że przy czymś takim nie mogę zwyczajnie powiedzieć tego straży i
zacząć polowania na wiedźmy. To wywoła panikę w całym mieście, a już starczy tego chaosu
-
towarzyszka Arthura nie rzuciła nawet słowem dość zszokowana całym rozwojem sytuacji. Hi no so
natomiast pojawił się obok w duchowej formie z zdegustowanym spojrzeniem.
~ Mógł powiedzieć od razu ~
~~
Reakcja Walberta była stosowna, jednakże tak jak podsumował mnich, mogl powiedzieć to na samym
początku. Ja zaś kontynuuowałem: - Kto w takim razie stad wszystkich wie o całej akcji? To ważne.
Kto wie o pierdolonych kultystach? Są jeszcze jacyś wtajemniczeni?
- Dlaczego pytalem? Ponieważ
jest tu szaleniec, który za wszystko może być odpowiedzialny. Na ten moment jednak jeszcze tego nie
powiem, musze zbadać grunt.
~~
Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza przerywana krokami strażników przechodzących
korytarzami koszar.
- Nikt, poza kapłanem Thornanu. Ale z nim kontaktowałem się w sprawie pewnych rad. Nie żeby mu

coś wyśpiewać. Jak widzę jednak. Dusze zabitych już Ci wyśpiewały co się dzieje...

~~
W takim razie mamy czterech zainteresowanych: Kaplan Thornanu, Ja, Dziewczyna i Walbert. Ktoś z
nas jest prawdopodobnie "szalencem" o którym mowil demon. Spojrzalem najpierw na Walberta, potem
na dziewczynę. Spojrzalem jej prosto w oczy i zapytałem: - Jak właściwie mnie znalazłaś? - Hi No
so byl w każdej chwili wstawić się za mną, gdyby dziewczyna chciala zle zareagować na moje pytanie.
Czy mialem wobec niej podejrzenia? Tak. Dlatego wolałem sobie to wyjaśnić, tym razem kierując słowa
w eter: - Nie dziwi Cię, że zawsze kultysci uciekają o wlos? Jakby byli zawsze ten krok przed
sprawiedliwością?
- Mialem nadzieję, że zrozumie aluzje.
~~
Kobieta spojrzała z zdziwieniem na Arthura.
- Jak to jak? Przecież twój kruk mnie znalazł i przyprowadził do Ciebie. - odpowiedziała jakby
młody nie do końca pamiętał co mu mówiła jeszcze kilkanaście minut temu.
Na kolejne, nie skierowane bezpośrednio do nikogo słowa zareagował kapitan. Wyciągnął kartkę na stół
która była na szybko przygotowanym planem miasta z pozaznaczanymi miejscami.
- W tych miejscach ich dorwałem, ale jak mówiłem. Puciekali. - nawet po dłuższym przyglądaniu
się nie było w tym najmniejszego sensu. Miejsca były kompletnie losowe i było ich mnóstwo. Rzeczeni
kultyści zdawali się atakować gdzie to tylko możliwe.
~~
Spojrzalem z lekkim zdziwieniem na dziewczynę: - Specjalnie odchodzi od tematu czy specjalnie udaje
głupią
- pomyślałem po czym sprostowałem swoje pytanie: - Nie mówię o spotkaniu w kaplicy moja
droga...
- Mając nadzieję, że dojdzie do konkretów. W miedzy czasie mialem okazje spojrzeć na mapę
gdzie ów kultysci zostali schwytani. Starałem się znaleźć jakiekolwiek powiązanie miedzy miejscami
spotkań, ale najwyrazniej bezskutecznie: - Jesli miejsca spotkań są losowe to fakt, że udało Ci się
znaleźć kultystow tylko dowodzi Twoim umiejętnością. Wierze w Twoj cel i chęć znalezienia tych

sukinsynow. Więc jeśli mam być szczery, sądzę że macie tu kreta.
- W końcu to powiedzialem.
Powiedzialem co czulem i było mi z tym dobrze. Zresztą, demon który mowil o szaleńcu jedynie
potwierdzała moją teorię. Najlepiej potwierdzić nasze stanowisko od razu. Została tylko dziewczyna.
~~
Kobieta uderzyła się w czoło, powoli ściągając ją w dół po swojej twarzy.
- Tobie o to chodzi. Chodziłeś po mieście, szukałeś informacji. Jeden z obywateli mi się poskarżył że
jakiś facet w szatach chodzi i wypytuje ludzi. A jak zauważył że z rozmawiasz z czymś niewidzialnym to
od razu pomyślałam że jesteś szamanem.
- wzruszyła ramionami i sama też zerknęła na mapę,
wysłuchując co Arthur ma do powiedzenia.
- Na to by wychodziło. Tylko pytanie kurwa kto? - kończąc swoją wypowiedz skrzyżowała ręce na
piersi szukając w kapitanie straży odpowiedzi.
Na co ten patrząc na mapę wskazał kilka punktów nieopodal centrum dzielnicy portowej.
- Nie mam pojęcia, ale na to by wychodziło. Pierwsze razy były tutaj, potem rozeszły się na resztę
miasta.
- powiedział opierając głowę na ręce i stukając palcem drugiej ręki w stół.
~~
Czyli jednak jest trochę głupia. Spojrzałem na nią spokojnie, jednakże w głębi ducha wierzyłem w jej
głupotę. Znalazła sposób by przekonać mnie do wiary w jej cel. Jej tłumaczenie tez wydawało się w
porządku. Jednakże czulem ze musze być uważny i sprawdzać każdy szczegół: - Ktoś, kto zna ruch
każdego z nas. Pamietasz jak kazałem Ci uciekać? Moj duch wyczul, że coś się zbliża. Jest duże,
skoczne i silne. To samo goniło w nocy dwójkę znanych mi duchow. Na ich szczęście udało im się
schronić w świątyni Thornanu. To coś szuka dusz. Gdy znalazłem pierwszy trop, znalazłem na wpół
martwego człowieka, który dał początek tego co teraz wiemy wszyscy razem. Mam podejrzenia, że to
coś go dorwało. Chcecie szczegolow? Dobrze. Brak skóry na ręce, policzka, a w miejscu oczu ciemnośc
i pustka, jakby nigdy tam nic nie było. A najciekawsze było to, że gdy umarł nie było nic. Demon dorwał
jego dusze. Mamy okaz który poluje zarówno na żywych jak i martwych. Z relacji duchow, które

przetrwały polowanie wiem że był odziany w szaty. Brak oczu, poździerana skóra. Niemal to samo co u
jego ofiary tylko trzeba dodać kły. Wiesz może co to może być?
- Uznałem że najlepiej będzie
podsumować to co wiemy. Być może czegoś dowiemy się po wspólnej burzy mozgow? Kto wie...
~~
Strażniczka słuchała uważnie każdego słowa, ale z każdym kolejnym strach na jej twarzy tylko się
pogłębiał. Tymczasem Walbert słuchał niezwruszony trzymając ręce na biurku. W końcu postanowić się
odezwać.
- Z tego co mówisz to byłby demon. Drugi krąg najwyżej, ale cholera silna. Myślisz że dasz sobie z
czymś takim radę?
- Kapitan straży wbijał wzrok w Arthura jakby chciał nimi wyczytać prawdę z duchy
chłopaka.
~~
Dziewczyna powoli nie wytrzymywała, przynajmniej tak wnioskowałem po jej wyrazie twarzy. Była pewna
siebie, jednak nie jest przyzwyczajona do takich rzeczy. Może z czasem nabierze sił. Jednakze teraz jest
bezuzyteczna w starciu z demonem: - Nie mam pojęcia. Jeśli będziesz mi asystował, myślę że damy
radę. Oboje w końcu potrafimy korzystać z magi prawda? Poza tym Twoja jest wręcz idealna do ich
zabijania, nie mylę się?
- Zapytalem uprzednio odwracając się w jego stronę. Myślę że wie co miałem
na myśli.
~~
Walbert patrzył dalej w ocza Arthura jakby chciał z nich wyczytać prawdę.
- A powiedz mi jak chcesz to znaleść? Las? Pustynia? To jeden chuj, ale tutaj są tysiące kryjówek. Nie
wspominając o terech poza miastem

~~
Spogladalem na Walberta wzrokiem dość poważnym, ale i szukającym wskazówek na mapie w miedzy
czasie: - Może jesli znajdziemy demona, znajdziemy Kultystów. Wątpie by taki demon latał sobie po
mieście bez jakiejkolwiek kontroli z ich strony. Ktoś musi doglądać sytuacje z zewnątrz.
-

Powiedzialem dorzucając swoje trzy grosze.
~~
W pomieszczeniu zapanowała dłuższa chwila cisza w końcu przerwana przez kapitana.
- Wiem że kontrolujesz duchy jako szaman. Ale myślisz że ktoś w stanie jest aż tak kontrolować
demona?
- Walbert nie wydawał się być specjalnie przekonany co do słów młodego, chociaż
wydawało się jakby miał nadzieję że to jednak prawda.
~~
Cisza ktora zapanowała w pokoju na pewien moment byla niezbyt pobudzająca do działania. Na nasze
szczęście Walbert postanowil się odezwać pierwszy, a ja mu odpowiedziałem: - Nie dowiemy się póki
nie spróbujemy. Lepsze to niż siedzieć z założonymi rękami i czekać aż kolejni ludzie zostaną zabici.

- Skwitowałem krotko czekając na dalszą decyzję Walberta co robimy.
~~
Przez ostatni moment Walbert znowu wpatrywał się w Arthura, Strażniczka stała nieruchomo nie
przeszkadzając w całej rozmowie i jedynie słuchając rozwoju sytuacji.
- Zatem w porządku, wyruszamy po zachodzie słońca. Przy odrobinie szczęścia uda nam się to
cholerstwo znaleść. Do tego czasu rób co chcesz, odpocznij, poszukaj sensu życia, albo poćwicz. Mam
tu jeszcze trochę do zrobienia na dzisiaj, a nic się nie zapowiada ciekawie.
- machnął lekko ręką w
powietrzu jakby chciał wygonić szamana z swojej kwatery i jego wzrok z powrotem zaginął w
papierkowej robocie.
~~
W końcu doszliśmy do jakis konkretów. Walbert zdecydował się mnie wspomóc w walce co na pewno da
nam dodatkowe pole do popisu podczas walki z demonem: - Niech będzie. Pozwolisz że skorzystam z
waszego pola treningowego? I pożyczę ją na moment.
- Spojrzalem w tym momencie bezpośrednio
na strazniczke i przemówiłem: - Chodz, pójdziesz ze mną poćwiczyć. - Po czym zacząłem kierować
się w stronę miejsca treningowego. Jesli dziewczyna pójdzie ze mną, to dobrze. Jesli zaś nie, potrenuje

z moim znajomym mnichem. Coś mi się wydaje, że on również by chciał poćwiczyć. Zobaczymy co z
tego wyjdzie gdy znajdziemy się na miejscu
~~
Walbert już pochłonięty w swojej niezbyt przyjemnej pracy krótko kiwnął głową i cokolwiek by to nie miało
znaczyć. I na ten znak Strażniczka wyszła z pomieszczenia pokazując tym samym by Arthur zrobił to
samo.
- A ma to pomóc mi czy Tobie? - krótko zagadnęła do szamana z usmieszkiem na twarzy.
10.04.2022, 18:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#30

Podarek od Kapitana schowałem za paskiem, a sam powędrowałem w najcisze miejsce jakie znalazłem.
Tam rozsiadłem się po turecku zakładając nogę na nogę, a następnie zamykając oczy zacząłem myśleć,
wręcz porozumiewać się z moimi duchami: - To wszystko jest takie popierdolone. To jak zło opętać to
miejsce. To nie może być przypadek. Nie moze być.
- W miedzy czasie duchowe formy moich
towarzyszy pojawiły się wokół mnie. One rowniez odpoczywały. Okami usiadl sobiebw kącie, zaś Karasu
na żyrandolu. Jedynie Hi No So w odległości jakis dwóch metrów ode mnie usiadl tak samo jak ja: -
Demon, szaleniec, kultyści. Ciekaw jestem co mnie jeszcze zaskoczy.
- Po czym wzialem gleboki
oddech. Zaczalem potem się modlić do Kami każdego kręgu, abyich przychylność towarzyszyła mi
podczas walki. Denerwowałem się, jednakże wiedziałem że to koniecznie. Obiecalem to temu
staruszkowi z sierocińca prawda? Po prostu muszę to zrobić: - Podsumowując wszystko co mnie

przez ostatnie dwie doby spotkało. Spotkałem wiele złego w tym mieście. Slyszalem historie o mistyka,
który został opetany przez demona. Spotkałem najstraszniejsze zwłoki, które do tej pory są dla mnie
zagadką. Poznalem demona, który przeczy istnieniu tego bytu i temu co się o nich słyszy. Poznalem
smutną historię sierocińca, ktora spowodowała to że jestem aktualnie w takiej sytuacji w jakiej jestem... A
wszystkiego są winni kultyści i demon które prawdopodobnie jest przez nich kontrolowany. Ponadto
mam dwóch towarzyszy, którzy chętnie pomogą mi spełnić moją obietnice. Jedna z nich jest całkiem
niezla wojowniczką, zaś drugi jest silnym mistykiem stali. Moge się założyć, że jego umiejętności na
pewno się przydadzą. Heh.... Co będzie to będzie.
- I przestałem myśleć pochlaniajac się ciszy.
~~
Miejsce które wybrał Arthur było jednym z pustych i nieużywanych pomieszczeń. Możliwe że wcześniej
było wykorzystywane do jakiś zebrań? Nie miało to znaczenia.

Myśli przepływające przez umysł szamana zdawały się gdzieś dążyć, do jakiegoś celu który jednak dalej
pozostawał poza jego zasięgiem. Brakowało jakiegoś elementu układanki, który mu się wymykał i
pozostawał ukryty w ciemności.

Okami podszedł bliżej i usiadł bliżej jakby chciał chronić swojego Pana przed niebezpieczeństwami jakie
miały dopiero stać na jego drodze, Karasu dokładnie obserwował otoczenie, a Hi No So siedział dalej
niewzruszony. Arthur czuł od wszystkich duchów spokój i chęć pomocy. Całe to zło które się działo w
mieście spoczywało na jego barkach, jednak chłopak posiadał wsparcie tam gdzie inni wydzieliby jedynie
przeszłość i stratę.

Spoczywali w tym stanie aż do zachodu słońca. Pierwszymi którzy zareagowali był Okami i Karasu, Hi No dalej medytował niewzruszony, a sam Arthur czuł przypływ sił. Nie czekali zbytnio bo wszystkie duchy jednogłośnie zniknęły i Walbert skierował się w stronę wyjścia z miasta. A szaman podążył razem z nim.
10.04.2022, 18:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki