Borealna Puszcza
#1

Cytat:


Borealna Puszcza zajmuje wschodni obszar Teolii, rozciągając się od podnóży północnego łańcucha górskiego, aż za ruiny miasta Norwel. Prastary las, niemal nietknięty przez cywilizację, obfituje bogactwem fauny i flory. Pośród nadzwyczaj wysokich drzew, głównie iglastych, rośnie zatrzęsienie krzewów, kwiatów, a także rozmaitych ziół. Sporo tu także terenów bagiennych, stanowiących podczas pory letniej istną wylęgarnię komarów.
Wokół spływających z gór strumieni, spotkać można wiele gatunków zwierząt. Zbierają się tam szare zające, lisy, bobry, czy nawet groźne niedźwiedzie brunatne, przybyłe w poszukiwaniu ryb. Oprócz tego w puszczy mieszkają łosie, jelenie, borsuki, rysie, wilki, różne ptaki i inne, mniejsze kręgowce oraz bezkręgowce, które są w stanie poradzić sobie w trudnych warunkach tajgi.
Niestety las jest również domem dla potworów. Im dalej na południe, tym gęstwina staje się niebezpieczniejsza. Z tego powodu nawet doświadczeni Łowcy traktują przeprawę przez to miejsce jako ostateczność. Jeśli kiedykolwiek zmuszony będziesz wejść do Borealnej Puszczy, trzymaj się gościńca. Zgubienie drogi okaże się fatalne.

zień był pogodny. Słońce gdzieniegdzie prześwitywało przez korony drzew, wypełniając puszczę przyjemną, ciepłą mgiełką. W dolnych warstwach lasu szalała burza kolorów. Prócz ogólnej zieleni liści, krzewów, traw i mchów, liczne kwiaty rozkwitały paletą barw. Zdawało się, jak gdyby cała fauna zgęstniała, próbując pochwycić jak najwięcej promyków światła, które docierały w jej pobliże. Również zwierzęta sprawiały wrażenie bardziej niż zazwyczaj ożywionych. Szarawe zające ganiały się pośród poszycia, rude lisy ścigały zające, a stary łoś... cóż - łoś tylko obserwował gonitwę, ale zupełnie energiczniej, niźli ktokolwiek by go podejrzewał. Ponad zwierzyną ziemną fruwały rozćwierkane ptaki. Głosiły one wszystkim mieszkańcom puszczy jakieś ewidentnie radosne, lecz tylko dla nich w pełni zrozumiałe, wieści i dbały, aby przypadkiem nie zapanowała cisza.
Słowem - było pięknie.
Pośród tych cudów natury biegł szlak. Nie miał żadnych oznaczeń. Nie posiadał nawet wydeptanej w trawie ścieżki, gdyż zbyt rzadko przemierzała go stopa ludzka. Znała go jedynie garstka osób, nosząca nazwisko Vinterström. Szlak rozpoczynał się obok siedziby rodu, kończył zaś w pobliżu Varengardu. Biegł z północy na południe, przez najdziksze, najmniej znane cywilizacji tereny. Był wymagający, lecz bezpieczny. Omijał siedliska potworów, omijał ruiny Norwel. Czasem, by nie nadkładać drogi, prowadził podróżnika na wskroś strumieni albo zmuszał do wspinaczki po skałach. Nie był przeznaczony dla zwykłych ludzi. Nie miał być. Był to szlak Łowców.

Puszcza nie stanowiła dla Celty wyzwania. Znała drogę i wiedziała czego szukać, by jej nie zgubić. Niespiesznym, ale pewnym krokiem pokonywała więc kolejne odcinki, napawając się otaczającym pięknem. Chwilami przystawała, obserwując cokolwiek, co akurat przykuło jej uwagę. Niekiedy był to wyjątkowo okazały kwiat, innym razem stojący w oddali jeleń. Najczęściej jednak zatrzymywała się, by zwyczajnie po raz ostatni spojrzeć na znajome miejsca. Pozostawiała tu tysiące wspomnień i choć z natury nie była sentymentalna, teraz nie umiała zapanować nad wypełniającą ją melancholią. W ten sposób żegnała się z domem.
Z każdym krokiem narastało wszakże nowe, zupełnie inne uczucie - uczucie ekscytacji. Im bardziej dystans od rodzinnej ziemi się zwiększał, tym częściej łowczyni doznawała przyjemnego dreszczu. Nie miała pojęcia, co czeka ją za Varengardem. Nie wiedziała nawet, jak wygląda świat za miastem wojowników - najdalszym punktem na południu, jaki zwiedziła. Wizja samotnej przechadzki po twierdzy była podniecająca. Dotąd za każdym razem towarzyszyła ojcu i nie posiadała swobody działania.
- Teraz wszystko będzie inaczej... - myślała podczas jednego z licznych postojów, zapatrzona w bezchmurne niebo.
17.07.2018, 23:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#2

STRAŻNIK



oś się kończy coś się zaczyna. Banalne słowa, lecz opisywały obecną sytuację młodej łowczyni idealnie. Każdy krok oddalał ją od starego życia i przybliżał do nieznanego dla niej świata. Doskonale znała drogę do Varengardu, więc podróż nie sprawiała żadnego problemu. Dziewczyna poruszała się szybko, bezszelestnie, a sama fauna tylko spoglądała, jak wysoka kobieta pokonuje kolejne odcinki niekończącej się puszczy. Pogoda tylko ułatwiała podróż. Było jasno i ciepło, przynajmniej jak na chłodne tereny północnej części wyspy. Co jakiś czas dało się zobaczyć plamy słońca przebijające się przez korony drzew.
Co jakiś czas do uszu Celty dobiegał dźwięk zwierzęcia zrywającego się do ucieczki na jej widok. Chociaż dla zwierząt była czymś obcym i niecodziennym to dla niej puszcza była drugim domem. W końcu dotarła do dobrze sobie znanego miejsca. Była to stosunkowo otwarta polana na której rosło zaledwie parę drzew. Przez jej środek przebiegał strumyk na tyle mały, że nikt nigdy nie zadawał sobie trudu, aby go jakoś nazwać. Zewsząd dochodziły do niej dźwięki leśnego życia, a jej cyjanowe oczy co jakiś czas dostrzegały ruch pomiędzy drzewami. Po niebie co jakiś czas pojawiały się ptaki, a w oddali Vinterström dostrzegła, że grupa czarnych ptaków krążyła nad jakimś konkretnym punktem gdzieś w lesie. Położenie Słońca wskazywało na około godzinę dziesiątą, może jedynastą.
20.07.2018, 01:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#3

yszła na skraj polany, gdzie znajomy strumyk lśnił w promieniach słońca i wskazywał dalszy kierunek szlaku. Celty rozejrzała się naokoło. Oprócz jej samej, pośród wysokich traw nie było żywej duszy. Żadnych mniejszych, czy większych stworzeń. W każdym razie czegokolwiek, co mogłoby prosperować do zostania ewentualnym obiadem. Łowczyni westchnęła z zawodem. Cicho liczyła na łatwą zdobycz w postaci zająca. Łąka często przyciągała spragnione zwierzęta, czyniąc z nich prosty do ustrzelenia cel. Nie tym razem.
- Mmm...? - mruknęła dziewczyna, zatrzymując się w półkroku. Na niebie w kierunku północno-zachodnim dostrzegła gromadę czarnych ptaków. Nie byłoby w tym zjawisku nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ptaszyska ewidentnie wokoło czegoś krążyły. Celty przywołała z pamięci topografię okolicy. - To dziwne - pomyślała, marszcząc brwi.
Był tam tylko las. Żadnej polany, drogi, czy chociażby wzgórza, na którym mogło paść coś, co przykułoby uwagę padlinożerców. Te opierały się w dużej mierze na zmyśle wzroku, przez co rzadko kiedy szybowały w podobny sposób ponad drzewami. Sytuacja nabierała kolorów. Instynkt podpowiadał ostrożność.
Łowczyni bez pośpiechu podeszła do strumyka. Nachyliła się nad nim, po czym wzięła kilka łyków krystalicznie czystej wody. Zachowanie dziewczyny sprawiało wrażenie nazbyt wręcz beztroskiego. Wystarczyło jednak pojedyczne zerknięcie na jej oblicze, by wyczytać z niego głębokie skupienie. Cyjanowe oczy nawet na chwilę nie spuszczały wzroku ze smolistych piór, trzepoczących na błękicie nieba. Obliczała dystans. Próbowała też określić gatunek ptaków, wszakże bezskutecznie. Kruki? Nie miała pewności.
Zaspokoiwszy pragnienie wstała i przeskoczyła rzeczkę, stąpając po wystających kamieniach. Przez myśl nawet nie przeszło jej zignorowanie dziwnego zjawiska. Całe wcześniejsze uczucie melancholii naraz zniknęło. Jego miejsce zastąpił chłodny spokój.
Przekroczyła granicę drzew, gdzie natychmiast zmieniła postawę. Z wyprostowanej, wręcz emanującej siłą, przeszła do pozycji przykucniętej. Od teraz nic normalnego nie miało prawa jej usłyszeć. Skradając się, zaczęła iść ku punktowi, który tak zainteresował ptaki. Chciała dotrzeć tam od wschodu, by słońce działało na jej korzyść. Co jakiś czas zerkała ku górze, licząc na lukę w liściastym sklepieniu. Jeśli dostrzeże cokolwiek - naturalnie - zachowa dystans.
20.07.2018, 03:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#4

STRAŻNIK



rodzona ciekawość młodej Vinterström sprawiła, że nie mogła się powstrzymać przed zbadaniem tego jakże nietypowego zjawiska. Zaczęła więc skradać się w stronę kręgu ptaków. Robiła to setki razy. Bezszelestnie mijała kolejne drzewa. Póki co nie dojrzała niczego interesującego, poza faktem, że las z każdym krokiem gęstniał. W końcu schodziła ze standardowej ścieżki, więc nie było w tym nic dziwnego. Cały czas zerkała w górę próbując dostrzec cokolwiek. W końcu zdołała dokładnie ocenić rodzaj ptaków latających w kręgu. Wrony.
Powoli zbliżała się do swojego celu, a do jej uszu zaczął docierać charakterystyczny dźwięk... gryzienia. Początkowo ciężko było określić co dokładnie jest jego źródłem, ale po chwili dostrzegła ruch pośród drzew i jej oczom ukazała się dosyć nieprzyjemna scena.
Jakiś mężczyzna siedział oparty o drzewo... cóż, a przynajmniej jego zwłoki siedziały oparte o drzewo. Był ubrany w stosunkowo lekki pancerz zrobiony ze skóry, lecz gdzieniegdzie widać było elementy kolcze. Hełmu na głowie nie miał, ponieważ ten leżał parę metrów obok,a przy jego dłoni  znajdował się złamany miecz. Ciężko było ocenić kiedy umarł i co go zabiło, ponieważ obok jego zwłok rozgrywała się jeszcze dramatyczniejsza scena. Wokoło biegało stado niewielkich stworzeń, każde z nich miało góra 20cm wzrotu, które z radością wgryzało się w nogi nieszczęsnego wojwnika. Potworki wydawały się być drobne, wręcz wychudzone, lecz poruszały się z zaskakującą szybkością i gdyby nie wprawny wzrok Celty to ciężko by jej było wyróżnicz poszczególne osobniki. Ostatecznie naliczyła ich około dziewięciu. Szóstka zajmowała się jedzeniem, zaś trójka skakała z drzewa na drzewo pilnując reszty stada. Łowczyni miała także okazję przyjrzeć się dokładnemu wyglądowi jednego z tych padlinożerców. Mały potworek z trójkątym pyskiem, który przechodzi w dwa krótkie rogi. Dodatkowo każdy z nich miał krótki ogon zakończony żądłem. Więcej nie była w stanie dostrzec ponieważ stworzenia, które spożywały posiłek były zwrócone do niej plecami, zaś te które czatowały na drzewach cały czas były w ruchu przez co nie miała okazji aby się im przyjrzeć. Celty była dobrze ukryta i najwyraźniej żaden z członków stada nie dostrzegł jej obecności.
21.07.2018, 22:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#5

boczywszy ze szlaku łowców, Celty wkroczyła do jeszcze gęstszej i dzikszej części lasu. Bujnie rosnące drzewa skutecznie ograniczały jej pole widzenia; dopiero na dwadzieścia metrów od celu dziewczyna była w stanie zobaczyć, co zwróciło uwagę ptaków. Wrony - jak określiła łowczyni - krążyły ponad ludzkimi zwłokami. Fakt ten nie wywołał w niej jakichkolwiek emocji, nie miał znaczenia. Trupa strzegło jednak stadko niewielkich bestii. Vinterström rozpoznała w nich Vypiny. Sześć padlinożerców obskoczyło nogi mężczyzny, zaś pozostałe trzy obserwowały teren, zwinnie przeskakując z gałęzi na gałąź. Dziwne było to stworki, wykazujące najwyraźniej jakiś ślad inteligencji, skoro wszystkie naraz nie rzuciły się do ofiary. Celty miała już z nimi wcześniej do czynienia. Zagrożenie w tym przypadku stanowiła ich liczba. Gdyby potwory zaskoczyły dziewczynę, w zwarciu prawdopodobnie by poległa. Na szczęście to ona miała przewagę i mogła szybko przerzedzić szeregi przeciwników.
Zanim wszakże dobyła łuku, dokładniej obejrzała miejsce makabry. Wyglądało na to, że nieszczęśnik parał się walką, na co wskazywał jego pancerz i złamany miecz, który dzierżył w bezwładnej dłoni. Celty syknęła cicho, wykrzywiając usta w brzydkim grymasie. Pęknięte ostrze nigdy nie było dobrym znakiem. Takie rzeczy nie dzieją się podczas walki z Vypinami. Coś innego musiało zabić lekkomyślnego wojaka. Coś większego...
Wiedziona ciekawością, łowczyni dobyła łuku. Przez moment rozważała powrót na szlak. Gdyby chodziło o same gryzonie, pewnie to właśnie by zrobiła. Podobnie w przypadku udzielenia pomocy walczącemu mężczyźnie, jako że nie zwykła pomagać głupcom. Sytuacja wszakże miała się inaczej. Chciała po prostu sprawdzić, w jaki sposób zginął i dlaczego cokolwiek zadało mu śmiertelne rany, pozostawiło go na pastwę padlinożerców. Tajemnicza atmosfera otaczała całe zajście. Do tego te wrony...
Jednym ruchem wyciągnęła z kołczanu pięć strzał. Osadziwszy pierwszą na podstawce, przyklęknęła na kolanie, przybierając niską postawę strzelecką. Potem raz jeszcze ogarnęła wzrokiem wszystkie potencjalne ofiary. Musiała wybić przynajmniej połowę, by móc liczyć na to, że reszta ucieknie w panice. W innym przypadku stado dowiedziałoby się o jej obecności i mogło zaatakować. Nie miała pewności, czy Vypiny zlokalizują kierunek, z którego nadlecą strzały, lecz wolała nie podejmować ryzyka. Pięć strzał, pięć trupów.
Wzięła głęboki wdech, na chwilę opuszczając powieki. Gdy z powrotem otworzyła oczy, te, można by pomyśleć, zmieniły się. Dalej błyszczały niczym góry lodowe, ale ich kolor nabrał jaskrawości. Ktoś stojący obok mógłby mieć wrażenie, jak gdyby za tęczówkami tliły się maleńkie płomyki, emanujące lazurowym światłem.
Wypuściła pierwszą strzałę, celując w najbardziej oddalonego gryzonia na gałęzi. Nim pocisk dotarł do celu, wystrzeliła kolejne dwa, przeznaczone dla pozostałych "strażników". Następnie zmieniła kąt lewej ręki, wskazując grotem na ucztujące Vypiny. Nie zwlekała ani chwili, posyłając kolejno dwie pozostałe strzały we dwie najbliższe bestie. Bez względu na reakcję stada, natychmiast po oddaniu serii chwyciła kolejny zestaw strzał, gotowa na kolejny atak.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2018, 00:18 przez Celty Vinterström.)

23.07.2018, 22:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#6

STRAŻNIK



elty dobrze wiedziała co robi. Była doskonałą łuczniczką, szkoliła się w tym fachu od lat, więc przyjęcie pozycji i przygotowanie strzał zajęło jej ułamki sekund. Przycelowanie i wystrzelenie w kierunku ucztujących padlinożerców zajęło niewiele więcej czasu. Gdy pierwsza strzała zmierzała do celu łowczyni wiedziała, że był to praktycznie idealny strzał. Trafił Vypina prosto w serce. Śmierć na miejscu. Dwa kolejne również dosięgły celu. Pierwszy trafił potworka w głowę, a drugi zahaczył o ogon "strażnika". Bestia wykazała się niesamowitym refleksem i cudem uniknęła śmierci. Nie można tego powiedzieć o maszkarach, które ucztowały przy ludzkich zwłokach. Obydwa padły jak rażone gromem.
Gdy czterech członków stada padło w przeciągu trzech sekund potwory rozbiegły się gwałtownie wbiegając pomiędzy zarośla i znikając z oczu młodej łuczniczki. Początkowo nie była pewna czy uciekają czy zamierzają atakować, ale wkrótce zrozumiała co się dzieje. Vypiny nie uciekały co było nienajlepszą wiadomością, ale nie wiedziały też gdzie znajduje się ich tajemniczy napastnik. Dobrze ukryta wśród listowia Vitjägare była niewidoczna dla zwinnych stworzeń. Przynajmniej narazie. Co jakiś czas Celty była w stanie dostrzec ruch pomiędzy gałęziami i dostrzegła sposób w jaki bestie się poruszają. Zamiast biegać po ziemii wolą skakać i odbijać się od koron lub pniaków drzew. Robiły to nadzwyczaj sprawnie i Vinterström była w stanie śledzić ich ruchy tylko dzięki swojemu nadzwyczajnemu wzrokowi.
27.07.2018, 20:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#7

edna ze strzał chybiła celu. Dzięki swej niebywałej zwinności, pojedynczy Vypin zdołał uniknąć śmierci, dosłownie się o nią ocierając. Tego samego nie można było powiedzieć o jego pobratymcach. Czterech z nich padło trupem, zanim jeszcze stado zrozumiało, że zostało zaatakowane. Pociski łowczyni bez problemu przebijały cienką skórę gryzoni. Ostre groty gwarantowały natychmiastową eliminację, jeśli tylko sięgnęły celu. Zgodnie z przewidywaniami Celty - wystarczyło trafić. To jednak miało niebawem okazać się znacznie trudniejsze.
Gromada natychmiast rozpierzchła się na wszystkie strony. Vinterström obserwowała, jak padlinożercy po kolei znikają w zaroślach, wyraźnie zaalarmowane śmiercią towarzyszy. Czy uciekały? Przeciwnie; wszystko wskazywało na to, że atak raczej rozzłościł Vypiny, niż przestraszył. Bestie pomykały pośród listowia, skacząc niby spłoszone wiewiórki, lecz bynajmniej nie kierowała nimi panika. Chciały dopaść agresora i pomścić poległych. Nie potrafiły mimo wszystko zlokalizować, skąd nadszedł atak. Celty wciąż pozostawała poza zasięgiem ich wzroku, utrzymując zdobytą wcześniej przewagę.
Dziewczyna syknęła cicho, gdy nieopodal mignęła drobna, szczuropodobna sylwetka. Choć pudło odczuła, głównie jako niewielką plamę na honorze, to zachowała zimną krew. Nie wybiło jej to z rytmu. Wzięła pod uwagę, że bestie mogą zachować się w podobny sposób tudzież od razu podjęła odpowiednią reakcję. Otoczenie, dotąd zapewniające łowczyni element zaskoczenia, szybko mogło zacząć działać na jej niekorzyść. Drzewa i krzewy tylko ułatwiały Vypinom niespodziewany kontratak albo otoczenie przeciwnika. Musiała szybko opuścić las.
Pozostając na nisko ugiętych kolanach, Celty cofnęła się kilkanaście metrów w kierunku polany. Maksymalnie wyostrzyła wszystkie zmysły. Już nie tylko wzrok służył jej do śledzenia rozeźlonych stworków. W obecnych warunkach to przede wszystkim słuch pozwalał dziewczynie określić pozycje zwierzyny i zapewniał zorientowanie w sytuacji.
Szybko zerknęła przez ramię. Upewniwszy się, że przypadkiem nie wpadnie na drzewo, ponownie przyjęła postawę ofensywną. Mogłaby po prostu pobiec na polanę. Mogłaby, ale to nie w jej stylu.
Zlokalizowała najbliższego Vypina. Przez chwilę analizowała jego ruch, chcąc przewidzieć, gdzie skoczy.
Oddała strzał. Natychmiast odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i popędziła ku łące. Nie traciła czasu, by sprawdzić, czy trafiła. Zaalarmowane wcześniej bestie, teraz na pewno od razu ją zlokalizowały. Liczyła się każda sekunda. Celty nie próbowała już nawet ukryć swej obecności. Biegła najszybciej jak mogła, uważając tylko, by nie zahaczyć o wystający konar albo nie uderzyć o jakieś drzewo. Wciąż w ruchu dobyła strzałę, by znów mieć ich pięć w dłoni. Jeśli usłyszała na sobą pościg, i uznała, że ma ku temu dogodne warunki, odda za siebie strzał na ślepo. Tak czy inaczej jej głównym celem było w tym momencie wyjście na odkrytą przestrzeń, jeśli czas pozwoli - przeskoczenie strumienia.
28.07.2018, 04:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#8

STRAŻNIK



ytuacja zmusiła dziewczynę do podjęcia szybkiej decyzji. Zaczęła się powoli wycofywać omijając drzewa po drodze. Do jej uszu dochodziły dźwięki gwałtowie poruszających się gałęzi od których odbijały się Vypiny. Co jakiś czas słychać było również ptaki wzbijające się w powietrze ze swoich gniazd w koronach drzew. Łowczyni jednak nie zamierzała podjąć panicznej próby ucieczki. Chciałą się upewnić, żę bestie wiedzą, kto tutaj jest zwierzyną. Po paru sekundach rozglądania się w końcu dostrzegła jednego z małych padlinożerców skaczącego od drzewa do drzewa. Jego ruchy były nieprawdopodnobnie szybkie dzięki skutecznemu wykorzystaniu pniaków. Odbijając się od nich stworzenie było w stanie osiągać olbrzymie prędkości pokonując parę metrów w przeciągu sekundy. Zwkłe ludzkie oko dostrzegłoby tylko rozmyty kształt, natomiast Łowca byłby w stanie śledzić ruchy potworka. Lecz oczy Celty nie były oczyma zwykłego Łowcy, a co dopiero przeciętnego człowieka. Skupiając się na ruchach swojego przeciwnika była w stanie dostrzec wzór i praktycznie spojrzeć w przyszłość. Wymierzyła, oddała strzał... i zawróciła zrywając się do biegu.
Jedyne co usłyszała to krótki pisk i coś ciężkiego uderzającego o ziemię. Inny znajomy dźwięk to grot wbijający się w korę drzewa. Nie przejmując się tym jednak Vinterström biegła naprzód. Jej kierunkiem zaś była niedawno opuszczona polana. Słyszała za sobą pościg, lecz żaden z jej zmysłów nie informował jej o bezpośrednim zagrożeniu. Pomiędzy drzewami zaczynałą już dostrzegać znajomą plamę światła. Wolna przestrzeń. W końcu udało się jej dotrzeć do miejsca w którym kończyła się linia drzew, lecz w tym samym momencie jej instynkt podpowiedział jej jedno. Niebezpieczeństwo. Do jej uszu dotarł dźwięk do którego już zdążyła się przyzwyczaić. Dźwięk małych łap zakończonych pazurami odbijających się od drzewa.
11.08.2018, 19:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#9

iegła, nie oglądając się za siebie. Wiedziała, że trafiła, ale zadane obrażenia pozostawały zagadką. Musiała przynajmniej zranić bestię, gdyż ta niezdarnie uderzyła o ziemię, wydając przy tym stłumiony pisk. Jeden cel mniej? Nie mogła być pewna.
Zwinnie mijała kolejne drzewa, wypatrując w oddali światła polany. Zza pleców dobiegały ją odgłosy pościgu. Zgodnie z planem zwróciła na siebie uwagę gryzoni, wszakże zdawało się, że te jakby ociągały się z pościgiem. Były jeszcze daleko, zbyt daleko, by stanowić bezpośrednie zagrożenie. W planie Celty nie zmieniało to niczego. Nie zwalniała, nie traciła czujności. Chwila rozluźnienia mogła dosłownie kosztować ją życie. Wiedziała o tym doskonale.
Przekroczyła granicę lasu. W momencie, gdy jej ciało na poły okrywał cień, na poły światło, do jej uszu dotarł dźwięk. Dziewczyny to nie zdziwiło. Ba, spodziewała się usłyszeć ten odgłos o wiele wcześniej i mało brakowało, by nie uśmiechnęła się pod nosem.
Wzmocniła uchwyt na rękojeści łuku. W tym samym momencie obróciła się torsem za siebie, naciągając cięciwę z umieszczoną w niej strzałą. Wypuściła ją błyskawicznie. Nie musiała nawet patrzeć na cel, gdyż doskonale wiedziała, gdzie się znajduje. Zamiast tego zerknęła po okolicznych drzewach, próbując zlokalizować pozostałe Vypiny. Miała na to tylko ułamek sekundy, w trakcie którego pocisk powinien sięgnąć najbliższej bestii, usiłującej przed chwilą dopaść łowczynię. Kolejna strzała wylądowała na podstawce broni. Kolejny ruch będzie zależał od tego, co Vinterström dostrzeże.
17.08.2018, 04:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#10

STRAŻNIK


elty rzadko chybiała. Jeżeli jej strzała nie dosięgała celu to musiało się wydarzyć coś niezwykłego. Jakaś zewnętrzna ingerencja, zwykłe szczęście. Zmienne na które dziewczyna nie miała wpływu. Odległość między nią a niewielkim potworem była zbyt mała aby takie zmienne miały szanse się pojawić. Łowczyni nie musiała widzieć gdzie celuje. Wypuściła strzałę wiedziona przeczuciem i doświadczeniem. Trafiła bezbłędnie prosto w serce Vypina, który skoczył w jej stronę. Strzała przeszyła bestię bez najmniejszego problemu i poszybowała w stronę lasu. Martwy już gryzoń nadal jednak leciał w jej stronę, choć impet strzału niemalże zatrzymał go w miejcu. Kolizja była nieuchronna. Choć niewielkie, ciałko dosyć mocno uderzyło w Vitjägare wytrącając ją z równowagi. Nie straciła jej jednak całkowicie, a strzała choć z minimalnym opóźnieniem, znalazła się na cięciwie. Ocenienie sytuacji zajęło młodej wojowniczce parę krótkich chwil.
Vypinów nie zostało wiele. Ta dziwna, wysoka istota z łatwością przerzedziła ich szeregi w krótkim czasie. Dodatkowo teraz uciekła na otwartą przestrzeń pozbawiając ich jedynej przewagi jaką posiadały. Celty zdołała zobaczyć spojrzenie jednego ze stworków siedzącego wśród gałęzi sporych rozmiarów sosny. Było pełne furii, ale nie brakowało w nim strachu. Padlinożercy nie kwapili się aby wyskoczyć na otwartą przestrzeń polany. Obserwowali tylko Vinterström czekając na najmniejszy ruch z jej strony.
31.08.2018, 00:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna