Pirackie żywota Złotej Szabli
#1



iracki żywot Edwarda Rogera Draka zwanego Złotą Szablą. Temat o tyle trudny, co niewygodny zwłaszcza w świetle prawa naszego państwa. Niektórzy słyszeli o pirackich wojażach i zatopionych skarbach. Niewielu jednak wie, że w historii naszego świata istniał pewien wybitny człowiek, którego można z całym szacunkiem i odpowiedzialnością nazwać Ojcem wszystkich piratów. Być może nawet niepiśmiennym królem. Na pewno nie wolno mu odmówić sprytu, wiedzy i intryg, ale o tym... W dalszej części publikacji.
Historie pirackie, bandyckie i wszelkie inne, które podważają prawo, są utajane przed oczami obywateli aby nie być inspiracją do deprawacji. Wszystkie raporty lądują do lokalnych władz zaś dalsze informacje przechodzą w większości proces streszczenia i korekty w taki sposób, aby wyjaśnić lokalnej społeczności rozwiązanie problemu bez wchodzenia w zbędne lub niewygodne szczegóły.
Dlaczego pomimo tych zakazów i ograniczeń postanowiłem opisać Wam historię najsławniejszego Pirata jaki pływał na naszych morzach? Ponieważ jego czas dawno przeminął razem z niemożliwością mówienia o nim. Kończąc wstęp do lektury, zapraszam na opowieść o legendarnej Złotej Szabli.


Rok 810 - Wiek Daimona
Na ziemiach Atarashii panował pokój. Koszmary przeszłości, wojny i prastare bestie od dawna przestały panoszyć się po krainach. Magiczna część naszego królestwa rozrastała się coraz bardziej i bardziej aż w końcu nastał moment naturalnego rozwoju gospodarczego. Handel rozkwitał na liniach od Stolicy do najdalszych krain. Początkowo było to Valen i Greathard, jednak szybko okazało się, że jedno ze starszych kontynentów jakim była Teolia, również potrzebuje wsparcia uczonych i rzemieślników z centrum naszego państwa. W ten sposób zaczęły powstawać pierwsze, duże statki handlowe, które transportowały wszystkie bogactwa zebrane przez wieki na naszych ziemiach. Niedługo po otworzeniu trasy z Lothil do Teolii okazało się, że transport morski jest bezpieczniejszy niż transport lądowy, a w dodatku umożliwia dotarcie do najdalszych krain. W ten sposób Lothil połączyło swoje szlaki morskie z Dravnul oraz Sohan podlegające Azaratowi. Przez pierwsze lata handel kwitł i rozwijał się nad wyraz prężnie. Wszystkie miasta były zaopatrzone w przynajmniej jeden port mogący dokować minimum dwa statki i mniejsze łodzie. W tamtych czasach, nikt nie pomyślałby nawet o tym żeby pozbawiać swoje miasta dostępu do wartościowych wymian między miastami.

Nikt... Poza pracującym w dokach Edwardzie Draku, dla którego umiejętność budowania statków zdawała się naturalnym darem. Historia głosi, że miał młodszego brata Rogera Draka, chorującego na niekontrolowaną utratę many. Ich rodzina nie była zamożna zaś samo królestwo wyzyskiwało ludzi odpowiedzialnych za budowę łodzi do tego stopnia, że bracia pracowali do późnych godzin za jeden bochen chleba. Brak brzęczących smoków w sakiewce nie pozwolił Rogerowi na podjęcie leczenia i importowania lekarstw od Dravnulskich znachorów. Jego choroba postępowała do czasu aż nie był zdolny wykonywać dalej swojej pracy. To tylko spekulacja, ale prawdopodobnie dzięki temu wydarzeniu Edward postanowił zmienić swój status społeczny i wpływy jakie mógł osiągnąć dzięki swojej wiedzy, umiejętnościom i złości do ówczesnego króla.
Nie wiadomo, kiedy Edward zbudował pierwszy statek, dzięki któremu stał się znanym we wszystkich portach Wilkiem Morskim. Wiadomo natomiast, że załoga Edwarda złożona była z współpracujących przy budowie statku cieśli w dokach Lothil. Dodatkowo pierwszy zapis dotyczący problemów z transportem morskim został odnotowany w księgach koło roku 812. Rok wcześniej Edward wraz z bratem i swoją załogą, zniknęli z ziem Atarashii. Przyczyną była sugerowana banicja.


Rok 812. Wypływa na morze statek "Maria". Pierwszy zaginiony transport przewoził mnóstwo materiałów rzemieślniczych, od bali drzew przez narzędzia i wszelkie inne przydatne zasoby zebrane na terenach stolicy. Transport zaginął na trasie do Teolii.

Rok 812 (czterdzieści siedem dni później). Zaginął transport z Lothil do Dravnul. Przewoził materiały budowlane podobne do tych, które zaginęły w drodze do Teolii. Statek był wyposażony w wiele mikstur alchemicznych.

Rok 813. Odnaleziono zaginiony wrak "Maria". Na morzu unosiła się wielka bal z wyrzeźbioną kobietą należącą do tego statku. Niedaleko od bali widniał wrak statku spowity gęstą mgłą. Za przyczynę przyjęto sztormy i ostre klify.

Rok 814. Na trasie Lothil - Azarat zaginęły dwa transporty. Jeden był statkiem importowym, drugi statkiem eksportowym. Na każdym statku znajdowały się skarby i rzadkie kruszce. Statków nie odnaleziono.

Rok 814 (trzydzieści dwa dni później). Zaginęły transporty z Greathard do Lothil oraz z Lothil do Valen. Pierwszy transport miał przewieźć znanych znachorów, cieśli i kowali zaś drugi transport nie został odnotowany w księgach. Był prawdopodobnie pod jurysdykcją królewską. Jego pakunkiem mogło być cokolwiek.

Rok 815. Rozpoczęto budowę specjalnych statków, które miały być zaopatrzone w strażników odpowiedzialnych za eskort transporterów handlowych.

Rok 815 (osiemdziesiąt osiem dni później). Statek handlowy wraz z dwoma eskportowymi zaginęły na trasie z Lothil do Azaratu. Przyjęto, że za katastrofę odpowiada Aquer'tor'el.


Tutaj należy zrobić przerwę od relacjonowania wpisów w księgach. Po zaginięciu transportu, w którym miał brać udział rzekomy smok, każde kolejne transporty zaczęły już nie tylko ginąć w tajemniczych okolicznościach. Ich wraki unosiły się na całej rozpiętości Morza Klifowego. Podziurawione, spopielone, zakrwawione straszyły przez długi czas każdy kolejny transport. Wtedy do życia powołano nieistniejąca już jednostkę do badań zaginięć morskich. Grupa wyszkolonych akolitów i łowców była odpowiedzialna za znalezienie odpowiedzi na pytanie skąd biorą się wszystkie problemy morskie. Okiem tamtej organizacji sprawcą nie była ani pogoda, ani smocza nienawiść. Istotą problemów był czynnik o wiele bardziej straszny i nieprzewidywalny. Był nim człowiek.
Po zdiagnozowaniu co jest przyczyną katastrof na planie morskiej gospodarki, grupa zaplanowała zasadzkę. Wypuszczono transport morski, na którym nie było wartościowych rzeczy a jedynie wyszkolony oddział najemników, którzy mieli zareagować na atak. Niestety zasadzka nie powiodła się. Statek przepłynął spokojnie ze stolicy do Teolii. Później powtarzano próbę zasadzki, niestety nigdy nikt się w nią nie złapał. W pewnym momencie nadszedł przełom w śledztwie. Lider zgrupowania zaginięć morskich zasugerował, że w księgach pracuje zdrajca. Wypuszczono kolejny statek na morze, tym razem w pełni wyposażony w materiały budowlane, lecz z ukrytym pod pokładem oddziałem najemnych akolitów, łowców i strażników. Nikt poza kapitanem tego statku nie wiedział o zasadzce. Była to przełomowa decyzja, ponieważ statek został zaatakowany w połowie trasy do drugiego miasta. Relacja zajścia została spisana w księdze.

Cedrin Pollo
"Widzielimy wielki statek, większy niż jakikolwiek u nas, w Lothil. Taki wielki z wieloma masztami. Szary był, tak jakby życie z niego uleciało. Nie wiema co to był za typ drzewca, ale jeno powiem Wam, straszny Drakkar, a muści wiedzieć. Wielo w życiu widzioł statków. Ten był inny, jakby taki doskonały w swojej przerażającej formie. Na maszcie mieli czarną banderę z czaszką i szablami. Kiedy statek dotarł do nas, widzielimy tylko złote maski na twarzach. To byli piraci, ale bardzo niebezpieczni. Samo bycie ich obok nas było mrożące kryw w nyćkach. Wtedy pojawiły się najemniki z pod pokładu i poczeli walczyć z oprawcami. Pych chcioł, że statek piratów był jakiś inny. Zrobił wielko dziure w naszym kadłubie za sprawą jakichś takich, tych, bali wielkich. Jak kołki wyglądały tylko dużo hałasu robiły. Ino jakieś magiczne może były. Najemniki walczyły, zabiły kilku piratów i jednego zabrali w niewole. No, ale nie udało się przejąć statku. Oddalił się nim najemniki wyszły wszystkie. Pewno się zorientowały, że to pułapka jaka. No a nasz statek to był już uszkodzony. Musielimy awaryjnie uciekać na łodziach. Kilka z nich zatonęło w drodze powrotnej, ale udało się tego niewolnika przytachać za rzyć do stolicy."


Z zasadzki udało się ujść życiem zaledwie siódemce najemników, dwójce marynarzy i pojmanemu piratowi. Wtedy też okazało się, że za wszystkie niepowodzenia w zasadzkach odpowiadał jeden z urzędników pełniących rolę archiwisty morskiego. Pirat po kilku dniach tortur wyjawił imię urzędnika oraz to, że za wszystkie katastrofy odpowiada niejaki Edward Roger Drak, nazwany wtedy przez pirata "Złotą szablą". Zdradził także, że nikt nie znajdzie kryjówki ich kapitana. Po dalszych torturach popadł w obłęd, nie dało się z nim rozmawiać. Niewolnik kilka dni później został skazany na ścięcie głowy.

Od tego czasu transporty były znacznie mocniej chronione, jednak i tak zdarzały się zaginięcia na morzu. Czy to za sprawą Edwarda, czy za sprawą sztormu lub potworów morskich. Dalsze zapiski przestały być tworzone. Jedynie wieśniacy, którzy mieli okazję zobaczyć w nocy banderę czaszki i dwie szable, opowiadali dalej o niestworzonych historiach, w których Drakkar był ciągnięty przez węże morskie. Ktoś opowiadał także o tym, że został uprowadzony przed laty i zabrany do kryjówki, w którym istnieje samozwańcze "Złote" miasto, ukryte przed światem. Jednak jego odnalezienie to nie lada gratka zaś samo miasto jest podobno chronione licznymi pułapkami. Wiele skarbów jakie nagrabił Edward mogłyby utworzyć potężny skarbiec, większy i bogatszy niż ten w naszym państwie. Niestety nic więcej nie wiadomo na temat samego pirata.

Szacuje się, że jego Drakkar i załoga przestała grabić szlaki morskie w momencie, kiedy stało się to zbyt ryzykowne około 856 roku.


26.08.2018, 19:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna