Atarashii




Ratusz Grimssdel
#31

STRAŻNIK



urmistrz uśmiechnął się na wzmiankę o kapitanie Welbercie. Wieść o tym, że Valen nie zapomniało o prowincji mocno podniosło na duchu strapionego mężczyznę. Bez większych komentarzy przyjął list, szybko złamał pieczęć i zaczął czytać. Wraz z kolejnymi linijkami mina mu jednak rzedła, jakby dowiadywał się coraz gorszych wiadomości. - Czyli przysyłają tylko ciebie - powiedział po chwili, wstając i podchodząc do okna. - Przez chwilę myślałem, że jesteś tylko forpocztą dla większego oddziału. No trudno... - mruknął, wpatrując się w opustoszałe miasto za szybą. - ...Trzeba będzie sobie poradzić z waszą dwójką. Coś do picia? Musisz być zmęczony po podróży. - odwrócił się, a na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech. Dopiero teraz zaczął dokładniej przyglądać się Bronowi, oceniając jego pozorne umiejętności fachowym okiem. Dobrze wykonana i zadbana zbroja, doświadczenie płynące z wieku, żar w oczach... widocznie wszystko było w jak najlepszym porządku, gdyż burmistrz pokiwał lekko głową. - Welbert powiedział Ci wszystko co powinieneś wiedzieć czy jak zwykle muszę odwalać jego robotę za niego? - zapytał, podchodząc do swojego biurka, po czym bezskutecznie spróbował uporządkować znajdujące się na nim papiery.

19.12.2018, 00:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#32

yglądało na to, że Welbert jednak nie wypowiedział się zbytnio o Bronie w swym liście. Albo burmistrz po prostu to zignorował, będąc świadomym że w jego sytuacji nie mógł być specjalnie wybrednym jeśli chodzi o sojuszników. Zwłaszcza, że Tazar nie prezentował się najgorzej jak na kogoś kto mógłby być w liście ukazany jako notoryczny bandzior i pijak. Zresztą, po chwili logicznego zastanowienia się, nie byłoby w tym żadnego interesu dla dowódcy Valenskiej straży. Był zbyt zapracowanym człowiekiem by knuć wysublimowane plany mszczenia się na osobie która w gruncie rzeczy była nieszkodliwa i z którą po prostu się nie lubił. Może i był denerwującą ciotą pracującą za biurkiem, ale na pewno nie był aż takim chujem.

Niestety, Valen także jest w nieciekawej sytuacji. Odkąd zawalono kopalnie, jeszcze trudniej będzie utrzymać porządek na ulicach. Nie mówiąc już o ataku tamtej bestii. Jestem więc tylko ja. – Potwierdził obawy rozmówcy. Z drugiej strony, Bron wciąż pamiętał strach Wilhelma przed tym miejscem. Gdyby tu trafił, niewiele by pomógł. – I tak, chętnie się czegoś napiję. Choć droga była wyjątkowo przyjemna, udało mi się wskoczyć na karawanę i spędzić tam większość podróży. Swoją drogą, jestem Silnoręki. Znany także jako Bron Tazar.

Dobrą wieścią był fakt że kowal nie będzie musiał pracować sam. Jeszcze lepszą informacją byłoby zapewnienie że druga osoba była kompetentna i miała jakieś doświadczenie w byciu detektywem. Znając życie wspólnikiem mężczyzny nie będzie bagieciarz, a inny śmiałek który przybył tu dla nagrody. To mogło wróżyć albo bardzo dobrze, albo bardzo źle. W takie miejsca za pieniędzmi nie ruszali przeciętniacy, a jedynie zawodowcy lub desperaci. Rozpoznanie jednych od drugich nie było trudne, więc na określenie jak bardzo w dupie był Silnoręki wystarczyło nieco poczekać. Niezależnie od tego z kim przyjdzie mu działać, jedno było pewne – To Bron będzie złym gliną w tym duecie.

Welbert był zbyt zajęty zaznaczaniem jak bardzo nie chce mnie więcej widzieć, by poinformować mnie o tutejszej sytuacji. – Stwierdził. – Do czasu przyjazdu byłem przekonany że czeka mnie potyczka ze zwykłym psycholem, miasto wygląda jednak tak jakby regularnie odbywała się tu rzeź ku czci samego Thorna. Więc właściwie nie wiem nic.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2018, 01:23 przez Bron.)

19.12.2018, 01:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#33

STRAŻNIK



łowa Brona na temat zawalenia kopalni w Valen wstrząsnęły burmistrzem. Widać wieści nie zdążyły jeszcze do niego dotrzeć i nie wiedział w jak poważnych tarapatach znajduje się północne miasto. Najcięższym ciosem był dla niego jednak brak większego wsparcia chociaż teraz zaczynał rozumieć skąd taka decyzja. Każdy najpierw musi zadbać o siebie, dopiero później zajmować się prowincjami. Nieważne jak dochodowe by były, jeśli nie będzie silnie prosperującej centrali handlowej nawet kopalnia złota zostaje tylko kilkoma ciemnymi korytarzami ze świecącymi kamykami w ścianach.
- Dobrze, że przysłali chociaż ciebie. Valywatar De Vill - powiedział, wyciągając rękę do płatnerza. Przyjazny gest, zwłaszcza że pochodził od dużo wyżej postawionej osobistości. - Usiądź, zaraz Ci wszystko wyjaśnię. Będziesz pracował z jednym z ludzi przysłanych z Valen, specjalistą od trucizn i kwasów oraz z inną osobą, która zgłosiła się z ogłoszenia. Obecnie poszli zbadać miejsce ostatniego morderstwa, więc może tam dasz radę ich złapać. - powiedział, siadając za swoim biurkiem. W tym samym czasie kamerdyner zdążył pójść i wrócić z napojami. Dwa kufle piwa stanęły na biurku, każdy przed jednym z mężczyzn. Do nozdrzy Brona doszedł przyjemny zapach chmielu, cynamonu i jabłek. Jego doświadczenie z karczemnymi trunkami pozwoliło mu ocenić, że napój nie był rozwodniony w żaden sposób.
- Morderstwa zaczęły się około dwóch miesięcy temu. Do tej pory zginęło już kilkanaście osób. Pewnie dla osoby pochodzącej z tak dużego miasta jak Valen te liczby nie są zatrważające ale tutaj nie chodzi o ilość zabójstw, a to jak zostały przeprowadzone. I na kim - powiedział, pociągając potężny łyk ze swojego kufla. Odrobina piany pozostała mu na ustach lecz szybko przetarł ją ręką, po czym kontynuował - Ofiarami są tylko i wyłącznie kobiety i dzieci. Żaden dorosły, w pełni sił mężczyzna nie ucierpiał i to jest właśnie najgorsze. Ciosy moralne, które otrzymały te rodziny były wystarczająco wielkie żeby zatrzymać pracę w całym mieście. Każdy boi się wyjść z domu i zostawić swoich bliskich samemu żeby przypadkiem nie zostali następną ofiarą mordercy. Jeszcze sposób w który zabija... - Burmistrz zapatrzył się w kufel jakby próbując nie dopuścić do swoich myśli przerażających obrazów, które niedawno zobaczył. - Używa jakiejś mieszanki kwasu i trucizny. Ofiara umiera godzinami i pozostaje przy tym w pełni świadoma. Chciałeś mierzyć się z jakimś psycholem... cóż... masz najlepszą szansę w swoim życiu. Ten tutaj jest największym ze wszystkich. - powiedział, upijając kolejny łyk piwa. - Jakieś pytania? Co do szczegółów technicznych wprowadzi cię w nie Wathgurt, człowiek, o którym wspomniałem wcześniej. To on zajmuje się prowadzeniem śledztwa.

19.12.2018, 12:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#34

ilonręki stanowczo uścisnął dłoń rozmówcy. Choć otrzymanie przyjacielskiego gestu od samego burmistrza było niewątpliwym zaszczytem, nie odczuł tego. Kompletnie nie obchodziły go zasady etykiety i tytuły którymi ktoś mógłby się chwalić. W tej sytuacji byli sobie zupełnie równi. Dwaj zwykli obywatele którzy od teraz wspólnymi siłami próbowali ogarnąć rozgardiasz spowodowany psychopatycznym zabójcą. Nawet jeśli De Vill zajmował się głównie papierkową robotą. Od podanej ręki, bardziej miłym dla kowala okazał się być trunek który został przed nim postawiony. Przyzwyczajony do karczemnych sikaczy, nie mógł niedocenić jakości podanego mu piwa. Ze smakiem i wdzięcznością więc upił sporego łyka i wsłuchał się w to co miał mu do powiedzenia Valywatar.

No dobrze... Gdzie jest to miejsce zbrodni w takim razie? – Zapytał. Odpuścił już sobie zaznaczanie że nie urodził się w Valen. Żył tam od kilkunastu lat, a i to nie miało znaczenia dla całej sprawy. W końcu zarządcy chodziło o podkreślenie powagi sytuacji. Bestialskie mordy wyjaśniały stan w jakim znalazło się miasto. On sam także najpierw zadbałby o bezpieczeństwo swojej rodziny, a dopiero później o cokolwiek innego. Co prawda w przypadku Tazara, nie miałby sporych problemów z racji wielkości swojej rodziny i tego, że potencjalny morderca po wtargnięciu do mieszkania spotkałby się z przeszkodą nie do obejścia w postaci wielkich, kowalskich pięści.

Właśnie ta myśl sprawiła, że Bron zanotował pierwsze pytanie. Czy aby na pewno mordy działy się w domostwach? Bardziej prawdopodobnym było że morderca działał na ulicach i wyłapywał ofiary zupełnie przypadkowo, pilnując tylko ich płci i wieku. Włamania niosły ze sobą zdecydowanie zbyt duże ryzyko bycia złapanym. A to znaczyło że najprawdopodobniej teraz zabójstwa powinny ustać do czasu aż ludzie w mieście poczują się pewniej i znów zaczną wychodzić na ulice. Teraz jednak wciąż miał zbyt mało informacji na temat zarówno zabitych jak i samego poszukiwanego by być pewnym jakiejkolwiek tezy.

Wydaje mi się że póki co nic więcej nie potrzebuję. No, z wyjątkiem noclegu. Czy jest w okolicy jakaś czynna gospoda? – Specjalnie nie wspomniał nawet o wynagrodzeniu. Sprawa wyglądała na tyle ponuro, że chwilowo zapłata nie miała znaczenia.
19.12.2018, 13:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#35

STRAŻNIK



a mocny uścisk płatnerza odpowiedział równie silny chwyt burmistrza. Czymkolwiek zajmował się przed objęciem urzędu musiało to być związane z typowo fizyczną pracą, gdyż pary w rękach mu nie brakowało. - Ostatnie morderstwo miało miejsce niedaleko stąd - powiedział Valywatar, upijając wcześniej kolejny łyk piwa. - W domu jednego z członków tutejszej gildii handlowej. Zamordowano mu córkę. - rzekł, zasmucając się niezmiernie. Bron nie wiedział do końca z jakiego powodu - czy to przez śmierć osoby tak młodej i niewinnej czy też burmistrz po prostu lubił dziewczynkę. - Krzyki było słychać aż tutaj. Trafić nie jest trudno. Jak wyjdziesz z ratusza trzymaj się prawej strony placu. Dwupiętrowy budynek, do którego wejścia prowadzą niewielkie schody, raczej rozpoznawalne miejsce. A co do noclegu nie musisz się martwić - powiedział, uśmiechając się pod nosem - Mamy dla was wydzielone kwatery tutaj, w ratuszu. Od kiedy wyjechała służba mamy aż nadmiar wolnych pokoi.

19.12.2018, 15:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#36

o tym wprowadzeniu właściwie nie zostało zbyt wiele tematów do rozmowy. Bron dowiedział się właściwie wszystkiego co mógł mu powiedzieć burmistrz. Po wszystkie inne szczegóły powinien zgłosić się do tego całego Wathgurta i drugiej osoby. Zanim jednak płatnerz udał się do domu kupca, musiał zając się bardziej naglącymi rzeczami. Wciąż był w zbroi która niezbyt sprawdzała się w miejskim otoczeniu. Choć nie przeszkadzała banicie w ruchu w żadnym stopniu, była po prostu niepotrzebna. Wszystko wskazywało na to że i tak nie będzie celem ataku mordercy i nie spotka go zbyt prędko.

Gdy tylko dopił trunek, wstał i oznajmił że idzie się rozpakować a zaraz potem rusza do reszty swojej nowej kompanii. Przebierając się, chwycił w dłonie niewielki amulet który zwisał mu z szyi. Widział już w swoim życiu ten emblemat na niemalże identycznym kawałku srebra. Lorely zarzekał się, że wisior z głową wilka był niezastąpioną pomocą podczas włamań bo zapewniał mu szczęście. W dniu wyjazdu Tazar obudził się z tą niezwykłą biżuterią i pomimo tego że nie wierzył w zabobony związane ze szczęśliwymi talizmanami, czuł się nieco pewniej niż dnia poprzedniego. Zimny metal spoczywał teraz na ubraniu i był kolejną zagadką którą kowal musiał jak najszybciej rozwiązać. Słyszał od swojego szwagra o magicznych przedmiotach zjawiających się w nocy jako dar od Ererecza... Tylko dlaczego Miłościwy Ojciec miałby zesłać Silnorękiemu jakiś naszyjnik? Jakim cudem miałby pomóc on w śledztwie? O użyteczności (lub nie) prezentu będzie musiał przekonać się na własnej skórze.
Po załatwieniu swoich spraw w ratuszu, skierował się na miejsce wskazane przez de Villa. Nie zabrał ze sobą praktycznie nic prócz sakwy ze złotem. Wątpił w to że w ogóle będzie jej potrzebować. Okazja by wydać nieco grosza wydawała się jednak tysiąckroć bardziej prawdopodobna niż to że płatnerz będzie musiał wprawić w ruch buzdygan. Po drodze rozglądał się, by tylko upewnić się w przekonaniu że Miasto Nad Jeziorem powoli zmieniało się w Miasto Duchów.
Gracz opuścił wątek
19.12.2018, 20:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#37

STRAŻNIK


idząc w jakim pięknym stylu został zignorowany, Wathgurt mruknął coś pod nosem, zrobił naburmuszoną minę i po prostu wszedł do ratusza. Przy wejściu zatrzymał ich strażnik, ale najwyraźniej ktoś wcześniej go uprzedził, że do budynku będzie mogła przyjść dosyć konkretna grupa śledczych. Przepuścił ich więc bez robienia zbędnych problemów. W środku było o wiele jaśniej niż na mieście. Na korytarzach paliły się lampy lub świece. Najwyraźniej w ratuszu praca nadal się nie skończyła, choć większość pomieszczeń było opuszczone. Alchemik poprowadził ich w ciszy w kierunku lewego skrzydła budynku.
Szli dosyć długim korytarzem z rzędami drzwi po obydwu stronach. Doszli mniej więcej do połowy jego długości, gdy ich towarzysz wyciągnął z kieszeni klucz i otworzył jedne z drzwi po lewej stronie. Zawiasy zaskrzypiały dosyć głośno gdy drzwi stanęły przed nimi otworem. Miejsce to było dość zadbane jak na tak opuszczony budynek. Odkurzone, wysprzątane i przewietrzone. Na jednym ze stolików dało się rozpoznać rozstawione przyrządy alchemiczne niewątpliwie należące do Wathgurta. Mnóstwo fiolek wypełnionych najróżniejszymi płynami. Obok stała skrzynka z niezliczoną ilością składników podzielonych starannie na słoiki. W kącie zaś znajdowało się łóżko z czystą pościelą.
Alchemik zerknął na wyższego ze swoich towarzyszy. -Zajmie się pan jakimś światłem? Gdzieś tu powinna być lampa i olej. Sam rzadko ich używam.-Powiedział mężczyzna po czym zwrócił się do Hamstura. No to niech pan postawi tutaj ten kwas i będziemy mogli przejść do badań.
19.08.2019, 15:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#38

No dobrz... – Mruknął Bron, rozglądając się, by znaleźć miejsce w którym warto było zacząć poszukiwania jakiegoś źródła światła. Jeśli wśród szafek i szuflad nie było lampy, zadowolił się zwykłą świecą czy nawet knotem. Jeśli znalazł coś ciekawego, zanotował to w pamieci, jeśli nie, nie zanotował. Właściwie to nie zwracał większej uwagi na manatki alchemika, jeśli te same nie jej nie przykuły.
Szukanie czegokolwiek sensownego okazało się być trudniejsze niż Bron mógł przypuszczać. O ile część pokoju była oświetlona przez światło księżyca, to reszta znajdowała się w półmroku. Mimo to płatnerzowi udało się znaleźć od dawna nieużywaną lampę oraz olej znajdujący się zaraz obok. Co do rzeczy ciekawych to jedyne co był w stanie znaleźć to mniejsza torba znajdująca się u stóp łóżka. Nic więcej.
Alchemik zaczął przygotowywać cztery fiolki, które wypełnił różnymi cieczami. Do jednej wlał zwykłą wodę, do kolejnej białe wino do trzeciej jakąś bliżej nieokreśloną ciecz, zaś do czwartej... krew.
-Pora się przekonać z czym mamy do czynienia...-Powiedział cicho.
Hamstur przyglądał się kolejnym krokom, wykonywanym przez Wathgurta. Zastanawiało go, czym dokładnie była ciecz, która znajdowała się w trzeciej fiolce, lecz wolał wstrzymać się na razie z pytaniami. Sam nie lubił, gdy przerywa mu się i przeszkadza podczas pracy, a jak wiedział, alchemia wymagała pewnego poziomu skupienia. Czekając na kolejne kroki ze strony alchemika, myśli Akolity powędrowały do opracowywanego zaklęcia i efektów, jakie mogłoby wywrzeć na cieczach. Z tego co rozumiał, ten typ czaru powinien zadziałać głównie na pojedyncze skupiska kropel, a nie na całą ciecz, lecz zastanawiało go, czy efektem wybiórczości magii nie mogłaby spowodować wzmocnienia napięcia powierzchniowego cieczy i tym samym nie poszerzyć efektu magicznego na całą objętość hipotecznego płynu.
Jeśli było czym, Bron po prostu zapalił lampę, uzupełniwszy wcześniej olej. Jeśli nie było czym, poszukał czegoś czym byłby w stanie rozpalić światło. Zajrzał w takim wypadku do torby znajdującej się przy łóżku – W końcu alchemik powinien mieć jakiś alchemiczny sprzęt do rozpalania ognia wśród swoich rzeczy.
Wathgurt nie zważał nawet na obecność akolity. Był w końcu zbyt zajęty przygotowaniami do badania kwasu. Powoli i ostrożnie zajął się pobieraniem niewielkich próbek kwasu po to by następnie upuścić po kropli do każdego z naczyń. Reakcja na pozór wydawała się być taka sama w trzech pierwszych przypadkach. Ciecz zasyczała, z naczynia uniósł się niewielki kłębek pary, ale poza tym nic. Jednak w trzecim przypadku ciecz zabarwiła się na lekko czerwonawy kolor. Jednak czwarta próba przyniosła jakieś ciekawe efekty. Krew dookoła kropli kwasu pojaśniała lekko i jakby się rozrzedziła. Wathgurt zmarszczył lekko brwi i podrapał się po brodzie.
-Ciekawe...-Powiedział cicho.
O ile znalezienie lampy było zadaniem łatwym o tyle odnalezienie czegokolwiek do odpalenia jej okazało się być czymś znacznie trudniejszym dla potężnego kowala. Grzebanie w torbie alchemika też niewiele pomogło, gdyż okazało się, że są to jego prywatne rzeczy. Co więc znalazł Bron? Dwie książki i bukłak. Obydwie księgi wyglądały na twory poświęcone nauce. Jednak o czym dokładnie? Tego Bron przy takim świetle nie był w stanie ocenić.
Widząc, że Bron nie może znaleźć niczego do odpalenia lampy, Hamstur pogrzebał chwilę w swojej torbie i podał mężczyźnie hubkę i krzesiwo. Wracając do obserwowania tego co robi alchemik, Skrybę zastanawiało, co było aż tak ciekawe.
- Czy mógłby Pan rozwinąć? - zwrócił się do Wathgurda. O ile Fjolswir znał się trochę na zielarstwie, o tyle alchemia nie była nauką, z którą miał zbyt wiele styczności. Co prawda posiadał jakąś tam podstawową wiedzę związaną z tematem, wyniesioną głównie z książek i nauk matki, lecz nie mogło to równać się nawet w najmniejszym stopniu z wiedzą prawdziwego alchemika. Wathgurt przytaknął lekko.
-Kwas który tutaj widzimy nazywany jest popularnie kwasem Greathadzkim. Naukowej nazwy nie będę przytaczał, bo mija się to z celem i nie przysłuży się raczej naszemu śledztwu. Jest to kwas niesamowicie szkodliwy dla ludzkiej skóry, co zresztą już wiemy, a mimo to niesamowicie popularny. Dlaczego?-Alchemik pozwolił sobie na dramatyczną pauzę. -Ponieważ jest niesamowicie skuteczny w oczyszczaniu broni i narzędzi z wszelkich zanieczyszczeń, korozji, i innych czynników zewnętrznych uszkadzających metal. Jego nazwa wzięła się od tego, że swego czasu najlepsi Greathadzcy woje nosili przy sobie fiolkę takiego kwasu. Nie po to, żeby używać go w walce, ale właśnie po walce. W końcu broń dla Greathadczyka znaczy więcej niż żona!-Mężczyzna zaśmiał się lekko, ale po chwili spochmurniał. -Czyli szukamy kogoś kto korzysta z narzędzi bądź broni wysokiej klasy, a raczej wykonanych z wysokiej klasy metalu. Tak przynajmniej podpowiadałaby intuicja...- Powiedział i odłożył fiolkę z krwią na stolik.
Jak wiedział Bron, istniały różne rodzaje omawianego kwasu, zależne od jego siły. Zwykle oznaczało się ją przez wstążkę pewnego koloru przywiązaną do buteleczki. Z tego, co orientował się kowal najsilniejsza była wersja oznaczona wstążką czerwoną, potem pomarańczową, żółtą, zieloną i niebieską jako roztwór z najmniejszą mocą. Co ciekawe, z tego co Bron się orientował, czerwonego kwasu Greathardzkiegu używano jedynie na broniach z kamienia Zun'ma.
-Intrygujące. - odparł Hamstur pochylając się nad fiolką z krwią. Przez chwilę obserwował roztwór w środku. Gładząc się po brodzie w zamyśleniu, po czym powiedział - Potrafiłby Pan stworzyć tego typu kwas lub ma jego recepturę? To znacznie ułatwiłoby znalezienie nautralizatora i pozwoliłoby uratować potencjalne ofiary.
Skryba przeszukał w pamięci, czy nie widział kogoś w mieście, kto miał lub mógł posiadać przedmioty wykonane z wysokiej klasy metalu. Od razu w jego pamięci pojawił się właściciel faktorii, który zapewne miał na stanie odpowiednią stal lub przedmioty z niej wykonane.
- Jest Pan tu znacznie dłużej od nas. Czy ktoś pasujący do pańskiego opisu przychodzi Panu na myśl? - odezwał się do Wathgurta po chwili.
 Słysząc rozmowę i łącząc kropki Bron zainteresował się nieco kwasem. Spojrzał na dwójkę uczonych, i nie zbliżając się nawet do nich, zapytał swoim basowym, donośnym głosem.
Czy mogą panowie stwierdzić, jaka dokładnie jest to odmiana kwasu? – Zapytał, nadając wypowiedzi w miarę uprzejmy ton. – W samym Valen można dostać kilka różnych typów Kwasu Greathardzkiego. A jak podejrzewam, niektóre z nich są rzadkim towarem, i łatwo można wyśledzić kto mógł położyć na nich swoje łapska.
Alchemik skinął głową.
-Owszem, choć pomimo jego powszechności nazwa "Greathadzki" nie jest przypadkowa. Do wytworzenia tego konkretnego kwasu potrzeba jadu pająków żyjących na obrzeżach Starego Lasu. Cóż... ja rzadko się w tamte rejony zapuszczam i niestety... nie jestem w stanie go wytworzyć w obecnych warunkach.
 Hamsturowi przyszło do głowy to zaledwie parę osób. Kapitan straży mógł mieć przy sobie lepszą stal. W faktorii z pewnością dało się znaleźć coś wykonanego z wyższej jakości materiałów. No i narzędzia medyczne również produkowano z tego typu materiałów.
-Ciężko powiedzieć. Parę osób na pewno by się znalazło... - Na słowa Brona alchemik uśmiechnął się lekko. -Ach! No tak! Rzeczywiście, pan jest przecież kowalem. Na moje oko jest to zapewne... coś pomiędzy czerwoną a pomarańczową odmianą. Dosyć mocny, w końcu stopił skórę, czyż nie? Ogólnie rzecz biorąc, niektórzy kupują najmocniejszą odmianę kwasu, by następnie odpowiednio go rozcieńczyć... Ale to wymaga choć minimum wiedzy alchemicznej.
Hamastur pogładził się po brodzie. Martwiło go, że ilość podejrzanych, zamiast zawężać się, jedynie rosła. Do tej porty Skrybie wydawało się, że dostęp do tak silnych kwasów musiał być mocno ograniczony i podejrzanych może być niewielu. Informacje zapewnione jednak przez Wathgurta zdawały się sugerować inaczej. Myśląc o tym, jak wiele jest informacji, które mu umykają, Hamstur postanowił zapamiętać, by, jak tylko to wszystko się skończy, solidnie dedukować się w kwestii alchemii, zielarstwa oraz odczynników.
Skryba rozważył w myślach każdą z osób, która mogła popełnić morderstwa. Na pewno głównymi podejrzanymi, przynajmniej według niego, byli właściciel faktorii, aptekarz i oczywiście Wathgurt, który sam przecież był alchemikiem. Idealistyczna i lekko naiwna strona Hamstura kazała mu znacznie zmniejszyć możliwość, że to kapitan straży może być mordercą, lecz jego realistyczna i bardziej rozważna strona zakazała mu wykreślać go z listy podejrzanych całkowicie. -Ów kwas. Ma jakiś znany neutralizator? Odczynnik, który sprawia, że przestaje być żrący lub coś podobnego? - zwrócił się tak do alchemika jak i do Brona.
Alchemik podrapał się po brodzie i pokręcił lekko głową.
-Z tego co wiem, a wiem całkiem sporo, to nie. Nikt nigdy nie zadawał sobie trudu w neutralizowaniu kwasu, którego używa się głównie do przemysłu. Zresztą o ile jest on ogólnodostępny to jest też dosyć kosztowny. -Mężczyzna westchnął lekko i zaczął sprzątać stolik.
Co do wiedzy obydwu mężczyzn to raczej mało prawdopodobne jest stworzenie neutralizatora w obecnych warunkach. Zwłaszcza, gdy sam Wathgurt nie jest w stanie tego zrobić, a przynajmniej tak wynika z jego słów. Po wysprzątaniu fiolek z płynami, jedyną nadal stojącą na stoliku była ta z kwasem, alchemik spojrzał na swoich partnerów.
-Jak panowie myślą? Co powinniśmy teraz zrobić? Nadal brak nam porządnych poszlak... Choć paru podejrzanych udało nam się znaleźć...
- Uważam, ze teraz powinniśmy odpocząć. Nic więcej nie wskóramy tak późno w nocy, a rano byłoby dobrze być w pełni sił. Chyba, że uważają Panowie za dobry pomysł by spróbować czatować w nadziei, że uda nam się przyłapać mordercę na gorącym uczynku. - odparł Hamstur. Co prawda wątpił, by tego typu obserwacje przyniosły rezultaty, lecz był gotowy poświęcić noc, jeśli Bron i Wathgurt uznają to za dobry pomysł. Sam zresztą nie oczekiwał złapać dużo snu. Skryba miał bowiem zamiar opracować do końca i wyćwiczyć rzucanie nowego zaklęcia. Jeśli bowiem udałoby już się znaleźć zabójcę, dobrze byłoby móc go złapać i unieruchomić w relatywnie prosty i bezpieczny sposób.
Bron skinął głową. W gruncie rzeczy nie było im neutralizatora potrzeba. Biorąc pod uwagę jak operował morderca, kowal nie zakładał możliwości odratowania ofiar. Właściwie lista potencjalych winnych temu wszystkiemu była dość wąska. Nawet jeśli w całą sprawę było zaangażowane więcej ludzi, takie włamana wymagały niemałego wyspecjalizowania.
Niech każdy z was przygotuje na jutro listę osób, które uważacie za podejrzane. Jutro z nimi porozmawiamy. - to wypowiedziawszy , zebrał się do wyjścia. Jeśli ruszył za nim Hamstur, zatrzymałby go po zamknięciu drzwi od komnaty alchemika.
- Dobry pomysł mości Bronie. W takim razie pozostało nam odpocząć. - uśmiechnął się do obu mężczyzn, po czym skinął głową Wathgurdowi - Spokojniej nocy panie Wathgurdzie
Ruszył do wyjścia i następnie do komnaty, którą w wyznaczono mu jako jego sypialnie na czas śledztwa. Nim jednak uszedł parę kroków, zatrzymał go jego towarzysz.
- Mości Bronie? - zapytał cicho, nie chcąc budzić ludzi, którzy mogli spać w pokojach obok. Był trochę zdziwiony, lecz także zaintrygowany, co też miał mu do przekazania kowal, co nie było także przeznaczone dla uszu alchemika.
Po pierwsze, żaden mości. – Mruknął. – Po drugie, chciałbym porozmawiać. Nie jesteś tutejszy, prawda?
Hamstur uśmiechnął się przyjaźnie, po czym idąc w stronę kwater, odpowiedział cicho Bronowi: - Być, może lepiej będzie, jeśli rozmowę przeprowadzimy po cichu,nie chcemy przecież, by nasze głosy pobudziły śpiących. Jeśli jednak chodzi o Pańskie pytanie. Tak, nie jestem z miasta. Przybyłem tu ledwie dziś rano. Od dłuższego czasu podróżuje, szukając mojego brata - Bragiego. Być może słyszał Pan jego imię, jako że tak jak i Pan, trudni się on fachem obróbki metali. A przynajmniej tak było gdy widziałem się z nim ostatni raz.
Bron skinął głową. Jego głos dość łatwo roznosił się po okolicy, nawet gdy ściszał głos. Musiałby mówić szeptem, by tego uniknąć. Przechodząc obok swojej komnaty, otworzył drzwi i zaprosił towarzysza do środka.
Możemy porozmawiać tutaj. – Dalsze słowa mówił dopiero po zamknięciu drzwi. Od razu przeszedł do rzeczy która zastanawiała go najbardziej. – Długo pracowałeś z Wathgurtem? Co o nim wiemy, tak na dobrą sprawę?
Hamstur zamyślił się na chwilę, przeszukując pamięć.
-Pana Wathgurta poznałem raptem dzisiejszego ranka, podczas rozmowy z burmistrzem. Z tego co wiem, jego pełne imię to Wathgurd Nevinrryal i przybył tu parę dni temu z Valen, by pomóc złapać mordercę. Wydaje mi się, że burmistrz Valywatar zdążył się już do niego zrazić, jako że w ciągu jego parodniowego pobytu, sprawa morderstw wydawała się nie posunąć za bardzo do przodu. Jak jest wiadome, Wathgurt jest alchemikiem... -Skryba przerwał nagle wywód, gdy w jego umyśle pojawiło się wspomnienie rozmowy z burmistrzem. Dopiero po dłuższej chwili kontynuował - Dziwne... Przypominając sobie rozmowę z burmistrzem, dobrze pamiętam Wathgurta, który wspominał o wcześniejszych badanych próbkach. Dodatkowo mówił też o wyciągu z trucizny Vernosa oraz różnego rodzaju chemikaliach, które można znaleźć na miejscu zbrodni... Wydaje mi się to trochę dziwne, by alchemik tak dobry jak Wathgurt nie potrafił rozpoznać kwasu Greathardzkiego. Nasuwa się więc stwierdzenie, że albo morderca za każdym razem używa innej mieszanki chemicznej, albo Wathgurt błędnie zinterpretował wyniki.
Może po prostu morderca zmienił tryb działania. – Zasugerował Bron, wątpiąc we własne słowa. – Warto będzie go o to później spytać. Wathgurta, znaczy. A może po prostu de Vill się mylił. Mi też mówił to samo, ale nie badał przecież miejsca zbrodni. Ja, osobiście, nie ufam Wathgurtowi. Mam rozumieć, że nie wiesz, czy nie parał się wcześniej przypadkiem magią?
- To może być dobry pomysł. Niestety nie mam pojęcia, czy Wathgurt posiada jakiekolwiek zdolności magiczne. - odparł Hamstur unosząc ręce w lekko przepraszającym geście. Żałował, że nie przyszło mu nawet na myśl poznać się głębiej z człowiekiem, z którym miał pracować. - Hmmm zaufanie... Mam rozumieć, że powinniśmy traktować Pana Wathgurta jako jednego z podejrzanych? Rzeczywiście, posiada on odpowiedni zbiór umiejętności i wiedzy, jaki wystarczyłby do popełnienia owych zbrodni.
Nie jestem co do tego pewien. – Stwierdził Bron. – Chciałem tylko zwrócić na niego uwagę, moim zdaniem zachowywał się dość podejrzanie. Mogę się oczywiście mylić. Bo o ile Wathgurt byłby w stanie dokonać te morderstwa, wciąż pozostaje tajemnica tego, jak miałby dostać się do środka i stamtąd uciec. Znałem wielu złodziei i włamywaczy, a Wathgurt nie wygląda mi na człowieka który lubi wspinać się po oknach. Tak czy owak, warto będzie zainteresować się lepiej trochę tym kwasem. Wydaje mi się że są sposoby na sprawdzenie czy faktycznie mówi prawdę. Jak dla mnie, w listę podejrzanych powinniśmy zebrać każdego maga który przebywa aktualnie w mieście. Skoro nie mamy wyraźnych tropów, równie dobrze możemy przesłuchać wszystkich.
- W takim razie podejrzenie powinno paść też na mnie. Sam jestem magiem. Znam się także na zielarstwie i choć nie uważam się za wirtuoza tej sztuki, ktoś mógłby założyć, że posiadam wystarczające umiejętności. Myślę, że przesłuchanie możemy zacząć od naszych podejrzanych, a dopiero potem, jeśli nie otrzymamy żadnych rezultatów, zająć się przeczesywaniem miasta w poszukiwaniu innych magów. Mimo wszystko, Grimssdel jest małym miastem tylko z nazwy. Nadal żyje tutaj parę tysięcy ludzi.
 Hamstur zamyślił się. Miał wrażenie, że w całej tej układance brakuje jakiegoś ważnego elementu. Nie wiedział tylko, czy ów element mu umyka, czy jeszcze nie udało mu się go znaleźć.
-Proszę się nie martwić. Tobie też patrzę na ręce. - Zapewnił Bron. W zasadzie powiedziałby to nawet gdyby nie ufał Hamsturowi tak samo jak nie ufał alchemikowi. - Choć na ten moment nie widzę powodu by ufać ci mniej niż jemu. Co do samych magów, wydaje mi się że straż powinna mieć na ten temat jakieś informacje. Jak nie, zostaje ostatnie niezawodne źródło, czyli karczmarze. Ale masz rację, nie ma co myśleć o nich, póki mamy swoich podejrzanych. Wydaje mi się że tyle miałem ci do powiedzenia.
Hamstur skinął głową.
-W takim razie pozostaje nam odpocząć i być może złapać trochę snu. Życzę dobrej nocy. - to mówiąc ruszył do swojego pokoju. Czekało na niego zaklęcie do opanowania i testowania. Miał nadzieję, że uda mu się uwinąć z tym wystarczająco szybko, by mógł złapać chociaż krótką drzemkę.









15.11.2019, 19:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#39

o znalezieniu swojego pokoju, Hamstur dokładnie zamknął drzwi i rozejrzał się po pomieszczeniu. Było proste i nieprzesadnie duże, lecz zawierało wszystkie sprzęty potrzebne potencjalnemu mieszkańcowi - wygodne łóżko, skrzynię z dość solidnym zamkiem oraz proste biurko wraz z krzesłem.
Mężczyzna westchnął przeciągle, dając ujście całej frustracji i stresowi ostatniego dnia. Zdejmując z ramienia torbę, położył ją koło biurka, po czym wrzucił swoje wierzchnie ubranie na skrzynie. Zostając w samych spodniach i prostej koszuli, przeciągnął się, rozciągając plecy i ręce.
W końcu, gdy jego umysł oczyścił się z niepotrzebnych myśli, Skryba wyjął ze swojej torby kałamarz, pióro oraz plik czystych kartek. Rozkładając wszystko na blacie, odetchnął jeszcze raz i zabrał si za opracowywanie nowego zaklęcia.
Maczając pióro, zaczął rozpisywać na kartkach wszelkie potrzebne właściwości oraz formuły magiczne, jakie wydawały mu się odpowiednimi składnikami zaklęcia. Wiele z nich zdawało się posiadać taki sam efekt końcowy, lecz jak wiedział Hamstur, każda z nich osiągała swoje zadanie na inny sposób. To sprawiało, że choć dwa zaklęcia mogły mieć dokładnie taki sam efekt, sposób w jaki to robiły potrafił być całkowicie różny, przez co wielokrotnie zaklęcie takie miało niepożądane skutki uboczne lub nieprzewidziane efekty dodatkowe.
Akolita zaś wolał posiadać kontrolę nad zaklęciami, szczególnie w przypadku bardziej złożonych i skomplikowanych czarów. Połączenie dwóch przedmiotów przy użyciu magii bez zmiany ich fizycznych właściwości i splątanie ich nie tylko na poziomie eterycznym, lecz także i fizycznym, zdawało się należeć do właśnie takiej kategorii zaklęć.
Przeglądając kolejne zapisane elementy, Hamstur zaczął od wybrania wyzwalacza. Z pośród niemal dziesięciu spisanych, trzy z nich nie wymagały praktycznie żadnego gestu czy inkantacji i były praktycznie natychmiastowe. Wymagały jednak znacznych nakładów many i znacznego skupienia. Dwa z nich nie pozwalały także na zbyt wielką kontrolę zaklęcia. Po dłuższej chwili zastanowienia, wszystkie pięć zostało skreślone z listy. Pozostawiony z jedynie trzema,mag przyjrzał się im krytycznym okiem.
Po dłuższej chwili zdecydował w końcu, by użyć nieco dłuższego wyzwalacza w opartego o gest. Dawało to znaczną kontrolę nad przepływem many i pozwalało przerwać zaklęcie w trakcie jego splatania, gdyby zaszła taka potrzeba.
Po chwili namysłu i rozpisywania kolejnych formuł, Hamstur zapisał pierwszą część zaklęcia. Wybrany wyzwalacz oparty był o prosty gest powolnego składania dłoni w pięść. By zapobiec przypadkowym użyciom, gest ten musiał być wykonywany dość wolno, palec po palcu, zaczynając od najmniejszego z nich i kończąc na kciuku. Prócz tego jednak, Akolita zrezygnował z jakiejkolwiek formy inkantacji, nawet niemej. Uznał, ze pozwoli to na rzucanie dwóch zaklęć jednocześnie gdyby zaszła taka potrzeba - obecnego, używając gestu oraz dodatkowego, opartego o inkantacje.
Przechodząc dalej, mag rozpisał formę rdzenia zaklęcia. Choć początkowo Skrybie wydawało się, że uda mu się złożyć więcej niż jedną możliwość, ostatecznie utworzył jedynie jedną formułę. Nie znał on bowiem zbyt wielu elementów, które mogły pasować w tego typu zaklęciu i być jego częścią. Przez chwilę Hamstura zastanawiało nawet, czy wynika to z jego braku odpowiedniej wiedzy, czy też może ta część teorii magicznej była po prostu niekompletna.
Po chwili rozważań mag zaśmiał się pod nosem. Czasem dziwiła go jego wewnętrzna pycha. Wracając do zaklęcia, rozważył jeszcze raz wszystkie formuły jakie do niego dodał. Po chwili stwierdzając, że czar jest stanowczo za ciężki, przekreślił parę fragmentów dotyczących dodatkowych zabezpieczeń, jako że wydawały się one niepotrzebne i redundantne.
Łącząc pozostałe kawałki w całość, mag zauważył pewne braki w czystości zaklęcia.  W wielu miejscach formuły zdawały się urywać, by zaczynać się znowu w innym miejscu. To co prawda nie był błąd i czar nadal działałby bez zarzutów, lecz Hamstur wolał, by jego zaklęcia zawierały w sobie trochę kunsztowności i finezyjności.
Na koniec zaś przyszedł czas na wybranie elementu utrzymującego. Akolita chciał bowiem mieć dużą kontrolę nad tym, jak długo trwa zaklęcie. Postanowił więc zawrzeć w czarze dwa takie elementy: pierwszy w formie myślowego połączenia z zaklęciem, które nie wymagało żadnych dodatkowych czynności, lecz jednocześnie było bardzo mano-żerne. Drugim zaś miał być gest utrzymywania zamkniętej pięści. Ten fragment znacznie zmniejszał użycie magii jednocześnie zapewniając znaczną kontrolę nad zaklęciem. Co prawda zajmował on jedną dłoń, ale dzięki dwóm typom utrzymania, Hamstur mógł pozostawić sobie sporo wolności w używaniu zdolności.
Skończywszy komponować elementy, mag złożył wszystko w całość na osobnej kartce papieru. Zapisując formuły w kolejnych okręgach i wzorach geometrycznych, utworzył złożył zaklęcie razem. Przyglądając się tak powstałemu czarowi, mężczyzna odchylił się lekko na fotelu. Przez dłuższą chwilę studiował postały wzór, by odnaleźć w nim możliwe błędy i niedociągnięcia, po czym dmuchnął na kartkę susząc atrament.
Wyciągając drugą czystą stronę, mag zaczął opisywać właśnie skomponowany czar, zapisując jego dokładną analizę, proces powstania i możliwe rozszerzenia oraz aplikacje. Chciał bowiem napisać kiedyś podręcznik magiczny, który znacznie ułatwiłby przyswajanie magii początkującym, a jego własne notatki z jego procesu nauki i tworzenia, zdawały się być dobrym pomysłem, który mógłby pomóc mu w przyszłości podczas pisania.
Wreszcie Hamstur przeciągnął się potężnie, wstał z krzesła i odetchnął głęboko. Patrząc na stronę, raz po raz powtarzał zaklęcie w głowie, aż był pewien, że zapamiętał je dokładnie i znał każdy jego fragment.
Sięgnąwszy do torby, mężczyzna wyjął z niej prostą, drewnianą łyżkę i miskę. Rozkładając je na podłodze w odległości wyciągniętej ręki, ułożył je tak, by góra łyżki celowała w miskę. Następnie zaś sięgnął po swoje zasoby magiczne i spróbował rzucić nowe zaklęcie. Wyobrażając sobie, jak kolejne niewidzialne fragmenty zaklęcia zaczynają oplatać oba przedmioty i łączyć je, sięgnął swą maną w ich stronę i wykonał gest powolnego zamykania dłoni, koncentrując się przy tym, chcąc splątać łyżkę i miskę.
Po chwili, trzymając zaciśniętą pięść,z westchnieniem podszedł on do przedmiotów i spróbował podnieść łyżkę za rączkę, mając nadzieję, że miska podniesie się razem z nią.












03.01.2020, 23:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#40

STRAŻNIK



iarowe dźwięki przypominające rosłego niedźwiedzia docierały do uszu Hamstura. Niechęć burmistrza, do dzikich zwierząt zapewne w tym momencie mogłaby się absolutnie manifestować, gdyby nie fakt, że istotą brzmiącą niczym bestia w swoim leżu był człowiek, którego sam zaprosił, czyli Bron. Jego chrapanie zza ściany skutecznie z początku utrudniało skupianie się na pracy, jednak gdy tylko członek rodu Fjolswir przyzwyczaił się, do efektów akustycznych, to każda przerwa w powarkiwaniu niedźwiadka była wręcz nieprzyjemna w harmonii pracy. A co do samej czynności? Efekty przeprowadzonych licznych badań były więcej jak zadowalające, a liczne kunsztowne teorie opracowane i rozpisane przez Hamstura napawały satysfakcją. Miska w ślad za łyżką uniosła się w powietrze. Z początku Hamsturowi wydawało się, że miska drży oraz jest w jakiś sposób niestabilna i we wiązaniu nastąpił jakiś błąd, jednak chwilę potem zdał sobie sprawę zaskakującej niemal oczywistości. Wystarczyło, że spojrzał na swoją wiodącą rękę unoszącą łyżkę. Z tego całego podniecenia i radości przy podnoszeniu odpaliła się zwyczajna ludzka reakcja jak drżenie, które to również bezpośrednio wpływało na miskę. Co również zauważył Akolita, łyżka ważyła znacznie więcej z powodu połączenia dwóch ciężarów, jak również była trochę niewygodna w utrzymaniu z powodu nieprzyjemnego rozłożenia ciężaru. Przy próbie połączenia łyżki z czymś o wiele cięższym, nie dość, że trzymanie byłoby absurdalnie nieprzyjemne to również, sama drewniana łyżka mogłaby nie wytrzymać. Jedyne co należało zrobić, nim zaklęcie będzie można faktycznie ukończone, to przeliczyć wszystkie czynniki, koszty magiczne oraz możliwości używania, ale to mogło mieć miejsce już w pojętnej głowie Skryby...

Nagle do uszu Hamstura pomiędzy jednym, drugim chrapnięciem dotarł nowy, trochę obcy dźwięk. Z początku był ledwo słyszalny i zdawał się być elementem samego pochrapywania, jednak tym razem Bron postanowił wziąć oddech w trochę innym, nierytmicznym momencie co spowodowało, że dźwięk wybrzmiał po raz pierwszy, aż tak wyraźnie. Dźwięk ten przypominał kroki, lecz był znacznie cichszy i bardziej stłumiony oraz dobiegał z korytarza nieopodal drzwi Akolity. Po tym, nastała chwila ciszy i gdy tylko Obywatel z pokoju obok powrócił do miarowego oddechu, kroki na korytarzu ponownie zaczęły wybrzmiewać próbując się ukryć w dźwięku charczenia, lecz tym razem ucho Hamstura mogło oddzielić jedno od drugiego, niestety nie na długo bowiem dźwięk w pewnym momencie ponownie przestał jakkolwiek wybrzmiewać. Pozostawało pytanie... gdzie się podział nieśpiący nocny spacerowicz...





Zatem zaczynamy, część drugą waszej historii!

Mirro mam nadzieję, że nie masz mi nic przeciwko za ululanie Brona. Jeśli chcesz, możesz na luzie opisać wszystkie czynności jakie wykonywał przed pójściem spać. Niestety, do czasu obudzenia nie możesz opisywać nic więcej, poza ewentualnymi marami sennymi.

Chomik, Ty z kolei możesz wybrać sobie na luzie, czy chcesz trzasnąć posta od razu wraz z czynnością, którą planujesz wykonać, czy może wolisz opisać to na konsultacji. Odpisz sobie proszę, za swoje praktyki magiczne niezgrabne 20 pkt many. (z racji tego, że była to próba, w dodatku krótka i nie do końca obciążająca i nieobciążająca) xD

Mam nadzieję, że ruszymy z kopyta, bo nie cierpię wracać do historii po za dłuuugim czasie. Szok
Póki co tyle i bądźcie grzeczni!

Pozdrawiam Serdelecznie
Dobry Kuzyn Mest




Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






14.03.2020, 18:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki