Kwatery Strażników
#61

Mistyczka usłyszała krótką konwersację pomiędzy dwójką nieznajomych i odetchnęła z ulgą. Nie był to najpewniej żaden morderca, rabuś ani psychol więc już to można było uznać za miłą odmianę.  Ostrożnie wyszła z cienia i zbliżyła się pewnym, jednak nie nazbyt szybkim krokiem do nieznajomych.

-Przepraszam - zwróciła się do kobiety - Czy mogłabym panią prosić o małą pomoc?

Wszechobecna ciemność, która otaczała mistyczkę nadal nie pozwalała jej dostrzec potencjalnych rozmówców. Na szczęście doczekała się odpowiedzi.

- kto idzie i o co chodzi? -Głos kobiety był hardy i pewny siebie.
-Dobry wieczór Pani. - odparła Chichi, zbliżając się do kobiety - Proszę wybaczyć późną porę, jednak mam sprawę, która nie cierpi zwłoki do jednego ze strażników przebywających w koszarach. To niestety nie może czekać.
-Skoro sprawa nie cierpi zwłoki to upewnię się, żeby z samego rana przekazać informację do tego strażnika. A teraz jeśli pozwolisz panienko to muszę się zająć tym pijaczyną.
-sprawa nie cierpi zwłoki na tyle, że sama muszę już teraz porozmawiać ze strażnikiem.
- Powiedziała mistyczka pewnym, jednak nadal wystarczająco grzecznym tonem. - Przysyła mnie medyk, Mortis. Jeśli w czymś to pomoże, mogę Pani pomóc zająć się pijaczkiem. -Chichi miała szczerą, aczkolwiek złudną nadzieję, iż oferta pomocy w jakikolwiek sposób pomoże jej przekonać rozmówczynię.
-Oj my się z tym pijaczkiem dobrze znamy. Poradzę sobie! Tak jak mówię z samego rana poinformuję tego tam strażnika... którego konkretnie. A na nazwiska powoływać się może każdy. Wiesz, że mnie do straży wysłał sam Vanari? Wykonuję dla niego tajną misję. - Odparłą kobieta a tyle ironicznie, aby Chichi poczuła w uszach szum gotującej się z irytacji krwi. Kolejna nieznośna przeszkoda na jej głowie. Niestety, zabicie strażniczki mogłoby wywołać zbyt dużą awanturę. Pijaczek tymczasem zbierał swoje rzeczy i mrucząc pod nosem zaczynał się zbierać w stronę głównej ulicy.
- Nie zrozumiała mnie pani chyba.  - Powiedziała mistyczka, zbliżając się do kobieciny na odległość nieco większą niż metr. - Jeśli nie załatwię tego teraz, to ktoś umrze, zanim noc się skończy. -Nie musiała zaznaczać, że to ona sama znajdowała się na krawędzi śmierci. - Nie mogę czekać z tym do rana, dlatego też nalegam, aby pozwoliła mi Pani porozmawiać już teraz ze strażnikiem o imieniu Skygan. Zapewne nie chce mieć pani na sumieniu życia niewinnej osoby, prawda..? -No, może z tą niewinną to lekka przesada.


Mistyczka uważnie przyglądała się kobiecie. Gdy Chichi podeszła bliżej widać było, że trochę zesztywniała i wyglądała na gotową do ataku. A widać było, że na walce się zna i nie świadczył o tym tylko miecz przy pasie. Około metr osiemdziesiąt wzrostu, dobrze zbudowana. Włosy ścięte krótko, na tyle krótko, że nie widać ich było spod hełmu. Jedyne co dało się dostrzec to oczy o kolorze morza i blizna zaczynająca się przy podbródku i idąca wzdłuż policzka. Ręce oparła na biodrach. Należała do straży o czym świadczyła tunika, którą narzuciła na kolczugę.

-No dobrze... zobaczę co da się zrobić. -Odparłą w końcu - Gdyby straż reagowała na każde takie ostrzeżenie to byśmy nie mieli w co ręce włożyć. Problem w tym, że ja ani trochę nie kojarzę tego Skygana. Pewnie jest nowy. Bardzo możliwe, że o tej porze śpi, a mi nie w smak budzić połowy koszar na życzenie panienki. Ale jak mówiłam zobaczę co da się zrobić.
- Chętnie pomogę. Widać, że zna się pani na wojaczce. Proszę pozwolić mi pójść z Panią. Ja wiem, jak ten Skygan wygląda i zdecydowanie pomogło by to przyspieszyć poszukiwania. Gdybym sprawiała jakieś kłopoty, czego zdecydowanie nie mam zamiaru robić, to bardzo szybko mnie Pani obezwładni i wyrzuci.
-To akurat było kłamstwo, a przynajmniej taką Chichi miała nadzieję, jednak bardzo potrzebowała wzbudzić w kobiecie zaufanie.
-Ależ pani namolna. -Kobieta westchnęła. - Jak rozumiem nie da mi pani spokoju. W porządku... proszę mi oddać wszelki oręż który posiadasz. Dopiero wtedy możemy porozmawiać.
-Zgoda.
-Chichi podała kobiecie łuk, kołczan oraz podręczny sztylet. Strażniczka wzięła obydwie bronie po czym przyglądnęła się uważnie stojącej przed nią kobiecie.
-Panienka wybaczy jeśli będę trochę nieufna? Muszę się upewnić, że nie ma pani przy sobie niczego niebezpiecznego poza bronią. Proszę pokazać zawartość tej torby.-  Następnie pokazałą ręką w stronę rozjaśnionej przez światło latarnii ulicy.
-nie ma problemu - mistyczka nerwowo wertowala w głowie zawartość swojej torby, idąc powoli w stronę światła. Po dotarciu na miejsce ułożyła ja otwarta na ziemi. Strażniczka zaczęła grzebać w bagażu Mistyczki. Po chwili skrzywiła się i wyciągnęła rzeczy, które przykuły jej uwagę. A mianowicie dwa noże i dwie buteleczki z płynami.
-No no! Widzę, że nie jesteśmy do końca ze sobą szczerzy. Dlaczego więc miałabym wpuścić kogoś kto nawet w sytuacji "zagrażającej życiu" nie jest w stanie zdobyć się na uczciwość? - Schowała noże do jednej z sakiewek przytroczonych do pasa. -Co znajduje się w tych butelkach?
-Proszę wybaczyć, zapomniałam o nich. A co do eliksirow, to dokładnie nie wiem, coś na ból. Leżałam tutaj w skrzydle szpitalnym z powodu złamane nogi i dostałam je od medyka, Aleksiusa.
-Kobieta spojrzała podejrzliwie na mistyczkę. -Powiedzmy, że pani wierzę. Z samego rana zapytam się medyków czy faktycznie jest to... jak pani powiedziała mikstura uśmierzająca ból. A o broni się "nie zapomina". Zwłaszcza, że z tego co widzę jest to dosyć specjalistyczny sprzęt.Może faktycznie znajdzie się w koszarach miejsce dla kogoś takiego jak ty... Ale to nie do mnie będzie należała decyzja. No chyba, że wszyscy starsi rangą będą akurat spali.
-Rozumiem. W takim razie co teraz? Mogę wejść z Panią i z nimi porozmawiać? Jeśli trzeba, porozmawiam nawet z samym kapitanem! -
nadzieja paliła się w szarych oczach mistyczki
-Jeżeli nie będzie spał to może znajdzie chwilę.


Kobieta zaprowadziła mistyczkę pod drzwi wejściowe do koszar. Wyciągnęła klucz i otworzyła je. Wykonała gest pokazując, żeby Chichi poszła przodem.  Po krótkiej chwili dotarła na plac treningowy, który odwiedzała jeszcze nie tak dawno temu. Dostrzegła na nim dwóch mężczyzn trenujących walkę. Jeden dzierżył dwuręczne ostrze i był to dobrze jej znany siwowłosy mistyk. Na przeciw niego stał mężczyzna z długim mieczem w dłoni. Rozpoznała w nim kapitana.

-To właśnie on. - Zwróciła się do kobiety, wskazując głową jasnowłosego. -Ten mężczyzna to Skygan.
14.02.2019, 00:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna