Droga do ujścia rzeki
#1

STRAŻNIK



Droga jaka prowadziła do ujścia rzeki która miała swój początek w owianym złą sławie jeziorze Grimmsdel, była po prawdzie prostą dróżką. Dość wąską i czasami z lekka wyboistą. Mało kto z niej korzystał bo stanowiła tylko łącznik między miastem handlowym Valen a wsią Tredea. Więc jedynymi podróżnikami mogliby być kupcy zabierający towary do jednego z tych dwóch miejsc. W sumie to nawet bandyci byli tutaj rzadkością z względu na to że mało co było tu kraść. Z drugiej strony to straż też rzadko kiedy patrolowała te okolice.
Nieustępliwy wiatr z morza niósł za sobą za zapach soli a braki w drzewach temu nie pomagały. Co prawda tutaj też były, ale nie tak gęsto jak wewnątrz kontynentu. A im bliżej wsi czy miasta było ich coraz mniej. Zdarzały się też miejsca gdzie w ogóle ich nie było a jedyną roślinnością były krzewy i wysoka trawa. Te jednak w porównaniu do tutejszych, zalesionych terenów - mogły zamaskować obecność ludzi czy potworów, a wiatr wcale w tym nie pomagał.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Isidur na wozie i młoda Leo na swoim wierchowcu skierowali się do jedynego miejsca do którego prowadziła ta droga. Wieś Tredea. Nękana dziwaczną chorobą dziesiątkującą ludzi. Jakby jedynym zmartwieniem medyka mogła być sama zaraza. To miał na głowie dziewczynkę - w dodatku mistyczkę dla której mogło się to zakończyć śmiercią w męczarniach.

Woźnica siedział w skupieniu obserwując drogę. Najwyraźniej spodziewał się ataku z strony bandytów czy okolicznych zwierząt. Ciężko powiedzieć. Wieści o zarazie powinny wszystkich wypłoszyć z okolic. Jednak raz obrócił się nerwowo za siebie patrząc w dal. Przewoźnik pozostawał skupiony na swoim zadaniu od czasu do czasu wyjmując mały nóż o jednym ostrzu którym wygrzebywał resztki po palonym tytoniu w fajce żeby zrobić miejsce na następną porcję. Widać że gdzieś miał możliwość dostania nauk na temat tego że to szkodliwe dla zdrowia. Rozluźnił się nieco. Popalał radośnie dym jakgdyby nic się nie stało.

Wiatr tymczasem szarpał za ubrania wędrowców a sól w powietrzu przeczyszczała im drogi oddechowe. Dobrze było odetchnąć pełną piersią.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.10.2018, 00:49 przez Skygan.)

29.10.2018, 00:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#2

ch! Morskie powietrze! Isidur wiele o nim słyszał, ale nigdy nie miał okazji nim oddychać. Wioska z której pochodził znajdowała się w głębi lądu, a Valen... cóż można by rzec, że powietrze tam nie należało do najczystszych. Miasto znajdowało się niedaleko morza, ale lepiej tam było oddech raczej wstrzymywać niż oddychać pełną piersią. Tutaj natomiast czuć było, że to powietrze to czyste zdrowie. Trzeba korzystać póki się da. Niedługo jedyne co będzie czuł to stęchlizna i morowe powietrze. Spojrzał na Leonard, która radośnie jechała swoim wierzchowcu. Nadal nie był w stu procentach pewien co do tego kim dziewczyna była, ale domyślał się i był niemalże pewien, że ma rację. Mistycy sami w sobie byli problemem. Nie dlatego, że byli przeklęci, a dlatego, że ludzie im po prostu nie ufali. Isidur był na tyle uczony, że wiedział, że ta nieufność nie ma żadnych racjonalnych podstaw. Mistycy to byli zwykli ludzie z niezwykłą mocą. Lecz to co go najbardziej martwiło to fakt, że mieli także zmniejszoną odporność na wszelkie choroby. Martwił się o nią, a nie powinien się teraz rozpraszać. Powinien się skupić na zadaniu! Odwrócił wzrok, żeby się nie wygapiać. Miał nadzieję, że nie zauważyła jak na nią patrzy. A patrzył ze zmartwieniem w oczach.
Zamiast się zamartwiać postanowił zrobić coś produktywnego. Po wyjęciu srebrników wrzuconych do torby przez niesforną podopieczną postanowił poczytać. Najlepiej jest zacząć od najnudniejszej lektury. Wyjął więc "W zdrowiu i chorobie" pióra Soceana. Warto było przypomnieć sobie o najpopularniejszych chorobach występujących w tych okoliach. Może się okazać, że ta plaga to po prostu zlepek paru innych przypadłości. Pamiętał, że książka jest dosyć nudnawa i momentami się ciągnie, ale przyswajanie wiedzy nie zawsze jest ekscytujące. Isidur dosyć szybko się tego dowiedział gdy tylko zaczął nauki w klasztorze. Rozsiadł się więc wygodniej i zabrał za lekturę.
29.10.2018, 02:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#3

Siofra pochodziła spośród wzgórz o łagodnych rysach malowanych boską ręką z zamysłem przedstawienia prostego piękna świata; spośród lasów gdzie wilgotna woń mchów mieszała się z melancholijną pieśnią szumiących drzew kluczącą wraz z sarnami pośród pomarszczonych wiekiem pni; spośród złocących się pól pełnych zboża gnącego się miękką falą pod podmuchami wiatru i łąk zieleniących się niemal jak szmaragdy, przetykanych bielą owiec, mieszanką brązów, czerni należących zarówno do krów jak i koni. Pochodziła z, leżącego pośrodku tej sielanki, zakurzonego podupadłego miasteczka, któremu nawet uroda okolicy nie potrafiła dodać uroku. Nieopodal znajdował się trakt, gdzie zbóje odnajdywali cudze pieniądze - bo głównie nieuczciwie zarobiona moneta krążyła tam w obiegu.
Nawet w Valen nie uświadczyła widoku morza - a co dopiero tej woni! Niby równie wilgotna co leśna a mimo wszystko tak bardzo inna; nie przywodziła na myśl sennej puszczy proszącej o milczący czas na próby zgłębienia tajemnic życia. Och, nie! Była ostrzejsza i pełna ciekawie niespokojnej energii, tak bardzo odpowiadającej małej Leonard. Woda poruszała się wciąż i wciąż, goniąc ku podróżnikom kolejne podmuchy jodowanego powietrza, co zdawało się rozpierać płuca, podgryzało swoją szorstkością z lekka pulchne, dwunastoletnie policzki.
Może powinna zostać podróżnikiem, odkrywcą, marynarzem? Białe, spienione grzywy fal kusiły, by rozważyć podobny kierunek. Nauczyłaby się żeglować i, och, całe życie mogłaby spędzić na wodzie! Morze wydawało się mieć własny oddech; własne tętno wybijające fascynujący rytm rezonujący z ciekawą świata duszyczką dziewczynki.
Dlatego właśnie nie zauważyła jak opiekun się w nią wpatruje - bo sama wpatrywała się, szczerze zaczarowana, w daleką, ruchliwą toń morza. Jak bardzo wolni musieli się czuć ludzie na statkach! Oni z pewnością nie musieli martwić się żadnymi ziemskimi sprawami, płynęli jedynie naprzód, wciąż naprzód! Rozmarzony uśmiech rozpłynął się na buzi nastolatki nie rozumiejącej, że marynarze martwili się wieloma rzeczami: od sztormów po racje żywności. Oczy nie iskrzyły się, były wręcz zmatowiałe, jakby odbijał się w nich ten przepiękny bezkres słonej wody.
Nowo poznana tęsknota przerwana została ruchem na wozie. Siofra, jakby zbudziwszy się dopiero co z urokliwego snu, spojrzała na medyka z odrobiną rozkojarzenia prędko ustępującą miejsca zwykłej wesołości i chytrym, nicpońskim iskierkom tańczącym w niebieskości tęczówek.
Woźnica pykał swoją fajkę, Isidur zajął się czytaniem a jej cudowna chwila rozmarzenia przeminęła, nie pozostawiając po sobie niemal żadnego śladu. Co zostało więc temu energicznemu dziewczynisku do roboty? Spojrzała na drogę przed sobą - otwartą, wyczekującą. Uśmiech rozszerzył się. Ściągnęła odrobinę wodzy, by zrównać z kozłem powozu. Wystarczająco miała w sobie grzeczności, żeby nie próbować rozmawiać ze swoim opiekunem ponad ramieniem.
- Isidur! - Zagadnęła, z niewiadomych przyczyn do grzechu szczęśliwa. - Wybacz, że przeszkadzam ale tak bardzo bym chciała sobie pogalopować trochę! - Niemal drżała, tak bardzo była na wizję prędkości podekscytowana. Sprawnie przekładając wodze w jedną dłoń wskazała ręką na z rzadka pojawiające się drzewa przy drodze oraz zarośla nie sięgające nawet jej stóp. - Jak na dłoni wszystko widać, nie ma zmartwienia, że się zgubię czy co - podała argument, w jej uszach brzmiący bardzo przekonująco. - No proszę! Nie! Błagam ja cię, zgódź się! - Mówiąc przyjęła najbardziej urokliwą, błagalną, a'la szczeniaczkową minkę jak tylko potrafiła.


◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






29.10.2018, 03:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#4

derwanie wzroku od książki zajęło mu krótką chwilę, bo akurat kończył rozdział, a nie chciał później szukać miejsca w którym skończył czytać. Nie było niczego gorszego niż przerywane czytanie. Człowiek się rozpraszał, gubił i w końcu zapominał co w ogóle przeczytał. Nawet jako akolita, który wiedzę mimo wszystko przyswajał szybciej i z większą łatwością Isidur musiał przyznać, że ta książka była niesamowicie nudna i czytało się ją jak sprawozdanie z wyścigów konnych. Niby temat ekscytujący, ale słowa nie są w stanie go porządnie oddać. Dodatkowo autorem był Socean, który sprawiał, że każdy kandydat na medyka drżał ze strachu. Ale jednak znajdowało się w niej sporo informacji, które mogły okazać się przydatne.
Medyk nie był zachwycony gdy dziewczyna przerwała mu lekturę. Wystarczająco się przy niej męczył, by dokładać mu jeszcze więcej rzeczy, które by go rozpraszały. A jedną z nich była niewątpliwie Leonard. Westchnął, podniósł wzrok z książki, żeby spojrzeć na niewinną twarz rudowłosej. Z braku jakiś ciekawszych rzeczy do roboty woźnica także obserwował całą sytuację zapewne zastanawiąjąc się jakiej odpowiedzi udzieli Uzdrowiciel. Akolita rozejrzał się po okolicy. Niby wszystko na wyciągnięcie dłoni ale...-Nie ma mowy. Jeżeli teraz zaczniesz gdzieś galopować, pędzić i biegać to będę musiał na ciebie uważać co sprawi, że oderwę moją uwagę od nauki, a tego nie mogę zrobić. Trawy tutaj są zdecydowanie za wysokie, żeby mieć pewność, że nic się tam nie czai. -Wrócił do czytania książki przez którą chciał przebrnąć jak najszybciej.
29.10.2018, 23:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#5

Na odmowę Siofra uniosła oczy ku niebu wydając odgłos przywodzący na myśl jęk duszy potępionej. Tak wolne tempo było nudne! A medyk zajął się książką, więc nie mogła zabawić się rozmową z nim.
- Isidur, prooooooszę! - Włączył się dziecięcy sposób na wymuszenie zgody: prosić tak długo aż opiekun straci cierpliwość, zmęczony słuchaniem, i wyrazi zgodę tylko po to, żeby zamknąć błagającą w kółko buźkę. - Proszę, proszę, proszę, proooooooszęęę! - Uśmiechała się do niego niewinnie, jakby nie miała pojęcia, że specjalnie go właśnie próbuje podenerwować. - Jak coś się gdzie czai to sobie poradzę, nooo. Prooooooooszę!
Zerknęła na jego książkę i wpadł jej do głowy kolejny pomysł.
- To jak nie mogę galopem, to chociaż na głos czytaj, co by i mnie się nie nudziło! - Zaproponowała, mając nadzieję, że podobna opcja popchnie medyka nieco w stronę: "A galopuj se, jak chcesz, daj mnie tylko święty spokój!".
- Proszę?


◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






30.10.2018, 00:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#6

ierozwaga, lekkomyślność, brawura czy po prostu znudzenie? Medyk zastanawiał się która z tych rzeczy w tym momencie kierowała dziewczyną. Ewidentnie chciała go zamęczyć i zmusić do zgody. Na szczęście nadal miał w swoich rękach przeważający argument ale narazie postanowił powstrzymać się od używania go. Zamiast tego postanowił po prostu spełnić prośbę dziewczyny. Skamienica, zwana także gorączką kamienną jest jedną z najpopularniejszych chorób występujących na Atarashii, zwłaszcza w północnej części kontynentu. Bardzo często jest ona przenoszona przez wszelkiego rodzaju zwierzęta od szczurów począwszy na niedźwiedziach skończywszy. Może ją także spowodować źle oczyszczona rana lub brud, który dostanie się pod opatrunek. Początkowe objawy to lekkie zesztywnienie mięśni, które wydaje się ustępować po lekkim rozruszaniu się. Po jakimś czasie zesztywnienie nasila się, a ruch, który wcześniej wydawał się pomagać jest tak naprawdę zdradziecki, ponieważ tylko przyspiesza rozprzestrzenianie się choroby. Nasilenie zesztywnienia przynosi ze sobą także pierwsze objawy gorączki. Chory traci apetyt, a poruszanie się sprawia mu coraz więcej trudności. W najorszym wypadku choroba ta może skończyć się paraliżem i trwałym niedowładem kończyn. Nieleczona niesie ze sobą śmiertelne konsekwencje, lecz nawet mało doświadczony medyk z łatwością sobie z nią poradzi. W dalszej części rozdziału podane są najskuteczniejsze metody radzenia sobie z tą popularną przypadłością.-Isidur czytał wywód na temat tej pospolitej i popularnej choroby pasywnym głosem. Bez emocji czy wyrazu... miał wrażenie, że to tak właśnie czuł się jej autor gdy ją pisał. Nie miał zamiaru pozwolić Siofrze tak lekkomyślnego działania. Wystarczy fakt, że pozwolił jej wyruszyć razem z nim.
30.10.2018, 00:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#7

Cóż, być może wiedza o choróbskach nie była aż tak przyjemną perspektywą jak galop - była jednak wciąż perspektywą przyjemną. Bo o ile lubiła słodkie bułeczki oraz owoce, o tyle prawdziwym łasuchem była dopiero kiedy przychodziło do zdobywania nowej wiedzy. Tyle rzeczy świat wiedział, których ona jeszcze nie wiedziała! I musiała się ich dowiedzieć!
Dlatego, jeżeli Isidur zamierzał zanudzić ją na śmierć jednostajnością tonu, którego użył do czytania, nie mógł ten plan się powieść w najmniejszym nawet stopniu.
Policzki zaróżowiły się, oczka zaiskrzyły nową ciekawością, gdy słuchała o kamienicy. Zmarszczyła jedną brew, docierając do własnych wniosków po wysłuchaniu ustępu.
- To jak ruch pogarsza sprawę, to się z krwią musi roznosić, nie? Bo nauczyciel mi raz powiedział, jak go spytałam czemu mi tak serce wali jak za dużo biegam, że cieśnienie, czy jak mu tam, rośnie i krew szybciej idzie przez ciało! - Wlepiła niebieskie oczy w Isidura, szczerze zafascynowana nową wiedzą, bardzo chcąc wiedzieć, czy i on podziela jej małą hipotezę.
Wyłowiła z torby jabłko, przygotowując się najwidoczniej na dłuższy maraton słuchania o wszelkich zarazach nękających rodzaj ludzki, miała jednak jeszcze nieco do powiedzenia nim wgryzła się w owoc.
- Ale jak to zwierzaki roznoszą, to dlaczemu kamienna gorączka? Co do niej mają kamienie?! - Wpatrywała się w tamtej chwili w swojego nowego opiekuna jakby celowo wstrzymał się z udzieleniem jej wszystkich dostępnych mu informacji. - Ja to muszę wiedzieć! - podkreśliła z uporem kózki, niemalże agresywnie wbijając ząbki w jabłko.
No przecież MUSIAŁA się dowiedzieć!


◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






30.10.2018, 00:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#8

sidur przekręcił kartkę i kontynuował to co znajdowało się na następnej stronie. -Najłatwiejszą metodą na wyleczenie, choć zdecydowanie najdłuższą, jest podawanie choremu naparów zielnych z dodatkiem mięty. Pomoże na nią też większość ziół obniżających temperaturę ciała, ponieważ choroba rozwija się w szybkim tempie tylko w rozpalonych ciałach. Należy więc o chorego dbać i pilnować, aby jego ciało obniżało swoją temperaturę, najlepiej poprzez pot. Istnieje oczywiście możliwość, że chorobę złapie jakieś zwierzę. Bardzo często dopada ona...konie.-Isidur spojrzał przeciągle na Leonard ignorując przy tym jej pytanie. Po prawdzie był pewny, że gdyby dziewczyna pomyślała to z łatwością znalazłaby odpowiedź na męczące ją pytanie. Po ostatnim zdaniu powrócił do czytania książki w ciszy jednocześnie zerkając co jakiś czas na Leonard. Rozumiał, że podróż musi być dla niej nudna, ale nie warto narażać się na niebezpieczeństwo. Gdyby był Łowcą to bez problemu mogłaby się szwendać po okolicy. Ale jednak nim nie był i jedyny sposób w jaki mógł ją bronić to pilnowanie by nie wpadła w kłopoty.
30.10.2018, 02:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#9

Oooch, no tak być nie mogło! Dlaczego Isidur ją ignorował? Czy mądrzejsza osoba nie powinna dzielić się swoją wiedzą z osobą, która tej wiedzy tak bardzo pożąda? Siofra wgryzła się w owoc, potrzebowała przecież wolnej ręki do pociągnięcia opiekuna za rękaw a wodzy nie puści - nie w terenie. Nawet jeśli była dobrym jeźdźcem a z gniadego spokojny był wierzchowiec, wolała być rozmyślną dziewczynką i pilnować cugli choćby jedną dłonią. Przechyliła się w siodle, nogami pilnując, by jej dosiad był ciągle pewny, stabilny, i - jak zamierzała - pociągnęła opiekuna dwa razy za rękaw.
- Ałhe dlachegho khwamiena?! - Po brodzie dziewczynki pociekła strużka soku z jabłka. -Ja ho naphrawe babcho muhe wjedzieś!* - Najwidoczniej nawet fakt, że otwór gębowy Leonarda zatkany był jabłkiem nie mógł dwunastolatki powstrzymać przed mówieniem.
Wyprostowała się w siodle, wyciągnęła owoc z ust i wierzchem dłoni starła słodki sok z twarzy.
Zatrzepotała rzęsami, nieco ogłupiała, gdy Isidur przeczytał, że konie tę kamienicę całą łapią. Wydęła nieco policzki, które zaróżowiły się z oburzenia: nie dość, że rzucił jej dziwaczne, przeciągłe spojrzenie, nie odpowiedział na pytania, to na dodatek znów czytał tylko dla siebie! Samolub!
- O gniadego to ja dobrze dbam, jak boziów kocham! - powiedziała, pąsowiejąc nawet na czubkach uszu. - Mistrz mnie ganił, że nie powinnam tak mówić jak nie wyznaję żadnych bogów ale burdelmama tak zawsze mówiła. I jak ją spytałam, to ona mi na to, że jakby bogowie chcieli, żeby ich wyznawać, to by nas nie zostawili na pastwę tych wszystkich dziwaków. - Oczywiście - w związku z tym, że konwersacja była dość jednostronna - umysł dziewczyny zaczął meandrować. -Potem zrozumiałam, że ja też się do tych dziwaków zaliczam i wtedy poszłam z tym stwierdzeniem do mistrza, to on mi, że bycie dziwakiem nie jest złe. - Przerwała by zaczerpnąć powietrza. - I że dziwactwo to odstępstwo od normy, co ją wyznacza większość. I spytał, czy bym nosiła buty z koronek jakby wszyscy nosili a ja, że tak. Bo lubię koronki. I kolor różowy! - Na samo wspomnienie barwy i koroneczek buźka, dotąd względnie poważna, rozpłynęła się w uśmiechach. Przez cały ten czas gestykulowała dłonią w której jabłko cierpliwie czekało na swój marny koniec. - Ale rudzi to podobno nie powinni różowego nosić. Pani matka mówiła, że rudzi w różowym wyglądają jakby kto podpalił buraka. Ja tam i tak będę różowy nosiła jak dorosnę do dorosłych ubrań. No bo jak kto nie chce patrzeć na płonące buraki, to patrzeć na mnie nie będzie musiał, prawda? - Spojrzała na Isidura, jakby szukając poparcia. - Poza tym to ja sądzę, że różowe różyczki w rudych włosach są śliczne. Czy tam, w tej wiosce, gdzie jedziemy, będą kwiatki? Lubię pleść wianki a gniady lubi wianki jeść, to oboje mamy z kwiatków przyjemność! - Cóż, Siofra powinna była się cieszyć, że to nie ona musi słuchać swoich wywodów. Zwróciła bystre spojrzenie na woźnicę. - A wasze koniki, panie woźnico, lubią jeść wianki? Bo i im mogę spleść!
____
* Z "zapchano-ustego" na ludzki: "Ale dlaczego kamienna? Ja to naprawdę bardzo muszę wiedzieć!"


◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






31.10.2018, 00:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#10

a Erereceza! Akolita zaczynał się zastanawiać jak znalazł się w takiej sytuacji. Jechał do jakiejś wioski na odludziu. Jego zadaniem było wyleczenie plagi bądź zarazy, która nawiedzała te tereny i towarzyszyła mu jedenastoletnia mistyczka, której buzia najwyraźniej się nie zamykała nawet gdy była pełna! -Nie mów z pełnymi ustami! Można się bardzo łatwo zadławić, a tego nie chcesz ani ty, ani ja! A jeżeli tak bardzo musisz wiedzieć to nic prostszego! Pomyśl! Wysil trochę tę twoją rudą główkę!-To powiedziawszy pacnął ją lekko w czubek głowy. Miało to być raczej pieszczotliwe, a nie karcące. Zresztą medyk już się nauczył, że nie był w stanie złościć się na tą małą diablicę dłużej niż dziesięć minut. -Ano widzę, że o niego dbasz! I nie wątpię, że on dba o ciebie. Wygląda mi na inteligentne i wierne zwierzę. Szkoda, że właścicielka nie idzie za jego przykładem.-Isidur miał ochotę odrobinę się z nią podroczyć. Nie był jej ojcem, więc mógł sobie pozwolić na żarty. -Myślę, że burdelmama nie jest osobą od której należałoby się uczyć słownictwa. Niewiedza nieraz może sprowadzić na nas niebezpieczeństwo. Niektórzy ludzie są przewrażliwieni na punkcie religii, dlatego lepiej jest uważać na słowa. Zwłaszcza gdy mówimy o bogach.-Isidur nie był fanatykiem i nigdy nie planował nim zostawać. Każdy miał prawo wybierać swoją własną drogę. Nikt nie powinien narzucać swojej woli innym. Oczywiście okrutne obrzędy Abbadonistów czy Thornistów powinny być karane, ponieważ bądź co bądź łamały prawo.
-To prawda... każde odstępstwo od normy jest nazywane dziwactwem. Tak już działa nasz świat! Ludzie muszą się pocieszać na każdy możliwy sposób, więc osoby wyjątkowe nazywają dziwakami. Chcą się utwierdzić w przekonaniu, że są tymi "porządnymi" przedstawicielami społeczeństwa. Nie należy się jednak przejmować ich zdaniem.-Na bogów... Dziewczyna zaczęła rozmawiać o modzie. Isidur w swoim życiu spędził sporo czasu wśród szlachty Valen i nasłuchał się rozmów o modzie za całe swoje życie. Westchnął i szybko dziewczynie przerwał wywód na temat buraków i koronek. -Jeśli tak bardzo lubisz jeździć konno to raczej powinnaś przywiązywać większą wagę do praktyczności, a mniejszą do wyglądu. Jeśli chcesz jednak znać moje zdanie na ten temat to uważam, że rudowłosym o wiele bardziej pasuje zielony kolor. Wtedy ich wygląd przypomina raczej piękny las, a nie płonące buraki.-Akolita również zastanawiał się co do kwiatów, ale w innym kontekście niż mistyczka. Ciekawe, czy w wiosce znajdował się zielarz hodujący zioła lecznicze. -Mam nadzieję, że będzie tam sporo kwiatów. Wiele z nich ma właściwości lecznicze. Ale powinnaś uważać co dajesz swojemu towarzyszowi. Niektóre piękne kwiaty mogą być w rzeczywistości trujące. Chyba nie chciałabyś, żeby Gniademu coś się stało?
31.10.2018, 03:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna