Atarashii




Droga do ujścia rzeki
#11

- Wpadło mi do łba, że to może być temu, że na północy występuje - odparła marszcząc z lekka czółko, nie zwracając większej uwagi na czuło-rodzicielską zaczepkę Isidura. - Ale jak mam rację, to to strasznie niemądra nazwa jest. To jakby wszystkich ludzi z gór nazywać górami. Albo góralami. A tych znad morza, ja wiem... Morzami. Plażanami. Rybolami? - Potrząsnęła rudą główką, nie chcąc zaakceptować podobnej głupoty.
Wybałuszyła na opiekuna oczy, zacisnęła usteczka, jakby obrażona a policzki znów z lekka się wydęły.
- Że niby ja wierna nie jestem? Jestem za mała, żeby komu rogi doprawić!
Co wiedziała o przyprawianiu komuś rogów? Wiedziała, że przychodzili czasem do domu rozkoszy, gdzie się urodziła, mężczyźni których żony mieszkały z nimi w miasteczku i szli z którąś z cioteczek, albo nawet z panną Fiołek, do jednej z sypialni. Wtedy te pracownice, co zostawały bez zajęcia, śmiały się: "Oho, ten znowu tutaj. Ciekawe kiedy i jemu żona rogi doprawi!".
Oczywiście Siofra wiedziała po co ci mężczyźni przychodzili: skakać na łóżku z inną niż swoja kobietą! Bo co innego, niż skakanie po łóżku, mogłoby sprawić, że aż tak głośno trzeszczały ich drewniane ramy? Siofra wiedziała też, że jest jakiś specjalny sposób skakania, co po nim dzieci powstają.
Cóż, niewiedza.
Niewiedza, niewiedza nas nawiedza!
- No i się nie przejmuję! Jestem dziewczynką, co to chłopięce portki nosi! - zachichotała, najwidoczniej nie dorósłszy jeszcze do zrozumienia jak wielkie mogą stać się przepaści między normą a odstępstwami od nich.
Nikt przecież, tak naprawdę, nie wiedział o jej odmienności - jedynie nauczyciel i ona, tak przynajmniej sądziła. Żyła względnie normalnie pośród względnie normalnej społeczności, zajmując się względnie normalnymi rzeczami: prowadzeniem gospodarstwa, pilnowaniem ogrodu. A że do tego doszły nauki? To była właśnie ta względność we wciąż jakże krótkim życiu Leonarda.
- Noszę się praktycznie, ale kto mi broni kiedyś nosić różowe portki albo koszulę? I, uch, burdelmama mówiła to samo o zielonym. Jak ja nie lubię zielonego nosić! Wszystko dookoła jest zielone. Co ja, się przed kim ukrywam, że mam się w zielony ubierać? - Przewróciła oczami na modową poradę, jakby Isidur na kompletnie niczym się nie znał. Na uwagę o kwiatach zaś kompletnie już odpadła, patrząc w niebo jak gdyby w poszukiwaniu pomsty; jęknęła jak potępieniec. Nie była aż tak głupia! Nawet jeśli głupio wyglądała! - No przecież, że bym mu nic szkodliwego nie dała! - odparła z tym prostym, dziecięcym uporem. Zaraz się jednak uśmiechnęła. - Mam książkę - stuknęła pakunek na plecach jabłkiem - o ziołach i innych takich. Studiować będę czego nie znam! - Wypięła z dumą płaską, dwunastoletnią pierś, po czym bardzo łapczywie wgryzła się w jabłko.
Być może dzięki jabłku Isidurowi i woźnicy uszy nie zwiędną od ciągłej paplaniny, co to wciąż znajdowała sobie nowe pożywki, by trwać i trwać, i trwać niemalże bez końca.


◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






31.10.2018, 03:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#12

STRAŻNIK
Wiatr co chwila się wzmagał, a chmury prowadzone po niebie zablokowały światło słońca



Woźnica przyszysłuchiwał się całej rozmowie dwójki towarzyszy. Pociągał dym z fajki i raz na jakiś czas przerywał obserwacje otoczenia, żeby przyjrzeć się swoim towarzyszom.
Zaniósł się śmiechem nie mogąc przy tym przestać przez dobre dwie minuty. W końcu otarł łzę rozbawienia z oka.
- Oj dziwacy, a kim oni niby są jak po prostu nie ludzmi? Widywałem takich co potrafili chorobliwie liczyć pieniądze jakby za chwile sam król miał go ograbić do samych majtek albo takich co nikomu nie ufali i zawsze trzymali sztylet w rękawie. Ale dla mnie to oni są bardziej nienormalni niż Ci co to biegają nago po mieście z pochodnią. Bo komu oni szkodzą? A taka paranoja tylko ludzi niepokoi, nieprawdaż młody medyku? - wyciągnął z fajką w prawą stronę. Nie czekając na jego wyjaśnienie uniósł barki ku górze i wykrzywił usta w znanym na świecie geście "Nie wiem, nie znam się".
Zaczeli zbliżać się do niewielkiego lasu. Korony drzew przesłoniły światło tworząc mroczną armosferę a zagęszczenie drzew na tym krótkim odcinku mogło prawie każdego doprowadzić do zawału. Woźnica zatrzymał powóz. Droga tuż przed laskiem rozdwajała się i druga ścieżka omijała zalesiony teren.
- Cóż moi drodzy, możemy jechać przez ten cholerny las, albo go wymijamy. Możemy stracić kilka godzin ale z drugiej strony i tak mamy te przeklętą trawę w której... - urwał spoglądając najpierw na Isidura a potem na dziewczynkę.
- No nieważne, to którą drogę wybieracie? - po raz kolejny zaczął wygrzebywać spolone resztki z fajki gotowy do nakładania kolejnej porcji.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.11.2018, 21:07 przez Skygan.)

02.11.2018, 21:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#13

śmiech ponownie zagościł na twarzy akolity. W końcu dziewczyna zaczynała myśleć samodzielnie, a nie oczekiwała wszystkich odpowiedzi na tacy. Gdyby Isidur kiedykolwiek miał zostać ojcem to samodzielne myślenie byłoby jedną z pierwszych rzeczy, których chciałby nauczyć swojego potomka. Bycie ojcem... raczej nie zapowiadało się, żeby miało to nadejść w najbliższym czasie. Ani nie cieszył się specjalną popularnością wśród kobiet, ani nie miał pracy, która mogłaby przynościć zyski pozwalające na utrzymanie rodziny. Spojrzał na Leonard. -Pudło! Ale myśl dalej, a może za którymś razem uda ci się zgadnąć. Nie spodziewaj się jednak, żebym dał ci odpowiedź na tacy! Trzeba czasami ruszyć tą rudą główką.
Przez chwilę Isidura zmroziło gdy usłyszał o "doprawianiu rogów". Nie był to temat, który chciałby omawiać z jedenastolatką... a tak naprawdę nie chciałby go omawiać nigdy! Z ulgą zobaczył, że dziewczynka nie zamierzała go tematu ciągnąć. -Nikt nie mówił, że portki muszą być chłopięce. Jeżeli ważna jest dla ciebie praktyczność to noś portki! A co do zielonego... Tutaj owszem wszystko jest zielone i mogłoby się to wydawać, że to nudny kolor, ale wyobraź sobie jak pięknie wygląda w mieście gdzie wszystko jest szare, bure i nijakie. Taki zielony mógłby ludziom przypominać o pięknie przyrody poza murami. Ale to tylko moje zdanie! Jeżeli wolisz nosić różowy to nie będę stał na twojej drodze buraczku!
-Z pewnością nie zrobiłabyś tego umyślnie! Pokaż co tam masz za książkę! Z chęcią się przyglądnę co tam jedenastolatki czytają obecnie!-Spojrzał na woźnicę z zainteresowaniem.-Ciężko się też tym ludziom dziwić. Obecnie świat opiera się na dążeniu do własnych korzyści, co również oznacza bronienie swoich interesów za wszelką cenę. Ja tych ludzi jestem w stanie zrozumieć, choć sam mam inne wartości.-Na kolejne pytanie woźnicy zmarszczył brwi.-Nie mam pojęcia. Pan raczej lepiej zna te okolicę i drogę. Myślę, że zdamy się na pańską wiedzę i doświadczenie. Ja nigdy w tych stronach nawet stopy nie postawiłem, więc nie jestem najlepszą osobą na decydowanie o kierunku jazdy.
07.11.2018, 00:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#14

- Pudło? - Skrzywiła nieznacznie tę swoją dziecięcą buzię na znak, że zaczęła myśleć intensywniej. Przymrużyła nawet oczy patrząc na poruszające się spokojnie uszy gniadego. - No chyba mi nie powiesz, Isidur - spojrzała na niego, zdziwiona własnym pomysłem -że się tę kamienicę kamieniami leczy i od tego nazwa?
Cóż, panie Noonanie - za wcześnie się pan ucieszył, że dziewczątko tematu doprawiania rogów nie pociągnęło.
- A to doprawianie rogów to przenośnia, nie? Bo przychodziło dużo panów, żeby poskakać po łóżku z ciociami i żaden nie miał rogów. Ale to chyba ich żony musiałyby przyjść skakać, żeby mieli rogi? Powiedz mi, ja to muszę wiedzieć!
Oczywiście, że musiała to wiedzieć. Błagam! Jak mogła PRZEŻYĆ nie wiedząc tego? To było WAŻNE! Bardzo ważne! W tamtej chwili aktualnie - najważniejsze!
- Jakbym ja w mieście żyła, to pewno bym podobnie myślała - skwitowała nawet całkiem mądrze, ze wzruszeniem jednego ramienia, jakby temat nie był wart poruszenia obu ramion. Ze śmiechem potrząsnęła głową na prośbę o pokazanie książki. - Później pokażę, bo tera to nie ma jak wypakować ksiąg z worka. Trzy mam. O runach, o demonach i o ziołach. Mistrz mówił, że cokolwiek bym nowego robiła, to runy mus mi pamiętać, więc i tą książkę zabrałam chociaż ja ją na pamięć znam prawie słowo w słowo, tyle ją razy czytałam!
Uważnie słuchała opinii pana woźnicy - jaki był mądry! Kiwała głową zawzięcie, oczy błyszczące jak gwiazdy. O, ten pan z pewnością był z tego gatunku, co myśli podobnie. Lubiła go już naprawdę bardzo mocno! Ale nie tak bardzo jak pana Isidura - bo on był teraz jej opiekunem, i ją ze sobą zabrał na przygodę, i czytał na głos, i był medykiem, i to miłym medykiem! Interesował się jej książkami na dodatek! No jak nie lubić pana Isidura?
Właściwie ciężko było kogokolwiek nie lubić, gdy żyło się jako ta konkretna rudowłosa dziewuszka. Ktoś był wobec niej uprzejmy? Już go lubiła! Nieważne, czy uprzejmy był z wychowania czy z przyjaznej natury! Siofra po prostu bardzo chciała kochać świat.
- W której co, panie woźnico? Co w tej trawie jest? Coś ładnego czy strasznego? Powiedzcie mi, proszę! Ja to naprawdę BARDZO muszę wiedzieć! - Podekscytowała się, jednocześnie zaczynając wypatrywać oczęta na wysokie trawy wokół, jakby spodziewała się, że skądś nagle wyleci mały smok.
Kolejna tajemnica do odkrycia!
Ach, jak cudownie zapowiadało się jej nowe życie! Dookoła samiuśkie nowe rzeczy! Tyle do zobaczenia, poznania i zrozumienia! Tyle tajemnic i sekrecików! Jak ślicznie, jak rozkosznie!
Zignorowała wręcz pytanie o drogę - nie do niej należała przecież decyzja. Była jedynie małym, zabawnym dodatkiem do medyka - jedynej osoby naprawdę w tej misji ważnej. Jej zadaniem było przecież nie tylko bycie posłuszną dziewczynką i potencjalnym posłem, miała też nie przeszkadzać! Akurat ten cel obrała sobie sama - nie chciała usłyszeć, że zostaje odesłana z powrotem do Valen.
Albo, co gorsza, do rodzinnej mieściny!
Okropność!
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2018, 01:37 przez Leonard Dow.)



◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






07.11.2018, 01:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#15

STRAŻNIK



Woźnica westchnął, zamykając oczy i opuszczając luźno ramiona. Lekko zgarbiony i zrezygnowany spojrzał na Isidura a potem na młodą Leo.
- Ni to w dupe ni w oko, a żeby to Thornowi w rzyć - powiedział cicho sam do siebie i strzelił lejcami dając koniowi rozkaz do ruszenia do przodu. Przez las. Powóz zaczął powoli ruszać do przodu bo ciągnące go zwierze wyraźnie nie miało najmniejszego zamiaru zapuszczać się w dane miejsce. Spojrzał w stronę dziewczyny.
- W trawach zawsze może być zając czy lis. I w sumie to chyba lepiej żeby tak zostało - odwrócił się do tyłu i wygrzabał spod płachty dość sporych rozmiarów kuszę.
- Tak na wszelki wypadek... - popatrzył na medyka z lekkim strachem w oczach - Zgaduję że nie umiecie walczyć? - pojazd z każdą chwilą zbliżał się coraz bardziej do puszczy, a kierujący zdawał się mieć nadzieję że jego towarzysze jednak zmienią zdanie.
- Wiesz że nieważne którą drogą i tak nie jesteśmy bezpieczni? W razie czego strzelaj. Chyba wiesz jak? - powiedział tak żeby tylko medyk usłyszał pierwsze zdanie, reszte wypowiedział normalnie.
- Leo! W razie czego schowaj się za powozem... Nie chcę dzisiaj ofiar - drugie zdanie wypowiedziane przez staruszka skierowane było do niego samego i tylko Isidur mógł ledwo co je usłyszeć.
12.11.2018, 19:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#16

róby odgadnięcia znaczenia terminologii prze Leonard były na tyle zabawne, że Isidur nie miał zamiaru jej w tym przerywać. -Zamiast strzelać na ślepo lepiej się zastanów. No pomyśl. Zastanów się jakie są objawy choroby i spróbuj połączyć je z kamieniami. To naprawdę nic skomplikowanego!-Jednak kolejne pytanie sprawiło, że na chwilę znieruchomiał. Nie dość, że dziewczyna poruszała tematy w których nie miał żadnego doświadczenia pomimo swojego wieku to jeszcze rozmawiał z jedenastolatką. I bądź tu mądry i zastanawiaj się jak unikać takich tematów. Po chwili zastanowienia powiedział. -Uwierz mi nie musisz! Pomyśl no lepiej nad tą skamienicą zamiast zaprzątać sobie głowę mnóstwem myśli jednocześnie. Uwierz mi lepiej jest się skupić na jednej rzeczy naraz.-Wiedział, że w ten sposób nie uniknie tematu, ale może go odłoży na dalszą chwilę.
Zawartość książek zainteresowała Isidura. Tę o demonach mógł bez problemu odrzucić, bo jemu ta wiedza i tak na nic by się zdała, ale tę o runach z chęciął by przestudiował. Teraz oczywiście nie miał czasu i powinien się zająć księgami pożyczonymi z klasztoru, ale było to coś co musiał zapamiętać. Powinien też sprawdzić książkę o ziołach i ocenić czy jest rzetelna i treściwa. W końcu nie mógł pozwolić żeby dziecko od początku uczyło się błędnych rzeczy.-Może kiedyś, gdy znajdziemy wolną chwilę, mogłabyś mnie pouczyć run co? Zawsze chciałem choć trochę je przestudiować ale nigdy nie miałem okazji ani czasu.
Decyzję woźnicy o podróż przez las akolita pozostawił bez komentarza. Woźnica lepiej znał drogę i zapewne lepiej był w stanie ocenić ryzyko. W końcu nie bez powodu był w stanie dożyć sędziwego wieku w tym jakby nie było niebezpiecznym zawodzie. Gdy otrzymał od staruszka kuszę skrzywił się lekko. -Cóż... Choć parę ataków kosturem znam to żaden ze mnie wojownik. Strzelcem wyborowym też nie jestem. Ogólnie za bronią nie przepadam. W końcu jestem medykiem i moja przysięga mówi jasno: "Po pierwsze służyć i ratować" co raczej nie idzie w parze z brutalnością.-Po chwili dodał ściszonym głosem.-Tak po prawdzie to wydaje mi się, że dziewczynka może się okazać najniebezpieczniejszym wojownikiem wśród naszej trójki, ale całkowitej pewności nie mam. W każdym razie modlę się do Erereceza o to byśmy nie musieli walczyć, bo by ująć to delikatnie... ja się do tego nie nadaję, ani tego specjalnie nie lubię. Zdażyło ci się kogoś stracić podczas podróży?
13.11.2018, 01:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#17

Kolejne pudło. Ech, nie uczyła się nigdy żadnych zagadnień związanych z chorobami - to dlatego każda jej odpowiedź, choć względnie kreatywna, była błędna. Wcale nie dlatego, że brakowało jej rozumu pod tą kopułą rudości! Wręcz przeciwnie, podczas nauki z mistrzem czasem słyszała burknięty pod nosem komplement dotyczący jej bystrości! Co do faktu, że rozpraszała się zdecydowanie za często - mistrz zgodziłby się z nowym opiekunem Leonarda. Pokiwała grzecznie główką na znak: "Racja, Isidurze, zajmę się jedną tylko rzeczą na raz.". Oczywiście kiedyś miała zamiar wrócić do tematu rogów oraz skakania - bo MUSIAŁA wiedzieć; po prostu odłożyła dowiedzenie się na później.
Zmarszczyła jasne czółko, wydęła usteczka, zamyślając się jeszcze głębiej. Objawy choroby. Kamienie. Objawy skamienicy i kamienie. Nie, przecież...? A może?
Dopiero zdając sobie sprawę z faktu, że w zamyśleniu się nadęła jak rozdymka tygrysia, wypuściła powietrze przez wciąż nieco zaciśnięte usta, wydając z siebie odgłos łudząco podobny do końskiego prychania.
- No toż chyba nie nazwali tego kamienicą od tego paraliżu?! - Oburzyła się a policzki poczerwieniały. Niebieskie oczka zamigotały wojowniczo, jakby gotowa była walnąć swoją dwunastoletnią piąstką twarz osoby odpowiedzialnej za nazwę nieprzyjemnej przypadłości. - Okropne to! Śmiać się tak z chorych, że nieruchawi jak kamienie! - Stopień obruszenia jaki wykazywała w tamtej chwili był komiczny. Zdecydowanie ciężko byłoby wtedy uwierzyć, że kiedykolwiek w życiu blisko jej było do statusu ofiary religijnego ludobójstwa.
Szybko jednak święta złość zmieniła się w powstrzymywane rozbawienie, jakby dziewczynka wstydziła się za własny mózg, co to dostrzegł pewien pierwiastek czarnego humoru i odnalazł go zabawnym.
Bogowie wszystkich religii wszystkich światów! Jakże rozbłysły te niebieskie oczątka na słowa Isidura o nauce run! Pierwszy raz Siofra poczuła, że aktualnie dużo wie! Ach, wie na tyle, by duży pan chciał się uczyć od niej! Jaka cudowna nowość! Jak przerażająca, onieśmielająca ale i łechcząca wszystkie te drobne zalążki samouwielbienia, co to mogły zakwitnąć w najbliższych latach w jej umyśle, jeśli tylko droga ku dorosłości im będzie sprzyjać! Pierwszy raz chyba nie musiała się aktualnie starać, żeby milczeć - ba! Chciała coś powiedzieć ale w ustach nie było ani jednego słowa!
Energicznie tylko pokiwała głową - tak energicznie, że można by się zastanowić jak długo jej kręgosłup jeszcze wytrzyma tak wielki wybuch niemego entuzjazmu. O tak, oczywiście! Pewnie, że go pouczy!
Rozkoszność wyobrażania sobie podobnej sytuacji w przyszłości - ona w roli nauczycielki! - przerwana została odpowiedzią woźnicy. Lisy, zające? Tyle tylko a jechali przez las? Dziewczynka przymrużyła oko, przechyliła nieznacznie głowę, zerkając ku zacienionej drzewami krawędzi lasu.
- Konie za głośno idą, coby lisy podeszły - stwierdziła spokojnie. Żyła do niedawna pośród łąk i nieopodal boru.
Wiedziała, że zdrowy dziki lis ucieknie jak tylko się będzie szło tupiąc nogami o grunt, co koniom wychodzi znacznie lepiej niż ludziom. Zające? Te to uciekały nawet jak się starało być cichym.
- A w lesie to wilki a rabusie się chowają.
Miasteczko z którego pochodziła dosłownie żyło ze złodziejstwa. Jej koledzy z dzieciństwa byli dziećmi złodziei. Znała z ich opowieści najprostsze sztuczki ich ojców, jak na przykład ścięcie drzewa żeby padło na skoś drogi, coby wozy się musiały zatrzymać wystawiając na łatwy rabunek.
Patrzyła na woźnicę, co spytał o ich waleczne możliwości i pochwyciła też spojrzenie konia zaprzęgniętego do wozu. Zdawał się być niespokojny. Przysięgłaby, że strzelał wokół uszami, jakby w poszukiwaniu najdrobniejszego dźwięku zapowiadającego zagrożenie. Zdecydowanie nie spodobała jej się kusza. Kiedy kto wyciąga broń, to nie może się czuć bezpiecznie. Kiedy zbroi towarzyszy podróży - to chyba jeszcze gorzej!
- Może nam lepiej przez łąki będzie jechać? - Rzuciła pytaniem ku obu mężczyznom z nadzieją, że któryś przyjmie jej wcześniejsze argumenty i zawrócą na okrężną drogę. -Przynajmniej szansa większa, że jakie niebezpieczeństwo z daleka się obaczy - dodała z pozornie nonszalanckim wzruszeniem ramion, bez którego oczywiście nie mogła się, jako osóbka na skraju lat wyznaczających nastoletni bunt, obejść.
Nie chciała wystawiać na niebezpieczeństwo gniadego po raz drugi jednego dnia. Teraz towarzyszyli jej jeszcze podstarzały woźnica, medyk, co we własnych słowach przyznał się do niewielkiej bojowej wartości, i kolejny koń, co to nawet galopem w ucieczkę pójść nie będzie mógł, bo do wozu zaprzęgnięty jest! Poza tym, myśląc o niedawnym bólu w nodze oraz łzach zastraszonego chłopca z tamtej bandy złodziejaszków, jakoś nie paliła się, by znowu pakować w jaką bitkę.
Przynajmniej nie tego dnia.


◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






14.11.2018, 22:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#18

STRAŻNIK



Gdyby było to tylko możliwe, szczęka opadłaby do samej drogi.
Mało że miał na głowię dziewczynkę to jeszcze faceta który kompletnie nie znał się na samoobronie.
"Czy on całe życie przesiedział w bezpiecznym klasztorze?" - Zdawało się mówić całe jego ciało. Opuszczone luźno ramiona, zniżona ku medykowi głowa i podniesione brwi. Słysząc Leo odwrócił sie w jej stronę.
- Miejmy nadzieje że to TYLKO jakieś zwierzę młoda damo... Ale dobrze prawisz, lepiej jechać przez łąki - Strzelił wodzami zmuszając tym samym konia do ruchu, a ten zamiast powoli ruszyć - dosłownie szarpnął całym wozem wyraźnie zaodowolony z obrotu spraw. Gniady koń Leo zareagował podobnie, ale nie tak gwałtownie.

Szum wiatru dawał o sobie znać szarpiąc ubiorem podróżników. Tymaczasem prowadzący wozem zaczął pogwizdywać. Przez chwilę jechali przy granicy lasu do czasu aż droga ruszyła w szczere pole. Rytmiczna pioseneka zdawała się zapętlać bez końca. Woźnica nie odezwał się do swojego towarzysza do momentu kiedy oddalili się od drzew na około sto metrów. Dopiero wtedy zaprzestał gwizdania. Szum uniemożliwiał Leo dokładne podsłuchanie rozmowy dwóch mężczyzn. Przez chwilę panowała cisza przerywana odgłosami natury. Spojrzał na Isidura nie ruszając głową. Zaczął mówić przyciszonym głosem. Szum uniemożliwiał Leo dokładne podsłuchanie rozmowy dwóch mężczyzn.
- Wiesz, usłyszałem kiedyś ciekawe słowa od pewnego starego medyka w Lothil. Z tego co mniej więcej pamiętam to brzmiało to tak: "Jakby nie było to uzdrowiciele prowadzą o wiele gorszą walkę niż żołnierze na wojnach czy czarni magowie na pustyniach. Jeżeli Thorn chce żeby ktoś umarł... To przeciwstawiają się bogu." Pomyślałeś kiedyś o czymś takim? A idąc dalej. Nie zdziwisz się chyba że o to spytam, ale dlaczego sądzisz że ta małolata jest taka niebezpieczna? I kim ona dokładnie jest? - mówił raczej miłym i dość ciepłym głosem, a już w żadnym razie nie brzmiało to jak oskarżenie. Zanim jednak Medyk zdąrzył odpowiedzieć woźnica dalej zaczął mówić.
- Tak. Zdarzyło się że kogoś straciłem... Swojego brata. Jechaliśmy z Valen do Greathard a ten kretyn mówił "Jedźmy do Perony! Może uda nam się zaskrobać trochę grosza z tamtejszych ludzi". No i go kurwa posłuchałem jak debil. Po walce na Jelenim Wzgórzu jedna z tych poczwar musiała przeżyć. Dorwała mojego brata i zacząła pożerać żywcem...
Szum wiatru był jedynym rozmówcą który przerywał tą ciszę. W końcu starzec zebrał się do dokończenia opowieści.
- Zostawiłem go tam na pewną śmierć. Własnego brata... I oczywiście to musiała być ta jedyna osoba która zginęła podczas drogi ze mną. No cóż, a Tobie ktoś wyzionął ducha podczas operacji mój drogi?
27.11.2018, 00:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#19

eakcja woźnicy ani trochę nie zdziwiła medyka. Ten świat tak bardzo polegął na sile i brutalności. "Zabij lub giń". Taką zasadą kierowało się wielu ludzi na tym świecie... Zbyt wielu. -Rozumiem co pan sobie może myśleć, lecz ja jestem medykiem. Nie jestem po to aby zabijać czy też ranić, ale po to by ratować. Wystraczająco dużo na tym świecie jest zła. Jeśli zaatakuje nas jakiś potwór bądź dziki zwierz to postaram się bronić, choćby przez wzgląd na dziewczynę. Ale człowieka nie skrzywdzę, choćby zależało od tego moje życie!
Isidur z przyjemnością wsłuchał się w pogwizdywanie woźnicy, choć uważał, że melodia jest odrobinę... złowieszcza? W każdym razie wrócił do czytania książki. Nie minęło jednak długo czasu gdy ponownie usłyszał skierowane w jego stronę pytania. Lecz tym razem ich źródłem nie była mała ruda istota jadąca na koniu bogom niech będą dzięki. Jeżeli Thorn chce czyjejś śmierci to raczej prędzej czy póxniej dostaje to czego chce. Ci, którzy sciągnęli na siebie uwagę boga śmierci mogą co najwyżej odwlekać swój nieunikniony los. Ja raczej patrzę na to w ten sposób, że spełniam wolę Pana Życia, który przecież stworzył ludzkość i się nią opiekuje. A co do dziewczynki... mam pewne podejrzenia, że umie korzystać z magii. Tak po prawdzie spotkałem ją zaledwie parę godzin temu i mała się do mnie przyczepiła cały czas powtarzając, że nie ma się dokąd udać. Chcąc nie chcąc zabrałem ją ze sobą, choć moja misja do najbezpieczniejszych nie należy.
Isidur słyszał zarówno o walkach na Jelenim wzgórzu jak i o demonie, który wybił pół Perony. Ktokolwiek powstrzymał to bydle zasługuje na miano bohatera.-Nie mogłeś przewidzieć tego co sie wydarzyło. Demony to demony. Dla nich liczy się chaos i zniszczenie, a ludzie tacy jak ty i ja nie mogą wiele przeciwko nim zdziałać. Gdybyś został tam razem z bratem to zapewne obaj wyzionęlibyście ducha. Na co by się to zdało? W czym by to pomogło? Jedyne co możesz zrobić to liczyć, że twój brat Trafił do lepszego miejsca niż ten padół łez. A mnie jeszcze nie zdażyło się utracić nikogo podczas operacji. Jak dotą zajmowałem się po prostu rannymi. Przecięcia, złamania zmiażdżenia. Tak się składa, że Erercez pobłogosławił mnie darem, który umożliwia sprawne leczenie takich ran za pomocą magii. Każdego dnia jestem za to wdzięczny.-Noonan uśmiechnął się ciepło do woźnicy i wrócił do czytania książki starając się wykorzystać każdą chwilę spokoju do studiowania chorób występujących w tych rejonach Atarashii.
29.11.2018, 19:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#20

Uśmiechnęła się szeroko, zarumieniła, oczka zabłyszczały: ha! Miała rację! Pan woźnica to potwierdził! Lubiła mieć rację!
- A coby to nie było, damy radę! - Zaćwierkała, po dziecięcemu nazbyt pewna siebie, udowadniając tym samym, że mimo swojej rozmyślności wciąż była tylko dwunastolatką.
Dwunastolatką zapowiadającą się co prawda na rozsądne dziewczę, nie zmieniało to jednak ich aktualnej sytuacji. Nie wiedziała nic nawet o żadnej walce, co odbyła się w okolicy, ani o możliwie czających się w okolicy potworach czy innych bestiach.
Najgroźniejszym, z czym miała dotąd do czynienia, byli ludzie religijni.
Poklepała gniadego po szyi, jakby dla uspokojenia zwierzęcia albo może po prostu z żywionej dlań czułości. Wiedziała, że koń słyszy i widzi więcej - jeśli tak spokojne zwierzę jak jej konik zareagował podobnym entuzjazmem na zmianę trasy, zapewne właśnie uniknęli jakiegoś niebezpieczeństwa. Podrapała go też po grzebieniu szyjnym, co bardzo lubił. Wiele koni lubi drapanie grzebienia szyjnego. Siofra nie mogła powiedzieć, że się im dziwi - nie mają palców, żeby się samodzielnie podrapać u nasady grzywy a z własnego doświadczenia wiedziała, jak bardzo swędzieć czasami może skóra u nasady włosów.
Leonard zawsze była względnie grzeczną dziewczynką. Nauczyła się już dawno temu, w burdelu, że jeśli dorośli mówią między sobą przyciszonymi głosami, to nie jest to rozmowa dla jej nadmiernie ciekawskich uszu. Dlatego też, nawet gdyby wiatr nie dął wystarczająco głośno dla zapewnienia cichej rozmowie woalu prywatności, nie próbowałaby podsłuchać o czym szepcą między sobą woźnica i Isidur. Chociaż, mówiąc szczerze, bardzo chciała wiedzieć o czym szepcą!
W tamtej chwili jednak musiała skupić się na czym innym, bowiem falbanka przy mankietach szaleńczo furkotała, szarpana wiatrem a koszula falowała, jak gdyby wietrzysko miało setki dłoni a każda z nich chciała dotknąć białego materiału choćby na chwilę. Dziewczyna zerknęła tęskno ku wozowi, gdzie leżała rozłożona wilgotna peleryna. W sakwie ma drugą, szarą, z wełny... Cieplutką... Nieznośne wietrzysko łapało ją za warkocze jak upierdliwy chłopiec. Och, gdyby tylko to był chłopiec! Mogłaby go trzepnąć po rękach za karę! Co jednak zrobić na wiatr?
Przygryzła dolną wargę, powstrzymując się przed odezwaniem - widziała kątem oka, że mężczyźni wciąż rozmawiają i bardzo nie chciała im przerywać. Czekała więc na okienko pośród szeptów.
Dojrzawszy jak Isidur ponownie skupia uwagę na książce odetchnęła z ulgą: W KOŃCU mogła się odezwać!
- Przepraszam, możemy się przytrzymać na chwil dwie? - Zwróciła się do mężczyzn na koźle wozu nieco głośniej niż normalnie by to zrobiła, z nadzieją, że to wystarczy by wiatr jej nie zagłuszył. Uśmiechała się, jak zawsze chyba, od ucha do ucha. - Bo płaszcz bym sobie wziąć chciała z sakwy, bo, jak burdelmama by to powiedziała, nieciepłem piździ! - zachichotała, nie całkiem zdając sobie sprawę z niecenzuralności własnych słów.
Myślała po prostu, że takich słów używają dorośli - teraz żyła z dala od rodzinnego miasta, była więc dorosła, więc ona też mogła korzystać z takich słów!


◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






02.12.2018, 17:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki