Atarashii




Droga do ujścia rzeki
#21

STRAŻNIK



Woźnica odwzajemnił uśmiech medyka po wysłuchaniu jego słów.
- Szkoda że po tej ziemi nie chodzi więcej takich jak Ty. Może ten syf stałby się lepszym miejscem? Ale powiedz mi, gdybyś miał kogoś zabić w obronie tej małej to zrobiłbyś to? Wiem że łatwiej jest zabić kogoś z kim nic Cie nie wiąże. Ale jednak, dla medyka to musi być cios. W takim razie wolisz strzelać czy prowadzić wóz? Ja nie dam rady prowadzić nogami i strzelać naraz, albo odwrotnie. Jak wolisz! - woźnica zaśmiał się z własnego żartu.

Z kolei słysząc słowa młodej Leo zaczął udawać wielce oburzonego i zdziwionego jednocześnie.
- Gdzieś Ty się nauczyła takich słów młoda panno? Zaraz, burdelmama? Co? - woźnica zdurniał na parę chwil. Przez jego głowę przeleciał potok myśli ale szybko się z niego wyrwał kierując wzrok na dziewczynkę.
- Oczywiście że możemy! Proszę bardzo - kierujący zatrzymał pojazd żeby młoda mogła zabrać rzeczy. Tymczasem sam wziął do rąk kuszę i sprawdzał okolicę. Na maleńki moment miał wrażenie że coś poruszyło się niedaleko w wysokiej trawie. Ledwo dziesięć metrów od wozu. Podniósł broń gotowy do strzału.
Lis. To tylko lis. Staruszek odetchnął z ulgą widząc zwierze, które uciekało przed nimi najszybciej jak się dało. Opuścił kuszę.
- Dzięki będą bogom. Żadnych potworów - powiedział przez śmiech i czekał na Leo.
- Gotowa? Młoda i niezwykle wulgarna młoda kobieto?
12.12.2018, 02:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#22

sidur skierował swoje spojrzenie w kierunku młodej, rudowłosej dziewczynki. Czy byłby gotów za nią zabić? -Być może byłoby lepiej. A być może nie. Kto by nas wtedy bronił przed potworami panującymi na traktach? Albo przed demonami napierającymi z pustyni? Ja wierzę, że moim celem na tym świecie nie jest wojaczka, że nie zostałem do tego stworzony, ale gdy ktoś rodzi się Łowcą to naturalnym wyborem jest walka. Co do bronienia... gdyby zaatakował nas jakiś potwór to bez wachania próbowałbym go zabić, żeby obronić tę dziewczynkę. Ale w przypadku ludzi... nie wiem. Nie mam pojęcia co bym zrobił. Czy byłbym w stanie ocenić czyje życie jest ważniejsze? Czy taka ocena jest w ogóle możliwa? Gdy już się zabije to nie ma odwrotu. Zawsze można powiedzieć, że to tylko "ten jeden raz", ale później "ten jeden raz" staje się "tym kolejnym", a po "tym kolejnym" wpadamy w pętlę "tego ostatniego". Wiem, że wiele osób nie zgadzałoby się z moim zdaniem i starałoby się obalić moje przekonanie. Możliwe, że mieliby rację, ale taki właśnie jestem ja i takie jest moje zdanie. Dodatkowo myślę, że strzelanie z kuszy jest łatwiejsze niż prowadzenie wozu.- Zakończył swój wywód uśmiechając się.
Widząc zaskoczenie na twarzy woźnicy pośpieszył z wyjaśnieniami. -Najwyraźniej dziewczyna wychowała się w burdelu. Wiecie panie jak to jest z tymi przejezdnymi. Wioska była pewnie na tyle duża, że był tam burdel, trafił się jakiś podróżnik, pojechał dalej, a kobietę z brzuchem zostawił. I tak cud, że trafiła na życzliwe towarzystwo, które ją wychowało.-Spowrotem skierował swój wzrok na książkę. Całe szczęście woźnica zagadał do Leonard co pozwoliło medykowi na skupienie się na książce. Choćby na krótką chwilę.
12.12.2018, 19:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#23

Mała Leonard uśmiechnęła się szeroko na zgodę woźnicy. Wiatr to nieznośnie upierdliwy towarzysz podróży, szczególnie, że len jest bardzo oddychającą tkaniną! Poczekała aż konie woźnicy się zatrzymają, zawróciła piętami gniadego i podjechała do boku stojącego wozu. Trzymając się zręcznie dosiadem siodła przechyliła ponad krawędzią wozu, puszczając wodze, które luźno spoczęły sobie przed przednim łękiem siodła pośród gęstej grzywy. Zrzuciła z sakwy wilgotną pelerynę i, przyciągnąwszy płócienny worek podróżny bliżej siebie, rozsupłała jego troczki.
Mrużąc, zapewne nieco zabawnie, jedno oko i wysuwając koniuszek języka, grzebała po ciemku wewnątrz torby. Zapasowa, grubsza peleryna miała tę typową, z lekka szorstką, wełnianą teksturę - łatwo więc było wyczuć ją palcami. Ostrożnie, żeby nie wyciągnąć razem z okryciem połowy zawartości sakwy, wydobyła płaszcz.
- Chwilę jeszcze! - odpowiedziała woźnicy przerzucając zdobycz przez siodło przed sobą.
Zmarszczyła nieznacznie czółko. Wulgarna? Coś, co powiedziała, było wulgarne?
Związała z powrotem sakwę, upewniła się, że zawiązana jest porządnie, po czym usiadła z powrotem w siodle dając konikowi sygnał łydkami. Nie ujmując wodzy, samym dosiadem, naprowadziła konia na jego dawną pozycję - u boku powozu, blisko Isidura, w tym samym czasie zakładając pelerynę. Zapięła mały szamerunek ze skórki i parcianego sznurka pod szyją, narzuciła na włosy kaptur, niemal się w nim topiąc.
- Gotowa! - oznajmiła wesoło, biorąc lejce w dłonie. - Isidur? - zwróciła się do opiekuna, znów zamierzając go męczyć pytaniami. -A w czym ja byłam wulgarna? Bo pan woźnica powiedział, że jestem wulgarną młodą kobietą a ja nie wiem co zrobiłam złego.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2019, 18:07 przez Leonard Dow.)



◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






07.01.2019, 18:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#24

STRAŻNIK



Woźnica zatrzymał powóz dając tym samym młodej Leo okazję do zabrania ubrań. Zaczął wpatrywać się w kuszę słuchając medyka. Prowadzący podniósł wzrok z broni i wrócił oczami na trakt.
- Co ja bym dał żeby życie było takie proste. Potwory siedziałyby w swoich norach a łowcy by się nimi zajmowali. No, na pustyni sprawy mają się inaczej ale co poradzić. Dobrze że te czarno magiczne skurwesyny od czasu do czasu stacjonują w miastach bo inaczej nikt by tam nie jeździł. No i takie tragedie też się zdażają. Kurwa jak kurwa, ale jakoś na życie muszą zarabiać. Mimo to mamy to co mamy, a mamy takich oto dobrodusznych ludzi jak Ty młody człowieku czy tamte panienki... Ale skończymy z dobrocią na kilka chwil. Łap się za broń bo mamy okazję. - Staruszek wyciągnął zza siebie kołczan z bełtami podając go medykowi.

Broń mogła się wydawać spora. Na długość nieco więcej niż pół metra, a rozpiętość ramion liczyła sobie niecałe czterdzieści centymetrów. Z przodu znajdowało się co wyglądało jak lekko wygięty z przodu trójkąt wykonany z metalu.
- Jak jesteś praworęczny to trzymasz tak. - pokazał mu jak przytrzymywać broń w najbardziej łopatologiczny sposób - Trzymasz tak żeby Ci nie wyleciała, byle mocno.
Potem na szybko naciągnął cięciwę broni wkładając w rzeczony trójkąt nogę. Linka wpadła w zapadkę, zabrał Isidurowi jeden bełt, który szybko załadował i podał mu tak załadowaną broń.
- Jasne? To strzelaj! - powiedział wesołym głosem bo wiedział jak najczęściej kończą się pierwsze strzały. Nie ukrywał tego że coś zabawnego mogło się stać.

Słysząc pytanie rudowłosej dziewczynki, siwowłosy roześmiał się lekko.
- Nie zrobiłaś nic złego. Po prostu się śmieję. Ludzie przeklinają, to prawda. Jednak dzieci z reguły nie klną aż tak jak dorośli. Ba, dzieci z reguły w ogóle nie przeklinają! Ale jeśli wychowałaś się tam gdzie myślę. - spojrzał na Leo przekrzywiając lekko głowę - To nie mam Ci tego za złe. Bo kto Ci miał to powiedzieć? Chociaż patrząc na to z tej strony...
Prowadzący chciał tylko poczekać aż uzdrowiciel wystrzeli pocisk i sam załaduje broń. Lepiej żeby znał chociaż podstawy.
08.01.2019, 01:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#25

- Jak jednak co złego zrobiłam to przepraszam, panie woźnico - Leo przybrała minkę zbitego psa i to wcale nie dlatego, że chciała wywołać współczucie.
Naprawdę żałowała, jeśli zrobiła coś złego. Wystarczająco dużo tego dnia zrobiła złych rzeczy - jak na przykład rozbijanie nieznajomym chłopcom-złodziejom nosów - żeby nie czuła się winna robiąc złe rzeczy bez świadomości, że są złe.
- Przeklinanie? - zmarszczyła dziecięce czółko zerkając jednocześnie na Isidura po czym przeniosła spojrzenie na woźnicę zdającego się mieć nieco więcej doświadczenia z dziećmi niż jej nowy opiekun. - Ja przeklęłam? - spytała, niemalże pobladła na tę myśl. - Nie chciałam, przepraszam straszliwie!
Przekleństwa kojarzyły się Leonard z pijanymi, nieprzyjaznymi mężczyznami wyrzucanymi z burdelu cioteczek - klęli gorzej niż miejscowy szewc, gdy przychodziło do naprawy najgorzej zniszczonych wieśniaczych butów.
Spojrzała bystro na woźnicę. Jeśli się wychowała, tam, gdzie myślał? Przymrużyła oko, wydęła dziecięce usteczka. Ha! Isidur pewno coś podłapał z jej opowieści i powiedział panu woźnicy jedną lub dwie rzeczy na jej temat. Wysunęła koniuszek języka, co przeciął swoją różowością nieco bledszą w barwie górną wargę na dwie połowy.
- A mnie nauczycie, panie woźnico, z kuszy strzelać? - spytała, jak zawsze ciekawska.
Bo jak mogła przepuścić okazję, żeby czego nowego się nauczyć?!


◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






19.01.2019, 21:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#26

esołość w głosie woźnicy wydała się Isidurowi odrobinę podejrzana. Prawie jakby staruszek czekał aż akolita odda strzał i wydarzy się coś zabawnego. Mimo to medyk wziął kuszę do ręki przyglądając się jednocześnie broni. Zakonni wojownicy rzadko używali tego rodzaju broni. W ogóle rzadko korzystali z broni dystansowej nie licząc broni miotanej. Kusza była dosyć ciężka. W końcu podczas szkolenia nie uczono go walki czy nawet dźwigania jakichkolwiek ciężarów. Mimo to miał dość rozumu by nie kłaść od razu ręki na spuście. Narazie chciał tylko przytrzymać broń i spróbować z niej przymierzyć, a raczej znaleźć sposób na przymierzenie. Narazie nie chciał pytać woźnicy. Był tym typem osoby, która raczej samodzielnie wolała uczyć się nowych rzeczy a o pomoc pytać dopiero gdy natrafi na przeszkodę lub gdy nie jest czegoś całkowicie pewny.
Parę razy widział jak kusznicy przygotowują się do strzału, więc podniósł broń na wysokość twarzy. Od razu załapał, że grot pomaga przy celowaniu. Logiczne wydawało mu się więc namierzenie celu właśnie z pomocą pocisku. Choć w tej akurat sprawie wolał się dopytać. -Czyli celuję za pomocą grotu tak? I jak dokładnie mam ułożyć kuszę? Oprzeć na ramieniu czy jak? Wie pan... nie chcę uszkodzić pana broni. Albo siebie...-Chciał jak najszybciej przejść ten i tak przyspieszony trening obsługi kuszy, żeby wrócić do lektury książki. W końcu zarazy nie pokona za pomocą bełtów czy celnego oka. Dzięki bogom Leo zajęła się rozmową z woźnicą. Choć lubił dziewczynę to jej nadpobudliwość może sprawiać lekkie problemy. No i podejrzenie, że była mistyczką nie dawało Uzdrowicielowi spokoju...
12.02.2019, 01:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#27

STRAŻNIK



Starszy już mężczyzna przygladał się medykowi jak ten ogląda broń i zastanawiał się co ma z nią zrobić. Jednak nie odezwał się nawet jednym słowem zostawiając Isidura z jego przemyśleniami. Tymczasem wysłuchał Leo nie odwracając się do niej. Jego wzrok powędrował gdzieś wysoko tak że białko oczu było mocno widoczne, a powieki aż mu zadrżały. Wyraźna oznaka zirytowania.
Woźnica wrócił oczami do normalnej pozycji, wziął głęboki wdech i spojrzał z uśmiechem na dziewczynkę.
- Nie, nie musisz przepraszać. Ludziom się to zdarza, ale na przyszłość uważaj żeby na dworze "zimnem nie piździło". - wypowiedział ostatnie słowa nieco głośniej i z rozbawieniem w głosie.
Słysząc pytania Isidura odrócił się z powrotem w jego stronę.
- Przyjrzyj się temu... - uniósł dłoń żeby pokazać o co konkretnie mu chodzi, ale zawiesił się przez moment w zamyśleniu - Metalowemu trójkątowi z przodu, po środku masz wcięcie. Opierasz ten koniec o ramię, przechylasz głowę na bok żeby wcięcie, grot i cel były w jednej lini i pociągasz za spust. Wszystko. - Przez chwilę czekał aż medyk wystrzeli z broni, ale jak to zwykle w życiu bywa coś lub ktoś musi przeszkadzać. Znowu zwrócił się w stronę młodej.
- Chciałbym, ale ta kusza potrafi kopnąć. Z resztą sama za chwilę zobaczysz. - zwrócił oczy w stronę Isidura czekając czy kusza wyleci mu z rąk pod wpływem wystrzału, czy w ogóle trafi gdziekolwiek teraz celuje. Ale medyk wydawał się być na tyle inteligentny żeby wyciągnąć wniosek z ostatniej wypowiedzi woźnicy.
15.02.2019, 01:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#28

- Dobrze, panie woźnico. Zapamiętam! - zapewniła z zawziętą dziecięco buźką, energicznie machając głową w górę i dół. Kiedy mięśnie zdecydowały, że koniec z tą repetą, Leo odwzajemniła uśmiech woźnicy.
Zdecydowanie zamierzała zapamiętać naukę i się do niej stosować - jak z tym będzie? Cóż, zobaczy się. Nie można przecież powiedzieć, żeby Siofra należała do najbardziej uważnych stworzeń a już z pewnością nie do tych dojrzałych i w pełni świadomych swoich decyzji.
Przysłuchiwała się z uwagą tłumaczeń woźnicy - na wypadek, gdyby kiedyś musiała z kuszy korzystać, na ten przykład, jak na to liczyła, za kilka sekund, zaraz po Isidurze. Dlatego też - na odmowę nauki połączoną z wytłumaczeniem - usta dziewczynki wygięły się w delikatną podkówkę. Jak zwykle jednak Leo nie potrafiła długo pozostać w stanie nie-optymizmu. Zaciekawiona kopem, który kusza rzekomo posiadała, jęła przyglądać się Isidurowi z bronią w rękach starając się jak najmniej mrugać. Bo nie może przegapić tego kopa!
Podbite oko? A może kusza wypadnie mu z rąk i spadnie na trakt? Albo może Isidur spadnie na trakt razem z kuszą?! Oooch, cokolwiek miało się wydarzyć - Leonard nie mogła tego nie zobaczyć! Poza tym: gdyby coś lub ktoś rzeczywiście wylądowało na drodze, ona zapewne pierwsza zeskoczy z konika, żeby pomóc.
Na wszelki wypadek ściągnęła nieco wodzy kasztankowi, żeby - i tak niemalże nieistniejącą szansę na postrzelenie jej konia lub jej samej - zmniejszyć jeszcze bardziej poprzez zostanie nieco w tyle, jakieś pół metra za kozłem powozu. Dała koniowi łydki, by nastąpił się nieco na bok, robiąc miejsce między sobą a wozem na... Wszelkie upadki, wypadki i spadki.
- Isidur a celujesz w co konkretnego? - spytała, wypatrując niebieskie oczęta z zacięciem, które równie dobrze mogłoby wyhodować trzecie oko gdyby tylko było to fizycznie możliwe.


◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






16.02.2019, 18:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#29

usza nie była bronią, która cieszyła się jakąś olbrzymią popularnością wśród wojowników Erern. Niemniej jednak czasami zdażyło się zobaczyć jak jakiś strażnik z niej korzysta choćby na ćwiczeniach. Problem w tym, że Isidur nigdy się za bardzo temu nie przyglądał. Skrzywił się lekko. Nie bardzo uśmiachało mu się korzystanie z jakiejkolwiek bronie nawet żeby potrenować, bo sam trening już wskazywał na gotowość do jej używania. A medyk nie był pewny czy był gotowy aby broni używać. Niemniej jednak wysłuchał rad woźnicy. Jeżeli celowanie było tak proste to Isidur nie dziwił się, że kusza jest o wiele popularniejsza od łuku. Zwłaszcza wśród straży miejskiej. Do celnego strzelania zapewne wystarczy kilka treningów. Uzdrowiciel nie wątpił, że jego pierwszy strzał nie będzie zbyt celny. Jedyne na co liczył to jak najmniejsze pudło. Przyglądnął się mijanemu laskowi. Drzewa były tam dosyć róźnorodne, ale tylko jeden typ wyróźniał się wystarczająco żeby obrać go sobie za cel. -Widzisz tamtą brzozę? W nią będę celował, choć wątpię, żebym trafił.-Zwrócił się do Leonard jednocześnie pokazując swój cel ręką.
Następnie podniósł kuszę. Prawa ręka na spuście, lewa zaś przytrzymywała broń. Docisnął kolbę do ramienia, które miało przyjąć całą siłę uderzenia, choć upewnił się żeby nie robić tego przesadnie mocno. Wzmocnił swój ścisk na łozysku i zmrużył lewe oko. Prawego zaś użył do wycelowania. Wiedział też, że im dłużej zwleka ze strzałem tym bardziej zmęczą się jego ramiona i tym bardziej niecelny będzie strzał. Dlatego też nie zamierzał się wachać. Gdy tylko Cel, grot i wcięcie znalazły się w jednej linii delikatnie nacisnął na spust.
04.03.2019, 20:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga do ujścia rzeki
#30

STRAŻNIK
Wiatr cały czas napierał od strony morza i mógł niektórym przeszkodzić w planach



Sposób w jaki medyk trzymał broń i jak celował nie były najgorsze. Chwyt był stabilny. No ale jakiś błąd musiał się zdarzyć. Uzdrowiciel próbował nacisnąć spust nieco zbyt delikatnie i przez chwilę element nie chciał się ruszyć. Ale odrobine więcej siły i kusza wytrzeliła. Bełt poszybował gdzieś w przód. Dało się nawet usłyszeć że w coś się wbił, a nie opadł na ziemię.
Isidur z pewnością od razu spojrzałby gdzie poleciał pocisk gdyby nie jedna rzecz. Mimo że siła odrzutu broni nie była wielka to wystarczyła żeby wytrącić medyka z równowagi. O mało nie poleciałby do tyłu gdyby woźnica nie zdążył go złapać za koszulę. Przyciągnął go z powrotem na miejsce i zaczął się śmiać.
- Wiesz co zrobiłeś źle? Pomyśl. Ale jak na pierwszy raz to muszę przyznać że całkiem nieźle Ci poszło. - Staruszek wskazał palcem ręki na drzewo. Z prawej strony, w korze znajdowała się bruzda po bełcie. Sam pocisk jednak gdzieś przepadł. Gdyby to był człowiek to najpewniej dostałby w ramię. A to wystarczyło żeby kupić wystarczająco dużo czasu na ucieczkę.
Siwy już mężczyzna podrapał się po brodzie.
- Nie ma na co czekać. Ruszamy?
08.03.2019, 00:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki