Opuszczony budynek
#1

STRAŻNIK


Cytat:Mało kto już pamięta czym kiedyś był owy budynek osadzony w biedniejszej dzielicy dolnym Valen. Mimo zniszczeń jaki pozostawił po sobie czas, dwupiętrowa konktrukcja dalej trzymała się na tyle stabilnie żeby można było bezpiecznie przebywać w środku. Jednak ściany oddzielające poszczególne pomieszczenia wykonane z drewnych desek można było przebić byle silniejszym uderzeniem. Wszędzie walały się kawałki nadgnitego drewna. Okrągłe podpory wyciosane z pni drzew przyozdobione były roślinnymi motywami. Pod sufitem znajdowały się belki potrzymujące sufit, przyozdobione podobnym stylem. Na piętrze brakowało kawałków podłogi. Najwyraźniej czas nie był dla tego elementu domostwa najłaskawszy. Konstrukcja zyskała złą sławę dzięki rzekomym krzykom jakby kogoś tam powoli ćwiartowano.
11.12.2018, 20:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony budynek
#2

Nieprzenikniona ciemność ogarniała umysł mistyczki. Nie wiedziała, co się z nią dzieje ani w jakim jest teraz stanie. Nieprzytomny umysł Chichi nie rejestrował tego, co działo się z jej ciałem przez ten cały czas, ani jak wiele go upłynęło. Dopiero po wielu niekończących się chwilach, dziewczyna zaczęła odzyskiwać świadomość.
Mistyczka otworzyła oczy, jednak nadal nie potrafiła niczego dojrzeć. Następnie, stopniowo zaczęły ukazywać się rozmazane kontury pomieszczenia, którego nie znała. Mrugając szybko starała się rozjaśnić obraz. W momencie, w którym chciała unieść rękę do oczu poczuła, że nie jest w stanie.  Po kilku kolejnych szarpnięciach kończynami uświadomiła sobie, że jest przywiązana. Szybkie bicie serca ujawniało cały strach dziewczyny.
Uszu mistyczki dobiegły niezrozumiałe głosy, a jej wzrok zaczął błądzić za jego źródłem. Zauważyła, że w pokoju znajdują się jedynie jakieś stare, zużyte meble. Zarówno wygląd jak i zapach budynku świadczyły, że nie jest w najlepszym stanie. Posadzka odbijała światło. Całość wskazywała na to, że raczej nikt nie będzie jej tu szukał.
W końcu udało jej się ujrzeć postać odzianą w medyczny fartuch.

-Czego chcesz..? - zapytała, a jej głos nadal łamał się nieco po odniesionych obrażeniach.

Nim Chichi doczekała się odpowiedzi uświadomiła sobie, że osoba, do której mówi unosi się nad ziemią, a jej odzienie niewątpliwie należy do Alexiusa... Dlaczego on też tutaj był? I o co, do kurwy, tu chodziło..?
Mistyczka zaczęła w panice próbować wyszarpać ręce z krępujących ją więzów, zdzierając sobie przy tym skórę. Niestety, zarówno one, jak i stół na którym była ułożona nie ustępowały. Mimo tego dziewczyna nie poddawała się - odezwał się w niej instynkt podobny do tego zwierzęcego, które zagonione w pułapkę walczą o życie ze wszystkich sił. Ona również nie zamierzała się poddawać.
Po kilku chwilach daremnych prób ucieczki jej uszu dobiegł kolejny dźwięk. Momentalnie przestała się szarpać i cicho sapiąc, nasłuchiwała. Dało się odróżnić kroki dwóch osób, któe zbliżały się w jej stronę rozmawiając.

- Dobra robota, szef porządnie Ci się odwdzięczy - nieznany rozmówca wszedł do pomieszczenia. Niestety, osoby te stały w cieniu i mistyczka nie byłą w stanie go rozpoznać.
- Jest tak jak mówiłeś, dostałeś człowieka - głos Mortisa był jak igły wbijane w ciało. Ściągnął wiszącemu człowiekowi czarny materiał z głowy. To był Alexius. Oddychał, ale ledwo co.
- A dziewczyna?
- Nie ma mowy!
- Doskonale wiem kim jest...
- I dlatego jej nie dostaniesz.
- A co z mistykiem?
- Nastała chwila ciszy po której odezwał się medyk.
- Wstąpił do straży, nie mam jak go dorwać. Za bardzo się pilnował.


Coraz więcej emocji wzbierało w drobnym ciele Czarnowłosej. Poczynając od strachu, który wydawał się być niemal pierwotny, a na gniewie gotującym się w jej żyłach niczym trucizna kończąc. Klatka piersiowa unosiła się jej w rytm głębokich oddechów, a tętno przyspieszało z każdą kolejną chwilą usłyszanej rozmowy. Nie zamierzała poddać się tak łatwo. Wzięła głęboki oddech, po czym krzyknęła:

-Mortis - Na szczęście tym razem jej głos nie zadrżał - Wiem, że to Ty. Czego chcesz? -Starała się unieść głowę jak najwyżej, aby móc patrzeć w stronę mężczyzn.
- Czyli żyjesz. Już myślałem że dostałaś zawału... -Odpowiedział Mortis podchodząc w jej stronę, a drugi mężczyzna w kapturze podążył za nim. Głęboki kaptur całkowicie skrywał jego twarz.
-Jak widać, nie tak łatwo mnie zabić. - Rzuciła jadowicie w twarz medyka, jednak zakapturzona osoba całkowicie ją zignorowała.
- Mędrzec, gdzie jest smoczy mag który ją tu przyprowadził? -nieznajomy facet wyraźnie tracił cierpliwość.
- Nie wiem gdzie jest, zabrała go straż - chwilowo zapadła cisza.
- Niech będzie, szef nie będzie zadowolony. Przyjdę po niego później - Zakapturzony wyszedł z budynku. Mortis schylił się do ziemi podnosząc skalpel którym zaczął się bawić obracając go między palcami.
- Widzisz moja droga. Twój przyjaciel zostawił mi prezent. A ja od lat chce czegoś dowieść i może Ty mi w tym pomożesz.
-O czym Ty mówisz? O tej czarnej mazi w jednym z Twoich słoików? Czego miałoby to dowieść?
-Każda komórka ciała mistyczki wręcz emanowała nienawiścią do medyka. Każda cząstka jej osoby pragnęła rzucić mu się teraz do gardła. Medyk zaśmiał się. Echo tylko spotęgowało upiorność całej sytuacji.
- Czarna woda? Oj nie, to tylko potwierdza moją teorię czym tak naprawdę jesteście.
-No to wyduś to w końcu z siebie, za kogo nas uważasz? Za demony?
-Chichi niemal wypluła te słowa w twarz Mortisa.
- O nie, coś o wiele gorszego. A twój znajomy tylko to potwierdził swoimi ostatnimi wyczynami.
-Jakimi wyczynami? Nie mam pojęcia, o czym bredzisz.
- Mistyczka, starając się zając medyka rozmową usiłowała w jakiś sposób uwolnić się z przytrzymujących ją pasów.
- O PRZEMIANIE IDIOTKO! Ten mistyk się zmienia, nie kontroluje się. Atakuje kogo popadnie w swoim chorym poczuciu "sprawiedliwości". A w nocy ta czarna woda zaczynała przejmować nad nim kontrolę. Stawać się jego ciałem. - Mortis położył nacisk na słowo sprawiedliwość. Nagle, tuż koło jej szyi wbił się w stół skalpel. Ręce mistyczki znieruchomiały w przerażeniu, a szyja wygięła się nienaturalnie, by znaleźć się jak najdalej od zimnego ostrza.
- Nie wiem CZYM jesteście. Ale nie ludźmi, demonami też nie. Wtedy runy by na was działały. Dalej tego nie rozumiem ale jest między wami a tymi pomiotami jakieś połączenie.
-Posłuchaj mnie. - Powiedziała, czując, że jej serce bije niemal w gardle. - Nie wiem, co jest nie tak z tamtym mistykiem, ale jeśli mam być szczera, to jak dla mnie też nie jest do końca normalny. - Słowa wypowiadała szybko, ale wyraźnie. - Jedna posrana osoba nie świadczy o wszystkich innych, zrozum!  Nie lepiej byłoby to omówić na nieco innych warunkach? Może będę mogła CI pomóc. Jak trzymanie mnie tutaj ma Ci pomóc cokolwiek udowodnić?
- Jedna osoba powiadasz? Widziałem na własne oczy co się z wami dzieje kiedy zamykacie portale. Jest tam coś przez co wam odwala. Przez co zaczynacie się zachowywać jak żądne krwi bestie. Jakby to coś was wołało.
- Mortis zamyślił się drapiąc się po brodzie - A ciekawe JAK chcesz mi pomóc, no słucham - medyk wyciągnął skalpel z stołu i zaplótł ręce na piersi.
-Być może i tak się dzieje, kiedy zamykamy portale, ale... Ja tego nie wiem, bo nigdy żadnego nie zamknęłam. -Mistyczka wpatrywała się w medyka, chwytając się ostatnich szans ratunku
-Może właśnie tak Ci pomogę? Zamknę portal. Będziesz mógł na własne oczy obserwować, czy cokolwiek we mnie się zmieni.
- Portal do świata demonów... a myślisz że tak łatwo go znaleźć? Najbliższy demon był w Peronie nie mówiąc o Azaracie. Jest jednak jeszcze coś co wam pomaga... ból.


Panika ponownie zaczynała brać górę nad świadomością mistyczki. Jej umysł pracował na zdwojonych obrotach, próbując wymyślić cokolwiek, co odciągnęłoby Mortisa od jego zamiarów.

-Nie sądzę, żeby to miało pomóc CI cokolwiek udowodnić. Kiedy trafiłam do szpitala, cierpiałam jak nigdy. Stało się wtedy cokolwiek? Nie! Teraz raczej niewiele się zmieni! -Obserwowała, jak Mortis wyciąga z fartucha długą igłę, która delikatnie odbijała światło nocy.
- Nie mówię o takim bólu. - przyłożył mistyczce igłę do prawego uda i zaczął naciskać, ale nie przebijać skórę. Ból był silny ale jeszcze do wytrzymania. - Tylko o takim jakbyś miała być rozrywana na kawałki. - wyciągnął z kieszeni spodni buteleczkę z czarną wodą w której zanurzył igłe. - Zastanawiam się tylko jak długo wytrzymasz zanim postradasz zmysły


Chichi w panice zaczęła szarpać więzami i wiercić się na wszystkie strony, jakby miało jej to pomóc w odnalezieniu sposobu na ucieczkę. Źrenice jej oczu otworzyły się szeroko w przerażeniu, a po ciele spływały krople potu.

-Dobrze Ci radzę, nie rób tego! - warknęła w stronę medyka, który podszedł do niej od strony głowy i przyłożył igłę do jej szyi.
- Bo co mi zrobisz? Jesteś tu spętana. A Alexius, ooooo ty głupi durniu... -Nacisnął igłą przebijając się przez skórę. Najpłycej jak tylko potrafił.


Czarna woda, która wdzierała się powoli do organizmu mistyczki zaczynała powoli palić ją żywym ogniem. Przypominało to ten sam ból jaki doświadczyła po wypiciu owej substancji w pobliżu mistyka, jednak spotęgowany był poprzez podanie go pod skórę. Mimo wszystko, zacisnęła zęby i nie wydała z siebie najmniejszego jęku bólu - nie zamierzała dać Mortisowi tej satysfakcji. Wzmianka o nieprzytomnym Alexiusie wzbudziła w niej jednak pewne nadzieje....

-Alexius, durniu, obudź się! - krzyknęła najgłośniej, jak potrafiła.
- Nie obudzi się przez następne kilkanaście godzin - zaśmiał się. - I możesz sobie krzyczeć ile wlezie. I tak nikt tu nie przyjdzie.
-Możesz sobie wstrzykiwać tą wodę ile chcesz, Twoje działania też na niewiele się zdadzą.
-Mistyczka Oddychała głęboko, próbując zwalczyć ból.
- Spokojnie, mam tego jeszcze aż nadto w zapasie. Zastanawiam się tylko co się z Tobą stanie kiedy wstrzyknę Ci cały flakon. Strzykawka po strzykawce. Ciekawe czy wtedy też dasz radę. - szalony medyk odszedł od stołu szukając zapasów czarnego płynu - Chyba że chcesz mnie jeszcze jakoś przekonać?
-Miałam już styczność z tym syfem, i jak widać nadal żyję.
-Mistyczka wertowała spojrzeniem pomieszczenie, szukając jakiegokolwiek ratunku.
-A co takiego mogłoby Cię przekonać, poza zamknięciem portalu? Próbka mojej krwi, magii? No dalej, podaj swoją cenę.
- Czyli już Cię tym podtruwał? Ciekawe, bardzo ciekawe...
-Zaczął napełniać strzykawkę czarną wodą.
- Nie jesteś z Azaratu, czyli nie znasz prawdy o sobie. Chyba że znasz. Daj mi prawdę - to moja cena... - stukał w strzykawkę palcem żeby pozbyć się niechcianego powietrza, z igły potoczyło się parę kropel płynu
-Widzę, że niezbyt można Cię przekonać. - zamilkła na chwilę, gryząc się z myślami. - A jeśli dam CI mistyka? Tego od wody? Sprowadzę go do Ciebie. Żywego, martwego, jak wolisz. Będziesz mógł badać kogoś, kto już zdążył oszaleć. -Mortis stanął z strzykawką gotową do zabiegu. Przymrużył oczy patrząc na Chichi z brakiem zaufania.
- Ten mistyk. Przemiana musiała się już zacząć. W takim tempie mam ledwo kilka dni zanim stąd zwieje i zacznie mordować... Ale jest doskonałym źródłem... -Medyk spojrzał na Alexiusa przykutego do ściany i spowrotem na Mistyczkę.
- Widziałaś tego drugiego. Jest w mieście, a razem z nim o wiele więcej takich jak on. Jeśli Cię dorwie to spotka Cię o wiele gorszy los.... -Mortis podszedł w stronę okna przez które wpadło światło księżyca. Stał tak przez dobre pół minuty.
- Masz jedną dobę... Sprowadź go tu i pomóż mi w tym eksperymencie a sowicie Cię wynagrodzę. I będziesz wolna...
-Umowa stoi. A teraz mnie wypuść. Rozumiem, że ma być żywy?


Nadzieja zaczynała odżywać w sercu mistyczki, a razem z nią potęgowała się chęć zamordowania Mortisa. Medyk podszedł do skórzanej torby z której wyciągnął buteleczkę z fioletowym płynem i sakiewkę. Wyciągnął drugą strzykawkę i nabrał do niej owego płynu powtarzając procedurę jak poprzednio, po czym skierował się w stronę Chichi.
Mistyczka poczuła, jak ponownie ogarniają ją zawroty głowy, przez co nie mogła w żaden sposób obronić się przed działaniami medyka. Poczuła jedynie, jak podwija jej rękaw, po czym wstrzykuje coś pod jej skórę.

- To w razie gdybyś chciała uciec. Trucizna już zaczyna Cię zabijać, ale najpierw dojdzie do wymiotów, potem zaczniesz tracić panowanie nad zmysłami, dostaniesz halucynacji, skórcze mięśni nie pozwolą Ci się ruszyć a na koniec z każdego możliwego otworu ciała zacznie sączyć się krew. Będziesz cierpieć zanim umrzesz, mam nadzieję że się rozumiemy. Bierz jak tylko cokolwiek zacznie się pojawiać, masz tego aż nadmiar - na stole na którym leżała mistyczka położył małą sakiewkę. - W środku jest "opóźniacz". Nie wyleczy Cię, ale też nie wytępi trucizny. Muszę najpierw stworzyć odtrutkę. Sprowadź go tu, ŻYWEGO...  - zawroty głowy ustąpiły a medyk z pomocą telekinezy poodpinał wszystkie pasy a skalpel zaczął lewitować nad jego prawą dłonią.
- Wesołego polowania, twoje rzeczy są na dole.


Mistyczka szybko zerwała się ze stołu, rozmasowując swoje nadgarstki. Musiało skupić całą swoją wolę nad tym, aby go nie zamordować. Wierząc jego słowom, sama była właśnie umierająca
i medyk był jedyną osobą, która mogła temu zaradzić. Nie ufała mu tak czy inaczej, jednak wolała nie skazywać się na pewniejszą śmierć, niż ta, która groziła jej obecnie. Zgarnęła pozostawioną przez niego sakiewkę, po czym powoli udała się w stronę drzwi.

-Co będzie z nim? - Spytała, wskazując głową Alexiusa.
- To nie twoje zmartwienie prawda?
-Raczej nie. - mistyczka rzuciła medykowi jadowity uśmiech, po czym przeszła przez drzwi. Kątem oka dojrzała, jak Mortis macha jej na pożegnanie.


Schodząc na dół zauważyła wszystkie swoje rzeczy pozostawione na brudnej posadzce budynku. Zgarnęła plecak, łuk i kołczan, po czym jak najprędzej wybiegła z pomieszczenia, kierując się w stronę koszar...

Gracz opuścił wątek
16.12.2018, 23:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony budynek
#3

STRAŻNIK


Nie minęło dużo czasu, a gromada prowadzona przez Mistyczkę dotarła do budynku w którym miał znajdować się Mortis. Cisza jaka towarzyszyła im podczas przemarszu nadawała grobowej atmosfery. Chichi nie mogła być pewna tego, czy medyk dotrzyma swojej części umowy ani tego że cała ta akcja wypali. Ryzykowała życie nie tylko swoje ale także Skygana, Alexiusa i być może dwójki strażników. Choć zaproponowany przez nią gambit był według Welberta dobrym planem, nikt inny nie podzielał jego opinii. Skorpion dość dosadnie wyraził się o tym pomyśle, milcząca Gryzelda zaś cały czas podejrzliwie łypała na łuczniczkę. Nie negowała jednak zdania swojego przełożonego. Gdy Chichi wskazała grupie kryjówkę, odezwał się kapitan.

Teraz chyba pora się rozdzielić, tak? Będziemy czekali tuż przy wejściu. Wchodzimy tam od razu gdy usłyszymy jakieś krzyki czy cokolwiek podejrzanego. Jak tylko dostaniesz swój lek, musisz nas wezwać, rozumiesz?
( ͡° ͜ʖ ͡°)
14.03.2019, 17:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony budynek
#4

Skygan przypatrywał się budynkowi. Z ogonem dałby z łatwością wspiąć się na górne piętra, a potem na dach. Ale plan był inny. Na pytanie Chichi schował sztylet do pochwy na przedramieniu i odpiął dwa z trzech pasów utrzymujących miecz na jego plecach. Zdjął broń podając ją mistyczce.
- Może Ci nie uwierzyć jak będę uzbrojony. Powiedz mu że dałaś mi jakąś truciznę otempiającą czy coś. - popatrzył się na budynek, a potem na kapitana.
- Macie skórzane więzy? Zwiążcie mi ręce tak żebym łatwo mógł się wydostać w razie czego...
- szlag by was trafił... - powiedział sam do siebie.

Kapitan skinął głową i związał dłonie Mistyka. Następnie poinstruował go jak może łatwo się z niego oswobodzić. Chwila ćwiczeń, specyficzny ruch ręką i łatwo dało się wyswobodzić. Warto będzie to zapamiętać na przyszłość.
Jeśli to wszystko, w takim razie do dzieła. – stwierdził dowódca.

~ CO TY ROBISZ?! NIE DAM SIĘ ZABIĆ PRZEZ TWOJĄ GŁUPOTĘ! ~ Ambra znowu dawał o sobie znać. Mistyk nie odpowiedział demonowi.

- Może dla większego realizmu powinnam dać mu chociaż raz w pysk? - rzuciła mistyczka pół żartem - pół serio chwytając za więzy.
Skygan przybliżył głowę bliżej Chichi szykując się na strzał.
- Dostać w mordę od takiej ślicznotki to czysta przyjemność - uśmiechając się chamsko i mówiąc głosem tak ironicznym że bardziej się nie dało.
O dziwo facet nie dostał w mordę, ale pchnięty przez dziewczynę na moment o mało nie stracił równowagi. Starał się udawać tak przyćpanego jak to tylko możliwe. Nieregularny krok, na wpół przymknięte powieki, otępiały wyraz twarzy i luźne ręce. Dla efektu udawał że o mało co się nie wypierdolił na shodach odzyskując równowagę w wydawać by się mogło ostatnim momencie.

Skygan nie widział praktycznie nic w wszechobecnym mroku. A już na pewno nie to czy obaj Valeńscy medycy tutaj byli. Ktoś jednak stał zwrócony na wprost po wejściu na piętro. Głos Mortisa wydawał się obrzydliwy do granic wytrzymałości. Mistyk miał ochotę wydostać się z więzów, skoczyć ku niemu zabierając miecz od Chichii rozciąć go w pół z pomocą wody. Ale musiał trzymać się scenariusza tej szopki. Furia zaczęła się w wzbierać, ALE DALEJ MUSIAŁ SIĘ POWSTRZYMYWAĆ.
~ ZABIJ GO! JUŻ! ~ piekielny pomiot podsycał tylko jego gniew.
~ Jak to się skończy to będziesz błagał żeby Thorn zakończył twoje cierpienia ~ mężczyzna zaczął się zgadzać z demonem. To był zły znak.

Nie spodziewałem się ciebie tak szybko. – Medyk odpowiedział wyraźnie zaskoczony – I masz ze sobą naszego nowego przyjaciela! Muszę przyznać że cię przeceniłem.
- Urodą i słodkim słówkiem łatwo podejść mężczyznę - odpowiedziała mistyczka - A Ty masz swoją część umowy?
Mistyk nie reagował w żaden sposób. Stał wgapiony w jakiś punkt na ścianie za Mortisem.
Oczywiście. Ale zanim ją dostaniesz, musimy się z nim uporać. – Stwierdził medyk, zbliżając się. Położył dłoń na ramieniu Mistyka. Skygan walczył sam z sobą żeby nie stworzyć ogona i nie przypierdolić mu z całej siły prosto w pysk, albo nie zacząć go nim dusić. Skorpion został pchnięty w stronę środka pomieszczenia co ten musiał posłusznie zrobić. Przyjrzawszy mu się przez moment Mortis dopowiedział – Nie wygląda mi na oszołomionego twoją urodą. Ale mniejsza z tym.
- Nie taka była umowa - warknela Chichi, postępując krok w stronę medyka - dostarczyłam Ci go, a Ty daj mi antidotum. Potem możesz się z nim zabawić.
~ NIE JESTEM WASZĄ ZABAWKĄ! WYPUŚĆ MNIE STĄD! ~ Jakby siwowłosy miał własny gniew do powstrzymania to nie byłoby tak źle. Ale druga istota żyjąca w jego umyśle zaczynała być poważnym problemem. Serce zaczynało bić mu szybciej, ale twarz dalej pozostawała bez wyrazu.
Mortis parsknął śmiechem prosto w twarz Mistyczki.
To nie ty tutaj dyktujesz warunki. Dostaniesz swoje antidotum jeśli nie będziesz mi przeszkadzać.
Chichi zagrodziła medykowi droge do Skygana.
- W każdej chwili mogę go zabrać. Jaka mam gwarancję, że w ogóle masz dla mnie to antidotum? Chcę je najpierw zobaczyć, potem możemy rozmawiać.
Nie możesz. – Stwierdził po prostu. Kiedy jednak mówił dalej, przez jego głos przebijała się irytacja. – Ale skoro tak bardzo ci na tym zależy, odtrutka jest na biurku. Tylko się nią nie zachłyśnij.
~ Nie dobrze, bardzo nie dobrze! ~ Skygan mówił do siebie w myślach i próbował delikatnie poluzować więzy tak jak pokazywał mu kapitan żeby od razu je ściągnąć w razie potrzeby. I praktycznie mu się to udało. Jeden ruch dzielił go od wolności.

Na biurku naprawdę leżała fiolka z jakimś płynem. Nie trwało to nawet moment kiedy Chichi zaczęła słabnąć. Ale trafiła jakoś Mortisa. Wytrąciła go z równowagi. Skygan nie zauważył co dokładnie się stało przez na wpół zamknięte powieki, ale powoli zaczynał się zatapiać w chęci do mordowania. To było jak wchodzenie w ocean.
~ ZABIJ GO! ~ Demon znowu krzyczał w głowie człowieka, a teraz znajdował się idealny moment żeby rozpłatać tego medyka na kawałeczki. To chyba pierwszy raz kiedy Skygan i Ambra w czymś się zgadzali - w chęci do zabijania...
18.03.2019, 18:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony budynek
#5

Całość działa się bardzo szybko. Dojście pod budynek, związanie mistyka, wejście po schodach, rozmowa z Mortisem... Mistyczka wiedziała, że tym razem musi dochować danego słowa. A przynajmniej tego, które złożyła Skyganowi i kapitanowi. Gdyby wystawiła ich do wiatru ścigałoby ją całe Valen, a teraz przynajmniej mogła liczyć na ewentualne nagrody w pomocy schwytania medyka. O ile, oczywiście, uda się jej przeżyć.
Po całej wymianie zdań z psychopatą wzrok mistyczki spoczął w końcu na buteleczce leżącej na blacie. Nie miała żadnej pewności, ale cóż... Musiałą ryzykować. W momencie, w którym chciała rzucić zaklęcie poczuła taką samą słabość jak wtedy w skrzydle szpitalnym. Krzyk zamarł jej w gardle, jednak ostatkiem sił udało jej się uderzyć medyka zaklęciem. Zauważyła jak Mortis wpada na ścianę.
Gdyby rzucone zaklęcie pozwoliło jej wyswobodzić się z magii Mortisa krzyknęłaby ponownie, a następnie utrzymała podmuch przed sobą, chcąc zatrzymać maga na miejscu.
4 godzin(y) temu
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna