Atarashii




Opuszczony budynek
#31

STRAŻNIK


idząc spojrzenie Chichi, kapitan spojrzał w strop i głośno westchnął. W przeciwieństwie do jego towarzyszy, ta noc była dla niego tylko początkiem problemów, do tego znacznie trudniejszych i nudniejszych. Zaczynając już od samego przesłuchania przewrotnego Akolity i przekazania żonie Alexiusa informacji o jego śmierci, a kończąc na papierkowej robocie i poszukwaniach zastępców dla zdyskwalifikowanych medyków. Jako ostatni wyszedł z pomieszczenia. Na wypowiedź Gryzeldy machnął po prostu ręką w geście niedowierzania we własną podwładną.

Dobrze, Gareth. – Odezwał się w końcu Welbert. – Straż miejsca jest ci niezwykle wdzięczna za pomoc, et cetera. Musisz wybaczyć brak ogłady, ale ten wieczór był wyjątkowo paskudny dla nas wszystkich. Zresztą, widzisz sam że ręce mamy pełne roboty.

Ciężko było określić czy to co powiedział było żartem. Ton jest głosu był wręcz grobowo poważny. Na zmęczonej twarzy uprzejmy uśmiech mignął zaś tylko przez chwilę. Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad jego słowami, ponieważ ruszył on natychmiast, informując innych o tym zwykłym, krótkim "idziemy". Dało się dość wyraźnie odczuć że miał serdecznie dość tej ruiny i chciał jak najszybciej znaleźć się w swoim łóżku. Gryzelda zaś znów nie dała najemnikowi żadnej odpowiedzi. Po prostu prychnęła, najwyraźniej czując się urażoną i rzuciła łuczniczce spojrzenie wyrażające coś między nienawiścią a pogardą.

Skoro już jesteśmy przy introdukcjach, jestem Welbert. – Strażnik zwrócił się do Garetha chwilę po tym jak rozpoczął marsz. Jego humor zdążył się delikatnie polepszyć. Co ciekawe, przez cały czas kompletnie ignorował to, że jeden z jego kompanów wygląda jak demon i chyba jako jedyna osoba nie wydawał się być przejętym tym faktem. – Swoją drogą, co uzbrojony wojownik mógłby robić o tej porze w tych rejonach Valen? Nawet portowe karczmy są już przecież pozamykane.

//Po swoich postach robicie z/t do koszar.
04.04.2019, 13:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony budynek
#32

Mistyczka z delikatnym uśmiechem przyjęła podane jej przez Garetha wino. Była już w trakcie podnoszenia trunku do ust, gdy nagle jej ręka zatrzymała się, a następnie opadła w dół. Spojrzała z żalem na butelkę wina, uświadamiając sobie, że nie mogła mieć pewności, jak podana jej przez
Mortisa trucizna zareaguje z alkoholem.
Polecenie kapitana było krótkie i jasne, tak więc mistyczka ruszyła od razu, zrównując swój krok z Garethem - jedyną osobą, która wydawała się w miarę normalnej w całej tej nienormalnej paczce. Wyciągnęła w jego stronę dłoń z butelką wina, oddając mu ją

-Dziękuję za propozycję, jednak chyba będę musiała z tym nieco zaczekać. -Uśmiechnęła się z żalem do Garetha, po czym jej spojrzenie padło na kapitana. -Wybacz, proszę, na chwilę.

Chichi zrównała się z kapitanem i zagadnęła do niego cicho, jednak nadal nie mając pewności, czy idący za nimi towarzysze słyszą, co mówi.

-Kapitanie, ma pytanie. Czy po dojściu do budynku straży wypytasz Mortisa o tę truciznę? Udało mi się zdobyć antidotum, jednak nadal nie mam co do niego pewności. Sam pewnie rozumiesz, dość ciężko jest zaufać temu cholernemu medykowi. A wolałabym mieć pewność, zanim jego ciało zgnije w ziemi.

Gracz opuścił wątek
04.04.2019, 15:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony budynek
#33

Skygan popatrzył na Garetha jak na idiotę. O co on był taki oburzony? Ale to co się odpierdoliło potem jeszcze bardziej go zdezorientowało.
~ Co tu się odjebało? ~ nawet Ambra zdawał się nie wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi ~ Czy wszyscy ludzie się do siebie przymilają zaraz po tym jak o mało co nie zgineli?
~ Mnie nie pytaj, bo nie mam pojęcia ~ mistyk odpowiedział demonowi w myślach.

Zamrugał kilka razy oczami i potrząsnął lekko głową patrząc na całą tą szopkę. Ale jak już wszyscy się przedstawiali to dlaczego i on nie miał? Kiedy cała wesoła gromadka ruszyła spojrzał w stronę włócznika, który szedł na przodzie.
- Skygan, i na bogów człowieku jesteś tak wielce oburzony że nazwałem twoją włócznię wykałaczką? - zaśmiał się z lekka. Nie miał zamiaru się więcej odzywać. Chichi podeszła bliżej do kapitana ale mistyk miał na to wyjebane. Już to wszystko zaczęło go gówno obchodzić...

Skorpian zaczął się rozglądać szukając ewentualnych ludzi przed którymi miałby się schować w jakiejś uliczce. Nie miał zamiaru nic mówić bo zaczynał dochodzić do wniosku że już towarzystwo demonów jest lepsze. Ludzie w Azaracie nie byli przynajmniej takimi kretynami. Skygan popatrzył w nocne niebo.  Tęsknił za nimi wszystkimi. Ale przynajmniej ta jedna rzecz była tutaj taka sama jak w domu...

Gracz opuścił wątek
04.04.2019, 16:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony budynek
#34

o nareszcie! W końcu ludzie, którzy nie zachowywali się jak buce! Najpierw dziewczyna, która z jakiegoś powodu odmówiła sobie wina. Dziwne... -Cóż twoja strata! Czerwone wino jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło!-Wziął butelkę, upewnił się, że była szczelnie zabezpieczona i wrzucił ją na oślep to sakwy. Cięzko było zrobić to delikatnie z jedną wolną ręką. Słowa kapitana podniosły go odrobinę na duchu. Widział, że faktycznie grupka czterech ludzi wyglądała na konkretnie zmęczoną. Nie był to jednak problem akolity. Jego problemem był brak szacunku jaki został mu okazany przez piękność, która teraz niosła na ramionach ciało jakiegoś mężczyzny. -Brak ogłady brakiem ogłady! Jedyne czego chciałem się dowiedzieć to imię pańskiej pięknej towarzyszki.-Ponownie rzucił spojrzenie na wysoką kobietę. Co prawda wcześniej strasznie się na nią zeźlił, ale teraz gdy sytuacja okazała się być znacznie bardziej interesująca niż początkowo zakładał! Mówiąc o interesujących przygodach...
Człowiek w czarnym pancerzu miał wyraźne trudności z mówieniem. Z jego ust wydobywało się bulgotanie jakby cały czas się topił. Dziwne... Słowa nieznajomego sprawiły, że na twarzy Tariana zagościł uśmiech. -Owszem! Przecież to piękna broń i nie powinno się jej obrażać! Ja tam wolę z nią nie zadzierać!-Powiedział to zdanie żartobliwym tonem.-W każdym razie przepraszam za moją gwałtowną reakcję. Po prostu pierwszy raz spotykam kogoś takiego jak ty.- Gareth przyglądał się przez chwilę Skyganowi, ale gdy ten spojrzał w niebo stwierdził, że nie ma już nadziei na sensowną rozmowę. Cóż... może nadarzy się jeszcze okazja w bardziej sprzyjających warunkach.
W końcu kapitan poruszył kwestię obecności włócznika i w końcu się przedstawił! Gareth wyciągnął do niego dłoń, co prawda lewą ponieważ prawa była zajęta utrzymywaniem staruszka na ramieniu. -Miło cię poznać Welbercie! Jak rozumiem to ty przewodzisz tą wesołą gromadką! Uwierzysz jeśli ci powiem, że portowe tawerny nie są dla mnie, a ulicami przechadzałem się z nudów. Valen doprawdy stało się jeszcze bardziej ponure od czasu gdy ostatni raz tutaj byłem, więc postanowiłem zobaczyć czy na ulicach nie podzieje się coś wartego uwagi! Mnie bardziej ciekawi co w straży robi mistyk udający demona. No i co to za ciała, które ze sobą taszczycie. Ale najbardziej interesującą mnie rzeczą jest imię jedynej osoby, która jeszcze mi się nie przedstawiła. No dalej pani strażniczko! Daj mi chociaż tyle.-Towarzystwo było czymś co napędzało Garetha. Zwłaszcza, że charaktery każdej z czterech napotkanych osób diametralnie się różniły. Wojownik zawsze uważał, że nie ma człowieka, który nie ma w sobie czegoś specjalnego. Skygan był mistykiem tyle się o nim zdążył dowiedzieć. Reszta zaś nadal była tajemnicą. Jako, że zagadnął do pięknej wojowniczki to tylko ukradniek zobaczył, że Chichi podchodzi do strażnika. Treści tej rozmowy jednak nie usłyszał.

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.04.2019, 18:01 przez Gareth.)









04.04.2019, 16:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony budynek
#35

Uporczywe sprawdzanie niemal każdej jednej dachówki jakiej się dało się opłaciło. Zejście po dachu jak i przekradnięcie się wzdłuż murów uważając na każdy krok poszło bez najmniejszych problemów. Mistyk musiał przyznać że czarna skóra jest świetnym maskowaniem. Dodatkowo nieregularna powierzchnia pancerza w tym pomagała. A w terenach poza miastem? Mógłby polować bez najmniejszych przeszkód.

Brama. Skygan spróbował ją otworzyć siłą własnych mięśni, ale nawet nie drgnęły. Nie zauważył żadnych wajch ani innych urządzeń. Ale może były w wieżyczkach.
~ Zawsze warto spróbować. Ale jakoś muszą się otwierać.[b] - pomyślał rozglądając się po okolicy, wliczając w to budynek koszar upewniając się czy nikogo tam nie ma. Nie było. I nawet lepiej. Straż musiała pomyśleć że demon zwyczajnie nawiał. A co za tym idzie że będzie w mieście. A jedynym ogoniastym, czarnym skurwysynem jakiego znali był mistyk wody.
[b] Spójrz na siebie.
– Odezwał się znajomy już głos. Ambra wyłaniał się z muru wieży, kilka metrów nad Mistykiem. – Boją się ciebie jak potwora, a ukrywasz się zaszczuty jak zwykłe zwierzę. Ale taki jest już twój los, czyż nie?
Skygan zamknięty w pancerzu spojrzał w górę widząc znajomą, zębatą mordę.
~ A Ty się schowałeś we mnie  jak zwykły pasożyt. Życie zaszczutego szczura nie jest aż takie złe. - mistyk odpowiedział ukazując tym samym wodne zębiska.
~ Radzę sobie lepiej wśród twoich niż ty sam. - głos demona był spokojny. Na tyle żeby wkurzyć Skygana. Sam nie widział dlaczego się wściekł, może dlatego że Ambra miał rację. No może nie do końca. Skierował się w stronę wieżyczki żeby ogarnąć możliwe drogi ucieczki. Zaczął się powoli skradać na samą górę.
~ Naprawdę? Jest coś o czymś powinienem wiedzieć? Bo wydawało mi się że jesteś dla nich jak powietrze. ~ Mistyk chyba trafił w punkt bo jego towarzysz przestał się odzywać. No właśnie. Poza Skyganem wszyscy zdawali się nie widzieć Ambry. Możliwe że to tak wygląda opętanie. Ale jeśli faktycznie tak jest. To dlaczego jeszcze nie stracił nad sobą kontroli albo nie zaczął zmieniać się w demona. A nie, zaraz...

Na szczycie znajdowała się wajcha, a jakże. Ale co najlepsze znajdowały się tutaj liny. Nie miał zamiaru otwierać bramy. To byłby kompletny debilizm pozostawiać otwartą bramę. Mistyk przywiązał najdłuższą linę jaką znalazł do jeden z blanek żeby zleźć na dół. Nie zdarzało mu się korzystać z lin więc to co robił było nieco głupie. Najpierw chwycił linę ogonem i owinął ją dookoła wodnej kończyny na tyle żeby stabilnie ją trzymać. Potem zaczął schodzić. Nie była to najprzyjemniejsza rzecz na ziemi. Mistyk miał ciągłe wrażenie jakby woda na rękach miała za chwilę go zdradzić i chciała pozwolić mu spać lub dać się wyślizgnąć sznurowi. Na domiar złego jego znajomy znowu się pojawił.
I to nie ja uciekam z miejsca w którym jeszcze wczoraj pracowałem. – Skontrował, objawiając się na murze. Ambra schylił się i przylgnął do kamiennego muru.
- I tak nie miałem zamiaru tu spędzać więcej czasu niż to potrzebne. I mi nie odpowiedziałeś, i złaź już z tego muru czarny budyniu. Trzeba się gdzieś przespać - Ambra zniknął. Rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając Skygana bez odpowiedzi.

W mieście panowała cisza. Dla mistyka ten brak dźwięku był czymś kompletnie nienaturalnym. W Azaracie, nieważne czy świt, dzień, zmierzch czy środek nocy. Zawsze coś się działo. Zawsze dało się słyszeć czyjeś głosy czy kroki. A tutaj? Tylko delikatny wiatr.

Czarnoskóry demon przeszedł na ugiętych nogach do najbliższego budynku. potem do kolejnego i następnego. Powoli przesuwając się coraz bliżej swojego celu. Budynku w którym Chichi znalazła Mortisa. W drodze Skygan zauważył jakiegoś faceta spacerującego po mieście. Na co Mistyk schowany w ciemności zniżył się prawie do samej ziemi stając na czworaka, otworzył paszczę ukazując zęby i wydał z siebie ciche klikanie. Mężczyzna zaczął się nerwowo rozglądać, a demon na szybko się zamknął. I tak samo jak ryj, zamknął oczy ufając kamuflażowi. Nieszczęsny chłop spierdalał aż się kurzyło.
~ Co się ze mną dzieje? ~ Mistyk zaczął myśleć że traci rozum. Zaczął się już zachowywać demon. Pierdolić spanie, trzeba wiać z miasta zanim dojdzie do czegoś gorszego. Zanim zacznie tutaj siać konkretny rozpierdol. Tylko pozostawał przed nim wybór. Opuszczony budynek znajdował się zaraz obok. Bez większego zastanawiania się ruszył przed siebie a następnie wleciał do środka i zakradł się na górę. Nie było tu nikogo. Tak samo jak w reszcie miasta. Zaczął się rozglądać za czymś pożytecznym. Czymś co mogłoby mu się przydać. Przejrzał stoły, każdy najmniejszy pierdolony kąt. Ale gówno z tego wyszło. Nawet zapisków które mogłyby mu dać wgląd dlaczego Mortis tak bardzo go chciał. Ktoś musiał wszystko stąd podpierdolić. Z lekkim wkurwieniem przekradł się na dół ruszając tym samym w stronę wyjścia z miasta. Nieco inaczej niż w drodze do niedawnej kryjówki Mortisa, Skygan nie napotkał przeszkód. Nie było tu żywej duszy, martwej też nie. W końcu jednak doszedł do bramy. Brak strażników, przejście otwarte.

Demon puścił się biegiem przebiegając przez punkt kontrolny miasta na pełnej kurtyzanie. Nie patrzył się za siebie. Woda w gardle powodowała że niemal każdy oddech brzmiał jak charczenie demona w trakcie ciężkiej walki. Ale to była wolność. Może nie od szaleństwa które możliwe że zaczynało go dopadać. Wolność dla ludzi miasta Valen od demona który się tutaj narodził. Pierdolonego potwora...
- Masz rację Ambra, wybrałem takie życie. Ale jeszcze nie jestem potworem. Jeszcze nie - powiedział do demona który żył w nim. Gdzieś w umyśle Mistyka który jeszcze niedawno mordował demony, a teraz przyglądał się spokojnemu miastu wyglądając jak jedna z tych bezmyślnych bestii czekając na dogodny moment żeby zaatakować. Skygan odwrócił się od miasta żeby ruszyć na południe. Gdzieś gdzie mógłby zaznać spoczynku.


Gracz opuścił wątek
17.05.2019, 16:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony budynek
#36

onstrukcja belek była zbyt solidna, a potwor zbyt zręczny, aby można było go sprowadzić z powrotem na ziemię. Dlatego więc ruszyliśmy za nim w poscig. Karasu obserwował z góry, Hi No So z dachów. Biegnąc za potworem zauważyłem Walberta, który kazal mi gonić bestię. Nie poddawałem się i tym razem Mnich starał się złapać demona za roki i sprowadzić z powrotem na ziemię. Bylem zdeterminowany by to zrobić, zależało mi na tym. A gdy usłyszałem kolejny krzyk, tym razem dziecka, zacisnąłem pieści: - Skurwysyny. - Nie mogliśmy gk zgubić, wiec biegłem za potworem ile sil w nogach. Okami rowniez się dolaczyl. Każdy z moich duchow czul teraz determinację i nienawiść do tego potwora. Każdy.
~~
Więc taki był wybór Arthura. Nie długą zajęło mu dotarcie do najwidoczniej opuszczonego budynku, który jeszcze trochę to popadnie w kompletną ruinę. Po stworze jednak nie było żadnego śladu, Karasu natomiast był pewno że to tutaj się znajduje
~~
A wiec dotarłem. To tutaj najprawdopodobniej zatrzymała się bestia. Walbert kazal gonić skurwysyna o tak zrobiłem, nie mogę się wycofać w połowie. Dlatego w towarzystwie moich duchow poszedlem w stronę budynku mając nadzieję, że tam dorwę bestię.
~~
Cisza w budynku była przytłaczająca. Absolutnie nic, nawet oddech wydawał się dla szamana być nadzwyczaj głośny.

Po kilku krokach mógł już zaważyć że w środku sytuacja była nie lepsza niż na zewnątrz. Jeszcze trochę a budynek zacznie się kompletnie sypać. Na parterze jednak nie było nic szczególnego, tylko fragmenty podgniłego drewna.
Na górnym piętrze natomiast znajdowała się całą masa różnych przyżądów, których przeznaczenia Arthur nie umiał zrozumieć. Nie brakowało tutaj też fiolek, skrzykawek i jak mógł się domyślić - sprzętu medycznego.
W końcu z góry usłyszał dźwięk, naciągania czegoś i długiego oddechu.
- Ty się nie poddajesz, co? - głos tego samego potwora odezwał się nad szamanem. Na belce nośnej, zaraz pod dachem, siedział mierząc z wielkiego łuku prosto w chłopaka.
~~
Cisza ktora otaczała mnie, moje duchy i to miejsce byla stosunkowo przytłaczająca. Gdy zaglebialem się w ciemności budynku, udało mi się zauważyć w jak fatalnej kondycji jest to miejsce. Bede musial uważać, aby ta rudera nie zawaliła mi się na głowę. Na kolejnym zaś piętrze znalazłem jakieś dziwne przyrządy, fiolki i tajemnicze substancje. Wtem poczulem w jak dużym niebezpieczeństwie jestem: - Nigdy.- Po czym zaczelo się. Potwor naciągał juz strzale ktora miala prawdopodobnie przeszyć moje ciało. W miedzy czasie dwojka moich duchow byla gotowa do walki. Hi No So blisko, a wilk czekal w ciemnosciach: - Dlaczego to robicie? Czym tak naprawdę jesteście? - Po czym bylem w każdej chwili gotowy do walki.
~~
Demon opuścił lekko łuk i spojrzał na niego z zainteresowaniem przechylając łeb na bok.
- Ty nie wiesz Kim jestem... Dlaczego działasz z Walbertem? Czemu pomogasz temu demonowi którego goniłem - naciągnął łuk z powrotem i z tym samym charakterystycznym dźwiękiem.
~~
Demon lekko upuścił luk, zgiął głowę i przyglądał się mo z zainteresowaniem: - Nie wiem kim jesteś, dlatego teraz rozmawiamy. Działam z nim Bo jest mistykiem, a wy jesteście demonami. - Tu zrobiłem przerwę, by zastanowić się o czym do cholery mowi ten potwor: - Nie pomagam nikomu, poza tym porywanym dzieciom. Chce dać temu kres. - Presja byla duza, skupienie rowniez. Czulem, ze w każdej chwili mogla się zacząć walka.
~~
Stwór się lekko zaśmiał i przewiesił łuk przez plecy, a strzałe do kołczanu który to Arthur dopiero dostrzegł.
Bestia, którą można by tak nazwać okazała się nie mniej człowiekiem jak sam szaman. Czarna powłoka spłynęła z ciała człowieka ukazując skórzane elementy ubrania i futro przewieszone przez barki i biodro mężczyzny. Wszystko wieńczyła maska którą nosił, przedstawiająca niemal ten sam pysk co "czarna powłoka" osobnika.
- Ty naprawdę nie wiesz co się tu dzieje. No to naprawdę wpakowałeś się w bagno. - głos okazał się nadzwyczaj miły i ciepły, była tu nuta kpiny i rozbawienia. Ale nie było tu już demonicznego głosu z wcześniej.
Zrobił kilka kroków i używając ogona zszedł na ziemię, kilka metrów od chłopaka.
- Wręcz przeciwnie, nie jestem z tymi. Demonami? Nie, to źle słowo. Nieważne. Najbardziej mnie jednak martwi czemu uparłeś się współpracować z Walbertem. Ten kretyn nie ma najmniejszego pojęcia co robi... - mężczyzna skrzyżował ręce na piersi czekając na odpowiedź. A ogon zakończony zagiętym kolcem powoli drapał drewnianą podłogę. Jakby ostrzeżenie żeby pilnować swojej przestrzeni osobistej.
~~
Wszystko powoli zaczelo się robić pogmatwane. Potwor, który miał się okazać demonem, tak naprawdę demonem nie byl. Ba, okazal się tak samo człowiekiem jak ja. Czarna powloka spłynęła z jego ciała, ukazując ciało pokryte pancerzem i futrami. Wszystko wieńczyła maska, którą nosił. Ciepły i mily glos wydawal się dosyć przyjemny: - Wiem wystarczająco dużo, by mieć interes w tym co robie. - Tu zrobiłem przerwę by móc w głowie choc trochę sobie poukladac: - Nawet jeśli to kretyn, to odważny i nie chcacy siedzieć z założonymi rękami. On jako jedyny mogl mi pomóc w tej sprawie. Ty rowniez mozesz skoro coś wiesz. - Hi No So zmaterializowany doslownie obok mnie puscil łańcuch na ziemię, na znak ostrzeżenia, tak jak to zrobił tajemniczy jegomość: - Kim jesteś więc? - Po czym czekałem
~~
Mężczyzna puścił luźno ramiona, po czym chwycił się za kark.
- Niech zgadnę, chcesz pomóc ludziom, prawda? Jesteś szamanem. To w końcu dla was normalne... - nie przestawał patrzeć szamanowi w oczy jakby chciał z nich coś wyczytać. A kolejne słowa Arthura o mało nie wyprowadziły go z równowagi.
- Teraz chcesz mojej pomocy, a wcześniej chciałeś mnie zabić. No no, może macie z Walbertem więcej wspólnego niż mi się wydaje. On też miał gdzieś to co mówiłem... - była w tych słowach trzymana w ryzach wściekłość. Człowiek spojrzał na gest ducha i wysłuchał jego pytania.
- Jeszcze się nie domyślasz? Pytałeś o mnie, nie pamiętasz już mistyka który stracił panowanie nad swoją magią? Mistyka, który zmienił się w demona? - mężczyzna wbił ogon w ziemię i przysiadł na ogonie, opierając ręce na kolanach.
~~
- Tak, jestem Szamanem i tak, mam zamiar pomóc tym ludziom. - Patrzyliśmy na siebie prosto w oczy, nie spuszczając z siebie wzroku. To była istna walka walka na spojrzenie. Jednak coś jednak wyrwało go z równowagi: - Nie chcesz pomagać to nie, błagać Cię nie będę. Jeśli jednak masz choc trochę honoru, pomyśl o tych wszystkich dzieciach, nic więcej. Zresztą dziwi Cię to? Wyskakujesz do nas jako demon, bez żadnego słowa wyjaśnienia. Po krotce, wpierdoliłeś się nam w robotę. Dlatego mając wspolny cel, może nam pójść łatwiej aniżeli jakbysmy pracować osobno. - Dodałem z przekonaniem. Nie miałem zamiaru się kłócić. Przyszedlem tu w konkretnym celu i nie chciałem tracić czasu na pierdolenie: - W takim razie tym bardziej mogłeś zainterweniować wcześniej. A ty się dziwisz, że jesteśmy w takiej sytuacji jak teraz. - Zjebalem go Bo mu się nalezalo. Wkurwił mnie: - Jebać to... - Podsumowałem dając do zrozumienia, że ta klotnia jest zbędna: - Co to za miejsce? - Zapytałem mając nadzieję, że Mistyk zrozumie iż kłótnie nie mają sensu. W tym samym czasie Okami zaczał węszyć po budynku, a Karasu zaczal szukać interesujących przedmiotów, które mogle nieco dac światła na sprawę.
~~
Po wysłuchaniu wszystkiego co miał do powiedzenia szaman, mężczyzna splutł palce dłoni i popatrzył na ducha łowcy i z powrotem na szamana. Ściągnął maskę z twarzy. Arthur mógł zauważyć młodego faceta z siwiejącymi już, długimi włosami. Szarymi podkrążonymi oczami. Nie było w nich wściekłości. Był tam smutek, wygląd złamanego człowieka.
- Nie mam nawet nadzieji że mi uwierzysz w to co Ci powiem... Ale ta walka nie ma najmniejszego sensu. Nie zatrzymamy tego co się już wydarzyło. - mistyk wstał i uważając żeby nie wpaść na wilka Arthura,  rozpalił małą, ręczną latarnię.
- Powstałem z martwych. Demonów nie da się od tak po prostu zabić, możemy je jedynie wygnać. Ale jak mi nie wierzysz... - czarny mag rozpiął swoje odzienie pokazując chłopakowi horror jakim było jego ciało.
Pod przeponą widniała paskudna, ale zaklepiona rana układająca się w niepokojąco wyglądające okręgi. Od pępka do obojczyka ciągnęła się rana jakby mężczyznę ktoś otworzył i miał przeprowadzać na nim operację żywcem. A w miejscu serca skóra była poczerniała jakby została spaczona mrokiem. To po prostu nie wyglądało normalnie.
Mistyk podniósł wzrok z powrotem na Arthura.
~~
Mezczyzna jakby zdziwiony moją wypowiedzią, spoglądał to kolejno na Hi No So, a potem to na mnie aby po jakiejś dłuższej chwili zdjąć maskę i pokazać swoje oblicze. Jego twarz wydawala się smutna, wręcz zmęczona życiem: - Nigdy nie jest za późno, pamiętaj o tym. - słuchałem tego co ma do powiedzenia mistyk, nie wtracajac się zbytnio, jedynie wtedy kiedy jest to konieczne: - Ja pierdole. - Skomentowałem krotko to, co pokazal mi czarny mag. Mimo to jednak widzialem niedawno gorsze widoki, dlatego ten widok nie wydawal się tak bardzo obrzydliwy. Nasz wzrok ponownie się spotkał, jednakże tym razem zacząłem temat sam: - Mówili na Ciebie Skorpion z tego co pamiętam, jednakże nie znam Twojego imienia. - Po przedstawieniu się rownie, to zrobiłem a następnie kontynuuowalem: - Slyszalem o doktorze i o rzezi w koszarach. Jesli bedziesz chcial się komuś pożalić to mi wszystko opowiesz, ale myślę że narazie sa ważniejsze rzeczy. Mów co wiesz na temat tego gówna, tyle mi wystarczy. Jesli boisz się, że wszystko stracone to zostaw to nam, kretynlm takim jak ja i Walbert. - Po czym spojrzałem na niego pełen przekonania, samozaparcia i niepowtrzymanej chęci zakończenia tego pierdolonego syfu.
~~
Mistyk o mało co nie wyskoczył do przodu na szamana.
- Nie słyszałeś co do Ciebie powiedziałem? Tego nie da się zatrzymać. Demonów. Ich się nie da zatrzymać. Ich się nie da zabić... To wszystko nie ma znaczenia... - mężczyzna podszedł bliżej okna, opierając się o okiennice patrzył na ulice miasta handlowego.
- Te wszystkie życia. Prędzej czy później staną się demonami... Mogę pozbyć się kilku, ALE NIE ZMIENIĘ CAŁEGO ŚWIATA! - mężczyzna wrzasnął z powrotem przydziewając demoniczną powłokę i rozwalając pusty stół ogonem na dwie połowy.
- Szukaj tych kultystów pod miastem. Wejście do starych kanałów jest niedaleko wejścia do koszar. Na prawo od wejścia, szukaj metalowej klapy. Potem idź po trupach które zostawiłem, dalej nie wiem gdzie iść
~~
-[b] Słyszałem, ale złożyłem obietnicę. Nic poza tym mnie nie interesuje. A jeśli demonów nie da się zabić, to Walbert je wyegzorcyzmuje.
- zrobiłem przerwe, aby mistyk mogl dodać swoje szlochające trzy grosze, a następnie przemienić się w demonowate coś: - Rozumiem. - Po czym nie pytając o jego dalsze plany pobiegłem w stronę Walberta. Musiałem go znaleźć by przekazać informację. Pójście dalej samotnie może być zbyt niebezpieczne.
~~
Mistyk spojrzał na chłopaka z brakiem jakkolwiek emocji. Ciężko było coś wyczytać z ten nienaturalnego ryja.
- To czego szukasz to nie demon chłopcze. To nie ich wina... - po tym się już nie odezwał, patrząc jedynie na liczne ulice Valen.

Poszukiwania Walberta chwilę trwały i Arthur niczego znałeść nie mógł. Miasto też ucichło, żadnych śladów krwi czy zwłok. Absolutnie nic.
~~
Spojrzalem jedynie na mistyka z lekkim zdziwieniem. Nie tak sobie wyobrażałem tego mistyka. Podsumował dwoma zdaniami o co może chodzić, a potem gapił się w ulice Valen. Czy mu w tym przeszkadzałem? Nie. Mialem ważniejsze plany na głowie. Gdy zaś zaczalem szukać Walberta, nie udało mi się nic znaleźć. Żadnych śladów, krwii czy zwlok. Poprosilem Karasu by zaczal szukać z góry, zaś Okami mial węszyć po zapachu z dołu. Musze go jak najszybciej znaleźć.
~~
Nic. Miasto kompletnie... Ucichło. Jeszcze chwilę temu gonili demona, a teraz nic. Wszystko zdawało się być jakby umrzeć w jednym momencie.
Pomimo swoich rozkazów, duchy Karasu i Kamiego też odczuwały pewien niepokój. I Arthur miał się dowiedzieć dokładnie w momencie kiedy to wilk rzucił się na chłopaka odrzucając go do tyłu. A w jego poprzednie miejsce coś uderzyło z sporą siłą.
Ludzka sylwetka i fragmenty metalu prześwitujące przez szaty.[/b]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.04.2022, 17:54 przez Arthur.)

21.04.2022, 17:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki