Leśna droga
#1

Cytat:

Jeśli kiedykolwiek próbowałeś dociec, gdzie kończy się obszar Grimssdel, a gdzie zaczyna terytorium Valen - nie musisz więcej łamać sobie nad tym głowy. Pokonawszy Równinę pod Valen (mimo mylącej nazwy, wciąż okolicę miasta przy jeziorze) dotrzesz do szerokiej na kilkanaście kilometrów gęstwiny. Tam leśna droga zaprowadzi Cię na drugą stronę i nim się obejrzysz - będziesz już na właściwych Peryferiach Valen.
- "Ilustrowany przewodnik po Północnym Atarashii" autorstwa Gamona Farawaya

Masz, wiadomo, króliki, sarny, jelenie, dziki co zeszły z peryferii - co tam chcesz. A i potworów niewiele! No, chyba, że bliżej jeziora... ale to się rozumie samo przez się, co nie?
- Robert Wieprz, myśliwy z Grimssdel

dech. Cel zlokalizowany. Wydech. Dzik, samotny, prawdopodobnie samiec. Wdech. Odległość od celu - około pięćdziesiąt metrów. Wydech. Przyzwoite warunki, sucho. Wdech. Nie najprostszy strzał, ale bywało gorzej. Wydech. Skrzypnięcie naciąganej cięciwy. Zbyt łatwo.
Wdech. Podmuch wiatru.
- Hm? Podmuch wiatru...?
• ◈ •
- Aha - mruknęła Celty, z uniesioną brwią wpatrując się w konar drzewa. Jej twarz wyrażała po równo irytację i zaciekawienie. To pierwsze - gdyż spudłowała, to drugie - gdyż spudłowała spektakularnie. Ambiwalentne uczucia często towarzyszyły dziewczynie i z tej racji nie były dla niej nowością. Inaczej sprawa miała się jednak z tym, co zaszło kilka minut wcześniej i czego konsekwencje właśnie obserwowała.
Z pękniętej kory wystawała połowa strzały.
Nie należy rozumieć tego przenośnie, nie szło tutaj też o żadną sztuczkę.
Grot i większa część promienia dosłownie weszły w konar jak w worek z piaskiem. Jeśli panienka Vinterström wiedziała cokolwiek o łucznictwie - a, bądźmy szczerzy, wiedziała - to taki wynik nie był tym, czego spodziewała się trafiając w drzewo.
Przede wszystkim zaś nie spodziewała się w nie trafić.
Syknęła, próbując wyciągnąć strzałę. Bezskutecznie. Wyglądało na to, że grot utknął na amen.

- To trzeba po prostu poczuć i zachować w sobie - rzekł dawno temu Veros Vinterström, spostrzegając pełną niedowierzania minę córki. Tamtego dnia Celty po raz pierwszy widziała magię na własne oczy. Wtedy odpowiedź ojca wydawała się jej enigmatyczna, niejasna. Bo jak to - poczuć? Chciała spytać, lecz, jako z natury posłuszne dziecko, dała rodzicielowi spokój.

- To totalnie musiało być to! - pomyślała dziewczyna, uderzając pięścią w otwartą dłoń. Po raz kolejny dotarło niej, jak wiele praktycznej wiedzy otrzymała za młodu. No, może nie do końca "dotarło" - Celty wszak do głupich nie należała i miała pełną świadomość wartości jej wychowania - ale w tym momencie ukuło ją, że nigdy nie będzie w stanie spłacić długu wdzięczności wobec rodziców. To jednak nie miało znaczenia ani teraz, ani prawdopodobnie nigdy indziej, toteż szybko porzuciła ten temat.
Magia. Półprzezroczysty kamień zamknięty w rękojeści łuku.
Łowczyni uklękła na środku polany. Przymknęła powieki, uspokoiła oddech.
Przywołała wspomnienie uczuć, które towarzyszyły jej kilkanaście minut temu. Zapamiętała je doskonale, głównie dlatego, że postarała się to zrobić.
W takim stanie trwała około pół godziny - tyle bowiem zajęło dogłębne zrozumienie części teoretycznej i uspokojenie myśli. Mając to za sobą, Celty powstała, dobyła łuku i oddała strzał.
Nie traciła czasu, co?
To nie tak, że była niecierpliwa. Po prostu znała własne tempo. Tak jak ludzie, którzy naturalnie chodzą szybciej od innych.
Znała własne tempo.
Nagły powiew wiatru rozwiał włosy łowczyni. Gdy tylko dziewczyna wypuściła cięciwę, półprzezroczysta spirala owinęła strzałę, po czym eksplodowała, tworząc perfekcyjny okrąg. Pocisk nie pozostał bierny wobec magicznego wzmocnienia. Jego prędkość przy opuszczaniu łuku była niemal dwukrotnie większa niż zazwyczaj. Oczywiście przeniosło się to również na pokonany dystans. Grot wbił się w drzewo oddalone o blisko osiemdziesiąt metrów - dokładnie tam, gdzie celowała Celty.
- Ławizna.

Godzinę później panienka Vinterström szła już gościńcem, myśląc o wszystkim i o niczym. Nowo nabytą umiejętność przećwiczyła jeszcze kilkanaście razy, za każdym kolejnym uzyskując identyczny wynik. Tym razem jednak, ze względu na zwiększenie dystansu, udało jej się odzyskać wszystkie strzały (gdyż nie wbijały się znowu tak głęboko w głąb pnia). Była względnie zadowolona.

Gracz opuścił wątek
01.07.2019, 16:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna