Dzielnica Handlowa
#1

Cytat:Ulica ta ciągnie się właściwie przez długość całego miasta, od południowej bramy aż po bramę północną. To tutaj rozkładają się wszelkie stragany oferujące żywność, narzędzia, garnki, czy zioła na ból brzucha czy gorączkę. Droga ta jest szeroka, przez co nawet w dni handlowe można tu przejść, a rozmiar miasta sprawia że wcale nie ma tutaj nieludzkich tłumów. Wszelkie stoiska przy tym nie zasłaniają zwykle szyldów sklepów, zakładów usługowych czy też karczem. Klejnotem tej okolicy jest niewielka, zadbana apteka i znajdująca się dalej faktoria handlowa greadhardzkiej gildii. Te dwa zadbane budynki przyciągają wzrok przyjezdnych prawie tak samo jak stojący bardziej na uboczu ratusz.
10.07.2019, 18:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dzielnica Handlowa
#2

STRAŻNIK
Cienie Grimssdel


obieta tylko ukłoniła się słysząc pochwałę Brona. Gdy tylko opuścili jej domostwo dało się usłyszeć trzask zamykanych drzwi oraz dźwięk przekręcanego klucza. Pomimo niedawnego ataku kobieta wolała się upewnić, że zabójca nie przyjdzie i nie dokończy swojej pracy. Wathgurt westchnął lekko widząc to. -Biedni ludzie. Życie w ciągłym strachu o własne życie. Musimy jak najszybciej znaleźć tego mordercę...-Powiedział cicho po czym wyruszył w drogę w kierunku dzielnicy handlowej tego niewielkiego miasta. Droga przebiegała spokojnie, choć Słońce już zaszło, a cienie powoli zamieniły się w ciemność spowijającą wszystko dookoła. Najwyraźniej latarnik również bał się znaleźć na celowniku mordercy, ponieważ latarnie stały pogaszone co dosyć utrudniało sprawne poruszanie się. Na szczęście droga była pusta, zaś Wathgurt zdawał się nie przejmować otaczającą ich ciemnością. Szedł pewnie przed siebie wyraźnie zamyślony. -Zastanawia mnie czy Artur faktycznie powiedział prawdę. Wątpię, żeby komukolwiek opłacało się sprowadzać tego typu fiolki na własną rękę gdy mógł to zrobić przez faktorię. Najlepszą opcją byłoby albo zakupienie ich z faktorii... albo kradzież. Ale nawet jeśli to... nie odpowiada to na pytanie kto je ukradł. I kto tutaj posiada sprzęt zdolny do wytworzenia tak silnego kwasu?- Podrapał się po brodzie w zamyśleniu.
Ich oczom powoli ukazała się skromna dzielnica handlowa miasta. W większości domów panowała ciemność. Jedyne w faktorii, w oknie dało się zobaczyć blade źródło światła wyglądające jak świeca. Paliło się na piętrze budynku.
10.07.2019, 19:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dzielnica Handlowa
#3

Jeśli ktoś okradł faktorię, pan Artur na pewno nie zapomni o tym wspomnieć. – Stwierdził spokojnie kowal idący obok Hamstura. Skyrba musiał przyznać mu rację. W końcu, jak rozumował towarzysz, to by była jego ostatnia linia obrony, jeśli chciałby kryć mordercę. I pierwsza, jeśli faktycznie ktoś by go okradł. Tazar wciąż nie rozumiał dlaczego alchemik mógłby tak bardzo pragnąć uniknięcia konfrontacji z Arturem. Zauważywszy zaś światło, dodał. – Patrzcie, zdaje się że nasz handlarz jeszcze nie śpi. Możemy odwiedzić go już teraz, coby go później nie budzić.
- W takim razie nie każmy mu czekać. - odparł Hamstur. Zdziwiła go reakcja alchemika, lecz starał się nie przejąć nią za bardzo. Wathgurt mógł być zmęczony, co nie dziwiło skrybę zbytnio. On sam jednak był zbyt ciekawy i przejęty śledźtwem. Idąc, zastanawiał się w jaki sposób złapią winowajcę, gdy będą już znać jego tożsamość. Najłatwiejszym sposobem byłoby stworzenie zaklęcia, które mogłoby zamknąć go w jakiejś barierze lub nie pozwolić mu odejść od miejsca, w którym stoi. Coś, co nie powodowałoby niepotrzebnego bólu oraz problemów, jednocześnie pozwalając łatwo zatrzymać kogoś w jednym miejscu. W głowie Hamstura zaczęły pojawiać się zalążki zaklęcia, którego stworzenie mogłoby wypełnić właśnie to zadanie.
Skryba spojrzał ukratkiem na Wathgurt, lecz ten nie wyglądał na zmęczonego. Wręcz przeciwnie. Wydawał się być pełen sił i energii. Alchemik wzruszył lekko ramionami.
-Lepsze to niż próby dobijania się do apteki. W faktorii przynajmniej świeci się światło. Możemy więc ruszać!-Powiedział i ruszył pewnym krokiem w stronę wysokiego, jak na Grimssdel, budynku.
Jeszcze zdążymy wrócić do apteki. – Przypomniał Tazar. – A przy okazji w faktori nabędziemy świece, coby nie pracować w ciemnościach.
Kiedy grupa znalazła się przy drzwiach, Bron zakołotał do drzwi, głośno i solidnie. Jeśli nie było czym, zapukał. W przypadku braku reakcji, ponowił prośbę, aż w końcu sprawdził czy drzwi są zamknięte na klucz. Był w stanie trzeci i ostatni raz dać wyraz swojej niecierpliwości, przy braku reakcji.
Wathgurt westchnął na widok Brona walącego w drzwi. Jednak nie odzywał się ani słowem. Wkrótce ze środka dało się usłyszeć odgłosy stękania i krzątaniny. Niewątpliwie ktoś zmierzał do drzwi choć zeszło na to dobrych parę minut. Ze środka w końcu dobiegł dźwięk dobrze znanego Hamsturowi głosu Artura.
-K-kto t-tam?-Zapytał wyraźnie przestraszony.
Bron, spojrzał znacząco na swoich towarzyszy. Spodziewał się że to oni się odezwą i przedstawią domownikowi. W końcu ich głos i imiona były mu znane. Albo przynajmniej głos. Jeśli jednak nikt go nie wspomógł, odpowiedział Arturowi głosem stanowczym i rozkazującym, jak zwykle.
Detektywi. – Powiedział, chcąc określić ich aktualną profesję w jednym słowie. – Musimy z zamienić z panem kilka słów.
- ]Witam, ponownie - rzekł Hamstur na widok właściciela faktorii. Rozejrzał się, patrząc czy na ulicy nikogo nie ma lub czy nikt ich nie obserwuje po czym powiedział – ]Niestety musimy Pana niepokoić o tak później porze, lecz wypłynęły nowe informacje dotyczące śledztwa i obawiam się, że musimy zadać Panu parę dodatkowych pytań oraz otrzymać pańskie księgi handlowe.
Wathgurt spojrzał na Hamstura, później na Brona i znowu na Hamstura. Odpowiedź Brona spotkała się z kolejnymi wątpliwościami, które szybko rozwiały słowa Akolity. Słysząc jego głos w zamku szybko dało się poznać dźwięk przekręcanego klucza. Wkrótce ich oczom ukazał się Artur, zaś jego wyraz twarzy pokazywał, że nie jest zachwycony obecną sytuacją.
-Czy nie dość już wam pomogłem? Czego znowu chcecie wiedzieć? I na co wam MOJE księgi handlowe?
- Wtedy, jeśli dobrze pamiętam, dokonaliśmy normalnej transakcji, a pytania jakie zadawałem, były zadane w dobrej wierze. - odrzekł spokojnie Hamstur, po czym lekko obniżył głos i kontynuował – Teraz, przychodzimy, ponieważ mamy wystarczające powody by przeszukać pańskie księgi i wymagać odpowiedzi na zadane pytania.
Mina Artura mówiła wszystko. Był zmęczony, senny i poirytowany. Z ciężkim westchnięciem wpuścił trójkę detektywów do środka. –Proszę tutaj zaczekać.- Powiedział, po czym udał się na piętro. Po minucie lub dwóch wrócił taszcząc dwie księgi. –Proszę. Oto księgi rachunkowe z tego roku. Jakie macie panowie pytania? -Najwyraźniej chciał to załatwić jak najszybciej.
- Zajmę się księgami. - rzekł tylko Skryba do Brona, mając nadzieję, że to on zajmie się zadawaniem pytań. Starszemu i bardziej doświadczonemu człowiekowi na pewno łatwiej będzie rozmawiać z pozycji siły niż jemu. Hamstur zabrał się za przeglądanie ksiąg handlowych. Najbardziej interesowały go transakcje z ostatnich miesięcy i spisy towaru. Przeglądając wpisy skupił się głównie na poszukiwaniach rzeczy ze smoczego szkła oraz dostawach od Greathardzkiej Kompanii Handlowej. Zapamiętywał wszyskie liczby i w głowie przeliczał wszelkie ilości kupna i sprzedaży tak, by móc później porównać stan z ksiąg ze stanem faktycznym.
Bron skinął głową. Sam nie miał glowy do liter i nie przepadał za czytankami. Wzrokiem poszukał jakiegoś miejsca do siedzenia z dwoma siedziskami. Tak, aby mógł posadzić tam pana Artura i samego siebie. Skoro już mieli w planach spędzić tu trochę czasu, równie dobrze mogli zrobić to na siedząco. Jeśli znalazł takie miejsce zbliżył się do sprzedawcy i dłonią tam wskazał. W przypadku gdyby nie znalazł żadnych krzeseł ani nic krzesłopodobnego, zapytał najpierw o jakieś miejsce do siedzenia gospodarza.
Proszę usiąść. Bez nerwów, porozmawiamy na spokojnie. – Powiedział. Sam dosiadł się do niego, w miarę możliwości tak by być naprzeciw niego. Jak nie mógł, usiadłby tuż obok. – Widzi pan, natrafiliśmy na bardzo ważną poszlakę, ale do rozszyfrowania jej potrzebna jest nam pańska pomoc. Z racji ostatnich wydarzeń, zapewne pański handel nie rozwija się zbyt dobrze, czy nie mam racji?
W księgach rachunkowych znajdowało się dokładnie to czego można się było spodziewać. Setki, jak nie tysiące cyferek, tabel i spisów. Na szczęście dla Hamstura był to chleb powszedni. Po dłużej chwili Hamstur był w stanie odkryć, że w ciągu ostatnich paru miesięcy tego typu fiolki sprzedano tylko raz. Dzisiaj. Artur natomiast spoglądnął na Brona ze złością w oku. W końcu nakazał mu usiąść na jego własnej posesji. O krzesło było nietrudno. Parę znajdowało się w pomieszczeniu obok wejścia. Wyglądało to jak jakiś pokój pracowniczy. Słysząc pytanie Brona Artur spoglądnął na Wathgruta.-Zdaje się, że już wcześniej odpowiadałem na to pytanie. Tak interesy idą źle. Ciężko się dziwić skoro ludzie boją się wyjść na ulicę, a co dopiero myśleć o interesach. Jeszcze pracownicy coraz rzadziej przychodzą do pracy...
Na wrogie spojrzenie Bron odpowiedział wzrokiem sugerującym że wszelkie nieposłuszeństwo może go rozwścieczyć. Mało kto był na tyle odważny by chcieć rozwścieczyć tak ogromnego i wyraźnie pozbawionego hamulców człowieka. Dopóki jednak Artur współpracował, samozwańczy detektyw starał się być neutralnie do niego nastawiony. Pokiwał głową słysząc odpowiedź. – Czy od czasu pierwszych ataków, a może nawet trochę wcześniej, nie doszło do żadnych kradzieży? Niedokumentowanych sprzedaży? Proszę odpowiedzieć szczerze, ta rozmowa zostanie tajemnicą.
Artur podrapał się po głowie. Widać było, że nad odpowiedzią nawet się nie zastanawiał.
-Ja żadnych lewych interesów nie uprawiam. Jestem uczciwym handlarzem, a fakt, że czasami wołam za swoje towary wysoko to inna sprawa. Co do kradzieży to... owszem. Miała ona miejsce. Jakieś parę miesięcy temu. Przed rozpoczęciem ataków... Ja... nie chciałem o niczym mówić, bo wiecie panowie. Reputacja... jakby ktoś odkrył, że mnie okradają to straciłbym wszelkie zaufanie.
A więc jednak, morderca najprawdopodobniej włamał się do faktorii i ukradł stamtąd sprzęt którego później użył do wytworzenia kwasu. Choć nie wskazywało to drogi do samego poszukiwanego, dawało drugą drogę dotarcia do niego. Wystarczyło że znaleźliby złodzieja.
Proszę mi o niej opowiedzieć więcej. Co zaginęło, w jakich okolicznościach? Czy włamywacz zostawił za sobą jakieś ślady? Byli jacyś świadkowie tego zdarzenia, może pańscy pracownicy którym nakazał pan potem milczeć?
Artur zastanowił się przez chwilę.
-Ten sam zestaw, który został zakupiony przez pana Hamstura... Fiolki ze smoczego szkła.-Na kolejne pytanie zaś pokręcił głową. –Żadnych śladów, nikt nic nie widział. Zupełnie jakby zestaw rozpłynął się w powietrzu...
A więc to tak. W grę wchodziła albo magia, albo ludzie mający wstęp do tego miejsca, więc pracownicy. To drugie było bardziej prawdopodobne, jeśli w miejscach zbrodni nie było ani śladu po włamywaczu. Drzwi zapewne były ryglowane, więc musiał dostawać się... którędy? Oknem? Nie mógł przecież tak po prostu pojawiać się w środku budynku i potem zniknąć. Im dłużej Tazar o tym myslał tym więcej miał pytań i wątpliwości mogących naprowadzić go na potencjalny ślad. Zapisał sobie w pamięci: "Zapytać o klientów."
Były to fiolki, tylko i wyłącznie? Żadnego innego sprzętu alchemicznego? Ile ich zniknęło? – Dopytał się.
Artur ponownie zastanowił się nad pytaniem., po czym rzekł:
-Fiolki... taki dużo fiolek. 15... może 16. No i sprzęt do pobierania próbek kwasu, taki jaki zakupił pana towarzysz.
Usłyszawszy odpowiedź, Bron kontynuował wywiad.
 Ilu pan ma pracowników, czym się zajmują? Czy ktoś z nich otwierał albo zamykał faktorię, czy robi to tylko i wyłącznie pan?
- A pracowników mogłoby się zdawać mam coraz mniej. Dzisiaj do pracy stawiło się dwóch. Markus i Edward. Jeszcze miesiąc temu w tym miejscu aż roiło się od pracowników. Było ich prawie dwudziestu! Oczywiście mieli oni zapasowy klucz. Gdy wszystko prężnie działało pracownik, który opuszczał faktorię jako ostatni zamykał drzwi na klucz. Zmieniali się co tydzień. – padła odpowiedź.
Wathgurt zaś intensywnie myślał nad czymś. Podrapał się po brodzie. I wymruczał.
-Piętnaście lub szesnaście... zważając na to, że z tak silnym kwasem fiolki są dwu, może trzyrazowe i dodając do tego jakieś testy i badania... Zgaduję, że Zabójca będzie miał sprzętu na około trzydzieści próbek kwasu. To dużo... zatrważająco dużo.
 Trzydzieści morderstw, z czego kilka się już odbyło. A każde z nich zaplanowane, wedle wzorca – młoda kobieta, zapewne córka jakiejś znamienitej osoby. A przynajmniej tak mówił Bronowi de Ville. Bron nie znał się specjalnie na głowologii, czy jakkolwiek uczeni nazywali tę popapraną naukę, ale nie potrzebował umysłu magistra by połączyć ze sobą kilka kropek. Morderca, choć wcale nie musiał być miejscowym, bardzo dobrze orientował się w tym kim są mieszczanie tego miasta. Przyjezdny alchemik, nie ważne jakby był dobry w swej sztuce i jakich substancji by nie tworzył, musiał wpierw poznać to miasto. Musiał być w faktorii, przynajmniej raz, dowiedzieć się czy może dostać tu to całe smocze szkło nim je zwędził. Zapytaj o klientów.
Dobrze. Być może jeszcze wrócimy do tego tematu. Teraz co innego mnie trapi. Przed tymi wszystkimi wydarzeniami – Czy ktoś pytał o przybory alchemiczne? Albo czy odwiedzał faktorię jakiś uczony, ktoś kto mógłby znać się na takich rzeczach? – Bron nie spodziewał się tu konkretnych informacji. Trudno było zapamiętać wszystkich ludzi, aczkolwiek ktoś mógł się rzucić w oczy Arturowi. Lub jego sprzedawcom.
Handlarz wzruszył ramionami na to konkretne pytanie.
-Jedyne co mi przychodzi do głowy to pan Warthgurt i pan Hamstur, którzy przyszli dzisiaj. Poza nimi nikt nie pytał o tego typu rzeczy. Zresztą w przeszłości rzadko zdarzało się, żebym osobiście dobijał interesu. Tylko w przypadku większych zamówień.
Chciałbym otrzymać adresy pańskich pracowników. Aktualnych, ale także tych którzy już tu nie pracują. – Odpowiedział na to Bron. – Najlepiej wraz z funkcjami jakie wykonywali.
Artur pokiwał głową i szybko wyszedł z pomieszczenia ponownie zmierzając na piętro.
-Przepiszę ją z moich ksiąg. Zaraz wrócę! -Powiedział wychodząc. Wathgurt spojrzał na Brona. –I co pan myśli? Ja uważam, że jeden z jego pracowników go okradł... ale jaki mógłby mieć motyw? Może uważał, że za mało zarabiał... ale wtedy mordowanie niewinnych ludzi miałoby mało sensu. Chyba, że chce doprowadzić do upadku faktorii...
Wathgurt rżnął głupa. Albo był niespełna rozumu. Kto jak kto, ale osoba parająca się alchemią powinna wiedzieć ile umiejętności potrzeba by wytworzyć truciznę, kwas, czy czegokolwiek używał morderca. To był powód dla którego Tazar nie podążył za dwójką do pokoju w którym dokonano mordu – zwykli ludzie nie znali się na tych sprawach. Szanujący się alchemik nie parałby się tak marną robotą, zwłaszcza biorąc pod uwagę to jakim pracodawcą mógł być sam Artur. Jego praktyki biznesowe doprowadziły do tego że morderca nie został złapany przed rozpoczęciem mordów.
Zbyt szybko wyciągasz takie przypuszczenia. – Odparł Bron. – Wątpię by ktokolwiek z pracowników wiedział jak się obsługuje to całe wasze szkło.
Hamstur zamknął księgi i zaczął przysłuchiwać sie rozmowie. Zdziwiły go komentarze Wathgurta. On ze wszystkich obecnych powinien wiedzieć, że ktoś bez wiedzy alchemicznej nie byłby w stanie przygotować takiego kwasu. Oznaczało to, że albo morderca nie działał sam, albo był kimś, kto posiadał wysokie wyszkolenie w sztuce alchemicznej. Zachowanie alchemika zaczęło bardzo dziwić Skrybę, zaczął więc on przyglądać się ukradkiem mężczyźnie i próbować zrozumieć przyczynę nagłej zmiany w zachowaniu.
I faktycznie. Alchemik zachowywał się inaczej niż wcześniej. Był odrobinę bardziej pobudzony i żywszy. No i wydawał się być bardziej roztargniony. Podrapał się w zakłopotaniu po głowie. -Oczywiście ma pan rację. Miałem na myśli to, że pracownik może współpracować z mordercą. Mógł wykraść, bądź nielegalnie sprzedać potrzebny sprzęt.
Wathgurt miał odrobinę racji w swym roztargnieniu. Pracownik mógł być w zmowie z mordercą, tylko... dlaczego miałby to robić? Bron wątpił w to że sprzedawca czy magazynier mógł dzielić nihilistyczne wizje przestępcy. Trudno było zaakceptować w ogóle wizję tego ze ewentualny nieposłuszny pachołek mógł wiedzieć o skutkach swojej decyzji. Dlaczego zaś nie zaksięgował transakcji? Własna wygoda, wizja dodatkowego zarobku? To mogło wchodzić w grę tylko jeśli Artur oszczędzał sobie także na wynagrodzeniu swych ludzi. Faktycznie, warto było o to ich spytać. W tej chwili jednak głowę Tazara trapił bardziej powód tego roztargnienia u alchemika. Czyżby należało go przycisnąć? Silnoręki nie chciał podejmować nieprzemyślanych decyzji. Postanowił więc przy najbliższej okazji omówić to z Hamsturem... o ile nie zjawi się więcej powodów do przyparcia podejrzanego do muru.
Zakładając taką sytuację, pracownik mógł równie dobrze nie wiedzieć że ma do czynienia z przestępcą. – Stwierdził Bron. – Ale nie ma sensu rozwodzić się nad przypuszczeniami, bo równie dobrze mógł tu wpaść sam Skurwoa'el. Jak na moje powinniśmy odwiedzić aptekę, a jutro przesłuchać pracowników. Chyba że jest coś jeszcze co możemy dziś zrobić.
- Możemy sprawdzić, czy stany magazynowe się zgadzają. - rzekł spokojnie Hamstur – Wiem z ksiąg, ile powinno być na stanie. I możemy sprawdzić ile jest w magazynie. Jeśli ktokolwiek coś ukradł lub sprzedał poza księgami, stany nie powinny się zgadzać
Artur sam przyznał, że zostało skradzione trzydzieści fiolek i trochę innego sprzętu. – Przypomniał Bron.
-  Ach. Macie Panowie rację, przepraszam. Zająłem się księgami i ten fakt musiał umknąć mojej uwadze. - powiedział przepraszająco Hamstur –  W takim razie chyba nie pozostało nam nic więcej co moglibyśmy jeszcze teraz sprawdzić
Płatnerz skinął głową. Swój wzrok przeniósł na wyjście w którym zniknął wcześniej właściciel faktorii. Czekał aż wróci i się niecierpliwił.
To zrozumiałe, trudno jest się skupić na dwóch rzeczach na raz. Gdy Artur wróci z kontaktami, sprawdzimy aptekę. Po drodze opowiem co udało nam się ustalić.
Po paru minutach Artur wrócił niosąc zwinięty papier.
-Tutaj jest lista moich pracowników. Mam nadzieję, że złapią panowie tego mordercę. Naprawdę...

Hamstur wziął papier od właściciela faktorii o przyjrzał się jego zawartości.
Cytat:Regan Rogers -Magazynier
Jerry Fields-Magazynier
Marcus Peters-Magazynier
Sammy Sharp-Magazynier
Syd Willamson-Magazynier
Theo Sheppard-Magazynier
Mica Hughes-Woźnica
Arvil Tickner-Woźnica
Didier Mills-Woźnica
Bradd Hodgson-Sprzedawca
Corcoran Lambert-Sprzedawca
Hugo Hewitt-Sprzedawca
Edward Potter-Sprzedawca
Silas Hammond-Przedstawiciel
Dudley Cooke-Przedstawiciel
Egbert Jenkins-Zarządca magazynu
Jaq Coates-Zarządca magazynu
Loren Booth-Mój zastępca
Tak jak się spodziewał, znajdowała się tam lista nazwisk wraz z ich stanowiskami. Przebiegając po niej wzrokiem, Hamstur zauważył imię Jaq’a, ojca jednej z ofiary. Jak szybko policzył, imion było dziewiętnaście. Podejrzanie blisko liczby możliwych do utworzenia wywarów. To dało skrybie do myślenia, lecz postanowił zaczekać z kolejnymi wnioskami do momentu przebadania próbki.
Wychodząc z faktorii w towarzystwie Brona i Wathgurta, Hamstur skierował swoje kroki w stronę apteki.









15.07.2019, 19:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna