Atarashii



Kanały
#1

Cytat:

od całym Varengardem ciągnie się kompleks naturalnych jaskiń biegnących aż do rzeki Smocza Łza. Podczas budowy miasta, duża część tych grot została poszerzona i wzmocniona kamiennymi blokami tak, by mogła służyć za kanały burzowe, którymi może spływać woda.
Przez lata nieużytku, kanały popadły jednak w zapomnienie i niewielu mieszkańców pamięta jeszcze o ich istnieniu. W większości miejsc spływy wkomponowane są w wybrukowane uliczki lub fundamenty domów sprawiając, że dostęp do jaskiń przy ich pomocy jest niemożliwy. Podobno istnieją jednak dojścia, które służyć miały dla robotników mających sprzątać i utrzymywać kanały, lecz nie zachowały się żadne mapy, wskazujące na dokładne ich lokalizacje.
Obecnie jedynymi, którzy korzystają z podziemnych przejść są lepiej doinformowani przemytnicy, przestępcy oraz wszelkiej maści potworności, jakie lubią zalęgać się w takich miejscach.
28.08.2019, 23:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały
#2

STRAŻNIK


anały zdawały się być dość suche. Jak wiedział Astrad, w ostatnim miesiącu nie padało na tyle, by szerokie korytarze mogły wypełnić się wodą. Co prawda środkiem tunelu, w miejscu gdzie utworzyła się delikatna niecka, płynął wolno strumyk brudnej wody z ulic. Co jednak było dużym ułatwieniem, brzegi tunelu zdawały się być jedynie zawilgotniałe, pozwalając stąpać po korytarzach względnie suchą nogą.
W nozdrza Astrada uderzyły zapachy, które nieodmiennie mogły kojarzyć się z podziemiami. Stęchlizna pomieszana z wilgotnym smrodem ulicznej wody i szczurzych odchodów. Nikła woń rozkładu, degradacji i zawilgotniałego drewna pomieszanego z zimnym zapachem, zroszonego wodą, kamienia.
Muhad, stojąc na skraju wydrążonego tunelu rozejrzał się, po czym wyszedł na kamienne podłoże kanałów. Po chwili patrzenia w mrok, westchnął cicho i odsunął się na bok, by wpuścić stojącego za nim Mędrca. Po chwili jego sylwetka jakby przybladła i stała się delikatnie rozmyta, wtapiając się nieznacznie w ciemność pomieszczenia. Gdyby nie to, że Astrad wiedział, gdzie stoi mężczyzna oraz nie posiadał zdolności widzenia w ciemności, prawdopodobnie przegapiłby ten nieregularny cień, jakim stał się towarzysz.
Tunel, jak przyszło się przekonać Mędrcowi, ciągnął się na od mniej więcej od wschodu na północny zachód. Wytężając wzrok, dało się zobaczyć rozwidlenie, w zachodniej części tuneli, które rozchodziły się na dwie odnogi. Patrząc w drugą stronę, kanał zdawał się niknąć za zakrętem idącym mniej więcej na południowy-wschód.









02.09.2019, 21:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały
#3

omenty takie jak ten sprawiały, że Astrad głęboko żałował, że to właśnie węch był zmysłem, który był u niego wyostrzony ponad ludzkie możliwości. Zazwyczaj cieszył się z tego daru. W końcu większość swojego wolnego czasu spędzał w dziczy, wśród drzew wypełnionych zapachami lasu. Ale teraz... teraz łaził po podmiejskich kanałach w którym zalęgały się szczury, robactwo i cholera wie co jeszcze. I Mędrzec czuł wszystko z przesadną dokładnością.
Pomimo tego nie zatrzymywał się. Mijając Muhada zerknął na niego ukradkiem. Ciekawiły go umiejętności wyznawcy Thorna. Mimo to nadal nie ufał mężczyźnie. Cała ta sytuacja, która obecnie ma miejsce w Varengardzie... to cuchnęło. Cuchnęło bardziej niż kanały w których się znajdowali. Całe szczęście, że dało się w nich poruszać bez maczania się w szlamie, odchodach i innych wspaniałych rzeczach. Lecz w końcu przestał myśleć o tych jakże przyjemnych rzeczach i skupił się na drodze przed nimi.
Ta okazała się być dosyć czysta, metaforycznie mówiąc. Nie napotkali żadnych przeszkód, zaś jedynymi dźwiękami jakie dochodziły do uszu Cienia była woda i piski szczurów, które prawdopodobnie zamieszkiwały to miejsce od wielu, wielu lat. Po chwili Astrad zorientował się, że musi dokonać wyboru w którym kierunku powinien się udać. Stanął przy rozwidleniu i zastanowił się przez chwilę. W końcu postanowił przyjrzeć się podłodze w celu poszukania ewentualnych śladów. Nie miał zamiaru wybierać na chybił trafił.








09.09.2019, 15:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kanały
#4

Jak szybko odkrył Astrad, korytarz prowadzący na prawo, jak i ten na lewo zdawały się być praktyczne takie same. Jedyne co rozróżniało tunele od siebie był kierunek oraz spadek. Tunel lewy był bowiem delikatnie niższy niż tunel prawego.
Wsłuchując się w panującą ciszę, dało się także usłyszeć dziwne, dalekie dźwięki w lewej odnodze.
Węch, jak przyszło zrozumieć Astradowi, na wiele nie przydałby mu się w kanałach - stojące powietrze powoli powoli mieszających się zapachów wody, stęchlizny i innych kanałowych "aromatów" sprawiał, że powietrze zdawało się pachnieć wszędzie tak samo.
Mędrzec zastanawiał się przez chwilę którą drogę wybrać. Wiele by dał, żeby był z nim Malgard i jego słuch. On byłby w stanie ocenić co wydaje te tajemnicze dźwięki. Lekkie westchnięcie wydobyło się z ust Cienia. Musiał zdać się na instynkt. Skierował więc swoje kroki w prawą odnogę. Tą z której nie wydobywały się, żadne dźwięki. Kto wie... może spotka tutaj jakąś kanałową bestię i wyświadczy miastu kolejną przysługę o której nikt nie usłyszy.
Muhad podążał za Astradem bez słów. Ku zdziwieniu Mędrca, na jego ustach widać było lekki uśmieszek, kojarzący się trochę z lekkim zadowoleniem.
Korytarz ciągnął się mniej więcej prosto, niekiedy zakręcając, jakby omijając jakąś niewidoczną, podziemną przeszkodę. Astrad mijał kolejne odnogi korytarzy, w większości zbyt małe, by można było nimi przejść inaczej niż na klęczkach.
Wreszcie po prawie pięciu minutach marszu, oczom Mędrca ukazała się lekka, ledwie widoczna łuna światła tuż na granicy korytarzaw miejscu, gdzie kanał przechodził w większe pomieszczenie.
Astrad zignorował uśmiech towarzysza i dalej podążał wzdłuż odnogi prowadzącej w prawą stronę. Korytarz wił się... w nieskończoność mogłoby się wydawać. Mędrzec był zniecierpliwiony. Cała ta sytuacja wprawiała go w poirytowanie. Co też ten Malgard zrobił najlepszego?
Dostrzegając łunę w oddali Mędrzec zaczął odrobinę zwalniać i uważać na swoje kroki. Mogły się tutaj znajdować pułapki i inne rzeczy, które mogłyby zdradzić jego obecność. Uważnie przyglądał się drodze, która dzieliła go od pomieszczenia.
Muhad, widząc światło, zbliżył się do ściany tak, by stać się najmniej widoczny. Jego błogosławieństwo musiało działać, jako że nawet Astrad, wiedząc gdzie jest mężczyzna, miał trudności w zlokalizowaniu go, gdy tylko ten przystawał.
Zbliżając się do wylotu korytarza, oczom Mędrca ukazało się pomieszczenie, będące złączeniem paru korytarzy. Miało ono kształt mniej więcej prostokąta, z czterema półokrągłymi kanałami wychodzącymi ze ścian na wysokości mniej więcej dwóch metrów oraz jednym większym, biegnącym w poprzek pomieszczenia.
Korytarz, w którym znajdował się Astrad był właśnie jednym z tych półokrągłych, mniejszych kanałów.
Całe pomieszczenie było skąpane w migocącym świetle małego ogniska, które płonęło pod przeciwną ścianą korytarza. Prócz tego, pomieszczenie wydawało się puste.
Nozdrza Mędrca szybko wyczuły zapach ognia oraz kanałów, który zmieszał się w ostrą i nieprzyjemną woń.
Mędrzec skrzywił się lekko widząc jak jego towarzysz dosłownie znika mu z oczu. Wprawiało go to w niepokój... ale również sprawiało, że zachowywał czujność. Nie miał zamiaru ani przez moment ufać temu mężczyźnie.
Pomieszczenie do którego weszli również mało podobało się Astradowi. Ani żywej duszy, nie licząc oczywistej obecności szczurów, robaków i innych istot, które można spotkać w kanałach. Zdjął ze swoich oczu zaklęcie i rozglądnął się ostrożnie w okolicy ogniska.
Ognisko wydzielało nieprzyjemny zapach, który mieszał się z odorem kanałów, tworząc drażniącą nos mieszankę i skutecznie uniemożliwiając użycie zmysłu węchu. Jednak nawet, gdyby Astrad mógł skorzystać ze swoich wyostrzonych zmysłów, nie dałoby mu to za wiele.
W momencie, w którym Mędrzec wyszedł z tunelu i stanął na krawędzi podwyższenia, czyjaś ręka okręciła się wokół kostki Mędrca i pociągnęła go z wielką siłą.
Astrad wylądował w płytkiej wodzie pośrodku kanału uderzając przy tym plecami. Szybkość z jaką znalazł się na podłodze pomieszczenia sprawiła, że powietrze uszło mu z ust. Mroczki na chwilę pojawiły się przed oczami mężczyzny.
Nacisk na kostce Mędrca zniknął nagle, gdy w powietrzu rozległ się świszczący dźwięk ostrza tnącego powietrze i dziwny, nieludzki krzyk który rozległ się tuż po nim.
Spoglądając w kierunku odgłosów walki, oczom Astrada ukazał się Muhad, który co chwila znikając i pojawiając się w drążących od ogniska cieniach walczył z jakąś istotą.
Przeciwnik był dziwny. Mimo podobieństw do ludzkiej postury i fizjonomii, wydawał się to być bardziej jej karykatura lub groteska. Ciało istoty zdawało się być siłą naciągnięte na kości i mieć dziwnie zaburzone proporcje, posiadając nogi i ręce niemal dwukrotnie dłuższe od tułowia. Czarne i puste oczy potwora zajmowały większą część jego twarzy, a na jej resztę zdawały się składać jedynie długie, cienkie kły.
Istota miotała się raz po raz, nagłymi ruchami atakując Muhada przy pomocy swoich długich kończyn zakończonych szponami. Cień wydawał się unikać każdego ciosu, lecz Astrad szybko zauważył, że z każdym kolejnym unikiem, potwór jest coraz bliższy dosięgnięcia jego towarzysza.
Jeżeli była jedna rzecz której Astrad nienawidził ponad wszystko inne to byli to skradająy się przeciwnicy. I nie dlatego, że uważał ich za tchórzy... nie, nie. Zwyczajnie im zazdrościł. Możliwość zakończenia walki jednym sprawnym ciosem z pewnością oszczędzała wielu problemów. Lecz przeciwnik, którego napotkali popełnił błąd. Jeden cios nie wystarczył.

Mimo to mędrzec odczuł uderzenie dosyć dotkliwie. Zabrakło mu tchu, oczy przymroczyło, a sam wojownik był przez chwilę zdezorientowany. Po chwili jednak zaczął rozglądać się i oceniać sytuację.

Czym... lub kim było to coś?! Nigdy w życiu nie widział czegoś podobnego, a walczył z niejednym potworem. Bez wahania dobył topora jednocześnie przyglądając się ruchom bestii, starając się dostrzec jakiś schemat... Był humanoidalny co mogło oznaczać zalążki inteligencjii. A jeżeli to coś było kiedyś człowiekiem to... dreszcz przeszedł po plecach Mędrca. -Muhadzie! Za mnie! Wypatruj dogodnej okazji do zaatakowania!- Krzyknął Astrad i pewnym krokiem ruszył w stronę tej przedziwnej istoty. Jednocześnie przywołał magię cienia chcąc wywołać strach w umyśle tego czegoś. Częściowo, by kupic towarzyszowi czas na wycofanie się i częściowo na to aby ocenić reakcję poczwary. Cholera... rzadko kiedy stał w pierwszej linii. Zazwyczaj to zadanie należało do Malgarda. Przyjął jednak postawę bojową pewnie stając naprzeciw tego dziwnego przeciwnika. W końcu to coś nie miało pojęcia z kim zadarło.
Bestia zatrzymała się nagle, gdy uderzyło w nią zaklęcie Astrada. Na jej groteskowej twarzy pojawiło się zadziwiająco ludzki wyraz konsternacji. Po chwili potwór zmienił pozycję, jakby przywarowując i zawieszając swój korpus nisko nad ziemią.
To dało czas Muhadowi, który zwinnie uciekł poza zasięg pazurów bestii i stanął za Mędrcem, przyjmując gardę.  W jednej ręce trzymał dziwny, egzotycznie wyglądający miecz, a w drugiej sztylet. Mimo, że jego ubrania wydały się być rozcięte w paru miejscach, Astrad nie zauważył u mężczyzny żadnych większych ran.
W tym czasie bestia, która przywarła nisko przy ziemi, zaczęła delikatnie kołysać ciałem na boki, w dziwnym i lekko hipnotyzującym ruchu. Mędrzec, choć nie wiedział, czym jest istota przed nim, bardzo szybko zrozumiał, że przygotowuje się ona do ataku - sądząc po jej długich kończynach i sposobie kołysania, najpewniej zaatakuje wyskakując z przednich łap i próbując dosięgnąć przeciwnika swoimi długimi szponami.
Mędrzec z nieskrywaną fascynacją przyglądał się reakcją tej dziwacznej istoty. Nie było w tym nic dzikiego, nic prymitywnego. Potwór był zdziwiony, a nie spanikowany. I wyraźnie wiedział co było powodem jego nagłego poczucia strachu.
To nie Muhad był teraz jego celem. Stał się nim Astrad. Zastanawiało go czy spowodowała to magia, czy też po prostu potwór widział w nim większe zagrożenie. Nie było to jednak w tym momencie istotne. To co się liczyło to to, że bestia szykowała się do ataku. Najpewniej do skoku. Cień widział to wcześniej u innych potworów i zwierząt. Kusiło go by podjąć walkę w konwencjonalny sposób, ale z tyłu głowy miał przeświadczenie, że rany poniesione tymi szponami mogą być mało przyjemne...
Mimo to chęć walki wzięła w nim górę. Przygotował swój topór przyjmując prostą taktykę. Gdy tylko potwór wykona skok Astrad użyje swojej broni niczym piki. Wystawiając ją przed siebie sprawi, że potwór sam siebie nabije na kolec znajdujący się na końcu oręża. A przynajmniej taki był plan...
Tak jak przewidział Astrad, istota skoczyła w przód, wykonując potężnego susa, wydając przy tym okropny krzyk, kojarzący się jednocześnie z płaczem dziecka i krzykiem torturowanego. Jednak zamiast uderzać w Mistyka bezpośrednio, bestia odbiła się od ściany kanału, wybijając się znacznie wyżej i omijając topór Astrada.
Mężczyzna poczuł impet uderzenia, gdy ręka przeciwnika z niesamowitą siłą wbiła się w jego prawe ramię. Ostre pazury rozorały  zbroję i dosięgnęły miękkiej tkanki skóry, mocno raniąc ramię i bark Mędrca.
Potwór upadł ciężko na podłogę kanału tuż za plecami obu mężczyzn. Muhad, widząc okazję, zaatakował bestię nim ta zdążyła się podnieść, zmuszając ją gradem szybkich ciosów do pozostania na ziemi i dając czas Astradowi, by ten doszedł do siebie.
Zwinność stwora była dla mędrca niemałym zaskoczeniem. Dzikość, wściekłość i pomysłowość bestii wzbudziła jego podziw. Z pewnością nie był bezmyślną kreaturą, która atakowała na oślep. W porządku więc...
Ból nie był niczym nowym. Ani niczym przerażającym. Jedynym zmartwieniem Cienia był fakt, że to może być paskudnie gojąca się rana. No i fakt, że to było prawe ramię mogło powodować dyskomfort.
Widząc jak Muhad przygważdża bestię do ziemii Astrad postanowił zaryzykować atak znad głowy. Dosyć szaleńczy manewr, ale mimo to szkoda byłoby nie skorzystać z okazji gdy oponent jest w tym momencie zajęty. Jednocześnie przywołał magię cienia sprawiając, że ostrze topora pokryło się mroczną poświatą. Bestia zirytowała go... pora odpłacić pięknym za nadobne.
Bestia unikała kolejnych uderzeń Muhada, całkowicie skupiona na mężczyźnie. Nagły, potężny cios, który wyprowadził Astrad był więc dla niej całkowitym zaskoczeniem. Stwór był jednak szybki i piekielnie zwinny. Uderzenie, zamiast dosięgnąć głowy bestii, spadło na jej bark. Rozległ się dźwięk łamanych kości, rozcinanego ciała i rwanej skóry, którym towarzyszył przeciągły krzyk potwora. Krzyk, który brzmiał niczym rozpaczliwy krzyk dziecka. W nozdrza Mędrca uderzył smród krwi i ciała na granicy rozkładu.
Jednak gdy Astrad spojrzał na bestię, nie zobaczył już w niej potwora. Zamiast tego widział niegroźne stworzenie. Bezbronne, przestraszone i zranione, które uciekło w kąt pomieszczenia, atakowane gradem ciosów przez Muhada. Mężczyzna bez wytchnienia, z zimną wściekłością, raz po raz uderzał mieczem i wyglądało na to, że tylko niezwykłe szczęście pozwala, by bestia unikała jego ciosów w ostatniej chwili, zasłaniając się jedyną ocalałą ręką.
Głowa czy nie... taki cios niemalże zapewniał zwycięstwo. Soczyste uderzenie topora wydało z siebie satysfakcjonujący dźwięk. Krzyk który dotarł do jego uszu sprawił, że dziękował sobie w duchu za brak czułego słuchu, a zapach... cóż nie był dla Astrada niczym nowym.
Widząc jak stworzenie wycofuje się do kąta mędrzec zmarszczył brwi. Rozpacz z jaką to coś się broniło... -Przestań! Przynajmniej na razie Muhadzie! -Powiedział stanowczym tonem. Spojrzał na dziwną istotę. Topór nadal trzymał w pogotowiu. -Czy mnie rozumiesz?-Zapytał niepewnie, choć głośno. To stworzenie było czymś, czego nigdy do tej pory nie spotkał.
Mędrzec zignorował Muhada i nadal przyglądał się bestii z uwagą. Zaskakująco ludzkie reakcje i działania. Czyli... to coś albo jest bardzo blisko spokrewnione z ludźmi, albo po prostu BYŁO człowiekiem. Mimo wszystko ciekawość nie mogła wziąć góry nad zdrowym rozsądkiem. -Ani kroku dalej. Widzę, że mnie rozumiesz, dlatego ostrzegam Cię, że nie zawaham się zakończyć twojego życia. Czy mnie rozumiesz? - Zapytał ponownie. Bestia przekrzywiła głowę z zaciekawieniem. Niepewnie, jakby z wahaniem postąpiła kolejny krok do przodu.
Astrad westchnął głośno i bez wahania zaatakował bestię wykonując poprzeczne cięcie na wysokości pasa bestii. Szybkim krokiem naprzód skrócił dystans pomiędzy nim a stworem. Nie miał zamiaru pozwalać na testowanie swojej cierpliwości.
Pierwsze myśli o ataku bestii zdawały się nagle niemal przerażające.
Zabić niewinną istotę.
Tylko potwór mógłby poważyć się na coś takiego.
Przekonanie Astrada było jednak silniejsze. Gdy wykonał pierwszy krok w stronę bestii, te dziwne myśli, które nagle wydały się nie należeć do niego, zniknęły.
Przed Mędrcem nie widniała już postać niewinnego, zagubionego stworzenia, a bestia. Potwór o długich kłach, pustych ślepiach pełnych rządzy mordu i niewysłowionej nienawiści do wszystkiego co żyje.
Istota dopiero zaczynała uświadamiać sobie sytuację. Kolejny krok Astrada sprawił, że bestia rzuciła się w tył, w nienaturalnym i dziwnym skoku chcąc uciec od przeciwnika.
Było już jednak za późno.  Ruch przeciwnika tylko pogorszył sytuację. Ciecie z głośnym chlaśnięciem przeszło przez szyję bestii, odcinając jej głowę i zakańczając męki stworzenia.
Mędrzec odetchnął głęboko. Tak jakby wcześniej coś sprawiało mu trudności z tą jakże prostą czynnością. Pokręcił lekko głową jakby próbując otrząsnąć się z tego dziwnego uczucia. Jakby przechodziło mu upojenie alkoholowe... albo halucynacje spowodowane narkotykami. Widok głowy spadającej z karku bestii wprawił, że Astrad poczuł niesamowitą ulgę.
-Co... to do cholery było. Nigdy w życiu nie spotkałem się z czymś takim, a bestiach z tych okolic to akurat wiem niemało...-Potarł dłonią skronie jakby chcąc się pozbyć resztek dyskomfortu.
Następnie podszedł do zwłok potwora chcąc się mu przyjrzeć z bliska. Cokolwiek sprawiło, że widział w nim niewinne i bezbronne stworzenie musiało być niesamowicie silne. Gdy już podszedł do truchła użył przy okazji zaklęcia aby choć odrobinę zregenerować ranny bark. Cholerstwo wbiło się dosyć głęboko...
Muhad odetchnął głośno, gdy bestia padła martwa i schował swoją broń.
-  Widziałem już wcześniej podobną istotę, choć z tego co wiem, są niezwykle rzadkie. Te abominacje można spotkać głównie w podziemnych ruinach i rzadko użytkowanych kanałach. Moi ludzie spotkali je parę razy. Oni zwą je po prostu "Podziemnymi Wstrętami". Zwykle jednak staraliśmy się omijać ten typ potworów. - odparł Muhad. Po dłuższej chwili milczenia i przyglądania się potworowi, kontynuował -  Spotkałem kiedyś maga, który próbował studiować te stworzenia. Według jego słów, nazywają się "Vidbjodur". Ich rasa powstała ponoć, jako nieudany eksperyment magiczny.
Mimo że potwór umarł niedawno, jego ciało już zaczynało gnić. Skóra w wielu miejscach pękła, odsłaniając ohydnie zdeformowane wewnętrzne narządy, które zaczęły rozpływać się powoli w dziwną czarną papkę. Całość wydzielała przy tym zapach tak okropny i niesamowicie odstręczajacy, ze Astrad nie był w stanie podejść do truchła na bliżej niż dwa metry.
Mędrzec wsłuchiwał się w słowa Muhada z zainteresowaniem. Podziemne Wstręty to prosta, choć dosyć celna nazwa. Drobny grymas pojawił się na jego, zazwyczaj niewzruszonej, twarzy. Grymas ten spowodowany był widokiem truchła rozkładającego się w zastraszającym tempie. A gdy do tego doszedł zapach... -Ruszajmy stąd. Już. Powiedział tylko.
Zanim jednak ruszył dalej postanowił zrobić jedną prostą rzecz. Zorientować się co do miejsca z którego przyszedł, żeby oznaczyć odnogę kanałów, którą już znał i z której skorzystał. Mogło się okazać, że te kanały to cholerny labirynt.

Dopiero wtedy spostrzegł krew znajdującą się na zbroi i przypomniał sobie o ranie zadanej mu przez potwora. -Kurwa!- Zaklął siarczyście. To, że go to przesadnie nie bolało nie oznaczało, że... -Muhadzie... czy wiesz cokolwiek o pierwszej pomocy?
Muhad bez słowa podszedł do Astrada i spojrzał na ranę, lekko odchylając zbroję w miejscu rany. Po chwili, skrzywił się i wyjął jakiejś ukrytej kieszeni kawałek ciemnego materiału i obwiązał nim ramię Mędrca.
-  To nic poważnego. Uderzenie raczej nie uszkodziło mięśni i kości  - odparł Muhad wzruszając ramionami- Przeżyjesz. Blizny są ozdobą wojownika i świadectwem jego walki
Oznaczenie tunelu nie stanowiło dla Astrada najmniejszego problemu, lecz nim Mędrzec zdążył oznaczyć wejście, coś innego przyciągnęło jego uwagę. W rogu komory, z daleka od światła ogniska, leżały dwa ciała w podartych długich szatach. Brzuch jednego z nich zdawał się być rozerwany i nawet z tej odległości widać było, że część jego narządów wewnętrznych została wyjedzona.
Badając ciała, Astrad prawie dwukrotnie musiał odsuwać się by nie zwymiotować od zapachów, jakie wydobywały się z ciał. Swąd kloaki, uryny, krwi zdawał się być jedynie bardziej spotęgowany przez zapachy kanałów. Mimo to, po dłuższej chwili Mędrzec wiedział już dużo więcej.
Oba ciała ubrane były w dziwne, długie szaty z ukrytą od wewnątrz podszewką i kolczugą. Oba ciała posiadały także dziwne wisiorki wykonane ze srebra, które przedstawiały miecze z rękojeścią przypominającą dziwną wariację symbolu Ilhezin.
Rany na ciałach mówiły jednoznacznie - ci ludzie zostali z całą pewnością zaskoczeni i zabici przez bestię nim zdążyli się obronić.
Ciężkie westchnięcie było jedyną rzeczą na jaką mógł sobie w tym momencie pozwolić mędrzec. Inaczej nie dało się opisać zaistniałej sytuacji. Ludzie nigdy się nie zmienią. Zawsze będą się pchali w najniebezpieczniejsze miejsca z przeświadczeniem, że nic im się nie stanie, albo co jeszcze zabawniejsze, że przecież "ich bogini ma ich w opiece!" Wstał z lekkim westchnieniem. -Jesteśmy na dobrym tropie. Skoro są ciała Ilhenistów to i miejsce do którego zmierzali jest po drodze. Dalej. Nie zwlekajmy. To miejsce cuchnie...
Wrócił do wcześniej przerwanego oznaczania wyjścia i stanął rozglądając się po pomieszczeniu. Kolejna ścieżka... Stanął chwilę w ciszy nasłuchując. Co prawda jego słuch w porównaniu do Malgarda był wręcz śmieszny, ale zawsze istniała szansa, że uda mu się coś dosłyszeć. Po dłuższej chwili zwrócił się również do Muhada. -Jak myślisz? Którędy powinniśmy się udać?
Muhad wskazał na ognisko.
- Ogień najpewniej był ich. W momencie ataku potwora rzucili się do ucieczki. Biorąc pod uwagę kierunek, najpewniej musimy iść wschodnim korytarzem. W chwilach strachu ludzie zwykle uciekają w strony, które znają. Oczywiście jeśli jest to możliwe.  - mężczyzna zmrużył oczy, po czym dodał -  Zresztą wschodni korytarz wygląda jakby był częściej używany.
Astrad nie słyszał nic nowego. Żadnych nowych dźwięków czy niespodziewanych przerwań w dźwiękach otoczenia.
Mędrzec skinął głową i ruszył w kierunku wschodniego korytarza. -Cholerni idioci. Po co używają kanałów, których nikt nie odwiedzał od lat. Przecież to logiczne, że zaroi się w nich od jakiegoś paskudztwa. Ale też... ciężko wymagać zbyt dużej inteligencji od osób, które całe swoje życie poświęciły religii.
Miło było z kimś współpracować. Nawet jeżeli Muhadowi za grosz nie ufał. Wiedział, że tamten był wyznawcą Thorna, a to wystarczało, by wzbudzić w Astradzie odrazę. Cóż... na razie ich współpraca szła dobrze, ale Cień nie wróżył jej świetlanej przyszłości.
Muhad wzruszył ramionami i odparł tonem przypominającym tłumaczenie dziecku oczywistości świata:
- Niezauważone poruszanie sie po mieście ma swoje plusy. Zresztą jak widać, kanały łączą nie tylko ulice, ale też domy. Zresztą Ilheniści nie posiadają błogosławieństwa Thorna, więc ciemność ich odrzuca. Muszą więc korzystać z mniej bezpiecznych sposobów.

Wschodni korytarz zdawał się wyglądać tak samo jak północny, południowy i zachodni. Jedyną różnicą pomiędzy odnogami była ilość smrodu, jaką wyczuwał Astrad. Na szczęście w tej odnodze zapach zdawał się być ledwie zauważalnie mniejszy.
Idąc kanałami, dwójka mężczyzn mijała kolejne odnogi, zbyt małe by można było w nie wejść inaczej niż czołgając się. Wiele z możliwych korytarzy było także zamurowanych lub zawalonych.
Po drodze Mędrzec coraz częściej zauważał ślady bytności ludzi w tym tunelu. To odsunięty na bok gruz, to połamane deski ułożone tak, by można było przejść suchą nogą na drugą stronę skrzyżowań.
Wreszcie, po niemal dziesięciu minutach forsownego marszu, Astrad dotarł przed kolejne rozwidlenie. Oba korytarze szły mniej więcej w kierunku wschodnim, lecz każdy z nich był lekko odchylony. Jeden prowadził bardziej na północ, drugi zaś bardziej na południe.
Sieć korytarzy, którymi okazały się być kanały znajdujące się pod Varengardem była niezwykle rozległa. Ogólnie Astradowi nie przeszkadzałoby błądzenie po tych opuszczonych ścieżkach. Nie było tu ludzi, panowała tutaj cisza... ale jednak był jeden zasadniczy problem. Smród. Atakujący ze wszystkich stron, przeszkadzający w skupieniu się i koncentracji. Gdyby Mędrzec powiedział, że jest w stanie się od niego odciąć to by kłamał. Każda sekunda spędzona w tych podziemiach wkurwiała go coraz bardziej. Normalnie nie obchodziłby go ton głosu Muhada, ale w tym momencie miał ochotę uderzyć wyznawcę Thorna w twarz. Za ton głosu, za samo przywołanie imienia upadłego bóstwa i ogólnie za całokształt. Powstrzymał się jednak, zamiast tego przyglądając się stanowi w jakim znajdował się wschodni tunel.
Ktoś bardzo się natrudził, żeby upewnić się, że tunel jest zdatny do użytku. Ciekawe... Prowizoryczne mosty, odgruzowane ścieżki. Ilheniści nie próżnowali. Jak długo tutaj byli? Pytania na które przyjdzie czas później. W tym momencie Astrad dotarł do kolejnego rozwidlenia. Już miał dość tych śmierdzących labiryntów! Miał dość zagadek i zastanawiania się. Przyglądnął się obydwu odnogom. Jeżeli tylko jedna z nich była tak uprzątnięta jak tak którą właśnie podróżował to wybrał właśnie ją. W przeciwnym wypadku obrał tę z której mniej cuchnęło. Gdziekolwiek miał się udać... chciał, żeby panował tam jak najmniejszy smród.
Szybko okazało się, że Mędrzec się nie mylił. Mimo, że oba tunele zdawały się być zagracone, po dokładnych oględzinach okazało się, że ten prowadzący na północ jest zaśmiecony jedynie na pokaz. Kawałki drewna, śmieci i inne przeszkody zostały w nim ułożone tak, by na pierwszy rzut oka powodować złudzenie chaotycznego i nienaruszonego tunelu, lecz wprawne oko Astrada wychwyciło wzór w ułożeniu, który mógł być ułożony jedynie przez człowieka.
Jak się okazało, korytarz nie prowadził dużo dalej. Mniej więcej cztery tuziny kroków dalej, za dwoma załomami dwójka mężczyzn na trafiła na dziurę w ścianie kanału. Wydawała się wyglądać niemal tak, ta, którą wszedł tu Astrad.
Do nozdrzy Mędrca dotarła wątła woń świeżego powietrza, kuchennych zapachów, oliwionego drewna oraz zapach ognia. W mieszance był jednak jeszcze jeden zapach - ludzki pot. To mogło zaś oznaczać jedynie, że niezwykle blisko nich musiał znajdować się człowiek lub grupa ludzi.
Rozrzedzający się zapach szczyn, gówna i zgnilizny był dla Astrada zbawienny. Co prawda nie poprawił mu zbytnio nastroju, ale zapobiegał jego pogorszeniu. W miarę jak zapachy powoli zmieniały się z ohydnych w raczej przyjemne Mędrzec zwolnił kroku. Powoli zbliżali się do bazy Ilhenistów, a przynajmniej tak zakładał Astrad. -Ludzie, przed nami.-Wyszeptał w kierunku Muhada. Cień wątpił, by zostali przyjęci z otwartymi ramionami. Nie bez powodu znajdowali się w kanałach. Nie chcieli zostać znalezieni. Erwood nigdy nie był wybitny w skradaniu się, ale mimo to starał się stawiać swoje kroki ostrożnie i powoli. Lepiej zaskoczyć niż być zaskoczonym. Nie był pewny czego się spodziewać, więc spodziewał się wszystkiego. Od radosnego obozowiska z ogniskiem do bazy wojskowej wypełnionej inkwizytorami. Cholera wiedziała tych religijnych fanatyków...
Muhad jedynie kiwnął głową. W jego ręce pojawił się nagle sztylet o ostrzu umoczonym w jakimś dziwnym płynie, który sprawiał, że metal zdawał się być niemal matowy. Nozdrza Astrada szybko wyłowiły w płynie zapachy sadzy, oleju do konserwacji broni i jakiś dziwnych składników.
Skradając się przez sztucznie wytworzony wyłom w ścianie kanału, zapach ognia i  drewna coraz silniej zastępował smórd kanałów. Szybko jednak do ferii zapachów dołączył także zapach palonego mięsa, krwi i, z jakiegoś dziwnego powodu, czegoś przywodzącego Mędrcowi na myśl placek jabłkowy.
Przeciwników bardziej wyczuł niż zobaczył. Nim doszedł do załomu zakręcającego w prawo, w jego nozdrza mocno uderzyła woń potu, skóry ludzi i odzienia. Osoba lub być może dwie, stały nie dalej niż dwa metry za załomem.
Mędrzec spojrzał krzywo na sztylet znajdujący się w rękach Muhada. Trucizna... Wzruszył lekko ramionami. Cokolwiek dawało im przewagę. Cudowne zapachy, które docierały do jego nozdrzy sprawiały, że usta wypełniły mu się śliną. Zwłaszcza, że kontrastowało to z "wspaniałą" wonią kanałów.
Mimo tych rozproszeń mędrzec starał się zachować skupienie. Ktoś znajdował się przed nimi. Za wcześnie by nazywać go przeciwnikiem lub przyjacielem. Nie chciał niepotrzebnie alarmować obozu odgłosami walki... Spojrzał na Muhada i wskazał na załom. Następnie uniósł w górę dwa palce i bezdźwięcznie zaczął ruszać ustami. "Bez zabijania" to była wiadomość, którą chciał wysłać.
Przypomniał sobie o dwóch trupach znalezionych wcześniej. Dało się to wykorzystać. Popatrzył na ziemię szukając czegoś na czym można było się potknąć... Zrobił to. Nawet nie starał się być cicho. Pora zacząć przedstawienie.
Wypadając zza roku, oczom Astrada ukazał się koniec korytarza niecałe trzy metry od niego i znajdująca sie tam dwójka kultystów. Oboje zdawali się być spięci i widać było, że na coś wyczekują, wpatrując się w górę i drabinę, która musiała być wyjściem z kanałów.
Na dźwięk wchodzącego Astrada odwrócili się i spojrzeli na niego. Po chwili dziwnej konsternacji, jeden z kultystów szybkim ruchem sięgnął po nóż i rzucił nim w stronę Mędrca z okrzykiem. Sztylet przeleciał daleko od celu, uderzając w ścianę po prawej i upadając na ziemię. Drugi z kultystów rzucił się w stronę mężczyzny z dużą prędkością i niemal od razu znalazł się tuż przy Astradzie. Nim jednak zdążył zaatakować, Muhad płynnym ruchem wyskoczył zza rogu i wykorzystując pęd przeciwnika, wykonał piruet połączony z rzutem. Nim Mędrzec zdołał zareagować, przeciwnik leżał nieprzytomny , z twarzą rozpłaszczoną na kamiennej ścianie korytarza.
Astrad został sam naprzeciw kultysty. ten zdążył wyciągnąć zza pasa krótką pałkę, przygotowując się do rzucenia w stronę intruzów.


-13many za zaklęcia








29.02.2020, 21:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki