Atarashii



Oberża u Verasma
#1

Cytat:
Oberża była zbudowana niezajmująco, z przodu wyglądała jak bandera a z tyłu jak świątynia, po prostu była jak stodoła. Strzechę miała wysoką, zrobioną ze słomy. Na wierzchu miała rezolutnie zrobione ornamentyki. W środku austeria była podzielona jak w gmachu szkolnym, jedna transza była zrobiona dla pań i panów podróżnych. W drugim segmencie było bezbrzeżne pomieszczenie, w którym przy każdej ścianie tkwiły bezkresne drewniane ławy i stoliki. Tę gospodę prowadził ciemnoskóry jegomość o harmonijnym imieniu - Verasm. Niemożebnie dobrze grał na cymbałach i też nad wyraz dobrze śpiewał.
19.09.2019, 20:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oberża u Verasma
#2

zaman rozindyczony zaistniałą koniunkturą powłóczył nogami do ryneczku. Pojawił się, a jego trzeszczom zarysowały się abstrakcyjnie i pragmatycznie węzłowy segment Dravnul. Niebagatelny dystrykt, wyłożony heksaedrem brukowym, sprawiał wrażenie kunsztownego swą siermiężnością. Znachor przyuważył zmysłem wzroku szereg interesów, w tym jednej z nieszablonowej austerii. Zatoczył krąg w samym punkcie centralnym rynku, na około relatywnie niepoślednich wodotrysków, które nie funkcjonowały kompetentnie.

Cała eksperiencja była w miarę sielankowa i frapująca, a zaklinacz mógł w końcu pooglądać coś prosto spod igły. Wszystek incydent z wilkiem morskim i Torvalem uderzająco go strudził. Podług czarownika ulokowanie to zobowiązane być stentorowe, rozjarzone i nieprzerwanie zamieszkane, a jest bezgłośne i pustynne. Przechodnie stanowiły tutaj incydentalność, częściej jest możliwe zetknąć się z bytem astralnym. Typową tego implikacją jest kazus, że zastane tutaj punkty handlowe azaliż zajazdy zalatują stęchlizną puchy. Strefa ta jest centrum Dravnul i najwierniej scedowała kompleksje tej brukowej dżungli — jest zduszone, mizantropijne i frasobliwe. Czyniło to zadość wymogom finezyjnie werterowskiego Sejkiego.

Jego baczenie przygwoździła Oberża u Veramsa, o której w dalszym ciągu nic nie wiedział, choć parę razy zdarzyło mu się przeleźć o miedzę. Orzekł, ażeby w końcu zabawić w gościach zagadkowy gmach. Przypuszczalnie wskutek tego, iż przed chwilą miał antypatyczną empirię z okrętem i to go tu doprowadziło. Rozpostarł wielkogabarytowe dębowe drzwi i przekroczył próg gospody. Przycupnął na siedzeniu w sąsiedztwie od lady i Verasma. Umizgnął się o grzańca sterany tą peregrynacją. Reflektował na chwilę odprężyć się, jak Bóg da kogoś poznać, ewentualnie uświadczyć jakiegoś posłannictwa. Był zaintrygowany azaliż coś może mieć miejsce w tej frasobliwie zaryglowywanej osadzie.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2019, 21:53 przez Sejki.)

19.09.2019, 21:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oberża u Verasma
#3

STRAŻNIK


nętrze obreży nie malowało się specjalnie przyjaźnie. Atmosfera, podobnie jak w znajdującym się daleko porcie jak i ulicami zaraz za ścianą była raczej grobowa. Ludzie powoli zapijali swe smutne życie, rozmawiając przyciszonymi głosami. Zanim szaman tu wkroczył, być może, było tu zupełnie inaczej. Nie było mu tego doświadczyć, albowiem gdy tylko Sei otworzył drzwi przybytku, stał się celem spojrzeń właściwie wszystkich. Jeśli toczyły się tu jakieś rozmowy – urwały się natychmiast. Sporą rolę musiał odgrywać tutaj wygląd przybysza. Odstawał on od przyjętych standardów i, co tu dużo mówić, budził pewien rodzaj strachu tak dobrze znanego mieszkańcom wyspy. Ciężar cudzych oczu pozostawał na gościu nawet po zamknięciu drzwi i zamówieniu trunku. Klienci wpatrywali się w niego jak we wroga.

W końcu drobna kobieta zjawiła się przy szamanie, właściwie nie wiadomo skąd. Nie miał okazji zauważyć nawet jak przekradła się za jego plecy i odezwała się cicho.
Pan jest szaman, prawda? – Zapytała. – Potrzebuję pana pomocy. Zanim powieszą mojego syna.
02.10.2019, 01:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Oberża u Verasma
#4

ejki poczuł się kuriozalnie, kiedy po jego wejściu kto żyw pogrążył się w milczeniu i zainaugurował gapienie się na niego jak sroga w gnat… ewentualnie jak w ciemięzcę. Odnalazł wzrokiem gołębicę, subtelnie wprawiając go w osłupienie, iż ktoś tu czegoś od niego tuszył. Zwrócił się do niej, podchwytując korelację optyczną i taksując ją wzrokiem.
Tak, jam jest szaman. O co dokładnie chodzi? — zasięgnął języka, kładąc łapę na kuflu utrwalacza i nadpił z niego szumowinę, tymczasem w dalszym ciągu wydoił w siebie dobitnego łyka. Z punktu doświadczył lepszego stanu duchowego — jako znachor był zobowiązanym raz na jakąś datę skompletować rezerwy żaru jego ducha.

Aktywistka rodu niewieści oglądnęła się za siebie, jak gdyby miała ciche przeświadczenie, iż jakiś ewenement się na nich nie spoziera. Wiotko dygotały jej wargi, a ona sama pogrążyła się w milczeniu w dalszym ciągu wskroś kolejny tandem okamgnień, jak jeżeliby łaknęła, tyle afektu kwaszące się na jej sercu ulotniły się jak kamfora, ewentualnie załagodziły się przynajmniej na aforystyczną chwilę… Tak, ażeby mogła objawić Sejkiemu założenie jego powinności w tej kampanii.
Nie tutaj. — wyraziła słowami, przytłumiając już bezgłośne brzmienie. — Wynajmę pokój, żebyśmy mogli porozmawiać prywatnie.

Sei obfitował w spokój, choć wszystek czas nie zaprzepaszczał skoncentrowanej admonicji. Nie zdawał sobie sprawy z tego, co niedwuznacznie mogło go antyszambrować, azaliż ktoś wskutek przedsięwzięcia się poruczenia mógł mu coś wyrychtować. Narożnikiem zwierciadła duszy, jakim były ślepia, kompletny czas taksował spojrzeniem audytorium... Zagadnienie dekonspirowało się jako dostojne, jednakże on nie mógł obejść się bez minutki, ażeby mógł bezkonfliktowo dojść do siebie. Użyczył łaskawego ucha, które nadstawił dla białogłowej spódniczki, przepłukując przy tym gardło nasyconym kuflem fula. Porozmieszczał na szynkwasie przysługujące oberżyście ekwiwalenty powszechne w zamian za eksploatację kamienicy i serwis.
Dobrze... Więc chodźmy. — ustosunkował się, rozpościerając już puściuteńkie naczyńko po czymś mocniejszym. Zwiewnie poprzekręcało mu się pod skronią, odkąd to się zdarza po spirytualiach, jednakże nic niebagatelnego się z nim nie dokonywało.

Na wyniosłości terenu facetka pozbyła się niepokoju, tymczasem w sąsiedztwie temu odetchnęła głośno. Umościła się na miejscu noclegowym, a ponadto położyła kamień węgielny na zapoczątkowaniu swojego opowiadania. W szeregu przypadków przy tym przystopowywała, śpiewają nieintensywnie baranim głosem, jak również podejmując próbę nazgromadzać się w wewnętrzną garsteczkę. Zarówno w jej brzmieniu jak tudzież na jej fizjognomii pokrywała się czarna melancholia, a także utrata nadziei w niczym niezmąconych kolorach.
Mój syn, oni... oskarżyli go o wampiryzm, o morderstwo! Wczoraj znaleźli ciało stolarki... On u niej mieszkał, ale o niczym nie wiedział, na pewno! Rano, mąż tej stolarki wezwał straż... i okrzyknął go wampirem. Jutro o południu mają go publicznie stracić. Pan musi mi pomóc, zapłacę! Zrobię, co zechcesz!

Znachor łypnął się na jejmość, z którą przekroczył próg czterech ścian. Wziął się za zaangażowane nadstawianie ucha zgorzkniałościom panniska. Zawinszował sobie jakoś ukoić jej smutek, niemniej jednak nie był w tym najlepszy... W czambuł nie był satysfakcjonujący w obcowaniu interpersonalnym. Całe to uwarunkowanie odsłaniało mu się jako surrealistyczne, niemniej jednak trwał w bezruchu zaambarasowany po przeciwnej stronie od panny i dawał chętne ucho temu, co miała mu do zakomunikowania. Na pewno samoświadomość o utraceniu konfidencjonalnego bliźniego musiało turbować — o czym znamionowało verbum fizjonomii babki. Jednakowoż nie mógł być do niczego przeświadczony, albowiem członkowie społeczeństwa w tej epoce są nieprawdopodobnie mistyfikatorscy. Podjął postanowienie, ażeby mimo wszystko dać damulce posłuch odrobinę bardziej aniżeliby innym, a także zaakceptować wydarzenie, dlatego iż tak musiało się powyrabiać.
Wie pani... Nie można wykluczyć tego, iż pani syn jest wampirem. Mógł to zrobić również kto inny. Niedopowiedzenia są powszechne, przecież kogoś trzeba obarczyć winą. — wypowiedział się, jak też przejmował pałeczkę wymiany myśli — Mam taki pomysł, który może nam pomóc, jednakże nikogo nie przekonamy pustymi słowami... Mógłbym porozmawiać z duchem stolarki, o ile nadal błąka się po tym świecie. Jednak tu nie wystarczy pójść do straży, powiedzieć im, że duch mówi inaczej... Tu trzeba czegoś więcej, a sama rozmowa z duchem może być jedynie wskazówką do tego, co możemy zrobić... — ustosunkował się z leciusieńkim politowaniem w spostrzeżeniu. — Mogłaby mnie pani zaprowadzić na miejsce zbrodni, rozejrzałbym się, może i znalazłbym jej ducha. Jednak niczego nie mogę być pewien... — nie zamierzał praskać głosem zobowiązania na zefir.

Libretto zaklinacza sprawiało wrażenie, jak gdyby nie wywierało wzmacniającego wpływu na szlochającą matuchnę. Na samą koncepcję, iż jej syn mógłby zaiste być degeneratem, tak jak wysławiały impeachmenty, popatrzyła się wyłącznie na niego, kipiąc gniewnym zmysłem wzroku, niejako to on był współodpowiedzialny za orzeczenie młodzieniaszka. Przytaknęła mu jednak, ażeby nieustannie snuł wątek. Łowiąc uchem jego kontrpropozycję, uśmierzyła się odrobinę i zachybotała skronią.
M-mogę zaprowadzić pana do zakładu. — wykrztusiła z siebie ciche słóweczka po okamgnieniu, permanentnie będąc cała zupełnie pełna rozgorączkowania. — Ale nie wiem, czy wiele to da... Ciało jest chyba już pochowane... nie wiem, kiedy był pogrzeb, jeśli w ogóle.

Znachor z zaciekawieniem scentralizował swoje zainteresowanie na tym, nad czym rozwodzi się niewiasta. Jeżeli organizm był już pochowany, to dusza pokutująca mogła być bądź w ulokowaniu skonu, ewentualnie tam, gdzie został ukatrupiony.
Niech pani określi, gdzie rzeczywiście został zamordowany ten jegomość. Jeśli pani potrafi jakoś odtworzyć drogę do zakładu, którą przenoszone zwłoki, to też byłaby cenna informacja. Duch może wędrować, zgubić się, albo być przy ciele... Najlepiej, gdyby pani mi zrobiła jakąś mapkę na kartce i zostawiła kontakt do siebie. Na pewno uda mi się coś wskórać. — zareplikował. Sięgnął po karteluszek i kurze pióro z atramentem z kałamarnicy, jak również oddał to w ręce pani, nie ponaglając jej, ażeby z opanowaniem mogła odzwierciedlić wszyściuteńko na papierzysku, gwoli łatwiej zrewaloryzować to w perspektywie jutra i nie zagmatwać się w gmaszysku pierwszych jaskółek.
Wszystko będzie dobrze. — uśmiechnął się, nienadaremnie robiąc wszystko, aby zakonspirować brak poczucia bezpieczeństwa.

Kobita pokręciła skronią z zażenowaniem. Ani usiłowanie wkomponowania jej pokrzepienia bynajmniej nawet nie sprowokowało konsekwencji, ani również wydane rozporządzenia nie mogły być urzeczywistnione.
Ja... Nie wiem. — zdać sobie sprawę z tego. — Oni nie pozwalają mi nawet zobaczyć się z synem. Nikt nie chce ze mną mówić, jestem w tym sama. Nie wiem, czy mogę jakkolwiek pomóc. Boję się wyjść z tej karczmy na ulice... Oni obiecali zemstę... — finiszowe wyrazy nieomalże wyszepnęła z siebie, po raz kolejny pokrywając łzy w śródręczu.

Skonsternowany Sejki bynajmniej nie został zasilony żadną niezaprzeczalną pomocną ręką ze strony kobieciny. Powłóczył nogami do przedsiębiorstwa karawaniarskiego, rozstawiając się z zapuchniętą od płaczu rodzicielką, nie zostawiając po sobie żadnego wyrazu.
Patetyczne — uświadomił sobie. Bynajmniej nie było już myśli przewodniej w bombardowaniu kobiecinki interpelacjami. Pozostało nie więcej niż wziąć kurs na „przygodową” robinsonadę, jak również zademonstrować im tę zemstę w całym znaczeniu tego słowa, na którą ostrzyli sobie pazury, jak gdyby przedstawiciel braci mniejszej — bydlę. Lalkarz był na nich nieprawdopodobnie zdenerwowany.

(-1,50 srebrnego smoka, aktualny balans 38,70 srebrnych smoków)
Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2019, 22:16 przez Sejki.)

20.10.2019, 22:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki