Atarashii



Kaplica Thornanu
#1

Budynek religii Thornanu był otoczony niewielkim murem z kilkoma ozdobnymi, mały wieżami. Całość zbudowana na planie okręgu. Na brzegach znajdowały się drzwi do jak można się było domyśleć - cel mieszkalnych. W środku znajdował się ołtarz. Nie
było to wierne odzwierciedlenie Borgów, jednak dla tych wyznawców Thornanu którzy się tu znajdowali musiało wystarczać.
Samo miejsce otaczała wręcz przyjemna i spokojna aura, a każdy kto tutaj przyszedł mógł znaleźć chwilę spokoju i azylu.
10.04.2022, 13:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kaplica Thornanu
#2

Jak szaman powiedział tak kruk zaczął szukać strażniczki. Tymczasem sam chłopak po krótkim
spacerze trafił do niewielkiej kapliczki z symbolem religii Thornanu na ziemi, przed głównym wejściem.
Po wejściu Arthur zauważyłym kilkoro ludzi modlących się w różnych częściach kaplicy. Każdy skupiony i
cicho wypowiadające kolejne słowa. Nieco z boku natomiast czekały na niego duchy i ku zdziwieniu
młodego szamana był tak jeszcze jedna dusza dość często młodego chłopaka.
Ale zanim cokolwiek zdążył zrobić z jednych z drzwi wyszedł mężczyzna w szaro-białych szatach. Lekko
siwiejący, około czterdziestu lat, z brązowymi oczami. Wyraźnie pochodził z pustyni na co wskazywał

jego ciemny kolor skóry.
- Witaj młody człowieku. Zgaduję że nie przyszedłeś się tutaj po prostu pomodlić, prawda? - szedł
w stronę Arthura, mówiąc miłym i spokojnym głosem. Najwyraźniej jakiekolwiek obrzędy były tutaj
odprawiane musiały się zakończyć.
~~
Podchodziwszy coraz to bliżej Kaplicy Thorna w końcu mialem okazje przyjrzeć się temu miejscu z
bliska. Ni to ładne, ni to brzydkie. Wszystko wydawało się mieć jakiś balans, równowagę. Wnętrze
rowniez nie było jakieś przesadziste co tylko potwierdza dla mnie jedną rzecz: prości ludzie. Chyba nie
za bardzo lubili się wyróżniać i nie gloryfikowali swojego bóstwa. Podczas mojej obserwacji zauważyłem
rowniez wczesniej spotkane duchy, w towarzystwie dodatkowego gościa o którym nic jeszcze nie
wiedziałem. Zanim jednak mialem okazje z nimi porozmawiać, zaczepił mnie starszy mezczyzna, który
zapewne był kaplanem: - Dobrze zgadłeś. - odpowiedziałem z małym uśmiechem na twarzy.
Najwyrazniej mezczyzna lubil przechodzić do konkretów: - Czekam tu na kogoś. A między czasie
mialem nadzieję, że dostanę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.
- Dodałem czekając na dalszy
rozwój rozmowy.
~~
Kapłan uśmiechnął się szerzej słysząc słowa młodzieńca.
- Jeżeli dam radę to chętnie na nie odpowiem - schował dłonie w szerokich rękawach szaty i
spojrzał w stronę duchów, które mogłoby się wydawać że widział, kiedy to się krótko uśmiechnął w ich
stronę.
~~
Kapłan obdarował mnie uśmiechem słysząc moją odpowiedz: - Mozemy się przejść chwile po
świątyni? O ile to nie problem...
- Odpowiedzialem mając nadzieję, że ruszymy się z miejsca. Nie
chciałem rozmawiać przy wszystkich, ściany mogą mieć uszy. Przynajmniej przed tym przestrzegała
mnie Liarna. Po chwili rozmyślań jednak przeszedłem do sedna: - Jestem szamanem, który szuka

wiedzy. Wiedzy jak pomóc słabym i bezbronnym. Ostatnio slyszalem ze porywane jest bardzo dużo
dzieci. Niepokoi mnie to... Ale jednak być może odpowiesz mi na inne istotne pytanie: Kim są mistycy?
Minął mi ten termin wiele razy w księgach, jednak ich istnienie i pochodzenie mocy są zagadką.
- Tu
się zatrzymałem mając nadzieję, że otrzymam jakas sensowną odpowiedź.
~~
- Oczywiście że to nie problem. - Kapłan rozłożył ręce i ruszył w stronę przeciwną do drzwi
wejściowych. Wysłuchał spokojnie pytań młodego.
- Wiem kim jesteś. Duchy już mi powiedziały, chcesz im pomóc przejść na drugą stronę. Ale to co
mówisz o dzieciach. Nie wiedziałem że były jakieś zaginięcia...[b] - twarz mężczyzny wyraźnie
posmutniała słysząc te wieści. Vasco musiał trzymać te informacje w ukryciu przed innymi.
- [b]A co do mistyków. Są naszymi obrońcami. Thorn dał im swoją magię Ciemności po tym jak stworzył
demony. Możesz powiedzieć że mają ze sobą sporo wspólnego. Zarówno oni jak i demony powstali z tej
samej mocy. A jednak walczą dla Porządku, nie dla Chaosu. Jak sam Thorn przedstawiają dwie strony
ten samej monety. Nie każdy jednak podąża tą ścieżką. Chyba rozumiesz co wtedy trzeba zrobić.

~~
Uradowałem się w momencie gdy mogliśmy odejść na moment i porozmawiać. Zdziwił mnie zaś fakt, że
mój rozmowca widzi duchy: - Też je widzisz? Jesteś szamanem? - To całkiem ciekawe. Dawno nie
widziałem osoby wrażliwej na moc eteryczną. Wysłuchałem wszystkiego co ma mi do powiedzenia, a
gdy mogłem zareagować odpowiedzialem: - Podobno w koszarach był mistyk który zrobil nie mały
chaos. Wszyscy go szukają...
- Dodałem mając nadzieję, że kaplan rozwinie temat.
~~
Uśmiech znowu się pojawił na twarzy kapłana.
- Nie uwierzyłbyś ilu kapłanów to szamani czy nawet sami mistycy. Mimo wszystko naszym zadaniem
jest pomagać ludziom, nikt nie powiedział że duchy też nie potrzebują pomocy.
- słysząc z kolei o
mistyku, mężczyzna wpadł w nie mała konsternację. Przed dłuższą chwilę drapał brodę w milczeniu po

czym znowu zaczął mówić patrząc w stronę wyjścia z kaplicy.
- Walbert? W mieście gdzieke się sporo ale żeby w kosza... Aaaaah, już rozumiem. Mówisz o tym
mistyku. Tak... Jak on miał na imię? Na Smocze kości, wybacz. Nie powinienem tego mówić. Miał imię z
tych stron więc ciężko mi jest sobie je przypomnieć. Ale nazwisko jest Azaradzkie. Malaag, jeżeli dobrze
pamiętam. Nazywali go Skorpionem. Chyba...

~~
Zdziwiłem się, że moj rozmowca potwierdził moje słowa. Czyli jest szamanem... To ciekawe: - Nie
bylem nawet tego swiadom, dobrze wiedzieć że jednak są tu w mieście ludzie o podobnym fachu.
-
Dodalem usmiech i kontymuuowalem: - Można powiedzieć, że jesteś pierwszym którego spotkałem od
bardzo dawna.
- Po czym idąc przed siebie słuchałem co ma do powiedzenia kaplan. Gdy nadeszła
odpowiednia chwila, mówiłem dalej: - Malaag, Skorpion. Będę pamiętał. Wiesz może dlaczego to się
stało? Co do tego doprowadziło? No bo skoro mistycy mają na tyle silną wole by kontrolować
demoniczne żywioły, to przemiana w demona nie powinna mieć miejsca...
- Zagaiłem licząc na jakieś
konkretniejsze informacje.
~~
Kapłan z kolei nie był zdziwiony reakcją młodego szamana. W końcu skąd mógł wiedzieć? Nie należał
do religii Thornanu.
- Poczekaj. Jaka przemiana? O czym Ty mówisz? Przecież to nie jest możliwe - zdziwienie
mężczyzny aż zatrzymało go w miejscu z strachem w oczach skierowanym na Arthura.
~~
Trafilem w punkt. Czyzby facet coś wiedział? - Ja osobiście nie znam strzegolow, ale podobno tak
było. Chlop przemienił się w demona, a jego magia przyjęła czarny kolor. Niedługo zjawi się osoba, która
może wiedzieć coś więcej o tym zdarzeniu.
- Po czym czekałem na kontynuuacje rozmowy w tym
konkretnym kierunku.
~~

Zamyślenie i strach kapłana nie ustępowały wraz z kolejnymi słowami. Odszedł na moment pogrążony w
zamyśleniach.
- Ale jak? Czy to może mieć coś wspólnego z tym demonem z oazy? Nie, miasto jest otoczone
barierą...
- mówił sam do siebie szukając odpowiedzi, kolejne słowa nie dotarły do Arthura bo
mężczyzna mówił je zwyczajnie za cicho. Po czym zwrócił się ponownie w jego stronę.
- Jest coś o czym Ci nie powiedziałem nie zbliżaj się do tego człowieka. W kartach historii mistyków
Azaratu zapisał się krwawymi literami. Podczas pewnej wyprawy został przygwoźdzony w jaskini. Stracił
kontrolę i inni mistycy mówili jakby to zmienił się częściowo. Demon został podobno rozerwany przez
niego na strzępy. Gołymi rękoma...

~~
Najwyrazniej coś było na rzeczy. Kaplan coraz to bardziej był zmartwiony moimi słowami, czułem to.
Zaczał mówić dziwne rzeczy, przynajmniej dla mnie bo nie znałem ich rozumienia. Było o demonie i
Oazie, a kolejne słowa po prostu były za cicho by je zrozumieć. W pewnym momencie przekazał mi dość
szokującą informację. Podniosłem brwii ze zdziwienia i odpowiedziałem: - Jeśli mówimy o tym samym
człowieku to jedynym pocieszeniem jest fakt, że nie ma go w tym mieście. Podobno uciekł... Jednak jesli
jest on opętany przez demona, to tego demona trzeba będzie przepędzić. Być może jego rozum jeszcze
nie oszalał.
- Po czym zacząłem się zastanawiać nad tym wszystkim zapominając na chwilę o
dzieciach. Mimo że uczyłem się z ksiąg matki o demonach, nie sądziłem że ich natura i istnienie jest tak
pojebane. Serio... Ale z drugiej strony ciekawiło mnie to. Wiem że nie większość demonów jest jak ONA.
W zasadzie tylko ONA jest wyjątkiem. Wiedzialem, że jeśli inne trzeba będzie zabić, to najlepiej
dowiedzieć się tego od źródła. Kiedyś znajdę tego mężczyznę i zadam mu kilka pytań.

- Wracając jednak do meritum... Muszę porozmawiać jeszcze z tymi duchami. Pozwoli kaplan że
zaczniemy powoli wracać.
- Po czym powolnym ruchem ręki zasugerowałem powrót do duchow.
Uśmiechnąłem się na ich widok, a następnie spojrzalem pytającym wzrokiem na nieznanego mi ducha

mowiąc: - A ty kim jesteś?
~~
Kapłan spojrzał z przerażeniem na młodzieńca.
- Trzeba go znaleźć. I to lepiej szybko. Poślę z informacją żeby go szukali. A opentanie mój drogi, to
może być mniejszy z naszych problemów.
- chłopak jedna nie wydawał się być tym za bardzo
przejmować. Kapłan w własnej głowie pewnie jednocześnie odmawiał za Arthura modlitwy, jak i wyklinał
jego cel.
Nie zamierzał go jednak zatrzymać i pozwolił mu w spokoju dokończyć sprawy z duchami. Oddalił się
zająć swoimi obowiązkami. Ale Arthurowi nie było dane nic więcej zrobić bo, cóż. W budynku rozległ się
dźwięk ciężkich podkuwanych buciorów walących o kamienną posadzkę. To była strażniczka która
wparowała tutaj jakby świat się walił?
- Żyjesz? Twój kruk darł się na mnie jak szalony. O co chodzi?
~~
Według kapłana mieliśmy przejebane. Czy tak było na prawdę? Cholera wie. Póki sam nie spotkam
zagrożenia, nie będę wstanie ocenić jakie jest naprawdę. Na szczęście mezczyzna nie zatrzymywał
mnie, a ja mogłem dalej przejść do swoich spraw. Jednak zanim dostałem odpowiedź od ducha, nagle
do kaplicy wparowala strazniczka po którą posłałem Karasu:- Poczekaj, zaraz Ci wszystko powiem.
- Czy takie wszystko to nie wiem, ale być może po ujawnieniu pewnych faktów, dowiemy się czegoś
nowego. Ja zaś spojrzałem ponownie na duchy i czekałem na odpowiedź związaną z moim poprzednim
pytaniem.
~~
Starzniczka splotła ręce na piersi i oparła się o jedną z ścian. Cóż, musiała czekać, a najwyraźniej nie
specjalnie się jej to podobało. Jednak duchy były pierwsze. Nowo przybyły nic nie mówił obserwując z
paranoją każdy kąt kaplicy.
- Znaleźliśmy go po drodze, ale nic mówi. Nie spieszyło Ci się szamanie[b] - odpowiedział drugi z

duchów które Arthur spotkał poprzedniego dnia. Starszy z zabitej dwójki. Młodszy nie odzywał się
słowem powtarzając po ludziach słowa modlitwy.
~~
Cóż, niestety musiala zaczekać. Podchodzac do duchow zauważyłem że coś jest nie tak. Nowo przybyły
nic się nie odzywał, wręcz popadał w paranoje rozglądając się na wszystkie kąty. Wtedy postanowiłem
"położyć mu rękę na ramieniu" starając się go uspokoić tak jak udało mi się to w przypadku tamtej
dwojki: -[b] Spokojnie, nic się Ci się już nie stanie.
- Po czym spojrzałem na niego z politowaniem
czekając aż się opanuje.
~~
"Dotyk" szamana wywołaj początkowo jedynie panikę. Ale sekundę potem duch zrozumiał że nie ma się
czego obawiać i cóż. Nie trudnym było zrozumienie dlaczego nic nie mówił, pokazując że posiada
urwany język. Nie odcięty, ale brutalnie wyrwany. Przyłożył ręce po bokach głowy, wyprostował palce
wskazujące i wyszczerzył zęby. Nie trudno się było domyślić że chodzi o rogi i zęby.
~~
Spojrzałem ponownie na ducha mając nadzieję, że ten uwierzy w moje dobre intencje. Po chwili paniki
udało się, a ja wiedziałem co się stało. Jego jezyk został brutalnie wyrwany przez co nie mógł mówić.
Biedactwo... Na dodatek powiedział kto jest sprawcą: - Ja pierdole... Pokażesz mi i mojej towarzysce
pozniej gdzie to się stało?
- Zadałem proste pytanie na którą oczekiwałem prostej odpowiedzi. Potem
zaś skierowałem swoj wzrok na pozostała dwojkę: - Jestem gotow was odesłać, ale muszę was o coś
zapytać. Widzieliście może ostatnio by ktoś porywał dzieci? Wiem, to ogólnikowe pytanie ale musze się
dowiedzieć. To bardzo ważne Bo inaczej dzieci z pewnego sierocińca mogą skończyć jak wy.
-
Dodałem bez ogródek. W miedzy czasie spojrzałem na strazniczkę, ktora mimo że nie widziala duchow,
slyszala moje słowa. To powoli pozwoli jej stworzyć wizjw tego co ch e jej potem przekazać.
~~
Duch spojrzał na strażniczkę i niezbyt zadowolony kiwnął głową na zgodę. Usiadł nieco z boku i zaczął

przyglądać się kaplicy. Najwyraźniej mając kogoś z żywych kto chociaż mógł mu pomóc był
wystarczającą ulgą dla śmierci jaką przeżył.
Z kolei dwójka pierwszo spotkanych duchów nie wyglądała zadowolonych. Wręcz przeciwnie, kompletnie
odmówili jakiegokolwiek gadania.
- Zostaw mi to młody. - odszedł nieco na bok pokazując ręką żeby za nim poszedł.
- To... Coś, goniło nas w drodze do kaplicy. Wyglądało jak zmasakrowane zwłoki. To chujstwo ledwo
przypominało człowieka. Potem siedziało na dachach przez prawie całą noc. Szlag by Cię trafił przez
zostawienie nas samych... Ale dziękuję że wróciłeś. Szczęście że sam jeszcze żyjesz...

~~
Nowy duch juz nieco spokojniejszy usiadl sobie spokojnie. Ja zaś musiałem coś załatwić z pozostała
dwójką: - Siedziało na dachach? - W tej chwili wlasnie Hi No So postanowil pojawić się kolo mnie.
Najwyrazniej zainteresowało go " to coś". Być może to właśnie to wyczul nieopodal nas:- Dobrze że
nic wam nie jest... Przepraszam, że musieliście czekać. W międzyczasie duzo się wydarzyło.
- Po
czym moj wymowny wzrok ponownie znalazl się na strazniczce. Faktycznie, dużo się działo...:- Wiecie
dlaczego was to coś goniło?
- Mam dziwne wrażenie, że te ruchome zwłoki to nie jest przypadek.
Dobrze bylo by się dowiedzieć coś więcej na ich temat.
~~
Kapłan nie specjalnie przejmował się tym co robił Arthur, ludzie w kaplicy zresztą podrążeni w własnych
modlitwach. Raz po raz ktoś spojrzał z zdziwieniem w jego stronę, ale to tyle. Tymczasem do budynku
wszedł inny strażnik którego młody szaman nie znał, ubrany nieco mniej standardowy rynsztunek i z
pełnym hełmem na głowie, najwyraźniej ktoś z wyższego szczebla. Podszedł tylko do duchownego i
podał mu kartkę.
- Widziałeś? - Hi No So był pierwszym który się odezwał w tym momencie wyraźnie
zainteresowany sytuacją. Uwagę Arthura jednak przykuwał zaatakowany w mieście duch.
- Ubrane w szaty. Szybkie, w niektórych momentach jedyne co widzieliśmy to tylko czarną smugę

która przelatywała z miejsca na miejsce. Ale jak wskoczyliśmy do kaplicy to zauważyłem jego ryj.
Brakowało mu oczu, pozdzierana skóra, kły jak u jakiegoś potwora. Jak mówię, ledwo to wyglądało na
człowieka ale chodziło na dwóch nogach. No, kiedy chciał. I jeszcze jedno, w coś tutaj przywalił
próbował tu wejść.
- Duch łowcy przysłuchiwał się z zainteresowaniem całemu opisowi i rzucił
Arthurowi mały uśmieszek.
- Myślisz że jest ich tu więcej? Blaid mógł nie być jedynym. - Hi no spytał odwracając się w stronę
wyjścia.
~~
Nagle kątem oka zauważyłem jak do Kapłana podchodzi strażnik, wyższy rangą niż moja tymczasowa
towarzyszka: - Taaa... Pozniej się zapytamy o co chodzi. Może odpowiedź samą niedlugo usłyszymy.
- Usmiechnalem się do niego, by później zwrócić większą uwagę na to co mowil duch. Duzo rzeczy
pokrywało się z tym co widziałem w "szafie" oraz tym jak wyglądał Blaid. To coś zdecydowanie miało
jakiś cel w swoich działaniach, lecz jaki dokładnie? Nie wiedziałem...: - Pokażesz mi miejsce w ktore
uderzył? Mam pewne przypuszczenia....
- Jeśli to demon, to runy ochroniły to miejsce. Jesli jednak
nic tam nie znajdę, cóż... Z kapłanem bedzie trzeba szybciej porozmawiać. Kiwnąłem glowa w stronę z
strazniczki, by poszla ze mną. Nie chciałem przeciez by za szybko zaczęła się nudzić.
~~
Hi No So jedynie skinął głową na znak że zrozumiał. Dusza oczywiście była niezbyt skora do pomocy,
ale jednak wyszedł z kaplicy. Kierując się w miejsce w którym "demon" poznał bliżej runiczną ścianę.
Było to w pobliżu jednej z niewielkich "wieżyczek" okalających wraz z murkiem kaplicę Thornan. Po
bliższej inspekcji Arthur mógł zobaczyć że na owych "wieżyczkach" znajdowały się runy służące do
tworzenia barier, a sam murek także je posiada. Ukryte bliżej ziemi przez co ktoś nie przyglądający się
nawet nie zwróciłby uwagi.
- Tutaj, chwilę mu zeszło zanim sobie odpuścił. - i faktycznie. ślady były już częściowo zadeptane,
ale dało się tu zauważyć jak demon kilka razy rżnął pazurami o ziemię, okoliczne budynki też posiadały

kilka śladów. W tym nadkruszone dachówki z których to cholerstwo musiało skoczyć.
~~
Mimo niewielkiej chęci pomocy nowego ducha, zaprowadził mnie na miejsce gdzie ostatnim razem
widzial demona. Znajdowaliśmy się nieopodal małej wieżyczki, która znajdowała się na rogu kapliczki i
była złączeniem muru okalającego całą posiadłość. Po krótkiej chwili udało mi się dostrzec, ze na
wszystkich ścianach muru znajdują runy mające za zadanie chronić to miejsce. - Bezpieczna przystań
co?
-pomyslalem po czym zwróciłem uwagę na ślady pozostawione przez demona. Slady pazurów,
zniszczone dachówki. To bydle jest szybkie i skoczne. Jesli tak nie może być duże... Szlag. Spojrzalem
ponownie na dziewczynę i zapytalem: - Jesli to cholerstwo poluje dla kultystow, potrzebna nam będzie
pomoc Twojego szefa.
- Po czym zasugerowałem by do niego zajsc. Trzeba będzie go przekonać do
pomocy Bo coś czuje ze samemu sobie nie poradzę... Zanim to jednak nastąpiło wróciłem się do trójki
duchow: - Dziekuje wam za pomoc. Jesli załatwiliście wszystkie swoje sprawy, mogę was odesłać w
zaświaty.
- Po czym jesli wyraża gotowosc, zacząłem ich podroz do świata zmarłych.
~~
Widząc zmierzającego do siebie Arthura strażniczka już miała coś powiedzieć, ale została zatrzymana
przez jego słowa.
- [b]Kurwa, jest aż tak źle? No to ruszamy.[b/] - zaczekała na niego przez moment przy wejściu do
kaplicy, kiedy szaman odsyłał duchy w spokoju. Jedyne co usłyszał to uciekające gdzieś w eter
"Dziękuję". Przynajmniej one mogły od teraz spocząć na wieki, jednak problemy Valen dopiero się
zaczynały.
~~
Odesłałem duchy w eter. Dobrze... Jedna obietnica spelniona. Została jeszcze jedna. Za wszelką cenę
uratuje te dzieciaki. Odlos ostatnich slow duchow dala mi jedynie motywację do działania. Ruszylem wiec do koszar, a towarzyszył mi przy tym dzwiek odbijających się o udo kluczy...
10.04.2022, 18:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki