Atarashii




Czarna Wieża
#51

Starzec uśmiechnął się ciepło, lecz w jego uśmiechu Tandara zobaczyła także cień smutku i jeszcze czegoś.
- Przeznaczenie. Wypełnione i zakończone. Obietnica. Złożona i złamana. - Odparł poważnym tonem, lecz po chwili zaśmiał się, jakby sam z siebie i dodał - Podejrzewam jednak, że nic ci to nie mówi. Cóż... to czemu znalazłem się tutaj, jest długą historią starca. Nie wiem czy chcesz jej wysłuchiwać. Ale na początek pozwól, że poznam twoje imię. Ułatwi to naszą rozmowę. - Znów ten ciepły uśmiech z cieniem innych emocji.
Tylko przez moment zauważyła, że twarz starca nabrała bardziej smutnego wyrazu, była tak bardzo zajęta spożywaniem. Tak dawno nie jadła czegoś dobrego, potrzebowała tego jak nigdy dotąd.
- No tak, zwą mnie Tandarą. Jeśli słyszałeś kiedyś o kobiecie, która pije tyle by posłać z torbami karczmarza to ja... Chętnie wysłucham opowieści. - Wysiliła się na słaby żarcik o swojej osobie, zajadając się potrawką, ale już nie tak łapczywie. Z resztą powoli opróżniała swoją porcję, to też mogła w większym stopniu skupić się na rozmówcy, a czuła że ma ciekawą historię ze sobą.
- Mnie zwali... właściwie to nie ma znaczenia. Możesz mówić mi po prostu Miyagi. Pochodzę z Teolii, z dalekich gór na północnym wschodzie kontynentu, gdzie tradycja i pamięć ludzi sięgają głęboko dalej niż tutaj, a nasze połączenie z Kami daje nam siłę i pozwala przechować pamięć pomimo lat. Tam żyje się inaczej. Prościej. Prawiej. Lepiej. Byłem ostatnim, z mojego rodu. Byłem uczniem. Byłem nauczycielem. Byłem wskazującym drogę. Większość swojego życia spędziłem doskonaląc się i osiągając zrozumienie. Właśnie po to, by wypełnić złamaną obietnicę i zakończyć przeznaczenie. Tak by nie dotknęło ono moich synów ani następców. Ale, jak to zwykle bywa z przeznaczeniem, nie da się go łatwo oszukać. - Starzec przerwał na chwilę, jakby kontemplując własne słowa - Teraz moi synowie od dawna nie żyją, moi uczniowie wyparli się mych nauk, a moje życie zakończy się tu, na tej obcej dla mnie ziemi. Chociaż... przeznaczenie ma zabawne poczucie humoru. Sprowadziło mi ciebie, obcą na obcej ziemi. Prawa że zabawne? Proszę, trzymaj. - Mężczyzna ruchem ręki sięgnął i podał kobiecie manierkę, by mogła popić jedzenie wodą.
We względnej ciszy wysłuchała opowieści niejakiego Miyagiego.
- Połączenie z kim? Co to takiego to Kami? - Zupełnie obca była dla niej religia wyznawana przede wszystkim w Teolii.
- Przeznaczenie to parszywa karta. Ostatnio ciągle podsyła mi coraz cięższe kłody pod nogi. Jeszcze brakuje tutaj otwierającej się bramy do krainy demonów albo czegoś równie niebezpiecznego. Chociaż ktoś to odbiera zmysły jest równie problematyczny. - Napomknęła nieco o swoim ostatnim problemie. Paskudna rana, próba dojścia do siebie w warunkach polowych, porwanie i ucieczka tutaj, doprawdy ciekawy zestaw przeżyć jak na jedną wyprawę.
- Ale tak, ostatnio życie bywa wyjątkowo zabawne. Jakby nie patrzeć udało mi się nawet dojść do własnych siłach tutaj, a chwilę przed tym byłam w śmiertelnym niebezpieczeństwie. - Kto wie co Siergiej by jej zrobił, gdyby trwało to nieco dłużej.
- Ja przed swoim przeznaczeniem uciekać nie chcę. Byle tylko odzyskać siły, by rana się zagoiła i mam zamiar zamknąć historię tej dziury. - Wskazała na ranę palcem, kiedy już skończyła pić.


Obnażam kły, gotując się do walki






05.10.2020, 12:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Czarna Wieża
#52

- Nie co. Kto. - odparł starzec łagodnym tonem - U was to oznacza... Ducha? Duszę? Istnienie? Nie wiem, jak przełożyć to na ten język. Kami to istoty, które są starsze od nas. Mieszkają w starożytnych miejscach, wszędzie tam, gdzie istnieje wystarczająco mocy. Stare drzewa. Strumienie. Rzeki. Jeziora. Góry. Wszędzie tam, gdzie manifestuje się potęga. - Słysząc wywód Tandary, starzec uniósł brew w niemym pytaniu i pobłażliwym zdziwieniu.
- Sądząc po ilości krwi na twoich ubraniach, chyba jest już zakończona. Bo wątpię, by wszystko było twoje. Nie przeżyłabyś wtedy i nie doszła tutaj o własnych siłach. Zresztą... - Starzec zawahał się przez chwilę - Nie jest to może moje miejsce, by mówić ci co masz robić, młoda Tandaro, ale wydaje mi się, że przeznaczenie można tak łatwo oszukać. Gdyby tak było, nie leżałabyś w majakach całe dwa dni i dwie noce. - Starzec odebrał jej naczynie, po czym podał coś innego - liść, na którym znajdowała się dziwna, lepka ni to maź, ni to ciecz. - Wetrzyj to w ranę. Pomoże na ból i zapobiegnie zakażeniu. -
Zamyśliła się na chwilę, czy aby na pewno to co starzec mówił miało sens.
- Myślałam, że jedynie nawiedzeni, znaczy się szamani potrafią rozmawiać z duchami... Ale pierwsze słyszę, by drzewa czy rzeki miały swoją jak to ująłeś istotę. - To było dla niej ciężkie do przetrawienia. Jeszcze koncept ludzkiej duszy czekającej na przejście był do zrozumienia, ale żeby natura też miała jakieś takie istoty?
- Sama nie wiem. Nie miałam czasu, by ocenić skutki mojej samoobrony, ważniejsze było znalezienie się jak najdalej od zagrożenia... Jego krzyk, a właściwie ryk. Chyba jest żywy chociaż może trochę go pogruchotało? - Tak teraz mocniej zastanawiała się czy może odetchnąć z ulgą? Przecież by ją wytropił, nie mogła mu uciec daleko i Siergiej na pewno o tym wiedział. Zatem czemu jej nie szukał?
- Oszukać przeznaczenie? Myślę, że najpierw musisz je poznać, tak czuję. Ja swojego nie znam, może za tydzień będę martwa, a może będę pić kolejny kufel lichego piwa w karczmie? Kto wie? - Zacięła się na hasło dwa dni i dwie noce. ŻE ILE?! Zdziwienie od razu objęło całą twarz, bo przecież nie spodziewała się takiego czasu spania. Naprawdę ostatnie dni są ciężkie.
Zgodnie z poleceniem, ostrożnie wtarła maść, którą wcześniej powąchała tak z czystej ciekawości.
- Naprawdę czuję się dłużna. Mogę jakoś się odwdzięczyć? - Swój honor miała, nie chciała żerować na dobroci staruszka.


Obnażam kły, gotując się do walki






05.10.2020, 12:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Czarna Wieża
#53

Starzec znów uśmiechnął się łagodnie, po czym wyszedł bez słowa. Po dłuższej chwili wrócił z miską pełną gotowanej kaszy z mięsem. Mięsem i czymś jeszcze, jak uświadomiła sobie Tandara. Ziołami o łagodnym, lekko słodkim zapachu, które komponowały się z mięsem, nadając u lekko słodko-kwaśną nutę. Mężczyzna podał jej miskę i podjął rozmowę:
- Tacy jak ja nie mają już wiele przyjemności w życiu. Lecz, jeśli to nie problem, chciałbym być towarzyszyła mi w moich ostatnich dniach... Być może to śmieszne, po spędzeniu tylu lat w samotności, lecz teraz, gdy koniec jest bliski, stary głupiec nie chce umierać samemu. - powiedział z lekką samonaganą w głosie - Jeśli zostaniesz, obiecuję, że odpowiem na wszystkie pytania, jakie mogłabyś zadać... I.... być może uda nam się poznać twoje przeznaczenie. -
Zaskoczona ofiarnością mężczyzny, przytaknięciem podziękowała za kolejny posiłek. Natomiast jego oferta była zaskakująca. Czyżby na starość chciał towarzystwa? Czy będzie w stanie wytrzymać z nią?
- Być towarzyszem? Nie wiem czy wytrzymasz ze mną, ale jeśli chcesz to nie mam nic przeciwko. - Zaśmiała się, bo jednak nie była najlepszym materiałem do spędzania czasu.
- Poznać moje przeznaczenie? Wątpię by nawet bogowie je znali, ale chętnie dowiem się jakie masz zdanie na ten temat. Dziękuję za posiłek. - Wróciła do zajadania się mięsem. No cóż, nietypowy, być może teolskie smaki.
- Dalej trudno mi uwierzyć, że spałam dwa dni. Czy coś w tym czasie działo się dziwnego? - Wolała zapytać, bo co jeśli by się kręcił Siergiej gdzieś w okolicy?
Mężczyzna odebrał od niej miskę, gdy skończyła. Znów, jakby zastanawiając się nad odpowiedziami, nie usłyszał lub zignorował wcześniejsze pytania kobiety i odpowiadając na ostatnie, spojrzał na nią z lekko uniesioną brwią.
- Nie wydaje mi się. Chyba że uznasz swoje senne krzyki i mamrotania za coś dziwnego. Prócz tego wszystko jest raczej tak jak było tu w dniu w którym tu przybyłem. - Miyagi pogładził się po brodzie w zamyśleniu - No może nie do końca. Parę rzeczy zmieniłem swoją obecnością. Ale dzień przed twoim przybyciem i ten po nim nie różniły się znacząco.
Odetchnęła z ulgą. Wolałaby nie spotkać się z Siergiejem w takim stanie, byłaby zbyt łatwym celem, ale kiedy tylko dojdzie do siebie, bardzo możliwe, że sama będzie chciała go odnaleźć by oczyścić swoje życie z problemu.
- Szlag, aż tak szalałam? Mam nadzieję, że nie przeszkadzałam w spaniu. - Odpoczynek ważna rzecz i dopiero teraz zaczęła to doceniać.
- To chyba normalne, że coś się zmienia swoją obecnością, prawda? Gdzieś trawę wydepta, to zwierzę zabije. - Nie widziała w tym nic dziwnego, a raczej uważała to za zupełnie naturalne.


Obnażam kły, gotując się do walki






05.10.2020, 12:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Czarna Wieża
#54

Starzec jedynie uśmiechnął się przyjaźnie. Nie potaknął jednak ani nie zareagował na pytania Tandary.
Ta zaś poczuła się senna. Bardzo bardziej, niż powinna, biorąc pod uwagę że tyle wstała. Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze raz, po czym pomógł jej się położyć.
I tak minęły jej kolejne dni - na jedzeniu, spaniu i odzyskiwaniu sił. Dopiero po prawie sześciu dniach poczuła się dużo lepiej a jej rany zasklepiły się na tyle, by mogła się ruszać bez obawy o ich ponowne otwarcie. Tym razem, gdy się obudziła, starca nie było w namiocie. Dość dziwne, ale może spała za długo?
Niespełna spokojny tydzień był dokładnie tym czego potrzebowała. Z ulgą przyjęła postępującą regenerację. Niemniej zaskoczyła się nieobecnością staruszka. Powoli wstała, szukając nowego towarzysza. Nie chciała ruszać się z obozu, bo raz, że nie znała okolicy, a dwa nie wiedziała czy Siergiej dał sobie siana z szukaniem jej w tym miejscu czy może nie.
- Miyagi? - Zawołała w eter. Zerknęła na ognisko, może znajdzie tam coś do jedzenia, żeby móc dobrze zacząć dzień, a jeśli niczego nie znajdzie to zacznie szukać śladów świeżej działalności i obecności staruszka. Wolałaby nie zostawać sama w obozie. Może i wydobrzała, ale dalej nie przekonywał ją jej stan. Przydałby się jakiś medyk z prawdziwego zdarzenia, niemniej nie mogła aż tak narzekać na staruszka.
Ognisko płonęło. Nad nim zaś znajdował się kociołek, w którym bulgotała potrawka. Tym razem zdawała się być z królika, sądząc po zapachu, jaki wydobywał się z kotła.
Kobieta mogła już nauczyć się, że Myiagi miał w zwyczaju gotować wczesnym rankiem, by w ciągu dnia nie tracić na to czasu. Zwykle pożywiali się właśnie takimi potrawkami i choć codziennie były podobne, każda smakowała inaczej. Mogło to mieć coś związanego z magią, choć Tandara pamiętała, że od jednego z pakunków w namiocie poczuła kiedyś słabą, lecz ostrą woń, najpewniej przyprawy.
Miyagi pojawił się chwilę później, wychodząc spomiędzy drzew i trzymając w ręce garść roślin i grzybów. Widząc Tandarę, uśmiechnął się.
- Widzę, że twoje siły wracają. To dobrze, znaczy że jesteś gotowa. Najpierw zjemy, a potem możemy zaczynać. - Wzdrygnęła się lekko, ale nie miała zamiaru protestować. Doskonale wiedziała, że jest na jego łasce i dobrej woli, więc przytaknęła z lekkim uśmiechem.


Obnażam kły, gotując się do walki






16.12.2020, 23:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Czarna Wieża
#55

Niby powinna narzekać na monotonię kuchni Miyagiego, ale raz że byli w dziczy, a dwa jakoś przy tych ograniczonych środkach potrafił wykombinować.
Czy to była teolska szkoła gotowania? Gdyby była typową panią domu to może by się tym głębiej zainteresowała, ale nawet jej umiejętności przetrwania w dziczy byłyby pełniejsze, gdyby znała te tajniki. Nie sprawdzała przypraw czy innych cudów jakie starzec miał w swoich rzeczach, uznając to za zwyczajnie niegrzeczne zachowanie, ale może kiedyś zapyta o to czym jeszcze Teolia się różni od kontynentu.
Szybko przywykła do pory posiłków, nawet chwaląc sobie ich stałość. Jej organizm potrzebował złapać rytm, dojść do siebie po tym co miało miejsce nie tak dawno.
- Gotowa? Pewnie tak. - Odparła bez namysłu, wybita z przemyśleń. Dopiero po kilku sekundach, nieco tępo dodała. - Tak właściwie to na co gotowa? - Czy to oznaczało, że wyruszają? Czy co innego ten staruszek zaplanował?
-Na trening oczywiście - Miyagi uśmiechnął się jeszcze raz. Odłożył tobołek, który miał w ręce, po czym wskazał jej miejsce po drugiej stronie ogniska, gdzie polanka była szersza.
- Choć. Stań tam. - Wskazał miejsce naprzeciwko siebie - Twoje ciało potrzebuje treningu. Za długo leżałaś. Mięśnie potrzebują wysiłku, inaczej nigdy nie wyzdrowiejesz.
- Wiem, że kuchnię masz lepszą od niejednej babuni, ale pewny jesteś, że wschodnie przepisy i odpoczynek przez te kilka ostatnich dni... A czego ja się przejmuję! - Machnęła ręką na własne obawy. Podkopana pewność siebie po wydarzeniach z Siergiejem wciąż gryzła po psychice, ale przynajmniej nie załamała się do reszty. Następnym razem rozwali mu facjatę.
- O tutaj? - Stanęła we wskazanym miejscu, uważnie przypatrując się Miyagiemu. - W sumie fajnie byłoby znowu komuś obić mordę, a takich najłatwiej w karczmie dopaść, zwłaszcza lekko podpitych... Ale ty nie jesteś taki. Nie taki jak Ci wśród których żyłam i wychowałam się. - Podczas wypowiedzi przyjęła standardową pozycję jak do walki przy użyciu pięści. - Nie wiem też czego się spodziewać. Czyżby czegoś z Wysp? - Zapytała go zaciekawiona, uważnie spoglądając na starca. Kto wie co się kryje pod tą skórą.


Obnażam kły, gotując się do walki






24.12.2020, 04:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki