Stary park
#61

STRAŻNIK


a ustach żebraka pojawił się drobny uśmiech, czy to spowodowany otrzymaną zapłatą, czy może zapowiedzią odejścia Mędrca który przed chwilą jeszcze groził mu śmiercią. A może coś innego sprawiało że ogarnęła go ta odrobina radości? O tym Algor miał przekonać się chwilę potem. Bezdomny pożegnał się zwykłym "Powodzenia!". Po jakichś trzydziestu sekundach od zakończenia rozmowy zaś poruszył się gwałtownie. Było to na tyle szybkie że Daniel zdążył usłyszeć szelest jego ubrań, jednakże nie był w stanie zareagować na to co nastąpiło zaraz potem. Nieznajomy trzymał przy ustach drewnianą dmuchawkę wycelowaną prosto w niego i... wystrzelił z niej drobną rzutkę. Niewielka igiełka wbiła się w przedramię mężczyzny, powodując lekki, kłujący ból. O dziwo, ból ten niemalże od razu zelżał, ustępując lekkiemu odrętwieniu rozchodzącemu się od rany. Kilka oddechów potem, białowłosy mógł poczuć jak jego ciało słabnie i ugina się pod własnym ciężarem. Trucizna krążąca w jego żyłach zadziałała szybko, wręcz natychmiastowo. Ostatnim widokiem przed utratą przytomości była wykrzywiona w triumfalnym uśmiechu twarz nieznajomego, stojącego tuż nad nim.
07.06.2019, 12:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary park
#62

STRAŻNIK


yło już po południu. Szukając śladów ubóstwa Chichi w końcu trafiła do Starego Parku, niegdyś promienitego i pięknego miejsca pamiętającego założenie Valen, a teraz stanowiącego swoiste centrum życia ale głównie dla biedaków. I choć dawniej był wiele bardziej zadbany, wciąż nie sposób było zignorować estetyczne walory tego miejsca. Krzewy i drzewa nieśmiało się zapuszczały, jak gdyby nie chciały zatracić swojego uroku na rzecz własnej dzikości. Wciąż można było dostrzec ich kształt do którego zwykł przycinać je jakiś miejski pracownik. W tym miejscu będącym w przejściowym stanie z chluby miasta do kolejnej dzielnicy biedy Veta natrafiła na ślad sprawy mogącej przynieść jej dodatkowy zarobek.

Trudno było nie dostrzec siedzącej na ziemi kobiety, proszącej obchodzących ją szerokim łukiem przechodniów o pomoc. Wyglądała na sześćdziesiąt lat, jednakże brud i podziurawione łachmany składające się na jej odzież mogły z łatwością dodać jej wizualnie sporo lat. W końcu spod warstwy nieczystości trudno było wychwycić czy jej włosy miały kolor szary czy złoty, czy jej skóra była pełna zmarszczek starości, czy to po prostu pod tym światłem tak wyglądała. Widząc zmierzającą w jej stronę Mistyczkę padła i do jej stóp.
Pomóżcie, błagam! Z głodu tu umrę! – Mówiła z przejęciem, bliska płaczu. – Syn mój umarł miesiąc temu, zostawił mnie samą bez złamanego gorsza! Okażcie dobre serce!
22.06.2019, 13:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary park
#63

Park, który może i był kiedyś ładny, obecnie nie zachwycał. Zaniedbane żywopłoty wyciągały swe gałęzie dalej, niż było dla nich przeznaczone, gdzieniegdzie walały się śmieci a smród ubóstwa pomału łapał okolicę w swe pożądliwe łapska.
Mistyczka rozglądała się upewniając, że trafiła w odpowiednie miejsce. Westchnęła cicho zastanawiając się, jak w ogóle znalazła się w tym miejscu. Jak długą drogę musiała przejść, aby z płatnej morderczyni, która dostawała same wysokie zlecenie dojść do momentu, w którym ugania się za bezdomnymi.
Niemal wszystko zaczęło się sypać od momentu spotkania z Mestem. Blizna na jej nodze już zawsze miała o tym przypominać. Złość ponownie ogarnęła jej ciało, wypełniając niemal każdą komórkę ciała mistyczki. Przysięgłą sobie, że gdy ich drogi ponownie się spotkają, rozprawi się z nim jak należy. A do tego czasu pozostaje jej trening, szkolenie się i udoskonalania.
Wyrywając się z zamyślenia, Chichi zwróciła uwagę na klęczącą staruszkę, która żebrała o datki. Mistyczka wzdrygnęła się w duchu na myśl o tym, że sama może niedługo tak skończyć i tchnięta tym przeświadczeniem podeszła do kobieciny. Kucnęła powoli obok niej, wrzucając w jej dłonie pięć brązowych smoków wyciągniętych z sakiewki.

-Przykro mi z powodu Pani i Pani syna. -Powiedziała najmilszym i najcieplejszym głosem, na jaki było ją stać. -Co się z nim stało?
22.06.2019, 13:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary park
#64

Twarz kobieciny rozjaśniła się, a ta zaraz poczęła całować dłonie najemniczki.
-Dziękuję! Dziękuję dobra pani! – Mówiła – Mój syn... On na chorobę zapadł, trzy tygodnie się zmagał z nią zanim odszedł. Ach, ile ja się nacierpiałam przez to! W życiu takiej zarazy nie widziałam! A medycy? Nikt nic nie potraifł zrobić! Cały majątek wyprzedałam żeby tylko go odratowali, a ta banda szarlanatów tylko pogarszała jego stan! Nawet nie pozwolili biednej matce ciała syna zobaczyć po śmierci! - Mistyczka opanowała ochotę wyrwania dłoni z uścisku biedaczki obiecując sobie umycie ich w najbliższym źródle z wodą.
-Naprawdę mi przykro. - Delikatnie wyjęła ręce z jej uścisku i poklepała ją delikatnie po ramieniu. - Słyszałam, że wielu ludziom tutaj ostatnio źle się dzieje. Że wiele osób znika i nikt nie wie, czemu. Gdyby mogła mi Pani coś powiedzieć, mogłabym Wam jakoś pomóc.
– Pamiętam! Widziałam!
– Odparła. – Zeszłej nocy po mieście, tutaj właśnie! Kręcił się po okolicy podejrzany typ. Wysoki, w szacie, z białymi włosami, kostur w dłoni dzierżył! I drugi, jego wspólnik! Też wysoki, ale nieco niższy od tego pierwszego, z kozią bródką! Też dziwnie się ubierał, w płaszczu z wysokim kołnierzem. Tego drugiego nawet częściej widywałam ostatnim czasem! Dużo krążył po mieście, o tak! Zawsze jak był w okolicy to chowałam się gdzieś ze strachu.


Mistyczka wydęła usta w zamyśleniu, a przed jej oczyma od razu pojawił się Daniel - mężczyzna, który uratował ją z lasu. Był w to zamieszany, czy może też próbował to rozwikłać? Czy to dlatego tak śpieszno mu było wtedy opuścić szpital?

-Wie Pani może, dokąd poszli, czy może skąd przyszli? A jeśli nie, to może mogłaby mi pani powiedzieć, gdzie najczęściej widywała tego z bródką?
– Nie wiem. Nie wychylałam się, strach do takich się zbliżyć! Po całym mieście się kręcili, jeszcze tej nocy ich widzialam.
-Dobrze, w takim razie dziękuję i życzę powodzenia.


Mistyczka odeszła od staruszki, bezradnie rozglądając się po okolicy. Co teraz? Dokąd powinna pójść, gdzie się zwrócić? Westchnęła cicho, dalej zagłębiając się w co brudniejsze ulice. Z braku lepszych pomysłów postanowiła pokręcić się po okolicy i wypatrywać owego podejrzanego osobnika. Przez chwilę na myśl przyszło jej przebranie się za biedaczkę, jednak łuk i cały jej ekwipunek mógł nieco utrudniać otrzymanie takiego wrażenia. Niemal od niechcenia użyła niewidocznej dla innych lokacji i brnęła dalej w zaułki.
25.06.2019, 13:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary park
#65

Lokacja szybko przyniosła informacje. Jednakże nie wynikało z niej by ktoś próbował się w okolicy ukrywać. Ludzie przeważnie zajmowali się swoimi sprawami, szli w spokojnym, ale nie spacerowym tempie. Ani po białowłosym ani po podejrzanym brodaczu nie było śladu.
Jednakze, im dalej najemniczka brnęła w zaułki tym częściej mogła zauważyć jak ktoś ogląda ją oceniającym wzrokiem. Czy to jakiś brudny mężczyzna z dużym nożem u pasa akurat przechodzący obok, czy stojąca pod jednym z domów grupa nastoletnich rzezimieszków. Widząc ekwipunek Mistyczki, obserwatorzy przeważnie odpuszczali sobie zbliżanie się do niej.
Chichi każdej wpatrującej się w nią osobie odpowiadała tym samym, spokojnym spojrzeniem. Nie obawiała się nazbyt o siebie, a i owi obserwatorzy nie wzbudzali z reguły większego przerażenia.

-Hej. - zagadala do nastoletniej grupki. - szukam faceta, dość wysoki, czarny płaszcz z długim kołnierzem, kojarzycie kogoś takiego?

Chłopcy spojrzeli po sobie, najwyraźniej starając się bezwiednie ustalić czy kogoś takiego widzieli i czy powinni się takową informacją z nieznajomą podzielić. Po chwili odezwał się jeden z nich, pełniący najwyraźniej rolę przewodnika stada. Spojrzał chytrze na rozmówczynię i odparł:

– A dlaczego go szukasz?
-Bo jest gnidą i mam z nim do pogadania. Więc jak?
- spojrzenie mistyczki było zacięte, a ciało gotowe do kontrataku w każdym możliwym przypadku. Nastąpiła kolejna wymiana spojrzeń i wzruszenia ramionami.
– Kręcił się taki ostatnio, ale nie wiem kto to. Ten jego płaszcz to taki z mody dla Peronian, tam bym go szukał. – Powiedział, a jego towarzysze zarechotali.
-zechcesz może powiedzieć, gdzie i kiedy ostatnio widzieliscie owego osobnika. Ładnie proszę. - mistyczka uśmiechnęła się, a następnie, upewniajac się wcześniej czy nikt ich nie obserwuje, rzuciła lokacje z ciemnej many, przez co powietrze wokół nich zaczęło ciemnieć. Nie było to nic groźnego, jednak na szczylach mogło wywrzeć wrażenie.
– Wczoraj, gdzieś pod wieczór. Przechodził tędy. Tyle wiem. -Odpowiedział ich przywódca, lekko się czerwieniąc. Chichi uśmiechnęła się odwołując zaklęcie.
-Dzięki za pomoc.


Odchodząc od grupki nastolatków westchnęła cicho i dalej rozgladala się uważnie, podpytujac niektórych ludzi i licząc tym razem na szczęście. Nie minęło pięć minut a Chichi zauważyła – najpierw za pomocą Lokacji, a później na własne oczy, kogoś biegnącego w jej stronę, za jej plecami. Szybko poznała w nim jednego z grupki dzieciaczków, na dodatek innego od jej rozmówcy. Kiedy dotarł już do kobiety, czerwony i zdyszany od biegu, wydusił z siebie.

– Ja... Ja chyba wiem trochę więcej. Bo ja mieszkam niedaleko stajni i widziałem jak ten w płaszczu kogoś tam zaciągał w nocy. - Serce Chichi zabiło nieco mocniej z podniecenia. Czyżby w końcu natrafiła na jakiś ślad?
-Gdzie jest ta stajnia? Widziałeś może, jak wygląda ten mężczyzna?
25.06.2019, 16:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary park
#66

– Mogę cię zaprowadzić. – Stwierdził i odwrócił się w tył. – W tę stronę.

Idąc z nim Chichi mogła zobaczyć jego towarzyszy patrzących dziwnie w ich stronę i gadających między sobą przyciszonym głosem.

– Ciężko jest mi powiedzieć. Na pewno widziałem jego płaszcz, nikt takiego tałatajstwa nie nosi, nie da się z nim pomylić. Jak jakiś wampir z opowiastek dla dzieci. Ale ten drugi, nieprzytomny. Go łatwo było zobaczyć, cały biały był. – Kontynuował chłopak, odpowiadając na pytanie Chichi. Mistyczka biegła za chłopcem, utrzymując włączoną lokację. Wysłuchała jego słów i wywnioskowała z nich, że porwanym osobnikiem był Daniel, a ów porywający mężczyzna potrafił doskonale ochraniać swoją gębę przed wzrokiem innych ludzi.
-Czy oni wyjechali z tamtej stajni na jakimś koniu? A może powozie?
– Nie, nic takiego nie widziałem. Ale nie patrzyłem długo, z okna tylko tę chwilę. Ale jak zapytasz w środku stajennego to pewnie będzie wiedział.


Dalsza podróż minęła im w milczeniu, które mistyczka mogła poświęcić na zastanowienie się nad kolejnymi krokami. Jeśli wszystko poszłoby dobrze, jeszcze dziś miała szansę na dostarczenie do straży potencjalnych podejrzanych i uzyskanie dodatkowej gotówki. Gdyby tylko była wierząca, zapewne w tym moencie zaczęłaby błagać bogów o pomoc.
Po dotarciu do stajni mistyczka podziękowała chłopcu i chcąc oszczędzić sobie ewentualnych kłopotów, wręczyła mu jednego srebrniaka - w końcu miała okazję zarobić nieco więcej. Kiedy zaskoczony podarkiem szczyl się oddalił weszła powoli do środka, rozglądając się uważnie w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów porwania, bądź też obecności wspomnianego stajennego. Kroki stawiała cicho, ostrożnie, szykując ciało na użycie magii. Jej wzrok spoczął na stojącym w kącie stajennym.

-Witam szanownego pana - uśmiechnęła się mile, odrzucając włosy na plecy. - Poszukuję mojego znajomego, podobno mógł go pan widzieć.
– Było tu paru znajomych ale nie mówili czy akurat panienki.
– Odparł jej.
-mojego dość łatwo poznać. Białe włosy, wysoki, jasny płaszcz... Ah, no i najpewniej był też nieprzytomny, a towarzyszył mu jakiś mężczyzna w czarnym płaszczu. To jak, pamięta Pan tego znajomego? - zapytała, podchodząc bliżej starca, który podejrzliwie przymrużył oczy. Stajenny obrzucił mistyczkę oceniającym spojrzeniem, zamyślając się.
– Pani jest z Bazyliki, prawda? – Zapytał. Mistyczka zachowała kamienną twarz. Nadszedł czas się nieco zabawić.
-Gratuluję pomyślunku. – Głos mistyczki był pewny siebie i oschły. - To powie mi Pan teraz, co z moim znajomym?
Wzrok mężczyzny zmienił się. Na szczerze wkurwiony i pełen wyrzutu.
– Joshua go zabrał. – Powiedział. – I chyba zapomniał mi zapłacić. Cieszę się że czyścicie miasto z tej zarazy, ale straż zaczyna węszyć. Nie stać mnie na ciągłe nastawianie karków za całą tę waszą misję.
Mistyczka wpatrywała się w mężczyznę kamiennym spojrzeniem.
-Joshua zaczyna uprawiać samowolkę, nie moja wina, że zapomniał o zapłacie. Wiesz może, dokąd go zabrał?
– Tam gdzie zawsze.
– Wzruszył ramionami.


Po tej odpowiedzi mistyczka działała szybko – wymierzyła w niego ręką i uderzyła podmuchem, zwalając go z nóg. Następnie wprawnym ruchem sięgnęła po nóż i wycelowała w pierś stajennego dając jednoznaczny sygnał, że lepiej dla niego, aby nie wstawał. Biedak, po uderzeniu w ziemię chciał stanąć na nogi, jednak widok broni skutecznie go przed tym powstrzymał.

– Czego ty znowu kurwa chcesz, wiedźmo? – Wycedził. Mistyczka uśmiechnęła się jadowicie, stając nad nim z nożem.
-Zabrać Cię na pogawędkę z Werbelem. Nie wspominałam, że dobrze się znamy?
-kim do cholerny jest Werbel?
-Oh, uwierz mi, na pewno się po lubicie.
– Na jej ustach zagościł jeszcze szerszy uśmiech. - A teraz wstawaj i zapraszam.


Kiedy mistyczka prowadziła starca przez miasto ludzie spoglądał na nią podejrzliwie. Cóż, trudno się dziwić, nie co dzień widzi się jak jakaś młoda dziewczyna prowadzi starca z nożem przyłożonym do jego pleców. Ponieważ jednak tym razem Chichi wyjątkowo działała całkowicie legalnie, rzucał jedynie przechodniom wyzywające uśmiechy i bez zbędnych postojów kierowała się w stronę budynku straży. Gdy dotarli na miejsce rozglądała się za kimś pilnującym bramy, aby przedstawić mu swój powód przyjścia.

Gracz opuścił wątek
25.06.2019, 20:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna