Karczma "U Ksenego"
#51

Łowca masował stopę, na szczęście nic poważnego się nie stało. Kusza uderzyła w pechowy mały palec. W głowę jak się okazało nie uderzył się też tak mocno. Na jego szczęście nie podskoczył tak wysoko. Miał też sporo szczęścia że spadająca kusza nie spadła na jego nogę ostrzem.
Po krótkiej chwili Kaszt położył się znowu tym razem przed jego oczami pojawił się wielki las.
Balista ruszył przed siebie pchany nieznanym sobie wcześniej natchnieniem aby iść na wchód. Po kilku minutach przed sobą zobaczył kilka większych głazów. Stały na dziwnym okrągłym wzniesieniu. Łowca dostrzegł między kamieniami niewielki otwór prowadzący w głąb wzgórza. Był w sam raz by zmieścić pojedynczego człowieka. Łowca przecisnął się do końca i znalazł się w dziwnym korytarzu. Z jednej strony jego droga była ograniczona przez głazy. Zostawało mu tylko ruszyć dalej korytarzem. Ten miał kształt spirali rozchodzącej się na zewnątrz wzgórza i lekko opadający w dół. Po kilku okrążeniach średnica przestała rosnąć i teraz kusznik zataczał miarowe koła schodząc coraz bardziej w głąb ziemi. Od pewnego czasu drogę oświetlał mu amulet na nadgarstku świecąc się coraz jaśniejszym światłem im głębiej się znalazł.
W końcu dostał się na dno. Po prawej stroni korytarza dostrzegł drzwi prowadzące do wielkiej okrągłej komnaty. Na po jej przeciwnej stronie znajdowały się podobne drzwi. Na środku natomiast znajdował się dziwny monument przedstawiający wielkiego wojownika w hełmie z rogami uzbrojonego w monumentalny miecz dwuręczny. Jego wzrok spoczywał na trzecich wielkich drzwiach. Tamte miały potężne okucia i zdawało się emanowały grozą. Co najdziwniejsze nie miały zamka. Zamiast tego znajdował się na nich kształt wielkiego miecza. Jak domyślił się Kaszt musiało chodzić o miecz z posągu. Wyciągnął miecz z rąk posągu a gdy to zrobił przezornie schylił się w dół. Jak się okazało w ostatniej chwili unikając przebicia włóczniami które nagle wysunęły się z ścian.
Posiadając już miecz podszedł do drzwi i umieścił w nich miecz. Te rozchyliły się ukazując szeroki korytarz, po prawej i lewej stronie znajdowały się dziesiątki zamkniętych grobów. Na każdym z nich wyrzeźbione były czyny jakimi szczycili się umarli którzy spoczywali w grobach.
Na samym końcu korytarza znalazły się kolejne drzwi te jednak były zabezpieczone tylko kilkoma dźwigniami. Na każdej z nich znajdowała się pieczęć. Większość z nich przypominała symbole które nosili poszczególni wojowie złożeni w tej sali.
Dość mocno przestraszony kusznik złamał pieczęcie i przesunął dźwignie po chwili stalowe pręty blokujące drzwi zniknęły we wnękach. Zostały tylko drzwi które ustąpiły po delikatnym pchnięciu.
Łowca wszedł do środka i zaparło mu dech w piersi. Pośród czterech wielkich posągów stał pojedynczy sarkofag. Kaszt zamierzał się wycofać ale nim to zrobił pręty z nim zasunęły się a drzwi zamknęły.
To co usłyszał potem sprawiło że cały zadrżał. Płyta sarkofagu wyleciała na kilka metrów i uderzyła z hukiem w kamienny posąg po czum spadła na posadzkę pękając na dwoje. Z grobowca powstał upiór. Jego ciało mimo że wyschnięte, emanowało potęgą. W jego dłoni spoczywał miecz identyczny do tego jaki miała postać w pierwszym pomieszczeniu. Po mieczu przebiegały pasma dziwnej energii a z czubka ostrza sypały się iskry.
Nieboszczyk popatrzył na Kaszta swoimi czarnymi oczami i ruszył w jego stronę.
Oniemiały łowca wyciągnął kuszę i wycelował w monstrum. Cięciwa zwolniła się a bełt przeciął powietrze. Nie był jednak skierowany bezpośrednio w potwora. Eksplodował nad nim w podporze grobowca. Potężny wstrząs poruszył całą okolicę a kusznik wiedział już że nie ma co liczyć na skarby. Cała komnata uległa zawaleniu grzebiąc potwora pod wielkimi głazami. W oddali z skały wytrysła woda. Zawalenie musiało przeciąć żyłę wodną i teraz całe to miejsce zaczęła zalewać woda wtem pośród gruzu Balista dostrzegł błysk. Był to niewielki pierścień, wziął go szybko i począł szukać drogi ucieczki. Gdy woda sięgnęła połowy pomieszczenia z sufitu spadł wielki głaz i zniszczył cześć ściany w pobliżu drzwi którymi łowca się dostał. Przez powstałą szczelinę kusznik dostał się na korytarz wypchany naporem wody. Gdy udało mu się stanąć na nogach przebył już cały korytarz i podpierał się wielkiego pomnika w okrągłej sali. Mniejsze wyjścia powoli zakrywała już woda. Łowca rzucił się znowu i dał prowadzić prądowi wody. Wynurzył się już na spiralnym korytarzu. i ruszył szybko w górę. Najpierw ścigany przez podnoszącą się wodę potem gdy korytarz zaczął zataczać coraz mniejsze kręgi zwolnił tępo. Wyszedł powoli przez szczelinę i rozejrzał się po okolicy sprawdzając stan swojego dobytku. Z zadowoleniem nałożył pierścień na palec. Zauważył też że pod wpływem wody fioletowy naszyjnik na jego ręce zmienił kolor na bardziej intensywny i zdawał się emanować nieco większą mocą.
Uśmiechnięty sięgnął do jednego z worków w poszukiwaniu wina. Wtedy dostrzegł że za nim ktoś stoi. Ujrzał wpatrzone w niego czarne oczy i był to ostatni widok jaki ujrzał zanim ogarnęła go ciemność.
Już po tym oddchał szybko w swoim łożu. Na swoim palcu miał jednak zdobyty pierścień a amulet zmienił faktycznie kolor.
Kaszt był przerażony doszedł do wniosku że znowu musi śnić to wszystko teraz i wcześniej nie miało prawa się wydarzyć. Siedząc w mroku zdawał sobie jednak sprawę że teraz to zdecydowanie nie wygląda już jak sen. Nie miał pojęcia co wydarzyło się właśnie ale przypomniawszy sobie amulet z wilkiem wcześniej był pewien że oddziałuje to nieznany rodzaj magii i był potwornie przerażony.
30.11.2016, 23:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "U Ksenego"
#52

Zaczynało już świtać, o dziwo nie był zmęczony. Sądził że to dzięki temu że położył się wcześniej, przygotował swój rynsztunek i po chwili był gotowy do wymarszu. Musiał jednak zrobić teraz jeszcze kilka rzeczy. Udał się do głównej sali i rzekł do karczmarza - Dzień dobry gospodarzu tędy ze dwa bochny na śniadanie mógłbym dostać. Głodnym coś, noc miałem niespokojną. - nie wspominał jednak gospodarzowi co się wydarzyło i o przedmiotach które zdobył. Przypominało to nieco wydarzenia które miały miejsce gdy zdobył swój wilczy talizman. Był prawie pewien że jst to jakiś rodzaj magi. Wiedział że nie jest adeptem i że nie umie tak kontrolować magi ale to co robił intrygowało go go. Być może był w stanie władać pewnym aspektem mocy bez pomocy kamieni. W każdym razie teraz musiał przygotować swoją truciznę. Jakoby nie patrzeć miał teraz znacznie większą szansę na przeżycie. Gdy pochłonął już oba bochenki zapytał - Mógłbym dostać trochę ciepłej wody albo tudzież zagotować taką. Jeśli trzeba zapłacę. - W każdym razie nie musiał tego robić akurat tutaj zawsze była możliwość by zdobył wodę gdzieś na zewnątrz. Mimo to wolał użyć ciepłej wody, z tego co wiedział wszyscy alchemicy używali kociołków więc chyba ciepła woda była dużo lepsza.
27.12.2016, 19:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "U Ksenego"
#53

Po zjedzeniu bochenków i prośbie o wodę która została spełniona z zdziwieniem przez karczmarza, najemnikowi udało się zdobyć nieco wody. Ruszył z nią więc pod burdel gdzie miał czekać na swoich współpracowników. Nie doczekał się jednak. W obliczu walki samemu postanowił ruszyć w głąb by samemu zbadać teren. Nie zaszedł jednak daleko. Słysząc straszliwe opowiadania od jednej z ekspedycji nań wracających i kalkulując jakie ma w pojedynkę szanse zrezygnował i postanowił ruszyć do domu. Najpierw odebrał wszystkie zamówione przedmioty płacąc nań a potem dzień biegł mu powoli na przedzieraniu się w stronę Varengardu. Najwyraźniej tak mu było pisane by jego historia zatoczyła tak szybko koło. Szedł trzymając się jednej z karawan tak by ta osłaniała go od zagrożeń a przynajmniej taką miał nadzieję. W końcu w kupie siła.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.06.2018, 18:27 przez Kaszt.)

13.06.2018, 18:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "U Ksenego"
#54

Przypominając sobie jak ledwie kilka minut temu zapłacił 35 Srebrnych Smoków za bełty przeszył go smutek. Nie miał na razie jak wykorzystać nabytej amunicji i przetestować swojej broni. Trzymając w bambusowej tykwie w pasie wodę i mając przy sobie tojad szedł powoli za wozem. Właśnie mijał powoli karczmę w której spędził kilka ostatnich chwil. Wlekąc się noga za noga postępował z wyraźną niechęcią. Nie tak wyobrażał sobie tę wyprawę a droga dłużyła mu się niemiłosiernie. Stopa za stopą wpatrzony w ziemię podążał za wozem w wydeptanym w błocie traktu śladzie. Jego ciężka broń poskrzypywała z każdym krokiem. Jakieś dziecko wskazało go palcem podczas gdy matka zabrała go z pewnym przerażeniem. Jak i obrzydzeniem. A Karczma i znajdująca się niedaleko kuźnia Dereka znikały mu z pola widzenia. Kolejna wędrówka rozpoczynała się własnie teraz.
// -35 Srebrnych jak coś dla formalności za te bełty
Gracz opuścił wątek
14.06.2018, 00:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna