Atarashii




Aleje miasta
#1

Piękne białe kamienie wyścielające podłoże dla przechodniów wyglądają niczym spiętrzające się fale. Bardzo zadbane miejsce i ekskluzywne trzeba przyznać. Przydrożne ogródki są bardzo zadbane, wręcz do przesady. Wszystkie alejki łączą się w swoistą sieć, dzięki czemu można dotrzeć w każde miejsce stąd.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







24.07.2013, 20:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#2

ciągnięta przez Arriane, dotarłam wraz z nią przed bramę do Górnego Valen. Strażnicy stojący przy niej nie wyglądali zbyt przyjemnie, chociaż może to kwestia mojej interpretacj- po prostu strasznie nie chciałam spotkać się z pełnym dezaprobaty "a czego wy tu chcecie". W sumie teraz byłam już pewna, że gdyby nie przygoda ze spotkaniem tej dziewczyny, nie znalazła bym w sobie odwagi by dopominać się wejścia na wyższe strefy miasta.
Ale przecież nawet ci, którzy chcą kupić dom w Dolnym Valen, muszą tu przyjść, czyż nie? Tak przynajmniej mi się wydawało.
Nie uśmiechało mi się iść na pierwszy ogień, więc teraz ja chwyciłam Arr za nadgarstek i zatrzymałam się.
- To co? Podchodzimy, mówimy "dzień dobry" i "czy możemy wejść"?- zapytałam, czując się trochę jak małe dziecko, chcące pierwszy raz w życiu samo kupić sobie w piekarni słodką bułkę, a wstydzące się zagaić do sprzedawczyni- "Jesteśmy tu służbowo, nie zatrzymujcie nas"?- dodałam, robiąc poważną minę i prostując się- Jakoś tak dziwnie mi po prostu podejść do tych ludzi, czuję się jak intruz, chcący się dostać pomiędzy bogaczy.
24.07.2013, 23:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#3

Arriane ciągnęła Nemeth za rękę, a w głowie obmyślała co powie strażnikom przy bramie. Wpierw wypada się przywitać, następnie zapytamy czy możemy wejść. Zapewne zapytają o powód, więc powiemy, że pragniemy dostać się do urzędu miasta bo rozglądamy się za domem. Jeśli uznają ten powód za zbyt błahy to wtedy.. Obmyślanie plany przerwała jej towarzyszka, która to nagle złapała ją za nadgarstek i zatrzymała. Zaczęła pytać ją co powiedzą mężczyznom pilnującym bram. Tak właściwie to powtórzyła to co Arri przed chwilą wymyśliła. Uśmiechnęła się do niej i przytaknęła. - Tak dokładnie to im powiemy. No dodamy jeszcze, że chcemy kupić dom i a żeby tego dokonać musimy udać się do urzędu miasta. - Złapała ręce towarzyszki i dodała - Nie powinnaś czuć się jak intruz. W końcu to Twoje rodzinne miasto. Każdy mieszkaniec, gdy chciał kupić dom musiał przez to przejść. Nie jesteśmy pierwsze, które to robią i nie ostatnie. - Spojrzała na budynki znajdujące się za bramą a następnie ustała na palcach by zobaczyć jeden z budynków. Stąd wydawał się być bardzo ładny i zadbany. Zapewne za nim znajdował się duży ogród. Spojrzała na mag i powiedziała - No i chyba chciałaś wejść do Górnego Valen. A teraz nie ma co tracić czasu, trzeba podejść do strażników. - Delikatnie pociągnęła Nemeth w stronę bram. - No chooodź, nie może być tak źle. Przecież nas nie zjedzą.
25.07.2013, 11:43
Przeczytaj Cytuj
Aleje miasta
#4

może faktycznie przesadzam?- przeszło mi przez myśl, kiedy odezwała się by rozwiać moje wątpliwości. Nawet zrobiło mi się trochę głupio.
- Chyba masz rację- odetchnęłam, usmiechając się już z większą dawką pewności. Widziałam kiedyś jak dwójka dzieci stała przed jakimś domem i wykłócały się, którę z nich ma mówić, gdy otworzy mama ich kolegi. Sama o mało nie spytałam "to kto się odzywa" i właśnie wspomnienie tej sytuacji pozwoliło mi wycofać się z tego zamiaru. Otóż przecież miałam już dwadzieścia lat, Arr zaś wyglądała na znacznie młodszą, a i tak miała w sobie więcej rozsądku i pewności siebie niż ja własnie prezentowałam. Głupia sprawa.
Gdy przypomniała mi, że przecież sama też miałam cel w przejściu przez te bramy, potaknęłam tylko. W sumie było mi trochę za siebie wstyd.
Aby to ukryć, spróbowałam rozpogodzić twarz już zupełnie.
- Po prostu to trochę chore, że miasto jest podzielone- dodałam, czując jak ciągnie mnie za sobą. Nie stawiałam oporu- Zrobili z Górnego Valen miasto szlachty i bogaczy. A ci strażnicy...- byłyśmy już dość blisko więc zniżyłam głos do szeptu- Jak jakieś brytany, mające za zadanie bronić terytorium...
25.07.2013, 14:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#5

Gwardia królewska to nie byle jacy wojownicy. Odpowiadają za patrolowanie i pilnowanie bardzo ważnych miejsc. Są jednocześnie jak grupa specjalna. Nie są naiwnymi głupkami, jak zresztą w Lothil i Grimssdel. Każde z większych miast brało przykład z wojsk Lothil tworząc swoje oddziały broniące odpowiednio ważnych terytoriów. Smocza zabójczyni i moneciarka były zaledwie cztery metry od strażników. Ci zauważyli je oczywiście znacznie wcześniej i nabrali więcej uwagi.
-Hej wy dwie?! Gdzie się wybieracie?! Macie jakieś dokumenty przy sobie?! - Zakrzyczał jeden ze strażników. Mierzył sobie blisko dwa metry wzrostu i dzierżył niekoniecznie przyjazną dzidę długą na trzy metry, miecz jednoręczny oraz prawdopodobnie topór, który był ustawiony pod ścianą za jego plecami. Tak samo jak i partner stojący kawałek po prawej. I wcale nie niższy od tego pierwszego. Dziewczyny muszą myśleć co zrobią i należy pamiętać, że w takich sytuacjach lepiej nie popełnić gapy. Raz zrażeni do siebie ludzie pokroju tych strażników mogą więcej nie zaufać i nie uwierzyć w ani jedno słowo dwójki dziewcząt. Zwłaszcza, że byli na nie bardziej obojętni przez swój status małżeński.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







25.07.2013, 15:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#6

Arri była z siebie zadowolona W głowie miała obmyślane co powie strażnikom, w końcu nie mogą być tacy straszni, no i wydawało jej się, że Nemeth stała się odrobinę pewniejsza. Pragnęła przyznać rację towarzyszce, gdy ta wypowiedziała się o podziale miasta i o roli strażników. Ba! Miała nawet ochotę się zaśmiać, ale jeden z mężczyzn przy bramie odezwał się a dziewczyna poczuła się jak oblana wiadrem zimnej wody. Nie spodziewała się, że strażnicy odezwą się do nich w taki oschły sposób. Spojrzała na Nemeth odrobinę przerażonym wzrokiem. Szybko wyprostowała się i odwróciła się do mężczyzn. Zrobiła krok w ich stronę. - Witam - dygnęła i spojrzała po strażnikach a następnie zwróciła się do tego, który krzyknął w ich stronę - Wybieramy się do Urzędu Miasta. Pragniemy porozmawiać z pracującym tam urzędnikiem. Rozważamy zakup domu, więc jest on nam niezmiernie potrzebny. Chcę też dodać, że niestety nie posiadamy żadnego dokumentu. Nie spodziewałyśmy się, że będzie on nam potrzebny. - Mag miała nadzieję, że nie wyszła na zdenerwowaną. Jejkuuu nie spodziewałam się, że strażnicy tacy będą. Pomyślała i ciepło uśmiechnęła się do jednego z nich. - Wraz z towarzyszką byłybyśmy wdzięczne, gdyby panowie przepuścili nas i wskazali drogę którą mamy się udać by trafić do Urzędu.
25.07.2013, 19:38
Przeczytaj Cytuj
Aleje miasta
#7

Mężczyźni popatrzyli po sobie porozumiewawczo i ten, który wcześniej krzyknął teraz łagodnym tonem powiedział skierowany do partnera.
-Iremirze, weź te dwie młode panny i zaprowadź je do urzędu miasta. Mają być eskortowane aż pod samo wejście. Ja zostanę i będę pilnował w pojedynkę, ale szybko wracaj. Zaraz jak je odstawisz i upewnisz się, że weszły masz wrócić. - Partner skinął głową i zaprosił dwie dziewczyny gestem ręki, aby poszły za nim. Usmiechnął się życzliwie i rzekł pare metrów dalej.
-Wybaczcie mojemu przyjacielowi, ale taka nasza praca. Każdy może się okazać niebezpiecznym bandytą. Jesteśmy przeszkoleni i bardzo przezorni, ale potrafimy oceniać ludzi. Wyglądacie nam na dwie słabe czarodziejki. - Po tych słowach zdał sobie sprawę jak mogły zabrzmieć. - Przepraszam jeśli to stwierdzenie "słabe" was obraziło. Każdy strażnik potrafi wyczuwać poziom magii swojego oponenta. Jedna z Was to z całą pewnością władczyni duchów. Widać to po kolorze magii w Twoim ciele. - Spojrzał na Nemeth - Jestem jeszcze co prawda początkujący w umiejętności wyczuwania, ale potrafię to stwierdzić. - Uśmiechnął się i podrapał po bródce, bo rudowłosa nie wygląda na silną, ale to co wyczuwał wskazywało, że jest silniejsza niż władczyni duchów. Nie wiedział, czy go to martwi, ale postanowił jej zaufać.
-Hej ty... - Rzucił do Arriane, która szła razem z Nemeth obok słuchając strażnika.
-Nie jesteś przypadkiem smoczym zabójcą? może słabo widzę kolor twojej magii, ale jest tak jakby pomarańczowy. Słabo, ale jednak... Magowie mają krystalicznie niebieską powłokę magiczną, władcy duchów zielonkawą. O smoczych i bożych zabójcach wiem jedynie tyle, że ci pierwsi mają czerwoną powłokę. O drugich mało kto co wie. Powiadają, że wyczuwając ich magię czuje się przytłaczający mrok, ale Twoja jest inna niż ta w książkach. Łowcą na pewno nie jesteś, masz za duży zasób magii jak na siebie. Więc strzelam, że należysz do tej rzadkiej grupy smoczych magów. Mam rację? - po tych słowach zdał sobie sprawę, że przeszli wystarczający kawałek drogi i znaleźli się pod urzędem.
-Ah... Muszę wracać. Wejdźcie do budynku i załatwcie sprawy. Ryse jest miły dla kobiet, ale mimo wszystko to gbur. Powodzenia. - Dodał i zawrócił, by powrócić do kompana. Przed Wami stoi wielki budynek, do którego zmierzałyście. Za sobą macie prostą drogę od bramy, przez którą przechodziłyście do celu podróży. Na lewo i prawo alejki, które także gdzieś prowadzą.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







25.07.2013, 20:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#8

muszę przyznać, że gdy strażnik wydarł się na nas, na chwilę zupełnie zapomniałam języka w gębie. Nie zjedzą nas? Chyba przestałam być co do tego pewna.
Dokumenty? Jakie dokumenty?
Ja pewnie miała bym po czymś takim problem z wyduszeniem słowa (czym nie musiałam się przejmować, bo Arr przejęła pałeczkę), jednak dziewczyna nie miała chyba aż tak wielkiego problemu z opanowaniem się i zaraz wytłumaczyła nasze zamiary. Ja byłam tylko w stanie tempo kiwać głową.
Wówczas niemal zupełnie zbiła mnie z tropu przemiana jaka zaszła w strażniku. Mimo to cieszyłam się, gdy okazało się, że nie on zamierza nas eskortować.
Mimo to, gdybym miała odwagę, wyjaśniła bym Arr, czemu czuję się jak intruz we własnym mieście. Ale chyba już zrozumiała...
Drugi strażnik okazał się robić znacznie pozytywniejsze wrażenie. Był bardzo rozgadany, ale dzięki temu dowiedziałam się bardzo wielu pożytecznych rzeczy. Cały czas odkładałam zamiar zapytania go, gdzie można się nauczyć tej sztuczki. Kiedy jednak wspomniał, że Arriane czuje jako smoczą czarodziejkę, niemal wszystkie myśli uciekły mi z głowy. Spirit Lord nie był zbyt popularną formą magii, ale przecież Dragon Slayerzy byli jeszcze bardziej niezwykli. W zdecydowanie bardziej pozytywnym znaczeniu niż God Slayerzy.
Zdziwiło mnie też i troszkę zawstydził fakt, że ta młodsza ode mnie dziewczyna jest magiem wyższego poziomu. Widać mniej marnotrawiła swój czas.
Kiedy znów przypomniało mi się, że miałam o coś spytać, strażnik już się z nami żegnał. Dygnęłam tylko na pożegnanie i spojrzałam na budynek. Ponieważ do tej pory to ruda zajęła się strażnikami, ja usłużnie otworzyłam drzwi. Puściłąm ją przodem. Chyba nie chciała bym wysunąć się pod ostrzał spojrzeń.

[zt-> urząd]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2013, 13:39 przez Nemeth.)

25.07.2013, 22:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#9

Na chwile serce zamiera mi, gdy czuję jak podłoże ucieka mi spod stóp. Miałam tak nie raz i do tej pory obyło się bez złamań, ale i tak zawsze boję się, że to może być ten raz, gdy nie będę miała tyle szczęścia. To, że i tym razem miałam szczęście, pozwoliło mi kontemplować nad tym podczas biegu, tym razem znów po uliczce.
Biegnę za nieznajomym mi praktycznie dzieciakiem, bojąc się w duchu, że tylko pogłębię swoją biedę. Przeklinam się na każdy ze znanych mi sposobów. Trzeba było uciekać na wprost, szukać drogi do portu i tam umknąć między ludzi.
Już nawet nie komentuję jego zgryźliwego komentarza odnośnie mojego imienia. Gdyby okoliczności były inne, na pewno odgryzła bym się, bo jego wcale nie brzmiało lepiej. Pff.
Ale w przeciwieństwie do niego, nie chcę marnować sił na durne okrzyki. I chociaż najchętniej udusiła bym go na miejscu z pakowanie nas - tego już byłam właściwie pewna - w niebezpieczeństwo, nie podejmuję sie zmiany kierunku. Gdybym chociaż miała pewność, że ta głupia baba poleci za nim, nie za mną... Ale szczerze w to wątpiłam.
Miałam tylko nadzieję, że chociaż naprawdę wie, gdzie biegniemy i jak wyplątać się potem z tego, w co niewątpliwie się wplatamy.
Mam coraz gorsze przeczucia i tylko modlę się w duchu, aby się nie sprawdziły. I wtedy nagle coś spada na mnie i krępuje mi ruchy.
Co się dzieje?
Widzę już człowieka odpowiedzialnego za to, serce zamiera mi po raz kolejny. No to wpadliśmy. Mam ochotę płakać. Ze złości, z bezsilności, ze strachu chyba najmniej. Czemu zaufałam temu idiocie!?
Nie wiadomo skąd w powietrze wzbija się chmara pyłu, gryząc mnie w oczy i nos. Zamknąć oczy? Wcześnie powiedział!
Zaicskam powieki i staram się osłonić nozdrza. A potem ktoś łapie mnie za rękę. Bięgnę za nim, już gorzej i tak nie będzie.

Znów jesteśmy w biegu. Otwieram oczy i widzę Raiky'ego. Nie mam pojęcia, jak mu się udało nas z tego wyciągnąć? Widzę też, że okolica się zmieniła. Na pewno nie jesteśmy już w Dolnym Valen. Czuje nowość i świeżość tego miejsca. I strach połączony z nutką adrenaliny. Nigdy wcześniej mnie tu nie było.
Nie jestesmy też już sami. Nie wiem skąd ten dzieciak zna kogoś stąd? Biegnę i już nawet nie zastanawiam się, jak to może się skończyć.
04.01.2015, 14:12
Przeczytaj Cytuj
Aleje miasta
#10

Dolores była podekscytowana, w końcu tego jej brakowało. Pościg urósł do całkiem sporych rozmiarów, jakby właśnie ścigano zabójcę jakieś ważnej persony. Nie chciała myśleć o tym co inni powiedzą, kiedy dowiedzą się jaki jest cel tej bieganiny - drobny złodziejaszek. Prawdopodobnie dostała by arcy-opieprz od kapitana, bo przecież w pogoni za zwykłą dziewczyną zdążyła już zepsuć czyjeś drzwi i ściągnąć wszystkich ze swoich posterunków. Ale trudno, jak to mówią inni gdy przychodzi czas konfrontacji, której się obawiają - raz się żyje.
Co do jej stosunków z Arthurem, znała go z resztą jak większość strażników. Zazdrościła mu jego diabelnej skuteczności i klasy, dlatego nie darzyła go szczególną sympatią. Każdy kto był choć odrobinę lepszy od niej, był traktowany jako potencjalne zagrożenie, a raczej niechciana konkurencja. Z powodu jej charakterku oraz przerostu ego, nie posiadała zbyt wielu przyjaciół i dobrze, wolała towarzystwo swojej strażniczej pałki. Gardziła każdym, który akurat z nią wtedy biegał, ale musiała współpracować.
Rozejrzała się to na lewo, to na prawo. Przedstawiciele miejscowego prawa tacy jak ona byli wszędzie koło niej. O nie! Nie zamierzała oddawać swojej zdobyczy typom pokroju Arthura i reszty tej gromadki sprawiedliwych i skutecznych twardzieli z klasą. Do przodu pchała ją chorobliwa ambicja, to ONA miała ich złapać! Postanowiła skorzystać ze swoich rezerw i gwałtownie przyspieszyła wyrywając się na sam początek kolumny łapaczy przestępców. Czyżby to był moment, w którym Dolores wpadła w amok? Raczej tak, bo nie widziała żadnego scenariusza, w którym poniosłaby porażkę. Czas ich wreszcie zatrzymać i wpakować do ciemnego lochu pełnego szczurów.
- Arthur! Tym razem to MOI podejrzani, poszukaj sobie własnych! - Oczywiście musiał dać mu do zrozumienia, że tak łatwo się nie podda. Obiecała sobie, że tym razem to na nią spłynie cała sława. Mimo, że był to zwykły pościg za kieszonkowcami, ona nie chciała odpuścić. O nie, nigdy w życiu!
07.01.2015, 19:11
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki