Atarashii




Aleje miasta
#11

MG

Raiky widocznie był naprawdę bardzo uzdolnionym złodziejaszkiem i drobnym rzezimieszkiem. Miał niewątpliwie talent do tego, co robił - jak chociażby szybka reakcja specyficzną substancją na zarzuconą na nich sieć i sprawne jej rozcięcie. Mimo to widać było po nim oznaki niepewności - nigdy nie gonił go aż taki ogon. Co więcej, nigdy nie gonił go Arthur i Dolores. Strużka potu spłynęła mu po skroni.
- Wybacz, że cię w to wplątałem, ale chyba uda się nam zwiać. Pod warunkiem, że umiesz się wspinać. Umiesz? - zapytał Tatianę, skręcając w boczną uliczkę między dwiema średnio zamożnie wyglądającymi rezydencjami. Owszem, umiała. Na potwierdzenie chłopak prawie że odetchnął z ulgą.
W tym samym momencie reszta łotrzyków, czy po prostu ludzi szukających emocji, również rozdzieliła się. Żaden z nich nie biegł już główną ulicą, na której mogło się roić od straży, a stróży prawa goniło ich wystarczająco wielu. Ale młoda złodziejka i jej nowo poznany kolega nie mieli za bardzo czasu się obejrzeć. Słyszeli jednak, że nie zgubili patrolu. Goniły ich nadal dwie osoby. Dwie najbardziej gorliwe do złapania ich osoby. Przy czym Dolores zdawała się przyspieszyć, co zbyt roztropne nie było, zwłaszcza w tak wąskiej uliczce, gdzie czasem coś się mogło przypałętać pod nogi. Ale ta była wyjątkowo czysta. Byli zresztą przecież w Górnym Valen - tu szpadle nie leżały, gdzie popadnie. Ale powoli ich doganiała. Do pewnego momentu.
Raiky zakręcił za budynek, zaś Tatiana, która musiała ustawić się nieco za nim (z powodu wąskiego przesmyku) w ostatniej chwili zauważyła, że od razu wskoczył na jakiś obiekt za ścianą. Ufając w to, że wiedział, co robi, powtórzyła jego ruch. Wskoczyli najpierw na jakąś beczkę, następnie wdrapując się po rynnie i jakimś szyldzie. Parapet na drugim piętrze również był im przychylny, a stamtąd do dachu już było bardzo blisko. Dolores, będąca zaledwie kilka metrów za ściganymi, również zauważyła gwałtowny ruch w górę. Mimo to nie była w stanie wdrapać się z równą im zwinnością, a była też cięższa - zarówno ciałem, jak i rynsztunkiem (Raiky do potężnych się nie zaliczał).
Arthur chwilowo stracił orientację, gdyż był za Dolores. Musiał się rozejrzeć, zanim dostrzegł parę uciekinierów.
Pozostawało tylko pytanie... Czy naprawdę było warto naruszać spokój wysoko położonego w społecznej hierarchii człowieka, wbiegając do jego posiadłości? Bez wątpienia schody były, powinny również prowadzić na dach. Ale to nie były już rynsztoki, gdzie każde drzwi można było wykopywać i wnosić błoto na buciorach. Gdyby tak się stało, najpewniej żaden szlachcic nie omieszkałby nie zgłosić sprawy kapitanowi straży - chyba, że dany stróż prawa potrafiłby naprawdę dobrze wyperswadować swoje racje arystokracie.
Odpowiedź, przynajmniej chwilowa, przyszła jednak względnie szybko. Rynna może i trzymałaby się dobrze, gdyby nie bełt któregoś ze strażników miejskich, który świsnął Tatianie gdzieś pod butem. Żelastwo puściło od ściany, zaś nastolatce pozostało wisieć na kawałku dachu i... ręku Raiky'ego, który przed chwilą wdrapał się na górę. Sama byłaby pewnie zbyt zmęczona, by sobie poradzić, ale z ramieniem chłopaka jakoś wdrapała się na szczyt.
- A teraz idziemy nisko.
16.01.2015, 22:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#12

Wpatrzona przed siebie, rzadko zerkałam na moich towarzyszy, za siebie nie oglądając się w ogóle. Dźwięki, jakie towarzyszyły pogoni to było aż nadto, by wiedzieć, że jest źle. Chyba tylko dlatego olewam zupełnie nagłą niepewność Raikiego.
- Umiem - wypluwam z gardła w odpowiedzi. To naprawdę nie jest czas na pogaduszki.
Tymczasem pogon jest coraz bliżej. Niemal czekam aż szpony któregoś z łowców wbiją się w moje ramię. Wtedy nie wyrwę się. Nie mam szans z mężczyzną, a ta kobieta to też jakiś mutant.
Ale nagle wskakujemy w jakiś przesmyk i w chwilę potem czuję swój żywioł. Już nie jestem na uliczce, osaczona przez wszystkich wokoło. Nagle znajduję się ponad ich głowami.
To dało mi chwilowego kopniaka adrenaliny, radość odebrała część zmęczenia. Zaraz znajdę się na dachu, praktycznie bezpieczna i...
- Cholera! - wyrywa mi się, kiedy niemal czuję świst powietrza przy swojej nodze. Oni się nas zabić już zdecydowali?
Czuję jak rynna odsuwa się od ściany, serce ściska mi przerażenie. Ale nie spadam. Ręka kurczowo trzyma się dachu, a druga...
Tak bardzo cieszę się z jego pomocy, że nawet nie czuję już irytacji, że musze komuś coś zawdzięczać.
Jestem na dachu. Oddycham ciężko, praktycznie rozpłaszczając się na nim. Nie chodzi tylko o zmęczenie. po prostu nie bardzo chcę oberwać kolejnym bełtem.
27.01.2015, 13:49
Przeczytaj Cytuj
Aleje miasta
#13

STRAŻNIK
Po złej stronie muru


cieczka poszła wyjątkowo łatwo. Eris była w stanie owinąć linę wokół blanki i zejść po niej w dół. Podczas schodzenia, mogła zorientować się że do ziemi brakowało jej dwóch metrów. To jednak była w stanie pokonać bez większego problemu po prostu zeskakując. Wylądowała na trawie, tuż przy samej bramie i jednocześnie obok brukowanej ulicy. Niestety, nie mogła zatrzeć za sobą oczywistego śladu w postaci zwisającej z murów liny. Co gorsza, dopiero na ziemi dotarł do niej kolejny mały, acz znaczący fakt utrudniający jej życie. Znajdowała się w tej chwili w górnej części miasta. Znaczyło to tyle, że była zamknieta, otoczona barierą z kamienia w której jedyne przejścia nocą były zamknięte, a dniem chronione przez strażników. Czyżby tędy także udał się Albert? Po nim nie zostało żadnego śladu.

Przed Vervie więc roztaczała się śliczna, zadbana w każdym calu ulica przy której stały domy co bogatszych obywateli miasta. To tutaj mieszkali artyści, poeci, czy nawet rzemieślnicy wykonujący tak elitarne i pożądane rzeczy jak zbroje, miecze czy biżuterię. Choć biel tych budynków była nieco przyćmiona przez nocną atmosferę, nie można było zaprzeczyć elegancji z jaką wszystkie te kamiennice prezentowały. Przechodząc nieco dalej, zauważyć mogła zejście do miejskich kanałów. Choć z zewnątrz było dokładnie tak samo czyste jak wszystko tutaj, sama myśl o tym miejscu przywoływała dziewczynie niezbyt przyjemne, fantomowe zapachy. Brudne podziemie mogło być jendak jakąś drogą wyjścia. Jeśli w ogóle system ścieków między poszczególnymi częściami miasta był połączony. Drugą opcją było rozejrzenie się po okolicy, by znaleźć schronienie.
19.04.2019, 21:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#14

Wprawiona w tego rodzaju rzeczach Eris nie miała najmniejszego problemu, aby zejść po linie. Dobrze, że wtedy zdecydowała się, zagadać do swojego byłego nauczyciela, szkoda jednak tego, jak ich współpraca się skończyła. Idealnie zeskakując z mru wylądowała w efektowny sposób na miękkiej trawie. Odwróciła się i zrobiła dwa kroki w tył, by sprawdzić, czy dałaby radę strzelić tak, aby usunąć linę. Spoglądając na więzy, które zrobiła, byłoby trudno, aby jedną strzałą to rozplątać, a i nawet gdyby się udało, to wtedy strażnicy mieliby stuprocentową pewność, że to ona uciekła i ma jeszcze na dodatek łuk. Tak, może pomyślą, że to Albert uciekł. Przynajmniej, na pierwszą chwilę. Odeszła więc od muru, idąc brukowaną drogą, która znajdowała się tuż obok miejsca wylądowania.
Gdy Verwie szła przed siebie, nie zauważyła jednego, bardzo poważnego błędu, który na pewno pokrzyżował jej polany na łatwą ucieczkę. Dziewczyna była tak zestresowana cała sytuacją, która właśnie się wydarzyła, że na pierwszy moment nie zwróciła uwagi, że jest po złej stronie muru. Rozglądając się dookoła, zauważyła teraz pięknie wyremontowane budynki, sklepy ze zadbanymi szyldami i droga, która jest brukowana, a nie piaszczysta.
Gdy doszła do siebie i zrozumiała, że to nie jest koniec jej ucieczki, zaczęła myśleć, jak wydostać się, z górnej części tego miasta. Będąc tutaj rzadko, jak nie raz czy dwa i to jeszcze jak była mała, bo nie pamięta, żeby ostatnio tutaj bywała, musiała przemyśleć kilka podstawowych faktów. Na pewno ilość straży na ulicach. Albo ich będzie dużo, bo jest to bogata część miasta i strażnicy nie pozwolą, żeby działy się tutaj złe rzeczy, czy właśnie mało, bo wszyscy są zatrzymywani w bramach prowadzących tutaj. Wtedy nie trzeba byłoby ich chronić, gdy wszyscy nienadający się tutaj, byliby wyrzucani. Gorzej, jeśli obie rzeczy są tutaj stosowane i dużo straży i sprawdzanie tożsamości.
Idąc dalej dziewczyna zastanawiała się, co gdyby chciała jednak po prostu stąd wyjść. To, że sprawdzaliby kto wchodzi, nie musi znaczyć, że sprawdzaliby, kto wychodzi. Dajmy takiego handlarza. To że chce wejść sprzedać swoje towary, to musi to przedstawić, ale jak chce wyjść, to co kogo to może obchodzić. Jeden problem z tym będzie taki, że przecież ta bestia, która się znajduje w koszarach, nie będzie tam cały czas. Albo ją wreszcie złapią, albo ucieknie, a wtedy wrócą do swoich spraw. Gdy zauważą, że brakuje więźniów, a co gorsza jej, to zaczną na nią polować. Przecież w końcu kogoś zabiła. Morderce będą ścigać, tak więc i na granicy mogą jej szukać, szczególnie, że zostawiła linę, więc wiedzą, po której stronie znajduje się albo ona albo Albert, a może nawet i jedno i drugie. Cholera, szkoda, że nie ma tutaj Alberta, ale musiałam odzyskać swój łuk.
Przechodząc obok studzienki trafiła ją myśl, niestety, nieprzyjemna myśl. Jeszcze jedną drogą ucieczki, mogą być kanały. Poruszała się nimi trochę, gdy była pod opieką byłego mistrza, ale nie po tej stronie murów. Jedyne na co mogłaby wtedy tam liczyć, jest poruszanie się tak jak w koszarach, przy ścianie, która prowadzi w stronę Dolnego Valen. To nie powinno być trudne, ale fetor, który się stamtąd wydostaje, powala z nóg. Kolejną jej opcją, byłoby poczekanie na dzień i zapytanie jakiegoś kupca, który będzie dziś opuszczać Valen o to, czy by jej nie zabrał ze sobą za ochronę podczas podróży. Minusy takiego wyjścia są takie, że nie wiadomo, czy taki kupiec się znajdzie. Nie wiadomo też, czy ją zabierze, a jeśli zabierze, to jak strażnicy zatrzymają go, żeby sprawdzić czy ją nie przemyca, będzie na tyle dobry, że jej nie sprzeda. Ostatni pomysł, na który wpadła, to powrót do koszar i prześlizgnięcie się na druga stronę i poczekanie, aż brama zostanie otwarta, gdyż na przykład bestia ucieknie, a strażnicy nie chcąc by owa grasowała i mordowała ludzi, pójdzie jej szukać. Ale za dużo byłoby ukrywania się, plus trzeci raz musiałby się dostać na drugi koniec koszar. Było to jednak zbyt ryzykowne, by brała tą opcję pod uwagę.
Najrozsądniejszą drogą, były kanały, niestety były też najgorszą. Co prawda trochę po nich chodziła, ale do takiego smrodu trudno jest się przyzwyczaić. Zaczęła więc szukać studzienki do której mogłaby wejść, znajdującej się najbliżej Dolnego Valen. Gdy taką znalazła, wstrzymała oddech i poszła do kolejnej, by sprawdzić ile czasu da radę przejść by zaczerpnąć powietrza. Studzienki na szczęście nie były na tyle daleko od siebie, żeby nie wytrzymała, a nawet mogła jeszcze trochę przejść. Wróciła do wejścia kanałów, ostatni raz, skierowała się twarzą w odpowiednim kierunku, wstrzymała oddech i zeszła pod ziemię, idąc do upragnionej wolności, nabierając czystego powietrza gdy tylko musiała z otworów nad nią.

Gracz opuścił wątek
23.04.2019, 21:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#15

rthur ostatnimi czasy przekonuje się do spacerów wśród alejek Valen. Mimo wszechobecnych tu ludzi, którzy w parach spacerują wśród pięknych ogrodów, staram się nie zwracać na nich uwagi. Dlaczego? Bo ich nie lubię. To co często pokazują w tym świecie to sztuczność bądź chęć zarobku, nic więcej. To ich dusze są tym co sobą reprezentują i to właśnie nimi się interesowałem podczas przechadzki. Gdzieniegdzie mogłem ujrzeć ducha jakiegoś psiaka czy zestrzelonej kaczki, ale ludzkich dusz było tu mało. Albo nie zdobyłem jeszcze ich sympatii albo przeniosły się w jakieś bardziej ustronne miejsce. Cóż, nie muszę śpieszyć. Mogę pracować tu jako kowal lub asystent kowala, mam gdzie spać dzięki zarobionym smokom. No i na koniec... To duże miasto gdzie dużo ludzi słyszy dużo rzeczy. Liczę na to, że to właśnie tutaj uda mi się znaleźć jakieś informacje dotyczące mojego niedoszłego zabójcy i mordercy mojej rodziny.

Spacer dłużył się do tego stopnia, że zaczął się wieczór. Słońce powoli chowało się za horyzont a ja czułem się powoli zmęczony chodzeniem. Uznałem, że dobrze było by na chwilę odsapnąć i ostatni raz wziąć wdech świeżego i czystego powietrza. Dopiero wtedy dotarła do mnie kwiatowa woń tych wszystkich otaczających mnie kwiatów. Wtem usłyszałem krakanie które wybiło mnie z mojej komplentacji: - Karasu... Wracaj no tu. - Po czym dotknąłem małego klucza przy moim pasie. Kruk, który nie był widoczny dla wszystkich momentalnie przyleciał i usiadł mi na ramieniu. Podczas spaceru pozwoliłem mu polatać by mógł "wyprostować skrzydła". Mimo tego, że jest duchem wiem ile mu to sprawia frajdy: - To co, wracamy? - Po czym usłyszawszy krakanie nawołujące do zgody, wstałem i po prostu szedłem przed siebie wzdłuż alei. Pora się kierować do łóżka.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2021, 21:30 przez Arthur.)

14.12.2021, 21:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#16

ak zawsze w mieście handlowym dało się dostrzec sporo różnych osobowości z wszystkich zakątków świata. Ale jak jeszcze kilka tygodni temu, ludzie byli tutaj życzliwi i rozmawiali jak gdyby nigdy nic. No może pomijając jakąś mniejszą kradzież, która tylko urozmaicała spokojne życie. Tak dzisiaj co poniektórzy mieszkańcy i kupcy spoglądali na siebie podejrzliwie jakby zaraz mieli się sobie rzucić do gardeł.

Co chwilę do uszu Arthura dochodziły wieści o podpalaczu karczmy, dopiero co znaleźli kilka trupów okolicznych farmerów, to co odważniejszy mówił otwarcie jakoby w mieście był demon. A wisienką na torcie były wieści o jakiś typach spod czarnej gwiazdy. Jak to się mawia. A to pewnie tylko czubek góry lodowej. Cholera wie ile z tego wszystkiego było prawdą, jednak ostatnio na świecie źle się działo, a i każda historia ma podobno w sobie ziarno prawdy.
~~
Trakt który obrałem mimo pięknych widoków, krył za sobą potworne opowieści. Niektórzy opowiadali o podpalaczach, inni zaś o fali kradzieży które opanowały miasto. Jeszcze co poniektórzy opowiadali o zwłokach farmerów, które niedawno zostało odnalezione. Na końcu zaś przewinęła się plotka o demonie, który podobno grasuje w okolicach. Cóż to się porobiło w tym Valen... Nawet Karasu niepokoją zaczął kiwać głową i krakać na znak niepokoju. Mimo to ja zostałem spokojny. Być może warto by było zainteresować się tymi wydarzeniami mając nadzieję, że w końcu one ustaną. Podszedłem nieco bliżej ludzi którzy rozmawiali na temat podpalacza i zapytałem: - Przepraszam, dobrze usłyszałem? W mieście działa podpalacz? Jaką karczmę spalił? Mam nadzieję że nie moją ulubioną.... - Po czym czekałem na odpowiedź.
~~
Rzeczona grupka ludzi do której podszedł Arthur nie wyglądała na biednych, czy to nawet z niższych sfer. Jeden z nich bacznie obserwował młodego szamana, z czego pozostała dwójka spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem.
- To Ty nic nie wiesz? Karczmę pod dzbanem, zanim wszystko stanęło w płomieniach zobaczyli jakiegoś kutasa w czarnych szatach jak wychodził. Ale to tyle. Nic. - na te słowa drugi tylko kiwał głową, rozglądając się czy ktoś ich nie podsłuchuje.
~~
Grupa do której podszedłem zaczęła mnie lustrować swoim wzrokiem. Widać było, że nie miałem do czynienia z byle pospólstwem. Jakie było ich zaskoczenie po usłyszeniu mojego pytania: - Niestety bardzo długi czas byłem poza miastem i nic nie wiedziałem. Mam nadzieje, ze to była jednorazowa taka akcja i że władze znajdą tego człowieka... - A jak nie władze to ja to zrobię z moimi małymi pomocnikami.
~~
Cała trójka o mało nie parskła śmiechem na słowa młodzieńca.
- Straż? Żarty sobie stroisz..? Jeszcze trochę to to miasto stanie w płomieniach, a Ci będą się przyglądać albo wyciągną kiełbaski. Nie mów mi nawet że nie słyszałeś o reszcie tego sajgonu? - o dziwo teraz mówcą był ten który jeszcze chwilę temu uważnie się przyglądał Arthurowi.
~~
Nieźle się zdziwiłem gdy usłyszałem śmiech jegomościów: - Mówię całkiem poważnie... Naprawdę nic nie wiem. - Po czym zrobiłem zdziwioną minę i kontynuowałem dalej: - To co jeszcze się tu działo pod moją nieobecność? A było tu tak spokojnie... - Po czym zacząłem się zastanawiać jakie gówno jeszcze się toczy przez mury tego miasta.
~~
Żaden z mężczyzny zdawał się nie żywić urazy względem ciekawości Arthura.
-Cóż... W kopalni zaległo się jakieś gówno, dopiero co ktoś zamordował kilku młodych chłopaków i jeszcze jakby tu brakowało tego pierdolonego de... - mówiącemu mężczyźnie przerwał drugi uderzając go łokciem w żebra.
- Przestań, jeszcze to tu sprowadzisz. A tego tylko brakuje. - przez moment nastała dość niezręczna cisza i ostatni, trzeci z mężczyzn wskazał reszcie małą alejkę w której to mieliby trochę więcej prywatności. W niej wyjaśnił chłopakowi o czym nie chciał mówić jego towarzysz.
- Kilku ludzi widziało w mieście demona. Wzrostu jak człowiek, czarny jak cienie i szybki jak cholera. Od jakiegoś czasu nikt go nie widział, a potem znaleziono te trupy. Sam rozumiesz chyba że nikt nie chce o tym gadać. Ludzie boją się wychodzić po zmroku.
~~
Słowa jegomościów na wieść demona wprawiły mnie w małe zaniepokojenie. To, że grasuje tutaj taki byt może spowodować niemałe kłopoty. Czarne, szybkie, wyglądające jak cień... - Nie macie tutaj nikogo od demonów? Czy już wszyscy uciekli? - Zapytałem cicho. Najwyraźniej Ci panowie nawet na słowo demon reagują moczem. Lepiej ich nie straszyć: - Gdzie dokładnie znaleziono te ciała? - Musze sprawdzić miejsce zgonu. Być może uda mi się znaleźć dusze tych nieszczęśników i dowiedzieć się co ich dokładnie zabiło.
~~
Mówiący wcześniej mężczyzna zdołał jedynie westchnąć na pytanie młodziana.
- Valen nigdy takiej potrzeby. Demony tutaj pojawiają się ledwo kiedy. A jak już, to najczęściej straż może sobie z nim poradzić. Ale ten tutaj wydaje się być czymś gorszym, ciul wie co on pla... -
- A Walbert przypadkiem nie jest mistykiem? - przerwał mu pierwszy, ten który z początku tłumaczył Arthurowi sytuację w mieście. A z zamyśloną miną kontynuował mężczyzna któremu przerwano.
- Racjaaaa... Jeżeli chcesz się czegoś więcej dowiedzieć to musisz pogadać z kapitanem Straży, Walbertem.
~~
Walbert... To imie doslownie nic mi nie mówiło ale przynajmniej mam jakiś trop: - Gdzie uda mi się tego Walberta znaleźć? - Po czym Karasu juz wiedzial, żeby poszybować do góry i szukać dusz zmarłych którzy niedawno zeszli z tego świata.
~~
- W koszarach synek, w koszarach. Wiesz jak tam trafić?- powiedział z lekkim westchnieciem. Spodziewał się że chociaż tyle chłopak będzie wiedział, ale cóż. No jakoś trzeba żyć.
~~
- Myślę, że resztę już uda mi się ogarnąć samemu. Dziękuje Panowie. - Po czym odwróciłem się na pięcie i poszedłem w stronę koszar wojskowych mając nadzieję że uda mi się znaleźć tego kogo szukam.

Z/t koszary
15.01.2022, 20:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#17

Wróciłem skąd przybyłem. Czy vylem zadowolony ze swojej przechadzki do koszar? Niezbyt.
Dowiedziałem się jedynie kilku rzeczy które w sumie na ten moment niewiele mi dadzą. Zostało mi więc
skorzystać z reszty dnia i poegzystoeać sobie trochę z naturą i świeżym powietrzem. Dlatego udałem się
wzdłuż alei miasta szukając w sumie niewiadomo czego.
~~
Ludzi trochę na ulicach było i jak mogłoby się wydawać że któryś znika niemal jak duch z pola widzeniq.
Tak faktycznych duchów tutaj uświadczyć było ciężko. A praktycznie w ogóle. Cóż. Może gdyby nie to że
w jednej z alejek faktycznie była ludzka dusza. Wyraźnie przerażona, rozglądająca się za czymś co
jeszcze mogłoby ją dopaść.
~~
Wszędzie ludzie, żadnej martwej duszy w pobliżu. Człowiek chce się dowiedzieć czegoś ciekawego a tu
wszystkie dusze najwyrazniej poszły juz spać... No prawie wszystkie. Nagle wyczułem przerażoną duszę
w jednym z zaułków. Podszedłem do niej powoli i lagosmym głosem powiedziałem: - Hej spokojnie.
Czego się tak boisz?
- Zatrzymałem się. Nie chciałem podchodzić zbyt blisko by bardziej dusza się
nie przestraszyła.
~~
Podchodząc bliżej Arthur mógł zobaczyć kim dokładniej była zagubiona dusza. Młody chłopak, jeszcze
młodszy niż szaman. Trząsł się, a jego oczy wodziły szukając za kimś lub czymś. A kiedy tylko się
zorientował że to właśnie do niego idzie Arthur o mało kie rzucił się do ucieczki.
- Nnn. Nie zrobisz mi krzywdy? - ledwo dało się go usłyszeć jakby ktoś go dusił.
~~
Podszedlem juz wystarczająco blisko zjawy aby móc ją słyszeć. Bala się, nie wiem tylko czego: - Nie

mam pojęcia co Ci robic krzywdy. I tak już nie żyjesz. Co się dzieje młody? Czego się boisz
-
Zapytałem ponownie.
~~
- Ten mag. Zabił mnie.... Zabił wszystkich. Jakimiś ogonami. Mackami. Nie wiem. NIE WIEM!-
biedak upadł na ziemi chwytając się rękami za głowę, zaczął w kółko powtarzać ostatnie słowa.
~~
- Weź się w garść młody. - Złapałem go za bark by go uspokoić: - Nie musisz się już niczego
bać. Wiem o kim mówisz. Ten mag dawno uciekł z miasta, nie zrobi Ci już krzywdy.
- Po czym
starałem się jakoś załagodzić sytuacje. Zapowiada się ciekawie...
~~
Gest Arthura co prawda nie dotknął fzycznie ducha, jednak było to coś co pomogło mu się chociaż
odrobinę się uspokoić. Jednak strach nie znikł z jego twarzy.
- Nie. On dalej tutaj jest. Widziałem go. Czegoś szuka.
~~
Dziwne... Z jednej strony gest który wykonałem w stronę ducha pomógł, ale z drugiej dalej czułem że się
boi. Zrobiłem zdziwioną minę gdy zjawa stwierdziła że widziala maga: - Gdzie widziałeś tego maga? I
gdzie reszta przez niego zabitych? Zaprowadzisz mnie do nich?
- Po czym czekałem.
~~
Zmarły o mało nie odskoczył na słowa wypowiedziane przez szamana, znowu chowając głowę w rękach.
- Nie, błagam. Nie każ mi go szukać... Nie wiem gdzie są ciała, ktoś musiał je zabrać. Może straż? A
ten mag się tu czai. Chodzi po mieście, ale nie wiem czego chce. Nie wiem
- po tych słowach skulił
się w kłębku na ziemi mamrocząc sam do siebie.
- Chcieliśmy tylko pomóc. Dlaczego nas zabił?
~~
Musiałem go uspokoić. Uznalem ze jest jedno wyjście. Przelałem trochę many w eteryczną postac
chlopaka by móc go złapać za barki i powiedziec: - Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie, to ważne.
Musisz mi pomóc go odnaleźć Bo nikt inny tego nie zrobi. Straz się go boi, tak samo jak ty. Pomóż mi, a
ja w Twoim imieniu i pozostałych zabitych się zemszczę. Pozwól mi pomóc.[b] -Probowalem przejąć
kontrole nad duchem by móc go uspokoić.
~~
Magia szamana wykonała swoje zadanie. Dusza zmarłego chłopaka nie stawiała większego oporu.
Opanowanie nieokiełznanego strachu związanego z jego śmiercią, tego duch nie potrafił powstrzymać
samodzielnie. Trauma jednak była aż nadto wypisana na twarzy istoty.

- [b]Nie chcesz z nim walczyć. Zabije Cię jak tylko się dowie co z nami zrobił. Co mi zrobił. Wybacz, ale
nie mogę tego zrobić. Nie chcę znowu widzieć ich twarzy... Mogę Ci powiedzieć że jak wyglądał. Ale nie
każ mi tam iść. Proszę.

~~
- Dobrze, powiedz mi jak wyglądał. I powiedz mi gdzie znajdę resztę jego ofiar. Wtedy puszcze Cię
wolno.
- Coś mi tu ewidentnie nie gra i musze się dowiedzieć co. Na ten moment jednak warto
pozbierać trochę informacji...
~~
- Wysoki, ciemne, średnio długie włosy. I wyposażony, uzbrojony. I niebieskie oczy. Ma w sobie, coś
takiego. Jest przekonywujący
- strach znowu zaczął przejmować władzę nam umsyłem młodego.
Chwycił się ręką za głowę i próbował ostrząsnąc, sam Arthur poczuł jak jego kontrola z lekka straciła na
mocy. Jednak była wystarczająca żeby utrzymać duszę w ryzach.
~~
Opis ducha, który opisywał tajemniczego maga nie był zbytnio dokładny i musiałem dowiedzieć się
więcej. Tym razem stanowczo powiedzialem starając się zwiększyć swoją kontrole: - Gdzie jest reszta
zmarłych dusz?
-
~~
- Nie mam pojęcia, ciągle gdzieś tutaj są, ale... Nie wszyscy uciekają. Jak ja. Możesz im pomóc? -
strach zaczynał znikać z twarzy młodego, a zamiast tego zaczynała pojawiać się iskra nadzieji.
~~
- Cóż, to że rozmawiamy już coś znaczy. Pomogę wam na tyle ile tylko będę umiał. - Po czym ze
spokojną miną uśmiechnąłem się do niego. Kontrola nad duchem w końcu się udawała. Teraz jedynie
trzeba czekać na ciąg kolejnych wydarzeń.
~~
Duch wstał z ziemi i spojrzał na szamana.
- Dziękuję. Spróbuję znaleść resztę i ich tu przyprowadzić. Ale nie wiem czy mi się uda - po czym
ulotnił się w alejkach miasta handlowego. Arthur na pewno sprawił sobie nowego sprzymierzeńca, tylko
jaką miał gwarancję że faktycznie mu pomoże?
Młodzik jednak długo nie musiał czekać żeby coś się wydarzyło, bo prawie jak z niczego pojawiła się za
nim postać ubrana w długi, ciemnobrązowy płaszcz. Z bliska zaklinacz duchów mógł dostrzec elementy
metalowego pancerza i jakiegoś symbolu na materiale. Jednak cienie skutecznie utrudniały odczytanie
go jak i twarzy.
- Podobno szukasz tego demona? - kobiecy głos odezwał się dość cicho kiedy postać przechodziła
obok chłopaka.
- Chodź za mną.
~~
Udało się, przekonałem go. W sumie to nie pokojące że lepiej dogaduje się z duchami niż z ludźmi...
Coż, trudno. Duch szybko zrozumiał swoje zadanie i zniknął mi z pola widzenia w sekundę. Mam
nadzieję, że wypełni swoje zadanie. Nagle znikąd pojawiła się dziwna postać. Długi brązowy płaszcz,
kobiecy glos, jakieś elementy pancerza... Dziwne. Mimo to uznałem że to jest wsparcie od ducha
chłopaka którego tu znalazłem i poszedłem za kobietą mając oczy szeroko otwarte. Obym się nie mylił...
~~
Oboje szli w ciszy przez moment, aż dodatrli do ustronnej i skrytej w ciemnościach alejki. Zniszczone
budynki i ogólna atmosfera ukazywały miejsce, w które wielmożni na pewno się nie zapuszczali.
- No to teraz możemy pogadać. - Tajemnicza rozmowczyni ściągnęła kaptur, a płaszcz przestał
ukrywać jej tożsamość. To strażniczka Valen!
- Zgaduję że Walbert już Ci wszystko opowiedział?
~~
Szczerze mówiąc cisza w której szliśmy wgłąb ciemnych uliczek nie napawała mnie ani strachem, ani
niepokojem. Byłem gotowy na wszystko co by mogło się zaraz wydarzyć, no... Prawie wszystko. Gdy
zakapturzona postać zdjęła kaptur podniosłem brew ze zdziwienia. Była to strażniczka Valen, której za
cholere się nie spodziewałem: - Jeśli masz na myśli maga którego magia miała samoświadomość to
tak, coś mi wyjaśnił w tym temacie. Powiedz mi jednak, po co ta cała otoczka? Rozumiem, tajemnica
przed zwykłymi ludźmi, ale Walbert nie wspominał że ktoś juz działa w terenie.
-
~~
- Bo nic nie wie. Walbert się boi że to samo stanie się z nim. - przeszła kilka kroków, stukając
palcami o głownię miecza.
- Ten mag gadał sam do siebie, wyglądało jakby z czymś walczył wewnątrz. I ta powłoka.
Obrzydlistwo, ale... Nigdzie nie widziałam niczego podobnego, a nikt o czymś takim wydaje się nie
wiedzieć. Do tego wszystkiego ten pieprzony Medyk. Jak on miał? Mortis? Chyba tak. Kompletnie

zdurniał kiedy dostał mistyka pod swoją opiekę. Popadł w manię.
- wyciągnęła z sakiewki małą
buteleczkę czarnej cieczy, którą pokazała młodemu.
- Udało mi się to ukraść. To tego Maga. Wygląda Ci jakby żyła sama z siebie?
~~
Wszystko powoli stawało się jasne. Walbert się po prostu bał. Oboje są mistykami także jest to możliwe.
Ale jak do cholery magia sama może ożyć? To była dla mnie zagadka której nie mogłem rozwikłać. -
Kim lub czymkolwiek ten mag jest, podobno opuścił miasto. A co do medyków. Każdy z nich na swój
sposób jest wariatem i geniuszem w jednym. Mortisa mimo to nie znam, nie obiło mi się jego imię o uszy.
- Tu zrobiłem przerwę by móc się przyjrzeć czarnej cieszy w fiolce. Wygląda jak zwykla ciecz, ale...
Było w niej coś dziwnego: - Co to dokładnie jest? Ten Mortis odkrył cokolwiek? - Bo ja kurwa nie
mam pojęcia.
~~
Strażniczka rozejrzała się z niepokojem po okolicy. Nie potrzebnie, bo w zasięgu wzroku nie było żywej
duszy. Jakiejkolwiek innej, też nie.
- Wyglądał jak człowiek. A z tego co udało mi się dowiedzieć to mistycy korzystają z magii żywiołów o
czarnym kolorze. To tutaj, to czarna woda tego maga. Silnie trującą, więc jej nie pij. Tylko widzisz, ona
się nie rusza. To zwykły płyn. Cała ta sprawa czymś śmierdzi, a Walbert nie chce gadać.

~~
- Mistycy to potężni magowie, przynajmniej tak slyszalem. Ten tutaj jak mówisz Mistyk Wody musial
spędzać Walbertowi sen z powiek. Być może ta woda to jedynie efekt jego magii. Musi mieć styczność z
magią właściciela by się "żywić". Być może to coś w rodzaju pasozyta? Może Mortis coś pomoże skoro
badał mistyka?
-
~~
Zamyślenie zaczynało się malować na jej twarzy.
- Nie mam pojęcia. Ale znowu. Nikt nie słyszał o czymś takim. Magowie umieją kontrolować żywioły
czy inne... Cokolwiek. Ale nie tak żeby nagle coś ożywało własnym życiem. Każda księga o magii mówi
że potrzebna jest wola czarującego. A Mortis... Nie żyje. Padł trupem nie długo po tym jak wsadzili go do
lochu.
- wyraźnie wszystko siedziało w kropce, a rozwiązania jak nie było. Tak nie wydawało się, żeby
chciało się ukazać.
~~
Zostaliśmy w kropce. Nie wiedziałem za bardzo co robić, aż przyszły mi dwa rozwiązania do głowy: -
W takim razie zostalo nam tylko jedno rozwiązanie. Trzeba przycisnąć Walberta. Być może on tylko coś
będzie wiedział, no chyba że znasz innego mistyka?

~~
- Walbert nic nie puści. Nawet wyższym nic nie powiedział. Ale tak, widziałam naszego maga przez
kilka chwil. Raz na treningu żeby uspokoić jednego kretyna. Wtedy użył magii po raz pierwszy. Potem
widziałam go w nocy kiedy Mortis porwał jakąś jedną. Usłyszeliśmy z Walbertem wrzask, Mortis wyleciał
i ten mistyk wyszedł w tym pancerzu. Wyglądał praktycznie jak demon. Jakby, całe jego ciało było
porozdzierane. Rogaty łeb z paszczą ostrych zębów i ogon z ostrzem. Nie wyglądał jakby nie miał nad
tym kontroli. Ale nawet brzmiał jak te cholerstwa
- kobieta otrzasnęła się z wspomnień dawnej nocy.
Współpraca z czymś takim to na pewno nie mało.
~~
- W takim razie jebać go, sami to ogarniemy. - Powiedzialem z małym zadziornym uśmiechem na
twarzy:- Facet jest ewidentnie jest zagrożeniem. Jesli on nic nie mówi tylko i wyłącznie z bojaźni przed
tym co może go czekać, to jest bardzo ograniczony w swoim myśleniu. Przeciez jesli chce się przed tym
przestrzec to musi wiedzieć jak... Magia to pojebane gówno, ale warto czasami spróbować je zrozumieć.
Wiem to na własnej skórze.
-
~~
- Nie do końca. Wyobraź sobie co by się stało gdyby taka informacja się rozeszła. Zaszła by
pierdolona anarchia. Mistycy nie są tylko w Azaracie, polują na całą masę potworów. Ale dlatego właśnie
chciałam z Tobą pogadać. Rozumiesz o co chodzi... Ale no, problem w tym że ten mistyk się gdzieś
ulotnił. Po małym... "incydencie" w koszarach, ale nie ważne. Ja się stąd nie mogę ulotnić, ale Ciebie
Walbert nie ma na oku.

~~
- Rozumiem Bo sam param się swojego rodzaju magią. Nie zmienia to jednak faktu, że nie warto
uciekam od tego czego się boi.
- Tu zrobiłem delikatną przerwę. Musiałem powoli przemyśleć ciag
dalszy mojej wypowiedzi i gdy już to sobie ogarnąłem dokończyłem: - Nie mówię przeciez że taką
informację można ujawnić. Ludzie są jak małe zwierzęta. Usłyszą hałas, plotkę czy nawet czyjąś
niepokojącą mysl i już robi się zamieszanie. Mogę sobie jedynie gdybać, ale gdybym był na jego miejscu
i bał się że moja magia może mną zawładnąć, to dowiedział bym się jak moge temu zaradzić, ale to tylko

moje podejście....
- Troszkę nabijałem się z dowódcy, to prawda. Wydawał się panienką w opałach
ktora boi się wyjść poza swój ogródek: - Co się stało w koszarach? - Zapytalem bo być może to
będzie jakas wskazówka
~~
Strażniczka skrzyżowała ręce na piersi i oparła się o ścianę jednego z budynków.
- Domyśliłam się. Jesteś Szamanem prawda? Rozmawiałeś z duchem jak rozumiem. - wysłuchała
w ciszy słów Arthura i westchnęła.
- Widzisz, w tym właśnie jest cały problem. Akolici czy Mędrcy. Wiemy ich magii i jak działa. Ale nie o
mistykach. Żadna księga czy żadne z moich dojść praktycznie nic o tym nie wie poza tym że są
skuteczni przeciwko demonom. Kompletna pustka. Są kompletną tajemnicą. Może ten mag po prostu
wie coś czego nie widzą inni? Może że te plotki są prawdziwe że są powiązani z tym piekielnym
paskudztwem... A co do koszar. Cóż, nasz demon wrzasnął na cały głos w koszarach. Strażnicy go
zobaczyli, a resztę zwieńczyła wielka ucieczka. A chyba rozumiesz jaką "nowinką" jest demon w
koszarach. Wszyscy ruszyli go zabić.
- wzruszyła barkami, bo co innego można było zrobić w takiej
sytuacji?
~~
- Rozmawiałem z duchem, to prawda. Podobno zabił go i kilku innych ludzi Mag z wodnymi mackami...
Myślisz że to ten mistyk?
- Tu zrobiłem pauzę by wysłuchać strażniczki, a następnie przeszedłem do
odpowiedzi: - Cóż, jednego mamy pod ręką. Być może kiedyś coś opowie o swoich zdolnościach. Na
ten moment wiemy jedno: Mistycy lubują się w koszarach.
- Uśmiechnąłem się pół żartem pół serio i
czekałem na dalszy rozwój wydarzeń.
~~
Strażniczka podrapała brodę w zamyśleniu
- Tamten miał jedną. Znaczy ogon, no wiesz o co chodzi. - powiedziała do Arthura po czym zaczęła
chodzić to w jedną, to drugą stronę bez słowa.
- Tylko że to nie ma sensu. Jeżeli miałby tu jakieś ciemne interesy to raczejnie zwracałby na siebie
uwagi, a pomógł przy pożarze tawerny. Czy raczej podpaleniu. Co niektórzy w mieście go przez to
kojarzą, a nie jest znowu tak odziany żeby go łatwo z kimś pomylić... A co do mistyków. Tyle co wiadomo
to tyle że posługują się czarnymi żywiołami i są skuteczni przeciwko demonom.
- w końcu rozłożyła
ręce na boki. Dalej żadnego wyjaśnienia co tu się wyprawiało. A Valen miało ostatnio tego sporo.
~~
To wszystko powoli zaczęło tracić jakikolwiek sens. Mam na głowie dwóch dziwnych ludzi, którzy potrafią
korzystać z Magii Wody. Na domiar złego jeden podpalił tawernę, a drugi jest jebniętym mistykiem który
zamienia się w demona...: - To posrane... Czy naprawde nikt z żywych nie jest wstanie mi pomóc w tej
sprawie?
-Rzucilem ironicznie. W tym momencie uznalem że chyba jedyną pomoc jaką jestem
wstanie uzyskać, byla od ducha chłopca którego spotkałem: - Dobra, chodz ze mną tam gdzie mnie
spotkalas. Być może nie wszystko stracone.
- Po czym ruszyłem na poszukiwania chłopca.
~~
Starzniczka jedynie wzruszyła ramionami. I jak powiedział Arthur tak zrobiła.
Chwilę później dotarli na miejsce, a tam już czekal na młodego szamana duch, którego poznał
wcześniej. I to w towarzystwie innej duszy. Mężczyzny, może koło czterdziestki? Nie był przerażony, ale
bez cienia wątpliwości wolał trzymać dystans.
- Wybacz, ale tylko jego udało mi się sprowadzić. Reszta gdzieś zaginęła. Nie możemy ich nigdzie
znaleść.
- powiedział wyraźnie zmartwiony swoim małym zwycięztwem, ale i dużą porażką.
~~
Cieszyłem się, że moja rozmówczyni mnie słuchała. Nie zadawala zbędnych pytań, robila to co jej
mówiono. Widać, że jest żołnierzem... Nim się obejrzała, znaleźliśmy się na miejscu. To właśnie tu bylem
umówiony z duchem młodego chłopca którego spotkal jakiś czas temu. Zdziwiłem się jednak, że jest w
towarzystwie tylko jednego ducha: - Witaj, jestem Arthur. Powiesz mi wszystko co wiesz na temat tego
co was zabił?
- Spytałem bez ogródek mając nadzieję, że uslysze satysfakcjonującą mnie odpowiedz
~~
Duch nie podchodził bliżej i jedynie skinął głową na słowa szamana. Od razu wydawał się być nieco
bardziej skory do rozmów.
- Powiedziałbym że wyglądał jak zwyczajny najemnik, ale bez żadnej konkretnej broni. Tym bardziej
jakby się mu przyjrzeć. Uzbrojony po zęby, ale to dojrzałem już za późno. Miał dla mnie i moich chłopców
robotę, ale widzisz jak skończyliśmy. Krótkie, brązowe włosy. Niebieskie oczy i coś koło tego wzrostu.
- uniósł dłoń na wysokość około stu dziewięćdziesięciu centymetrów? Odrobinę niżej?
Mało jednak Arthur miał czas na namysły, bo w tym wszystkim z uniesonymi brwiami przyglądała mu się
strażniczka.

- Hmmm?
~~
Słuchałem tego co miał mi do powiedzenia duch starszego mężczyzny. Dzięki niemu poznałem mniej
więcej wygląd tego osobnika, który ich tak urządził. Jednak... To było za mało. Wnet odezwała się
strażniczka, ktora towarzyszyła mi w wyprawie. Opowiedziałem jej to samo, co powiedzial mi duch, a
następnie skierowałem się ku duchowi zadając jeszcze kilka pytań: - Co to była za robota? -
Zaczalem szybkim pytaniem, następnie dodając kolejne: - Wiem, że to może być ciężkie pytanie ale
pamiętacie jak umarliście? Chodzi mi o szczegóły.
- Po czym czekałem.
~~
Kobieta przez moment nie powiedziała nic, ale jej mina wskazywała że coś tu się nie zgadza. A sama na
moment pogrążyła się w myślach zostawiając młodziana z duchami. Ano duch.
- Mieliśmy mu pomóc przetransportować towar. Pojawiła się mgła i chwilę potem już wszyscy nie
żyliśmy. Nie wiem co się wtedy stało... Młodego zabił jakąś macką czy czymś. Na szczęście nie cierpiał.
- tyle. Dusza nie miała zamiaru powiedzieć niż więcej, a na jego twarzy widać było tylko ból po
wszystkim co zaszło.
- To nie on. To nie ten mistyk. Tamten był siwiejący i miał długie włosy. No to mamy tu jeszcze
mordercę...
- strażniczka westchnęła kiedy złożyła wszystkie fakty w jedną całość. A sam Arthur
zaczynał plątać się w coraz to większej pajęczynie Valeńskich intryg i tajemnic.
~~
Wziąłem głęboki wdech i wysłuchałem tego co mial mi do powiedzenia duch. Niestety im bardziej go
słuchałem, tym bardziej zaczynałem sobie zdawać sprawę, że mamy doczynienia nie z jednym, a z
dwoma mordercami w Velen. Zacisnąłem zęby, przekląłem w myślach: - Kurwa... - I spojrzałem na
swoją towarzyszkę. Czułem się bezradny, ale starałem się to ukryć. Za cholere nie wiedziałem co robić.
Poddającym się tonem spojrzałem jednak na kobietę i zapytalem: - No to podsumujmy: Mamy dwóch
pojebanych morderców. Jeden jest demonem, a drugi włada mackami. Robi się ciekawie... Wiesz co
teraz robimy?
- Po czym spojrzałem na nią dość poważnie. Jesli by niczego nie wymyśliła poprosiłem
duchy by zaprowadzily nas do miejsca zdarzeń, gdzie spotkala ich śmierć. Być może dostaniemy
chociaż jedną dodatkową wskazówkę.
~~
Strażnika przez dłuższy moment się nie odezwała. Musiała być w podobnej kropce jak szaman, nie
wiedząc co o tym wszystkim myśleć.
- Nie wiem... Nie mamy żadnego większego tropu. Zapytaj tego ducha czy nie pamięta o ich zabójcy
czegoś więcej. Może pamięta coś więcej? Jakiś szczegół? Cokolwiek.
- szukała wzrokiem po okolicy
jakby sama chciała móc porozmawiać z martwymi, ale to było na nic. Wszystko zdawało się kończyć w
martwym punkcie kiedy szaman Arthur coś poczuł. Ciężko bylo to opisać, ale coś jakby strach
wymieszany z spokojem. Ledwo wyczuwalny, ale i duchy ruszyły się niespokojnie wodząc wzrokiem.
~~
Tak, byliśmy w kropce. Nic nie dawało nam kolejnego tropu doslownie nic. Zeznania duchow tez były
bardzo połowiczne, nie dając nam możliwości ustalenia czegoś nowego: - One Cię slyszą. - Po
czym spojrzałem wymownie na dusze mając nadzieję, że może coś dopowiedzą. W pewnym momencie
zas poczułem coś dziwnego. Strach i spokój... To unosiło się w powietrzu. Czyżby ktoś umarł nieopodal?
- Tez to czujecie prawda? - Zapytalem duchy, po czym spojrzałem na strazniczkę: - Coś się
dzieje...
- Po czym zacząłem się rozglądać mając nadzieję, że być może uda mi się znaleźć źródło
tego dziwnego przeczucia.
~~
- Powiedziałem tyle ile pamiętam. Umieranie to nie taka prosta sprawa, wiesz? - starszy z zmarłych
jedynie ruszył barkami.
Pierwszym który zareagował był definitywnie Hi no sō, za nim pozostałe dwa duchy. Zachowywały się
tak jakby chciały się wyrwać z swoich talizmanów, ale w przeciwństwie do Ōkami'iego i Karasu, Łowca
nie okazywał strachu. Wręcz przeciwnie.
~ Spierdalaj stąd i wzywaj mnie! ~ duch łowcy darł się w głowie szamana tak głośno jak tylko
potrafił kiedy dwie dopiero co znalezione dusze szukały schronienia za szamanem.
~~
- Wierz mi, zdaje sobie z tego sprawę. - Odpowiedziałem z dosyć spokojnym głosem i dodałem: -
I tak dużo powiedziałeś, dziekuje. Jesli chcecie, moge wam pomoc opuścić to miejsce. - Rzucilem
dodatkowo. Te dusze mi pomogły, a ja mogłem się odwdzięczyć. Nagle, poczułem większy niepokoj.
Glos Hi No So przekonał mnie do działania. Dotknąłem końcem palca jego klucza, by ten mogl się
zmaterializować w świecie żywych. Ja zaś zamachnąłem się ręką w stronę strazniczki i krzyknąłem: -
Uciekaj, zbliża się coś niebezpiecznego.
- Powiedzialem twardo i poważnie, mając nadzieję że

kobieta mnie poslucha. W przeciwieństwie do mnie liczę na to że spierdoli. Mnich zaś wiedzial ze nigdzie
się nie wybieram, że nie zostawię go samego. Zachowałem czujność i resztki spokoju aby rowniez
uspokoić resztę duchow. Musiałem być gotowy na wszystko
~~
Długo nie trwało kiedy Łowca zmaterializował się i niemal natychmiastowo wyrzucił łańcuch w stronę
jednej z alejek. Duch rzucił się w przód zanim ktokolwiek zdarzył zareagować, ale kiedy Arthur odwrócił
się w jego stronę. Nie było tam nic poza jego wojownikiem, który rozglądał się po dachach. Ale tam także
nic nie było.
A sama strażniczka ledwo zdążyła zeragować próbując dobyć miecz, zatrzymując go jednak na wpół w
pochwie.
- Uciekł... - krótko powiedział Łowca, ale nie spuszczał gardy wracając z powrotem do Arthura.
- Co uciekło? O co tu chodzi? - strażniczka była wyraźnie skołowana całą sytuacją, chociaż to
może mało powiedziane.
~~
Cala akcja trwała zaledwie kilkanaście sekund pozostawiając w oczach potencjalnych gapiów jedynie
krótkie: co tu się kurwa stało. Szczerze? Sam bylem skołowany. Jednak nigdy intuicja Hi No So mnie nie
zawiodła, dlatego coś musiało być na rzeczy: - Wiesz co to było? - Spytalem spokojnie mnicha, a
w stronę strazniczki dopowiedziałem: - Sam chciałbym wiedzieć, ale najwyrazniej ktoś nas
obserwował.
- Zacisnalem dlon w piesc, a Mnich cały czas obserwował otoczenie. Na końcu
zwróciłem się w stronę dusz: - Uciekajcie do Kaplicy, to swiete miejsce. Tam się spotkamy i odeślę
was do domu. Narazie muszę się tu rozejrzec.
- To nie była prosba duchy mogly to wyczuc. Ja zaś...
Coz, najwyrazniej trafiłem na jakieś ciekawe zajęcie.
~~
Duchy zrobiły jak im nakazano i w mgnieniu oka znikły z alejki. Ho no z kolei jedynie ruszył się
niespokojnie. Jednak przestał szukać zagrożenia.
- Nie wiem. Ale to na pewno nie był człowiek, ani jakieś zwykle zwierze... Szybki jest... -
wypowiadając ostatnie słowa spojrzał jeszcze raz w stronę, w którą jak można się domyśleć uciekł
obserwator.
- To co to było? Demon? - strażniczka mocniej zacisnęła dłoń na rękojeści miecza.
- Nie wiem, nie miałem takiego samego wrażenia jak podczas... - umilknął nie odwracając się od
kierunku ucieczki stworzenia.
~~
- Ani czlowiek, ani zwierzę... Za to cholernie szybkie. Niedobrze. - Zwróciłem się w stronę ducha.
Zaczalem powoli isc w jego stronę mając nadzieję, że duch ruszy ze mną: - Musimy to znaleźć,
szybko.
- a następnie widząc zachowanie strazniczki dodałem: - Nie, nie demon. Jesli to bylby
pomiot zla, od razu Hi No So by o tym wiedział. To musi być coś innego...
- Po czym nie czekając na
jej odpowiedz poszedlem w kierunku który mogl skazywać stronę ucieczki tajemniczej postaci.
~~
Starzniczka kiwnęła głową i wsadziła miecz do pochwy.
- Mam nadzieję że wiesz co robisz. - po czym oddaliła się najszybciej jak mogła. Dla kogoś kto nie
był przygotowany stawać z nadnaturalnym zagrożeniem, to był wyrok śmierci. Ale czy Arthur był na nie
gotowy?
Duch łowcy nie przestawał szukać wzrokiem czegoś na dachach, jednak wyraźniej skory do rozmów.
- Ciekawe ilu zabił... - podążający za Szamanem duch mówił sam do siebie. Zaczął uderzać jedną
pięścią w wierzch dłoni. A tak gotowego do walki Arthur go chyba jeszcze nie widział. Przeszłość
wyraźnie musiała go gryźć jak bestie kości.
~~
Cieszyło mnie to, że strazniczka nie będzie się niepotrzebnie narażać. Gdy skończę, znajdę ją i powiem
czy czegoś się dowiedziałem. Potem bede musial się zająć tymi duszami...
Plany na później zostawiłem na dalsze rozmyślania. Teraz musiałem się skupić, bardzo możliwe że
czekała mnie walka. Czulem niemal takie same podekscytowanie jak Hi No So, którego dusza aż pali się
do bitki. Podążając za mym duchem czułem to bardzo wyraźnie, czułem to co on, slyszalem jego mysli...
Uznalem, że warto będzie nieco się nastroić: - Czujesz to prawda? Jest silny... - Dodawałem oliwy
do ognia. Wiedzialem, że mnich łatwo się nakręca do walki, w szczególności gdy czeka go wyzwanie.
Strzeliłem knykciami, tak jak za każdym razem gdy zaczynam trening. Było to dla mnie tak samo wazne,
jak rozciąganie. Podobno to samo robili poprzedni Szamani rodziny Ka. Ciekawe czy odziedziczyłem po
nich jeszcze inne cechy? Cóż, może kiedyś się dowiem. Na ten moment przed oczami mam inny cel:
znaleźć zagrożenie. Nie zaprzestałem rozglądania się. Musiałem znaleźć jakieś eteryczne ślady duszy.
Gdy to się uda, znajdziemy cel.

~~
Hi no krótko się zaśmiał na myśl o silnym przeciwniku.
- Zobaczymy, nie mam zamiaru walczyć kilka sekund. - młodzieniec nie mógł tego widzieć, ale Hi
no uśmiechał się tak pewnie od... Tamtego wydarzenia. Dla tego żył i dlatego dalej istnieje. Dla walki.
Oboje szukali, pomijając co chwilę małe grupki biedaków. Taka dzielnica Valen jak widać. Jedni coś
mamrotali, inni na widok ducha zaczynali się kulić w strachu, a niektórzy w ogóle nie reagowali patrząc
kompletnie obojętnym wzrokiem. Jakby już się pogodzili że niedługo sami mogliby tak skończyć. Gdyby
nie to że faktycznie próbowali znaleść jakieś ślady dusz. To pewno by je ominęli. Pomijając smród
biedaków oczywiście który był nadzwyczaj rozpraszający, to Arthur ledwo potrafił wyczuć to co chciał, a
co dopiero cokolwiek z nich wyczytać. Do tego wydawały się być rozsiane absolutnie wszędzie. Jakby to
co je zostawiło specjalnie skakało jak pijany zając zostawiający za sobą zapach.
- Też tego szukasz, prawda? - zachrypły głos wydobywał się spod kaptura, który po bliższym
przyjrzeniu się nie wyglądał na ubrania żebraków. Siedział sam, zdala od innych, ale biedacy zdawali się
go niepostrzeżenie obserwować.
~~
Oj tak, czułem to. Mnich byl podekscytowany tym co może nieslugo nadejść. To dobry znak. Ja zaś
niestety nie mogłem nic zrobić. Śladów nie było końca, odbijały się raz w jedną, raz w drugą stronę,
nieregularnie. Jeszcze ten smród... Ciekawa okolica, nie powiem. Nagle usłyszałem dosyv zachrypnięty
glos dobiegający spod kaptura pewnego osobnika. Spojrzalem w jego stronę, a za mną mój duch: -
Każdy czegoś szuka, tak samo jak my.
- Nie zdradzałem zbyt wiele, mając nadzieję że być może ten
mezczyzna bedzie moją wskazówką. Jesli nie będzie miał nic ciekawego do dodania, po prostu wrócę do
dalszych poszukiwań.
~~
Postać zaczęła się cicho śmiać i robić coś pod szatą, jakby się "drapał"? Ciężko było powiedzieć, ale
chwilę potem ledwo był w stanie chwycić oddech.
- Oooooh, nie takie znowu coś. Widziałeś go, jednego z nich, prawda? Tych którzy chowają się nocą...

~~
Spojrzalem ponownie na mężczyznę z dziwną irytacją. Czego właściwie on ode mnie chce? Zrobilem
krok w jego stronę i przemówiłem: - Kim jesteś by mnie o to pytać nieznajomy? - Zapytalem
zaciekawiony. Rowniez mnich chcial się dowiedzieć czegoś, co być może pozwoli nam kontynuować
polowanie.
~~
Zakapturzony człowiek nie zrobił nic przez dłuższą chwilę. Znowu zrobił coś pod swoją szatą i podniósł
głowę na tyle że Arthur mógł zaczął dostrzegać jego dolną część jego twarzy. Po brodzie ściekała krew,
która natychmiast wsiąkała w tkaninę. W ustach znajdowały się dziury jakby ktoś wyrywał z nich
niewielkie kawałki mięsa.
- Wiedziałem że coś złego się dzieje. Chciałem im tylko pomóc. - postać zaczęła się powoli kołysać
na boki.
- ...Tylko pomóc...Tylko pomóc? - słysząc to wszystko Hi no podszedł bliżej żeby stanąć w obronie
swojego Pana jednak nawet on odskoczył na widok tego co zobaczył.
Mężczyzna sięgnął prawą ręką do swojego kaptura. Była prawie cała obdarta z skóry. Ale dopiero twarz
tego człowieka wywołała uciekę biedoty, która ujrzała ją szybciej niż młody szaman. A ten prawie jak
zmuszony przez jakąś niewidzialną siłę obejrzał się za całym tym harmidrem. A kiedy wrócił wzrokiem do
tajemniczego człowieka zobaczył że ten wstał. Twarz prawie cała spalona na czarno, jakby ktoś zostawił
usta żeby mogły mówić o koszmarze jakich świadkami były. Najgorsze jednak były oczy których... Nie
było. Jedynie stróżki krwi wydobywające się z miejsc w których powinny być. Dwie czarne pustki jak
noce w które można spotkać potwora który mu to zrobił.
- Szukaj najmłodszych. Tych które są niechciane... Ona im pomoże... I może Ty przeżyjesz? -
zarówno Arthur jak i Ho ni stali sparaliżowani że strachu przed tym co widzieli. A nie minął nawet
moment a ten "człowiek" przejechał sobie nożem przez gardło z obżydliwym, zakrwawionym uśmiechem,
żeby jego ciało padło na ziemię ciemniejszych alejek miasta handlowego.
~~
To co teraz się zdarzyło, na długo pozostanie w mojej pamięci. Wszystko to, co ujrzałem zarysuje się w
mojej głowie na długo w przód. To było straszne. Ciało tego mężczyzny, jego twarz, reka, usta i brak
oczu. Cokolwiek stało za tym wszystkim, musi być złe do szpiku kości. Chory świat... Naprawdę chory.
Niemal się nie pozygałem z tego wszystkiego. Na szczęście bądź nieszczęście, mężczyzna poderżnął
sobie gardło. Spojrzałem z delikatnym obrzydzeniem na ducha i zapytalem: - Co to... Co to kurwa
było? Widziales to samo co ja... To nie było normalne.
- Musiałem się uspokoić by zacząć logicznie

myśleć... Musiałem przemyśleć to co powiedzial na sam koniec: "Szukaj najmłodszych, tych które są
niechciane... Ona im pomoże. I może ty przeżyjesz...". Zastanowiłem się na chwile i powiedzialem na
glos: - Chodzilo mu o sierociniec, na pewno. Ale... dlaczego tam? - Skierowałem pytanie
bezpośrednio do ducha mając nadzieję, że nieco mi pomoże. Miałem również nadzieje, że zanim dusza
nieszczęśnika ucieknie do zaświatów, będę miał okazję zapytać go o co dokładnie mu chodziło.
~~
Duch łowcy był niemal skamieniały z strachu, kiedy tylko zobaczył ten chodzący na dwóch nogach
koszmar. Dopiero drugie pytanie Arthura sprowadziło Hi no "na ziemię".
- Co..? Czekaj... Gdzie on? - szaman mógł zauważyć że doprawdy duszy nieszczęśnika nigdzie
nie było. W ogóle się nie pojawiła. Nic. Absolutnie nic. Tylko ciało w kałuży krwi. Duch łowcy stał wryty
przyglądając się temu wszystkiemu. Jednak w końcu udało mu się nie przebić przez woal strachu i
zaczął badać zmarłego. A sekundę później rzucił swojemu Panu sztylet.
Długi na jakieś dwadzieścia centymetrów. Samo ostrze najpierw łagodnie zaginało się tył po to żeby na
ostatnich kilku centymetrach wygiąć w się przód. Jak gdyby miało specyficznie służyć do jakiś zabiegów
medycznych czy rytualnych cięć ofiary. Rękojeść nie owinięta żadnym materiałem czy skórą
przypominała kłębowisko metalowych macek które nie pozostawiały między sobą nawet milimetra
przerwy. Hi no jedynie przekręcił głowę na bok patrząc na szamana z wyczekiwaniem odpowiedzi.
~~
Cała ta sytuacja nie była normalna, wiedziałem to zarówna ja jak i moje duchy. Jedynie Hi No So
postanowil towarzyszyć mi podczas tego nienaturalnego zjawiska. Reszta moich duchow się nie
wychylała. Rozumiałem to, jak nikt inny. Czułem jak bardzo się boją. Mnich również się bał, to chyba
jedyna naturalna rzecz w tym miejscu: - Zniknął, nie ma jego duszy. Czemu? - Zapytalem mnicha
mając nadzieję, że rozjasni nieco sprawę. Następnie zaś spojrzałem na sztylet, którym zabił się
nieszczesnik przede mną. Byl robiony na zamówienie, nie nalezal do walki. Myślę, że powołaniem tego
oręża był obrzęd. Dlaczego tak myślę? Zwykle przeczucie...: - Musimy znaleźć ten sierociniec. Być
może tam znajdziemy kolejną poszlakę.
- Po czym zacząłem się kierować w stronę sierocińca. W
miedzy czasie przypomniałem sobie o strazniczce ktora być może będzie miała jakiś pomysł skad ten
sztylet się wzial. Mialem nadzieje, ze uda mi się ją gdzieś znaleźć po drodze. Hi No So czul, ze powoli
rowniez zanikają mi siły. Wrocil wiec on do swojej duchowej formy, aby nie pobierać mojej many.
~~
Łowca jedynie skinął głową jeszcze przez moment przyglądając się zwłokom. Wyglądały przerażająco
nienaturalnie to prawda. Jednak co innego mogli zrobić? W tym wypadku nic.
10.04.2022, 18:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#18

[literka=A]ura miasta nocą, przepełniona ostatnimi dniami wydawała się być jak sprofanowany grobowiec. Żadnej duszy czy człowieka na ulicach, wszystko wydawało się być kompletnie martwe, a jedynie wiatr był im towarzyszem. W końcu jednak Walbert postanowił się odezwać.
- Właśnie, ten czarny metal. Pokaz go
~~
Cisza, spokój i moje duchy. Tego właśnie mi brakowało od dłuższego czasu, uśmiechając się pod nosem z dobrego towarzystwa. Niestety jednak tak jak się cieszyłem z towarzystwie moich towarzyszy, nie zachwycał mnie fakt że dalej niektóre kawałki układanki nie są w czytelne. Zostawiajac to w cholere po prostu medytowałem.

Pierwsze zareagowały zwierzęce duchy, a dopiero po nich mnich. Otworzylem oczy wiedząc, że już czas. Podniosłem się więc i ruszylem w stronę umówionego celu. Nocna atmosfera zdecydowanie mi bardziej pasowała. Pusto i cicho. Jedynie słowa Walberta odbijały się między uszami. Poproszony o nóż wyjąłem zza paska by podać go rękojeściom do mistyka.
~~
Mężczyzna wziął kawałek do ręki i przyjrzał mu się, a wraz z każdą sekundą dość bezkształtny metal teraz zaczynał formować dość prostą rękojeść i długie, proste, spłaszczone ostrze jak igła. Całość miała spokojnie dwadzieścia centymetrów.
- Jakby się do Ciebie dorwał. - oddał szamanowi z powrotem, teraz faktyczną broń. Arthur mógł zauważyć że krawędź była niemalże bezbłędna, a co za tym idzie. Cholernie ostra.
~~
Widzialem, jak w rękach mistyka bron zaczęła się przekształcać najpierw to w rękojeści, a potem długie na dwadzieścia centymetrów ostrze. Wzialem je do ręki by móc się mu lepiej przyjrzeć. Ostra kradzen byla wykonana niemal bezbłędnie. Czulem jak sztylet moglby ciac powietrze:- Dzięki, obym nie musiał go używać. -Po czym z uśmiechem i małym zadowoleniem schowałem go na swoje miejsce.
~~
W końcu ruszyli, słońce szybko schowało się za horyzontem pozostawiając miasto w ciemnościach. Dwójka mężczyzn dosc szybko przmierzała kolejne alejki miasta, które teraz. Z niebezpieczeństwem które mogło nadejść znikąd przyprawiały o dreszcze. Najmniejszy dźwięk wprowadzał ciało w stan pełnej gotowości, a zwierząt takich jak szczury tu nie brakowało.
W końcu jednak znaleźli, jakieś 2 godziny poszukiwań i ich jedynym tropem było ciało strażnika z odgryzioną twarzą. Robiąc kilka kroków bliżej zauważyli że to nie tylko twarzy brakuje. A praktycznie połowy czaszki...
~~
Szliśmy tak i szukaliśmy tropow dobre dwie godziny. Dopiero po jakimś czasie dopiero udało się znaleźć coś, co moglo świadczyć ze bestia wyszła ma żer. Ciało mężczyzny leżało martwe, z odgryzioną połową twarzy: - Myslisz, ze to nasz demon? - Zapytalem bez ceregieli. Teraz zaczelo się polowanie, ale musimy pamiętać by sami nie zostać zwierzyną.
~~
Przy nieco bliższej oględzinie mistyk się zaczął się rozglądać po dachach.
- Zaatakował z góry, biedak nie widział nawet co go zaatakowało. - nie mowiac nic więcej przeciągnął ciało w jedno z ciemniejszych miejsc i miał ruszać z miejsca kiedy obaj mężczyźni usłyszeli ciężkie kroki, szybkie. Coś pędziło w ich stronę. Arthur od razu wiedziony słuchem odwrócił się w stronę dudniącego dźwięku i zobaczył jedynie kształt przbiebiegający centymetry od niego. Walbert od razu wystrzelił za nim wachlarz metalowych ostrzy, stwór wrzasnął trafiony magią. W ślady za stworem jednak biegł drugi. Całkowicie czarna ludzka sylwetka z rogami. W ciemnościach nocy szaman ledwo mógł dostrzec szczegóły. Na to jednak nie było czasu. Byt przebiegł obok nich goniąc dalej pierwszego stwora.
- Za nimi! Zajmę się pierwszym, bierz drugiego! - Kapitan wystrzelił do przodu zostawiając Arthura lekko w tyle.
~~
Nieźle, widać że ma doświadczenie w tym co robi. Momentalnie ustalił skad potwor zaatakował. Nagle zas podczas mojego zainteresowania jego umiejętnościami, coś usłyszeliśmy. Szybkie i ciężkie kroki, które dudniły w naszą stron. Jedyne co udało mi się zobaczyć to czarna karykatura człowieka. Walbert szybko wypuścił za nim swe zaklęcie raniąc dotkliwie demona. Na nasze nieszczęście pojawił się również drugi. Ruszyliśmy za nimi w pogoń. Mialem się zająć demonem z rogami. Coż, czułem podekscytowanie. Hi No So zresztą też. Dlatego przyzwałem mnicha, aby ten mogl być w każdej chwili gotowy do walki. Gdyby mial ku temu okazje, próbował złapać potwora na łańcuch. Karasu rowniez się pojawił z prostym zadaniem. Z góry mial ukazywać nam trasę potworów, gdybyśmy niestety je zgubili.
~~
Pościg trwał jeszcze kilka chwil. Oba potwory uciekały przed mężczyznami unikając przy tym ich ataków i z jakiegoś powodu ten drugi wydawał się mieć o wiele bardziej spokojne ruchy. Był w tym spokój i metodyczność, w przeciwieństwie to niemal spazmatycznych ruchów demonowi na czele tego wyścigu. Przebiegiwali właśnie koło jakiegoś sporego budynku z którego wystrzeliły metalowe spikulce. Arthur zobaczył dopiero sekundę później że to Walbert wykonał gest rękę. Prowadzący z potworów który został trafiony wrzasnął w furii odskakując w ulicę prowadzącą w lewo. Drugi, rogaty i nieco zdziwiony nagłym unikiem próbował wychamować w porę, ale wtedy wystrzelił łańcuch Mnicha trafiającym tym samym stwora i odrzucając go wgłąb alejki prowadzącej w prawo. Zwycięztwo jednak nie trwało długo bo szarpiący się z łańcuchem Hi No został szarpięty z taką siłą że uderzył w krawędź budynku. Dalej przytomny, jednak to było nieprzyjemne uderzenie.

Wchodząc do środka Arthur mógł zobaczyć z czym dokładnie miał się zmierzyć. Stwór był w dużej mierze ludzkiej budowy, wyglądał jakby ktoś obrał człowieka z skóry, a potem z niej wykonał swoiste fragmenty okrycia. Głównie na ramionach i biodrze. Długie i zakrzywione rogi na głowie, kierujące się lekko do tyłu. Twarz nie posiadała żadnych ludzkich cech poza oczami, jednakże były nienaturalnie blade, z maleńkimi źrenicami. A całość tego obrazu wieńczył dłuższy od samego stwora ogon.

Stwór leżał bokiem i patrząc na łańcuch, wyrwał doczepiony z swojej piersi kunai. Spojrzał z furią w oczach na Arthura podpierając się na jednej ręce. Wykonał zamach ogonem, a nagle pojawił się w nim na około metr długi kolec którym to byt wyrżnęł w kamiennej kostce przed sobą długą linię. Do tego głową stwora na chwilę się zatrzęsła żeby z niesmacznym chrupnięciem otworzyć paszczę i ukazać rzędy zębów jak igły.
~~
Pościg trwal w najlepsze za dwójką demonów. Walbert dzięki swoim umiejętnością zdołał zatrzymać jednego z nich. Mi zas dostąpił zaszczyt dzięki Hi No So zatrzymać drugiego rozdzielając się kolejno w lewo i w prawo. Niestety nasza radość nie mogła trwać zbyt długo, przynajmniej w moim przypadku. Sila demona ściągnęła mnicha na ścianę luzując się z uchwytu a następnie wyjmując wbity Kunai do piersi. Rozwścieczony pokazal szereg ostrych jak brzytwa zębów oraz ogon zwieńczony ostrym kolcem. Czujac ze nadchodzi walka wezwałem również Okamiego. Razem z Hi No So mieli większe szanse na sukces. Tak więc mnich jako pierwszy ruszyl w stronę demona, zaś elektryczny wilk polecial za nim. Taktyka byla prosta: Mnich dzięki swojemu łancuchowi mial obwiązać ogon demona by ten nie mogl się nim posługiwać. Okami zas nabierając pędu i okrązając dwójkę czekam na dogodny moment, aby przechwycić od mnicha łańcuch. Efekt pędu wilka mial przepłynąć przez łańcuch, zaś Ognisty Mnich za pomocą gradu ciosów mial zacząć okładać przeciwnika.
~~
Stwór cały czas stał w jednej pozycji bez większego ruchu. Uważnie przyglądał się ruchom szamana, kiedy ten przyzywał ducha wilka. Na jego widok cofnął się odrobinę, ale nie spuszczał trójki z wzroku.
Hi No So ruszył do ataku, rzucając łańcuchem w ogon demona. Złapał swój cel i zaplatał się na nim, ale. Zarówno szaman jak i duch Mnicha zaniedbali siłę stworzenia. Łowca siłował się z mrocznym bytem gdy ten trzymał go w miejscu nie pozwalając specjalnie nic zrobić.
Stwór wstał bez większego wysiłku na tylnie nogi wyglądając z postury jak... Człowiek.
Ogon rozpadł się na czarną ciesz żeby znowu złączyć się w długą kończynę, puszczając tym samym Mnicha z uścisku i zostawiając łańcuch na ziemi.
Bestia w tym samym momencie przeciągnęła ostrzem ogona po ziemi i skierowała je do prawej ręki żeby je... Zdjąć? W tym momencie stwór trzymał w łapie miecz. Tymczasem drugą ręką pokazał na Mnicha jakby zachęcał go do walki.
- Tylko Ty. - demon powiedział niskim i bulgoczącym głosem jakby mówił z głębin oceanu. Nie byli tu wściekłości, jedynie spokój i skupienie w głosie.
~~
Demon którego ścigałem pozostawał cały czas w bezruchu. Wtapiał swoje "oczy" bezpośrednio we mnie, jakby staral się coś dojrzeć. Gdy Okami znalazl się obok mnie, ten jakby insynktownie wykonal ruch do tyłu. Najwyrazniej Aura wilka, którą roztoczyl podczas przywołania w jakiś sposób została zauwazon przez oponenta. Za nim zaś ruszył Hi No So, rzucając swoim łańcuchem w potwora. Niestety mimo, że plan byl dobry to źle oceniłem potwora. Nie jest to bezmyślne stworzenie, które biega za swoimi w popłochu i bez celu. To potwor który wie jak walczyć. Ogon rozpadl jest w czarną ciecz, wypuszczając z siebie łańcuch, zaś na swojej dloni tworząc miecz. Tymczasem jego druga ręka zawędrowała w stronę swojego oponenta, a mojego przyjaciela. Hi No so momentalnie przyjął pozycję obronną. Oplatujac swoj łańcuch wokół dloni. W razie czego musial się przeciez jakos bronić przed mieczem. Okami zaś wrocił do mnie. Znikając gdzieś w powietrzu. Nie mogłem narazie czerpać za dużo many, nigdy nie wiadomo ile ta walka potrwa, a mnich jest moim najsilniejszym duchem. Trzeba to rozwiązać stosunkowo szybko. Dlatego Hi No So ruszył w stronę demona z poważnym uśmiechem na twarzy. Miał w końcu teraz okazje odegrać się choc trochę za swą śmierć: - Zabijmy to gówno. - Po czym stopniowo z każdym ciosem mnicha starałem mu się wysłać odrobinę więcej many, aby jego ciosy stawały się silniejsze. Nie wiem czy to zadziała, ale być może to wzmocni naszą pozycję.
~~
Oj nie. To z czym mierzył się szaman nie było zwykłą bestia i zauważył to w momencie kiedy potwór mówił do mnicha. W przeciwieństwie do Liarnii ten posiadał oczy. Prawie jak ludzkie. Na to jednak nie było specjalnie czasu bo wojownik Arthura ruszył do walki.

Pierwszy cios Hi No So minął się z celem, kolejny także. Demon unikał ciosów z zaskakującą precyzją jakby czytał łowcy w myślach. Jednak w końcu szybkość ciosów pięściarza zaczynała nadganiać z zwinnością stwora. W końcu pierwszy cios trafił. Mnich trafił byt w łeb wytrącając tym samym to coś z równowagi. Kolejny cios z nowu trafił odrzucając demona od siebie na jakieś dwa metry. Hi No So już wylatywał do przodu z kolejnym ciosem, kiedy Demon zdawał się być oszołomiony uderzeniami.
W ułamku sekundy mnich uświadomił sobie swój błąd widząc czyny swojego przeciwnika. Stabilna postawa, broń schowana za ciałem. Oboje trafili się w tym samym czasie. Mnich uderzając w bok głowy stwora, a stwór cięciem od dołu w mnicha. Teraz oddzieleni od siebie na trzy metry.
~~
Widok mojego oponenta nie dawal mi spokoju. I to nie dlatego, że był on paskudny... Nie. Wydawało mi się, jakbym widziałem w tym potworze człowieka. Czy to było możliwe? Wątpię, ale takie mam przeczucia.

Walka z początku nie wyglądała najlepiej. Mnich kompletnie nie mogl trafić w swojego przeciwnika, jednakże w końcu pierwszy cios dosięgnął demona. Dostając w głowę, potwor zostal wytrącony z równowagi, a kolejny cios odrzucił go na jakieś dwa metry. Gdy miało juz dojść do kolejnego, tu stało się coś czego się nie spodziewałem. Obaj wojownicy trafili siebie nawzajem. Potwor dostal q bok głowy, zaś Hi No So wyrwał cięcie mieczem zadane od dołu. Aktualna odległość między nimi wynosiła około trzech metrów. Sytuacja zrobila się poważna, dlatego nie mogliśmy się zatrzymywać. Mnich wiedzial, że jak odpuścimy, trzeba będzie zacząć od nowa. Dlatego ponownie, niczym niezaspokojony berskerker, ruszyl w stronę demona. Tym razem jednak postanowil walczyć ma odleglosc za pomocą swojego łańcucha. Chcial on zbliżyć swoj dystans najbliżej jak się da, a następnie probowal uwięzić bestie zakładać łańcuch na jego głowę i starając się odebrać dopływ tlenu do płuc potwora.
~~
Hi No próbował uderzać stwora łańcuchem, tylko tutaj znowu był problem tego cholernego ogona który łapał i rozpadał w momencie. Kurestwo było nadmiar inteligentne i wydawało się z nimi dosłownie bawić, ale tutaj nawet Mnich dostrzegł że to coś czegoś szuka w okolicy. Jego wzrok chodził po okolicy jakby było tu coś na czym mu zależało.
Wrzask przeszył noc miasta jak i trzewia Arthura. Męski, potwór od razu ruszył do przodu i ogonem zaczął się wspinać na drewniane elementy konstrukcji, żeby w końcu uciec na dach.
~~
Mnich mając swój styl walki, probowal uderzać potwora łańcuchem. Niestety nie dawało to większych efektów ze względu na umiejętności potwora. Czyzby tak chcial przyjrzeć się lepiej działaniu ów zdolności? Być może. Musieliśmy szybko kombinować. W pewnym momencie zauważyłem jak potwor ruszając glowa na boki czegoś szukał, jakby na czymś mu zależało. Tak samo niespodziewanie usłyszałem męski wrzask i ktokolwiek to był, to być może tego wlasnie szukał potwor. Gdy ten próbował uciec po drewnianych konstrukcjach, ja miałem dwie opcje. Hi No so atakując swoim łańcuchem, starał się w odpowiednim momencie zniszczyć belkę, przez co konstrukcja się zawali, a potwor spadnie przygnieciony zgliszczami. Drugą opcją była niestety gonitwa za potworem. Wtedy razem z mnichem i Karasu zaczęliśmy go gonić. Kruk lecąc z góry pokazywał którędy demon uciekał, mnich zaś starał się dotrzymywać mu tempa atakując i przeszkadzając w ucieczce swoim łańcuchem.
~~
Belki nośne budynków okazały się zbyt mocne żeby po prostu je zniszczyć, jednak kilka ciosów łańcuchem trafiło blisko potwora co spotkało się z jego odpowiedzią w postaci krzyku. Niskiego, zdeformowanego I bulgoczącego. Resztę dystansu przeskoczył z pomocą i ogona. Karasu z rozkazu Arthura poleciał w pościg.

Ucieczka po dachach jednak nie trwała długo, potwór spojrzał z jednego z w dół widząc zwłoki i Walberta, który od razu krzyknął w stronę biegnącego Arthura wskazując z rogatą bestię. Stwór jednak ulotnił się dalej gdzieś w głębinach miasta, Karasu dostrzegł że kierował się w stronę jakiegoś starego, piętrowego budynku. A w tym samym momencie inny krzyk przeszył miasto. Dziecka.
21.04.2022, 17:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki