Atarashii




Aleje miasta
#11

MG

Raiky widocznie był naprawdę bardzo uzdolnionym złodziejaszkiem i drobnym rzezimieszkiem. Miał niewątpliwie talent do tego, co robił - jak chociażby szybka reakcja specyficzną substancją na zarzuconą na nich sieć i sprawne jej rozcięcie. Mimo to widać było po nim oznaki niepewności - nigdy nie gonił go aż taki ogon. Co więcej, nigdy nie gonił go Arthur i Dolores. Strużka potu spłynęła mu po skroni.
- Wybacz, że cię w to wplątałem, ale chyba uda się nam zwiać. Pod warunkiem, że umiesz się wspinać. Umiesz? - zapytał Tatianę, skręcając w boczną uliczkę między dwiema średnio zamożnie wyglądającymi rezydencjami. Owszem, umiała. Na potwierdzenie chłopak prawie że odetchnął z ulgą.
W tym samym momencie reszta łotrzyków, czy po prostu ludzi szukających emocji, również rozdzieliła się. Żaden z nich nie biegł już główną ulicą, na której mogło się roić od straży, a stróży prawa goniło ich wystarczająco wielu. Ale młoda złodziejka i jej nowo poznany kolega nie mieli za bardzo czasu się obejrzeć. Słyszeli jednak, że nie zgubili patrolu. Goniły ich nadal dwie osoby. Dwie najbardziej gorliwe do złapania ich osoby. Przy czym Dolores zdawała się przyspieszyć, co zbyt roztropne nie było, zwłaszcza w tak wąskiej uliczce, gdzie czasem coś się mogło przypałętać pod nogi. Ale ta była wyjątkowo czysta. Byli zresztą przecież w Górnym Valen - tu szpadle nie leżały, gdzie popadnie. Ale powoli ich doganiała. Do pewnego momentu.
Raiky zakręcił za budynek, zaś Tatiana, która musiała ustawić się nieco za nim (z powodu wąskiego przesmyku) w ostatniej chwili zauważyła, że od razu wskoczył na jakiś obiekt za ścianą. Ufając w to, że wiedział, co robi, powtórzyła jego ruch. Wskoczyli najpierw na jakąś beczkę, następnie wdrapując się po rynnie i jakimś szyldzie. Parapet na drugim piętrze również był im przychylny, a stamtąd do dachu już było bardzo blisko. Dolores, będąca zaledwie kilka metrów za ściganymi, również zauważyła gwałtowny ruch w górę. Mimo to nie była w stanie wdrapać się z równą im zwinnością, a była też cięższa - zarówno ciałem, jak i rynsztunkiem (Raiky do potężnych się nie zaliczał).
Arthur chwilowo stracił orientację, gdyż był za Dolores. Musiał się rozejrzeć, zanim dostrzegł parę uciekinierów.
Pozostawało tylko pytanie... Czy naprawdę było warto naruszać spokój wysoko położonego w społecznej hierarchii człowieka, wbiegając do jego posiadłości? Bez wątpienia schody były, powinny również prowadzić na dach. Ale to nie były już rynsztoki, gdzie każde drzwi można było wykopywać i wnosić błoto na buciorach. Gdyby tak się stało, najpewniej żaden szlachcic nie omieszkałby nie zgłosić sprawy kapitanowi straży - chyba, że dany stróż prawa potrafiłby naprawdę dobrze wyperswadować swoje racje arystokracie.
Odpowiedź, przynajmniej chwilowa, przyszła jednak względnie szybko. Rynna może i trzymałaby się dobrze, gdyby nie bełt któregoś ze strażników miejskich, który świsnął Tatianie gdzieś pod butem. Żelastwo puściło od ściany, zaś nastolatce pozostało wisieć na kawałku dachu i... ręku Raiky'ego, który przed chwilą wdrapał się na górę. Sama byłaby pewnie zbyt zmęczona, by sobie poradzić, ale z ramieniem chłopaka jakoś wdrapała się na szczyt.
- A teraz idziemy nisko.
17.01.2015, 00:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#12

Wpatrzona przed siebie, rzadko zerkałam na moich towarzyszy, za siebie nie oglądając się w ogóle. Dźwięki, jakie towarzyszyły pogoni to było aż nadto, by wiedzieć, że jest źle. Chyba tylko dlatego olewam zupełnie nagłą niepewność Raikiego.
- Umiem - wypluwam z gardła w odpowiedzi. To naprawdę nie jest czas na pogaduszki.
Tymczasem pogon jest coraz bliżej. Niemal czekam aż szpony któregoś z łowców wbiją się w moje ramię. Wtedy nie wyrwę się. Nie mam szans z mężczyzną, a ta kobieta to też jakiś mutant.
Ale nagle wskakujemy w jakiś przesmyk i w chwilę potem czuję swój żywioł. Już nie jestem na uliczce, osaczona przez wszystkich wokoło. Nagle znajduję się ponad ich głowami.
To dało mi chwilowego kopniaka adrenaliny, radość odebrała część zmęczenia. Zaraz znajdę się na dachu, praktycznie bezpieczna i...
- Cholera! - wyrywa mi się, kiedy niemal czuję świst powietrza przy swojej nodze. Oni się nas zabić już zdecydowali?
Czuję jak rynna odsuwa się od ściany, serce ściska mi przerażenie. Ale nie spadam. Ręka kurczowo trzyma się dachu, a druga...
Tak bardzo cieszę się z jego pomocy, że nawet nie czuję już irytacji, że musze komuś coś zawdzięczać.
Jestem na dachu. Oddycham ciężko, praktycznie rozpłaszczając się na nim. Nie chodzi tylko o zmęczenie. po prostu nie bardzo chcę oberwać kolejnym bełtem.
27.01.2015, 15:49
Przeczytaj Cytuj
Aleje miasta
#13

STRAŻNIK
Po złej stronie muru


cieczka poszła wyjątkowo łatwo. Eris była w stanie owinąć linę wokół blanki i zejść po niej w dół. Podczas schodzenia, mogła zorientować się że do ziemi brakowało jej dwóch metrów. To jednak była w stanie pokonać bez większego problemu po prostu zeskakując. Wylądowała na trawie, tuż przy samej bramie i jednocześnie obok brukowanej ulicy. Niestety, nie mogła zatrzeć za sobą oczywistego śladu w postaci zwisającej z murów liny. Co gorsza, dopiero na ziemi dotarł do niej kolejny mały, acz znaczący fakt utrudniający jej życie. Znajdowała się w tej chwili w górnej części miasta. Znaczyło to tyle, że była zamknieta, otoczona barierą z kamienia w której jedyne przejścia nocą były zamknięte, a dniem chronione przez strażników. Czyżby tędy także udał się Albert? Po nim nie zostało żadnego śladu.

Przed Vervie więc roztaczała się śliczna, zadbana w każdym calu ulica przy której stały domy co bogatszych obywateli miasta. To tutaj mieszkali artyści, poeci, czy nawet rzemieślnicy wykonujący tak elitarne i pożądane rzeczy jak zbroje, miecze czy biżuterię. Choć biel tych budynków była nieco przyćmiona przez nocną atmosferę, nie można było zaprzeczyć elegancji z jaką wszystkie te kamiennice prezentowały. Przechodząc nieco dalej, zauważyć mogła zejście do miejskich kanałów. Choć z zewnątrz było dokładnie tak samo czyste jak wszystko tutaj, sama myśl o tym miejscu przywoływała dziewczynie niezbyt przyjemne, fantomowe zapachy. Brudne podziemie mogło być jendak jakąś drogą wyjścia. Jeśli w ogóle system ścieków między poszczególnymi częściami miasta był połączony. Drugą opcją było rozejrzenie się po okolicy, by znaleźć schronienie.
19.04.2019, 23:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#14

Wprawiona w tego rodzaju rzeczach Eris nie miała najmniejszego problemu, aby zejść po linie. Dobrze, że wtedy zdecydowała się, zagadać do swojego byłego nauczyciela, szkoda jednak tego, jak ich współpraca się skończyła. Idealnie zeskakując z mru wylądowała w efektowny sposób na miękkiej trawie. Odwróciła się i zrobiła dwa kroki w tył, by sprawdzić, czy dałaby radę strzelić tak, aby usunąć linę. Spoglądając na więzy, które zrobiła, byłoby trudno, aby jedną strzałą to rozplątać, a i nawet gdyby się udało, to wtedy strażnicy mieliby stuprocentową pewność, że to ona uciekła i ma jeszcze na dodatek łuk. Tak, może pomyślą, że to Albert uciekł. Przynajmniej, na pierwszą chwilę. Odeszła więc od muru, idąc brukowaną drogą, która znajdowała się tuż obok miejsca wylądowania.
Gdy Verwie szła przed siebie, nie zauważyła jednego, bardzo poważnego błędu, który na pewno pokrzyżował jej polany na łatwą ucieczkę. Dziewczyna była tak zestresowana cała sytuacją, która właśnie się wydarzyła, że na pierwszy moment nie zwróciła uwagi, że jest po złej stronie muru. Rozglądając się dookoła, zauważyła teraz pięknie wyremontowane budynki, sklepy ze zadbanymi szyldami i droga, która jest brukowana, a nie piaszczysta.
Gdy doszła do siebie i zrozumiała, że to nie jest koniec jej ucieczki, zaczęła myśleć, jak wydostać się, z górnej części tego miasta. Będąc tutaj rzadko, jak nie raz czy dwa i to jeszcze jak była mała, bo nie pamięta, żeby ostatnio tutaj bywała, musiała przemyśleć kilka podstawowych faktów. Na pewno ilość straży na ulicach. Albo ich będzie dużo, bo jest to bogata część miasta i strażnicy nie pozwolą, żeby działy się tutaj złe rzeczy, czy właśnie mało, bo wszyscy są zatrzymywani w bramach prowadzących tutaj. Wtedy nie trzeba byłoby ich chronić, gdy wszyscy nienadający się tutaj, byliby wyrzucani. Gorzej, jeśli obie rzeczy są tutaj stosowane i dużo straży i sprawdzanie tożsamości.
Idąc dalej dziewczyna zastanawiała się, co gdyby chciała jednak po prostu stąd wyjść. To, że sprawdzaliby kto wchodzi, nie musi znaczyć, że sprawdzaliby, kto wychodzi. Dajmy takiego handlarza. To że chce wejść sprzedać swoje towary, to musi to przedstawić, ale jak chce wyjść, to co kogo to może obchodzić. Jeden problem z tym będzie taki, że przecież ta bestia, która się znajduje w koszarach, nie będzie tam cały czas. Albo ją wreszcie złapią, albo ucieknie, a wtedy wrócą do swoich spraw. Gdy zauważą, że brakuje więźniów, a co gorsza jej, to zaczną na nią polować. Przecież w końcu kogoś zabiła. Morderce będą ścigać, tak więc i na granicy mogą jej szukać, szczególnie, że zostawiła linę, więc wiedzą, po której stronie znajduje się albo ona albo Albert, a może nawet i jedno i drugie. Cholera, szkoda, że nie ma tutaj Alberta, ale musiałam odzyskać swój łuk.
Przechodząc obok studzienki trafiła ją myśl, niestety, nieprzyjemna myśl. Jeszcze jedną drogą ucieczki, mogą być kanały. Poruszała się nimi trochę, gdy była pod opieką byłego mistrza, ale nie po tej stronie murów. Jedyne na co mogłaby wtedy tam liczyć, jest poruszanie się tak jak w koszarach, przy ścianie, która prowadzi w stronę Dolnego Valen. To nie powinno być trudne, ale fetor, który się stamtąd wydostaje, powala z nóg. Kolejną jej opcją, byłoby poczekanie na dzień i zapytanie jakiegoś kupca, który będzie dziś opuszczać Valen o to, czy by jej nie zabrał ze sobą za ochronę podczas podróży. Minusy takiego wyjścia są takie, że nie wiadomo, czy taki kupiec się znajdzie. Nie wiadomo też, czy ją zabierze, a jeśli zabierze, to jak strażnicy zatrzymają go, żeby sprawdzić czy ją nie przemyca, będzie na tyle dobry, że jej nie sprzeda. Ostatni pomysł, na który wpadła, to powrót do koszar i prześlizgnięcie się na druga stronę i poczekanie, aż brama zostanie otwarta, gdyż na przykład bestia ucieknie, a strażnicy nie chcąc by owa grasowała i mordowała ludzi, pójdzie jej szukać. Ale za dużo byłoby ukrywania się, plus trzeci raz musiałby się dostać na drugi koniec koszar. Było to jednak zbyt ryzykowne, by brała tą opcję pod uwagę.
Najrozsądniejszą drogą, były kanały, niestety były też najgorszą. Co prawda trochę po nich chodziła, ale do takiego smrodu trudno jest się przyzwyczaić. Zaczęła więc szukać studzienki do której mogłaby wejść, znajdującej się najbliżej Dolnego Valen. Gdy taką znalazła, wstrzymała oddech i poszła do kolejnej, by sprawdzić ile czasu da radę przejść by zaczerpnąć powietrza. Studzienki na szczęście nie były na tyle daleko od siebie, żeby nie wytrzymała, a nawet mogła jeszcze trochę przejść. Wróciła do wejścia kanałów, ostatni raz, skierowała się twarzą w odpowiednim kierunku, wstrzymała oddech i zeszła pod ziemię, idąc do upragnionej wolności, nabierając czystego powietrza gdy tylko musiała z otworów nad nią.

Gracz opuścił wątek
23.04.2019, 23:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#15

rthur ostatnimi czasy przekonuje się do spacerów wśród alejek Valen. Mimo wszechobecnych tu ludzi, którzy w parach spacerują wśród pięknych ogrodów, staram się nie zwracać na nich uwagi. Dlaczego? Bo ich nie lubię. To co często pokazują w tym świecie to sztuczność bądź chęć zarobku, nic więcej. To ich dusze są tym co sobą reprezentują i to właśnie nimi się interesowałem podczas przechadzki. Gdzieniegdzie mogłem ujrzeć ducha jakiegoś psiaka czy zestrzelonej kaczki, ale ludzkich dusz było tu mało. Albo nie zdobyłem jeszcze ich sympatii albo przeniosły się w jakieś bardziej ustronne miejsce. Cóż, nie muszę śpieszyć. Mogę pracować tu jako kowal lub asystent kowala, mam gdzie spać dzięki zarobionym smokom. No i na koniec... To duże miasto gdzie dużo ludzi słyszy dużo rzeczy. Liczę na to, że to właśnie tutaj uda mi się znaleźć jakieś informacje dotyczące mojego niedoszłego zabójcy i mordercy mojej rodziny.

Spacer dłużył się do tego stopnia, że zaczął się wieczór. Słońce powoli chowało się za horyzont a ja czułem się powoli zmęczony chodzeniem. Uznałem, że dobrze było by na chwilę odsapnąć i ostatni raz wziąć wdech świeżego i czystego powietrza. Dopiero wtedy dotarła do mnie kwiatowa woń tych wszystkich otaczających mnie kwiatów. Wtem usłyszałem krakanie które wybiło mnie z mojej komplentacji: - Karasu... Wracaj no tu. - Po czym dotknąłem małego klucza przy moim pasie. Kruk, który nie był widoczny dla wszystkich momentalnie przyleciał i usiadł mi na ramieniu. Podczas spaceru pozwoliłem mu polatać by mógł "wyprostować skrzydła". Mimo tego, że jest duchem wiem ile mu to sprawia frajdy: - To co, wracamy? - Po czym usłyszawszy krakanie nawołujące do zgody, wstałem i po prostu szedłem przed siebie wzdłuż alei. Pora się kierować do łóżka.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2021, 23:30 przez Arthur.)

14.12.2021, 23:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Aleje miasta
#16

ak zawsze w mieście handlowym dało się dostrzec sporo różnych osobowości z wszystkich zakątków świata. Ale jak jeszcze kilka tygodni temu, ludzie byli tutaj życzliwi i rozmawiali jak gdyby nigdy nic. No może pomijając jakąś mniejszą kradzież, która tylko urozmaicała spokojne życie. Tak dzisiaj co poniektórzy mieszkańcy i kupcy spoglądali na siebie podejrzliwie jakby zaraz mieli się sobie rzucić do gardeł.

Co chwilę do uszu Arthura dochodziły wieści o podpalaczu karczmy, dopiero co znaleźli kilka trupów okolicznych farmerów, to co odważniejszy mówił otwarcie jakoby w mieście był demon. A wisienką na torcie były wieści o jakiś typach spod czarnej gwiazdy. Jak to się mawia. A to pewnie tylko czubek góry lodowej. Cholera wie ile z tego wszystkiego było prawdą, jednak ostatnio na świecie źle się działo, a i każda historia ma podobno w sobie ziarno prawdy.
~~
Trakt który obrałem mimo pięknych widoków, krył za sobą potworne opowieści. Niektórzy opowiadali o podpalaczach, inni zaś o fali kradzieży które opanowały miasto. Jeszcze co poniektórzy opowiadali o zwłokach farmerów, które niedawno zostało odnalezione. Na końcu zaś przewinęła się plotka o demonie, który podobno grasuje w okolicach. Cóż to się porobiło w tym Valen... Nawet Karasu niepokoją zaczął kiwać głową i krakać na znak niepokoju. Mimo to ja zostałem spokojny. Być może warto by było zainteresować się tymi wydarzeniami mając nadzieję, że w końcu one ustaną. Podszedłem nieco bliżej ludzi którzy rozmawiali na temat podpalacza i zapytałem: - Przepraszam, dobrze usłyszałem? W mieście działa podpalacz? Jaką karczmę spalił? Mam nadzieję że nie moją ulubioną.... - Po czym czekałem na odpowiedź.
~~
Rzeczona grupka ludzi do której podszedł Arthur nie wyglądała na biednych, czy to nawet z niższych sfer. Jeden z nich bacznie obserwował młodego szamana, z czego pozostała dwójka spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem.
- To Ty nic nie wiesz? Karczmę pod dzbanem, zanim wszystko stanęło w płomieniach zobaczyli jakiegoś kutasa w czarnych szatach jak wychodził. Ale to tyle. Nic. - na te słowa drugi tylko kiwał głową, rozglądając się czy ktoś ich nie podsłuchuje.
~~
Grupa do której podszedłem zaczęła mnie lustrować swoim wzrokiem. Widać było, że nie miałem do czynienia z byle pospólstwem. Jakie było ich zaskoczenie po usłyszeniu mojego pytania: - Niestety bardzo długi czas byłem poza miastem i nic nie wiedziałem. Mam nadzieje, ze to była jednorazowa taka akcja i że władze znajdą tego człowieka... - A jak nie władze to ja to zrobię z moimi małymi pomocnikami.
~~
Cała trójka o mało nie parskła śmiechem na słowa młodzieńca.
- Straż? Żarty sobie stroisz..? Jeszcze trochę to to miasto stanie w płomieniach, a Ci będą się przyglądać albo wyciągną kiełbaski. Nie mów mi nawet że nie słyszałeś o reszcie tego sajgonu? - o dziwo teraz mówcą był ten który jeszcze chwilę temu uważnie się przyglądał Arthurowi.
~~
Nieźle się zdziwiłem gdy usłyszałem śmiech jegomościów: - Mówię całkiem poważnie... Naprawdę nic nie wiem. - Po czym zrobiłem zdziwioną minę i kontynuowałem dalej: - To co jeszcze się tu działo pod moją nieobecność? A było tu tak spokojnie... - Po czym zacząłem się zastanawiać jakie gówno jeszcze się toczy przez mury tego miasta.
~~
Żaden z mężczyzny zdawał się nie żywić urazy względem ciekawości Arthura.
-Cóż... W kopalni zaległo się jakieś gówno, dopiero co ktoś zamordował kilku młodych chłopaków i jeszcze jakby tu brakowało tego pierdolonego de... - mówiącemu mężczyźnie przerwał drugi uderzając go łokciem w żebra.
- Przestań, jeszcze to tu sprowadzisz. A tego tylko brakuje. - przez moment nastała dość niezręczna cisza i ostatni, trzeci z mężczyzn wskazał reszcie małą alejkę w której to mieliby trochę więcej prywatności. W niej wyjaśnił chłopakowi o czym nie chciał mówić jego towarzysz.
- Kilku ludzi widziało w mieście demona. Wzrostu jak człowiek, czarny jak cienie i szybki jak cholera. Od jakiegoś czasu nikt go nie widział, a potem znaleziono te trupy. Sam rozumiesz chyba że nikt nie chce o tym gadać. Ludzie boją się wychodzić po zmroku.
~~
Słowa jegomościów na wieść demona wprawiły mnie w małe zaniepokojenie. To, że grasuje tutaj taki byt może spowodować niemałe kłopoty. Czarne, szybkie, wyglądające jak cień... - Nie macie tutaj nikogo od demonów? Czy już wszyscy uciekli? - Zapytałem cicho. Najwyraźniej Ci panowie nawet na słowo demon reagują moczem. Lepiej ich nie straszyć: - Gdzie dokładnie znaleziono te ciała? - Musze sprawdzić miejsce zgonu. Być może uda mi się znaleźć dusze tych nieszczęśników i dowiedzieć się co ich dokładnie zabiło.
~~
Mówiący wcześniej mężczyzna zdołał jedynie westchnąć na pytanie młodziana.
- Valen nigdy takiej potrzeby. Demony tutaj pojawiają się ledwo kiedy. A jak już, to najczęściej straż może sobie z nim poradzić. Ale ten tutaj wydaje się być czymś gorszym, ciul wie co on pla... -
- A Walbert przypadkiem nie jest mistykiem? - przerwał mu pierwszy, ten który z początku tłumaczył Arthurowi sytuację w mieście. A z zamyśloną miną kontynuował mężczyzna któremu przerwano.
- Racjaaaa... Jeżeli chcesz się czegoś więcej dowiedzieć to musisz pogadać z kapitanem Straży, Walbertem.
~~
Walbert... To imie doslownie nic mi nie mówiło ale przynajmniej mam jakiś trop: - Gdzie uda mi się tego Walberta znaleźć? - Po czym Karasu juz wiedzial, żeby poszybować do góry i szukać dusz zmarłych którzy niedawno zeszli z tego świata.
~~
- W koszarach synek, w koszarach. Wiesz jak tam trafić?- powiedział z lekkim westchnieciem. Spodziewał się że chociaż tyle chłopak będzie wiedział, ale cóż. No jakoś trzeba żyć.
~~
- Myślę, że resztę już uda mi się ogarnąć samemu. Dziękuje Panowie. - Po czym odwróciłem się na pięcie i poszedłem w stronę koszar wojskowych mając nadzieję że uda mi się znaleźć tego kogo szukam.

Z/t koszary
15.01.2022, 22:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki