Atarashii



Aleje miasta
#17

Wróciłem skąd przybyłem. Czy vylem zadowolony ze swojej przechadzki do koszar? Niezbyt.
Dowiedziałem się jedynie kilku rzeczy które w sumie na ten moment niewiele mi dadzą. Zostało mi więc
skorzystać z reszty dnia i poegzystoeać sobie trochę z naturą i świeżym powietrzem. Dlatego udałem się
wzdłuż alei miasta szukając w sumie niewiadomo czego.
~~
Ludzi trochę na ulicach było i jak mogłoby się wydawać że któryś znika niemal jak duch z pola widzeniq.
Tak faktycznych duchów tutaj uświadczyć było ciężko. A praktycznie w ogóle. Cóż. Może gdyby nie to że
w jednej z alejek faktycznie była ludzka dusza. Wyraźnie przerażona, rozglądająca się za czymś co
jeszcze mogłoby ją dopaść.
~~
Wszędzie ludzie, żadnej martwej duszy w pobliżu. Człowiek chce się dowiedzieć czegoś ciekawego a tu
wszystkie dusze najwyrazniej poszły juz spać... No prawie wszystkie. Nagle wyczułem przerażoną duszę
w jednym z zaułków. Podszedłem do niej powoli i lagosmym głosem powiedziałem: - Hej spokojnie.
Czego się tak boisz?
- Zatrzymałem się. Nie chciałem podchodzić zbyt blisko by bardziej dusza się
nie przestraszyła.
~~
Podchodząc bliżej Arthur mógł zobaczyć kim dokładniej była zagubiona dusza. Młody chłopak, jeszcze
młodszy niż szaman. Trząsł się, a jego oczy wodziły szukając za kimś lub czymś. A kiedy tylko się
zorientował że to właśnie do niego idzie Arthur o mało kie rzucił się do ucieczki.
- Nnn. Nie zrobisz mi krzywdy? - ledwo dało się go usłyszeć jakby ktoś go dusił.
~~
Podszedlem juz wystarczająco blisko zjawy aby móc ją słyszeć. Bala się, nie wiem tylko czego: - Nie

mam pojęcia co Ci robic krzywdy. I tak już nie żyjesz. Co się dzieje młody? Czego się boisz
-
Zapytałem ponownie.
~~
- Ten mag. Zabił mnie.... Zabił wszystkich. Jakimiś ogonami. Mackami. Nie wiem. NIE WIEM!-
biedak upadł na ziemi chwytając się rękami za głowę, zaczął w kółko powtarzać ostatnie słowa.
~~
- Weź się w garść młody. - Złapałem go za bark by go uspokoić: - Nie musisz się już niczego
bać. Wiem o kim mówisz. Ten mag dawno uciekł z miasta, nie zrobi Ci już krzywdy.
- Po czym
starałem się jakoś załagodzić sytuacje. Zapowiada się ciekawie...
~~
Gest Arthura co prawda nie dotknął fzycznie ducha, jednak było to coś co pomogło mu się chociaż
odrobinę się uspokoić. Jednak strach nie znikł z jego twarzy.
- Nie. On dalej tutaj jest. Widziałem go. Czegoś szuka.
~~
Dziwne... Z jednej strony gest który wykonałem w stronę ducha pomógł, ale z drugiej dalej czułem że się
boi. Zrobiłem zdziwioną minę gdy zjawa stwierdziła że widziala maga: - Gdzie widziałeś tego maga? I
gdzie reszta przez niego zabitych? Zaprowadzisz mnie do nich?
- Po czym czekałem.
~~
Zmarły o mało nie odskoczył na słowa wypowiedziane przez szamana, znowu chowając głowę w rękach.
- Nie, błagam. Nie każ mi go szukać... Nie wiem gdzie są ciała, ktoś musiał je zabrać. Może straż? A
ten mag się tu czai. Chodzi po mieście, ale nie wiem czego chce. Nie wiem
- po tych słowach skulił
się w kłębku na ziemi mamrocząc sam do siebie.
- Chcieliśmy tylko pomóc. Dlaczego nas zabił?
~~
Musiałem go uspokoić. Uznalem ze jest jedno wyjście. Przelałem trochę many w eteryczną postac
chlopaka by móc go złapać za barki i powiedziec: - Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie, to ważne.
Musisz mi pomóc go odnaleźć Bo nikt inny tego nie zrobi. Straz się go boi, tak samo jak ty. Pomóż mi, a
ja w Twoim imieniu i pozostałych zabitych się zemszczę. Pozwól mi pomóc.[b] -Probowalem przejąć
kontrole nad duchem by móc go uspokoić.
~~
Magia szamana wykonała swoje zadanie. Dusza zmarłego chłopaka nie stawiała większego oporu.
Opanowanie nieokiełznanego strachu związanego z jego śmiercią, tego duch nie potrafił powstrzymać
samodzielnie. Trauma jednak była aż nadto wypisana na twarzy istoty.

- [b]Nie chcesz z nim walczyć. Zabije Cię jak tylko się dowie co z nami zrobił. Co mi zrobił. Wybacz, ale
nie mogę tego zrobić. Nie chcę znowu widzieć ich twarzy... Mogę Ci powiedzieć że jak wyglądał. Ale nie
każ mi tam iść. Proszę.

~~
- Dobrze, powiedz mi jak wyglądał. I powiedz mi gdzie znajdę resztę jego ofiar. Wtedy puszcze Cię
wolno.
- Coś mi tu ewidentnie nie gra i musze się dowiedzieć co. Na ten moment jednak warto
pozbierać trochę informacji...
~~
- Wysoki, ciemne, średnio długie włosy. I wyposażony, uzbrojony. I niebieskie oczy. Ma w sobie, coś
takiego. Jest przekonywujący
- strach znowu zaczął przejmować władzę nam umsyłem młodego.
Chwycił się ręką za głowę i próbował ostrząsnąc, sam Arthur poczuł jak jego kontrola z lekka straciła na
mocy. Jednak była wystarczająca żeby utrzymać duszę w ryzach.
~~
Opis ducha, który opisywał tajemniczego maga nie był zbytnio dokładny i musiałem dowiedzieć się
więcej. Tym razem stanowczo powiedzialem starając się zwiększyć swoją kontrole: - Gdzie jest reszta
zmarłych dusz?
-
~~
- Nie mam pojęcia, ciągle gdzieś tutaj są, ale... Nie wszyscy uciekają. Jak ja. Możesz im pomóc? -
strach zaczynał znikać z twarzy młodego, a zamiast tego zaczynała pojawiać się iskra nadzieji.
~~
- Cóż, to że rozmawiamy już coś znaczy. Pomogę wam na tyle ile tylko będę umiał. - Po czym ze
spokojną miną uśmiechnąłem się do niego. Kontrola nad duchem w końcu się udawała. Teraz jedynie
trzeba czekać na ciąg kolejnych wydarzeń.
~~
Duch wstał z ziemi i spojrzał na szamana.
- Dziękuję. Spróbuję znaleść resztę i ich tu przyprowadzić. Ale nie wiem czy mi się uda - po czym
ulotnił się w alejkach miasta handlowego. Arthur na pewno sprawił sobie nowego sprzymierzeńca, tylko
jaką miał gwarancję że faktycznie mu pomoże?
Młodzik jednak długo nie musiał czekać żeby coś się wydarzyło, bo prawie jak z niczego pojawiła się za
nim postać ubrana w długi, ciemnobrązowy płaszcz. Z bliska zaklinacz duchów mógł dostrzec elementy
metalowego pancerza i jakiegoś symbolu na materiale. Jednak cienie skutecznie utrudniały odczytanie
go jak i twarzy.
- Podobno szukasz tego demona? - kobiecy głos odezwał się dość cicho kiedy postać przechodziła
obok chłopaka.
- Chodź za mną.
~~
Udało się, przekonałem go. W sumie to nie pokojące że lepiej dogaduje się z duchami niż z ludźmi...
Coż, trudno. Duch szybko zrozumiał swoje zadanie i zniknął mi z pola widzenia w sekundę. Mam
nadzieję, że wypełni swoje zadanie. Nagle znikąd pojawiła się dziwna postać. Długi brązowy płaszcz,
kobiecy glos, jakieś elementy pancerza... Dziwne. Mimo to uznałem że to jest wsparcie od ducha
chłopaka którego tu znalazłem i poszedłem za kobietą mając oczy szeroko otwarte. Obym się nie mylił...
~~
Oboje szli w ciszy przez moment, aż dodatrli do ustronnej i skrytej w ciemnościach alejki. Zniszczone
budynki i ogólna atmosfera ukazywały miejsce, w które wielmożni na pewno się nie zapuszczali.
- No to teraz możemy pogadać. - Tajemnicza rozmowczyni ściągnęła kaptur, a płaszcz przestał
ukrywać jej tożsamość. To strażniczka Valen!
- Zgaduję że Walbert już Ci wszystko opowiedział?
~~
Szczerze mówiąc cisza w której szliśmy wgłąb ciemnych uliczek nie napawała mnie ani strachem, ani
niepokojem. Byłem gotowy na wszystko co by mogło się zaraz wydarzyć, no... Prawie wszystko. Gdy
zakapturzona postać zdjęła kaptur podniosłem brew ze zdziwienia. Była to strażniczka Valen, której za
cholere się nie spodziewałem: - Jeśli masz na myśli maga którego magia miała samoświadomość to
tak, coś mi wyjaśnił w tym temacie. Powiedz mi jednak, po co ta cała otoczka? Rozumiem, tajemnica
przed zwykłymi ludźmi, ale Walbert nie wspominał że ktoś juz działa w terenie.
-
~~
- Bo nic nie wie. Walbert się boi że to samo stanie się z nim. - przeszła kilka kroków, stukając
palcami o głownię miecza.
- Ten mag gadał sam do siebie, wyglądało jakby z czymś walczył wewnątrz. I ta powłoka.
Obrzydlistwo, ale... Nigdzie nie widziałam niczego podobnego, a nikt o czymś takim wydaje się nie
wiedzieć. Do tego wszystkiego ten pieprzony Medyk. Jak on miał? Mortis? Chyba tak. Kompletnie

zdurniał kiedy dostał mistyka pod swoją opiekę. Popadł w manię.
- wyciągnęła z sakiewki małą
buteleczkę czarnej cieczy, którą pokazała młodemu.
- Udało mi się to ukraść. To tego Maga. Wygląda Ci jakby żyła sama z siebie?
~~
Wszystko powoli stawało się jasne. Walbert się po prostu bał. Oboje są mistykami także jest to możliwe.
Ale jak do cholery magia sama może ożyć? To była dla mnie zagadka której nie mogłem rozwikłać. -
Kim lub czymkolwiek ten mag jest, podobno opuścił miasto. A co do medyków. Każdy z nich na swój
sposób jest wariatem i geniuszem w jednym. Mortisa mimo to nie znam, nie obiło mi się jego imię o uszy.
- Tu zrobiłem przerwę by móc się przyjrzeć czarnej cieszy w fiolce. Wygląda jak zwykla ciecz, ale...
Było w niej coś dziwnego: - Co to dokładnie jest? Ten Mortis odkrył cokolwiek? - Bo ja kurwa nie
mam pojęcia.
~~
Strażniczka rozejrzała się z niepokojem po okolicy. Nie potrzebnie, bo w zasięgu wzroku nie było żywej
duszy. Jakiejkolwiek innej, też nie.
- Wyglądał jak człowiek. A z tego co udało mi się dowiedzieć to mistycy korzystają z magii żywiołów o
czarnym kolorze. To tutaj, to czarna woda tego maga. Silnie trującą, więc jej nie pij. Tylko widzisz, ona
się nie rusza. To zwykły płyn. Cała ta sprawa czymś śmierdzi, a Walbert nie chce gadać.

~~
- Mistycy to potężni magowie, przynajmniej tak slyszalem. Ten tutaj jak mówisz Mistyk Wody musial
spędzać Walbertowi sen z powiek. Być może ta woda to jedynie efekt jego magii. Musi mieć styczność z
magią właściciela by się "żywić". Być może to coś w rodzaju pasozyta? Może Mortis coś pomoże skoro
badał mistyka?
-
~~
Zamyślenie zaczynało się malować na jej twarzy.
- Nie mam pojęcia. Ale znowu. Nikt nie słyszał o czymś takim. Magowie umieją kontrolować żywioły
czy inne... Cokolwiek. Ale nie tak żeby nagle coś ożywało własnym życiem. Każda księga o magii mówi
że potrzebna jest wola czarującego. A Mortis... Nie żyje. Padł trupem nie długo po tym jak wsadzili go do
lochu.
- wyraźnie wszystko siedziało w kropce, a rozwiązania jak nie było. Tak nie wydawało się, żeby
chciało się ukazać.
~~
Zostaliśmy w kropce. Nie wiedziałem za bardzo co robić, aż przyszły mi dwa rozwiązania do głowy: -
W takim razie zostalo nam tylko jedno rozwiązanie. Trzeba przycisnąć Walberta. Być może on tylko coś
będzie wiedział, no chyba że znasz innego mistyka?

~~
- Walbert nic nie puści. Nawet wyższym nic nie powiedział. Ale tak, widziałam naszego maga przez
kilka chwil. Raz na treningu żeby uspokoić jednego kretyna. Wtedy użył magii po raz pierwszy. Potem
widziałam go w nocy kiedy Mortis porwał jakąś jedną. Usłyszeliśmy z Walbertem wrzask, Mortis wyleciał
i ten mistyk wyszedł w tym pancerzu. Wyglądał praktycznie jak demon. Jakby, całe jego ciało było
porozdzierane. Rogaty łeb z paszczą ostrych zębów i ogon z ostrzem. Nie wyglądał jakby nie miał nad
tym kontroli. Ale nawet brzmiał jak te cholerstwa
- kobieta otrzasnęła się z wspomnień dawnej nocy.
Współpraca z czymś takim to na pewno nie mało.
~~
- W takim razie jebać go, sami to ogarniemy. - Powiedzialem z małym zadziornym uśmiechem na
twarzy:- Facet jest ewidentnie jest zagrożeniem. Jesli on nic nie mówi tylko i wyłącznie z bojaźni przed
tym co może go czekać, to jest bardzo ograniczony w swoim myśleniu. Przeciez jesli chce się przed tym
przestrzec to musi wiedzieć jak... Magia to pojebane gówno, ale warto czasami spróbować je zrozumieć.
Wiem to na własnej skórze.
-
~~
- Nie do końca. Wyobraź sobie co by się stało gdyby taka informacja się rozeszła. Zaszła by
pierdolona anarchia. Mistycy nie są tylko w Azaracie, polują na całą masę potworów. Ale dlatego właśnie
chciałam z Tobą pogadać. Rozumiesz o co chodzi... Ale no, problem w tym że ten mistyk się gdzieś
ulotnił. Po małym... "incydencie" w koszarach, ale nie ważne. Ja się stąd nie mogę ulotnić, ale Ciebie
Walbert nie ma na oku.

~~
- Rozumiem Bo sam param się swojego rodzaju magią. Nie zmienia to jednak faktu, że nie warto
uciekam od tego czego się boi.
- Tu zrobiłem delikatną przerwę. Musiałem powoli przemyśleć ciag
dalszy mojej wypowiedzi i gdy już to sobie ogarnąłem dokończyłem: - Nie mówię przeciez że taką
informację można ujawnić. Ludzie są jak małe zwierzęta. Usłyszą hałas, plotkę czy nawet czyjąś
niepokojącą mysl i już robi się zamieszanie. Mogę sobie jedynie gdybać, ale gdybym był na jego miejscu
i bał się że moja magia może mną zawładnąć, to dowiedział bym się jak moge temu zaradzić, ale to tylko

moje podejście....
- Troszkę nabijałem się z dowódcy, to prawda. Wydawał się panienką w opałach
ktora boi się wyjść poza swój ogródek: - Co się stało w koszarach? - Zapytalem bo być może to
będzie jakas wskazówka
~~
Strażniczka skrzyżowała ręce na piersi i oparła się o ścianę jednego z budynków.
- Domyśliłam się. Jesteś Szamanem prawda? Rozmawiałeś z duchem jak rozumiem. - wysłuchała
w ciszy słów Arthura i westchnęła.
- Widzisz, w tym właśnie jest cały problem. Akolici czy Mędrcy. Wiemy ich magii i jak działa. Ale nie o
mistykach. Żadna księga czy żadne z moich dojść praktycznie nic o tym nie wie poza tym że są
skuteczni przeciwko demonom. Kompletna pustka. Są kompletną tajemnicą. Może ten mag po prostu
wie coś czego nie widzą inni? Może że te plotki są prawdziwe że są powiązani z tym piekielnym
paskudztwem... A co do koszar. Cóż, nasz demon wrzasnął na cały głos w koszarach. Strażnicy go
zobaczyli, a resztę zwieńczyła wielka ucieczka. A chyba rozumiesz jaką "nowinką" jest demon w
koszarach. Wszyscy ruszyli go zabić.
- wzruszyła barkami, bo co innego można było zrobić w takiej
sytuacji?
~~
- Rozmawiałem z duchem, to prawda. Podobno zabił go i kilku innych ludzi Mag z wodnymi mackami...
Myślisz że to ten mistyk?
- Tu zrobiłem pauzę by wysłuchać strażniczki, a następnie przeszedłem do
odpowiedzi: - Cóż, jednego mamy pod ręką. Być może kiedyś coś opowie o swoich zdolnościach. Na
ten moment wiemy jedno: Mistycy lubują się w koszarach.
- Uśmiechnąłem się pół żartem pół serio i
czekałem na dalszy rozwój wydarzeń.
~~
Strażniczka podrapała brodę w zamyśleniu
- Tamten miał jedną. Znaczy ogon, no wiesz o co chodzi. - powiedziała do Arthura po czym zaczęła
chodzić to w jedną, to drugą stronę bez słowa.
- Tylko że to nie ma sensu. Jeżeli miałby tu jakieś ciemne interesy to raczejnie zwracałby na siebie
uwagi, a pomógł przy pożarze tawerny. Czy raczej podpaleniu. Co niektórzy w mieście go przez to
kojarzą, a nie jest znowu tak odziany żeby go łatwo z kimś pomylić... A co do mistyków. Tyle co wiadomo
to tyle że posługują się czarnymi żywiołami i są skuteczni przeciwko demonom.
- w końcu rozłożyła
ręce na boki. Dalej żadnego wyjaśnienia co tu się wyprawiało. A Valen miało ostatnio tego sporo.
~~
To wszystko powoli zaczęło tracić jakikolwiek sens. Mam na głowie dwóch dziwnych ludzi, którzy potrafią
korzystać z Magii Wody. Na domiar złego jeden podpalił tawernę, a drugi jest jebniętym mistykiem który
zamienia się w demona...: - To posrane... Czy naprawde nikt z żywych nie jest wstanie mi pomóc w tej
sprawie?
-Rzucilem ironicznie. W tym momencie uznalem że chyba jedyną pomoc jaką jestem
wstanie uzyskać, byla od ducha chłopca którego spotkałem: - Dobra, chodz ze mną tam gdzie mnie
spotkalas. Być może nie wszystko stracone.
- Po czym ruszyłem na poszukiwania chłopca.
~~
Starzniczka jedynie wzruszyła ramionami. I jak powiedział Arthur tak zrobiła.
Chwilę później dotarli na miejsce, a tam już czekal na młodego szamana duch, którego poznał
wcześniej. I to w towarzystwie innej duszy. Mężczyzny, może koło czterdziestki? Nie był przerażony, ale
bez cienia wątpliwości wolał trzymać dystans.
- Wybacz, ale tylko jego udało mi się sprowadzić. Reszta gdzieś zaginęła. Nie możemy ich nigdzie
znaleść.
- powiedział wyraźnie zmartwiony swoim małym zwycięztwem, ale i dużą porażką.
~~
Cieszyłem się, że moja rozmówczyni mnie słuchała. Nie zadawala zbędnych pytań, robila to co jej
mówiono. Widać, że jest żołnierzem... Nim się obejrzała, znaleźliśmy się na miejscu. To właśnie tu bylem
umówiony z duchem młodego chłopca którego spotkal jakiś czas temu. Zdziwiłem się jednak, że jest w
towarzystwie tylko jednego ducha: - Witaj, jestem Arthur. Powiesz mi wszystko co wiesz na temat tego
co was zabił?
- Spytałem bez ogródek mając nadzieję, że uslysze satysfakcjonującą mnie odpowiedz
~~
Duch nie podchodził bliżej i jedynie skinął głową na słowa szamana. Od razu wydawał się być nieco
bardziej skory do rozmów.
- Powiedziałbym że wyglądał jak zwyczajny najemnik, ale bez żadnej konkretnej broni. Tym bardziej
jakby się mu przyjrzeć. Uzbrojony po zęby, ale to dojrzałem już za późno. Miał dla mnie i moich chłopców
robotę, ale widzisz jak skończyliśmy. Krótkie, brązowe włosy. Niebieskie oczy i coś koło tego wzrostu.
- uniósł dłoń na wysokość około stu dziewięćdziesięciu centymetrów? Odrobinę niżej?
Mało jednak Arthur miał czas na namysły, bo w tym wszystkim z uniesonymi brwiami przyglądała mu się
strażniczka.

- Hmmm?
~~
Słuchałem tego co miał mi do powiedzenia duch starszego mężczyzny. Dzięki niemu poznałem mniej
więcej wygląd tego osobnika, który ich tak urządził. Jednak... To było za mało. Wnet odezwała się
strażniczka, ktora towarzyszyła mi w wyprawie. Opowiedziałem jej to samo, co powiedzial mi duch, a
następnie skierowałem się ku duchowi zadając jeszcze kilka pytań: - Co to była za robota? -
Zaczalem szybkim pytaniem, następnie dodając kolejne: - Wiem, że to może być ciężkie pytanie ale
pamiętacie jak umarliście? Chodzi mi o szczegóły.
- Po czym czekałem.
~~
Kobieta przez moment nie powiedziała nic, ale jej mina wskazywała że coś tu się nie zgadza. A sama na
moment pogrążyła się w myślach zostawiając młodziana z duchami. Ano duch.
- Mieliśmy mu pomóc przetransportować towar. Pojawiła się mgła i chwilę potem już wszyscy nie
żyliśmy. Nie wiem co się wtedy stało... Młodego zabił jakąś macką czy czymś. Na szczęście nie cierpiał.
- tyle. Dusza nie miała zamiaru powiedzieć niż więcej, a na jego twarzy widać było tylko ból po
wszystkim co zaszło.
- To nie on. To nie ten mistyk. Tamten był siwiejący i miał długie włosy. No to mamy tu jeszcze
mordercę...
- strażniczka westchnęła kiedy złożyła wszystkie fakty w jedną całość. A sam Arthur
zaczynał plątać się w coraz to większej pajęczynie Valeńskich intryg i tajemnic.
~~
Wziąłem głęboki wdech i wysłuchałem tego co mial mi do powiedzenia duch. Niestety im bardziej go
słuchałem, tym bardziej zaczynałem sobie zdawać sprawę, że mamy doczynienia nie z jednym, a z
dwoma mordercami w Velen. Zacisnąłem zęby, przekląłem w myślach: - Kurwa... - I spojrzałem na
swoją towarzyszkę. Czułem się bezradny, ale starałem się to ukryć. Za cholere nie wiedziałem co robić.
Poddającym się tonem spojrzałem jednak na kobietę i zapytalem: - No to podsumujmy: Mamy dwóch
pojebanych morderców. Jeden jest demonem, a drugi włada mackami. Robi się ciekawie... Wiesz co
teraz robimy?
- Po czym spojrzałem na nią dość poważnie. Jesli by niczego nie wymyśliła poprosiłem
duchy by zaprowadzily nas do miejsca zdarzeń, gdzie spotkala ich śmierć. Być może dostaniemy
chociaż jedną dodatkową wskazówkę.
~~
Strażnika przez dłuższy moment się nie odezwała. Musiała być w podobnej kropce jak szaman, nie
wiedząc co o tym wszystkim myśleć.
- Nie wiem... Nie mamy żadnego większego tropu. Zapytaj tego ducha czy nie pamięta o ich zabójcy
czegoś więcej. Może pamięta coś więcej? Jakiś szczegół? Cokolwiek.
- szukała wzrokiem po okolicy
jakby sama chciała móc porozmawiać z martwymi, ale to było na nic. Wszystko zdawało się kończyć w
martwym punkcie kiedy szaman Arthur coś poczuł. Ciężko bylo to opisać, ale coś jakby strach
wymieszany z spokojem. Ledwo wyczuwalny, ale i duchy ruszyły się niespokojnie wodząc wzrokiem.
~~
Tak, byliśmy w kropce. Nic nie dawało nam kolejnego tropu doslownie nic. Zeznania duchow tez były
bardzo połowiczne, nie dając nam możliwości ustalenia czegoś nowego: - One Cię slyszą. - Po
czym spojrzałem wymownie na dusze mając nadzieję, że może coś dopowiedzą. W pewnym momencie
zas poczułem coś dziwnego. Strach i spokój... To unosiło się w powietrzu. Czyżby ktoś umarł nieopodal?
- Tez to czujecie prawda? - Zapytalem duchy, po czym spojrzałem na strazniczkę: - Coś się
dzieje...
- Po czym zacząłem się rozglądać mając nadzieję, że być może uda mi się znaleźć źródło
tego dziwnego przeczucia.
~~
- Powiedziałem tyle ile pamiętam. Umieranie to nie taka prosta sprawa, wiesz? - starszy z zmarłych
jedynie ruszył barkami.
Pierwszym który zareagował był definitywnie Hi no sō, za nim pozostałe dwa duchy. Zachowywały się
tak jakby chciały się wyrwać z swoich talizmanów, ale w przeciwństwie do Ōkami'iego i Karasu, Łowca
nie okazywał strachu. Wręcz przeciwnie.
~ Spierdalaj stąd i wzywaj mnie! ~ duch łowcy darł się w głowie szamana tak głośno jak tylko
potrafił kiedy dwie dopiero co znalezione dusze szukały schronienia za szamanem.
~~
- Wierz mi, zdaje sobie z tego sprawę. - Odpowiedziałem z dosyć spokojnym głosem i dodałem: -
I tak dużo powiedziałeś, dziekuje. Jesli chcecie, moge wam pomoc opuścić to miejsce. - Rzucilem
dodatkowo. Te dusze mi pomogły, a ja mogłem się odwdzięczyć. Nagle, poczułem większy niepokoj.
Glos Hi No So przekonał mnie do działania. Dotknąłem końcem palca jego klucza, by ten mogl się
zmaterializować w świecie żywych. Ja zaś zamachnąłem się ręką w stronę strazniczki i krzyknąłem: -
Uciekaj, zbliża się coś niebezpiecznego.
- Powiedzialem twardo i poważnie, mając nadzieję że

kobieta mnie poslucha. W przeciwieństwie do mnie liczę na to że spierdoli. Mnich zaś wiedzial ze nigdzie
się nie wybieram, że nie zostawię go samego. Zachowałem czujność i resztki spokoju aby rowniez
uspokoić resztę duchow. Musiałem być gotowy na wszystko
~~
Długo nie trwało kiedy Łowca zmaterializował się i niemal natychmiastowo wyrzucił łańcuch w stronę
jednej z alejek. Duch rzucił się w przód zanim ktokolwiek zdarzył zareagować, ale kiedy Arthur odwrócił
się w jego stronę. Nie było tam nic poza jego wojownikiem, który rozglądał się po dachach. Ale tam także
nic nie było.
A sama strażniczka ledwo zdążyła zeragować próbując dobyć miecz, zatrzymując go jednak na wpół w
pochwie.
- Uciekł... - krótko powiedział Łowca, ale nie spuszczał gardy wracając z powrotem do Arthura.
- Co uciekło? O co tu chodzi? - strażniczka była wyraźnie skołowana całą sytuacją, chociaż to
może mało powiedziane.
~~
Cala akcja trwała zaledwie kilkanaście sekund pozostawiając w oczach potencjalnych gapiów jedynie
krótkie: co tu się kurwa stało. Szczerze? Sam bylem skołowany. Jednak nigdy intuicja Hi No So mnie nie
zawiodła, dlatego coś musiało być na rzeczy: - Wiesz co to było? - Spytalem spokojnie mnicha, a
w stronę strazniczki dopowiedziałem: - Sam chciałbym wiedzieć, ale najwyrazniej ktoś nas
obserwował.
- Zacisnalem dlon w piesc, a Mnich cały czas obserwował otoczenie. Na końcu
zwróciłem się w stronę dusz: - Uciekajcie do Kaplicy, to swiete miejsce. Tam się spotkamy i odeślę
was do domu. Narazie muszę się tu rozejrzec.
- To nie była prosba duchy mogly to wyczuc. Ja zaś...
Coz, najwyrazniej trafiłem na jakieś ciekawe zajęcie.
~~
Duchy zrobiły jak im nakazano i w mgnieniu oka znikły z alejki. Ho no z kolei jedynie ruszył się
niespokojnie. Jednak przestał szukać zagrożenia.
- Nie wiem. Ale to na pewno nie był człowiek, ani jakieś zwykle zwierze... Szybki jest... -
wypowiadając ostatnie słowa spojrzał jeszcze raz w stronę, w którą jak można się domyśleć uciekł
obserwator.
- To co to było? Demon? - strażniczka mocniej zacisnęła dłoń na rękojeści miecza.
- Nie wiem, nie miałem takiego samego wrażenia jak podczas... - umilknął nie odwracając się od
kierunku ucieczki stworzenia.
~~
- Ani czlowiek, ani zwierzę... Za to cholernie szybkie. Niedobrze. - Zwróciłem się w stronę ducha.
Zaczalem powoli isc w jego stronę mając nadzieję, że duch ruszy ze mną: - Musimy to znaleźć,
szybko.
- a następnie widząc zachowanie strazniczki dodałem: - Nie, nie demon. Jesli to bylby
pomiot zla, od razu Hi No So by o tym wiedział. To musi być coś innego...
- Po czym nie czekając na
jej odpowiedz poszedlem w kierunku który mogl skazywać stronę ucieczki tajemniczej postaci.
~~
Starzniczka kiwnęła głową i wsadziła miecz do pochwy.
- Mam nadzieję że wiesz co robisz. - po czym oddaliła się najszybciej jak mogła. Dla kogoś kto nie
był przygotowany stawać z nadnaturalnym zagrożeniem, to był wyrok śmierci. Ale czy Arthur był na nie
gotowy?
Duch łowcy nie przestawał szukać wzrokiem czegoś na dachach, jednak wyraźniej skory do rozmów.
- Ciekawe ilu zabił... - podążający za Szamanem duch mówił sam do siebie. Zaczął uderzać jedną
pięścią w wierzch dłoni. A tak gotowego do walki Arthur go chyba jeszcze nie widział. Przeszłość
wyraźnie musiała go gryźć jak bestie kości.
~~
Cieszyło mnie to, że strazniczka nie będzie się niepotrzebnie narażać. Gdy skończę, znajdę ją i powiem
czy czegoś się dowiedziałem. Potem bede musial się zająć tymi duszami...
Plany na później zostawiłem na dalsze rozmyślania. Teraz musiałem się skupić, bardzo możliwe że
czekała mnie walka. Czulem niemal takie same podekscytowanie jak Hi No So, którego dusza aż pali się
do bitki. Podążając za mym duchem czułem to bardzo wyraźnie, czułem to co on, slyszalem jego mysli...
Uznalem, że warto będzie nieco się nastroić: - Czujesz to prawda? Jest silny... - Dodawałem oliwy
do ognia. Wiedzialem, że mnich łatwo się nakręca do walki, w szczególności gdy czeka go wyzwanie.
Strzeliłem knykciami, tak jak za każdym razem gdy zaczynam trening. Było to dla mnie tak samo wazne,
jak rozciąganie. Podobno to samo robili poprzedni Szamani rodziny Ka. Ciekawe czy odziedziczyłem po
nich jeszcze inne cechy? Cóż, może kiedyś się dowiem. Na ten moment przed oczami mam inny cel:
znaleźć zagrożenie. Nie zaprzestałem rozglądania się. Musiałem znaleźć jakieś eteryczne ślady duszy.
Gdy to się uda, znajdziemy cel.

~~
Hi no krótko się zaśmiał na myśl o silnym przeciwniku.
- Zobaczymy, nie mam zamiaru walczyć kilka sekund. - młodzieniec nie mógł tego widzieć, ale Hi
no uśmiechał się tak pewnie od... Tamtego wydarzenia. Dla tego żył i dlatego dalej istnieje. Dla walki.
Oboje szukali, pomijając co chwilę małe grupki biedaków. Taka dzielnica Valen jak widać. Jedni coś
mamrotali, inni na widok ducha zaczynali się kulić w strachu, a niektórzy w ogóle nie reagowali patrząc
kompletnie obojętnym wzrokiem. Jakby już się pogodzili że niedługo sami mogliby tak skończyć. Gdyby
nie to że faktycznie próbowali znaleść jakieś ślady dusz. To pewno by je ominęli. Pomijając smród
biedaków oczywiście który był nadzwyczaj rozpraszający, to Arthur ledwo potrafił wyczuć to co chciał, a
co dopiero cokolwiek z nich wyczytać. Do tego wydawały się być rozsiane absolutnie wszędzie. Jakby to
co je zostawiło specjalnie skakało jak pijany zając zostawiający za sobą zapach.
- Też tego szukasz, prawda? - zachrypły głos wydobywał się spod kaptura, który po bliższym
przyjrzeniu się nie wyglądał na ubrania żebraków. Siedział sam, zdala od innych, ale biedacy zdawali się
go niepostrzeżenie obserwować.
~~
Oj tak, czułem to. Mnich byl podekscytowany tym co może nieslugo nadejść. To dobry znak. Ja zaś
niestety nie mogłem nic zrobić. Śladów nie było końca, odbijały się raz w jedną, raz w drugą stronę,
nieregularnie. Jeszcze ten smród... Ciekawa okolica, nie powiem. Nagle usłyszałem dosyv zachrypnięty
glos dobiegający spod kaptura pewnego osobnika. Spojrzalem w jego stronę, a za mną mój duch: -
Każdy czegoś szuka, tak samo jak my.
- Nie zdradzałem zbyt wiele, mając nadzieję że być może ten
mezczyzna bedzie moją wskazówką. Jesli nie będzie miał nic ciekawego do dodania, po prostu wrócę do
dalszych poszukiwań.
~~
Postać zaczęła się cicho śmiać i robić coś pod szatą, jakby się "drapał"? Ciężko było powiedzieć, ale
chwilę potem ledwo był w stanie chwycić oddech.
- Oooooh, nie takie znowu coś. Widziałeś go, jednego z nich, prawda? Tych którzy chowają się nocą...

~~
Spojrzalem ponownie na mężczyznę z dziwną irytacją. Czego właściwie on ode mnie chce? Zrobilem
krok w jego stronę i przemówiłem: - Kim jesteś by mnie o to pytać nieznajomy? - Zapytalem
zaciekawiony. Rowniez mnich chcial się dowiedzieć czegoś, co być może pozwoli nam kontynuować
polowanie.
~~
Zakapturzony człowiek nie zrobił nic przez dłuższą chwilę. Znowu zrobił coś pod swoją szatą i podniósł
głowę na tyle że Arthur mógł zaczął dostrzegać jego dolną część jego twarzy. Po brodzie ściekała krew,
która natychmiast wsiąkała w tkaninę. W ustach znajdowały się dziury jakby ktoś wyrywał z nich
niewielkie kawałki mięsa.
- Wiedziałem że coś złego się dzieje. Chciałem im tylko pomóc. - postać zaczęła się powoli kołysać
na boki.
- ...Tylko pomóc...Tylko pomóc? - słysząc to wszystko Hi no podszedł bliżej żeby stanąć w obronie
swojego Pana jednak nawet on odskoczył na widok tego co zobaczył.
Mężczyzna sięgnął prawą ręką do swojego kaptura. Była prawie cała obdarta z skóry. Ale dopiero twarz
tego człowieka wywołała uciekę biedoty, która ujrzała ją szybciej niż młody szaman. A ten prawie jak
zmuszony przez jakąś niewidzialną siłę obejrzał się za całym tym harmidrem. A kiedy wrócił wzrokiem do
tajemniczego człowieka zobaczył że ten wstał. Twarz prawie cała spalona na czarno, jakby ktoś zostawił
usta żeby mogły mówić o koszmarze jakich świadkami były. Najgorsze jednak były oczy których... Nie
było. Jedynie stróżki krwi wydobywające się z miejsc w których powinny być. Dwie czarne pustki jak
noce w które można spotkać potwora który mu to zrobił.
- Szukaj najmłodszych. Tych które są niechciane... Ona im pomoże... I może Ty przeżyjesz? -
zarówno Arthur jak i Ho ni stali sparaliżowani że strachu przed tym co widzieli. A nie minął nawet
moment a ten "człowiek" przejechał sobie nożem przez gardło z obżydliwym, zakrwawionym uśmiechem,
żeby jego ciało padło na ziemię ciemniejszych alejek miasta handlowego.
~~
To co teraz się zdarzyło, na długo pozostanie w mojej pamięci. Wszystko to, co ujrzałem zarysuje się w
mojej głowie na długo w przód. To było straszne. Ciało tego mężczyzny, jego twarz, reka, usta i brak
oczu. Cokolwiek stało za tym wszystkim, musi być złe do szpiku kości. Chory świat... Naprawdę chory.
Niemal się nie pozygałem z tego wszystkiego. Na szczęście bądź nieszczęście, mężczyzna poderżnął
sobie gardło. Spojrzałem z delikatnym obrzydzeniem na ducha i zapytalem: - Co to... Co to kurwa
było? Widziales to samo co ja... To nie było normalne.
- Musiałem się uspokoić by zacząć logicznie

myśleć... Musiałem przemyśleć to co powiedzial na sam koniec: "Szukaj najmłodszych, tych które są
niechciane... Ona im pomoże. I może ty przeżyjesz...". Zastanowiłem się na chwile i powiedzialem na
glos: - Chodzilo mu o sierociniec, na pewno. Ale... dlaczego tam? - Skierowałem pytanie
bezpośrednio do ducha mając nadzieję, że nieco mi pomoże. Miałem również nadzieje, że zanim dusza
nieszczęśnika ucieknie do zaświatów, będę miał okazję zapytać go o co dokładnie mu chodziło.
~~
Duch łowcy był niemal skamieniały z strachu, kiedy tylko zobaczył ten chodzący na dwóch nogach
koszmar. Dopiero drugie pytanie Arthura sprowadziło Hi no "na ziemię".
- Co..? Czekaj... Gdzie on? - szaman mógł zauważyć że doprawdy duszy nieszczęśnika nigdzie
nie było. W ogóle się nie pojawiła. Nic. Absolutnie nic. Tylko ciało w kałuży krwi. Duch łowcy stał wryty
przyglądając się temu wszystkiemu. Jednak w końcu udało mu się nie przebić przez woal strachu i
zaczął badać zmarłego. A sekundę później rzucił swojemu Panu sztylet.
Długi na jakieś dwadzieścia centymetrów. Samo ostrze najpierw łagodnie zaginało się tył po to żeby na
ostatnich kilku centymetrach wygiąć w się przód. Jak gdyby miało specyficznie służyć do jakiś zabiegów
medycznych czy rytualnych cięć ofiary. Rękojeść nie owinięta żadnym materiałem czy skórą
przypominała kłębowisko metalowych macek które nie pozostawiały między sobą nawet milimetra
przerwy. Hi no jedynie przekręcił głowę na bok patrząc na szamana z wyczekiwaniem odpowiedzi.
~~
Cała ta sytuacja nie była normalna, wiedziałem to zarówna ja jak i moje duchy. Jedynie Hi No So
postanowil towarzyszyć mi podczas tego nienaturalnego zjawiska. Reszta moich duchow się nie
wychylała. Rozumiałem to, jak nikt inny. Czułem jak bardzo się boją. Mnich również się bał, to chyba
jedyna naturalna rzecz w tym miejscu: - Zniknął, nie ma jego duszy. Czemu? - Zapytalem mnicha
mając nadzieję, że rozjasni nieco sprawę. Następnie zaś spojrzałem na sztylet, którym zabił się
nieszczesnik przede mną. Byl robiony na zamówienie, nie nalezal do walki. Myślę, że powołaniem tego
oręża był obrzęd. Dlaczego tak myślę? Zwykle przeczucie...: - Musimy znaleźć ten sierociniec. Być
może tam znajdziemy kolejną poszlakę.
- Po czym zacząłem się kierować w stronę sierocińca. W
miedzy czasie przypomniałem sobie o strazniczce ktora być może będzie miała jakiś pomysł skad ten
sztylet się wzial. Mialem nadzieje, ze uda mi się ją gdzieś znaleźć po drodze. Hi No So czul, ze powoli
rowniez zanikają mi siły. Wrocil wiec on do swojej duchowej formy, aby nie pobierać mojej many.
~~
Łowca jedynie skinął głową jeszcze przez moment przyglądając się zwłokom. Wyglądały przerażająco
nienaturalnie to prawda. Jednak co innego mogli zrobić? W tym wypadku nic.
10.04.2022, 18:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj


Wiadomości w tym wątku
Aleje miasta - przez Kratos - 24.07.2013, 20:12
RE: Aleje miasta - przez Nemeth - 24.07.2013, 23:15
RE: Aleje miasta - przez Arriane - 25.07.2013, 11:43
RE: Aleje miasta - przez Nemeth - 25.07.2013, 14:50
RE: Aleje miasta - przez Kratos - 25.07.2013, 15:49
RE: Aleje miasta - przez Arriane - 25.07.2013, 19:38
RE: Aleje miasta - przez Kratos - 25.07.2013, 20:15
RE: Aleje miasta - przez Nemeth - 25.07.2013, 22:23
RE: Aleje miasta - przez Tatiana - 04.01.2015, 14:12
RE: Aleje miasta - przez Dolores - 07.01.2015, 19:11
RE: Aleje miasta - przez Scythis - 16.01.2015, 22:48
RE: Aleje miasta - przez Tatiana - 27.01.2015, 13:49
RE: Aleje miasta - przez Mirrodin - 19.04.2019, 21:27
RE: Aleje miasta - przez Eris - 23.04.2019, 21:56
RE: Aleje miasta - przez Arthur - 14.12.2021, 21:30
RE: Aleje miasta - przez Arthur - 15.01.2022, 20:34
RE: Aleje miasta - przez Arthur - 10.04.2022, 18:48
RE: Aleje miasta - przez Arthur - 21.04.2022, 17:47



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki