Atarashii




Mroczna polana
#11

Po swoim pokazie nieumiejętności szermierki podążył za wskazówkami Lavi. Wstał, ustawił się, jak mówiła i...rzeczywiście, broń wydała mu się nagle lżejsza i bardziej poręczna.
-Faktycznie. To chyba nie takie trudne jak od razu założyłem. - Zdziwił się. Właściwie to był pierwszy raz, kiedy trzymał broń w ręku inną niż nóż. Mieszkał w prostym miasteczku, a w jego rodzinie nie było też, żadnych wojowników dlatego wszystko, co wiedział o praktyce władania bronią, pochodziło z książek czy opowieści. Wielcy, barczyści wojownicy też wpływali na jego opinię pod tym względem. A tu proszę...Spotkał drobną kobietę z wielkim mieczem u pasa, którym władała i prawdopodobnie mordowała. Więc w sumie, czemu on sam nie miałby szans? Myśl ta zalęgła się i zaczynała kiełkować w jego głowie. Kto wie, może da początek nowym aspiracjom?
Po zdjęciu z siebie balastu i uzbieraniu potrzebnych rzeczy do rozpalenia ognia przykucnął przy sporej stercie...wszystkiego. Luthien posiadał przy sobie krzesiwo, więc mógłby podać je najzwyklej w świecie Lavii i byłoby po sprawie. Jednak skoro kobieta wywarła presję ukazania „przyjaciela”, a sam szaman stwierdził, że to wręcz idealna okazja, by Wilk się wybiegał - nie zaniechał chęci zmaterializowania go. Sięgnął więc do swojej torby przy pasie. Wymacał w niej instynktownie niezdarnie spreparowaną kukiełkę zdobioną brązem. Położył ją delikatnie na ziemi. Następnie zaczął przelewać nań swojej many i już pokrótce zaczął się materializować Wilk. Nie było to zwierze, tylko mały chłopczyk o wzroście ledwo podchodzącym do 145cm. Miał jasną blond czuprynę, na której widniała nakrycie głowy z wilczego łba. Srebrne oczy były dzikie, ruchliwe, a buzia pyzata i okrągła. Od policzka do policzka przez nos miał poprowadzoną czerwoną kreskę namalowana jakby jakąś farbą. Nosił na sobie coś na wzór kubraka z wilczej skóry za kolana i tak skrojonym, że puchaty ogon ciągną się za nim wszędzie.
W każdym razie, gdy tylko ta istota się urzeczywistniła rzuciła się na Luthiena powalając go na ziemię.
-Lulu! Luuuu! Lulululu....- Powtarzał, skacząc po szamanie. Obrazek ten przypominał szczeniaka cieszącego się na widok swojego pana. Cóż...niedalekie to było od prawdy. A przynajmniej do momentu, w którym blondasek dostrzegł brunetkę.
- Kto? - Znieruchomiał i ucichł nagle. Począł świdrować Lavię pytającym spojrzeniem. Nie czekając na odpowiedź, zszedł z mężczyzny i schował się za jego plecami, gdy ten w końcu miał okazję wstać.
-Hm...ochroniarz. Broni mnie. Jest dobrze.-Zapewnił, po czym w małe łapki Wilka wcisnął dwa krzemienie wyciągnięte z torby. - Przyszykuj palenisko, a dostaniesz coś dobrego. - Zachęcił małego, a ten już po chwili z niezwykłą energią kopał w ziemi na „pieska” płytki dołek. Nadmiar ziemi ułożył w okrąg, do którego dodał kamienie. Na samym środku rozłożył rozpałkę, nad którą ślęczał kuckiem trzaskając wprawnie kamieniami. Nie trzeba było długo czekać, by pojawił się dym, a potem ogień, wokół którego układał już cieńsza, a potem grubsze gałęzie. Całość prezentowała się bardzo wprawnie, a na sam koniec nic nie mówiąc, Wilk patrzył sugestywnie na swojego Pana, który wyjął z zapasów prowiantu swoją dolę łososia. Chłopiec wyciągnął łapki.
-Ej, gdzie w te brudne ręce koleżko. Dzioba otwieraj. Aaaa... - Zaintonował, po czym wrzucił kawałek ryby w rozdziawioną mordkę. Dzieciak łakomo żuł, by po chwili połknąć smakołyk niemal w całości. Luthien wypuścił ciężko powietrze. Nie chciał już prawić przy Lavi kazań Wilkowi na temat poprawnego pożywiania się, więc jedyne co zrobił to ze zrezygnowaniem poczochrał głowę malca. Nagle go olśniło.
-Właściwie, możesz się nam jeszcze przydać. - Wzrok teraz przeniósł na Lavię – Jeśli cokolwiek tu w lesie jest, na pewno zapach ognia, nas, jedzenia powinien zwabić to coś w te okolice. Nie głupim pomysłem byłoby spreparowanie pułapki, prawda? Mamy surowego mięsa. Można odkroić niewielki kawałek, użyć liny. Co ty na to, Lavio? Dodatkowo mamy mapę, można ją umiejscowić tak, by zapachem wabiła od strony tych jaskiń co w tym lesie są. - Zaproponował. Chciał wiedzieć co ona o tym myśli. Sam szaman bowiem improwizował z pomysłami, bo nigdy nie polował na potwora, jednak nie raz przyglądał się, jak Wilk polował na dzikie zwierzęta. W sumie niewielki lis, czy też potwór połykający ludzi w całości...to prawie to samo.
Tak więc, jeśli kobieta wyraziła aprobatę, szaman przekazał młodemu liny, kawałek odkrojonego mięsa i swój sztylet wyjęty z pokrowca. Analizując zaś mapę i kierunek wiatru wskazał zaś Wilkowi, w którym miejscu mniej więcej ma umiejscowić pułapkę. Ostrzegł go by nie zapuszczał się daleko mimo panującej jasności i wracał czym prędzej. Na bardziej konkretne współrzędne zdałby się na podpowiedź Lavii bądź zawierzył w doświadczenie swojego chowańca.
-Nie przepadasz za dziećmi. - Stwierdził i uśmiechną się lekko. Wyczytał to z jej spojrzenia na Wilka. Rozłożył zapasy żywności bardziej na widoku. Wątpił, żeby jedno jabłko zaspokoiło głód. Sam zresztą sięgnął po kawałek pieczywa. - I też jesteś szamanem. - Dodał mniej pewnie. Nie umknęło mu uwadze, że wspomniała od razu o „przywołaniu”, jednak może strzelała?
23.03.2014, 21:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mroczna polana
#12

- Wystarczy tylko poćwiczyć.- Uśmiechnęła się w jego kierunku.
Jeżeli chodzi o Lavię to swoją przygodę z bronią białą zaczęła właśnie od sztyletów. Kiedyś była małą, drobną dziewczynką, więc walka mieczem mogłaby sprawić jej dość duży problem. Gdy stała się kobietą przerzuciła się na nieco cięższy oręż. Sztyleciki nie miały najmniejszych szans w starciu z wielkimi potworami, których ubojem zajęła się potem brunetka. Była to według niej całkiem niezła fucha, czasem może troszkę niebezpieczna i brudna jak cholera, ale też dochodowa. Ludzie płacili czasem krocie, by pozbyć się jakiegoś ghula czy innego potwora, który chodził gdzieś koło miasta i napadał na wieśniaków.
Mogła rozpalić te ognisko i w sumie nie miałaby większych problemów z tym, wystarczyło dać jej krzesiwo do głowy. Jednakże Luthien postanowił pochwalić się swoimi umiejętnościami szamańskimi. Okej, ona z chęcią popatrzy! Jej oczom ukazała się kukiełka. Czyli mężczyzna należał do tych mniej ryzykownych szamanów. Lav uśmiechnęła się pod nosem. Ona reprezentowała zupełnie inny rodzaj szamanizmu...
Nagle pojawił się chłopiec... a mianowicie dziecko. Nie lubiła dzieci, owszem, ale jako duchy jeszcze je tolerowała. Jej Aamn był dzieciakiem, który na dodatek wyglądał jak jedna wielka klucha, dlatego też aż tak bardzo nie prezentowała swojej niechęci to Wilka, czy jak mu to tam szło. Jeżeli zachowywać się będzie względnie normalnie to będzie w stanie znieść jego obecność. Jej Aamn mimo dziecięcego wyglądu jest całkiem okej z charakteru. Taki wesoły aniołek, który zrobi dla Lavii wszystko. I jak tu go nie lubić?
Spojrzała na Luthiena dość dziwnym wzrokiem, kiedy wspomniał jej o pułapce. Normalnie by się zgodziła, ale teraz nie uważała tego za jakiś wyśmienity pomysł. Oprócz potwora zapachem jedzenia mogą być też zwabione inne zwierzęta, które wcale nie były niczemu winne. Jednakże... z drugiej strony.Westchnęła ciężko.
- W sumie okej, ale trzeba się pośpieszyć przed zachodem słońca.- Postanowiła przystać na jego propozycję, która wcale taka zła nie była.
Kobieta usiadła przy palenisku i poklepała miejsce obok siebie, zachęcając Luthiena do pójścia w jej ślady. Była niemalże pewna, że mężczyzna usiądzie albo na przeciwko, albo w dość sporym odstępie od niej. Ale cóż. Jej to ani ziębi ani grzeje, zaczęła tolerować jego obecność... można nawet powiedzieć, że Lavia troszkę Luthiena polubiła. Był ciekawą osobą na swój sposób. Większość mężczyzn próbowało zawsze ją poderwać, ale z Lu było inaczej i w sumie...to było całkiem fajne w nim. Ale to nie zmienia faktu, że jej facet musi być silny i męski... znaczy się bardziej męski od niej samej.
- Owszem, nie bardzo za nimi przepadam, jednakże duchy toleruję. I tak, jestem szamanką. Jednakże... zupełnie innego typu niżeli ty.- Uśmiechnęła się mimowolnie.
26.03.2014, 00:13
Przeczytaj Cytuj
Mroczna polana
#13

Gdy Lavia zaaprobowała pomysł, Lu pośpieszył Wilka do wykonania zadania. Nie pozwoliłby mu bowiem szlajać się po zmroku. Gy zaś młody pohasał w dal, szaman dostrzegł gest wojowniczki i zgodnie z jej oczekiwaniami przysiadł koło niej, lecz w komfortowej dla siebie odległości. Przyglądał się tańcującemu ogniu. Czuł przy tym jej bliskość, jednak próbował to ignorować. Kosztowało go to wiele skupienia, jednak było to prostsze niż gdyby miał teraz siedzieć koło córy karczmarza. Naprawdę. Zachowanie, ubiór brunetki, jak i fakt, że nie próbowała żartować bądź wykorzystywać tej słabej strony Luthiena był bardzo pomocne. Dlatego też mimo wielu przeciwności mógł siedzieć koło niej, nie czując się jak ostatnia ofiara bądź błazen. Żeby przy każdej kobiecie tak było...
-Innego typu...? Masz na myśli talizmany? - Sam mężczyzna nigdy nie miał z nimi jakiegoś bliższego kontaktu. Czytał o nich, słyszał, lecz nigdy nie spotkał żadnego szamana nimi operującymi. Toteż w jego oczach dało się dostrzec żywe zainteresowanie i ciekawość. Jeśli brunetka mu przytaknęła - wyraził szczery podziw.
Kiedy Wilk wrócił, oznajmiając, że wykonał to, co zostało mu powierzone, oddając przy tym sztylet, Lu postanowił pozwolić mu pohasać w zasięgu swojego wzroku po polanie. Młody, ruchliwy urwis był wręcz uradowany. Jego uszy z wilczego nakrycia głowy wystawały ponad wysoką trawę. Rozbawiło to szamana. Po jego wzroku błądzącym za chłopcem, można było stwierdzić, że w przeciwieństwie do brunetki Luthien lubił dzieci. Bardzo.
-Jeśli chcesz, możesz pierwsza odpocząć. Obudzę cię nocą, gdy tylko poczuję sen na powiekach lub gdy coś mnie zaniepokoi. Bo widzisz, nie potrafię zasnąć, jeśli panuje choć cień dnia, a i również chcę pozwolić mu się wybiegać. Nie można spuścić go z oczu. - Spojrzał z politowaniem, jak również z czułością na ścigającego prawdopodobnie myszy w trawie Wilka. Nie miał serca go odsyłać. Przynajmniej póki było bezpiecznie.
Kiedy Lavia odpoczywała, sam Luthien siedział w swojej pelerynie przed ogniskiem, do którego dokładał drewna, by utrzymać względną jasność i ciepło. Zmęczony bieganiem Wilk siedział teraz wtulony w bok swojego pana, zerkając na to, jak ten przerysowywał dokładnie mapę daną przez karczmarza do jednej ze swoich pustych ksiąg. Światło lampy naftowej dopomagało mu w kalkowaniu oryginału, który był prawdopodobnie najdokładniejszym odwzorowaniem tutejszego terenu. Szaman nie mógł odpuścić takiej okazji. Znużony zaś Wilk wypytywał szeptem szamana. Już raz bowiem został skarcony, za zbyt głośne zachowywanie się w obecności śpiącej Lavii.
-Po co to?
-Bo to przydatne.
-Dlaczego?
-Dzięki temu, następnym razem, jeśli mielibyśmy tu przybyć, nie będę musiał pożyczać czyjejś mapy.
-Dlaczego?
-Bo będę miał swoją.
-A będziesz chciał tu wrócić?
-Kto wie, jak nie ja to może ktoś...?
Taka wymiana słów trwała i umilała czas, sprawiając, że ten płyną jakby szybciej i już pokrótce szaman mógł podziwiać skopiowany przez siebie obraz mapy. Na kolejnej stronie zaś zanotował uwagi dotyczące terenów i charakterystycznych miejsc obfitujących w dane zioła, jakie znalazł. Gdy skończył, z dumą wsunął księgę do swojej dużej torby. Przeciągnął się. Następnie na kijku upiekł niewielki kawałek, praktycznie skrawek mięska jako smakołyk dla Wilka. Uwielbiał go rozpieszczać. Po czym odesłał go, a sam, zaczął nawoływać kobietę, próbując ją wybudzić. Jeśli sam podniesiony głos nic nie zdziałał to niezbyt pewnie, położył rękę na jej ramieniu poczynając delikatnie[/color] ją szturchać. Jeju. Jakie to było zawstydzające. Jeszcze tej nocy pewnie nie raz będą zmieniali wartę. Zatem Lu przygotowywał się już psychicznie do kolejnego podejścia.
26.03.2014, 22:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mroczna polana
#14

Lavia uśmiechnęła się tajemniczo, kiedy usłyszała pytanie mężczyzny... talizmany,tak? Ona jest szamanem starej daty, kiedy to na świecie były jeszcze inne formy przywoływania duchów. Nowi w tym fachu tego nie znają, jednakże Lav rozpoczęła swoją przygodę z szamanizmem już dawno. Dwanaście, może trzynaście lat temu spotkała staruszkę, która płacąc z jabłko, wcisnęła jej do ręki jeszcze jedną tajemniczą monetę, którą dziewczyna po raz pierwszy na oczy spotkała. Była brązowa, ale wyglądała magicznie. I nawet taka była.
- To nie są talizmany, mój drogi.- Uśmiechnęła się delikatnie. Sięgnęła do pokrowca, w którym trzymała swoje monety. Wyjęła pierwszą lepszą. Była ona srebrna.- Monety. Stary rodzaj szamanizmu, już nie znajdziesz na świecie żadnych monet. Ale ich funkcję spełniają teraz talizmany. Działają na tej samej zasadzie.
Lavia schowała monetę na swoje miejsce i spojrzała w niebo. Zbliżała się noc. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie pośpi sobie długo ani nie wypocznie porządnie. Budzenie się co parę godzin nie jest zbyt fajne, ale musiała jakoś to przeżyć. Gdy wróci do domu, to odeśpi to. Może nie była wymagająca co do komfortów, których nie potrzebowała tak naprawdę, ale tych sześciu godzin minimum potrzebowała. Jednakże cieszyła się bardzo, że to ona pierwsza pójdzie spać i nie będzie musiała ze snem na powiekach czuwać. Przytaknęła jedynie głową, słysząc propozycję Luthiena, która bardzo jej pasowała.
Kobieta położyła obok mężczyzny, a jej głowa była niebezpiecznie blisko (dla Lu oczywiście) jego nogi. Okręciła się peleryną, tak by nie uciekało od niej ciepełko. Zamknęła oczy i zasnęła dość szybko, nie zwracając uwagi nawet na hasającego i głośno mówiącego Wilka. Była tak padnięta, że stado mamutów mogłoby koło niej przebiec, a ona pewnie dalej by spała niczym zabita.
Jak wiadomo, człowiek śpiący nie kontroluje swoich ruchów i tak też było z Lavią, której jednak brakowało poduszki. Przez sen zaczęła jej szukać po omacku i w ten sposób natykając się na udo od Luthiena. Twardością przypominało jaśka kobiety, więc ta bez zastanowienia się (jeżeli można tak to ująć!) położyła się na nodze od mężczyzny, co się jej całkiem spodobało. Fakt faktem, udo miał naprawdę wygodne!
Trzeba przyznać, że Lavia wyglądała dość niewinnie, kiedy spała. Miała delikatnie otworzone usta i oddychała delikatnie. Twarz miała zupełnie inny wyraz niż zazwyczaj- spokojny, łagodny niczym u anioła. Włosy kobiety trochę się poplątały, ale nie odbierało jej to uroku, a może nawet i dodawało! Ogólnie wyglądała jak nie ona, a zwłaszcza wtedy, kiedy na jej ustach pojawił się uśmiech. Nie był on ani delikatny, ani kpiący. Był od ucha do ucha i wyglądał na szczery. I pewnie taki był.
Wołania Luthiena nic nie dały. Jak wcześniej zostało wspomniane, mogłoby przebiec koło niej stado mamutów, a i tak by spała. Jednakże poskutkowało delikatne szturchanie. Jedno, drugie, trzecie... aż kobieta utworzyła uczy, by zdać sobie sprawę z tego, że patrzy się na (zapewne na zarumienioną) twarz Luthiena. Dopiero po chwili doszło do niej to, że leży na jego nodze. Szybko się podniosła i odsunęła od mężczyzny, tak by nie przekraczać jego przestrzeni osobistej.
- Przepraszam cię... pewnie czujesz się zawstydzony czy coś... wybacz.- Uśmiechnęła się. Uśmiech ten był niemalże identyczny do tego, jakim obdarzyła Luthiena przez sen.
27.03.2014, 17:31
Przeczytaj Cytuj
Mroczna polana
#15

MG

Piękne słońce, księżyc w pełni...kto mógł wiedzieć jaka jest pora dnia? Na pewno nie potwór, który radośnie kroczył po lesie w poszukiwaniu jedzenia. Jedzenia? Właściwie nawet nie o to mu chodziło. Po prostu szedł po lesie, podziwiając widoczki. Zajrzał pod jakiś krzaczek, obwąchał pień jakiegoś drzewa, zjadł jakiegoś króliczka...sielskie życie. Potwór był naprawdę spełnionym...cóż, na pewno nie człowiekiem. Ale to mu nie przeszkadzało być spełnionym!
Bo co, że niby potwory nie mogą być spełnione życiowo?
Natknął się na jakąś sadzawkę - niebyt głęboką, ślę za to idealną, by się napić i przejrzeć. Gdyby nie to, że Potwór był dość tępym potworem i nie rozumiał idei przeglądania się, na pewno uciekłby na swój widok. Cóż, przystojny to on nie był... Co prawda mógł się pochwalić wysokim wzrostem - prawie trzy metry, wow wow - aczkolwiek poza tym był cały pomarszczony i miał łuski. Taka przeciśnięty jaszczurka chodząca na dwóch nogach. Płaski pysk pokrywały jasne łuski o jasnym, żółtym odcieni, który ciemniaków wraz z kierunkiem układu łusek w taki sposób, że ogon potwora był praktycznie cały czarny.
Przystojniak.
Imienia co prawda nie miał, ale na dzielni dostał pseudonim "Jaszczur" i chyba tak możemy o nim mówić.
W kazdym razie, dostałby ttaki pseudonim, gdyby nie fakt, że zjadła każdego, kto go zobaczył. Takie hobby.
A jeśli o jedzeniu mowa... Obozowisko znalazł szybko , zapach jedzonka wyczuł już jakiś czas temu. Wiecie, magiczne zmysły potworów i takie tam. Znany badacz, Filius LaFine, wysunął tezę, że stworzenia te mają w podświadomości "radar na ludzi". Kto wie, czy to była prawda?
Za to jak najbardziej realne było to, że nasz kochany Jaszczur tanecznym krokiem wpadł właśnie w odwiedziny do Lavii i Luthiena...a zwłaszcza do Lavii. Spodobały mu się jej ciemne włosy, delikatnie odbijające czerwone plamki z ogniska. Takie śliczenie. Dlatego sięgnął swoją wielką łapą prosto do twarzy kobiety, o!


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







28.03.2014, 23:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mroczna polana
#16

Kiedy szaman rozmawiał z Wilkiem i przerysowywał mapę, jego wzrok mimowolnie co jakiś czas uciekałby zerknąć na kokon o twarzy śpiącej Lavii. Kiedy tak spała wydawała się nadzwyczaj delikatna i bezbronna. W pewien sposób widok ten rozczulał, gdyż oczami duszy Lu widział swoje siostry. One też miały ten sam niewinny wyraz twarzy, kiedy wtulone w siebie, upychały się na słomianej macie w jedno wielkie ciało. Nieraz wzorowy starszy brat poświęcał swój wełniany koc po to aby okryć je dodatkową warstwą ciepła. Nie inaczej było teraz. Mężczyzna rozpiął wielki guzik swojej peleryny. Zdjął ją i okrył delikatnie szamankę, bojąc się bardzo, że mogłaby się w tym momencie wybudzić. Dziwnie pewnie by wyglądało to z jej perspektywy, że on nad nią wisi. Aż wolał nad tym nie rozmyślać i po chwili ponownie skupił się na dokończeniu swojej pracy z mapą, której się podjął.
Oczywiście Lavia siostrą nie była, lecz obcą, urodziwą kobietą, która nagle objęła nogę szamana i potraktowała ją dość przedmiotowo jednak...bardzo przyjemnie.
Gdy tylko Luthien to poczuł był tak zdziwiony, że przez całą długość księgi poprowadził prostą, atramentową kreskę, a następnie ręka ta wysuwając się poza ramy pergaminu utknęła w przestrzeni. Nie trzeba było też czekać, by poczerwieniał. Zajęło mu to zaledwie kilka sekund i pomimo, że noc była dość chłodna, a on zdjął z pleców pelerynę, uderzyło go ciepło. W akcie paniki myślał czy nie wysunąć się jakoś z pod jej głowy, jednak również chciał by było jej wygodnie. Nie zamierzał też jej obudzić i myśleć o niej w jakiś dziwny sposób no ale...
Jej ciało spoczywające na jego nodze. Te ciemno poplątane kosmyki tańczące na jasnej cerze i komponujące się z delikatnym, ciepłym uśmiechem różanych ust.
Lu plasną siebie otwartą dłonią po twarzy zamykając oczy. Jego myśli zbyt szybko pomykały nie w tym kierunku co by sobie życzył. To jest...życzył! Jednak to było nie na miejscu tak się patrzeć, tak bardzo nie na miejscu...
Wypuścił ciążące mu w płucach powietrze i mimo wszystko zerknął jeszcze raz na kobietę spomiędzy palców. Agrr...jakim on był złym człowiekiem.
Przyglądał się bowiem jej sylwetce leżącej na boku. Oczami wyobraźni widział jej uwydatnioną przez pozycję talię i ta twarz. Aż prosiła się o to by zgarnąć tą czarną pajęczynę kosmyków. Jego ręka zsunęła się i drżąco pokierowała się w kierunku lica Lavi.
-Lulu...?
Zesztywniał. W uszach mu zaszumiało, a głowa sztywno okręciła się w kierunku Wilka. Przyglądał się on wszystkiemu z zaciekawieniem posyłając pytające spojrzenie.
Bogowie...
W jednej chwili poczuł się jak zboczeniec. Wyciągał bowiem rękę w kierunku niczego nieświadomej, śpiącej niewiasty w obecności...dziecka. Ach, tak, to wszystko to była definicja typowego zwyrola. Zaśmiał się cicho i żałośnie. Ach, wiedział już, że dla takich jak on mają w piekle specjalne kotły.
Lamentując nad sobą, nie odpowiedział Wilkowi, lecz wrócił do notowania. Litery jakie produkował stały się zaś dziwnie rozlazłe i bezkształtne. Oj tak, nie raz będzie wspominał tą noc, widząc w księdze niechlujne pismo i tą bezsensowną linie.
Skończył jednak swoją pracę, jak zamierzał i nadszedł moment na wybudzenie swojej towarzyszki. Najpierw nieśmiało nawoływał potem delikatnie szturchał. Gdy się obudziła uciekł wzrokiem gdzieś w ciemny las. Jakoś mu było głupio spojrzeć jej w oczy, po tym, jak na nią patrzył i co chciał zrobić
-N-nie, nie..- Zaprzeczał, choć kobieta miała rację. Kiedy tak patrzył w dal, za jej plecy, czekając aż kobieta się wybudzi, odwołał wilka, a jego kukiełkę spakował z powrotem do podręcznej torby przy pasie. W tym samym czasie dostrzegł jakiś błysk w ciemności. W pierwszej chwili myślał, że sobie coś uroił z powodu tych wszystkich...wyobraźni, lecz znów coś mignęło. Była to błyszcząca się łuska, odbijająca światło paleniska. W pierwszej chwili migotanie wydało się szamanowi bezkształtnym zjawiskiem, lecz nagle nabrało ogromu i ukazało się w pełni. Była to bestia szarżująca na nich, a właściwie sięgająca już swoimi wielkimi szponami po ledwie co wybudzoną Lavię. Luthienowi aż krew w żyłach zmroził ten widok.
-Padnij! - Rzucił na szybko. Chwycił ją za rękę ciągnąć na lewo tak, by zasięg łapy nie dosięgnął ani jej, ani jego. Miał nadzieję, że widok bestii i zastrzyk adrenaliny ocuci kobietę w pełni. On sam nie był w stanie by uchronić siebie czy też ją przed kolejnym zamachem na ich życie.
31.03.2014, 13:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mroczna polana
#17

Cała sytuacja była dość delikatna. Lavia dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że Luthien był zawstydzony tym zdarzeniem, widziała to po jego minie i zachowaniu. Od razu się odwrócił, tak by tego nie zauważyła. Po chwili zorientowała się, że ma na sobie pelerynę od mężczyzny. Spojrzała na niego, nieco zdziwiona (oczywiście pozytywnie) i uśmiechnęła się do niego w podziękowaniu. Jakby się przyjrzał gdzieś tam uważnie, jakby przyłożył lupę czy coś... to by mógł zobaczyć delikatne zarumienienie się na jej policzkach. Były one praktycznie niewidoczne, ale jakby się przyjrzeć to sokole oko by je zauważyło. Jednakże nie dane było Luthienowi długo oglądać tej chwili słabości i myślenia o tym, jak bardzo Lu jest szarmancki i miło było z jego strony, że tak się martwił, bo nagle zauważyła jakby jakiś blask... łusek? Kobieta uśmiechnęła się. Nie potrzebowała adrenaliny by się wybudzić. Sama myśl, że będzie mogła zabić jakiegoś stwora i zobaczyć juchę swojej ofiary sprawiał, że czuła się pobudzona. Na twarzy Lav pojawił się szeroki uśmiech i wcale nie wyglądał on miło i przyjemnie... raczej psychopatycznie. Gdy Lavia zauważyła szarżującego na nią potwora chwyciła za miecz i kiedy wyciągał łapę w jej stronę odskoczyła w bok. Wzięła porządny zamach z góry z zamiarem wbicia ostrza broni prosto w jego tętnice (miecz jest dwuręczny, zadaje większe obrażenia od jednoręcznego jbc). Jakby jednak potwór okazał się być szybszy i zrobi unik. Jego jedyną nadzieją tak naprawdę to był skok w bok, dlatego też, gdy ten to zrobi to Lavia stara się zmniejszyć odległość i jak najszybciej zaatakować potwora wbijając miecz jak najgłębiej w jego brzuch. Oczywiście istniała możliwość, że potwór szybciej to zrobi (nie znała jeszcze jego możliwości) dlatego była gotowa na sparowanie ciosu, poprzez ustawienia miecza w poprzek bądź też odskoczeniem w bok- w zależności od tego ile miałaby czasu. Jak mało, to obstawia na parowanie, jak nieco więcej to odskakuje, a następnie bierze zamach z boku, tak by wbić miecz prosto w bok od potwora.
- Luthien! Wyślij młodego na zwiady. Może tutaj być ich więcej... jak poczuje ich zapach niech wróci!- krzyknęła jedynie w stronę mężczyzny,oczywiście nie spuszczając wzroku z bestii.
Była gotowa na obronę- skok w bok, sparowanie ciosu a potem zadaniem kontrataku.
31.03.2014, 23:18
Przeczytaj Cytuj
Mroczna polana
#18

MG


Jaszczur przewrócił oczyma, słysząc krzyk mężczyzny. Oh, God. Idiota, a gdzie męska solidarność? Faceci powinni się wspierać w podbojach miłosnych, a ten gnom właśnie obudził mu laskę. I jeszcze chce mu ja zabrać!
Potwór zaryczał głośno, wielce oburzony zachowaniem Luthiena. No bo co to miało być, cholera? Ten młodzik chce z nim rywalizować o kobietę? Z n i m? Wielkim Jaszczurem Niepokonanym?
Nawet sam pseudonim potwora świadczył o tym, kto wygra walkę!
Ale zaraz, co to? Potwór przekręcił głowę na bok w idealnym momencie, by zauważyć Lavię i jej miecz. O matko, ludzie i ich kłujące szpilki. One były takie irytujące, zwłaszcza, że mogły zrobić naprawdę sporą krzywdę. A Jaszczur nie lubił jak go bolało, bardzo nie lubił.
No, ale dość tych głębokich niczym kałuża przemyśleń! Tutaj odbywała się prawdziwa męska walka między Lavią a Potworem! Kto wygra, kto wygra? Obstawiamy zakłady!
Potwór co prawda umknął przed mieczem w tętnicy, aczkolwiek potknął się - yep, potwory też się mogą dotknąć i wywalić! - i przewalił na swój wielki, tłusty bok, wpadając tyłkiem w ognisko. Lavii też się obejrwało przez gapowatość Jaszczura - tam, gdzie spodziewała się zastać całego Potwora, dostała w twarz. Notą. I poleeeeciała! Na szczęście uderzenie to, będące czystym przypadkiem, nie zrobiło dziewczynie żadnych poważnych obrażeń. Ot, rozcięta warta i...no cóż, Lavią przez kilka dni będzie posiadaczką kilkunastu siniaków. Jaszczur miał o wiele gorzej - fajczyła mu się pupa! Przekręcił się szybko, stanął na dwóch łapach i ryknął głośno na Lavię. Ten dźwięk był pełen emocji - bólu odrzucenia, braku zrozumienia, rozczarowania.... A przecież Lavia mogła po prostu powiedzieć, że nie jest nim zainteresowana, zamiast od razu wyskakiwać na nniego z mieczem!
...ludzie.
Potwór kompletnie zignorował Luthiena i cała uwagę postanowił poświęcić Lavii. To przez nią miał czarny, zweglony tyłek! Wystartował prosto na nią, aby ją startować , a to mogło oznaczać tylko jedno - koniec związku!


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







01.04.2014, 01:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mroczna polana
#19

Ciągle żyli. Teraz Luthien przyglądał się wszystkiemu z dość bezpiecznej odległości. Zacisnął pięść. Był zły, bo wiedział, że niewiele by pomógł, gdyby rzucił się na potwora, a nawet jedynie zawadzałby wojowniczce. Umknął więc od centrum walki chwytając swoją laskę z przezorności.
-To dziecko, nie zwierze! - Wilkiem było jedynie z imienia. Umiał rozpalić ogień, zastawić kawałek pułapki, lecz wciąż był jedynie pozostałością zwykłego, ludzkiego dziecka, którego duszę Luthien przygarnął pod swe skrzydła. Nawet, jeśli wykorzystanie go w tej sytuacji mogłoby być przydatne, szaman nie zgodziłby się na to choćby miał sam zginąć. Było tu zbyt niebezpiecznie.
Nie oznacza więc, to tego, że Luthien nie próbował się rozglądać i wypatrywać w ciemności ewentualnego zagrożenia – robił to wytężając wzrok.
Szaman na nowo zwrócił uwagę na potwora, gdy ten ryknął donośnie. Widział jak góruje nad kobietą szykując się do czegoś. Stwór był odwrócony do niego plecami z palącym się zadem. Oświeciło Luthiena, który postanowił wykorzystać jego ignorancję wobec swojej osoby. Natychmiast wyjął ze swojej podręcznej torby przy pasie zapas nafty od karczmarza. To było to. Roztworzył go, doskoczył, a następnie rzucił naftą celując w górną część pleców potwora, tak, by ta spłynęła po jego plecach zapalając się od płomieni na zadzie.
Bydle było spore. Miało trzy metry, stało wyłącznie na tylnych łapach, więc nie sposób było nie trafić w jakąkolwiek część górnej partii tyłka. To powinno wystarczyć, by...zaskoczyć stworzenie, tak by odwróciło uwagę od brunetki, a do tego porządnie się przysmażyło. Bo choć bestia posiadała łuski, były one wyjątkowo podatne na płomienie. Tak, jak wspominał Joe.
01.04.2014, 13:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mroczna polana
#20

Prawdę mówiąc to wyglądało tak, że leciała sobie w powietrzu i uprawiała „I belive I can fly”, jednakże już nie mogła uwierzyć w to, że jest w stanie dotknąć nieba. Za to poczuła na sobie uderzenie czegoś tam, ale na całe szczęście skończyło się jedynie siniakami i rozciętą wargą. W sumie to bywało gorzej. Wstała na równe nogi najpierw, opierając się o miecz. Nie chciała wspomagać się duchem. Była Dzieckiem Nocy, Łowczynią czy jak to rzec… mimo bycia szamanką wolała sobie radzić w takich sytuacjach jak teraz. To był tylko potwór… jednakże zauważyła po nim, że jest szybki. No i jeszcze ta akcja Luthiena. Nie był to zły pomysł, mogła nawet powiedzieć, że bardzo dobry. Potwór był niby czuły na ogień… a ona miała pewną przyjaciółkę, która by jej w tym pomogła. Chwyciła za odpowiednią monetę i podrzuciła ją w górę, potem ją łapiąc. W ułamku sekundy pojawiła się średniego wzrostu anielica o długich, platynowych blond włosach, które tym razem były spięte w warkocz. Na sobie miała białą niczym śnieg tunikę. W pasie przewiązana była złotym sznurem.

AKCJA JEŻELI LU NIE TRAFI NAFTĄ

Lavia spojrzała jedynie na anielice i przytaknęła. Kobiety porozumiewały się bez słów. W tym momencie potwór stanął na równe nogi, otrząsając się po szoku zwęglenia tyłka i ruszył prosto na nią. Lav zacisnęła mocno palce na rękojeści miecza. W odpowiednim momencie, kiedy potwór będzie dostatecznie blisko, kobieta odskakuje w bok i stara się wbić miecz w jego bok. Ostrze miecza było tak w połowie, żeby Lav nie była bardzo narażona na ataki ze strony zakochanego w niej potwora. Wtedy wkracza do akcji anielica, która zachodzi stwora od tyłu i… podpala jego tyłek. Jakby potwór się zapalił, szamanka błyskawicznie wyciąga miecz i odbiega od płonącej maszkary.

AKCJA JEŻELI LU TRAFI

W teorii potwór powinien się zapalić, jednakże różnie to bywało, dlatego też wolała się upewnić, że diabelski podmiot zamieni się w popiół, albo chociaż będzie mogła się popaplać w jego flakach. To by w sumie było całkiem fajne! Jednakże, żeby zniesmaczać Luthiena, lepiej by było, gdyby po prostu spłonął i nic po nim nie zostało. Dlatego Lavia i Yweth ruszyły do przodu na potwora, który (w teorii) na nią biegł. Czasem najlepszą obroną jest atak. Lav w ostatnim momencie odskakuje w bok, dając anielicy pole do popisu, która za pomocą swoich zdolności zapala naftę, która powinna być na tyłku od zakochanego w Lavii potwora.
02.04.2014, 23:05
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki