Atarashii




Zniszczone ogrody
#11

W czasie ich uroczej pogawędki miejscowe stworzenia zaczęły wydawać z siebie odgłosy, które mogły świadczyć o walce. Warknięcia i piski mieszały się z potężnymi stąpnięciami i czymś, co brzmiało jak uderzanie ostrzem o kamień. Trochę to trwało, jednak w pewnym momencie zaległa martwa i niezbyt przyjemna cisza. Zaczęły ją mącić odgłosy przemieszczenia się - kilka z nich przypominało biegnące psy, lecz zagłuszały je potężne kroki jakiejś większej istoty. Wreszcie zza ruin jednego ze zniszczonych budynków wyłoniły się trzy bestie, które przypominały zdeformowane psy właśnie. Nie miały jednak sierści, a ich skóra koloru brązowego była rozorana przez liczne, mniejsze rany. Z pysków wystawały rzędy ostrych i nieprzyjemnie wykrzywionych kłów. Poruszały się one zwinnie i szybko, bez problemu klucząc między zawalonymi budynkami.
Ich celem jednak nie byli ludzie. Bestie uciekały, a robiły to w popłochu i panice, wyraźnie przestraszone jakimś widokiem. Szybko więc wykorzystały jedną z dziur w ścianie zniszczonego domostwa i przecisnęły się tam, po czym kontynuowały swoją ucieczkę, z dala od spojrzeń obecnych tutaj ludzi. Po chwili wyjaśniło się przed czym uciekały oraz co było źródłem tych głośniejszych kroków.
Zza budynku, w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą biegały pso-podobne stworzenia, stanęła bestia dużo większa on nich. Osobnik ten miał około czterech metrów wielkości. Chodził na dwóch nogach i jest to jedyna cecha, upodabniająca go do ludzi. Pierwszym co rzucało się w oczy, były ogromne ostrza, sięgające aż do ziemi, które bestia ta miała zamiast rąk. Wyglądało to tak, jakby ogromne, rzeźnickie noże wrosły się w ciało stwora mniej więcej na wysokości łokci. Ramiona zakryte były kawałkami zbroi, przypominającymi te, noszone przez rycerzy. Głowa stwora miała kształt trapezu i dekorowały ją żółte, powykrzywiane zęby. Uwagę przykuwały również czerwone ślepia, które były przepełnione czystą furią i nienawiścią. Dodatkowo z tyłu głowy wystawało coś, co przypominało ludzi kręgosłup. Klatka piersiowa stworzenia była właściwie jedyną częścią jego ciała, która nie była niczym szczenie zakryta. Odrobinę ochrony dawały jedynie lekko przypominające żebra, skórne stwardnienia, zaczynające się jeszcze na plecach bestii i przebiegały przez jej bok, aż do klatki piersiowej. Nogi stworzenia były zakryte przez pełną zbroją płytową, którą wieńczyły ciężkie buciory, posiadające po dwa ostre kolce na swoich czubach. To właśnie dzięki nim krok owego stwora było słychać z daleka, a jego stąpnięcie wprawiało ziemię z lekkie drżenie. Warto również zwrócić uwagę na ogon, który był niezwykle silnie umięśniony i prawdopodobnie jedno uderzenie nim mogło zabić człowieka równie skutecznie co ostrza "przymocowane" do rąk bestii. (Bestia)
Stworzenie zatrzymało się, aby unieść w górę swój pysk i zacząć węszyć. Wreszcie ryknęło głośno, po czym zaszarżowało w stronę budynku, służącego za chwilową kryjówkę mniejszych potworów. Bestia bez problemu przebiła swoim cielskiem ścianę i tam kontynuowała poszukiwania swych ofiar. Najwyraźniej dwójki ludzi jeszcze nie zauważyła lub chwilowo się nimi nie interesowała.
01.03.2014, 19:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#12

Uśmiechnęłam się do mojego towarzysza. Byłam mu bardzo wdzięczna.
- Dziękuję bardzo. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy... Wracając do rzeczy. Byłam beztroskim smarkiem, któremu nic się nie mówiło, a mnie to mało obchodziło. Nie wiem gdzie szukać odpowiedzi na rozwikłanie tej tajemnicy. Przed zagładą opuściłam miasto, aby trenować. Więc co się działo w tym czasie jak mnie nie było? Nie mam pojęcia. - Obserwowałam okolicę. Wydawane dźwięki były coraz bliżej. Przerażały mnie trochę, bo do pisków dołączył jeszcze dźwięk ostrzy i potężny odgłos kroków. Nagle za budynków wyłoniły się wspomniane przeze mnie bestie - psy. Biegły, a raczej uciekały przerażone i szybko wcisnęły się przez szczelinę do opuszczonego budynku. Nie zauważyły nas, ale strasznie mnie zaintrygowało przed czym tak uciekały i w końcu to zobaczyłam. Zatkało mnie. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Mój instynkt podpowiadał mi, że lepiej wiać ile sił w nogach. Nagle pomysł Seitaro z ulicą wydawał się rozsądnym wyjściem.
- Wiesz co? Ta wąska uliczka wydaje mi się bardziej znajoma. - wskazałam palcem w prawą stronę. Byłam blada i trochę wystraszona. Uliczka w porównaniu z innymi była bardziej wąska i zarośnięta trawą. Jakby nie była często używana, bo nie była wydeptana, a to był wielki plus. - Tą wąską zanosiłam posiłki do taty, do kwatery głównej strażników, w którym pracował jako strażnik. - Zacięłam się przez chwilę, bo ogromny potwór przebił się przez ścianę budynku, aż otworzyłam lekko usta z zaskoczenia. - Może tam czegoś się dowiemy? Przecież oni byli obeznani w sytuacji. Musieli wiedzieć co się dzieje. Na bank pisali różne raporty, sprawozdania albo dostawali listy z rozkazami. Cholera... gdy adrenalina mi podskakuje to gadam jak katarynka. Ty też chyba tak masz? Bo gadasz sam do siebie... To co? Idziemy? - zaproponowałam mu i ruszyłam szybko w stronę uliczki.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.03.2014, 20:48 przez Agatha.)

01.03.2014, 20:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#13

Cała przyjemna pogawędka, w której ustalali cokolwiek pożytecznego została przerwana przez nasilone, dziwne odgłosy. Chwilę później ujrzeli źródło tych pisków - dziwaczne psy. Agatha wspomniała coś o takich, lecz te nie miały trzech głów, a jedną i nie wyglądały jakby miały zaatakować dwójkę, a raczej trójkę. Uciekły, schowały się przed prawdziwym potworem, którego niszczycielska siła połączona z nietuzinkowym wyglądem mówiła prosto - spieprzać ile sił.
- Alinger... słyszałem o tym cholerstwie, ale nikt nie dał rady powiedzieć istotnych informacji, bo każdy kto je znał zginął pod tymi pieprzonymi ostrzami. - powiedział białowłosy półgłosem pomimo, że bestia ruszyła za uciekającymi, zdeformowanymi kundlami. Nowo poznana zaczęła nagle gadać jak katarynka potwierdzając teorię Seitaro, że zna chociaż trochę te ruiny. Nawet strzępki wiedzy potrafią być jak skarb w takich sytuacjach.
- I to jest ten Alinger? A ja głupia nie wierzyłam w te opowieści co Ci wciskali... - usłyszał w głowie Łowca, lecz nic nie zrobił z tym. Sam również przymykał oko, gdy podróżnicy próbowali mu powiedzieć, że ma cztery metry i ogromne ostrza zamiast rąk, a na nogach zbroję płytową. Przecież to nie ma szans przeżyć! A jednak...
- Adrenalina zwykle sprawia, że moje ograniczenia fizyczne są lekko zniesione, a nie, że gadam jak najęty... - odpowiedział i rozglądnął się po okolicy. Sprawdził, czy nic ich nie próbuje zajść od drugiej strony, bądź czy nie ma innych ciekawych istot wokół nich.
- Taaa, strażnica brzmi dobrze. Prowadź, panie przodem, przy okazji popatrzę sobie na Twój tyłek. - rzucił luźno i uśmiechnął się do niej lekko. Pomimo całej powagi sytuacji był jeszcze sobą. Nie czuł strachu, a presję, że zostanie wykryty i będzie musiał uciec, albo gorzej - walczyć. Nie dosięgnie nawet odsłoniętej części ciała tego monstrum. Chyba, że użyje magii, lecz nie na tym jego umiejętności stoją. Zatem dopóki nie stał naprzeciw Alingera, czuł się dobrze, a nawet dosyć swobodnie, chociaż jego głos pozostawał w połowie tonu. Wolał nie hałasować, chociaż sam potwór wyglądał na opierającego się na węchu, nie na oczach i słuchu. Mógł tak sądzić po tym, że jak te psowate dziwactwa ukryły się, to pomimo nieznacznej odległości sprawdził zapachy zanim ruszył. Z drugiej strony dziwnym było to, że nie wykrył ich trójki. Wydawało mu się, że zapachy jakie wydzielają są dosyć intensywne.
- Skąd wiesz, że mówię do siebie? Przecież robię to tylko w głowie, nie uzewnętrzniam tego. Zresztą nie mówię całkowicie do siebie, ani nie jestem chory, bym mówił do wytworzonej w mojej umyśle osoby. Rozmawiam z pewną duszą, którą wyczuwam. Wolę, żebyś uważała mnie za naturalnie popieprzonego, nie z chorobą. - wspomniał utrzymując dawny, lekki uśmiech, który miał za zadanie rozluźniać trochę niekorzystną sytuację na jaką wpadli.
- Cholerny dziad. Wysłać nas na takie pieprzone odludzie pełne bestii. Sadysta zasrany. - ubierał sobie w epitety obraz starca, który ich tutaj teleportował. Oczywistym jest, że takie karczmy to istne siedlisko bandziorów i epicentrum bójek, zatem jedna, kolejna nie robi różnicy. Ten jednak wyczuł ogromną krzywdę w śmierdzącej niczym wychodek knajpie. Niesamowite.
03.03.2014, 00:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#14

Obecni tutaj mogli usłyszeć kolejny odgłos, który przypominał przebijanie się przez ścianę, a potem budynek w efektowny sposób zaczął się walić, wywołując w ten sposób spory harmider. Niewątpliwie inne bestie zainteresują się źródłem takiego hałasu, więc lepiej było czym prędzej opuścić to miejsce. Dobra wiadomość była natomiast taka, iż po tym, jak z owego domostwa pozostała już tylko sterta gruzu, można było dosłyszeć oddalające się kroki Alingera, sugerujące, iż postanowił on skupić się na swoich pierwszych ofiarach, a nie szukać innych. W tej chwili więc plac, na którym znajdowali się Agatha i Seitaro oraz jego okolice wydawały się puste i niezagrożone atakiem z którejś strony.
Wąska uliczka, o której wspomniała akolitka, znajdowała się ledwie parę metrów od dwójki ludzi. Była ona na tyle mała, że Alinger prawdopodobnie nie zdołałby się w niej zmieścić, natomiast mniejsze istoty nie miałby z tym już większego problemu. Z punktu dwójki nieszczęśników można było dostrzec, iż owa uliczka ma wiele odgałęzień i w pewnym momencie rozwidla się w przeciwne strony. Poza tym nie różniła się szczególnie od innych, sobie podobnych - była mocno zniszczona, jednak uważne przyglądnięcie się sprawiało, iż dało się wyobrazić, jak mogła wyglądać za czasów, gdy miasto Norwel nie popadło jeszcze w ruinę. Z jednej jej strony stał budynek, który prawdopodobnie kiedyś był sklepem i zachował się całkiem nieźle, w porównaniu do innych budowli. Po drugiej stronie stało zaś coś, czego przeznaczenie trudno było określić, bowiem było to całkowicie zniszczone. W dalszej części sytuacja wyglądała podobnie - większość budynków stanowiła ruinę, która rozpadała się sama, bądź pomagały jej w tym szarżujące Alingery. Ledwie kilka z nich utrzymywało się jeszcze w całkiem niezłym stanie, co dało się rozumieć jako fakt, iż wszystkie ściany albo przynajmniej większość z nich nie było zniszczonych i teoretycznie istniała możliwość, aby się w nich ukryć.
03.03.2014, 13:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#15

Gdy już znalazłam się w uliczce, czułam się w pewnym sensie spokojna. Uważałam, że ten potwór Alinger dzięki swoim gabarytom nie wciśnie się. Chyba że na chama, czyli rozpierdoli budynki, aby przejść się uliczką. O zgrozo... Już nie chciałam wymyślać scenariuszy na ten temat, chociaż powinnam. Wszystko może się zdarzyć. Przecież Seitaro mówił, że słyszał o tej bestii, ale żadnych szczegółów czy konkretów, bo nikt nie przeżył bliskiego spotkania. Jak przeżyję to będzie cud. Dużo też zależy od mojego towarzysza. Mam nadzieję, że nie jest mądry tylko w gębie.
Szłam przez uliczkę ostrożnie, aby nie narobić hałasu. Przecież były jeszcze te psinki i nie tylko. Musiałam brać pod uwagę inne zagrożenia. Każdy mój krok był ostrożny. Pełno było tutaj gruzu i inne porozrzucane rzeczy. Uliczka miała liczne rozgałęzienia. Nie pamiętałam dokładnie, w którą stronę miałam iść. Szłam tak jak mi podpowiadała intuicja. Chociaż rozpoznawałam niektóre budynki, ale częściowo, bo były całkowicie zniszczone.
- Jednak nie pomyliłam się z tym gadaniem do siebie. - Podjęłam przerwaną rozmowę z towarzyszem. Mówiłam cicho, aby on usłyszał. - Skąd wiedziałam? Czasami widziałam po twojej mimice twarzy albo ten Twój szyderczy uśmiech bez powodu. Teraz rozumiem. Gadasz sobie z duszą. - spojrzałam się na niego marszcząc swoje czoło. - Myślę, że gapisz się na mój tyłek... Na serio jesteś popieprzony.
Gdy tak szliśmy tą uliczką obawiałam się, że zgubiliśmy się przez te rozgałęzienia. Zatrzymałam się i westchnęłam. Myślałam co tu zrobić. Niektóre budynki trzymały się całkiem nieźle i mogłam je wykorzystać.
- Myślę, że zgubiliśmy się. Może wejdziemy do któregoś z budynków i zobaczymy na wszystko z góry. Może uda się nam wejść na dach. Może coś sobie przypomnę. - rozglądałam się. - Może wejdziemy tam? - Wskazałam na sklep, który trzymał się dosyć przyzwoicie od reszty.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2014, 20:40 przez Agatha.)

04.03.2014, 20:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#16

A więc podążyli w uliczkę. Wyglądało to na dobry pomysł, gdyż była wąska, lecz pełno leżącego gruzu martwiło go. Nie należał do jakichś delikatnych osób, ani szczególnie zwinnych i lekkich. Nie nadawał się do skradania, a jego obuwie tym bardziej. Ciężkie, duże, wzmacniane blachą buciska nie należały do najcichszych. Pomimo tego starał się jednak zachować chociaż pozory prób bycia niewykrywalnym przed Agathą. Mogłaby znów go zdzielić, albo przykopać, nie chciał tego. Jedyną osobą, która miała prawo go bić była Satsuki.
- Tak, czasami zdarza mi się uśmiechnąć nie tylko w duszy. Zwykle mi tego zabrania, bo mówi, że już całkowicie jak dziwak wyglądam, gdy sam do siebie się śmieję. Dopóki ją mam to nie zależy mi na zdaniu innych. - powiedział nieco poważniej, jakby zamyślony przez chwilę. Nagle lekkie wyładowanie obudziło go. Było na tyle delikatne, że nawet nie wzdrygnął się. Lata praktyk.
- Zrobiłeś się zbyt wylewny... - usłyszał podejrzliwy głos w swojej głowie. Miała rację, zwykle tyle nie mówił na ten temat.
- Spokojnie, wiem, że zrobiłaś to, bo cię zawstydziłem. - odparł jej, a Ona poraziła go mocniej. Tym razem już musiał się poruszyć.
- No już, już. Jesteś słodka, gdy Cię zawstydzę. - po tych słowach w głowie znów został porażony, teraz aż złapał się za tułów tak mocno. Zaśmiał się dosyć głośno w umyśle, a w rzeczywistości jedynie lekko uśmiechnął.
- Dobrze myślisz. Gdyby nie ten cholerny płaszcz to mógłbym podziwiać w pełni. Nie moja wina, że którykolwiek bogowie dali Ci takie zgrabne ciało. To normalny męski odruch. Nie możesz wiecznie udawać cnotki. Przyzwyczajaj się... - tutaj sobie przerwał na chwilę i uśmiechnął się szerzej. - Mogę pomóc... - postarał się powiedzieć te słowa ponętnie, jakby chciał ją uwieść, lecz to wszystko było tylko żartem - częścią jego charakteru. Gdyby chciała go zdzielić ponownie, odsunąłby się. Nie podniósłby ręki na kobietę dopóki ta nie zagrażałaby życiu jego, bądź jego bliskim, ale nie zamierzał dawać się bić. Dupa wołowa to z niego nie jest. Parsknął śmiechem na słowa, że się zgubili.
- Nieźle nas poprowadziłaś... mogliśmy jednak stawiać na moją orientację. Dobrze, że mam pamięć do miejsc. No ale, wejdźmy. Może to jakiś z odzieżą i przebierzesz mi się w coś fajnego? Wtedy będę chętniej pomagał... - znów uśmiechnął się drwiąc sobie z niej. Wyczuł, że jakiekolwiek żartowanie z kontaktów między płciowych peszy Agathe, a nawet denerwuję. Poczuł, że chyba polubił się z nią droczyć. Chociaż Seitaro lubił każdego męczyć w ten sposób, no cóż - taki charakter.
05.03.2014, 23:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#17

Mijane uliczki prowadziły do innych dróżek, bądź zburzonych budynków. Niektóre kończyły się ślepym zaułkiem, co mogło okazać zgubne przy ewentualnej ucieczce. Wokół panowała nienaturalna cisza, przerywaną tylko przez nieprzyjemnie świszczenie wiatru. Nie słuchać było bestii, które wcześniej warczały i wydawał inne, ciekawe dźwięki. Miasto było zupełnie martwe, tak jakby nie istniało tutaj żadne życie. Nawet Alinger, który jeszcze wcześniej z radością demolował budynki, teraz jakby zapadł się pod ziemię. Wszystko to mogło spowodować małe dreszcz przechadzający się wzdłuż ciała. Cisza w pewnym momencie została przerwana przez jakiś szmer. Nie brzmiało to jednak jak któraś z bestii, raczej jak... rozmowa. Na początku niezrozumiała, potem pojedyncze słowa zaczynały docierać do Agathy i Sei z jednej z uliczek. Po krótkim czasie dało się usłyszeć strzępki rozmowy.
- ...na pewno słyszałem.
- Niemożliwe... chyba... na mózg.
- Kurwa, mówię ci... słyszałem.
- Przecież w tym wyklętym mieście nikogo nie ma! - Wrzasnął wysoki, kobiecy głos. Jego właściciela chyba się zreflektowała, że odrobinę przesadziła, bowiem dalsza rozmowa była już prowadzona nieco ciszej.
- ...na baczności. - Stwierdził ciszej męski głos. Rozmowa stawała się coraz bardziej wyraźna, co mogło sugerować, iż jej uczestnicy się zbliżali.
- Jeśli wpakujesz nas prosto w stado ogarów, to osobiście wsadzę ci tą twoją laskę w dupsko - zagroziła kobieta i na tym rozmowa się zakończyła. Wszystko to dobiegało z prawej strony Agathy oraz Seitaro, gdzie krótka uliczka zmierzała w kierunku większej, prawdopodobnie jednej z głównych dróg Norwel. Ciężko jednak było stwierdzić gdzie dokładnie znajdowali ci, którzy prowadzili tę małą sprzeczkę.
06.03.2014, 17:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#18

Stałam w miejscu i nasłuchiwałam strzępki ludzkiej rozmowy. Pomyślałam, że odbija mi na mózg. Próbowałam wychwycić, z której strony i co najlepsze komu chcieli wsadzić laskę w tyłek. To mnie bardzo zaciekawiło. Nieprawdopodobne. Ludzkie rozmowy odciągnęły mnie od wydarzeń, które miały miejsce nie dawno.
- Sei słyszałeś? - szepnęłam do towarzysza. - Dobrze słyszę? - wskazałam mu palcem kierunek odgłosów. - Czuję, że będzie bardzo interesująco gdy ujawnimy się. Poza tym myślę, że dobrowolnie tu przybyli, więc... są obeznani w sytuacji - wyszczerzyłam się do Sei. Moje zachowanie zmieniło się o 180 stopni. Byłam wyluzowana i chciało mi się żartować. Cóż poradzić... Kobieta zmienną jest.
- Idziemy? Ale Ty prowadzisz. Nie wiem jak zareagują na mnie... Może to łowcy głów, potworów albo zwykli gwałciciele czy zbóje, a wierzę, że dasz radę ich obłaskawić. Ja bym miała trudności. Zaśliniliby się... - dotknęłam swoje włosy i zjechałam dłonią niżej zatrzymując się przy biodrach. Specjalnie to zrobiłam. Chciałam przy tym podkreślić moją wypowiedź, że jestem atrakcyjną kobietą.
Podeszłam do mężczyzny i skierowałam go w stronę odgłosów.
- No to idziemy... - poklepałam go po plecach. - Teraz ja popatrzę na Twój tyłek.
10.03.2014, 01:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#19

Jakaś rozmowa, ledwo słyszalna wzbudziła zaciekawienie białowłosego. Niewiele dało się z niej zrozumieć, jednak można wywnioskować, że to o nich mówiono. Widocznie byli zdziwieni z faktu, że w tym opuszczonym przez wszelkie smocze bóstwa miejscu ktoś się znalazł. Seitaro był równie zdziwiony swoją własną obecnością tutaj, podobnie jak pobytem z Agathą i pięknym, dorodnym Allingerem. Wszystko tutaj było zaskakujące! Ha! Gdy dziewczyna wspomniała o gwałcie - Sei stanął jak rosły dąb przed nią, założył dłonie na biodra i wezbrał ile mógł powietrza w klatkę piersiową, by w oczach towarzyszki zrobić się większym i postawniejszym.
- Zabijać to Cię mogą, ale jako bohater nie pozwolę, żeby zgwałcił Cię ktokolwiek inny niż ja. - powiedział dumnie i spojrzał jej prosto w oczy jakby starając się uderzyć w nią swoją siłą, męstwem, czy inną niewiele znaczącą cechą. Uwaga jej co do kształtów była słuszna. Zgrabna, kobieca, seksowna - tak w skrócie można by określić jej sylwetkę. Pomimo tych wszystkich słów Łowca nie miał nawet przez chwilę w głowie prawdziwej, ani nawet podświadomej myśli, by zrobić cokolwiek znaczącego z nią. Miał swoją miłość, za którą poświęciłby życie własne i całego pieprzonego królestwa - jeżeli byłaby taka potrzeba.
- Ona jest dziwniejsza niż ja... bardziej zmienna. - wyszeptała w myślach Satsuki, a białowłosy lekko się zaśmiał - również wewnątrz.
- To da się bardziej? - zażartował sobie i znów został lekko porażony. Jakby chciał liczyć ile razy jego ukochana skarciłaby go w ten sposób, na głowach mieszkańców świata to pewnie, by mu ich zabrakło.
- Proszę bardzo, tylko zero dotykania. Jestem jak eksponat - piękny i do podziwiania. - rzucił luźno w stronę Agathy i uśmiechnął się lekko, a nawet całkowicie rozluźnił. Spojrzał w stronę dochodzących głosów i dużymi, długimi krokami wyszedł naprzeciw rozmówcom rozkładając ramiona jak na przywitanie oraz uśmiechając się.
- Ale tutaj bajzel, nie? - powiedział w stronę nieznajomych i obrócił się jakby rozglądając po otoczeniu, w głowie usłyszał tylko słowa zażenowania Satsuki, która podziwiała jego głupotę zmieszaną ze specyficznym charakterem.
- Też na spacerku? - dodał po chwili, a następnie stanął naprzeciw nich dosyć prosto. Płaszcz podczas tych manewrów zawirował w powietrzu kilkukrotnie, a rękojeść Zetsumei tylko błysnęła w zabłąkanym promieniu światła. Pomimo swojej widocznej beztroski nie pozostał nieprzygotowany, w razie czego zdolny był uskoczyć w stronę dziewczyny, by szybko i zgrabnie wyciągnąć Katanę i ustawić się w wyćwiczonej do monotonii pozycji. Pomimo całego tego przedstawienia Seitaro dalej uważał, że sposób przywitania się z źródłami głosu w ten sposób był odpowiedni. Tłumaczył to sobie poprzez proste porównanie - gdy do karczmy wchodzi wysoki, uzbrojony mężczyzna to możesz czuć zagrożenie, ale gdy ta sama osoba zacznie zgrywać debila, to ciężej wziąć go za poważne zmartwienie. Swego rodzaju gra pozorów.
12.03.2014, 21:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#20

Kiedy jednak oboje wyszli na główną ulicę, z których dobiegały odgłosy rozmowy oraz przemieszczania się, te nagle zniknęły, jakby to były zwykłe omamy słuchowe. Wszędzie było pusto i cicho, tak jak przy poprzednich uliczkach, które oboje mijali. W pewnym momencie jednak Seitaro mógł poczuć, jak coś dotyka jego pleców, natomiast szyja Agathy została nieprzyjemnie połechtana ostrzem, które nie wiadomo skąd się tam znalazło.
- Zachowajcie spokój, to nic się nikomu nie stanie - zastrzegł męski głos, słyszany przez nich wcześniej od strony ulicy. Wtedy też zmaterializował się przed nimi mężczyzna o średniej długości blond włosach, ubrany w nietypowe niebieskie szaty. Wbijał spojrzenie w Seitaro.
- Właśnie za tobą stoję i przykładam ci broń do pleców. Nawet jeśli potrafiłbyś się wybronić, twoja znajoma ma przystawiony nóż do gardła i jej już nie zdążysz ocalić. Dla własnego więc dobra, pozwól nam zwyczajnie sprawdzić sytuację, gagatku - powiedział mężczyzna i uśmiechnął się lekko.
- Gagatku? Na bogów, moja babcia używała takich zwrotów - parsknęła kobieta, która stała za Agathą i najwyraźniej przestawiała broń do jej gardła. Mężczyzna stojący przed Seitaro posłał w tamtą stronę zimne spojrzenie. Szybko jednak znów skupił się na łowcy.
- Nie szukamy problemów, po prostu musimy się upewnić, że nie macie złych zamiarów. Jak sami zapewne wiecie, nie jest to najbezpieczniejsza okolica, więc ostrożności nigdy za wiele. Na co polujecie? - Zagadnął i wbił w wojownika pytające spojrzenie.
16.03.2014, 15:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki