Atarashii




Zniszczone ogrody
#21

Dobra. Przyznam, że jego postawa zrobiła na mnie wrażenie, aż musiałam zamrugać pare razy oczami. Był... wielki, a ja poczułam się taka mała. Nie podobało mi się. To trwało tylko malutką chwilę, bo jego żartobliwa odpowiedź szybko sprowadziła mnie na ziemię. Wiem, że dopiero co go poznałam, ale już mogłam stwierdzić kiedy żartami strzela, a to było zdecydowanie żartobliwe. Jeszcze tak bardzo mi nie odbiło, aby brać wszystko na poważnie.
Spojrzałam na niego mrużąc oczami, ale szybko zaprzestałam. Za to pacłam się w czoło za jego bezmózgie przywitanie. Przyznaje, że jego głupota nie znała granic, ale miał jaja. Z taką pewnością siebie wparował na ulicę, jakby niczego się nie bał. Przez krótką chwilę zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam, aby to on szedł pierwszy.
Rozejrzałam się po ulicy, ale nikogo nie było. To było dziwne. Byłam pewna, że stąd słyszałam głosy. Czyżby mój mózg płatał mi figle, albo z tym miejscem jest coś nie tak. Szłam za Seitaro ostrożnie i przygotowana na zasadzkę.
- Twoje przywitanie było epickie, że aż odstra... - Nie dokończyłam, bo zauważyłam jak za jego plecami materializuje się mężczyzna w blond czuprynie i w niebieskich szatach. Chciałam zareagować, ale nie wiadomo jak miałam nóż przystawiony do szyi. Zapowiadało się cudownie. Dawno nie byłam w takiej sytuacji, aż zapomniałam jak może się poczuć taka ofiara.
Stałam nieruchomo i naburmuszona jak dziecko słuchając co mówią nieznajomi. Miałam wielką ochotę odpowiedzieć im złośliwie, ale wstrzymywałam się. Ciężko mi było, ale nóż przy gardle dużo pomagał. Poza tym mogłam tylko jeszcze więcej pogorszyć sytuację w jakiej się znajdowaliśmy. Pomyślałam, że poczekam na dogodny moment, aż moja przeciwniczka opuści gardę i wtedy użyję na niej czaru obezwładniającego. Ekspresowo bym to zrobiła. Tak blisko była, że nie wiedziałaby co się dzieję, a pod nogi wątpię aby patrzyła, ale wolałam poczekać co powie Sei. Może wystarczy pogadać i wszystko będzie cacy. Chociaż nie wiem jak zareaguje blond włosy mężczyzna, bo muszę przyznać, że jego wzrok z deczka mnie zmroził, a nawet nie był skierowany do mnie.
21.03.2014, 02:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#22

Cóż, widok niczego, a raczej nikogo lekko go zdziwił, lecz zanim zdążył się zorientować to czuł już nieprzyjemny dotyk na plecach. Nie wzdrygnął się nawet, lecz miał już efektownie zdzielić łokciem w twarz przeciwnika i odskoczyć, wtem usłyszał o Agathcie. Nie mógł ryzykować jej życia, w sumie swojego również nie, bo nie żył tylko dla siebie, aczkolwiek znał swoje umiejętności.
- Lubisz zachodzić mężczyzn od tyłu, prawda? Degeneracje nawet w takiej okolicy można spotkać. - zadrwił z niego kręcąc głową w znaku niezadowolenia i lekko się uśmiechnął. Mężczyzna za nim był widoczny, lecz kobieta za nowo poznaną nie. Widocznie byli magami, co lekko uradowało Seitaro. Ci są zwykle zbyt pewni siebie i stawiają za mocno na swoje potężne zaklęcia, które wymagają czasu, a to jest zgubne, przynajmniej w walce z tym Łowcą.
- Twoja koleżanka ma racje, chociaż pewnie ma też wątpliwą urodę skoro nadal pozostaje niewidoczna. - dodał po chwili i poczuł delikatne porażenie prądem. Nie było ono widoczne na ciele, lecz trzymający przystawioną stal do pleców mógł poczuć w dłoni chwilowe, lekkie mrowienie - oczywiście o ile rękojeść nie była drewniana.
- Cholera! Nie prowokuj ich i nie denerwuj! - ostrzegła go Satsuki, która w przeciwieństwie do Sei'a posiadała zdrowy rozsądek.
- Jak, by wam to wytłumaczyć, żebyście zrozumieli... Nie mamy zamiaru walczyć z wami, bo są ciekawsze okazy wokoło, które stawiają wyzwanie wiele wyżej, ale nawet z nimi nie chcemy się bawić. Z tego co wiem to zostałem tutaj przeniesiony jakąś magiczną sztuczką razem z tą czerwonowłosą ślicznotką. Jeszcze kilkanaście minut temu byłem w karczmie "Zbój" podczas mordobicia, a tu nagle ta urocza okolica. A Wy? Wyprowadzała Cię na spacer? - rzucił lekko obracając głowę na bok, by mieć kawałek jego ciała w polu widzenia. Rozumiał ich ostrożność i nawet nie chciał być nie miły, ale jak tutaj pozostać całkowicie przyjaznym, gdy grożą i przystawiają ostrza? W dodatku jego charakter nie mógł pozostać obojętnym na to.
21.03.2014, 22:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#23

Mężczyzna zlustrował uważnie najpierw Seitaro, a potem Agathę. Potem wybuchnął cichym śmiechem, nie chcąc wywoływać zbyt wielkiego zamieszania, jednak widać było, iż ledwo się powstrzymuje, aby nie zacząć rechotać na cały głos. Wreszcie się opanował, wziął kilka głębokich wdechów i wyprostował się.
- Nie jesteś zbyt mądry - stwierdził, kierując te słowa w stronę Seitaro. - Macie szczęście, że to ja tu dowodzę, a nie Vivienne, bo prawdopodobne już byście nie żyli. A na pewno ty - stwierdził i uśmiechnął się wesoło. Potem wykonał krótki ruch ręką i nacisk na plecy Seitaro zniknął. Kobieta, która przystawiała nóż do szyi Agathy również ją puściła, pozwalając na swobodę ruchu. Wyszła zza ich pleców i zadała kłam słowom Seitaro. Była bowiem niezwykle atrakcyjną, czarnowłosą kobietą. Miała na sobie szaro-purpurowy, skórzany strój, który nie dość, iż był funkcjonalny, to na dodatek mocno podkreślał fizyczne atuty kobiety. Zatrzymała się ona przed Seitaro i zmierzyła go wzrokiem, który byłby w stanie zgasić pochodnię. Uparła ręce na jego klatce piersiowej i zbliżyła usta do jego ucha.
- Jeszcze raz zaczniesz wątpić w moją urodę, to zmuszę innych do zwątpienia w twoją męskość - Wyszeptała do jego ucha, namiętnie niczym kochanka zdradzająca swój sekret. Potem odwróciła się i kołysząc biodrami ruszyła w stronę swojego kompana. Na twarzy mężczyzny błąkał się uśmieszek rozbawienia. Prawdopodobnie wiedział, co Seitaro usłyszał.
- Jak mówiłem, nie chcemy z wami walczyć, dlatego pozwalamy wam odejść - stwierdził i uniósł dłonie w górę. - Zanim jednak odejdziecie, chciałbym wam złożyć pewną propozycję. Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem, po co wciskasz mi takie idiotyczne bajeczki, nie moja jednak sprawa. Chciałabym wam jednak zaproponować współpracę. Nie chcecie sobie trochę dorobić? - Zagadnął i wbił w Seitaro pytające spojrzenie. Widocznie uznał, iż to łowca jest tutaj od podejmowania decyzji.
26.03.2014, 13:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#24

Uśmiechnęłam się delikatnie, bo scenę, którą zaprezentowała kobieta była naprawdę nie zła. Strasznie byłam ciekawa co powiedziała mojemu kompanowi. Natomiast propozycja mężczyzny skierowana do Seitaro trochę mnie rozzłościła. Jakbym nie miała swojego zdania. Jednak źle postąpiłam, że nie odzywałam się kiedy mogłam, bo uznali mnie za nic nie znaczącą kobitkę.
Ruszyłam wolno w stronę mojego kompana. Z gracją i kołyszącymi się biodrami. Nie chciałam gorzej wypaść przy nieznajomej. Też byłam kobietą w końcu, a jak ona tak się zachowywała to czemu nie ja? Wiem. Dziecinada, ale chciałam pokazać, że też jestem ważną tu osoba. Stanęłam przy Seitaro z założonymi rękami, aby jeszcze więcej podkreślić biust, który i tak ładnie prezentował się pod gorsetem i uśmiechnęłam się do niego zwyczajnie tak, aby tamci nie zauważyli.
- Nie wiem, czy mam się cieszyć, że Ty tu dowodzisz Panie Bezimienny. - spojrzałam poważnie na blondwłosego mężczyznę. - Ale jeśli proponujesz nam współpracę to fajnie byłoby abyś się przedstawił i powiedział co tu robicie. W ciemno nie nawiązuję układów zwłaszcza jeśli chodzi o zarobek i podejrzewam, że on też. - wskazałam ręką na kompana. - Po za tym on odpowiedział Ci na zadane pytanie, ale jeśli mu nie wierzysz to Twoja sprawa. Nam się właśnie taka idiotyczna bajeczka przytrafiła.
Wzroku nie spuściłam. Nadal patrzyłam na mężczyznę czekając na odpowiedź.
27.03.2014, 16:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#25

Dwójka nieznajomych również była cięta, lecz nie tak bardzo jak Seitaro. Rzadko kto dorównywał mu w tekstach, a szczególnie okolicznościach ich używania. Kto rozsądny, by chamsko żartował z ludzi, którzy trzymają mu nóż przy samym gardle? Jedynie Sei - w skrócie. Gdy tylko uścisk został zwolniony i poczuł się wolny odwrócił się w stronę mężczyzny, by spojrzeć na niego, przyjrzeć się mu.
- Nie jesteś zbyt mądry skoro mówisz mi te słowa wypuszczając mnie. - następnie spojrzał na Agathę, lecz jego wzrok został przykuty do wspomnianej "Vivienne". Cholernie atrakcyjna kobieta, której sylwetka na pewno zgubiła wielu nieszczęśników. Podeszła i przeszyła go wzrokiem, który zapewne zrobiłby wrażenie na nim, gdyby nie Satsuki, której spojrzenie mordowało wszelkie niepożądane przez nią myśli. Nie drgnął nawet jak oparła na nim dłonie i wyszeptała kilka słów łączących się w groźbę. Gdy odeszła zaśmiał się całkowicie zwyczajnie i przyjaźnie. Zrobiła na nim wrażenie, ale nie uległ jej. Mięczakiem nie był.
- Wiesz ciężko określić Twoją urodę jak kryjesz się pod jakimś śmiesznym zaklęciem. Ale wybacz, gdyby nie to. - w tym momencie pokazał swoją dłoń ze srebrną obrączką. - I kilka innych spraw to pewnie bym się skusił. - dokończył i podeszła do niego czerwonowłosa, która nie chciała być gorsza. Jej sylwetka była świetna, lecz nie tak jak Vivienne, chociaż ta miała barwę fryzury, która znaczniej podobała się białowłosemu. Podkreśliła swój biust zakładając ręce na piersi przez co Seitaro chwilowo się zagapił.
- Wracaj idioto! - usłyszał otrzeźwiający krzyk w swoich myślach i jeszcze bardziej przywracające do zmysłów wyładowanie elektryczne, które go poraziło. Było znacznie mocniejsze, aż zacisnął zęby. Został zaproponowany im układ, że mogą zarobić. Do słowa wtrąciła się Agatha pytając o imię blondyna.
- I co ważniejsze, jak chcecie ubić Allingera to gratuluje wam, mogę poklaskać, ale nie idę. Mam ważniejsze cele w swoim życiu niż mordowanie przyjaznych zwierzątek. Więc o jaką bestię chodzi i ile płacicie? - zapytał na końcu prosto z mostu. Nie miał zamiaru owijać w bawełnę. Beztrosko stali sobie w tej okolicy dalej, wygłupiali się, grozili sobie, lecz nie zwracali uwagi na otoczenie, które było szczególnie parszywe jeżeliby wierząc opowieściom. Dla Łowcy nie było to nic dziwnego - zwyczajnie zawsze olewał wszystko dookoła licząc na swój instynkt, umiejętności i doświadczenie, którego niestety mu nie brakowało. Często pakował się w kłopoty - takie jak te i bójka w karczmie. Później go ścigano, albo chwalono - różnie. Zależało czy zabił nie tych co trzeba, czy tych co trzeba. Ewentualnie jak sprzątnął nie "to" co trzeba, bądź "to". Spojrzał jeszcze raz na Vivienne i mężczyznę przyglądając im się, w końcu podszedł powoli pod niego i położył mu dłoń na ramieniu spuszczając głowę oraz kręcąc nią jakby w żalu.
- Współczuje Ci stary, pewnie nie jest łatwo być pantoflem dominowanym przez kobietę, możliwe, że nawet to Ona jest na górze... nigdy nie poczujesz się jak zdobywca. - po tych słowach odsunął się na dwa długie kroki do tyłu i spojrzał na ponętną kobietę.
- No chyba, że wy nie jesteście razem... Wtedy wychodzi na to, że jest... Twoim niewolnikiem? - żartował sobie z nich będąc cały czas gotowy, że albo mężczyzna spróbuję go uderzyć, albo "Vivi" - jak sobie skracał w myślach - zaatakuje go. Był przygotowany, by zablokować cios przedramieniem, bądź w przypadku broni albo magii - odskoczyć.
- Przesadziłeś... - skwitowała Satsuki już nawet nie reagując wyładowaniem na zachowanie białowłosego. Miała nadzieje, że Ci wiedzą co to dystans do siebie, chociaż kobieta nie wyglądała na taką.
28.03.2014, 20:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#26

Nieznajomy najwyraźniej był pod wrażeniem popisów Agathy, bowiem podobnie jak Seitaro zagapił się w ciało czerwonowłosej, zapominając o całym świecie oraz potencjalnych niebezpieczeństwach, jakie wiązały się z tym miejscem. Każda chwila nieuwagi mogła być kosztowna. Na szczęście on również miał swojego anioła stróża w postaci Vivienne, która mocnym kuksańcem sprowadziło go na ziemię. Mruknął coś pod nosem i odchrząknął.
- Wybaczcie, w takich miejscach jak to często zapomina się o manierach - zaczął i lekko się ukłonił. - Ja zwę się Bert, a to jak już pewnie zdążyliście zauważyć jest Vivienne. Jesteśmy... - Nie dane mu było dokończyć, bowiem przerwał mu Seitaro, podchodząc i składając swoje kondolencje. Oboje wysłuchali ich w milczeniu, jakby ich wmurowało. Spojrzeli na łowcę, potem na siebie i znów na mężczyznę. Następnie jak na komendę wybuchnęli śmiechem. Szybciej opanowała się Vivienne. Podeszła do Seitaro i położyła mu rękę na ramieniu, podobnie jak ten wcześniej uczynił z Bertem.
- Jesteś głupszy niż myślałam, ale strasznie zabawny. Przypominasz mi taką małpkę... Bert, jak ona się nazywała? - Spytała kobieta, odwracając się w stronę swojego kompana. Mężczyzna wciąż zbierał się po ataku śmiechu.
- Chyba... chyba Pimpuś - wysapał, starają się uspokoić oddech i łapiąc za brzuch.
- O właśnie - stwierdziła z zadowoleniem kobieta. - Od teraz będę Cię nazywać Pimpuś - dodała i poklepała Seitaro po ramieniu, po czym odwróciła się i znów stanęła obok Berta. Ten wreszcie się opanował.
- Cóż przyjacielu, mam nadzieję, że lepiej walczysz, niż wymyślasz riposty. - Stwierdził i znów parsknął śmiechem. Szybko jednak się opanował i ponownie odchrząknął. - Kontynuując, jesteśmy rodzeństwem i od czasu do czasu polujemy na różne paskudztwa, aby sobie odrobinę dorobić. Wyruszyliśmy tutaj w czwórkę, ale niestety kiepsko dobraliśmy sobie kompanów. Jeden z nich zginął już przy pierwszym ataku Ogarów, a drugi uciekł w popłochu przerażony tym wszystkim. Polujemy na to, co się da, a trzeba przyznać, że Norwel jest pokaźnym miejscem łowów. Nie ukrywamy jednak, że naszym głównym celem jest właśnie dopadnięcie Allingera. Nie liczymy na to, iż uda nam się go dorwać żywego, ale martwy jest też całkiem sporo warty. Jeśli się do nas przyłączycie i nam pomożecie, to oczywiście podzielmy się po równo zdobyczą. My weźmiemy połowę, a druga połowa będzie dla was. Co sobie z tym zrobicie, to już wasza sprawa. To jak, wchodzicie w to? - Spytał i spojrzał najpierw na Seitaro, a potem na Agathę, oczekując odpowiedzi.
29.03.2014, 18:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#27

- Pimpuś? - spojrzałam na Seitaro i cicho zachichotałam. Już sobie wyobraziłam jak idzie z tym swoim wyglądem wymachując kataną, a tu nagle Pimpuś! i biegnie cały w skowronkach do Ciebie... No, może w realu nie biegnie zadowolony, ale na wszystkich bogów! Jak to komicznie wyglądało w mojej głowie.
Opanowałam się z chwilą, gdy Bert zaczął kontynuować swoją wcześniej przerwaną wypowiedź. W życiu bym nie powiedziała, że są rodzeństwem. To mnie zdziwiło, ale jeszcze bardziej zadziwiło to, aż oczy rozszerzyłam, że polują na tą wielką, opancerzoną bestię. Przecież jeszcze tak niedawno uciekaliśmy przed tym...Allingerem, a raczej osunęliśmy się mu z drogi, aby czasami nie zainteresował się nami. Jestem odważna i nieustraszona, ale przed tym stworem zatrzęsłam portkami i pewnie zrobiłam się jeszcze bardziej blada niż jestem z przerażenia. Ubić pare piesków? Oczywiście, ale ponowne spotkanie z pancernikiem z żyletkami? Raczej nie. No kurwa! Chyba ten co nas wysłał tu miał bardziej ambitne plany niż uganianie się za potworkami? Przynajmniej ja tak myślę... A jeżeli z nimi mamy większe szanse na przeżycie i wydostanie się stąd, gdzie przy okazji naszej wspólnej i wspaniałej jakże wędrówki dowiem się co się stało z miastem? Ach... Od tego myślenia głowa mi pękała i nie świadomie przygryzałam swoją wargę.
- Dla pewności... Czy ktoś już ubił te Allingery? Czy chcecie być pierwszymi, którzy tego dokonają? - zadałam im pytanie z poważną miną. Oni nie muszą wiedzieć jakie emocję targają mną. Chciałam stwarzać pozory. Poza tym byłam ciekawa odpowiedzi, bo jeżeli tak to lepiej bym się poczuła i nie trzęsła się ze strachu na sam ich widok i nie robiła z siebie pośmieliska. Sama świadomość, że ktoś je pokonał dodawała mi odwagi typu: On je ubił, a ja nie?. Coś w tym stylu. Dzięki tamu widziałam sytuację w kolorowych barwach.
- I czy znacie dobrze te ruiny i otaczający je las? - kontynuowałam dalej. Jeżeli ich odpowiedź brzmi: NIE to dupa blada. Ja już nie wierzyłam swojej super pamięci. Byłam małą smarkulą, a dzieciaki ze swojej perspektywy zapamiętują i to jeszcze z różnymi, często niepotrzebnymi dodatkami. Dodać jeszcze można sytuację w jakiej się znajdujemy, która pod żadnym pozorem mi nie sprzyjała, ale mówi się trudno. Został mi jeszcze zmysł orientacji.
- Co myślisz Sei? - szepnęłam do niego. W końcu jego zdanie też się liczy. - Bo jeśli zgadzasz się to ja też.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2014, 01:16 przez Agatha.)

01.04.2014, 01:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#28

Słowa pary, które miały być żartem, bądź swego rodzaju obelgą uwłaczającą postaci Seitaro w rzeczywistości spłynęły po nim jak po kaczce. Różnie go nazywano i przyzwyczaił się do tego. Nie dbał o takie sprawy dopóki nie obraził ktoś Satsuki - wtedy jego charakter zmieniał się. Stawał się istną maszyną do zabijania, którą nie da się wyłączyć, no chyba, że jest to ukochana, ale i Ona nie zawsze skutkuje. Sei zaśmiał się lekko i pokiwał głową na boki.
- Nazywajcie mnie jak chcecie, bez różnicy, ale mądrość również was się nie trzyma. Takie próby, gdy staracie się znaleźć współpracowników? Gdybym był inną osobą pewnie bym z miejsca odrzucił. - powiedział spokojnie, zupełnie inaczej niż zachowywał się lada chwila temu. Lubił bawić się w ten sposób co zaprezentował, lecz czasami stawał się spokojny, potulny i zaskakująco miły. Nie był taki akurat teraz, jednak warto wspomnieć, że nie zawsze robi z siebie idiotę.
- Więc rodzeństwo? Vivi, Twój braciszek to chyba od innego ojca. Ty piękna, a On jak te Ogary. - rzucił całkowicie luźno, lecz po chwili przeszedł jednak do sedna. - Żeby zabić Allingera trzeba znać jego słaby punkt i mieć taktykę. Wiecie coś o nim czy to wasza zachcianka? - zapytał i spojrzał na Agathę. Była sporo od niego niższa i drobniejsza, aczkolwiek nie wątpił w jej umiejętności. Po Satsuki wiedział, że kobiety są równie utalentowanymi wojownikami, a jeszcze bardziej zdolnymi Akolitami zatem mając doświadczenie w obcowaniu z żywym monstrum od błyskawic nigdy nie lekceważył płci pięknej. Objął ją prawą ręką i przycisnął do siebie przytulając.
- Aż tak podążasz za mną w ciemno? Zdaję się na Ciebie decyduj, porobię za Twojego obrońce w razie czego. Mi jest obojętne i tak nie umrę. - powiedział zwalniając uścisku, by ta mogła swobodnie odpowiedzieć. Dlaczego zrobił coś takiego? Kto wie, ale zadowolony był z jednego - poczuł ucisk obfitego biustu dziewczyny na sobie, pomimo, że nie planował tego.
- Hej! Nie pozwalaj sobie! - usłyszał głos w głowie i również w myślach zaśmiał się lekko. W sumie miał dobry humor, wyjątkowo dobry. To nie tak, że miewał złe, ale dzisiejszy dzień wyjątkowo go cieszył.
- Spokojnie, pewnie i tak za chwilę mnie zdzieli za to. - odparł do narzeczonej w myślach i oparł lewą dłoń o Tsukę Katany.
- Nie chodzi o kare, a sam fakt, że przytulasz inną. Jakbyś się czuł, gdyby ktoś inny walczył Zetsumei ze mną? - jakby się zastanowić to odczuwał ten czyn jak droczenie się z siostrą, bądź znajomą, a nie gest w stronę kobiety, aczkolwiek władczyni błyskawic miała rację.
- Nic nie czułbym, bo żeby tego dokonać musiałby zabić mnie i zniszczyć moją duszę, bo nawet po śmierci, bym nie poddał się. - odpowiedział jak przystało na niego, czyli w dziwny, pseudo-romantyczny sposób. Tak już zachowywał się w głębi siebie.
05.04.2014, 21:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#29

Para wyglądała na pewnych siebie wojowników, którym już nie pierwszy raz przyszło pracować w takich warunkach. Sprawiali wrażenie rozbawionych i roześmianych, jednak dokładniejsze przyjrzenie się im zdradzało, iż wcale nie są tacy rozluźnieni. Zarówno ich postawa, jak i pewne gest sugerowały, iż są gotowi w każdej chwili rzucić się w wir walki, tak jakby to było dla nich coś zupełnie naturalnego. W miejscu takim jak ruiny miasta Norwel była to niezwykle przydatna umiejętność, bowiem tutaj niebezpieczeństwo dosłownie czyhało za każdym rogiem.
Bert spojrzał na Seitaro.
- Cóż przyjacielu, sam to zapoczątkowałeś. Nie zrozumcie nas źle. Wasza pomoc na pewno się przyda i ułatwi zadanie, ale poradzimy sobie również bez was. Po prostu proponujemy wam możliwość zarobku, a przy okazji ułatwiamy sobie życie. Jeśli jednak postanowicie nam odmówić - zaakceptujemy to - stwierdził spokojnym tonem. Widać było, iż to on był od mówienia, Vivenne miała ewentualnie uwodzić co bardziej opornych przedstawicieli płci męskiej. Uśmiechnęła się, słuchając łowcy.
- Mądrze prawisz Pimpuś. Cóż, zawsze byłam tym ładniejszym z naszego rodzeństwa - stwierdziła z zadowoleniem. Nawet jeśli Bert poczuł się przez to jakoś urażony, nie dał tego po sobie poznać. Zaraz zabrał się za odpowiadanie na pytania Agathy i Seitaro.
- Oczywiście jesteśmy przygotowani. Znamy cały rozkład budynków ruin oraz mniej więcej tego, co po nich zostało i czego można się gdzie spodziewać. Na wszelki wypadek mamy również mapę. Poza tym zebraliśmy tyle informacji o Allingerze, ile tylko daliśmy radę. Niewielu przeżyło starcie z nim, ale wystarczyło. Generalnie jest to cholernie twarda i mocno opancerzona bestia. Ma jednak jeden bardzo słaby punkt. Mianowicie jego klatka piersiowa jest bardzo słabo chroniona. Jest tam tylko coś, co przypomina żebra ale bardzo łatwo to ominąć. Mamy więc opracowaną taktykę na tego skurczybyka. Jeśli chcielibyście się przyłączyć, to chciałbym poznać wasze umiejętności i wtedy dopasowałbym je do naszego planu, tak aby każdy był jak najbardziej efektywny - na tym Bert zakończył swój wywód, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i oczekiwał na odpowiedź. Swoje trzy grosze postanowiła również dodać Vivienne.
- Rozważcie to uważnie. To, że będziemy razem walczyć, nie oznacza, że nagle zostaniemy przyjaciółmi. Jeśli coś spierdolicie, nie liczcie, że nagle rzucimy się, aby wam pomagać. Każdy odpowiada za siebie - jej głos był tak aksamitny i zmysłowy, że niejednemu mężczyźnie zmiękły by nogi. Mówiła jednak zupełnie poważnie.
09.04.2014, 00:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#30

- Zboczonego obrońcy nie potrzebuję. - fuknęłam na Seitaro. - Jeśli jeszcze raz zrobisz coś takiego to zawiśniesz przywiązany do najbliższego drzewa za jaja głową w dół. - zagroziłam mu cicho z mordem w oczach tak, aby tamci mnie nie widzieli. Nie chciałam zaczynać niepotrzebnej gatki o nas.
Rozejrzałam się po okolicy. Bardziej chodziło mi o to, aby się uspokoić i przybrać z powrotem poważny wyraz twarzy. No bo bądźmy szczerzy... Nie spodziewałam się takiego zagrania ze strony mojego kompana. Poza tym ja miałam decydować. Odpowiedź Berta zadowoliła mnie. Miał plany miasta i znał słabe punkty bestii. Wewnątrz skakałam z radości, że jest cień szansy na przeżycie. Poza tym od początku obrałam sobie plan rozwiązania zagadki. Możliwe, że już podejrzewałam dlaczego są tu ruiny, ale chciałam dowodów. Możliwe, że dzięki im dopnę swego. Spojrzałam na Seitaro i przytaknęłam mu, że się zgodzimy na ich propozycję.
- Nawet nie śniłam o tym, aby biec z pomocą. Zwłaszcza Tobie. - odpowiedziałam słodko Vivienne kładąc rękę na swoim biodrze. - Zgadzamy się. - oczy skierowałam na Berta. Tu już mówiłam normalnie.- Na imię mi Agatha i jestem akolitą władającym cieniem. Mam zaprezentować czy moja gadka o tym "jak to działa" Cię zadowoli?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.04.2014, 01:41 przez Agatha.)

12.04.2014, 01:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki