Atarashii




Zniszczone ogrody
#31

Seitaro słuchał spokojnie i lekko zaśmiał się słysząc słowa Berta. Sporo wiedzieli o nim, ale w rzeczywistości były to jedynie oczywistości. Tyle to i on zdołał zauważyć. Słaby punkt mógł być na klatce piersiowej, lecz broniły go dwa ogromne ostrza, opancerzone nogi i paszcza. Gdyby jedynie ominąć ogon z tyłu głowy można by uderzyć w kręgosłup podtrzymujący go w pozycji prostej. Przerwanie rdzenia kręgowego doprowadziłoby albo do śmierci, albo do paraliżu. Obie z tych opcji już są z górki. Oczywiście w teorii wszystko pozostawało proste. "Gdyby" "jedynie" "uderzyć" i inne słowa, które przypuszczały lub stwierdzały sukces zanim w ogóle doszło do wykonania. Może Sei był nierozsądny, żywiołowy, głupawy i pełen innych negatywnych cech, ale w takich sytuacjach potrafił zachować dosłownie naparstek rozumu, by jasno stwierdzić, że żaden plan w konfrontacji z taką bestią nie gwarantuje sukcesu. Ba! Nawet cień szans pozostawał pod znakiem zapytania, aczkolwiek to właśnie dlatego dwójka chciała pokonać tego potwora. Lubili wyzwania, adrenalinę i pieniądze - tak wnioskował - zatem Alinger zapewniał im to wszystko. Wtem z rozmyślań wyrwała go Agatha, która zaczęła się oburzać o jego czyny. Spojrzał na nią pytająco, gdyż początkowo nie zrozumiał o co chodzi.
- Słodko wyglądasz jak się denerwujesz. - odparł krótko i poklepał ją dwukrotnie po głowie, ot przyjaźnie - nie ważne jak zinterpretowała to dziewczyna. Prośba Berta o podanie swoich umiejętności była dla niego dosyć podejrzana. To jakby poprosić o wyjawienie swoich sekretów umożliwiających przeżycie. Wtrąciła się jeszcze towarzyszka pytającego. Białowłosy lekko zaśmiał się, jakby tłumiąc śmiech.
- Ja odpowiadam jeszcze za nią. Jedynie jej pomogę w razie zagrożenia. - powiedział opierając dłoń na ramieniu kompanki. Zwyczajnie postanowił ją chronić skoro już przystał na jej prośbę o pomoc i w sumie był trochę winny znalezienie się tutaj. W końcu to on i ten Tarnar zapoczątkowali bójkę, w którą wciągnęło się chyba pół Valen. Zaniepokoiło go to, że Agatha całkowicie bez problemu i wahania podała swoją magię, a nawet chciała ją zaprezentować.
- Bądź ostrożna, nie możemy im ufać do końca. - wyszeptał do niej. Zaskakiwał sam siebie, że był tak rozsądny i nieufny. Zazwyczaj to on wyskakuje wyjawiając wszystko o sobie bez krzty zastanowienia, a następnie zaskakuje pomimo tego czymś dziwnym.
- Coś Ty nagle taki... rozważny? Mogłam zwyczajnie cicho siedzieć i przytakiwać Twoim słowom, jak nigdy. - zadrwiła lekko z niego Satsuki, a ten zaśmiał się w myślach.
- Sam nie wiem, wyglądają na silnych, a ja umrzeć nie mogę. W dodatku mam jeszcze Ciebie na utrzymaniu i tą czerwonowłosą. - odparł jej, a następnie postanowił sam odpowiedzieć na pytanie Berta. Lewą ręką odrzucił płaszcz i odsłonił Katanę, którą miał przypiętą do pasa. Jeżeli ktoś się znał mógł stwierdzić, że to nie zwyczajny kawałek stali, a coś z klasą, wykonane z kunsztem i pasją. Niepowtarzalna, piękna broń o specyficznych, większych wymiarach w zachowaniu dalej tej samej proporcji. Łowcy wiedzieli, że posługiwanie się tego typu ostrzem o takich rozmiarach wymaga nie lada wprawy, a prawdziwa walka, zdolność użycia to z pewnością lata długich treningów.
- Jak widać... - rzekł krótko spoglądając na Berta i Vivi. Następnie lekko uśmiechnął się, a płaszcz znów zasłonił Zetsumei opadając. Postanowił nie mówić im, że jest zdolny użyć magii błyskawic. Może i to pomogłoby, lecz w razie zasadzki, czy innej zarazy nie mieliby asa w rękawie, a zabezpieczyć się warto.
- A wy? Co potraficie? Oprócz ukrywania własnej osoby oczywiście. To niezbyt skuteczne na Alingera. No i przedstawcie ten plan, dokładnie. - powiedział, a później złapał się prawą dłonią za kark przecierając go lekko oraz poruszając głową, by rozluźnić napięte ścięgna i mięśnie, zaś kości, bądź raczej kręgi "strzeliły" na znak swojej odpowiedzi.
15.04.2014, 03:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#32

Bart kiwnął z zadowoleniem głową, słysząc pozytywną odpowiedź od Agathy. Potem spojrzał na Seitaro, oczekując jakiegoś potwierdzenia z jego strony, jednak się nie doczekał. Za to usłyszał, czy też obejrzał prezentację umiejętności dwójki wojownik. O ile na nim pokaz katany nie zrobił większego wrażenia, to już Vivienne zapaliły się małe ogniki w oczach.
- Piękna broń - stwierdziła swoim aksamitnym głosem, a potem ruszyła w stronę Seitaro, kręcąc przy tym biodrami. - Pozwolisz, że ją obejrzę? - Zagadnęła z niewinnym uśmieszkiem. Wyglądała trochę niczym dziecko, które chciało zerknąć na jakąś zabawkę.
Bert odchrząknął.
- Najpierw opisz, a potem najwyżej zaprezentujesz, jeśli czegoś nie zrozumiem - zaproponował, a potem spojrzał na Seitaro i przyglądał mu się uważnie przez dłuższy czas. Najprawdopodobniej domyślał się, iż Łowca coś przed nimi ukrywa, jednak postanowił nie protestować.
- Moją domeną są iluzje. Poza tym całkiem nieźle radzę sobie z mieczem. Vivienne zaś specjalizuje się w walce bronią wszelaką. Na Allingera taktyka jest dosyć prosta. Jego ostrza uniemożliwiają walkę na bliższy dystans, więc walka krótką bronią białą odpada. Vivienne sprawnie posługuje się łukiem oraz włócznią. Oczywiście strzały go raczej nie powalą, ale mogą odrobinę zmęczyć. Włócznia pozwala atakować bez narażania na bliski kontakt. Moim zadaniem byłoby odwracanie jego uwagi. Miałbym problem z umieszczeniem ciebie w planie, ponieważ miecze na niewiele się tutaj zdadzą - stwierdził, spoglądając na Seitaro. - Być może mógłbyś odwracać wraz ze mną jego uwagę lub coś w tym stylu. Wtedy Vivienne miałaby łatwiejsze zadanie. - Odparł, a potem spojrzał na Agathę, oczekując opisu swoich umiejętności.
17.04.2014, 01:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#33

Spojrzałam kątem na Seitaro. Jego uwaga o wyjawienie moich umiejętności obcym była oczywiście na miejscu i rozważałam to. Jak zawsze, gdy dochodziło do takich sytuacji. Przez chwilę myślałam co im wyjawić. Brałam pod uwagę to, że mogli o mnie i o magii trochę słyszeć, ale nie byłam pewna. Moje umiejętności, które używałam na co dzień nie były tajemnicą, ale te bardziej zaawansowane już tak. Przecież nie stałam w miejscu przez te wszystkie lata. Nabrałam więcej doświadczenia i oczywiście do dziś szlifuję swoją magię.
- Nie martw się. Jestem tego świadoma. - szepnęłam do mojego kompana.
- Za pomocą cienia mogę unieruchomić przeciwnika na odległość i wtedy nie będzie problemu aby zadać cios z bliska. - powiedziałam na głos patrząc na rodzeństwo. - Ale jest haczyk. Nie wiem na jak długo go utrzymam. Na sekundę czy na pół minuty. To zależy jak bardzo jest potężny, ale podejrzewam, że Seitarowi wystarczy nawet sekunda. - uśmiechnęłam się do niego i dalej kontynuowałam. - Potrafię również tworzyć przeróżne przedmioty. Jakie? To zależy od mojej wyobraźni. - zrobiłam pauzę aby lepiej to co przekazałam przemyśleli. - Dobrze, że myślisz o strategii ataku. Bez tego ani rusz, ale jak wiadomo nie zawsze one wypalają. Będziesz miał jakieś awaryjne na wypadek niepowodzenia? - zadałam pytanie i rozejrzałam się naokoło. - I może już chodźmy? Stoimy tu jak przynęty. Po drodze możesz powiedzieć.
23.04.2014, 03:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#34

Cóż, gdy nawiązywało się z ludźmi normalny kontakt stawali się nawet sympatyczni. Seitaro zazwyczaj robił z siebie krótko mówiąc idiotę i to zniechęcało każdego. Teraz, gdy zachowywał się normalnie mógł spokojnie porozmawiać. Lekko wstrząsnęło nim słysząc prośbę Vivi. Rozumiał, że chce tylko spojrzeć na jego broń, ale to nie była zwyczajna Katana. W dodatku mogłaby odkryć sekret.
- Nigdy, po moim trupie. - powiedział do Satsuki, lecz ta nie zamierzała odpuścić. Białowłosy dobrze wiedział, że narzeczona spróbuje go przekonać, by postąpił inaczej niż zamierzał.
- Dlaczego? Przecież mnie nie ukradnie. - postanowiła zaprotestować, lecz Sei nie czuł się przekonany. W końcu sama broń była częścią niego, a ukochana? To o nią chodziło głównie.
- Bez Zetsumei jestem bezbronny, a bez Ciebie nie mam sensu w życiu. W dodatku nie znamy ich. Nie mogę tak ryzykować. - podniósł głos w myślach już. Wszystko to w rzeczywistości trwało ułamki sekund, ale ich konwersacja była realna.
- Seitaro, daj spokój. Dziwniejsze będzie jak nie pozwolisz jej obejrzeć. - w końcu ten argument wydał się dosyć logiczny i przekonał mężczyznę.
- Ale masz się nie odzywać. - upomniał ją chociaż zazwyczaj bywało odwrotnie. W tych tematach był wyjątkowo rozsądny i trzeźwo myślący.
- Tak, tak. - odparła jakby znudzona, a Sei odrzucił swój czarny płaszcz na bok i odpiął od pasa Katanę. Lewą dłoń ułożył mniej-więcej przy końcu Sayi, a prawą na rękojeści wystawiając przed siebie Zetsumei, by Vivi mogła oglądnąć. Satsuki rzeczywiście posłuchała się go i nie odezwała się nawet słowem.
- Proszę, to moja rodzinna pamiątka. - powiedział dosyć spokojnie, nawet minę miał normalną. Taką samą luźną jak zawsze, lecz oczy były wbite w kobietę. Nie ufał jej do końca. Wtem zaczął mówić Bert o swoim planie, już pierwsze słowa wzbudziły jego wątpliwości, aczkolwiek wysłuchał go do końca, nie przerwał mu.
- Iluzje? To zadziała na potwora? Z tego co wiem jedynie ludzie są zdolni nabierać się na nie bo są myślący... - rzucił zastanawiając się. Nie znał się na magii, a już w ogóle na zależnościach i właściwościach związanych z nią. Wysłuchał co ma do powiedzenia Agatha i lekko się zdziwił. Umiejętność unieruchamiania brzmiała na mocną, w sumie tak mu się wydawało, że w Karczmie coś takiego widział jak cień uniemożliwiający ruch. Ciekawa umiejętność. Słysząc jej wspomnienie o nim samym i znaczący uśmiech znów popadł w lekkie zamyślenie. Skąd ona wiedziała, że tak potrafi? Jeszcze tego nigdzie nie pokazał, jedynie że jego ruchy są znacznie szybsze i zwinniejsze. Lepszy refleks i tyle. Była sojusznikiem, znajomą i osobą, którą miał chronić więc nie przejął się bardzo tym faktem. W sumie to nawet lepiej. Uśmiechnął się lekko i spojrzał najpierw na swoją urodziwą kompankę.
- Sekunda to nawet zbyt wiele... - rzucił luźno i przeniósł wzrok na Berta. - A gdybym powiedział Ci, że wystarczy mi mrugnięcie okiem bym mógł ściąć Twoją głowę, albo zbliżyć się do oddalonego Alingera i ciąć w niego, to jakie miałbym miejsce w tym planie? - zarzucił zapytaniem, a następnie uśmiechnął się tajemniczo. Odchrząknął i zmienił minę na lekko poważniejszą.
- Ogólnie to z kilku metrów potrafię też zaatakować na odległość, a z pięciu to nawet unieruchomić mi się uda. - postanowił ujawnić kilka ciekawostek o nim samym. Nadal nie wiedzieli czy to jego zdolności, czy magia, a jeżeli to jaka? Nie zamierzał im zdradzać takich rzeczy, ani niczego jak funkcjonuje to. Agatha ujawniła swoją część, On swoją. Raczej powinno być wszystko w porządku. Czerwonowłosa wspomniała o planie awaryjnym, w sumie to zawsze spontanicznie się działało w takich sytuacjach.
- Plan awaryjny to zazwyczaj ucieczka. - powiedział i spojrzał na dziewczynę. - Nie podchodź bliżej niż potrzebujesz. Staraj się trzymać z dala i przy mnie. - upomniał ją lekko w razie czego. Wiedział, że zapewne rozumie to, ale wolał przypomnieć. Nikt komu dał słowo, że ochroni go i pomoże nie może zostać zabity przez jakąś przerośniętą bestię. Nikt.
23.04.2014, 22:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#35

Vivienne oczy szerzej się otworzyły, kiedy ujrzała broń. Wpatrywała się w nią przez jakiś czas, a następnie wyciągnęła rękę, jakby chciała ją pochwycić, jednak w pewnym momencie zatrzymała się, jakby niepewna, by w końcu odstąpić od tego zamiaru i jedynie uśmiechnąć się do łowcy.
- Piękna broń - powtórzyła tylko, a potem się wycofała i znów stanęła u boku Berta. Widocznie ona również rozumiała coś takiego jak mocno intymna więź z bronią. Może nie działa ona na tak specyficznej zasadzie jak u Seitaro, jednak każdy wojownik mógł się czuć nieswojo, kiedy ktoś inny dzierżył jego ukochane narzędzie zabijania. Kobieta potrafiła to zaakceptować.
Bert uważniej przyjrzał się Aghatcie.
- Jesteś pewna, że potrafiłabyś go powstrzymać? Allinger to potężny skurwiel, a twoja ewentualna pomyłka prawie na pewno kosztowałaby kogoś życie - stwierdził z lekką obawą. Potem spojrzał na Seitaro i lekko się skrzywił. - Ja rozumiem, że nas nie znacie, ale albo nam zaufacie albo możecie sobie iść. Nie mogę sobie pozwolić na żadną niepewność, a ty drogi przyjacielu kręcisz coś i na dodatek nie za bardzo potrafisz to ukryć - stwierdził z lekkim niezadowoleniem. Sytuację postanowiła złagodzić Vivi.
- Bert, nie dziw im się. Poznali nas chwilę temu, a na dodatek przy pierwszym spotkaniu groziliśmy im śmiercią. Nic dziwnego, że nie chcą wyjawiać o sobie wszystkiego. Zresztą, ty im też nie zdradzasz każdej swojej umiejętności - odparła kobieta i przechyliła lekko głowę. Wyglądała tak, jakby nabrała trochę szacunku do dwójki obcych. Nie wiadomo czy to z powodu wspólnego celu, czy też broń Seitaro tak na nią podziałała.
Bert nie wydawał się przekonany, ale jednak dał za wygraną.
- Mniejsza. Potrafię stworzyć iluzję samego siebie, o czym zresztą się przekonaliście. Bestia tak samo jak człowiek ma oczy, a ja mogę stworzyć kopię każdego z was. Może go to zdezorientować lub też zacznie atakować cele, które nie istnieją. To może dać nam czas na atak lub ewentualną ucieczkę, która jest planem B, jak mądrze domyśliła się Agatha - stwierdził Bert z lekkim uśmiechem. - Chodźmy. Zaprowadzimy was do naszego obozu, tam dokładnie wszystko ustalimy i odpowiednio się przygotujemy. A po drodze lepiej się poznamy i dowiemy się więcej na temat wspólnych umiejętności. To pozwoli lepiej opracować plan - zaproponował, a potem wraz z Vivi ruszył wzdłuż ulicy. Odwrócił się w stronę Agathy.
- Potrzebujesz jakichś odpowiednich warunków dla swojej magii? Jakieś ilości miejsca, czasu, czegokolwiek? Na jak długo mogłabyś go zatrzymać? Może chcesz to zrobić w jakimś odpowiednim miejscu? - zagadnął, a potem spojrzał na Seitaro. - Na jakiej zasadzie działają twoje umiejętności? Po prostu w jednym momencie jesteś w stanie przyspieszyć swojego ruchy? A może też potrzebujesz na to czasu? Dasz radę uciec jeśli go zaatakujesz, a okaże się, że nie damy rady go powstrzymać? Wolisz atakować, czy odwracać jego uwagę? - Mężczyzna zasypywał ich gradem pytań, chcąc odpowiednio dopasować ich umiejętności do wyznaczonego planu. Idąca obok niego Vivi zdawała się tym nie przejmować, rozglądała się tylko po okolicy, jakby w poszukiwaniu ewentualnego niebezpieczeństwa.
26.04.2014, 17:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#36

- Dziękuję Ci. Mój Ty rycerzu bez białego konia, ale sam też uważaj na siebie. Nie mam zamiaru łazić po całym mieście i zbierać Twoich części ciała - odpowiedziałam kompanowi z uśmiechem.
Bert nie był aż tak głupi. Wyczuł, że Seitaro coś przed nim ukrywa. Chciałam coś powiedzieć, ale Vivienne mnie wyprzedziła. Byłam mile zaskoczona. Wstawiła się za nami. Nie wiem czego to było przyczyną. Może katana tak na nią wpłynęła. Ogólnie było widać jak szanuje czyjąś broń. Z resztą nie obchodziło mnie to. Nadal jej nie lubiłam i wątpię, aby szybko ten stan się zmienił.
Bert zasypywał nas po drodze pytaniami odnośnie naszych umiejętności. Nie dziwię się. Jeżeli mamy współpracować to musimy coś o sobie wiedzieć, ale ja do końca jeszcze im nie zaufałam. Seitarowi mogłam powierzyć swoje życie. Dziwne co nie? Sama sobie się dziwię. Wracając... Pytania z deczka mnie zaskoczyły. Nigdy nie analizowałam dogłębnie. Zawsze działałam impulsywnie, niewiele myśląc. Jak coś nie wyszło to próbowałam inaczej, tak długo aż wyjdzie. Jak na razie ta metoda się sprawdzała i wychodziłam cało. Zaczęłam myśleć jak odpowiedzieć. Postanowiłam być szczera z nim.
- Odpowiednie warunki? Jeśli Ci chodzi o zaciemnione miejsca, pory dnia i takie tam to raczej nie zauważyłam. Przeważnie działam impulsywnie i wtedy nie myślę w jaki sposób to zrobiłam. Hm... Powiem tylko o tym. Innych czarów Ci nie opiszę. - spojrzałam znacząco na niego. - Ogólnie technika ta jest bardzo przestronna. Cień jest bardzo elastyczny i potrafię rozciągać go w każdą stronę co zwiększa jego skuteczność. Unieruchamiam nim każdego złapanego w moje sidła przeciwnika, który dodatkowo jest kontrolowany przeze mnie, ale nie jestem dość silna by zabić. Nie wiem na jak długo go zatrzymam, ale jak powiedziałeś, że to potężny skurwiel to pewnie na krótko. Dokładnie Ci nie powiem puki sama się nie dowiem, ale im bliżej jestem ofiary to silniejszy jest mój czar. Nawet jak go złapię z dużej odległości to mogę do niego podejść. Jakie będą odpowiednie miejsca do ataku? To zależy od Was. Ja się dostosuję. Wykorzystam szansę, gdy będzie zajęty Wami. Spróbuję podejść go jak najbliżej, a jak nie wypali to... Dlatego pytałam o plan awaryjny. Nie jestem przyzwyczajona do wyjaśniania "jak i z czym się to je". Masz jeszcze jakieś pytania czy czegoś nie zrozumiałeś? - spytałam go.
30.04.2014, 02:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#37

Seitaro mentalnie odetchnął z ulgą widząc, jak kobieta oddaje mu jego broń. Od razu przypiął ją do paska i lekko się uśmiechnął. Czuł się o wiele lepiej mając ją przy sobie, będąc w stanie rozmawiać z Satsuki w każdej chwili. Spojrzał na Berta i zaśmiał się, po czym pokręcił głową.
- Nie, nie potrafię tego ukryć, a jedynie nie staram się zbytnio. Vivi ma rację, jakkolwiek dziwny bym nie był to ciężko w pełni zaufać komuś kto chwila temu groził Ci śmiercią, prawda? - powiedział i ruszył za nimi. Fakt posiadania obozu w tym miejscu zdradzał, że przebywali tutaj już trochę czasu i byli raczej dobrze przygotowani. Przynajmniej tak się wydawało.
- Zbierałabyś moje ciało na tym śmiertelnie groźnym terenie? Aż tyle już dla Ciebie znaczę? Spokojnie, ja jestem nieśmiertelny... zaufaj. - rzucił półgłosem spoglądając na Agathe z uśmiechem. Kto by pomyślał, że zwyczajne przybycie do karczmy zakończy się polowaniem na Allingera. Na pewno nie białowłosy, szczerze był pewien, że zawita w miastowych lochach jako przestępca i będzie oczekiwał na karę.
- Zatem macie obóz, długo tutaj siedzicie? A co do moich umiejętności... spójrzcie. - powiedział i odrzucił lewą ręką płaszcz, następnie złapał prawą dłonią za rękojeść, by wyciągnąć ostrze jednym zgrabnym ruchem. - Mogę prosić, Satsuki? - zapytał swojej nieodłącznej kompanki z delikatnym uśmiechem na twarzy. Nie dołożył drugiej dłoni na rękojeść, a sam czubek miał opuszczony, by Ci nie pomyśleli, że coś planuje.
- Już się robi, mój drogi. - odparła mu w myślach, a wokół ostrza zaczęły tańczyć wyładowania przechodząc po nim całym i delikatnie świecąc. Robiła to sama kobieta, bez udziału Sei'a, zatem nie tracił swojej mocy magicznej, a właściwość ta do niczego się nie przydawała, gdyż natężenie elektryczności było znikome, a same wyładowania czysto estetyczne.
- Na tym polegają moje zdolności. Potrafię mieć znacznie szybsze reakcje, co za tym idzie lepiej unikam, poruszam się i ogólnie reaguję. Potrafię w jednej chwili przemieścić się z prędkością błyskawicy w jakiś punkt, a później jeżeli starczy mi magicznej mocy to i uciec z tą samą szybkością. Dam radę też wystrzelić elektryczny pocisk. Teraz obnażyłem przed wami swoje umiejętności, zadowolony? - zapytał rzucając wzrokiem na Berta, a następnie wyładowania znikły, zaś Seitaro schował swoją broń do Sayi.
- Coś Ty nagle taki grzeczny? - zapytała Satsuki zwracając uwagę na dziwną zmianę charakteru białowłosego, lecz ten sam nie wiedział dlaczego tak się stało.
- Wiesz... bywam różny. Powinnaś to wiedzieć po tak długim czasie przebywania ze mną. Jesteś beznadziejna, nic nie umiesz zauważyć. Ehh... - zażartował z niej, a ta lekko poraziła go elektrycznością w ramach odpowiedzi na jego zgryźliwy komentarz.
- Co do planu to jest mi obojętne. Skoro to wy go ustalaliście przydzielcie mnie do roli, w której będę najbardziej przydatny. W razie czego i tak zrobię swoje. Gdyby Agatha chciała podejść bliżej, byłaby zagrożona i raczej miałaby słabe szanse ucieczki, zatem mogę w razie czego próbować używać swojego szybkiego przemieszczania się do ewakuowania was w krytycznych sytuacjach. - rzucił luźnym pomysłem jako, że obiecał towarzyszce ją bronić. W dodatku Vivi zyskała w jego oczach, gdy dowiedział się, iż ta specjalizuję się w walce wszelaką bronią oraz, że wie jak postępować z czyimś orężem. Był gotowy narazić swoje życie dla niej, specyficzna osoba, lecz zdążył ją lekko polubić. Bert zaś... co do niego miał mieszane uczucia, jakoś ciągle nie mógł się przekonać do niego.
14.05.2014, 23:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#38

Bert wysłuchał Agathy, kiwając przy tym głową, a potem wraz z Vivi uważnie obserwowali pokaz umiejętności Seitaro. Gdy było po wszystkim, Bert odwrócił się i szedł z zamyśloną miną. Wszystko to sprawiło, iż nagle zapadła cisza, która w tej okolicy była niezwykle nieprzyjemna. Rodzeństwo jednak najwyraźniej się tym nie przejmowało, jakby byli przyzwyczajeni do życia w takich warunkach. Bert intensywnie nad czymś rozmyślał, natomiast Vivi przez jakiś czas obserwowała jeszcze miecz Seitaro, a potem powróciła do rozglądania się i wyszukiwania ewentualnego niebezpieczeństwa.
- Dobra - przerwał nagle ciszę Bert i przeczesał włosy dłonią. - Mam już mniej więcej ustalony plan. Kiedy dojdziemy do obozu to wszystko wam wyjaśnię - powiedział, a potem znów zapadła cisza. Trwała ona przez następnych piętnaście minut marszu. Wędrowcy mijali przeróżne zaułki, ulice, budynki, podziwiając architekturę miasta, które teraz niestety była już zniszczona. Kilka razy musieli się zatrzymać, aby sprawdzić, czy nic im nie zagraża, jednak podróż przebiegała bez większych incydentów.
- W tym budynku jest... - Bert chciał coś powiedzieć, ale nagle się zatrzymał. Wraz z Vivienne wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Budynek na który wskazał mag był jednym z niewielu, które zachowały się w lepszym stanie, można więc było zrozumieć, dlaczego właśnie w nim postanowili rozbić obóz. Jednak teraz ze środka wydobywały się głośne warknięcia, które nie wróżyły niczego dobrego.
- Zaczekajcie tutaj - polecił Bert i ruszył w stronę wejścia. W ręce Vivienne momentalnie zmaterializował się sztylet, a kobieta przybrała pozycję obronną i rozglądała się za innym niebezpieczeństwem. Co jakiś czas spoglądała również z niepokojem na brata.
Bert podszedł wolno do wejścia budynku, uważnie się przed tym rozglądając. Wspiął się na dwa stopnie i niepewnie zajrzał do środka. Jego twarz wykrzywiła się w bardzo nieprzyjemny sposób.
- Kurwa mać! - Krzyknął gniewnie i wpadł do środka. Dało się słyszeć jego krzyki, warknięcia, a potem stłumione piski. Całość trwała może pół minuty, a po tym czasie mężczyzna stanął w progu, z marsową miną przyglądając się pozostałym.
- Pierdolone ogary dobrały się do naszych zapasów - zakomunikował, bardziej była do wiadomość do Vivienne, niż do Seitaro i Agathy. Kobieta również przeklęła, a potem ruszyła w stronę budynku.
- Będziemy musieli szybko się z tym uwinąć, bo bez jedzenia za długo tutaj nie wytrzymamy - oznajmił Bert pozostałej dwójce, przepuszczając w drzwiach siostrę. - Chodźcie. Szybko omówimy plan, przygotujemy się, chwilę odpoczniemy i idziemy na akcję. Jeśli coś uda się uratować, to być może napełnimy żołądki przed wszystkim - stwierdził lekko zniechęconym głosem, a potem zniknął we wnętrzu budynku.
21.05.2014, 20:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#39

Moim oczom ukazał się budynek, który stał prawie nie naruszony, w porównaniu z innymi, które mijaliśmy po drodze. Wszędzie pozostawał gruz i tylko do komplety brakowało cyganów. Najlepsze było to, że tej okolicy nie rozpoznawałam. Możliwe, że nie potrafiłam z powodu, w jakim to teraz zastałam. Bert chciał powiedzieć coś o tym budynku, ale warknięcia z wnętrza uniemożliwiły mu to. Od razu rodzeństwo porozumiało się bez słów i zaczęło działać. Vivienne była już uzbrojona, więc ja automatycznie również ustawiłam się w pozycji bojowej, bo nie wróżyło to nic dobrego. Chociaż mężczyzna kazał zaczekać i sam ruszył w stronę budynku. Pomyślałam sobie, że jest ostro porąbany i ma syndrom bohatera. Na jego miejscu sama bym nie wchodziła, ale no cóż.... Niech idzie.
Potem przeklął wkurzony i wparował do budynku. Zrobiłam z dziwienia wielkie oczy i tylko patrzyłam tam, gdzie niedawno widziałam Berta. Pomyślałam, że totalnie mu odbiło. Co tam musiało być? Cała sytuacja trwała naprawdę krótko. Złowróżbne warknięcia przerodziły się w piski przy akompaniamencie krzyków mężczyzny.
Wyszedł, ale to co powiedział ruszyło mnie i zrozumiałam go. Do tej pory nie pomyślałam o jedzeniu, a na wieść o tym, że przepadły zapasy ostro zaczęło mi jeździć po brzuchu. Kiedy ja jadłam? Nie pamiętałam, ale wiem że trochę minęło. Złapałam się za swój brzuch i spojrzałam na Seitaro z miną dziecka, któremu sprzed nosa zabrali ulubioną zabawkę.
- Umrę, jeśli nic nie zjem....Poza tym na głodnego nic nie zdziałam. - Nagle moja twarz się pojaśniała i uśmiechnęłam się. - Jak myślisz? Jak upieczemy jednego ogara to nic się nie stanie? Podobno w jakiejś krainie wpierniczają psowinę i podobno jest dobre. Jak myślisz? - Zapytałam kolegę i weszłam do budynku.
08.06.2014, 23:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zniszczone ogrody
#40

Seitaro nie ukrywał zbytnio swoich sekretów związanych z jego ostrzem zatem nie zdziwił go fakt, że Vivi zaczynała łączyć kropeczki we własnych myślach tworząc obraz "tajemnicy" białowłosego. Ten raczej nie lubił obwieszczać tego wszystkiego, aczkolwiek nie powstrzymywał się przed normalnymi reakcjami. Gdy rozmawiał w myślach widać było, że coś innego pochłania jego uwagę, również uśmiechał się, śmiał oraz robił wiele innych min wskazujących na zwyczajnie coś dziwnego. Wracając jednak do tematu, wesoła kompania dotarła do budynku, który jak szło się domyśleć był wspomnianym obozem, a raczej bazą wypadową. Warknięcia ze środka świadczyły, że ogary zdążyły już rozgościć się próbując zgrywać współlokatorów, niestety marnych. Bert wparował do środka, a dwie towarzyszki Sei'a ustawiły się w pozycjach bojowych, zaś ten jedynie spojrzał na nie jakby nie rozumiejąc tego zachowania i założył swoje ręce na biodra czekając na jakieś wydarzenie. Gdy już dzielny bohater uporał się z bestiami i obwieścił złą nowinę Seitaro spojrzał na niego dziwnie.
- Jeżeli myśleliście, że tutaj z wami posiedzę kilka dni biwakując to nie, nie zamierzałem. Zresztą przygotowujemy się, ubijamy bestię, idziemy szczęśliwi się napić. Żadnego zostawania tutaj. - powiedział nieco zaskoczony, że dwójka zamierzała tutaj jakiś czas nocować, by odpowiednio się przygotować. Mieszkanie w takim miejscu może tylko obniżyć formę, nie ją podwyższyć więc sensu w tym białowłosy nie widział. - Oczywiście jeszcze pomogę Tobie, zanim się napiję. - dodał spoglądając na Agathe. Nie zapomniał o obietnicy, a zwyczajnie jakby zapomniał ją wpleść w poprzednią wypowiedź.
- Z Tobą to już nie wiadomo czy lepiej walczysz po piwie, czy przed. - usłyszał głos w głowie, lecz nie zamierzał tego komentować. Faktem było, że częściej walczył po tym złotym trunku, gdyż wtedy zazwyczaj zaczynało mu się nudzić więc ciężko było określić kiedy był lepszym wojownikiem. Wtem nagle okazało się, że jego czerwonowłosa towarzyszka zgłodniała. Jej wzrok sprawił, że sam Sei spojrzał na nią pobłażliwie jakby wybaczając i uśmiechnął się lekko oraz przyjaźnie.
- Mięso prawie wszystkich zwierząt jest jadalne, ale z bestiami raczej tak nie jest. Ciało potworów zazwyczaj jest naturalnie niejadalne dla człowieka, w sumie nigdy nie próbowałem. Psowina z psa może być dobra, ale ogary? - powiedział zupełnie normalnie jakby jego osobowość została na chwilę odcięta. Wszyscy ruszyli do środka, on również tak postąpił.
- Słyszeliście? Musicie się podzielić czym możecie z moją księżniczką bo nam zemdleje i jedyny użytek jaki z niej będzie to chwilowe zajęcie Allingera jako pokarm. - zażartował mając zupełnie oderwany wzrok od otoczenia, gdyż poprawiał swój płaszcz.
- Ja jadłem... przed bójką w karczmie. No nie jestem głodny, potrafię przeżyć bez jedzenia. - zakomunikował, że zrezygnuje z posiłku. Im mniej gęb do wykarmienia tym lepiej dla gospodarzy, prawda?
- W sumie to nie zamierzam umierać, więc ostatni mój posiłek to nie będzie. - dodał do Satsuki w myślach, a ta westchnęła.
- I po co mi to mówisz? Jesteś za głupi na śmierć. Los jest okrutny, zabijając Ciebie zmniejszyłby męki świata, to się nie stanie. - ukochana jak zwykle była okrutna i cięta, ale właśnie to w niej kochał. Rzadko spotykał osoby, które miały takie poczucie humoru oraz otwarcie mówiły takie rzeczy. Seitaro uważał to za dobrą cechę, dystans do własnej osoby to zawsze dobra cecha.
02.07.2014, 03:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki