Ulice

No to zabił jej ćwieka. Musiała coś wykombinować, no po prostu musi. Innej opcji nie było.
- Ja? No wiesz... - Skrzyżowała ręce na piersi, próbując pomyśleć nad czymś rzeczywiście praktycznym i użytecznym.
- Umiem się bić, tak po mordach. Jak facet z facetem powinien. - No niestety, nie potrafiła obchodzić się ze zwierzętami, kłamać jak z nut albo czytać runy przeciwko demonom. Jej największym talentem była zwyczajna bitka, co z resztą sama uwielbiała. Niemniej czy to było coś, co interesowałoby tak sztywnego ktosia jak on.
- Chociaż... Musiałabym pomyśleć. - A po jej twarzy łatwo można było wywnioskować, że to wysiłek ponad jej siły. Skupienie totalne, zaciśnięte łapy i próbuje... Ale cholera jasna, tak bez kontekstu to robić. Dla kogoś postronnego wyglądała jakby się skupiała na najwyższym i najważniejszym ze wszystkich tronów. Mimo to, nie odczuwała oczekiwanych skutków, a ona jedynie się bardziej podpalała na siebie. Z drugiej strony zaraz łowcy by kręcił z niej niezły ubaw, bo przecież Tandara tylko krzyczy głośno, ale nic sensownego nie robi... Nie, ten cwel tego nie powie! Nie da sobie w kaszę dmuchać. Zacisnęła usta, a jej rękawice zaczęły emanować na ciemniejszych liniach.
- Na cholernego Thoraaaaanaaaa! - Warknęła, kiedy dłonie wręcz mrowiły od energii. Sekundę później poczuła uwolnienie zgromadzonej wcześniej mocy.
- O, jednak działa. - Podsumowała, kiedy zauważyła całą armię kolców na swoich rękach.
- No wiesz, coś takiego. - Uniosła dłoń, pokazując jej uroczą ozdobę.
- Konik nie chciałby być teraz pogłaskany... Wierz mi. Z resztą, lepiej żebyś mi nie podawał ręki. - Dodała poważnym tonem.
19.07.2018, 20:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice

Łowca patrzył na dziewczynę jak na nienormalną. Znowu. Który to już raz dzisiaj, czwarty? Piąty? Zbyt często mu się to zdarzało. Chyba powinien się już powoli przyzwyczajać do tego, że kobieta jest zdrowo szurnięta ale jakoś nie potrafił. Ciągle miał w głowie, że być może gdzieś na skraju świadomości w jej umyśle zaświta czasami jakaś myśl ale to uczucie coraz bardziej umierało. - Bić tak po mordach? No proszę proszę, to faktycznie wyjątkowa umiejętność... - powiedział, przyglądając się walce Tandary z własnymi myślami. Wyglądała jakby zaraz miała popuścić.
Mimo wszystko widocznie do czegoś dążyła, bo jej skupienie było aż nazbyt mocne. Niemożliwe, żeby myślenie aż tak bardzo ją bolało, więc widocznie do czegoś się przygotowywała. Mimowolnie Avaraad wysunął jedną nogę do tyłu przygotowując się do nagłego odskoku w razie gdyby dziewczyna spróbowała kolejny raz go zaatakować. Kto wie co przygotowywała, zwłaszcza, że jej rękawice znowu zaczęły delikatnie się świecić. Wtedy też zauważył, że wcale nie są to zwykłe rękawice. Magia w nich była aż nazbyt widoczna i o ile w poprzedniej sytuacji nie był w stanie nic zauważyć - zbytnio skupiony był na łapaniu oddechu - o tyle teraz już wiedział z czym ma do czynienia. - Cholera, dziewczyno, nawet nie wiesz ile takie kamienie są warte! - krzyknął głośno kiedy z jej rąk wyrosły rzędy kamiennych kolców. Doprawdy niesamowite! A więc to takie niespodzianki kryła przed światem. Nic dziwnego, że nikt w karczmie nie chciał jej podskakiwać, gdyby dostać czymś takim po twarzy to już nigdy nie można by się było nazwać pięknym. Ani żywym.
- Dobra, przekonałaś mnie, jednak coś potrafisz - powiedział, przyglądając się jej dłoniom. - Gdzie ty się tego nauczyłaś? I skąd masz kamień?! Takich rzeczy nie znajduje się na ulicy. No no, muszę powiedzieć, że nagle zyskałaś w moich oczach, kruszyno. - powiedział, podchodząc bliżej. Może nie na odległość wyciągniętej ręki ale na tyle, że bardzo dobrze widział efekt jej starań. - Czekaj, ty chyba nie zrobiłaś tego po to żeby pokazać czego chcesz mnie nauczyć? - zapytał. O ile takie coś naprawdę by mu pomogło - zwłaszcza we wspinaczce - o tyle nie miało zbyt wielu innych zastosowań. Chyba że... - Potrafisz wytworzyć kolce tylko na swojej rękawicy czy też na innych rzeczach?
19.07.2018, 21:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice

Na przytyk, jedynie wywróciła oczami.
- Obiło mi się o uszy, że one trochę kosztują. Wiem, że pewnie mnie nie stać na nie, ale te są moje... Do końca życia. - Wyszczerzyła zęby, bo jednak tego nikt odebrać jej nie mógł. Urok kamieni, że były przywiązywane do pierwszego użytkownika, zdawały się być świetną zaletą.
- Mam nadzieję, że ty umiesz coś więcej, niż używać tej gigantycznej kuszy. - Uśmiechnęła się do niego nieco prowokacyjne, nawet jeśli by na to nie zareagował.
Na pytanie gdzie się nauczyła, przymknęła się na moment. Doskonale pamiętała tamten moment, aż zerknęła na swoje dłonie obrośnięte kolcami. Tym razem jednak były one czyste. Żadnego brudu, żadnej krwi. Mrugnęła, próbując odegnać te myśli, które jednak uporczywie męczyły jej umysł.
- Dostałam w prezencie... Żeby sobie poradzić. - O dziwo, niepodobnie do niej, odparła bardzo lakonicznie. Nie chciała mówić na głos tego, co męczyło jej wspomnienia.
- Mimo, że ziemia to żywioł spokoju, ostoja wszystkiego, to u mnie to tak nie działa. Moimi emocjami mogę wzbudzać moc tego kamienia. - Jakby nie patrzeć kolce zdawały się być jednocześnie defensywą, a z drugiej niebezpieczną ofensywą, kiedy zaczyna salwę ciosów.
- Nigdy nie potrzebowałam używać tych mocy poza ręce. Z resztą, to mi wystarcza. Mówiłam Ci, jestem miłośniczką walki, zwykłej, tej najprostszej. - Obejrzała jeszcze raz rękawice.
- Mogę Ciebie tego nauczyć, ja sama chciałabym rozwinąć tę zdolność. Właściwie, skoro ty tak zachwalasz walkę na dystans... To czemu nie nauczyć się tym strzelać? - Popatrzyła na niego, mając nadzieję, że coś wytłumaczy jej o walce na dystans w jego stylu.
19.07.2018, 21:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice

Chwilę zastanowił się nad odpowiedzią. Owszem, potrafił dużo więcej niż tylko "strzelać z tej gigantycznej kuszy" ale raczej nic nie było na tyle efektowne, żeby wzbudził w kobiecie jakiekolwiek emocje. O nie, on działał w zupełnie odwrotny sposób do niej - cicho, spokojnie, z wyczuciem. Żadnego parcia głową naprzód w niebezpieczeństwo. No, może czasami ale i wtedy zwykle miał jakiś plan zapasowy. Teraz aż mu było nieco głupio, że nie ma się czym "pochwalić". Cholera jasna, jakby potrzebował uznania od tej smarkuli! Pieprzyć to, nie będzie się popisywał tylko dlatego, że ona umie jakieś sztuczki.
Przynajmniej chwilowo się przymknęła chociaż było to do niej zupełnie niepodobne. Widocznie za zdobyciem kamienia kryła się jakaś większa historia, która albo była nielegalna albo niezbyt sprawiedliwa skoro nie chciała o niej mówić. Czyżby je ukradła? Nie, to odpadało, prędzej by kogoś zabiła niż by cokolwiek zabrała bez czyjejś wiedzy. A może właśnie...?
Łowca przyglądał się od tej pory uważniej dziewczynie. Ukrywała coś w związku ze swoją mocą, a to nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Na pytanie o strzelaniu tymi kolczastymi potworkami nawet się uśmiechnął. To by było coś. Strzał rozpryskowy bardzo mocno ułatwiłby mu starcia z grupkami przeciwników, przeciwko którym ograniczały go możliwości oddawania pojedynczego strzału. Gdyby tak dał radę "rozdzielić" pocisk na kilka mniejszych dałoby mu to olbrzymią przewagę. - Masz łeb, dziewczyno, taka umiejętność faktycznie mogłaby mi się przydać. Co prawda strzelam nawet nieźle... - w tym momencie Avaraad podniósł nagle arbalest i prawie bez celowania wystrzelił tak, że bełt śmignął kilka centymetrów od głowy Tandary, po czym wbił się mocno w ścianę stajni. - Ale dodatkowe atuty zawsze by się przydały. Jeśli chcesz mogę Cię co nie co nauczyć ze strzelania. O ile udźwigniesz tego potworka. - powiedział, wykorzystując siłę własnych mięśni żeby naciągnąć cięciwę, która jęknęła potężnie, po czym trafiła na swoje miejsce.
19.07.2018, 21:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice

Gdyby nie to co miała na rękach, to właśnie przecierałaby oczy ze zdziwienia. Jak to było w ogóle możliwe, no przecież... Czy on zarażał się jej optymizmem (albo głupotą), a ona jego zdolnością do używania mózgu? No przecież tak nie mogło być.
- Czy ty... Mnie właśnie pochwaliłeś? - Nie dowierzała własnym uszom. Chyba dzisiaj przeskoczy z nim cały wachlarz reakcji, od skrajnej pogardy, po pochwałę pomysłu i podziw używania mocy. No właściwie to sama nie spodziewała się, że zdoła usłyszeć od niego coś pozytywnego. No cóż, ten dzień zdawał się być coraz bardziej dziwaczny.
- Ale nie chcę strzelać tym Twoim monstrum. Z resztą, takimi łapami to bym to prędzej zepsuła, niż sensownie użyła, a mnie nie stać na naprawę czegoś takiego. - No jednak nie była zainteresowania używaniem przerośniętej kuszy. Raczej miała na myśli coś innego, dokładnie to swoje ręce.
Dźwięk naciąganej cięciwy, jak i wcześniej strzału i tego cholernego pocisku... Gdyby poleciał kawałeczek w bok, to by już poznawała Duronora we własnej osobie i resztę smoczych bóstw. Na szczęście, to była jedynie pokazówka, a jej nic złego się nie stało.
- Wiesz co? Nie mam ochoty zdemolować Perony. Nie wiem jak ty, ale ja bym się przeszła gdzieś tutaj na skraj lasu, czy coś. Bo jednak strzelanie tym czymś tutaj, wydaje się dość niebezpieczne. - W sumie jak powiedziała, tak też zrobiła. Szybko pognała w kierunku bramy, a później ... No cóż, szukała miejsca, gdzie nikomu by nie zrobiła większej krzywdy. Bo jednak przypadkowe ubicie konia czy jakiegoś mieszkańca nie wchodziło w grę.
Gracz opuścił wątek
19.07.2018, 22:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice

- Już się tak nie podniecaj, nie jesteś AŻ TAK mocna... - powiedział po jej słowach. No i masz, zaraz jej duma wypierdoli w kosmos. Tylko tego mu teraz brakowało. Nadpobudliwej, dziwacznej dziewczyny, która ma przerost samozachwytu. Po prostu cudownie. Avaraad pokręcił głową karcąc się w duchu za to co właśnie uczynił.
To, że dziewczyna zupełnie zignorowała przelatujący obok niej bełt utwierdził go w przekonaniu, że ma nierówno pod sufitem. Normalny człowiek zesrał by się ze strachu albo chociaż jakoś to skomentował ale nie, ona musiała pozostać spokojna. Chyba naprawdę prosi się żeby jej się coś stało. I jak tak dalej będzie postępować to najpewniej się stanie. - Jasne, czemu nie, chodźmy. Lepsze to niż przypadkowe zranienie kogoś. - powiedział, po czym zaczął wodzić wzrokiem za odchodzącą w pośpiechu dziewczyną. Gdzie ona się tak spieszy? Mieli jeszcze cały dzień... nadpobudliwa cholera... Łowca nie spiesząc się podszedł do ściany, wyjął z niej bełt, po czym podszedł do konia i poklepał go po przyjacielsku po pysku. - Dobrze, że chociaż ty się tak nigdzie nie rwiesz. Odpocznij, będę za niedługo. - powiedział, z delikatną czułością w głosie. Dopiero po chwili uświadomił sobie co właśnie robił. Opuścił szybko rękę. - Głupia Szkapa. - mruknął do siebie, po czym odwrócił się i poszedł w ślad za dziewczyną, zmierzając na skraj Perony. Miał nadzieję, że zaczeka na niego chociaż przy bramie. Byłoby głupio szukać się teraz po lesie. Chociaż odrobina tropicielskiej zabawy nigdy nikomu nie zaszkodziła.

Gracz opuścił wątek
19.07.2018, 22:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna