Przystań floty nawiedzonych statków
#1

Cytat:
Jedyne miejsce w całym porcie, które przywodzi obraz Dravnul jako opustoszałe i nawiedzone królestwo, bowiem doki wypełnione wrakami statków wcale nie zachęcają do odwiedzania portu, choć co bardziej doświadczeni wiedzą, że to tylko niekorzystne pozory. W gruncie rzeczy port i jego miasteczko są całkiem przyjazne i spokojne. Jednak dla przezorności, eksporterzy omijają w miarę szeroko ową flotyllę. Ta zaś nosi nazwę nawiedzonej i liczy sobie jedenaście wraków o pokaźnych rozmiarach i zapewne dawniej pięknych walorach. Krąży legenda, jakoby szalony Torval był kapitanem zamordowanej załogi jednego z okrętów i teraz czeka, aż ktoś odnowi jego statek, by ponownie mógł rabować lothilskie galeony z wszelkich dóbr. Sama opowieść o piracie Torvalu służy rodzicom do straszenia swoich pociech, przed bezmyślną zabawą w przystani floty nawiedzonych wraków.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







26.01.2014, 03:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przystań floty nawiedzonych statków
#2

Sejki zagościł w porcie nawiedzonych bander, wytężył wzrok. Przed sobą miał pejzaż doków obfitujących w zrujnowane okręty. Mógł zliczyć sobie jedenaście zrujnowanych korabi o sporych wymiarach i pewno niegdyś błyszczących świetnością. Nie tyle jednak sycił oczy ich widokiem, ile nadstawiał uszu.
– Nie z tego świata... – powiedział wreszcie. Bo i było dziwne, że nawet mimo wyczulonych szamańskich zmysłów nie popasał odnajdywać wzrokiem niczego. W Dravnul na dobre zapanował wieczny poranek. Port oraz dzielące ląd morze były obumarłe. W przeciwieństwie do Valen, konie tutaj nie rżały, owady tutaj nie bzyczały, nie było słychać wesoło krzyczących ludzi zabawiających w przydrożnych karczmach, którzy mieli w nawyku gardłować i śpiewać. Nawet ptactwo zawzięcie milczało.
– Jakiego świat nie widział... – wykrztusił Sei pół godziny później, zatrzymawszy się na sjestę w środku Dravnulskiego nabrzeża. Siedział na zwalonym pniu i obserwował iście stoicki spektakl, zagryzając go kromką chleba. Swe spojrzenie zatopił w liściu, który bezwładnie unosił się na tafli wody i powoli odpływał coraz dalej, kierując wzrokiem szamana na horyzont — pusty niczym jego serce. Czekał na rozwój wydarzeń, przyszedł tu nie bez powodu. Z opowieści tutejszych to miejsce było nawiedzone, a Sejki potrafił widzieć duchy.
Krążąca opowiastka rozpętała w szamanie nieliche zaciekawienie. Legenda o furiackim Torvalu, który był kapitanem zakatrupionej załogi jednego ze statków, sprawiała wrażenie ciekawej, do tego stopnia, iż powinno się ją wziąć pod lupę. Sei uważał, że mógł wyciągnąć pomocną dłoń widmowi i szepnąć słówko, ze względu na fakt, że nie był taki jak inni śmiertelnicy, a ponadto był w mocy dysputować z nim i zyskać na tym... Kto wie, co kryło się w tym statku. Gawęda, która po dziś dzień skupiała się na szerzeniu strachu wśród gówniarzy, miała warunki, ażeby przeistoczyć się w szantę opartą na przygodzie z krwi i kości.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2019, 21:33 przez Sejki.)



— Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. —






20.08.2019, 21:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przystań floty nawiedzonych statków
#3

STRAŻNIK
Wśród grobowców legend
Pokraczne maszty drwią w milczeniu,
Szum morza im wtórouje na głos.


tatki spoczywały w spokoju. Tylko delikatna, morska bryza mąciła ten jasny spokój. I oczywiście obecność osoby niepożądanej. Młody Sei zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że statki te były grobem dla wielu marynarzy, którzy niegdyś służyli pod, jeśli wierzyć legendom, piracką banderą. Nawet ptaki, nie znające uczucia pokory czy szacunku dla poległych, zdawały się unikać tej części wybrzeża. Lecz, pomimo tego nienaturalnego braku zwierząt w okolicy, nie panowała tu cisza. Szum morskich fal i oddalonych nieco od wody nadmorskich traw tworzył tu własną symfonię, dyrygowaną przez wiatr. Stoicka natura i niepokojąca aura mieszały się tutaj, napawając szamana odczuciem znanym mu doskonale z nieprzyjaznych ulic miasta Dravnul.

Czy jednak plotki o nawiedzonym porcie były prawdziwe? Na ten moment nic na to nie wskazywało. Otoczenie było ponure, to prawda, jednakże na tej wyspie pod lupą można było szukać skrawka ziemi, który tak nie wyglądał. Pamięć Sejkiego nie była w stanie wychwycić, czy choć raz spotkał tu człowieka owładniętego najzwyklejszą w świecie radością. Nawet przez uśmiechy matek patrzacych na swe dzieci przebijał się dziwny smutek. Badanie tego miejsca przez pryzmat własnych emocji więc nie miało szans powodzenia. Pokraczne maszty, chyba cudem stojące we względnym pionie, zdawały się spoglądać w dół na młodzieńca i drwić z niego. Jak gdyby skrywały tajemnicę o której wiedziały tylko one.
21.08.2019, 18:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przystań floty nawiedzonych statków
#4

ekundy za sekundami czmychały, a niczego paranormalnego nie było w dalszym ciągu widać, ani odczuwać. Sejki dał początek wielkiemu znaku zapytania, czy te wszyściusieńkie opowiadania o nabrzeżu jest zgodna z rzeczywistością. Choć ci, którzy byli z nim za pan brat, zdają sobie sprawę z tego, że on tak psim swędem sobie nie da spokoju z czymś. Coś egzystowało w tej lokalizacji, co dało mu impuls do odbycia podróży właśnie tutaj... Zdawał sobie sprawę z tego, że nie wsio jest widoczne gołym okiem. To był moment najwyższej próby, ażeby zrobić użytek ze swojego talentu. Skupiał nadzieję w ręku — światełko w tunelu na to, iż dosięgnie coś wzrokiem w tym kwaśnym jak ocet siedmiu złodziei otoczeniu, przynajmniej pewien cień nadziei, albo niejaką podpowiedź, która wytyczyłaby mu szlak.

Obiektem charakteryzującym szamanów są nadprzyrodzone predyspozycje umożliwiające im odnajdywać zmysłem wzroku zagubione duszyczki, a oprócz tego prowadzić rozmowę z nimi, czy zatrzymywać je dla siebie. Standardowy przedstawiciel gatunku ludzkiego nie jest w stanie sprostać, wyniuchać występowania stworzenia nadprzyrodzonego, dlatego że ta nie posiada indywidualnej many. To przyczynia się do tego, iż wyłącznie istoty bezcielesne przywołane, a ponadto spożytkowujące zbiorniczek magiczny szamana mają warunki, aby nadać sobie kształt i istnieć. Na dwoje babka wróżyła, że sam nieprawdopodobny Torval i jego kolektyw mogli zostać zapieczętowani w marionetkach introwertyka.

Szaman przebudził się z obłomowszczyzny i stanął na równe nogi, odmeldowując indywidualną część ciała od cieplusieńkiego odziomka bierwiona. Rozpostarłprzestronnie trzeszcze. Dokonał koncentracji many w splocie magicznym oczów, pochłaniając dzięki temu wszelką energię otaczającą jego rzeczywistość. Oczekiwał dopatrzyć się duszy jakiejś nieżywej osoby, ewentualnie stworzenia z innego wymiaru, z którą mógłby się porozumieć. W tym środowisko miewał się jak u siebie w domu.


— Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. —






21.08.2019, 20:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przystań floty nawiedzonych statków
#5

STRAŻNIK


izja szamana zmieniła się nieznacznie. Właściwie całe otoczenie wyglądało tak samo, jak gdyby wszystkie legendy o pirackim kapitanie faktycznie okazały się jedynie marnymi opowiastkami dla dzieciaczków. Musiało minąć dobre kilka minut, aż Sei zauważył dziwny, nienaturalny blask na jednym z okrętów. Zbliżywszy się, mógł dostrzec że tą dziwną poświatą był obdarzony nie duch, a przedmiot. Właściwie to trudno było nazwać to przedmiotem. Drewniany ster, po którym pięła się gnilizna i pleśń emitował nieludzki blask, typowy dla istot duchowych. Dalsze przyjrzenie się mu wymagało przedostania się na pokład statku. Drewno pomostu skrzypiało pod stopami młodzieńca, głośno przypominając mu o swej zdradliwej naturze. Uważnie stawiane kroki pozwoliły uniknąć wpadniecia w płytką wodę wybrzeża.

Dopiero gdy Sejki zjawił się tuż przy sterze, posłanie w niego odrobiny many odniosło efekt. Otoczony delikatnym blaskiem artefakt rozbłysnął wszystkimi barwami na raz i równie szybko przygasł. Obok zaś jawiła się zupełnie prawdziwa osoba marynarza odzianego w zniszczone, przemoczone, acz niegdyś pewnie dość drogie i raczej eleganckie ubrania. Podarty niebieski frak urwany był w połowie, odsłaniając wąskie, dopasowane do ciała kalesony podobnej barwy. Wysokie, brązowe buty wytworzone z utwardzonej skóry były wyraźnie porysowane, a u jednego z nich cholewa odklejała się, gdy nieznajomy tupał nogą w nerwowym odruchu. Pochwa zawieszona u pasa przeznaczona na kordelas była pusta, a każdy kawałek skóry mężczyzny zdawał się być poraniony, jak gdyby znalazł się w samym centrum tornada zrobionego z maleńkich ostrzy. Ponura twarz zwrócona była w stronę maga, a zapadłe, przemęczone oczy mierzyły go wzrokiem, jak gdyby patrzyły na jakiegoś przybłędę chcącego zaciągnąć się na rejs.

A ty kto, co? – Wymamrotał chrypliwym, przepalonym alkoholem głosem. Kolejne słowa mówił już nieco szybciej, przyzwyczajając się do swojego głosu i faktu, że znów jest w świecie żywych. – Szczur, czy pojebany pirat? Nie sądziłem że Dravnul przez te lata zamieni się w rezerwat. Odpowiadaj, młody, bo wiele czasu tu nie mam.
22.08.2019, 23:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przystań floty nawiedzonych statków
#6

antasmagoria znachora przybrała niedostrzegalnie inny kształt. Sei do grobowej deski obiecywał sobie, iż całe to zwidzenie będzie w najwyższym stopniu makabryczne. Za młodu, gdy Prorok dzielił się wrażeniami z Sejkim, rzucał słowami, że ta umiejętność jest nie do odzwierciedlenia. W jego fantazmatach strzępki powierzchni ziemi nastroszały się, krąg słoneczny zatracał promienistość, a starodrzewa nie były w posiadaniu ni jednego seledynowego listka. Wskutek tej eksperiencji Sei łagodnie zwątpił w wszyściusieńkie po dziś dzień nadsłuchane opowiastki o pirackim kapitanie, które wzbudzały trwogę w swawolnych dzieciaczyskach.

Musiał przebrzmieć dobry szereg minut, zanim Sei odnalazł wzrokiem frymuśny, nienaturalny migot na jednej z jednostek pływających. Już reflektował zwinąć żagle od wycierania krzesła, niemniej jednak dał radę, a intrygująca połyskliwość ustokrotniła w nim doznanie zainteresowania, napędzając go do dalszego poczynania. Zrobił pierwszy krok zbliżając się w unkierunkowaniu na martwego latającego Holendra. Zaobserwował, iż tą przerafinowaną łuną egzystował obsypywany nie istota bezcielesna, a przedmiot. Praktycznie rzecz biorąc to jak po grudzie było oznaczyć to epitetem rzeczy. Drewniane koło sterowe, po którym rozrastała się gnilizna i pleśń puszczała w świat drakoński odblask, reprezentatywny dla stworzeń niematerialnych. Od wielkiego dzwonu widywał się z takimi kazusami. W głównej mierze natrafiał on na dusze pokutujące - dawające do obejrzenia obumarłe istnienia, które z jakiegoś spiritus movens nie były w mocy, ażeby odłączyć się od tego ziemskiego padołu.

Żeby Sei miał warunki, by zarejestrować coś więcej był zmuszony przesmyknąć się na pomost korabu. Z niezmiennego umiejscowienia nie mógł niczego zoczyć poza aurą. Postawił na nogi pewną część swojego ciała z odziomka starodrzewa i wziął kurs na okręt. Przebierając nogami przed siebie w końcu zjawił się na butwiejącej kładce, która sprezentowała mu niebagatelną iniekcję adrenaliny, za incydentem rezonansu rozchodzącym się z platformy w obecności wszelkiego popostawianego stąpnięcia. Mostek trzeszczał niemożebnie poniżej kajakami wyrostka, rozdzierająco przywodząc na myśl swoją obosieczną kompleksję.

Zwidzenie topiącego się w czarnej jak święta ziemia deszczówce ryzykanta nie przepełniała go pozytywnym myśleniem. Zwielokrotnił on swoje baczenie i rozlokowywane kroczki przybierały kształt coraz bardziej przemyślanych, a chrobotanie skończyło się, a osamotniałe indywiduum zrobiło unik przed bezpośrednim spotkaniem z natroszającego się zanieczyszczenia na tafelkach nadbrzeżnego zbiorniczka wodnego. W końcu udało mu się stawić chód na deku stateczka. Promieniująca aura zaprowadziła go do sztukmistrzowskiego rudla. Zawiesił czynności bezpośrednio przed nim, wdał się w szczegóły, biorąc pod lupę jedyne w swoim rodzaju zdarzenie. Egzystował w impresji zainteresowania, choć krył to pod korcem.

Do grobowej deski podczas kiedy kontaktował się ze precendensem parapsychologicznym doznawał mrowień. Miał zamiłowanie do wszyściusieńkich dusz pokutujących, talizmanów, amuletów, maskotek, fetyszów, obrzędów, egzorcyzmów, ceremoniałów. Od kiedy podział wszyściusieńko co popasało dla niego za prominentne, tentegował nie więcej niż, tonięcie w pozazmysłowym entourage.

Aliści reflektował pociągać za sobą odczucie indywiduum, które wiedziało co w trawie piszczy, pod warunkiem, iż wycierały cudze kąty na tej murawie. Trzymał w sekrecie swoje rozentuzjazmowanie wywiązujące się z zdarzenia, że może przy tych stworzeniach chodzić jak koń w kieracie.

Sejki skonsolidował manę w splocie magicznym poumieszczanym w jego trzeszczach. W dalszym ciągu przy wspomożeniu zamierzenia dał początek przepompowaniu jej w ścianach przedmiotu, który wyselekcjonował za swój przedmiot. Znajdywał się w dającemu się zastosować oddaleniu. W pierszym porywie wywindował śródręcze nie więcej niż na niebotyczność steru. Pod wpływem chwili przetaczał prawicą takoż manę w rudel.

Trzymał się na filigranową puściuteńką przestrzeń, ażeby w sposób niepojęty się czymś nie zakazić. Kto zdawał sobie sprawę z tego, co w gruncie rzeczy zagrażało w tym butwiejącym drewnie i w mchu o zaawansowanym wieku. Mana transferowana była krótko mówiąc bezdotykowo. Bynajmniej utrzymywało się to do nadgorliwości w nieskończoność, ze względu na fakt, że Sei nie czuł żadnego przeciwstawiania się ze strony artefaktu. Przedmiot uległ, nie było czuć od niego żadnego oporu. Skupiony szaman obserwował jak otoczony delikatnym blaskiem relikt rozbłysnął wszystkimi barwami na raz i równie szybko przygasł. Obok zaś jawiła się zupełnie prawdziwa osoba marynarza odzianego w zniszczone, przemoczone, acz niegdyś pewnie dość drogie i raczej eleganckie ubrania. Nie wyglądał wtedy jak ktoś, kto rabował i pławił się w skarbach jak typowy kapitan spod pirackiej bandery. Podarte, urwane łachmany wcale nie wzbudziły w Sejkim pozytywnych uczuć. W pochwie również nie było żadnej broni białej, co świadczyć mogło o tym, że pirat jeszcze za swojego żywota mógł zostać obezwładniony, pozbawiony obrony. Całe poranione ciało wskazywało na to, że mógł przegrać bój, bądź zostać zdradzony przez jednego ze swoich kompanów. Wnioskując po wraku statku, raczej utonął z całą swoją załogą, jednakże coś tutaj nie grało. Czemu spośród całej załogi ocalał tylko on? Ta myśl zaczęła drążyć świadomość zaklinacza laleczek, który próbował pozbierać jakoś myśli i złączyć to wszystko do kupy. Z jednej strony było to przykre, z drugiej znachor wiedział, że duch jest teraz bezbronny. Choć kto wie, mógł przecież władać nadprzyrodzonymi mocami. Nie można było kusić losu, więc na nic się nie porywał. Nie przybył tu również zdobywać wrogów, a szukać nowych doświadczeń i doskonalić się, w międzyczasie odszukując sensu swojego życia. Czuł, że komuś tutaj trzeba będzie pomóc.

Ponura twarz zwrócona była w stronę maga, a zapadłe, przemęczone oczy mierzyły go wzrokiem, jak gdyby patrzyły na jakiegoś przybłędę chcącego zaciągnąć się na rejs. Wcale nie czuł się z tym dobrze, bowiem powinien w nim widzieć kogoś więcej - kogoś, kto potrafił go zobaczyć i z nim porozmawiać. Kto zdołał wyzwolić go z zapieczętowanego przedmiotu. Zwykły śmiertelnik nie dostrzegłby tak oczywistego dla szamana znaku. Wysłuchał tego co ma do powiedzenia legendarny Torval, będący aktualnie dla Sei’a szczeniakiem nieświadomie skomlejącym o pomoc.

- Jam jest Sejki, znachor, zaklinacz, czarownik… Ludzie różnie na mnie mawiają. Głównie chodzi o to, że jestem uzdrowicielem. Znam się co nie co na medycynie i pomagam ludziom za drobne pieniądze. Tworzę leki, jeśli ktoś mnie ładnie poprosi, diagnozuje dolegliwości i pomagam innym. Od czasu, do czasu zdarzy mi się odprawić egzorcyzm, wiesz jak to bywa. Potrafię również rozmawiać z duchami, jak widzisz. - odpowiedział, słysząc przepalony alkoholem głos, który wskazywał na to, że człowiek nie miał się za dobrze. Był to znak dla Sejkiego, iż duch kapitana zdrowo przesadza z trunkami. W tamtym momencie przypomniał mu się jego ojciec, który czasami miał tak złe dni, iż nawet nie potrafił doczołgać się do łóżka. Zazwyczaj miał tak w trakcie strasznie trudnych okresów czasu, które syn zrozumiał dopiero, gdy on sam się na nie natknął w dorosłym życiu. - Szczur… Czy ja wyglądam jakbym potrafił wymachiwać mieczem?  - zapytał retorycznie. - Słyszałem legendy o tobie i twojej załodze, straszą tobą gówniarzerię. Chciałem sprawdzić czy to prawda i takim sposobem się tutaj znalazłem. Chętnie uciąłbym sobie z tobą pogawędkę, jednak nie wziąłem ze sobą wódki żeby jakoś ciebie zatrzymać przy sobie. - zaśmiał się i kontynuował. - Chcesz ze mną właściwie porozmawiać? Powiedzieć co cię trapi, żeby odprawić cię z ziemi Pańskiej? Może wolisz, żebym cię zaklął w laleczkę? - wyciągnął kilka własnoręcznie zrobionych laleczek i pomachał nimi przed Torvalem, aby pokazać mu, że jednak może się czegoś bać. - Kończąc pół żarty, chciałbym się dowiedzieć co tutaj rzeczywiście się wydarzyło. - tym zakończył, wiedział że wszystko ma drugie dno, a okręt nie mógł sam z siebie zatonąć i pokiereszować tak kapitana statku, który powinien być chroniony przez załogę na pokładzie.


— Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. —






31.08.2019, 01:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przystań floty nawiedzonych statków
#7

STRAŻNIK


uch wydawał się być niezbyt zadowolony z długości monologu szamana. Z każdym kolejnym wypowiedzianym zdaniem jego mina zdawała się rzednąć, ustępując znudzeniu. Cierpliwie jednak przeczekał słowa Sejkiego, spluwając tylko na ziemię gdy usłyszał o odprawianiu z pańskiej ziemi. Gdy jego rozmówca w końcu zamilkł, pokręcił głową. Jego mniemanie o sobie musiało diametralnie różnić się od tego, co o nim myślał młodzieniec. Nawet pokazanie kolekcji laleczek nie wywarło żadnego wrażenia na zmarłym. Możliwym było że jeszcze za życia miał styczność z szamańskim fachem – albo też wręcz przeciwnie: pierwszy raz widział szmaciane pojemniki na dusze.

Za dużo gadasz, szczeniaku. Nie prosiłem cię o autobiografię. – Stwierdził ponuro. – Dla odmiany więc stul pysk i słuchaj. Moim zadaniem jest przetransportować każdego chętnego do miejsca zgonu mojego kapitana, coby wypełnić jego ostatnią wolę. I na jaja Aquer'tor'ela, mam szczerze dość tej roboty. Postawię więc sprawę jasno. Tamto miejsce jest daleko, a droga jest niebezpieczna. Z miłą chęcią spotkałbym kogoś kto byłby w stanie uwolnić mnie od siedzenia na tym wraku. Wygląda jednak na to że ani nie masz przy sobie zapasów, ani się specjalnie do tego nie nadajesz. Oszczędź więc mi i sobie trudu i poszukaj innego zajęcia.
08.09.2019, 01:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przystań floty nawiedzonych statków
#8

lokucja Sejkiego bynajmniej nie gdzie tam popasała taka wrzecionowata. Dla konwencjonalnego homo sapiens mogła obnażać się sążnista. Co zgodność z rzeczywistością domagał się wyrazić słowami od cholery, bo zamierzał być czynnym wpośród dusz pokutujących. Znachor nie czuł przez skórę, iż byt nadprzyrodzony ustosunkuje się tak w korelacji do niego. Spodziewał się on tego, że istność asomatyczna będzie zatrwożenie utrzymywać się w impresji miecza Damoklesowego. Jednakże guzik z pętelką takiego bynajmniej pod żadnym pozorem nie miało usytuowania w tym biegu spraw. Brązowowłosy zainaugurował rozpatrywanie tego, kim de facto było indywiduum, z którym praktycznie rzecz biorąc, dysputował. Wydawało mu się, iż bynajmniej nie był to Torval i wszystek frenezja buchnęła w gruzach. Po jego enuncjacji mignęło, że jest jego przybocznym. Jawił się na dobitek być niemożebnie autorytatywnym siebie. Zatrwożyło to zaklinacza. Ani krzty wcale nie truchlał z tego, iż ktoś jest w stanie go zdymisjonować z jaśniepańskiej ojcowizny. Ten nie więcej niż poprzekręcał głową, zupełnie się go nie trwożył. Cherubinek był ze wszech miar zaambarasowany. Ciamcia-ramcia, z którym przytarabaniło mu wymieniać myśli, jak z tego wynika ani nie dzierżył przeświadczenia o tym, jak sprawują się pałuby ni ad calendas grecas bynajmniej nie zetknął się z ani jednym szamanem, który dostał białej gorączki.

Reflektowałeś, ażebym ozwał się, kim jestem. Zaanonsowałem. Prościusieńkie? — zareplikował na impertynencki kontrargument zapitego jegomościa

Mógłbyś za to zaawizować, kim ty jesteś, bo na nikogo zdroworozsądkowego bynajmniej nie prezentujesz się... Jakie jest epilogowe życzenie twojego kapitana, azaliż mógłbyś mi to zakomunikować? Gdzie jest to ulokowanie odejścia na wieki twojego Torvala? Po jakie licho ogólnie rzecz biorąc, węszysz za kimś, kto jest w mocy tam przebrnąć? Z jakiej racji antyszambrowujesz, jeżeli suponowujesz kogo żyw zanadto charłackiego do przedsięwzięcia się tego poruczenia? Domniemywam, iż ani jeden mocarny witeź nie będzie w stanie porozumiewać się z majakami tak jak jam. Prezentuję ci się na taką hetkę-pętelkę, iż bynajmniej nie sprostam temu zagadnieniu? Jeżelibym wydostał spod ziemi kogoś do syta hartownego, gwoli sforsował się do punktu skonu waszego kapitana, to azaliż mógłbym cię w końcu puścić z uwięzi tego makrokosmosu? Dlaczegoż podług ciebie nie czynię zadość wymaganiom do urzeczywistnienia tego polecenia? Aksjomat ozwawszy, bynajmniej nie jesteś ze mną za pan brat, ani wcale nie orientujesz się w rozpiętym spektrum moich emploi. Jak Bóg da, wydołałbym z tą misją. Jestem dysponentem wirtuozerii do komunikowania się z marami, tedy łaknę jakoś z niej zdyskontować, a ponadto wymienić poglądy w waszym pozazmysłowym entourage. Zaprawdę snujesz przypuszczenia, iż bynajmniej nie dam sobie rady? Natomiast cóż, jeśli bym tylko wydreptał aprowizację i zmasował załogę gierojów, azaliż natenczas byłbym w stanie coś wskórać? Czyżby podówczas dalibyśmy radę przepłynąć do strefy zejścia twojego kapitana? — grzmotnął salutem artyleryjskich interpelacji.

Od rezonansu zjawy będą iść w parze z dalszymi kismetami czarownika, który pod warunkiem, iż wyłącznie będzie mógł coś osiągnąć ze swoją ułudną wachtą, będzie aspirować, byle ją nazgromadzić, choćby nawet byłby zmuszony zwiedzić jedną drugą kontynentu, gwoli kogoś się dogrzebać. Z niedookreślonych praźródeł nad wyraz zależało mu na tym poruczeniu… Pewno toteż, iż tyczyło się ono widm, które nader bezspornie admirował.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2019, 00:07 przez Sejki.)



— Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. —






08.09.2019, 22:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przystań floty nawiedzonych statków
#9

STRAŻNIK


uch nie słuchał wywodu Sejkiego, albo przynajmniej ingorował większą jego część. Szaman mógł się zorientować o tym mniej więcej w połowie swojego wywodu, kiedy jego "rozmówca" przewrócił oczyma, odwrócił się do niego plecami i podniósł dłoń, zginając ją w łokciu pod kątem prostym, dłoń składając w wymowny gest środkowego palca. Upiorny marynarz czekał tak cierpliwie do momentu nastania ciszy. Wtedy dopiero zadecydował się westchnąć głośno i odezwać się, wciąż nie odwracając się przy tym do młodzieńca.


Nie. – Stwierdził bez dalszych wyjaśnień swojej odpowiedzi. – Wróć tu jak przybędzie ci trochę oleju w głowie.

Wszystko wskazywało na to że niewiele można było więcej wskórać na humory zjawy. Żeglarz wyraźnie ani nie był w humorze na dalsze rozmowy, ani też kompania wygadanego maga mu nie odpowiadała. Nie odzywał się więcej, wpatrując się tylko w falujący cicho ocean.
13.09.2019, 00:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przystań floty nawiedzonych statków
#10

ak z tego wynika istota bezcielesna bynajmniej nie dysponowała tym samym zaawansowaniem espritu co Sejki i wcale nie był w stanie przeniknąć myślą refleksję, którą szaman reflektował mu scedować. Ani chybi przynajmniej aspirował sobie to wyeksplikować znachor. Zbagatelizowany diatryba, ponieważ rozhoworem to właściwie nie było — pociągnęło zasianą szewską pasję za sobą. Zaklinacz wszczął zagłębiać się w rozważaniach nad tym, azaliż, ażeby go bynajmniej nie zmajoryzować, jednakże podjął postanowienie byle go uścibolić i wyróżnić się, choć ździebełkiem kurtuazji… W dysproporcji do regatowca, który umówił się obejść się z czarownikiem grubo ciosanym skinieniem. Po zakończonej laudacji przekręcił się i zadecydował zabrać się dalej, prowadzić poszukiwania za czymś alternatywnym co dopomogłoby mu dowiercić się meritum ścieżki życia. Rozindyczony Sejki choćby bynajmniej nie zripostował na to, co pochwycił uchem od mary, albowiem nie zamierzał się w sposób niepojęty uradzić. Z tego, co się okazuje, widziadło miało te dni. Przypuszczalnie był zamaskowanym babiszonem, ewentualnie ani jeden mu w ogóle nie poczęstował, ani kapką księżycówki od dawna i na oczach świata kołata się kwaśny jak ocet siedmiu złodziei. Sei nie dzierżył do niego estymy. Pokazał plecy, w identyczny sposób z ostrożna co tu przymaszerował. Nie miał zamierzenia godzić się na niczyje fanaberie.


— Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. —






14.09.2019, 10:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna