Atarashii




Leśne Chaszcze
#21

Dopiero kiedy Ray pożegnał się z nim i ruszył w swoją stronę, Tarhio mógł wrócić do swoich zajęć. Nie odwrócił się już do Akolity, ale pokręcił lekko głową, uśmiechając się do siebie. Co za dzień.
Przeciągnął się, walcząc z bólem mięśni pleców, i napił się z bukłaku. Może i dotrzyma słowa, ale będzie trzeba naprawdę wielkiego szczęścia, by wyszkolony ptak trafił do rąk Łowcy. Przy takim trybie życia, jaki prowadził? Małe jest prawdopodobieństwo, by ponownie spotkali się w taki sposób. Chyba że jeden szukałby drugiego, jednak poza niewielkimi zdolnościami czytania z umysłu innych, Akolita zdawał się nie mieć takich, które pomogłyby mu znaleźć go w całej Atarashii. Czy nowo wyszkolony ptak znalazłby kogoś sobie obcego na polecenie swego właściciela? Zwierzynę może znajdą, ale człowieka - raczej wątpił. Ale świat pokaże!
Złapał się na tym, że myśli o ostatnich minutach w bardziej pozytywny sposób niż miał w zwyczaju. Ot, takie zabawne doświadczenie. "Uratował" nieznajomego. Bohater. Będzie miał co dzieciom opowiadać. Jeśli jakieś będą. Jeśli już nie ma gromadki, jak na bohatera przecież przystało. Oni mają w każdym mieście jakieś dziecko, którego nie znają, czyż nie? Czyż nie takie opowieści się słyszy? Zabawne! Ale możliwe, głębiej się zastanawiając.
Ledwo zdążył przestać myśleć o bzdurach i zaczął kierować uwagę na las, na zwierzynę, potencjalne niebezpieczeństwa oraz jako taki plan działania, a już coś znowu stanęło mu na drodze. Jakieś podniesione męskie głosy z oddali. Początkowo nie było w nich nic, co mogłoby przyciągnąć Tarhia. Automatyzm zadziałał. Skręcił nieznacznie, chcąc ominąć nieznajomych, oddalić się od nich i zostawić swoim sprawom, jednak kiedy okazało się, że jest wśród nich goniec, wszystko zaczęło się ponownie komplikować. Goniec w lesie plus jakiekolwiek inne towarzystwo - zazwyczaj męskie, choć kobiety potrafią zaskakiwać swoją okrutnością - nie wróży żadnych dobrych zdarzeń.
Kiedy podszedł bliżej, zobaczył za poszyciem jak czterech, najwidoczniej opryszków, popycha piątego, mając z tego wielką uciechę. Stanął na chwilę, biorąc głębszy wdech i czerpiąc z manierki kolejną porcję kończącego się już płynu. Będzie musiał dojść do rzeki pod koniec dnia, ale do tej pory koniec z tak częstym piciem. I tak już sobie nieźle pofolgował.
Przeanalizował na szybko całą sytuację. Czterech na jednego, niezbyt dorosłe. Zapewne żaden z nich nie posiadało większych umiejętności, niż biciu po mordach w oberży. Ale zawsze mógł się mylić - to było to niebezpieczeństwo.
Ich ofiara nie miała szans, a Tarhiowi nie uśmiechało się wtrącać. Jednak nie mógł przejść obok czegoś takiego. Tacy ludzie mogliby wzbudzić w jego żołądku niemałą burzę, gdyby tylko natura obdarowywała ludzi wyglądem zewnętrznym podobnym do stanu ich moralności.
Nie czekał długo, choć śpieszyć się też nie zamierzał. Podszedł bliżej, starając się zachować swą obecność w tajemnicy najdłużej jak to było możliwe. Gdyby jednak ktoś go ujrzał, nie zatrzymałby się, dopóki nie znalazłby się w odległości jakichś dziesięciu metrów od napastników.
- Och, widzę, że trafiłem na jakąś ciekawą zabawę! Mogę się przyłączyć? - rzucił, patrząc po kolei na każdego z obecnych, z gońcem włącznie. Biedak mógł uznać, że to kolejny oprych, chcący go obrabować. Jednak Tarhio nie zamierzał wyprowadzać go z błędu, jeśli w takowym się znalazł on, czy ktokolwiek inny z zebranych. Mogli uznać go za wroga, za pomocnika, albo za kogoś, kto chce, aby podzielili się z nim łupem. W większości przypadków może zostać źle odebranym, w jednym tylko zyska więcej czasu na zdobycie przewagi.
Jeśli goniec ucieknie - tym lepiej dla niego, choć oby nie trafił z deszczu pod rynnę. Jeśli opryszki dadzą spokój - wspaniale wręcz. Jest niestety bardzo prawdopodobna możliwość, że sytuacja potoczy się w niezbyt ciekawą stronę.
Gdyby ruszyli na niego z pięściami, wyciągnie broń i pokręci karcąco głową. Jeśli nic takiego się nie stanie, poczeka na dalszy rozwój sytuacji.
21.04.2014, 20:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#22

Kiedy Tarhio pojawił się w zasięgu wzroku grupki ludzi, z początku go nie zauważono, nadal popychając gońca. Dopiero gdy łowca odezwał się, młodzieńcy zamarli i w mig zaprzestali swą zabawę. Zostali przyłapani na gorącym uczynku przez kogoś obcego, dlatego pierwsze, co zrobili, to spojrzeli po sobie dość niepewnie. Nie wiedzieli jak interpretować słowa. Z jednej strony brzmiało jak zachęta do kontynuacji popychanki, z drugiej jak prowokacja.
- Co żeś ty za jeden? - spytał buńczucznie chudy blondyn, wysuwając się na przód. Jedną ręką pchnął gońca w stronę kumpli, którzy bardzo szybko zaopiekowali się nim, przystawiając nóż do gardła.
- Ani drgnij.
- On mi się nie podoba - powiedział trzeci, skinąwszy głową w stronę Tarhio.
- Mi też nie - wymruczał czwarty, chyba najmniej pewny z nich wszystkich. Cała ta banda wyglądała na nieco zdezorientowaną. Nie spodziewali się spotkać tutaj nikogo więcej, a tym bardziej kogoś, kto ot tak zagada do nich bez żadnych obaw o swoje zdrowie. - Mike, każ mu stąd spierdalać.
- A myślisz, że co zamierzam zrobić?! - odezwał się ponownie blondyn, najprawdopodobniej przywódca bandy, rzucając poirytowane spojrzenie koledze. Szybkim ruchem wyjął nóż, by ułamek sekundy później zamaszystym ruchem przeciąć powietrze, prezentując swój brak doświadczenia oraz umiejętności, próbując przestraszyć łowcę. - Znikaj stąd!
Gdy Mike zbliżył się zbyt blisko Tarhio, wymachując nożem, ten, przygotowany na tego typu manewr, pogroził ostrym czubkiem ostrza, którego bliskość zatrzymała chłopaka w miejscu. Pokręcenie głową wywołało dodatkowy, piorunujący efekt.
- Albo to ja zniknę - wybełkotał, zezując na miecz. Próbował wycofać się, lecz perspektywa zostania przebitym unieruchomiła go w miejscu.
- Mike, co ty odpierdalasz?! - Nierozwaga i głupota ze strony chłopaka zszokowała bandę, która z niedowierzaniem obserwowała tę niedorzeczną sytuację. Jeszcze mocniej przycisnęli nóż do gardła gońca.
21.04.2014, 21:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#23

Nie był to znowu taki dziwny widok. W tych czasach bardzo łatwo trafić na ludzi, którzy kochają się w znęcaniu nad słabszymi. Niektórzy może nawet czerpią z tego więcej przyjemności, niż można by sobie wyobrazić. Tyle że... Był taki jeden szkopół. To był las. I to nie byle jaki, bo Stary Las. Wybieranie sobie tego miejsca na taką zabawę było po prostu bardzo... dziwne. Nie głupie. Trudno było nazwać coś takiego głupim. Dziwne to dobre określenie na wszystko, do czego nie pasuje nic innego.
Cóż. Ten świat nie przestanie go zaskakiwać, nie tego dnia, jak widać. Zapewne goniec niósł jakiś bardzo ważną wiadomość z Greathard do Perony bądź odwrotnie i pośpiesznie pognał skrótem przez las, ryzykując mniejsze lub większe niebezpieczeństwo. Znalazł całkiem malutkie, biorąc pod uwagę wrażenie, jakie wywarli na Tarhiu mężczyźni. Niestety, mieli noże, a nawet najmniejsza broń w nieodpowiednich rękach może wyrządzić wiele szkód. I tak oto niebezpieczeństwo się nieco zwiększyło.
Wykrzywił twarz w grymasie, który mógłby być zniesmaczonym uśmiechem, zastanawiając się w duchu, kto tutaj jest głupszy. Bezbronny goniec, który - jak Łowca zdążył wywnioskować z tego, co dosłyszał wcześniej - rozmawiał z czterema obcymi sobie ludźmi w takim miejscu, jak gdyby nie podejrzewał ich o nic złego, czy ludzie, którzy widzą tyle dobra w popychaniu innych ludzi. Niestety, głupota osób takich jak posłaniec, zwykle obracała się przeciwko nim, a tych typu osiłków - przeciw innym. Oto była niesprawiedliwość świata.
- Każ swoim kolegom go puścić, Myśliciel? - zasugerował niemal szeptem odważnemu, który mógł poczuć na szyi zimny i ostry czubek stali. - Wyjdzie to nam wszystkim na dobre, naprawdę.
Miał nadzieję, że mężczyźni się poddadzą, bo nie miał siły na kolejne minuty marnowane na takie stanie. Czekał go długi dzień, a cały czas coś mu przeszkadzało! W duchu był zadowolony, że wszystko przybrało taki obrót i nawet złapał się na lekkim powątpiewaniu w swoje szczęście. Ale nie chciał o tym myśleć, by przypadkiem nie wyszło to na zewnątrz poprzez jakiś niechciany gest. W takich sytuacjach najlepiej oszukiwać nawet siebie samego. To dodaje skrzydeł.
Nie zamierzał pozwolić mężczyźnie wyswobodzić się spod ostrza. Gdyby się cofnął, on wykona krok do przodu, napierając nieco stalą na gardło nieszczęśnika. Nie chciał zrobić mu krzywdy większej, niż będzie trzeba. Ale tego też nie musiał pokazywać. Co innego zabijanie zwierzyny, a co innego walka z człowiekiem.
Oczywiście, nie chciałby, żeby coś stało się gońcowi. Uważał, że ci mężczyźni akurat do morderstwa są tak samo zdolni, jak do przesiedzenia na trzeźwo trzech wieczorów z rzędu. To była tylko gra charakterów. Zastraszanie i czekanie na reakcję. Wygrywa ten, kto dłużej wytrzyma. Proste. Tarhio przez wiele lat pielęgnował swoją cierpliwość, więc o siebie się nie martwił. Wszystko teraz zależało od silnej - oby nie za bardzo - woli oprychów oraz samego gońca, który łatwo mógł ściągnąć na siebie śmierć swoją nieostrożnością.
Łowca miał za sobą poważne bójki, ale nigdy nie musiał nikogo zabijać. Wątpił, by akurat w tej chwili był zmuszony przeżywać swój pierwszy raz, ale w samoobronie nawet by się nie zawahał. Oczywiście, najpierw próbowałby unikać i się bronić, oraz w jakiś sposób pozbawić napastnika broni oraz go unieruchomić - nawet jeśli miałby go silnie zranić. Do zabójstwa nie ciągnęło go znowu tak bardzo.
Na tę chwilę jednak wszystko wyglądało lepiej niż mogło. I tego należało się trzymać. Czekał więc.
21.04.2014, 22:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#24

Mike przełknął głośno ślinę. W końcu przeniósł wzrok na łowcę, gdy podał swoje żądania. Gdyby nie ostrze na gardle, pewnie pokiwałby grzecznie głową, zgadzając się na warunki. Wolnym, ostentacyjnym ruchem schował z powrotem broń za pasek spodni, a zaraz potem podniósł wyżej ręce, pokazując, że jest już niegroźny. Chciał wycofać się, lecz natychmiast poczuł z powrotem zimną stal na szyi. Zerknął kątem oka na kolegów, przeklinając w myślach, że chciał załatwić to w pojedynkę. Może gdyby ruszył na łowcę razem z wolną dwójką nożowników, to nie musieliby teraz kulić ogonów? Podstawowy błąd decyzyjny, który prawdopodobnie uratował ich życia. Perspektywa walczenia nożem przeciwko mieczowi nigdy nie była kusząca ani tym bardziej optymistyczna.
- Dobra. - Zwilżył nerwowo wargi, chowając dumę do kieszeni. - Wypuście gońca. Zwijamy się stąd.
- Chyba cię pojebało! - Gońcowi na chwilę zabrakło tchu, gdy ostrze wbiło się nieznacznie w szyję, lecz na szczęście nie zraniło. Dwóch chłopaków po bokach trzeciego, który przytrzymywał ofiarę, zaczęło wymieniać między sobą ciche uwagi, wdając się w dyskusję. W pewnym momencie wydawać się mogło, że dojdzie do ostrej sprzeczki, lecz po chwili wszyscy skinęli jedynie głowami i wypuścili starszego mężczyznę, który opadł na kolana, łapiąc oddech i trzymając się dłońmi za szyję.
- A teraz powoli odejdę, a ty nie pójdziesz za nami - powiedział Mike, zdobywając się na nieco odważniejszy ton, jakby całą sytuację miał zupełnie pod kontrolą. - Rozumiesz?
Banda wykorzystała pokojowe nastawienie Tarhio i wkrótce zniknęła w chaszczach, zupełnie wycofując się z pola walki. Przez dłuższy czas można było słyszeć jak przeklinają, wyzywają się od idiotów i po prostu uciekają. Na miejscu pozostał jedynie łowca i goniec, który po upewnieniu się, że tamci nie wrócą, wstał z ziemi. Poprawił torbę na ramieniu, upewniając się, że nic z niej nie zniknęło i dopiero wtedy zwrócił się w stronę mężczyzny.
- Dziękuję za pomoc. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że mogą mnie te szczyle zaatakować, kiedy zwróciłem się do nich z propozycją. Może nawet prośbą... - urwał, nagle obrzucając oceniającym wzrokiem obcego. - Wyglądasz mi na wojownika. Masz może ochotę na polowanie na bestię? Wciąż szukam ostatniego chętnego i może to ty będziesz tym najbardziej odpowiednim.
21.04.2014, 23:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#25

Czyli był do przodu. Pewność siebie, mniej lub bardziej udawana, opłaciła się. Wystarczyło cierpliwie poczekać, by Odważniś zasmakował strachu i przyparcia pod cholernie wysoki i zimny mur. Potem już wszystko poszło gładko. Na całe szczęście.
Nie mylił się co do "przeciwników" - żaden z nich tak naprawdę nie miał ochoty na jakąkolwiek walkę. Zwykła gra pozorów - naturalny odruch obronny, stosowany przez ludzi i zwierzęta w celu odstraszenia wroga, by zyskać czas na odwrót.
- Tak się pewnie stanie... - odparł, powstrzymując się od westchnięcia, kiedy mężczyzna, zwany przez pozostałych Mike'iem, ponownie próbował być odważny i udawał pewnego siebie. Niektórzy potrafią załamywać.
Nie zamierzał za nimi iść, to było oczywiste. Jednak musiał mieć pewność, że oni naprawdę zrezygnowali z zabawy. Kiedy rzezimieszek wycofywał się powoli, Łowca wyciągał jeszcze rękę z mieczem w taki sposób, by ostrze ciągle dotykało jego gardła. Nie ruszył się jednak z miejsca, więc w końcu czubek odsunął się na bezpieczną odległość, a osiłek mógł spokojnie odetchnąć i pognać z towarzyszami w swoją stronę.
Tarhio obserwował ich, dopóki nie zniknęli za drzewami. Być może zostali nastraszeni, jednak skutki ugodzonej dumy czasem mogą być nieprzewidywalne. Łowca nie chciał dostać nożem w plecy, choć nie podejrzewał, żeby którykolwiek z tych nieszczęśników zakradł się do niego niezauważony. Lecz czy nie jest tak, że ostrożność likwiduje sporą część nieszczęśliwych wypadków? Nie tylko Łowcy to wiedzą.
Nie zrywając kontaktu z otoczeniem - dziki las można przyrównać do wilka - tylko raz pozwoli ci stracić ze sobą kontakt wzrokowy - obserwował jednocześnie gońca. Był starszy od napastników, od niego również. Zapewne trudni się w tym zawodzie od wielu lat. Niemożliwe, by ktoś tak doświadczony zachował się tak lekkomyślnie. Musiał być albo bardzo zdesperowany, albo znać tamtych ludzi.
- W takim miejscu należy być bardzo ostrożnym. - powiedział spokojnie, słysząc podziękowania i tłumaczenie mężczyzny. Kiedy ten przedstawił swoją propozycję oraz okazał swoje zainteresowanie Łowcą, w Tarhiu odezwała się natura myśliwego, przytłaczając ostatnie wydarzenia.
Wojownik, polowanie... bestia. Być może tego mu właśnie potrzeba dzisiejszego dnia! Z całą pewnością tego mu potrzeba. Przeleciała mu przez głowę myśl, że jeśli odwróci się i pójdzie w dalszą drogę, spotka kolejną nieznajomą postać, z którą będzie musiał spędzić więcej lub mniej czasu, jednocześnie oddalając się od swoich zajęć. Było już południe. Połowa dnia za nim. Połowa! A on nadal stał w tym samym miejscu. Nie może zmarnować okazji.
- Ostatniego? - No tak, część jego umysłu zachwyca się możliwością zapolowania na coś ciekawego, a inna każe pytać o towarzystwo. Cały on - najlepiej czujący się w tylko swojej obecności. - To znaczy, że ktoś już wyruszył? - spytał, ale zaraz zmarszczył brwi, zmieniając zdanie. - Powiedz mi wszystko od początku, jeśli możesz. - Najważniejsza przecież była sama bestia. Dla pierwszej lepszej zwierzyny nie robiono by żadnego zamieszania. A tutaj zorganizowano grupkę najemników, jak widać. On sam siebie takim nie nazywał. Jego interesuje tylko polowanie. To stworzenie. Towarzystwo uda mu się zapewne kupić tym, co mu zaproponują w zamian za wzięcie udziału wydarzeniu. On chętnie zajmie się samym celem.
Jeśli będzie się czym zajmować.
22.04.2014, 20:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#26

Pobieżna ocena sylwetki, jak i widocznego ekwipunku łowcy, najwyraźniej zadowoliła gońca, zaś odpowiedź na pytanie, nawet jeśli niekonkretna, utwierdziła go w przekonaniu, że dobrze trafił. Otarł pot z czoła i uśmiechnął się szerzej, choć z lekkim znużeniem.
- Jest pewna sprawa. Ze dwa tygodnie temu znaleziono w Mrocznej Puszczy rozszarpane zwłoki drwala. Wszyscy podejrzewają, że dopadła go jakaś bestia, dlatego od pewnego czasu nikt nie wybiera się w te okolice, zwłaszcza w nocy. Żona ofiary nie pogodziła się z jego śmiercią, co więcej, podejrzewa, że żaden potwór nie brał w tym udziału. Uważa, że to morderstwo, lecz żadnych dowodów na to nie ma, dlatego zamieściła lokalne ogłoszenie, szukając osób chętnych zbadać tę sprawę.
Goniec podrapał się po głowie. Przez przerzedzone włosy można było dostrzec pierwsze oznaki łysienia.
- Jestem przyjacielem wdowy, dlatego zgodziłem się jej pomóc, wiedząc, że w Peronie nie znajdzie się zbyt wielu śmiałków. Powiedziałbym, że na pewno trzeba szukać wśród obcych, ponieważ miejscowi są zbyt strachliwi i nie mają żadnego pojęcia o bestiach. Osobiście nie wierzę w podejrzenia Barbry. Dla mnie sprawa jest prosta. Jeżeli w pobliskich lasach czają się potwory, to trzeba je zgładzić, aby nikomu innemu nie zrobiły krzywdy. Dlatego wybrałem się w te tereny, wiedząc z doświadczenia, że często kręcą się tutaj łowcy. Takiego to bym widział do roboty zamiast tej dwójki, która chyba w życiu nie miała miecza w dłoniach. Jak zobaczyłem tych śmiałków, to przeraziłem się, że będą następne ofiary, więc czym prędzej wyruszyłem tutaj i pytałem napotkanych ludzi. Jak to się skończyło, już sam widziałeś.
Mężczyzna przerwał opowiadanie, sięgając do torby. Zaszeleściły papiery i wkrótce wyjął spośród nich jeden złożony arkusik, który następnie wręczył Tarhio.
- Czytaj, to ogłoszenie wdowy. Rad byłbym, gdybyś zgodził się towarzyszyć tamtej dwójce. Niby są to magowie, ale nie wiem czy skuteczni przeciwko bestiom. Przydałaby się twoja pomoc.
Wiadomość nie wyglądała na nic niezwykłego. Mało szczegółów, krótkie przedstawienie sprawy, obietnica nagrody. Goniec na pewno nie kłamał.
23.04.2014, 20:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#27

Już na początku opowieści posłańca, Tarhio nie był zadowolony, wręcz stracił swój zapał. Ściganie mordercy nie było czymś, na co Łowca miał ochotę. Mieszanie się w sprawy mieszkańców miast nie uśmiechało mu się, a już na pewno nie w coś takiego. Ktoś został zabity i całkiem możliwe, że sprawcą nie był żaden stwór, tylko jakiś domorodny psychopata, który - to całkiem możliwe - dorastał w sąsiedztwie ofiary i po dziś dzień jest uważany za dobrego znajomego domu. Ludzie to dziwne istoty. Wiedział, bo sam był człowiekiem, choć niezdolnym do takich czynów.
Zniechęcił się, jednak instynkt Łowcy podpowiadał mu, iż nadal mogło chodzić o stwora. Mimo wszystko istniała szansa, że to naprawdę bestia, a do tego bestia odpowiedzialna za czyjąś śmierć, co z kolei czyniło koniecznym odnalezienie jej i uniemożliwienie kolejnych polowań na ludzi. Czy powinien ryzykować wmieszanie się w jakąś chorą, społeczną szopkę dla polowania na domniemanego potwora? Dla zaspokojenia swoich potrzeb, jako Łowcy?
Istniały dwie zupełnie inne możliwości rozwoju sytuacji. Jedna mogła uratować jeszcze ten dzień, druga doszczętnie go zniszczyć. Pierwsza taka trudna dla Tarhia decyzja od wielu lat. Dlatego właśnie tak bardzo stronił od ludzi. Komplikują życie, jakie sobie dawno temu ułożył. Dla niego tydzień, ba, nawet miesiąc w przyszłość malował się już w teraźniejszości. Oczywiście, była to niewiadoma - żadnego planu, poza kierunkiem, w którym miał iść przez kolejne dni. A jednak bardzo łato było ową niewiadomą uwolnić spod przykrycia.
Opinia gońca co do tej sytuacji nieco podniosła go na duchu, ale tylko dlatego, że podobała mu się bardziej od zdania całej tej Barbry. Do tego mężczyzna stał tuż obok, podczas gdy nawet wygląd owej wdowy stanowił zagadkę.
- Wybieranie się tutaj samemu nie było najlepszym pomysłem - uświadomił pod sam koniec wypowiedzi gońca, zapewne niepotrzebnie. Jednak nadal nie potrafił do końca uwierzyć w taką jego lekkomyślność w tym wieku. Lecz nie to było ważne w tej chwili. - Miejmy jednak nadzieję, że masz rację. Przyznam, że nie chciałbym ganiać za żadnym mordercą. Jestem Łowcą i interesuje mnie jedynie polowanie na zwierzynę. Czy też coś większego, jeśli natura pozwoli...
Przeczytał list, który został mu wręczony, ale bardziej zainteresowały go ostatnie słowa mężczyzny. Magowie. Do tego dwóch. Nie miał nic do tej klasy, ale nie ufał zbytnio ich możliwościom. Być może się mylił. Miał nadzieję, że się myli. Gdyby okazali się naprawdę pomocni w walce, byłoby wspaniale. Magia potrafi być naprawdę skuteczna. Jeśli nie jest to magia "brudna", a taką były między innymi umiejętności Ray'a. Inaczej, ta też może być skuteczna, jednak nie jest czymś, czemu Tarhio powierzyłby swój miecz.
Jednak słowa posłańca nie pomagały mu podjąć decyzji. Sprawiały, że szanse na ową skuteczność malały. I co miał zrobić w tej sytuacji? Nie podjąć wyzwania? Mimo wszystko odwrócenie się w tej chwili nie malowało dalszej części dnia w bardziej kolorowych barwach niż nawet pogoń za mordercą. Jednak obiecywało - czy aby na pewno? - spokój. Mało prawdopodobne, by po raz trzeci ktoś go zaczepił w ciągu najbliższych godzin. Los bywa czasem bardzo kapryśny.
- Jak mówiłem - zaczął, oddając mężczyźnie list - nie mam zamiaru bawić się w straż. Interesuje mnie tylko bestia. Zaprowadź mnie do tych magów, może dowiem się od nich czegoś więcej, wtedy podejmę decyzję.
Wiedział, że odkładanie wszystkiego w czasie może trochę poirytować zdeterminowanego i zniecierpliwionego wysłannika, w końcu mógł on w tej chwili wyruszyć w dalsze poszukiwania śmiałków. Jeśli zechce tak zrobić - Tarhio nie zamierza go zatrzymywać. Będzie to tylko uwolnienie go od ciężaru podjęcia tego kroku.
Za dużo ludzi. Stanowczo za dużo ich kręciło się w okolicy. Cóż to, jakaś nowa tradycja, o której nie wie? Teraz jeszcze kolejni magowie. Aż był ciekaw tego wszystkiego. Powoli tracił nadzieję, że zrobi dziś cokolwiek, co zrobić powinien. Mógł przecież poddać się i iść za losem. Zaniechać tej akurat walki. Szczególnie, że oprawca się nie poddaje i poddać nie zamierza, a Tarhiowi zaczyna brakować cierpliwości.
25.04.2014, 13:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#28

Upomnienie goniec zignorował, doskonale zdając sobie z tego sprawę. Czas gonił, więc musiał zapuścić się w te tereny, jeśli chciał mieć choć cień szansy na znalezienie odpowiedniego kandydata. Nie żałował swojej decyzji, nawet jeśli miał starcie z bandą młodzików.
- Jak najbardziej to rozumiem. Nie prosiłbym cię o pomoc, gdybym nie uznał, że tamta dwójka będzie potrzebować pomocy - powiedział.
Mężczyzna z napięciem obserwował, jak Tarhio zagłębia się w tę bardzo króciutką lekturę. Nie rozluźnił się nawet wtedy, gdy oddał mu list i zdecydował się na wyruszenie do Perony. Nie miał żadnej gwarancji, że łowca na koniec nie odwróci się i nie pójdzie jednak w swoją stronę. Skinął głową, zgadzając się na tę "umowę".
- Skoro będziemy iść razem, to wypadałoby się przedstawić. - Wystawił rękę, aby uścisnąć dłoń Tarhio. - Lon Marthie.
Zaraz potem goniec spogląda w górę, próbując dostrzec niebo i określić porę dnia. Po raz kolejny poprawia pasek torby, chowając przy okazji z powrotem list. Rozgląda się jeszcze dokoła, upewniając, że nie czyha na nich żaden zbir.
- Mamy szczęście, bo nie jest tak późno. Być może zdążymy na czas. Chodźmy.

Zapraszam do tego tematu. Rozpoczynasz z tego samego miejsca, co reszta, czyli od posta wprowadzającego. Weź jedynie pod uwagę, że żaden chłopiec tam na twoją postać nie czeka.
25.04.2014, 14:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#29

Scythis zdołał przekonać kupców, by mógł towarzyszyć ich niewielkiej karawanie, gdy dotarł do Greathard. Zmierzali akurat do Lothil - droga była to daleka, natomiast pasowała idealnie siwobrodemu. W końcu po drodze do jego chatynki.
Na całą grupę składały się dwa dość obszerne, kryte materiałem wozy, skrywające zapewne dość ciekawe bogactwa. Każdy z nich prowadzony był przez dwa konie pod nadzorem woźnicy (zaś obaj byli kupcami). Po ich prawej i lewej stronie zwykle przesiadywał co najmniej jeden najemny ochroniarz (w sumie na każdy wóz przypadało trzech), wyposażony w kuszę, tuzin bełtów, drewniany, spory puklerz, włócznię i miecz lub buzdygan. Chronieni byli przez narzucane na tors kolczugi z kapturami. Uzbrojeni w istocie po zęby, ale Scythis osobiście uważał, że to pełniło raczej funkcję odstręczającą problemów, jakie mogły napatoczyć się po drodze - bandyci zwykle zastanowią się dwa razy, zanim uderzą na tak prezentującą się straż. Tymczasem nawet dobrze wyszkoleni wojownicy nie byli w stanie odstraszyć bandziorów, jeśli nie posiadali wyeksponowanego solidnego ekwipunku. Być może jednak nie doceniał najemników. Cóż, prawdopodobnie to miało się niedługo okazać...
...bowiem zasnął po wyruszeniu w drogę, wciąż nieco zmęczony pracą w Jelenim Wgórzu, a gdy się obudził, dostrzegł las.
- Czy ja dobrze wnioskuję? Czy to jest Stary Las? - zapytał, wychodząc spod krytej przestrzeni wewnątrz wozu, przy czym nie dał po sobie poznać ani cienia obawy. Taki jednakże pojawił się. Potrzeba było jednak czegoś więcej, by przestraszyć starego grabarza.
- Nooo... Tak. A co? - odparł człek z lejcami w dłoni.
- Do jasnej cholery! Przecież bestie zamieszkujące to miejsce mogą nas wyczuć i wszystkich pozabijać w parę godzin... - powiedział, bynajmniej wciąż samemu nie bedąc szczególnie przerażonym. Chciał raczej wpłynąć w ten sposób na kupca i w pewien sposób zbesztać dwukrotnie od niego młodszego człeka. - Czy ty kiedykolwiek próbowałeś przejeżdżać przez to miejsce?
- Eeeee... Szczerze mówiąc, nie. Ale przecież tu chyba jest bezpieczniej, niż na trakcie? Bandyci nie zapuszczają się w...
- Nie zapuszczają się, bo boją się o własne rzyci! - pacnął przez łeb kupca. Zapewne w innych okolicznościach ten kazałby wynosić się szamanowi - w końcu był szefem karawany i on miał tu władzę. Tymczasem stosunkowo młody człowiek po prostu zatrzymał powóz i westchnął. Zdołał przez ten dzień nabrać szacunku do starego dziada. Traktował go jak bohatera - skoro przeżył masakrę, o której tak wiele się mówiło i był szanowanym uzdrowicielem (za jakiego nie omieszkał się podać sprytny Scythis), należał mu się respekt. Zresztą, nie miałby sumienia tak po prostu porzucić starszego człowieka na niebezpiecznym szlaku, a co dopiero w tym miejscu.
- Tak czy siak, jest już dosyć późno, a my jesteśmy przecież na skraju tego lasu. Z tego co mi wiadomo, niebezpieczne stwory grasują w środku...
- A nocą wychodzą na łowy. Chłopie, przecież one muszą coś żreć, weź żesz ty pomyśl chwilę.
- Koniec! Mamy sześciu strażników. Poradzimy sobie z każdym niebezpieczeństwem. - powiedział kupiec, a następnie zaczął rozmawiać z najemnikami i przydzielać im zadania.
"A może liczysz na to, że z połowa z nich zginie i nie będziesz musiał wypłacać im pensji? Co ja zresztą sobie wyobrażam, na pewno na to liczysz. Twoja chciwość kiedyś cię zgubi", pomyślał Starzec, ale nie mówił tego na głos. Zauważył już pierwsze symptomy strachu u najemnych ostrzy - nie chciał jeszcze bardziej obniżać ich morale. Nie byli z pewnością tchórzami, bo na tchórzostwie nie zdobyliby takiego ekwipunku. Mimo to, nie sprawiali wrażenia szczególnie zaprawionych w boju.
- Dobra. Jak se chcesz. Nie ma sprawy. - powiedział w końcu, a ton jego głosu wskazywał raczej na kwestię typu "tylko się nie zesraj, jak coś cię zaatakuje". - Idę się odlać. - rzekł. Tym razem jednak zabarwienie jego głosu nie miało drugiego dna, zatem brzmiało idealnie, jak "idę się odlać".
Siwobrody wiedział doskonale, jak wykorzystać teren na swoją korzyść. To miejsce było niebezpieczne, a to oznaczało, że niewielu zielarzy było gotowych się tu zapuścić. Leśny teren i żyzna, ściółkowa gleba sprzyjała zaś porostowi wielu roślin. Raj dla znachora.
- Witaj, Starcze. - rzekł, gdy już wystarczająco oddalił się od obozu, by przywołać jednego ze swych duchów. Obie postaci uśmiechnęły się, pogłębiając zmarszczki wokół ust. - Dobrze cię znowu widzieć.
- Egoista. - zażartował anioł. Niejednokrotnie identyczny wygląd ducha i Scythisa był obiektem mniej czy bardziej subtelnych żartów. - Cześć, stary szpadlu. Oczekujesz czegoś, czy tak sobie chciałeś pogadać? - zapytał. Brzmiałoby to jak kolejny tekst o zabarwieniu podchodzącym pod zabawne jeszcze kilka dni temu. Teraz jednak grabarz był znacznie silniejszy i nie odczuwał najmniejszych oznak zmęczenia, przywołując Starca. To oznaczało, że mógł czerpać z jego mądrości, zatem całkiem często przywoływał go w celu zwyczajnej konwersacji.
- Przydałaby mi się pomoc w zbieraniu ziół. Powinno tu roić się od ciekawych roślin, a ja nie mam aż tak pękatej sakwy, coby móc sobie takie kupować przy każdej wizycie w mieście. - rzekł, a duchowy towarzysz wyłapał polecenie i ani myślał go kwestionować. Już chwilę później wypatrzył pierwsze godne uwagi ziele. - Ach, ale zanim jeszcze uciekniesz. Wiesz, gdzie jesteśmy, prawda?
Anioł zrobił głęboki oddech nosem, rozejrzał się po okolicy.
- Stary Las.
Scythis uśmiechnął się, słysząc trafne spostrzeżenie.
- Zgadza się. Jesteśmy na skraju Starego Lasu. Spodziewać się jakichś kłopotów?

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
07.08.2015, 18:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#30

MG


Odgłosy z obozu nie przeszkadzały strudzonemu starcowi w rozmowie z jego duchem. Właściwie to krzątanina w nim była całkiem cicha, a obecni w nim najemnicy i kupcy nie przejawiali zainteresowania związanego z tym, gdzie ów znachor udał się. Zapewne doszli do wniosku, że chce być na chwilę na osobności, a ponieważ z lekka się go bali i szanowali, to nie mieli ochoty mu przeszkadzać, wszak był jednym z tych, którzy wysławili się pod Jelenim Wzgórzem w walce z demonami jak i leczeniem rannych. Nie warto wchodzić w drogę takiej osobie, oj nie warto.
Starzec chwilę zastanowił się nad odpowiedzią, jakby chcąc dobrze wyważyć słowa, które wkrótce miały popłynąć z jego ust.
- Na skraju jest znacznie bezpieczniej, niemniej sądzę, że jeśli nasi towarzysze nie będą zbyt rozważni możemy w nocy rozjuszyć Mutę. Wierz mi, że ten pająk chętnie posiliłby się ludzkim mięsem, które pewnie jest rarytasem w diecie. W najlepszym wypadku spotkamy kościotrupa samotnie wałęsającego się między drzewami. Bezrozumne istoty służące swym panom, Lichom, ale na nich bym nie liczył... Nie spotkasz ich wychylających się ze swoich obskurnych nor, także bez obaw szpadlu! Najwyżej zostaniesz przekąską dla jakiejś bestii, a co Ci tam. - Duch zaśmiał się, chcąc w ten sposób całej wypowiedzi nadać nieco humorystycznego klimatu.
Okoliczna ziemia wydawała się żyzna, nawet bardzo. Ciekawe co było jej nawozem, czy obumierające liście z licznych tutaj drzew, a może ciała i krew poległych śmiałków szukających tutaj chwały i uznania, przy jednoczesnym braku zdrowego rozsądku. Niemniej to miejsce miało wiele zalet, przede wszystkim obfita w sole mineralne ziemia chętnie rodziła bujną zieleń. Raj zielarski był właśnie tutaj. Starzec zbliżył się do ziela uśmiechając pod nosem.
- Chyba znalazłem miętę... A może wyrę? - Obejrzał ją dokładnie, żeby móc ocenić z czym tak naprawdę ma do czynienia.
- Wyra, ale ta nie nada się do eliksiru. Jest nadgryziona. - Duch wydał swój praktycznie nieomylny werdykt, więc to oznaczało, że ziela trzeba będzie szukać dalej, jeśli chce się je zdobyć.
W obozie panowało poruszenie, ale z tej odległości, ani szaman, ani jego towarzysz nie mogli zidentyfikować dlaczego tak się dzieje. Może ktoś wpadł z wizytą do obozu, a może znaleźli coś interesującego. Kto by tam wiedział... Z drugiej strony szukanie ziół wydawało się równie, jeśli nie bardziej interesującą alternatywą do siedzenia z nimi w głośnym obozie, gdzie zbieranie myśli z pewnością byłoby dużo trudniejsze.
17.08.2015, 15:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki