Atarashii




Leśne Chaszcze
#31

Scythis oparł się o drzewo, rękę zaś położył na elegancko postawionym na ziemi szpadlu. Następnie wsłuchał się w słowa swego przyjaciela. Jego mózg w spokoju przetwarzał informacje i ostrzeżenia, by na końcu najbardziej zwrócić uwagę na zaczepkę.
- Tylko uważaj, bo ta bestia może nas ze sobą pomylić! Ja mam jednak o tyle przesrane, że tobą raczej się nie naje... - uśmiechnął się ponuro. - Też słyszałem o tej Mucie, ponoć swego czasu zrobiła tutaj niezły bajzel. Ale do tej pory myślałem, że to tylko bujdy rozpowszechniane przez wiejskich bajarzy i niektórych minstreli. A potyczka z Lichem byłaby chyba dość ciekawa... Ponoć niektóre chodzące zwłoki posiadają własne dusze, a nie wątpię, że Liche należą właśnie do nich. - rzekł, po czym dodał mimochodem - Wyprowadź mnie z błędu, jeśli jest inaczej. Z kolei jako szaman mógłbym pewnie jakoś na tego ducha wpłynąć... Albo chociaż pogadać. Heh, to by było dobre. No, ale skoro mam sobie nie robić nadziei, to chyba będę musiał zadowolić się tą Mutą. - jakby posmutniał na twarzy, choć aktorka nie była jego najmocniejszą stroną, więc zaraz na jego twarzy znów pojawiła się kępa zmarszczek uśmiechu. - I rozumiem, że to wszystko poluje w nocy, a w dzień śpi? Czy martwiaki są aktywne bez przerwy?
Nagle grabarzowi przyszła do głowy całkiem niezła idea. Co prawda rzadko kiedy była potrzeba kontrolowania dwóch duchów jednocześnie, ale skoro pojedynczo kontrolowanie aniołów nie sprawiało mu już żadnego zmęczenia, to najpewniej pierwsze jego symptomy przy parze naraz pojawią się dopiero za długi czas... A może i wcale? W końcu nawet gdyby chciał przymknąć oko na siebie, wciąż miał nieodparte wrażenie, że wyjątkowo szybko wzrastała jego szamańska moc.
- Spryciarzu. - powiedział, przywołując skrzydlatego, młodego mężczyznę.
- Cześć - szelmowsko uśmiechnął się w odpowiedzi duch, jako pierwszy wyciągając dłoń do Scythisa. Starzec bez wahania przełożył szpadel do drugiej dłoni i odpowiedział przyjacielskim gestem. - Witam serdecznie i jednego i drugiego. Coś się częściej ostatnio spotykamy - rzekł sokolooki do swego astralnego kolegi.
- A ty po co żeś tu przylazł? - uśmiechnęła się imitacja szamana w odpowiedzi, zupełnie, jakby jej nowy towarzysz przybył tu z własnej woli.
- A na widoki se popatrzeć. - odparł uśmiechnięty duch, przybierając jednak po chwili skupioną minę. - No, także czego ode mnie oczekujesz?
- Jesteśmy w Starym Lesie, to groźne miejsce. - rzucił Scythis. Wolał, by jego podwładny miał świadomość tego, co się dzieje wokół, niż zwyczajnie wypełniał rozkazy. - A z racji twojego wspaniałego wzroku i możliwości unoszenia się w powietrzu świetnie tu się przydasz. Chociaż lepszy pożytek bym z ciebie miał, gdybyś miał lepszy słuch i węch. - zaczął narzekać dla żartu. - No, ale do rzeczy. Masz trzy główne zadania: tam - tu wskazał kciukiem obóz za sobą - jest karawana kupiecka, moi towarzysze. Trzeba zadbać o ich bezpieczeństwo, więc jeśli wypatrzysz zagrożenie, uprzedź mnie mentalnie. W takich sytuacjach nie ma czasu na bezpośrednią komunikację, a sam wiesz, że wolę, by moje szamańskie zdolności pozostawały nieodkryte. Grasują tu głównie szkielety i Muta. Czyli bezmózgi, pewnie bez pojęcia o skradaniu się, i wielkie, włochate monstrum... Które na nasze nieszczęście prawdopodobnie zna się i na kamuflażu, i na skradaniu, i na polowaniu. Jedyny plus to to, że jest właśnie wielkie, więc najpewniej z łatwością je wypatrzysz, jeśli w ogóle się zbliży. - mówił, w końcu robiąc krótką przerwę na zebranie myśli. Chyba ten aspekt został już wystarczająco obszernie omówiony, więc pora przejść do kolejnych poleceń. - Po drugie, miej też oko na Starca. To akurat nie powinno być większym problemem, bo twoje trzecie zadanie jest z nim bezpośrednio związane. - uśmiechnął się, zauważywszy, jak wspomniany anioł znalazł wyrę. Może i się nie nadawała do użytku, ale pozytywna informacja była taka, że... no, że ta wyra tu była. Chociaż innych opcji się nie spodziewał. - Pomóż mu przy zbieraniu ziół. Z tego co mi wiadomo, to ty się na roślinach nie znasz, więc po prostu staraj się odkryć w pobliżu miejsca, w których będzie najwięcej charakterystycznie wyglądających ziel i o takich skupiskach zawiadamiaj Starca. Jeśli takowe się znajdzie, a najlepiej ze dwa, możesz od tego odpocząć. Wtedy poświęć się ciągłym zwiadom. Wszystko jasne? - zapytał zupełnie dla formalności, gdyż wiedział, że jego podwładni nie potrafiliby ignorować jego słów. Spryciarz pokiwał głową. Załopotał skrzydłami, unosząc się w powietrze. W lesie nie miał tak dobrego pola do manewru, więc musiał pomóc sobie resztą kończyn, wspierając się o drzewo, by unieść się wyżej. Tam pnie były cieńsze i nieco łatwiej było latać, ale nie szło mu to szczególnie zgrabnie. Mimo to, był bardzo zwinny i nie zdarzyło mu się otrzeć choćby o cienki, wystający konar.
Scythis, zadowolony ze swoich podopiecznych, postanowił rzeczywiście "odcedzić kartofelki", tak, jak mówił szefowi karawany, by później nie budzić niepotrzebnych podejrzeń, gdyby musiał wyjść jeszcze raz czy dwa. Chwilę później jego pęcherz był cudownie leciutki. Aż sobie pociągnął małego łyczka gorzałki z piersiówki. Dosłownie małego. Nie miał słabej głowy, ale w takiej sytuacji koniecznością było zachować trzeźwość umysłu. Z błogostanu wybudziło go poruszenie, jakie zapanowało w obozie. Rzeczywiście, powinien iść tam, by zwrócić uwagę na zachowanie ludzkich kamratów. Samo zbieranie ziół nie było może złym zajęciem, ale skoro już para wcale nielichych do podobnego zajęcia duchów się tym zajmowała, to po co zawracać sobie głowę? Dużo lepiej będzie spróbować uciszyć gwardzistów czy kupców, by zapobiec przybyciu tego niemal legendarnego pająka.
Wrócił się do oddalonego o kilkadziesiąt kroków obozu. Z tej odległości kiepsko było widać cokolwiek między drzewami, zwłaszcza wieczorem czy nocą, więc z początku musiał kierować się wyłącznie pamięcią i dźwiękiem. Po kilku chwilach jednak zauważył konie i wozy, jeszcze troszkę później zarysowały się ludzkie sylwetki. Szedł żwawym krokiem, podpierając się szpadlem tylko dla prestiżu. Zachowywał ogólną ostrożność, ale nie sądził, by jakiś szkielet tak prędko odkrył ludzi na tym terenie. Gdyby jednak tak się stało, warto było być przygotowanym na atak. Jakby to powiedzieć, starzec miał więc uszy i oczy dookoła głowy, przynajmniej przez tę minutę, póki szedł w stronę koczowiska.
Jeśli nic mu w tej krótkiej wędrówce nie przeszkodziło, zaczął wyglądać za przyczyną rumoru. Nie miał ochoty za długo tego znosić. Muta zresztą pewnie też nie.


<Mana: 227 - 8PM za Spryciarza, - 2PM za Starca, +6PM za pierścień odnowy = 223PM>

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
18.08.2015, 02:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#32

MG


Starzec zamyślił się na moment, jakoby myślał nad tym co ma odpowiedzieć grabarzowi. Westchnąwszy zaczął swoją wypowiedź.
- Myślę, że mają nocny tryb życia... Niemniej jeśli weźmiesz pod uwagę to, że drzewa znacząco ograniczają dostęp światła do ziemi, to może się okazać, że każda pora dnia i nocy jest dobrym momentem do ataku. Należy zachować ciągłą czujność, ale po zmierzchu musi być ona co najmniej zdwojona... Chyba, że chcesz skończyć w śpiworze z pajęczej sieci, albo jako kolejny kościotrup grasujący po tych okolicach. Właściwie to sam mógłbyś sobie zrobić armię takich bezmózgich trucheł, w końcu jesteś grabarzem. - Taki suchar od wizualnej kopii szamana.
Duchy po przyjęciu rozkazów, zabrały się do wyznaczonych zadań. Spryciarz miał niewielki problem, żeby wyfrunąć wyżej z powodu rozłożystych i gęstych gałęzi pełnych liści. Niemniej imię tego anioła o czymś świadczyło, co za tym idzie złapał się kilka razy drzewa, żeby móc się podciągnąć i wyjść jakoś z tej gęstwiny. Zajęło mu to dłuższą chwilę, ale rzeczywiście się udało i teraz mógł w pełnym spokoju zająć się obserwacją terenu, poszukiwaniem kępek ziół oraz bestii czyhających na karawanę. Ten energiczny duch rozglądał się po okolicy, ale przez gęsto ulistnione drzewa trudno było mu dojrzeć jakieś ciekawsze roślinki niźli mech. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy to lecąc rozglądał się, spostrzegł ciemnoczerwone liście.
Starzec powoli przemierzał las w poszukiwaniu ziół, które nadawałyby się do czegokolwiek. Każdy potencjalny okaz dokładnie oglądał, ale tylko kiwał z dezaprobatą. Niby las wielki więc powinno być sporo roślinek - sęk w tym, że niewiele było naprawdę dobrej jakości. To z lekka zgniło, jakieś żyjątko nagryzło, albo było niedojrzałe. Po prostu jeśli ktoś nie miałby cierpliwości, to szlag jasny trafiał i chciało się wykląć na wszystkie smoki Atarashii. Niemniej ten problem nie dotyczył tego ducha, który w ciszy i spokoju przeczesywał las w poszukiwaniu ziela godnego uwagi. Z pomocą przyszedł mu tu Spryciarz, który wskazał miejsce swojego znaleziska. Kopia szamana poszła we wskazane miejsce znajdując całkiem dobrze wyglądający Purmoran. Unoszący się w okolicy zapach miodu tylko upewniał Starca, że roślina ta może być zebrana i nie wywoła żadnych niepożądanych akcji, o ile będzie użyta zgodnie z przeznaczeniem. Duch zerwał dwa Purmorany, mocując się przez chwilę z korzeniem i mógł ruszać dalej. Przecież żaden z kawałków nie mógł się zmarnować. Spryciarz wrócił do obserwacji z jednoczesnym poszukiwaniem ziół, kiedy to Starzec dalej przemierzał leśne chaszcze, wchodząc coraz to głębiej.
Scythis pozostawiając duchy z zadaniami, sam po opróżnieniu pęcherza mógł wrócić do obozu, w którym to wyraźnie coś się działo. Im bliżej karawany się znajdował, tym bardziej uświadamiał sobie, że chociaż jest tam tylko kilku mężczyzn, to robią harmider za cały pchli targ. Na razie na szczęście nie zapowiadało się na to, aby jacyś goście mieli odwiedzić jego tymczasowych towarzyszy. Po chwili spaceru między różnorakimi chaszczami, szaman mógł usłyszeć o czym tak te ludziska debatują.
- Na Tyra'ela! To przecież będzie tyle kosztowało, że ustawimy się do końca życia! Nie będę musiał żyć w tych stęchłych wozach tylko wykupię sobie willę gdzieś w Lothil albo Azaracie! - Jeden z głosów był wyraźnie podniecony z jakiegoś powodu.
- Tej, tej! Myślisz, że pozwolę Ci wziąć wszystko dla siebie? Dzielimy się po połowie! - Warknął drugi, wyraźnie niezadowolony na wieść o tym, że góra złota miałaby mu przejść koło nosa.
- Kto powiedział, że będę oddawał moje złote smoki?! Ja znalazłem, więc to jest moje! Ani mi się myśli, żeby to komukolwiek oddawać, nawet Tobie! - Syknął zirytowany jeden z kupców.
- Posłuchaj, nawet nie wiesz komu mógłbyś to sprzedać! Jeszcze Ciebie oskubie pierwszy lepszy przechodzień, nie nadajesz się do opiekowania się takimi rzeczami! Z resztą, na wszystkie smoki naszego świata, oddaj mi to i będzie po sprawie. - Drugi nie odpuszczał ani trochę.
- Wiesz co... Spierdalaj w podskokach nawet do Dirrma’num’el! Nie oddam Ci tego i koniec! Trzeba było samemu iść w krzaki i tego cholerstwa szukać! - Mężczyzna, który znalazł, pomachał znaleziskiem przed oczami tego drugiego. Wyglądali tak, jakby mieli się na siebie za chwilę rzucić, pobić o to coś... Tak, szaman nie mógł za bardzo pojąć co to takiego.
Najemni strażnicy zaś rozmawiali między sobą, jakby liczyli, że im też coś się pieniędzy dostanie. Przecież skoro ich pracodawcy mieli zostać wielkimi bogaczami to trudno, żeby nie chcieli czegoś ugrać dla siebie. Niemniej byli oni dużo bardziej spokojniejsi, niż ta dwójka kupców wykłócających się o znalezisko. Właściwie to byli na łasce swoich pracodawców, więc nie mogli narzekać, bo jeszcze ich wypłata kompletnie ominie.
Scythis podchodząc na tyle blisko, że od kupców stał nie dalej niż dwadzieścia metrów mógł wreszcie zrozumieć o co się te ludziska kłócą. Jeden z nich trzymał w ręku coś dziwnego... Wyglądało to jak jakaś niewielka torba ze świecącym wnętrzem. Dwa ucha, których końce zaczepiały o właściwy brązowy materiał, będący niby pojemnikiem dla czegoś bardzo świecącego - irytująco świecącego. Przy każdym ruchu z wnętrza tej torby wysypywał się jasny pyłek. Całość nie była większa niż pięść typowego piekarza. Po dokładniejszym przyjrzeniu można było zauważyć jak "uszy" tej torby są wyjątkowo obszyte, jakby ręcznie i bardzo dokładnie - wzór bowiem był idealnie pociągnięty z każdej strony, a mimo spędzenia sporej ilości czasu w dziczy - wyglądał na niezniszczony. Jedyne co na nim było to sporo ziemi, nieco niewielkich gałązek, które się splątały z tym materiałem.
Szaman poczuł w sercu wewnętrzny niepokój. Nie umiał go nazwać po imieniu, po prostu coś nie dawało mu spokoju. Na swoje nieszczęście przez tą głośną rozmowę w obozie, znacznie trudniej było mu zebrać myśli - uroki hałaśliwych kupców - niemniej w ich fachu to była raczej zaleta, aniżeli wada. Szkoda tylko, że przenosili tą cechę poza miejsce swojej pracy i teraz w lesie darli się wniebogłosy.
- Może baranie najpierw byś to wyczyścił? Będziesz sprzedawał takie brudne coś ludziom? Z resztą... Wiesz w ogóle co to jest? - Kupiec, który trzymał torebkę po tych słowach nagle się zaczerwienił. Chyba szukał odpowiedzi, ale nie mógł znaleźć nic sensownego.
- Ty się tym nie przejmuj! Widziałem takie rzeczy, które kosztowały nawet i po dwadzieścia, trzydzieści złotych smoków! Co to za problem oczyścić to?! - Znalazca przytulił swój skarb do siebie, który zaczął emanować mocniejszym światłem.
- Jeszcze Ciebie zrobią na szaro i zamiast zarobić tyle ile powinniśmy, to dostaniemy może połowę, może mniej... Z resztą skoro nie wiesz co to jest, to jak chcesz to sprzedać. - Jęknął drugi, zastanawiając się co teraz zrobić.
- Nie zrobią! Z resztą nadal nie powiedziałem, że się z Tobą podzielę! - Znowu warknął ten z torebeczką.
Wtedy właśnie kupcy zauważyli, że grabarz stoi niedaleko nich. Oboje wpadli na ten sam pomysł w tym samym czasie.
- Może pomożesz nam i powiesz co to takiego? A jeśli wiesz to ile kosztuje? Bylibyśmy wdzięczni. - Patrzyli na Scythisa błagalnym wzrokiem, jakoby teraz on był ich wyrocznią i jedynym sposobem, by wyjść z powstałego kłopotu.
22.09.2015, 20:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#33

Wcale nie dziwne było, że Starzec chce pomyśleć. A to nad rzeczywistą informacją, a to nad doborem słów, który był niemniej ważny - w końcu w znacznej mierze od niego zależała właściwa interpretacja wiadomości. Scythisowi zresztą wcale się nie śpieszyło, a przynajmniej nie tak, by nie docenić mądrości płynącej ze słów jego sobowtóra.
- Mhm, całkiem to zrozumiałe. Dzięki. - rzekł, następnie rozmyślając nad "żywymi" szkieletami, o których wspomniał anioł. - Pomyślimy, zobaczymy. W sumie niezły plan. - stwierdził i puścił oko, zostawiając Starca w spokoju, by ten mógł zająć się ziołami.
Scythis odczuł niedługo później przyjemny impuls pochodzący od pierwszego z przywołanych duchów. Pewnie znalazł coś ładnego. "Oby tak dalej", przekazał mu w myślach.
Zmierzając w stronę obozowiska, w końcu usłyszał pierwsze, wyraźne głosy. Zaciekawiła go wzmianka o czymś tak cennym, że mogłoby ustawić paru ludzi ponoć do końca życia. Choć szczerze wątpił w taki obrót spraw, to prawdopodobnie jednak kupcy znaleźli coś godnego uwagi. W końcu kto jak kto, ale oni powinni znać się na przedmiotach czy artefaktach wszelakiego rodzaju. Nie starał się jednak podsłuchiwać, iść ciszej - wręcz przeciwnie, jeszcze trochę przyspieszył kroku i stawiał kroki pewniej. Możliwe, że kupcy zawczasu dosłyszą łamane gałęzi i przycichną w obawie przed jakąś bestią. No ale ni abaddochuja, rzecz jasna. Trajkotali jak najęci.
Dopiero gdy grabarz wychylił się z chaszczy i zaczął zbliżać się do centrum kłótni, kupcy przez chwilę ucichli i zwrócili uwagę na cokolwiek innego, niż znaleziony przedmiot. Szaman jedynie rzucił nań okiem.
- Wiecie co? Wiem, co to takiego. - powiedział, pozostawiając do kolejnego zdania chwilę napięcia. - To jest właśnie coś, co niesie kłopoty. I przyczyna tego, że powoli wytrącacie mnie z równowagi. - powiedział, patrząc srogim wzrokiem na obu kupców. Wiedział, że posiada dziwny dar do budzenia obaw albo przejęcia w ludziach wokół i liczył na to, że tym razem to również zadziała. Następnie westchnął głęboko, trochę się uspokajając. - Panowie. Ruszcie trochę głową. Stary Las to bardzo niebezpieczne miejsce. Może nawet równie niebezpieczne, jak niedawno Jelenie Wzgórze, choć jeszcze tego nie dostrzegacie. - powiedział, nie zapominając wspomnieć o miejscu, w którym tak niedawno demony dokonały rzezi. Mężczyźni doskonale wiedzieli, że Scythis przeżył tę masakrę - i co więcej, miał się całkiem nieźle. - Zapewniam was jednak, że to może się wkrótce zmienić. Demony bowiem zwykle atakują bez chwili myślenia, wylewając na biedakach całą swoją furię. Wierzcie mi, wiem coś o tym. Tutaj jest inaczej, chcę wam to uświadomić. Tu jest cicho i, wydaje się, całkiem przyjemnie. Las, świeże powietrze i takie tam. A wiecie, co jest wokół nas i słyszy wasze darcie mordy? - zapytał retorycznie, kontynuując prawie od razu. - Żywe trupy. Kości, w których wciąż tli się życie i zabijają w nadziei, że dzięki temu przywrócą sobie dusze. Nie są tak odważne, bo nie są tak odporne i silne, jak demony. Ale to podstępne cholerstwo i nie zawaha się urządzić jakiejś cwanej zasadzki. Szczęście, że Liche zazwyczaj siedzą w swoich norach. - zaznaczył "zazwyczaj", jakby chciał zasugerować, że tym razem będzie inaczej. Dość umyślnie. Zastraszenie było dość dobrym sposobem na uzyskanie chwili ciszy.
- Dlatego proszę was, ale i ostrzegam. Ciszej. Oprócz trupów żyją tu też groźniejsze kreacje Thorna. - powiedział, kończąc pouczający wywód. Odczekał chwilę, po czym zwrócił w końcu uwagę na przedmiot kłótni. - Wracając. Tak, powiem wam, co to takiego. I postaram się wycenić. Miewałem do czynienia z podobnymi rzeczami. - skłamał, ale zanim pojawiły się w kupcach wielkie nadzieje, dodał jeszcze coś. - Ale do tego będę potrzebował czasu. Żeby obejrzeć, przemyśleć. Wycenić. Wnieście to do tamtego wozu. - polecił, wskazując na jedną przyczepę.
Gdy już (i o ile) stało się tak, jak przykazał, sam wszedł do karawany.
- I dajcie mi prywatność. To konieczne, żebym prawidłowo i w miarę szybko obejrzał tę rzecz... No i muszę trochę odetchnąć. Bez obrazy, ale zdenerwowaliście mnie. - powiedział. Widząc wyrazy twarzy kupców, dodał - No co? Przecież z wnętrza zamkniętego wozu wam nie ucieknę z waszym skarbem. Bez obaw.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
25.09.2015, 20:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#34

MG


Kupcy spuścili głowy, słysząc jak szaman prawi im dosyć mocne kazanie. Rzeczywiście w duchu musieli przyznać, że nie uważali na swoje bezpieczeństwo, wszystko pozostawiając najemnikom. Póki drobne snopy światła przebijały się między drzewami, tak długo czuli się spokojniejsi, jakby byli u siebie w domach czy w sklepach. Niemniej nie mieli już odwagi odezwać się ani słowem, przecież wielki bohater z Jeleniego Wzgórza walczył z piekielnymi pomiotami, uratował krainę od zalania przez tą zarazę bezmózgich bestii łaknących krwi - a przynajmniej takiego zdania byli Ci kupcy. Ten, który nie trzymał znaleziska, podrapał się po karku, a na jego twarzy wymalowało się zmartwienie i skrucha.
- Przepraszam... Przepraszam też za mojego towarzysza, po prostu ma taki charakter. - Odparł, jakoby chciał załagodzić całą sytuację, ale niestety mu to nie wyszło.
- Pffff, nikt Ciebie nie prosił o gadanie za mnie. Daję to znalezisko tylko dlatego, żeby wiedzieć ile dokładnie jest warta. - Syknął na swojego kompana, machając mu przed twarzą tą dziwną rzeczą, z której znowu posypał się biały, lekko iskrzący się pył. Co najmniej rozdrażniony mężczyzna postanowił zrobić coś głupiego, nie to było skrajnie debilne zachowanie, które przystawało ludziom niedorozwiniętym umysłowo. Wykonał zamach i rzucił w wyznaczony wóz (swoją drogą bardzo celnie, bo trafił idealnie) - niemniej, kiedy ta torebka wylądowała, pojazd aż podskoczył, a materiał podniósł się tak bardzo, że był gotowy odlecieć. Ten drobny wybuch nie wywołał żadnego typowe dla takiego zjawiska dźwięku, ale spowodował coś innego. Scythis jako szaman mógł to zaobserwować, reszcie pozostało poczuć to na własnej skórze. Dziwna fala, wyglądająca jak ta uderzeniowa, rozszerzała się i mknęła ku wszystkim zebranym. Nie było jak uniknąć tego, ale pierwszymi zaatakowanymi byli najemnicy. Jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki, wezbrał się w nich gniew. Zaczęli się przepychać ze sobą, ale jak na razie do niczego większego nie dochodziło. Na kupcach ta fala wywarła podobny efekt - wrócili do swojej wcześniejszej kłótni, zażarcie gestykulując, będąc gotowymi uderzyć jeden drugiego.
- I po kiego chuja to rzucałeś cwelu jeden! A niech Ci Thoran zesra się na łeb... Na Ciebie i całą Twoją rodzinę! - Ze spokojnego człowieka, zaczęło wyciekać całe zło.
- Ty piczko niewydymko, jak śmiesz obrażać moją kochaną żonę i wszystkie drogie mi kochanki! Nie wyjebał Ci ktoś przez Twój pusty łeb? Chętnie to zmienię! - Rzucili się sobie do gardeł, warcząc wzajemnie niczym psy spuszczone z łańcuchów, gotowe zarżnąć się, właściwie bez powodu.
- Skurwysynie, te pizdy lecą tylko na smoczki, jak powiedziałem im, że mam większą posiadłość od Ciebie, to jedna z drugą się chciały pozabijać, byleby mi obciągnąć! Swoją drogą szkoda, że Ciebie tak nie podrapały swoimi brudnymi szponami! Skąd je brałeś, z burdelu w kanałach?! - Zarechotał pierwszy, byleby dopiec jakoś swojemu kompanowi.
- Osz ty pierdolony przez ojca tępy ciućmoku! Niech Ciebie kościotrupy zerżną swoimi mieczami, przecież ty uwielbiasz takie zabawy dla dupowtyków! - Za to znalazca nie był ani trochę dłużny... Po prostu śmiech na sali - szkoda, że nikomu nie było w tym do śmiechu.
Szaman jako jedyny świadomy nadchodzącego niebezpieczeństwa mógł spróbować się jakoś bronić, ale fala dosięgnęła i jego... A kiedy przeszła przez jego ciało mknęła dalej i dalej, obejmując swoim zasięgiem niewinne drzewa, jak i wszystkich którzy się między nimi znajdowali. Scythis poczuł się co najmniej nieswojo, wnętrze pragnęło jakiejś kłótni, wszczęcia większej burdy. Na domiar złego w umyśle staruszka pojawiło się coś, co mogłoby go rzeczywiście zaniepokoić.
- Taki stary kłamczuch. Ładnie to tak? - Ponury rechot rozbrzmiewał w głowie użytkownika legendarnego szpadla, niemniej nie mógł znaleźć osoby, która wypowiedziałaby te słowa.
Wyglądało na to, że to znalezisko przynosiło więcej nieszczęścia, niż radości. Na dodatek wszyscy w obozie zażarcie się kłócili i nie zanosiło się na to, żeby się uspokoili. Po prostu jakby w nich wstąpił Abaddon i zażarcie łaknął wojny, przelewania krwi - albo przynajmniej wzajemnego darcia mordy na siebie, która mogła sprowokować znacznie większe kłopoty, niż nawet stary szaman mógł przypuszczać.
Duchy natomiast... No cóż, Starzec próbował uciec przed falą, ale nie miał jak tego zrobić. Chwilę wcześniej zdążył tylko przekazać jakąś krótką wiadomość do Spryciarza, bo do władcy szpadli nie zdołała już dostrzec. Od razu kiedy fala dosięgnęła zielarza, szaman odczuł jej efekt - w końcu aniołowie przekazują efekty swoim przywołującym - tudzież grabarz odczuł jeszcze więcej gniewu w sercu, który sprawiał, że miałby ochotę co najmniej kogoś zakopać żywcem za pomocą swojego szpadla.
- Scythis... Pieprz się na łeb z innymi aniołkami, nic tu po mnie! Nie będę Twoim służącym, tylko dlatego, że jestem duchem. Weź sobie znajdź jakąś tępą suczkę do tego, na mnie już nie patrz! - Po czym Starzec samodzielnie się odesłał. Właściwie to chyba było lepsze dla Scythisa, którego delikatnie opuściła złość. Ostatnim był Spryciarz, który kiedy to nadchodziła fala, przyśpieszył co sił w skrzydłach i kiedy znajdował się w dość dużej odległości od nadchodzącego ataku, skupił całą swoją anielską moc.
- Słuchaj mnie, nie wiem czy powstrzymam ten atak, ale jak coś to przywołaj mnie za jakiś czas, Starzec musi odpocząć i wrócić do siebie, ale nie miał wyboru. Nie miej nam tego za złe... I za żadne skarby nie przywołuj na razie innych aniołów, inaczej wszystko obróci się przeciwko Tobie. Ta aura to czyste zło! - Tyle zdążył przekazać, bo w następnej chwili wszystko co dobre było w tym aniele próbowało powstrzymać nadchodzącą falę. Włącznie z jego aurą, która sprawiła, że na moment cała energia pochodząca ze znaleziska zabarwiła się i wyglądała jak czarna mgła. Ogólnie rzecz biorąc ludzie znajdowali się w takiej bańce złożonej z negatywnego ładunku, który przejmował serca i umysły tych, którzy się w nim znajdowali. Po chwili jednak powietrze znów było przeźroczyste, a szaman poczuł, że jego drugi duch także zniknął z tego świata. Niemniej z każdą kolejną chwilą coraz więcej zła atakowało grabarza, który musiał zadecydować - czy powstrzymać emanowanie energii, a może spieprzać stąd w podskokach. Jedno było pewne, że jeśli nie zdecyduje się na nic, to Ci ludzie się pozabijają.
27.09.2015, 09:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#35

Widząc reakcję kupców, Scythis poczuł się całkiem udobruchany. Grunt, że zrozumieli swój błąd. W dodatku wyglądało na to, że jego zdolności do zastraszania czy przekonywania wcale nie nikły, a wręcz przeciwnie - bo takiego efektu się nie spodziewał. W końcu miał przed sobą dwóch dorosłych mężczyzn.
Dalszy rozwój sytuacji przyprawiał jednak o dreszcze.
Ci dwaj najpewniej wcale się nie pogodzą, póki co, ale to jeszcze nie było takie złe. Efekt, jaki powstał przy wrzuceniu torby z tajemniczą zawartością do wozu był co najmniej nieoczekiwany. Nastąpiła jakby cicha eksplozja. O dziwo, fizycznych zniszczeń raczej nie spowodowała. Ale psychiczne zmiany... ogromne. Poprzedziła je jednak rozchodząca się w każdą stronę jakaś dziwna fala, którą - jak zauważył i przypuszczał grabarz - on widział, zaś reszta nie. Żaden z ludzi bowiem nie odsunął się przed nią i w ogóle nie wykazał żadnej reakcji, jakby ani trochę nie obawiał się zderzenia z nieznanym.
Zaczęły się dziać rzeczy godne szaleństwa arcymaga. Wcześniej względnie spokojni najemnicy teraz wszczęli niepokojącą krzątaninę. Póki jednak byli dalej i mogli tłuc się tylko między sobą, nie stanowili większego zagrożenia. Oczywiście mogli ściągnąć tu bestie, ale chuj z nimi. Potwory nie są teraz największym niebezpieczeństwem.
Z kolei para kupców stojących praktycznie naprzeciwko Starego ponownie podjęła swoje kłótnie. Scythis właściwie nawet nie zwrócił uwagi na to, co wykrzykują. Mimo to, wiedział, ze na nic mu się to nie przyda. Zwykłe pierdoły.
"Tak żem czuł, że ich kłótnia jest spowodowana czymś wykraczającym poza chłopski rozum..."
Sam opierał się przez chwilę negatywnemu, metafizycznemu działaniu dziwnego zjawiska, ale wdarcie się jego do umysłu siwego było nieuchronne. Mimo to nie wydawało się być aż tak silne, by wszcząć jakieś kłótnie czy rzucać się komuś do gardła. Może to dlatego, że Człowiek ze Szpadlem jest z natury względnie i zazwyczaj łagodnie usposobiony. Biada jednak temu, kto wytrąci go z równowagi...
A ten właśnie się odezwał. Ten, ta, to - kto to wie? Dedukcja Scythisa nie była na takim poziomie, by podać konkretne informacje o źródle dźwięku, jaki rozbrzmiał w jego głowie. Domyślał się jednak, że skoro widział tę "falę" i mógł w chociaż niewielkim stopniu odeprzeć jej działanie, zarówno fala, jak i właściciel głosu miała pochodzenie spirytystyczne... spirytystyczne... spirytyst... spiryt... O tak, spiryt.
Siwobrody rozpoczął rozważanie o gulnięciu sobie gorzały. Szybko się ono jednak zakończyło. "Nie, może lepiej nie teraz...". O dziwo, obecność czegoś obcego w jego łepetynie i gniew, jaki za sobą niosła, nie zakłóciła jego trzeźwości myślenia. Wciąż były to oddzielne pierwiastki, tak jakby... Jakby emocje działały oddzielnie od rozumu. Grabarz był świadomy swojego stanu, jednak był też świadomy sytuacji, w jakiej się znalazł i tego, że najpewniej tylko on może przynieść swoim zachowaniem ratunek.
Zaraz po tym, jak przemknęło mu to przez myśl, poczuł kolejne uderzenie, jakie zatrząsło filarami jego umysłu. Dotarło do niego mnóstwo impulsów od duchów, niosących ze sobą chaos, zrozumienie i zarazem niepojęcie. Przede wszystkim jednak, przyniosła drugą porcję gniewu. "Jestem jedynym, który może przywrócić tu pokój", przypomniał sobie Scythis, biorąc wdech i postępując o krok do przodu.
Mając to za myśl przewodnią, z całą swoją determinacją i stanowczością postanowił pierdolnąć najbliższego kupca szpadlem po łbie. Płazem, coby niczego nie uciąć, a jedynie ogłuszyć. "W szaleństwie wciąż może być metoda", przemknęło mu przez myśl. Nic dobrego nie przyszłoby z kłótni jednego kupca z drugim, a wręcz można było z wysokim prawdopodobieństwem stwierdzić, że prowadzi to do jeszcze większej katastrofy. Chcąc zapanować nad sytuacją, grabarz nie mógł pozwolić na tak zbędne i w dodatku szkodliwe pierdolenie.
Co jak co, ale wykorzystanie zaskoczenia i skupienia się kupca na tym drugim oraz na kłótni było całkiem solidną przewagą i trudno było nie trafić. Z kolei te trzydzieści czy czterdzieści - kto by to spamiętał? - lat wyczucia przy pracy (również przy, ekhm, "wyganianiu" hien cmentarnych) szpadlem z pewnością zagwarantują w wypadku dość dobrego trafienia pozbawienie celu przytomności, nie doprowadzając tym samym do zgonu.
Z kolei z podwójną porcją gniewu w sobie - gdyż czynność ta nastąpiła tuż przed tym, jak Starzec samoistnie się odwołał (dopiero teraz Scythis dowiedział się o takiej umiejętności, która nawet go zaskoczyła) - bardzo trudno byłoby mu powstrzymać chęć pieprznięcia komuś przez pusty łeb. Co nie zmienia faktu, że nawet pokryło się to z planami szamana i wcale nie żałował upustu swoim emocjom. W końcu, jak mawiała czasem jego matka (świećcież bogowie nad jej duszą): "jeśli nie masz wystarczająco wiele siły, by płynąć pod rwący prąd rzeki - popłyń z nim". Czasem gadała głupoty, ale w gruncie rzeczy rozsądna z niej była babka, a jej myśli, choć nie zawsze uniwersalne, bywały w niektórych sytuacjach - takich jak ta - całkiem dobrze sprawdzalne.
Następnie pierwszy z aniołów umknął w zaświaty. Zamroczenie minęło. Starzec odetchnął, choć w głębi jego duszy wciąż gnieździł się niepokojący gniew. Spojrzał na drugiego z kupców.
- Jeśli staniesz mi na drodze, ten szpadel znajdzie się w twojej rzyci głębiej, niż przy kopaniu grobów dla piekielnego ścierwa! - ryknął na niego. - A teraz spierdalaj w podskokach do wozu bez torby!
Może nie był w stanie wzbudzić w mężczyznach wystarczająco wysokiego szacunku. Emocje to jednak właśnie tylko emocje i czasem jedna mogła przezwyciężyć drugą. A dlaczego by nie spróbować pokonać gniewu kupca strachem? Obawę budziło to, że szaleństwo było pochodzenia magicznego, a Scythis mógł działać wyłącznie psychologicznie. Jednak zdawało się, że mania powoli opuszczała dotkniętych nią, jeśli nie była niczym podsycana. Teraz torba z nieznanym znajdowała się w wozie, zaś drugi właściciel karawany nie miał już z kim wszczynać kłótni, chyba, że ze Scythisem, którego się obawiał zapewne bardziej, niż potyczki z połową tuzina najemników nieopodal. A przynajmniej ów miał taką nadzieję.
Jeśli wszystko poszło po myśli grabarza, zajął się tym, co opisane w akapitach niżej. Jeżeli nie - próbował ogłuszyć co najmniej jednego z mężczyzn aż do skutku. Obu, jeżeli drugi wydawał się być zdolny do dalszego sprawiania kłopotów.
Głos Spryciarza, ducha uchowanego przy zdrowych zmysłach, nieco ukoił siwobrodego. Wysłuchał jego rad i akceptował decyzje. Poczuł też, że anioł wytworzył wokół siebie aurę mającą za zadanie powstrzymywać otaczające go zło i ta chyba z początku przynosiła nawet jakiś efekt, ale nawet ona zawiodła.
Dopiero wtedy pozostawało szamanowi skupić się na głosie wewnątrz jego głowy. Miał nadzieję, że strumień świadomości będzie obustronny. Będzie kiepsko, jeśli tajemnicza istota pod jego jeszcze-nie-łysiną będzie mogła tylko przemawiać, a nie odbierać informacje.
"Oj tam, od razu kłamczuch. Półprawdy a kłamstwa to dwie różne rzeczy", próbował pomyśleć w odpowiedzi coś żartobliwego. Jego matka mawiała "jeśli nie masz wystarczająco wiele siły, by płynąć pod rwący prąd rzeki - popłyń z nim". W innych regionach Atarashii powiedzenie to było zamieniane przez "jeśli nie możesz pokonać swego wroga - zaprzyjaźnij się z nim", co było bardziej adekwatne do tego, co próbował teraz Starzec. Co prawda nie miał zamiaru zaprzyjaźniać się z tym wcielonym złem, skądże znowu. Jednak informacje o nim mogły pomóc w powstrzymaniu go, a jego reakcja może być kluczem. "Ale dobra, nazywaj mnie jak chcesz. Kłamczuch to może nie najgorsza ksywa. Ale powiedz mi, jak mam nazywać ciebie".
Imię, tytuł, cokolwiek. Wszystko miało znaczenie. Nawet absolutnie oczekiwana i całkiem rozsądna odpowiedź w stylu "nie twój interes". Nazwy nie istniały ot, tak sobie. Każda kryła coś za sobą.
Przy okazji szaman zaczął zbliżać się ostrożnie do wozu z torbą - nawet nie po to, by do niej dotrzeć, ale po to, by zbadać swoją reakcję. Jeśli zbliżał się niebezpiecznie blisko takiego poziomu gniewu, po którym trudno byłoby się pozbierać albo jemu, albo jego otoczeniu, cofnął się. Jeśli zaś zdołał zbliżyć się do torby, zajrzał do środka, mając nadzieję, że światło księżyca albo to z pobliskich pochodni wystarczy do jako-takiej identyfikacji. Nie miał zamiaru wąchać czy dotykać tego, co było wewnątrz. A przynajmniej na pewno nie teraz.


// Postanowiłem od tego posta kolorować kwestie postaci oraz jej świadome myśli, zwłaszcza, by wyraźnie oddzielić je od momentu, w którym postać "mówi, myśląc". Coby nie pomieszały się z cytatami, przenośniami czy tam myślami podświadomymi.

// A, i jeszcze. Ponoć gracze mają uświadomić MG o ich ekwipunku i efektach, jakie za sobą niesie - a że talizmany uroków nie mają publicznie opisanego efektu, jaki aktualnie posiadają, to opiszę. Bo coś czuję, że może mi się ten efekt przydać. Radość
» Zmniejszone odczuwanie negatywnego wpływu złych duchów
» Szybsze gojenie ran
» Szybsze zdobywanie eteru (+39%)
Oprócz tego mam też parę eterocudeniek, jakie opisane są w oknie "ekwipunek" albo po wejściu w przedmioty Scyta, ale ich efekty nie są jakieś ultra ważne.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
03.10.2015, 01:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#36

MG

Początkowo nerwowa krzątanina najemników, zaczynała stopniowo zaczęła się zmieniać. Drobne przepychanki, wzajemne warczenie na siebie. Jeden z nich wyciągnął ostrze i przeciął drugiemu torbę... Co oczywiście nie mogło skończyć się dobrze i rzucił się na niego, powalając na miękki mech. Zapasy w lesie można uznać za rozpoczęte. Chwilę później reszta wojaków się przyłączyła do wzajemnego okładania siebie za pomocą... Wszystkiego. Począwszy od pakunków, resztek jedzenia, szmat, a skończywszy na broniach i własnych ciałach, to tak, było całkiem ciekawie, a przede wszystkim głośno. Nawet jeden z nich sięgnął po starszą, spróchniałą już gałązkę i roztrzaskał ją w drobny mak na łepetynie innego. Trzask rozległ się daleko po lesie, nawet spłoszył okoliczne ptactwo, które to już w locie zaczęło się wzajemnie atakować, dziobać i wlatywać sobie w drogę. Chyba święci się coś grubszego, pytanie tylko co to będzie. 
Różne emocje targały staruszkiem, który doskonale wiedział, że jest jedynym możliwym wybawicielem z tego jakże dziwnego stanu. W ramach swojego planu postanowił zdzielić jednego z kupców przez łeb. Jak postanowił, tak i zrobił. Niczego nie spodziewający się mężczyzna leżał po chwili na ziemii. Był zbyt bardzo zajęty udowadnianiem swojej racji i wyższości, żeby choćby dostrzec nadchodzący atak, o uniku nawet nie było mowy. Wprawa w operowaniu szpadlem to jeden z głównych atutów grabarza. Po chwili staruszek warknął na drugiego kupca, który stał jak sparaliżowany. Nie reagował na słowa kierowane do niego, tylko patrzył się tępo przed siebie, jak zaczarowany. Za Człowiekiem ze Szpadlem niczego takiego nie było, więc cholera wie dlaczego tak dziwnie stał jak wryty. Może to kolejny z efektów poprzedniego wybuchu?
Scythisowi zostało teraz policzyć się z głosem, który odezwał się przed momentem w głowie. Początkowo wydawał się nie komentować, usłyszane wcześniej myśli szamana... Ale wolał zaczekać aż siwowłosy poświęci mu całą swoją uwagę. A to Ci narcyz.
- Nadal nie są one czystą prawdą, więc stają się kłamstwem. Jak masz mnie nazywać? Myślę, że jeśli będziesz mówił mi Halm to wspólnie dobrze się zabawimy. - Ponownie ponury rechot rozległ się pod czachą Mistrza Sztuk Szpadla.
Powolne zbliżanie się do wozu z torbą, stopniowo działało na grabarza. Najpierw skutki nie były jakieś wygórowane, ot narastające zdenerwowanie, lekka irytacja. Przed samym wozem ciałem Scythisa wstrząsnęły silne dreszcze. Sprawa nie wyglądała najlepiej. Nawet uroki powoli przestawały chronić przed mocą tamtego wybuchu. Czyżby wszystko było sprawą tego przeklętego kamienia, a raczej niedelikatnym potraktowaniu go?
14.10.2015, 19:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#37

Cholera jasna, ci strażnicy coraz bardziej skakali sobie do gardeł. Ale no nic, niech się dzieje wola nieba - przecież ich nie powstrzyma. Wpadanie w rozjuszoną grupkę ludzi nigdy nie przynosi niczego dobrego. Jeśli chcą sie pozabijać, droga wolna... zostanie albo jeden do sprawiania problemów, albo żaden i każdy się wykrwawi. 
Uderzenie poszło tak jak Scythis zamierzał. Chyba. Nie sprawdził, czy kupiec oddycha, czy ma puls - nie było na to czasu. Z każdą chwila było tu groźniej. Życie tego człowieka było mniej istotne, niż jego nieprzytomność w tej sytuacji. 
Widząc właściwie wyłączonego z akcji drugiego kupca, Scythis przyjrzał mu się chwilę i stwierdził, że ten nie stanowi już zagrożenia. Z początku uważał na niego, zbliżając się do wozu, ale wyglądało na to, że póki co z transu tamten mężczyzna prędko się nie wybudzi. 
"Panie, a jak opowiadasz legendę - pół prawdziwą, pół fałszywą - to nazywasz ją kłamstwem, czy legendą?" - odparł w myślach. "Zresztą, kwestię interpretacji zostawmy może na później. Coś mi się zdaje, że mam parę rzeczy do zrobienia, więc... Halm, nie obrazisz się chyba, jak później porozmawiamy o filozofii i sprawach języka, co?" - zapytał retorycznie, nie oczekując odpowiedzi. "Swoją drogą - Rodgara (było to imię kupca, który szpadlem nie oberwał) wyłączyłeś, cobyśmy mogli spokojnie se pogawędzić, czy bezpośrednio ręki do tego nie przyłożyłeś?"
Grabarz nie mógłby w podobny sposób rozmawiać z osobą, gdyby ta stała obok. Takiej by to wykrzyczał w twarz, używając krocia przekleństw i wybiłby jej zęby. Myśli jednak miał względnie opanowane. Nie łatwo było go zastraszyć i, szczerze mówiąc, nie obawiał się dalszego rozwoju sytuacji. Swoje lata i tak już miał, chociaż umrzyć tak se na odludziu, w zapomnieniu, byłoby trochę głupio. Zresztą, przecież obiecał sąsiadce maść na odciski! Jasny chuj, teraz już nie zdąży. Przy dobrych wiatrach będzie w Mieście Handlowym za pewnie jakoś ponad tydzień. Tymczasem zamówienie ma dość stały termin, który kończył się równo za siedem dni. To dobra kobiecina, bardzo ciężko pracująca. Hmh. Trzeba będzie się pośpieszyć. 
Nie miał zamiaru pytać o to, kim konkretnie jest ten Halm. Zresztą, miał co do tego daleko idące podejrzenia. Co nie zmieniało faktu, że chciał uzyskać takie, które graniczyłyby z pewnością. Dlatego pytań nie było końca. Scythis wszedł na wóz, ale nie zbliżał się do pakunku. Tylko zajrzał i, jeśli kontakt wzrokowy nie wpływał na niego bardziej, niż po prostu stanie w tamtym miejscu, oglądał wnikliwie przedmiot. 
"Tej, Halm" - zawołał wymyślonego przyjaciela - "a powiedz no, co cię tak nagle wzięło, żeby se tu przyjść i się tak zabawiać, jak to żeś określił?" - zapytał. "Znaczy ten, domyślam się, że musi ci się nudzić jak chuj. Zresztą, po twoim śmiechu to słychać nawet. Jest bardziej ponury, niż moja babka, która, swoją drogą, nie żyje od jakichś czterdziestu lat. Pewnie nie masz tu za wiele do roboty, nie? Nie chciałeś se na przykład, no nie wiem, pozbierać ziół i zrobić jakieś eliksiry? Albo wyjść czasem pobiegać z kolegami? Ale nie no, wracając do rzeczy - nudzi ci się po prostu, czy miałeś jakiś konkretny zamiar?"

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
14.10.2015, 22:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#38

MG

Początkowo głos w głowie grabarza milczał. Może myślał nad odpowiedzią, a może po prostu nie chciał rozmawiać z kimś kogo uważał za głupszego od siebie. Sytuacji nie poprawiało zachowanie Scythisa, który nie traktował zbyt poważnie Halma. Bardzo prawdopodobne, że to tylko rozdrażniło dumną istotę. Wyglądało na to, że teraz będzie milczał... Cholera wie kiedy zachce mu się łaskawie odpowiedzieć.
Staruszek powoli zbliżał się do wozu z pakunkiem. Póki nie odsunął dzielącego go materiału, mógł czuć się bezpiecznie. Niczego niepokojącego nie wykrywały jego zmysły. Nie licząc oczywiście zła, które w powietrzu było od dłuższego czasu to całkiem w porządku. Krótko mówiąc chujowo, ale stabilnie. Dopiero kiedy oczy grabarza dostrzegły pakunek, mógł poczuć się nieswojo. Delikatne ciarki na plecach i wrażenie czyjejś obecności, stopniowo zmieniające się w głęboki niepokój wynikający ze wzmocnienia złej energii.
Chwilę później umysł Scythisa znów zarejestrował coś bardzo niepokojącego. Tym razem był to dźwięk wydobywający się z pakunku. Wysoki dźwięk stopniowo przechodził w pisk, paskudny jazgot tysiąca umarłych śpiewaczek, co im bogowie odebrali wszelaki talent. Biedne uszy tego, który musiał to wysłuchać... A pieśń się nie kończyła.  Można nawet wysnuć przypuszczenia, że dopiero się zaczynała, a co gorsza zwiastowała nieszczęście. Wszyscy przytomni w obozie zaczęli zachowywać się jak obłąkani. Teraz najemnicy rzucali bronią we wszystko, jak i każdego. Om ciepali nią czasem ot tak, czasami z całej siły. Teraz nie mówili już niczego, ale kilka ostrzy wbiło się w drzewa wydając bardzo charakterystyczny dźwięk. Kilka mieczy przeleciało obok szamana, rozcinając płachtę na wozie.
Halm zaś milczał, nie reagował na nic, chociaż bardzo możliwe, że miał wiele do powiedzenia w tej sprawie. Niestety jego duma sprawiała, że z uporem osła milczał.
18.10.2015, 16:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#39

Scythis wyprostował się, przełknął ślinę i nabrał tchu. Nadchodzi czas zmian.
Oj, Halm, Halm. Zachowujesz się jak rozwydrzony i zbuntowany nastolatek. Zwracam się do ciebie jak do dobrego znajomego. Wiedz, że chciałem ci pomóc. Po dobroci. Możesz być duchem, możesz być nawet starszy ode mnie o setki lat, ale musisz się jeszcze mnóstwo nauczyć.
Jestem Scythis. Znany szerzej jako Starzec. Niski, niepozorny. Można o mnie mówić, że brakuje mi piątej klepki. Noszę przy sobie szpadel. To niezbyt szlachetna i wykwintna broń. Nie roztaczam wokół siebie aury honoru, dumy i władzy, jak to robią mężni rycerze w posrebrzanych zbrojach. Ale nie bez powodu moja obecność powoduje obawę. Nie bez powodu to właśnie duchy powinny się mnie najbardziej obawiać. Nie jestem już dzieckiem i to nie mnie straszy się upiorami.
Jestem Scythis. Możesz nazywać mnie po imieniu. Możesz nazywać mnie też kłamczuchem. Wiedz jednak, że oprócz tego, jestem też nie najgorszym szamanem i nie będzie błędnym nazywać mnie twoim Kresem.

Starzec mógł niewiele pamiętać z okresu, gdy był opętany, ale sam proces nie był dla niego tajemnicą. Oprócz tego sam fakt wystąpienia takiej sytuacji, nawet jeśli była dawno, dawał Scythisowi pewną zaletę - w tym wypadku nie różniło się to aż tak od chorób, na jakich grabarz się tak przecież dobrze znał. Kaszel może nie oznaczać zdrowia, ale wyjście z niego jest zwiastunem polepszonej odporności.
"Duchy nie są materialne. Na nic prężyć przed nimi mięśnie, Scysiu", mówiła do niego matka. "Duchy działają w trzech sferach. Najpierw starają się pobudzić twoje emocje, by zakłócić twój rozum i zaczepić się o twoją duszę. Zupełnie jak pasożyt. Nie daj się wyprowadzić z równowagi, nie pozwól narzucić im ich sposobu myślenia. A co do manipulacji duszą... nauczysz się sam."
Nie było tajemnicą, że wszechogarniający gniew był nie do odrzucenia, ale szaman nie czuł się nim osaczony. Wręcz przeciwnie, czuł, że wcale mu nie przeszkadza, przy czym zachował trzeźwość umysłu, co było chyba najważniejsze.
Co było zabawne, to nie siwobrody uległ emocjom, a Halm. Zdenerwował się na Scythisa za jego beztroskie podejście do ducha, który próbował być mroczny, zły i straszny jak samo licho. I najpewniej za porównanie go do buntowniczego nastolatka. Szaman był zwierciadłem. Wykorzystywał krok po kroku przeciwności losu, używając ich sił, by samemu zdobyć przewagę. A teraz... odpowiednia chwila na punkt kulminacyjny.
Mana Starca aż wrzała w jego ciele. Gdyby mogła, przybrałaby z pewnością materialną postać. On nie był jednak czarodziejem, nie wypuści z siebie wiązki piorunów ani ścian ognia. On jest szamanem, a jego energia jest ściśle powiązana z duszą. Ani myślał przywoływać teraz czegokolwiek. Skupił się natomiast na duszy swojej i tej, która tak chciała do niej przylec. Była blisko.
"Manipulacji duszą... nauczysz się sam". Przyszła pora na to, by człowiek opętał ducha. Scythis mógł nie być imponujący fizycznie, ale cała jego moc tkwiła właśnie w duszy. Obca obecność nie była dla Starca zaskoczeniem, gdyż dokładnie wiedział o istnieniu duchów. Tymczasem  przy dobrych wiatrach okaże się, że to pierwsze spotkanie Halma z wcale nielichym szamanem. Atak z zaskoczenia to kolejny profit, który przynosił korzyść siwobrodemu.
Zaskoczyć, osaczyć, stłamsić, zmiażdżyć, przejąć. Halm musiał przyjąć do wiadomości, że to nie on był drapieżnikiem i że to nie niepozorny z początku Scythis był ofiarą. Role się odwróciły.
Oprócz gotującej się w szamanie energii, również jego talizman nie pozostawał obojętny. Zdawało się, że brał czynny udział w całym procesie.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
28.11.2015, 21:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#40

MG

Wewnętrzna walka Scythisa z duchem weszła na zupełnie nowy etap i poziom. Halm bowiem zaczął odczuwać to, co człowiek postanowił uczynić z nim. Przeklął w sobie, mając świadomość nadchodzących zdarzeń. Co jak co, ale nie spodziewał się, że będzie miał okazję spotkać w miarę rozgarniętego szamana na swojej drodze. Z drugiej strony patrząc mógł to całkiem sprytnie wykorzystać... Tak, teraz toczył się jeszcze wewnętrzny spór ducha czego powinien słuchać, czy swojej dumy, a może zrobić coś ważniejszego i wyższego, niźli wielbienie swojego ego.
- Skoro tak stawiasz sprawę łączniku światów... Nie, kazałeś mi mówić o sobie jako Scythis... Więc Scythisie, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo! - Krzyknął Halm, zanim zniknął z umysłu staruszka. Gdyby można było zobrazować tą sytuację, to wyglądałoby to mniej więcej tak, jakby w samotnie stojące, nagie drzewo, uderzyła ogromna fala, która zdmuchnęła je bez śladu.
Na moment jazgot pochodzący z nieszczęsnego zawiniątka zamilkł, ale nie trwało to długo. Po dłuższej chwili znów dźwięk zaczął się wydobywać, zaczynając od cichego jęku, który stopniowo przechodzić w coraz wyższe tony. Na domiar złego obok szamana stał jakiś facet. Czarne, poszarpane przez wiatr włosy, nieobecne oczy koloru smoły i równie ciemna chusta zakrywająca resztę twarzy. Na odzienie osobnika składał się płaszcz wierzchni, który także do gładkich nie należał. Ręce trzymał w głębokich kieszeniach, lekko pochylając się w kierunku pakunku.
- Masz beznadziejnych znajomych... - Syknął do szamana, znajomy głos. Tak, to był Halm. Im dłużej wpatrywał się w ową rzecz, tym bardziej rozświetlała się białym światłem.
- Pytałeś mnie czy ja coś tam komuś wcześniej zrobiłem... Nie, to nie byłem ja. Bardziej obstawiałbym na To, ale nie wiem czy coś Ci to pomoże. Lepiej tego teraz nie dotykaj, bo to cholerstwo najgorszym paskudztwem jest jaki mogło wydać łono maga. I na przyszłość zapamiętaj... Nie zbieram ziółek, ani nie robię eliksirów! Wolę opiekować się zwierzętami. - Mruknął na koniec, wracając do wcześniejszej wypowiedzi Władcy Szpadla. Odwrócił się od wozu i odszedł kilka kroków od niego, po czym rozsiadł się na trawie, nie przejmując się tym, że przelatywały przez niego kolejne bronie. Westchnął tylko ciężko, jakby był świadomy, że niczego już nie zmieni w swoim położeniu i zostaje mu czekać, tylko nawet nie wiadomo na co.
Obozowicze natomiast niby początkowo się uspokoili, jakby fale negatywnej energii przestały do nich docierać, ale zaraz po wyrzuceniu Halma z umysłu szamana, wszystko wróciło do wcześniejszego stanu. Las stopniowo zaczynał tracić cierpliwość, ale tylko boskie smoki wiedzą co nadchodzi do miejsca, skąd dobywa się jazgot najemników. Pozostaje się tylko modlić o coś niegroźnego, co by nie pozabijało wszystkich samą swoją obecnością.
12.12.2015, 22:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki