Atarashii




Leśne Chaszcze
#41

To, co się następnie wydarzyło, było dość zaskakujące. Co jak co, Scythis mógł być rozgarniętym szamanem, ale okazało się, że właśnie trafił na równego sobie ducha. To było... ciekawe doświadczenie. I możliwe, że pojawi się za nim jeszcze ciekawsza historia. Ostatecznie Halma nie udało się schwytać. Ale i to było satysfakcjonujące. W końcu to, co nastąpiło, było postępem. I to całkiem niezłym.
- Cóż, nie miałem za bardzo możliwości wyboru. - odparł starzec, próbując się uśmiechnąć. Wąs i broda pewnie zakryła część jego twarzy, ale może to i lepiej? Nie wiedział, czy bardziej pojawił mu się banan na twarzy, czy może paskudny grymas. W środku zachowywał (a przynajmniej starał się zachowywać) pogodę ducha, ale wszechobecny gniew wpływał i na niego.
- Ano i właśnie, widzisz. - rzekł na koniec wypowiedzi ducha. - Zatem skoro to nie ty jesteś tym złym, to pomóż mi, do cholery, a nie zachowuj się jak dzieciak. Zdaje się, że jesteś jedynym, albo przynajmniej jednym z nielicznych, którzy mają jakąkolwiek wiedzę odnośnie tego, co się tu odwala. - mówił, szukając w wozie czegoś, co mogłoby posłużyć jako osłonę, żeby nie oberwać czymś od najemników napieprzających się nieopodal. Jeśli znalazł - wyszedł i klapnął sobie obok ducha, zasłaniając się, ale po tej stronie, by nie odgradzać się od niego. Jeśli niczego takiego nie było - wyszedł z wozu i oparł się o jego ścianę, odgradzającą jego i grupkę awanturników. - A co do zwierząt, to pewnie, dobre i to. Ja zwykle zajmuję się ludźmi, ale nie raz zdarzyło mi się zająć jakimś pupilem. Tylko że, widzisz, akurat zioła i eliksiry bardzo mi w tym pomogły. - pozwolił sobie na chwilę ciszy, zaś tę kwestię rzucił w celu pojednania. Ostatecznie on i Halm nie różnili się aż tak bardzo, jakby się mogło wydawać. Chyba.
- Także miło byłoby, gdybyś jednak mnie wsparł, Halm. Chodźmy gdzieś, z dala od tego pieprzonego worka z tym pieprzonym czymś, porozmawiajmy. Ty prowadź, jeśliś łaskaw - jeśli tu się kręcisz, chyba lepiej znasz ten las ode mnie. - rzekł Scythis.
"Warto byłoby uciszyć tamtych... Ale, cholera, jakimś wybitnym wojownikiem nie jestem. Znaczy, pewnie bym se poradził, ale po co ryzykować. Najwyżej ich Muta zeżre. A ja będę wracał pieszo."

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
15.01.2016, 23:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#42

MG


Halm zarechotał tak głośno, że jeśli byłby żyw i każdy mógłby go usłyszeć, to zapewne obudziłby cały las. Jego gromki śmiech zdawał się nie mieć końca, ano właściwie duchom nie trzeba płuc, to po cóż im robić przerwy na oddychanie. Korzystając z tejże drobnej właściwości, umarły tarzał się po trawie, nie mogąc się uspokoić. Czyżby tak bardzo rozbawiło go określenie, jakim posłużył się przed momentem szaman? A może to coś zupełnie innego wprawiło go w taki nietypowy nastrój? Niemniej po dłuższej... NAPRAWDĘ-CHOLERA-JASNA-DŁUŻSZEJ chwili Halm usiadł poprawnie na swoim niematerialnym tyłku, drapiąc się po czarnej czuprynie. W tym czasie zdążył przelecieć przez niego już jeden naramiennik, zaraz przyleciał także rozsznurowany but!
Duch zaś skrzyżował on ręce na piersi, a jego usta wygięły się w grymas sugerujący, że może duch używa mózgownicy do przetwarzania jakiś bardziej skomplikowanych danych.
- Scythis, taa? Słuchaj mnie staruszku-kłamczuszku, może i mam dosyć mocne przypuszczenia co to takiego jest, ale nawet jeśli podzielę się nimi z Tobą, to wtedy co? Zostawisz mnie i pójdziesz sobie w pizdu, a ja dalej będę siedział w tym zasranym lesie. Dlatego mam dla Ciebie prostą umowę, ja powiem Ci z czym masz według mnie do czynienia, a ty zrobisz dla mnie jedną przysługę... Myślę, że to uczciwa propozycja. - Nieobecne oczy wpatrywały się w szamana, a może w przestrzeń za nim, trudno było to określić. Po tych słowach, Halm leniwie podniósł się na prawie równe nogi - jego kolana bowiem ciągle były delikatnie zgięte, a dodając do tego pochylenie szyi tworzyło całkiem zabawną posturę.
Szpadel natomiast postanowił teraz zadbać o swoje fizyczne ciało. Przecież nigdy nic nie wiadomo, kiedy wokół Ciebie latają różnorakie bronie, przedmioty, bluzgi i inne elementy uzbrojenia. Niemniej z braku dobrej tarczy w wozie, pozostało mu skryć się za nim, byleby mieć nadzieję, że zaraz nie rzucą się i nie będą chcieli miotać w siebie choćby kołami czy płachtami, a kto bogatemu zabroni?
- Niby kiedyś miałem się uczyć o zielsku, ale mi wystarczyło wiedzieć czego moim podopiecznym nie dawać, co mogłoby je struć, a co szybko przywrócić do zdrowia... Ale naprawdę czyste podstawy, w życiu nie brałem swojego stada na jakieś dzikie pola, gdzie mogłyby się czegoś szkodliwego nażreć. Miały swoje małe, zadbane pole i było im dobrze, a przynajmniej tak mi się wydaje. Z resztą, jeśli jesteś w stanie wytresować zwykłą kurę czy kozę, to oznacza, że albo jest cwana, albo Ciebie lubi... A może obie te opcje. - Duch wzruszył ramionami, oglądając się za siebie, na walczących ze sobą najemników. Teraz walka przeszła na zupełnie inny poziom, bowiem mężczyźni gryźli się wzajemnie, drapali i kopali. Nie mieli przy sobie niczego czym mogliby walczyć, tylko swoje ciała, które marniały z każdą chwilą, jakby uciekało z nich życie.
- Tak, to zdecydowanie dobry pomysł, zwłaszcza dla Ciebie. Mi tam to różnicy już nie robi, jestem wyzwolonym duchem... Chociaż nie wiem czy to takie dobre. No nic, skoro chcesz się zdać na moją orientację w terenie, to ruszajmy. Taaa, ale nie mam żadnego celu na razie, więc nie wiem gdzie koniec końców wylądujemy. - Zarechotał rozbawiony. No tak, dla niego to nie byłby problem, gdyby się tutaj zgubił, bo i tak już nie żyje, to co mu szkodzi. Halm po tym ruszył w kierunku, który cel podróży wskazywałby Miasto Handlowe, ale szedł tak, żeby ominąć baraszkujących ze sobą najemników. Dopiero teraz Scythis mógł zauważyć, że ten duch stawiał specyficzne kroki... Jakby miał jakiś kołek wciśnięty w dupsko. Szedł spokojnie, patrząc co jakiś czas przez ramię czy staruszek za nim drepta, czy może go kompletnie olał.
Duch prowadził w dziwną, pokrętną, leśną ścieżkę. Była ona dosyć wąska, dwie osoby idące obok siebie to była maksymalna szerokość, ale miejscami trzeba było iść gęsiego. Młode pnącza zwisały z drobnych drzewek, jakby obciążając je i uniemożliwiając wzrost.
- Teee zapytam jeszcze raz, staruszku-kłamczuszku, to chcesz znać moje zdanie na temat tego kamienia? Miej świadomość, że jeśli odpowiesz twierdząco to będziesz musiał spełnić jedno moje życzenie, więc wybór pozostawiam Tobie. - Halm odwrócił się twarzą do swojego rozmówcy, mając nadal te swoje dziwne, nieobecne oczy.
08.02.2016, 23:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#43

Na swoim cmentarzu Scythis spotykał albo duchy ludzi, którzy dopiero co zmarli, albo tych, których znał i rozmawiał z nimi od dawna, albo to i to jednocześnie. Nie było więc niczym szczególnym, że zachowywali się prawie tak, jak za życia. Patrząc jednak na Halma... cóż. Widać było, że ostatnie lata - co najmniej - spędził w izolacji od świata, kręcąc się po nawiedzonym, opuszczonym przez bogów miejscu. Coś go strasznie rozbawiło. Starzec zaczął zastanawiać się, czy choroby dotyczą też duchów. W sensie, zachorować to raczej nie zachorują, no ale kiedy umarli na jakąś podłą chorobę albo byli psychicznie niedorobieni, pewnie przechodziło to na ich formę po śmierci. Możliwe zatem, że Halm zapadł na manię już za życia, błądząc tu. Drugą opcją było rzeczywiście to, że odbiło mu dopiero po, ee, wyzionięciu ducha. Śmierć wpływa tak na niektórych, jeśli nie mieli odpowiednich warunków do przejścia ze świata fizycznego do niematerialnego. A jeśli był zdrowy, co było dość wątpliwe... to co go tak rozbawiło? Mówią, że śmiech to zdrowie, ale tu zdecydowanie bardziej adekwatne byłoby określenie "co za dużo, to niezdrowo". Mimo to szpadelmistrz pozwolił wyładować się emocjonalnie duszy, która uspokoiła się po dłuższej chwili. "Cierpliwość jest cnotą". Tfu, kurwa, chujem. Mimo oddalenia się od tajemniczej substancji, ta wciąż na niego oddziaływała, powodując chęć agresywnego zachowania. Patrząc na przelatującego przez Halma buta Scythis zastanawiał się nad praktycznie bezpodstawnym przelaniem w niematerialną istotę many, przez co w tym momencie siedzący gość oberwałby rozpędzoną podeszwą przez łeb. "To byłoby zabawne", przemknęło mu przez myśl, ale postanowił podobne asy w rękawie zachować na później. Nie planował niczego złego w stosunku do Halma. Głupotą byłoby jednak pokazywać wszystkie swoje atuty już na początku rozgrywki. Zwłaszcza, że wiele ich nie pozostało, gdyż mimo sporej siły, Scythisowi wciąż brakowało doświadczenia - nieco paradoksalnie, bo w tym wieku powinien posiadać całkiem sporą wiedzę i praktykę. Tymczasem przygodę z szamanizmem rozpoczął na poważnie dopiero kilka miesięcy temu.
- A skąd. Może i zdarza mi się kłamać, ale nie jestem oportunistą ani oszustem, Halm. - skarcił się Scythis w sobie za używanie mądrego słówka. Nie lubił tego. Zwykle ludzie się nimi wymądrzający uważają siebie za lepszych od reszty. Pępki świata abaddochujem jebane. - Ja jestem szamanem. Jak pewnie wiesz, część z nas jest rzeczywiście zepsuta i zajmuje się demonami, sieją zniszczenie i takie tam. Ale większość stara się utrzymać dobre stosunki z zaświatami. Układ pomoc za pomoc jest najpowszechniejszym chyba kontaktem każdego szamana z każdym duchem. Nie wiem, może nie spotkałeś zbyt wielu takich jak ja, ale to co proponujesz było dla mnie oczywiste od samego początku. - rzekł dłuższą formułkę, całkiem szczerą. Przecież nie kłamał, kiedy nie było potrzeby. Cholera jasna, to nie jest nawet usprawiedliwianie się przed sobą. Tak po prostu jest. To chyba normalne.
- No, dobre i podstawy. Opieka nad czymkolwiek prawie zawsze współgra z zielarstwem. - odparł Scythis, zgoła nie wiedząc, co innego powiedzieć. Gdy duch spojrzał na najemników, Scythis również rzucił okiem w tamtą stronę. Zdawało się, ze szarpanina nigdy się nie zakończy. Trwała już dobre parę minut. Możliwe, że targani przesadnym gniewem najemnicy utracili finezję w walce na tyle, że zupełnie nie wiedzieli, jak wykorzystać broń i gdzie uderzyć, by zakończyć walkę, bo w normalnych warunkach potyczka skończyłaby się może po minucie. A może wcale nie chcieli kończyć awantury?
- Dla mnie wystarczy, że nie zaprowadzisz mnie do miejsca, gdzie moje szanse na przeżycie będą mniejsze, niż tu. Swoje lata mam, ale w ludzie w Mieście Handlowym sami się nie wykurują. I tak już za długo na mnie czekają.
Scythis pogodził się ze śmiercią najemnej straży karawany już jakiś czas temu. Zresztą, wkurzyli go wystarczająco, by odechciało mu się próbować podejmować jakichkolwiek akcji ratowniczych. Zaniepokoił go jednak widok drapiących i gryzących się wzajemnie mężczyzn. "To trochę gejowe", stwierdził.
- Ciekawi mnie, czy po tym, jak już się obgryzą z mięsa i pozdychają, jakiś sprytny Licz zrobi z nich swoje marionetki, które mnie zaskoczą, gdy już tu wrócę. I o ile tu wrócę. - rzucił luźną uwagą do Halma.
Idąc z początku za nim, a później starając się dreptać obok niego, Scythis zauważył, że duch chodzi w trochę dziwny sposób. "Jakby miał kołek wciśnięty w dupsko", stwierdził, "choć to trochę pedalskie, więc mam nadzieję, że nie". Ścieżka była dość ciekawa. Było tu ciasno, a roślinność, choć pewnie obumarła - co najmniej częściowo - sprawiała wrażenie miejsca względnie bezpiecznego. Przynajmniej jeśli chodzi o kamuflaż i możliwość przedarcia się tu... No, w sumie czegokolwiek. Póki co mogli być zaatakowani tylko z przodu i z tyłu. Z tyłu byłoby trochę ciotowato, więc Scythis nie oglądał się za siebie, licząc na to, że jeśli napadnie na nich zgraja potworów, to będą one hetero. Choć fakty przedstawiały się raczej tak, że drapieżne zwierzęta zwykle nie atakowały od frontu. W Starym Lesie jednak zwierzęta były raczej rzadkością.
Halm ponownie podjął temat przedmiotu w obozie. I w sumie dobrze.
- To byłoby głupie, gdybym w ciemno zaakceptował taką propozycję. Gdybyś miał jakieś posrane i cholernie dla mnie albo dla pewnych istotnych dla mnie spraw niekorzystne życzenie, najpewniej po prostu złamałbym obietnicę, więc i tak gówno byś z tego miał. Tymczasem jestem pewny, że jeśli twoje życzenie będzie w porządku, zaakceptuję taki warunek i obaj będziemy mieli jasno określone, na czym stoimy. - powiedział Scythis. - Chyba że koniecznie musi być to niespodzianka. Ale to głupie. Mógłbyś sobie wtedy zażyczyć, żebym do końca życia chodził tyłem na jednej nodze. Albo żebym po sprawie podcierał się nieheblowaną deską. Albo... albo dobra, lepiej nie będę podsuwał ci pomysłów. Ale rozumiesz, o co mi się rozchodzi, no?

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
09.02.2016, 15:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#44

MG


Duch zbliżył się do szamana na odległość dłoni. Dopiero teraz było widać, że Halm był o prawie głowę wyższy od grabarza. Wpatrywał się w niego tymi swoimi dziwnymi ślepiami, z których kompletnie nic nie można było odczytać, może poza poważnym brakiem czegoś w środku. Niemniej za cholerę nie szło określić o co dokładnie chodzi z tym upierdliwym duchem. Poprawił swoją chustę, która zakrywała mu większą część twarzy, starannie by nie było widać co tam takiego skrywa. Następnie odezwał się z lekka rozdrażniony.
- Ej, Staruszku-kłamczuszku, czy ja Ciebie kiedykolwiek okłamałem? No właśnie, więc cichutko. - Halm skarcił Władcę Szpadla tonem pełnym zgryźliwości. Może on także nie lubił, kiedy ktoś używał w stosunku do niego wyniosłej mowy "mądrych głów".
- Zauważyłem, że jesteś szamanem... Choćby temu, że mnie widzisz Staruszku-kłamczuszku. Ile razy kogoś spotykam, to mnie nie zauważają, a szkoda. Chętnie pobawiłbym się jak za dawnych lat. Życie po życiu jest wspaniałe, ale bycie pozbawionym wpływu na rzeczywistość to rzecz tak trudna do wytrzymania, że mam ochotę kogoś zabić! - Ryknął wściekły na Scythisa, choć właściwie nie miał ku temu powodu. Może liczył na to, że szaman coś odmieni w tej sprawie. Włożył łapy w kieszenie płaszczu, znowu garbiąc się jak poprzednio, wracając do swojego "przeciętnego" wzrostu. Słysząc zaś dłuższy monolog staruszka, wyglądał na lekko znudzonego. Chyba mało rzeczy go obchodziło, możliwe że chciał tylko osiągnąć swój cel i nic poza tym.
- Nie no... Bawimy się w ciemno. Karty w łapie trzymasz do samego końca, czy do połowy rozdania, żeby potem wszyscy zobaczyli co tam takiego skrywasz? Chociaż sądząc po Twojej siwiźnie to nie wiem czy za czasów Twojej świetności grywało się w karty... Może w żywe kości, hm? Wyłupywaliście kostki i chrząstki z palców u ręki i sobie nimi rzucaliście? Z resztą, nieważne. Poza tym nie wiem czy po mnie aż tak tego nie widać, ale na litość smoków! Tutaj żadna normalna dusza się nie zapuszcza, chyba że ma jakieś ciężkie problemy z trzeźwą oceną sytuacji... - Halm zrobił dłuższą pauzę, głowę odwracając w kierunku obozowiska. Jego wzrok nadal był dziwnie nieobecny, ale wyraźnie wskazywał na to, że miał na myśli najemników.
- Chociaż z drugiej strony jak patrzę na te ciołki, coś z nimi przybył, to w sumie nie dziwota. No to Staruszku-kłamczuszku, układ jest taki, że pomożesz mi, ja pomogę Tobie... I myślę, że jednak lepiej będzie po tym wszystkim jak wrócisz do obozu, zbierzesz co ciekawsze rzeczy i wypierdolisz stąd do tego Twojego Miasteczka Handlowego. Dobra, trzeba się ruszyć, bo to miejsce jest oddalone stąd o niespełna pół dnia drogi, albo co najmniej kilka godzin. Na Twoje szczęście znam skróty, ale jak się utopisz w błocie czy purchawie to na mnie nie patrz. - Wzruszył leniwie ramionami, odwracając się do Scythisa plecami. Ostatni raz popatrzył na obozowisko, po czym wyruszył przed siebie, w kierunku swojego celu. Nie mówił już nic poza tym, jedynie cichy szum wiatru wydawał jakikolwiek dźwięk.
13.02.2016, 13:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#45

Scythis nie patrzył nawet w oczy Halmowi, gdy ten przybliżył się na zbyt niedużą odległość. Co on próbował osiągnąć? To wyglądało na prowokację. Zwykle gdy ludzie tak do siebie podchodzili, to albo byli parą, albo chcieli sobie wzajemnie wpierdolić. W dodatku Halm zdawał się wyprostować. Niestety dla niego, grabarz nie miał jakichś kompleksów z powodu wzrostu. Ale cóż, jeśli duszek chciał się drażnić...
- Zobacz, jaki ciekawy krzak! - przerwał mu na "no właśnie", celując prawą ręką i palcem wskazującym dokładnie naprzeciwko siebie, co oznaczało, że jego ramię przenikało właśnie przez ducha. Następnie ruszył przed siebie, przenikając przez towarzysza. Nie było to jednak zupełnie bezmyślne - idąc, przed siebie stawiał co krok najpierw szpadel, później stopę. Wcześniej starał się też przejrzeć trasę, by nie wypieprzyć się o jakiś konar, ale niczego nie mógł być pewnym. Odwrócił się jednak po dwóch-trzech krokach. - Wybacz, tak naprawdę chciałem mieć odrobinę przestrzeni dla siebie. Ale uważaj, naprawdę mnie nie prowokuj. Mogę ci zaszkodzić na masę różnych sposobów, tak samo jak ty mi. Z tym, że z tego co widzę, na ciebie tamto coś w obozie raczej nie wpływa, a na mnie owszem, nawet, jeśli potrafię się opanować. Póki co. Nie traktuj tego jak groźbę ani zaczepkę, chociaż faktycznie tak to może brzmieć, ja po prostu przedstawiam ci fakty. - rzekł. I rzeczywiście. Jak się wkurwi, to po prostu go zje. Jeszcze nie słyszał o duchu, który potrafiłby uchronić się przed wchłonięciem.
- Jeśli chcesz, mogę cię poczęstować kawałkiem życia. - powiedział na dalszą część tego, co mówił Halm, zupełnie niezrażony jego słowami. Frustracja wynikająca z nieżycia i pewnie z jakichś problemów tego ducha mogła rzeczywiście być przyczyną gniewu. - Tylko po chuj? Na razie mógłbyś wpływać tylko na krzaki dookoła. Albo ewentualnie na mnie, a gdyby mi się to nie podobało, to bym ci ten kawałek zabrał. Ale jak będziesz chciał coś zrobić, to mów, tylko przedstaw mi od razu przedmiot sprawy. Nie wiem, czy kiedyś jakiś szaman cię przywoływał, więc powiem tylko, ze jeśli już się przyzwyczaiłeś do duchowej formy, to na początku możesz czuć się ociężale.
Następnie duch postanowił, na czym w końcu polegałaby ich współpraca. Czyli dalej pozostawał przy działaniu w ciemno. No i dobra, niech będzie i tak. Zdaniem Scythisa lepiej byłoby, gdyby obaj mieli wszystko czarno na białym, ale skoro Halm se właśnie tego życzy, to niech będzie, niech ma coś z... życia, hehe.
- Grało się, grało. I w karty, i w kości. I w te ludzkie zresztą też, hehe, chociaż to już na inną historię temat, taką do gorącej herbaty z prądem. A na takie warunki... Niech będzie, że się zgadzam, choć skoro już mówisz, że "normalne dusze" się tu nie zapuszczają, to tylko wzmaga ryzyko tego, że będziesz chciał, żebym podcierał się nieheblowaną deską. Ale dobra, dobra. W porządku. - powiedział szaman, odnotowawszy również, że skoro Halm mówił o jego podeszłym wieku, to sam prawdopodobnie jest całkiem młody i umarł dość niedawno.
- No pewnie, że wrócę do Miasta Handlowego, po co mam tu siedzieć. A co do zebrania ciekawych rzeczy, to może masz rację. Nie zabieram raczej cudzej własności, ale myślę, że jak wrócimy, to zastaniemy wszystkich w obozie martwych, więc po co to wszystko ma tu leżeć. - powiedział, zastanawiając się jednocześnie nad aspektem moralnym takich czynności. - I żeby nie było nie porozumień, nie myślę tak pod każdym względem. Po śmierci majątek raczej nie zmienia właściciela, ale to co człowiek chce zabrać ze sobą do grobu, powinien mieć przy swoim sercu. Czyli przy sobie. - powiedział, wyciągając piersiówkę z kieszeni przy sercu... Znaczy, z lewej strony szaty. Gulnął sobie samogonu. Niestety, zostały go śladowe ilości, więc upić to się tym nie upije. - Ja tam jestem uczciwym grabarzem. Gardzę hienami cmentarnymi.
Starzec odnotował też ostrzeżenie Halma. Wiedział, że w tym miejscu należało uważać, ale w tym momencie jego ostrożność wzrosła podwójnie. Od tego momentu ostrożnie stawiał kroki i przed każdym z nich badał teren szpadlem, używając go, jak niewidomy laski. Co prawda przeciętny szpadel był mało poręczny. Pod tym względem narzędzie Scythisa różniło się od reszty, choć nadal brakowało mu lekkości laski. Mimo to, szaman też jak na swój wiek był bardzo sprawny, więc dawał sobie radę i powinien bez większych problemów nadążyć za duchem.
//(Ej, minęło już kilka postów, to chyba powinienem se zregenerować manę do pełna, czo?)

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
13.02.2016, 23:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#46

MG



Halm mimo wszystko lubił swoją duchową formę, bo przede wszystkim była bardzo wygodna. Potrafił wchodzić w cudze umysły, gmerać w nich, zabawiać się we wnętrzu istoty, dobijać psychicznie i czyniąc ją wręcz obłąkaną. Jeszcze nigdy nie udało mu się przejąc na stałe jakiegoś ciała, ale z drugiej strony jeszcze nigdy nie miał ku temu okazji. W końcu także nikt nie mógł go zranić, mógł przelatywać przed drzewa i inne przeszkody terenowe, które inni ludzie musieliby unikać. No niestety, teraz ta zaleta obróciła się przeciwko niemu, bo Scythis tak po prostu przeszedł przez jego widmo. Zapewne zdecydowana większość istot teraz by się wściekła, dała upust swojej złości, w jakiś sposób dokuczył szamanowi, ale nie Halm. Duch od razu roześmiał się w głos, odchylając swoją głowę do tyłu. Nadal na jego nosie i ustach była ta czarna chusta, ale ten fakt mu nie przeszkadzał. Widmo jedyne co robiło to znowu ryczało ze śmiechu, jak to już chyba miał w zwyczaju, naprawdę dłuższą chwilę. No nic, trudno będzie ogarnąć tego typa.
- Krzak? To chyba się nazywa broda, ale ja tam się nie znam... Nigdy nie miałem zarostu. - Odpowiedział, kiedy nareszcie się uspokoił. Naprawdę, ten duch powinien brać jakieś miksturki uspokajające, bo zachowuje się jak jakiś pojebaniec. Chociaż z drugiej strony taki już urok jego towarzystwa.
Scythis na szczęście bezpiecznie przeszedł i stał na nieco ubitym mchu. Przynajmniej na razie nic mu nie groziło, poza dziwnym widmem, po którym nigdy nie wiadomo co do końca można się spodziewać.
- Hm? Interesujący... Chciałbym już teraz poznać te karty, które skrywasz w ręce, a może masz jeszcze jakieś ciekawe asy? Tak dawno nie czułem się podekscytowany tym, że jakiś człowiek będzie w stanie mi grozić. Kiedy wchodziłem w umysły zwyczajnych zjadaczy chleba, bywało w nich paskudnie nudno. Nic interesującego, nic czym mógłbym się pobawić dłużej niż chwilę, a rzucanie się w błoto, by za chwilę utonąć niczym nieostrożna sarenka już wyszło z mody... Szkoda, że kiedy przejmowałem ciała, nie nabierały mojego wyglądu. Hyh, mógłbym się wtedy naprawdę zabawić. - Zarechotał swoim paskudnym głosem, pełnym wyższości, chociaż tak naprawdę nie miał ku temu powodów. Może tylko droczył się z szamanem, oczekując jakiejś interesującej go odpowiedzi.
- Nie potrzebuję na razie ciała. Zbyt długo opracowywałem mój plan, uwzględniłem to, że jestem duchem. Ty za to jesteś fizyczny, więc jak wspominałem wcześniej, po prostu mi pomożesz, proste. Spokojnie, nie będziesz się podcierał tą nieoheblowaną deską... Z resztą co to byłaby za przyjemność. Stare dupsko w zmarszczkach i pewnie z obwisłą skórą na kawałku drewna. Nie, jestem sadystą, ale bez jaj... Moje oczy cierpiałyby bardziej, niż to tego warte jest. Zatem spokojny Twój rów między pośladami! - Znowu się zaśmiał. Tak, dzisiaj dopisywał mu humorek i to nie byle jaki. Nie ważne, że tylko on się z tego śmiał, bo przecież mało go interesowało czy jest zabawny w oczach innych.
Halm powoli przeszedł przez szamana, powoli kierując się w stronę swojego tajemniczego celu. Nadal trzymał łapy w kieszeniach i szedł w wyraźnym rozkroku, nie wspominając o jego zgarbionej sylwetce.
- Oni z pewnością będą martwi. To się dzieje z ludźmi o słabej woli i duszy... Zwłaszcza jeśli mają do czynienia z czymś takim... - Wzruszył ramionami. Właściwie to mało go obchodziło co stanie się z tamtymi najemnikami. Nie znał ich, z resztą co go żyjący obchodzą i sposób w jaki umierają, to nie przywróci mu życia, ani nie da tego czego szuka.
- Tak, tak... Zawsze tak wszyscy powtarzają. - Mruknął wyraźnie bez humoru.
Widmo szło powoli, w milczeniu. Jego chusta powiewała swobodnie w tył, ale im dalej szli tym robiła to nieco energiczniej. Także coraz bardziej się garbił, jakby czuł niewidoczny nawet dla szamana opór przed sobą. Władca Szpadla natomiast miał ciężkie zadanie, bowiem za pomocą swojej broni musiał sprawdzać podłoże przed sobą. O ile duch miał serdecznie wywalone na to po czym stąpa, bo przecież był niematerialny i wciągające błoto go ani nie grzało, ani nie ziębiło, to dla staruszka mógł być to pewnego rodzaju problem. Po jakiś dziesięciu minutach metalowa część łopaty bez oporu wbiła się w mięciutkie błotko (niczym nóż w mało), przykryte niewielką warstwą mchu. Po dłuższych oględzinach okazało się, że ta mina ma około półtorej metra średnicy i trzeba ją obejść na około, modląc się, by wisząca roślinność nie spętała szamana.

[Gomene, zapomniałam, wklej do pełna]
14.02.2016, 20:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#47

- Poważnie? Taka długa broda to świetna sprawa. Możesz w niej trzymać zioła albo wysiadywać kurze jaja. Jak się postarasz, to nawet gorzałę idzie skitrać. - powiedział Scythis, choć nieczęsto potrzebował kryjówki na buteleczkę. Od tego to miał kieszeń. Nie reagował jakoś szczególnie na niekonwencjonalne pozy i czynności swego towarzysza - ostatecznie szło się do tego przyzwyczaić, a w ciągu swojego długiego życia Starzec nie z takimi przypadkami miał do czynienia. No, wiele ich co prawda nie było... No dobra, AŻ TAKICH to w ogóle nie było. - Cholera, czyli grzecznym i wzorowym obywatelem to ty nie jesteś. Zwykle pozbywałem się takich duchów jak ty, ale już się na coś umówiliśmy. No trudno. Znaczy, nie zrozum mnie źle, nie jestem jakimś łowcą złych duchów, czy coś, po prostu szkoda mi ludzi, więc jak mi się jakiś taki nawinie, to się pozbywam, a jak nie, to nie szukam. O, swoją drogą, opowiem ci coś. Wiesz, że kiedyś byłem opętany? - zagadnął, siląc się na jakiś interesujący ton głosu. - Przez jakiegoś strasznego skurwisyna. To było z pół wieku temu, jakoś tak. Jako dzieciak normalnie brałem szpadel, zabijałem kogoś a później zakopywałem. Nic po mnie nie było widać, nie? Dobrze, że moja matka była szamanką, bo gdyby ktoś odkrył co odpierdalam nocą, toby mnie spalili na stosie, nie siląc się na żadne egzorcyzmy. Ale jakoś tak to się stało, że moja szanowna rodzicielka jakoś to odkryła i pozbyła się tego skurczybyka. Ale pociąg do szpadla i kopania pozostał. Tyle że zamiast kopać rowy, zostałem grabarzem. Jakoś tak to się potoczyło, no.
Plan, duch, fizyczny. Nieheblowana deska.
- Chwila, chwila, nie obrażaj mnie. Mam dupę jędrniejszą, niż ci się wydaje. Żyję całkiem zdrowo, no i warzę sobie takie ciekawe miksturki. Mam zdrowie dwudziestolatka. No, prawie, hehe. - odparł. Może i miał siwe włosy i zmarszczki na twarzy, ale fizycznie rzeczywiście był sprawny, jakby był o kilkadziesiąt lat młodszy. Możliwe że działały te jego napary, może to było placebo... Tak czy inaczej, kamień filozoficzny czekał nie tak daleko w kolejce.
Powstrzymał się jednak od kolejnych komentarzy odnośnie najemników, kupców czy też jego uczciwości. Nie było sensu ciągnąć tych tematów. Co prawda Scythis zdążył już się odrobinę polubić z towarzystwem odwożącym go do domu, ale po pierwsze - nic by na ten los nie poradził, zaś po drugie - śmierć uznawał za naturalną część życia i nie było czym się przejmować.
Patrząc na krok Halma, Starcowi nasuwały się kolejne wnioski, a chcąc powiedzieć coś, co miał zamiar, mógł go urazić. Choć niekoniecznie. Nie widział też powodu, dla którego miałby ugryźć się w język. Znaczy widział, ale w momencie w którym dowiedział się, że jego towarzysz bezkarnie przynosił prostym ludziom śmierć, a ich rodzinom cierpienie, jakby czuł się mniej z nim związany. A chciał się nawet zakolegować. Tymczasem teraz chętnie by go oszamał.
- E, Halm. Jeśli można wiedzieć, to powiedz mi no, czy byłeś mordercą, na którym towarzystwo postanowiło wykonać samosąd i nabić go na pal? Straszna śmierć. Przypomina mi toooOOOooOO - urwał zaskoczony, niemal tracąc szpadel, który zagłębił się gdzieś w bagno. Zaparł się i wyciągnął narzędzie. - Czej chwilę, muszę to jakoś obejść. Niby na skok żadna przeszkoda, ale mam cholernie niewygodną szatę - rzucił i zaczął badać teren boczny. Zwrócił uwagę na to, czy w krzakach po lewej i po prawej stronie nie było już grząsko (używając szpadla) oraz na gęstość roślinności i na podstawie tego wybrał odpowiednią stronę do obejścia paskudztwa. Zebrał dolną część szaty w dłoń, by nie zaczepiać się o wystające konary. Przedzierał się na ugiętych nogach, stąpając twardo i napinając mięśnie oraz mrużąc oczy, coby w oko jakąś gałęzią nie dostać. Szpadel zaś trzymał tak, by trzon znajdował się nieco przed jego głową i na jej wysokości, żeby się jakąś lianą paskudną o szyję nie złapać. W każdej chwili też był gotów puścić rękę z szatą i złapać się gałęzi, w wypadku, gdyby zaczął tracić równowagę i niebezpiecznie przechylać się w stronę dołu z ruchomymi piaskami, czy jakkolwiek nazwać to cholerstwo.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
14.02.2016, 22:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#48

MG


Halm zarechotał słysząc obronną wypowiedź na temat pośladków grabarza. Szczerze powiedziawszy ten jego ciągły śmiech z każdą chwilą mógłby wydawać się coraz to bardziej irytujący. Chociaż właściwie tym razem był nieco inny, niźli poprzednim razem. Teraz brzmiał znacznie bardziej gorzko, jakby widmo było pozbawione swojego nietypowego poczucia humoru, albo po prostu zużył zbiorniczek z jego szatańskim rechotem i teraz się odnawiało, co oznaczało, że nie mógł się tak śmiać, chociaż właściwie powód zmiany jego nastroju może być jeszcze zupełnie inny, ale kto by tam ogarnąć potrafił takie dziwne widmo.
- Wiesz co, mimo wszystko nie chciałbym tego sprawdzać... Nie pociągają mnie męskie zadki. - Skwitował krótko, lekko szyderczo. Nie skomentował natomiast faktu, że szaman niegdyś był opętanym. Może mało go to interesowało, może po prostu już gdzieś to widział. Halm prowadził ten jakże skromny pochód, wpatrując się tymi swoimi nieobecnymi, czarnymi oczami przed siebie, jakby czegoś szukał. Niestety, nawet intensywny obserwator niczego interesującego by nie zauważył. W między czasie Scythis musiał walczyć z drobnymi przeszkodami terenowymi. Wpadł na bardzo dobry plan, właściwie dość oczywisty, ale powinien zadziałać, a to chyba było najważniejsze. Zwisająca roślinność ograniczała widoczność jak i możliwość balansowania ciałem, gdyż jeden niewłaściwy ruch i mogłoby być tragicznie niebezpiecznie. Przy okazji tak ułożony szpadel uchronił przed uroczymi szubienicami autorstwa matki natury - jedna z nich została przecięta bez jakiegokolwiek oporu. Niechże ktoś powie, że bogowie to nie są cwane istoty... Niestety pod sam koniec przeprawy jedno z pnączy poruszyło się pod wpływem przecięcia poprzedniego. Było ono dosyć grube, a jeśli staruszek dostałby nim przez głowę, to mógłby skończyć w błotku. Pozostało mu zatem skorzystać z tego, że obok niego była gałąź, o którą szybko się złapał i przyciągnął, puszczając szaty. Jak łatwo się domyślić, cały jej dół był ubabrany, ale jednak życie było ważniejsze w tym bilansie. Później zostały dwa kroki do suchego terenu, które to szybko przyszły szamanowi i mogli w spokoju podążać dalej.
Scythis natomiast wcześniej już poruszył dość drażliwy dla widma temat, dotyczący śmierci jegomościa. Tenże miał już obrzucić staruszka wzrokiem pełnym pogardy i zgryźliwości, ale niestety - spojrzenie wciąż było tak dziwnie nieobecne, wręcz chore. Długo czekał, żeby zacząć o tym opowiadać, a równie dobrze może w ogóle myślał czy podjąć tą rozmowę.
- Na pal? Najpierw mówisz o nieoheblowanej desce, teraz o palu... Czy ty lubisz jak wtykają Ci w dupsko drewno czy co?! Naprawdę, tak się cholera uczepiłeś tego motywu, nie pojmuję o co Ci z tym chodzi, może mi wytłumaczysz! Z resztą, skoro o to pytasz to jakby Ci powiedzieć, Staruszku-kłamczuszku, no w sumie nie wiem. Ogólnie rzecz biorąc wybrałem się na wyprawę w te strony, gdyż szukałem czegoś bardzo istotnego w czasach kiedy żyłem. Niestety, to co jest w obozie, spotkało też mnie. Niestety, mimo że w duchu z tym walczyłem, nie byłem w stanie z tym wygrać, gdybym choć miał pojęcie o szamaństwie, duchach może i bym wszystko potoczyło się inaczej, zamiast tego jestem tutaj. - Spojrzał w niebo, miał wyraz twarzy kogoś, kto... By się modlił. Trwało to z dłuższą chwilę.
Mężczyzna wróciwszy do wędrówki w dalszym ciągu szedł mocno zgarbiony. Mruczał coś do siebie pod nosem, na tyle cicho, że niestety Scythis nie mógł usłyszeć co dokładnie on tam mamrotał. Leniwie stąpał naprzód, chociaż jakby się przypatrzeć, to z każdym jego krokiem było widać coraz większy opór. Początkowo nawet szaman niezbyt mógł wykryć źródło tegoż problemu, niemniej im dalej w las, tym nawet Władca Szpadla czuł coś, co go delikatnie zatrzymywało. Nie były to żadne pnącza, podmokła ziemia czy inne cuda natury, skądże! Po prostu jakby powietrze stało się cięższe. Ludzie mawiają, że kiedy atmosfera robi się zbyt gęsta, to można ją ciąć nożem... W tym przypadku to powiedzenie można by potraktować bardzo, ale to bardzo dosłownie.
- Zbliżamy się. - Mruknął do Scythisa, który mógł dostrzec na swojej szacie delikatne muśnięcia wiatru. Wszystkie drzewa w okolicy były pozginanie w różne strony, ale dopatrzeć się prostego było niemożliwością.
16.02.2016, 17:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#49

Wyglądało na to, że widmo słabło z każdą chwilą i szło z coraz większym oporem. Przynajmniej tak się wydawało grabarzowi. Prawdopodobnie młodzieniec-kłamczuszek skłamał odnośnie tego, że nie ma żadnego konkretnego celu w sensie geograficznym.
- O, w takim razie mnie nawet uspokoiłeś. - odparł Scythis, drapiąc się po tyłku. Tę część ciała opuścił niepokój, pozostawiając za sobą chłodny dreszcz, a następnie nieznaczny świąd na prawym pośladzie.
Przedzieranie się przez chaszcze jakoś poszło. Co prawda spód szaty był umazany w błocie, ale to nie była żadna odmiana. Praktycznie w każdym tygodniu zdarzało się coś takiego, gdy szaman doglądał cmentarza. Nie bał ubrudzić sobie rączek, szaty więc analogicznie też nie. I tak szli sobie dalej, nie spotykając póki co jakichś szczególnych niespodzianek. Cisza, spokój, morza szum, ptaków śpie... chociaż nie, to jednak nie jest odpowiednie miejsce na podobny opis. Na szczęście za krzakami nie czaiły się minotaury, żywe szkielety i muty, więc szczególnie źle też nie było. Gdyby jednak grabarz nie był przyzwyczajony do tak ponurej, wręcz grobowej, hehe, atmosfery... zapewne trząsłby gaciami ze strachu. Nawiedzony, ogromny las, w którym za każdym drzewem mogła czaić się śmierć. Ba, można było się na nią natknąć nawet na zwykłej ścieżce, zaś dół z rzadkim błotem był zaledwie tego zapowiedzią.
W pewnym momencie grabarz poruszył drażliwy temat. Prędzej czy później z każdym z duchów wspominał tę kwestię, ale zwykle było to później, z o wiele bardziej przyjaznymi widmami, w dużo bardziej sprzyjających okolicznościach. Spodziewał się więc reakcji, jaka nastąpiła na pytanie.
- Och. No wybacz. Tamto o desce to był tylko niewinny żarcik - rzekł Scythis zachowując całkiem poważny ton, choć skryty pod brodą uśmiech dawał o sobie znać. - a pal przyszedł mi do głowy, patrząc na twój chód. Sam musisz przyznać, że nie jest taki se... zwykły. Wyglądasz, jakbyś zsiadł z konia po tygodniowej podróży bez przerwy, albo... - mówił Starzec, lecz ugryzł się w język, zanim rzucił kolejną drewnianą metaforą. Co za dużo, to niezdrowo. Ale zaskoczyło go nieco, że Halm zginął z powodu napotkania na ten dziwny przedmiot, który znalazł się teraz w obozie. - Och. Hm. No nic. Będę musiał pomyśleć, jak dasz mi kolejne wskazówki. Albo jak sam jakieś znajdę. - rzekł, choć nieszczególnie się do tego przykładał, póki co.
W końcu tajemnicze efekty oporu, o dziwo, człowiek-szpadel zaczął dostrzegać również na sobie. Jakaś dziwna emanacja z miejsca, do którego się zbliżali. Jakby stała fala uderzeniowa albo jakieś niezwykłe oddziaływanie. Na naukach Scythis niezbyt się znał, więc nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć owego zjawiska. A szkoda, gdyż gdyby potrafił, być może łatwiej byłoby mu je przezwyciężyć. Choć póki co nie było szczególnie szkodliwe, wkrótce mogło stać się silniejsze, a może nawet groźne.
- Ano. Domyślam się. I czuję. - odparł na mruknięcie Halma. I rzeczywiście tak było. Próżne były jednak wysiłki zwojów mózgowych Starca, wydedukowanie co na niego czeka na miejscu było wyjątkowo trudne. - Chciałbyś mi może coś powiedzieć, zanim dotrzemy na miejsce? - zapytał. Jeśli duch miał rzeczywiście jakiś istotny cel i nie było nim zaciągnięcie Scythisa w pułapkę - co było możliwe, jeśli wyczuł, że w starciu psychiczno-duchowym sobie nie poradzi - to powinno mu zależeć na tym, by siwobrody przeżył, przynajmniej przez jakiś czas. Jeżeli więc grabarz powinien o czymś wiedzieć, to był to przedostatni dzwonek, by go o tym powiadomić.
Szaman zatrzymał się na chwilę i wziął głęboki oddech, zamykając oczy na moment. Starał się wyczuć siłę złowrogiej aury gniewu. Powinna ona go opuścić, gdyż zdawało się, że przeszli nie lada odległość. Nie zajmował się tym jednak szczególnie długo - parę sekund później wznowił spacer.
Szpadlowładny skoncentrował się na sygnałach docierających do niego zewsząd. Szczerze mówiąc, nie bał się śmierci. Jeśli miał umrzeć, to tak właśnie będzie. Głupio jednak byłoby dać się wyprowadzić w pole przez jakiegoś zwykłego ducha. Postanowił sobie, ze jeśli duch prowadzi go w zasadzkę, Starzec na przekór wszystkim przeciwnościom losu z całych sił postanowi zwyciężyć i zemścić się na żartownisiu.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
16.02.2016, 19:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Leśne Chaszcze
#50

MG


Wiatr wydawał się chłodny, chociaż może to dlatego, że po prostu w lesie było mniej światła słonecznego, co za tym idzie znacznie mniej ciepła, które można byłoby odczuć na swojej skórze. Halm naciągnął mocniej chustę na twarz, po czym włożył łapy do kieszeni.
- Hah, może kiedyś zobaczysz mnie na koniu... Może jak zasłużysz Staruszku-kłamczuszku. - Próbował się silić na swój humor, ale w dalszym ciągu nie był gotowy do użycia. W dalszym ciągu szli powoli przed siebie, ale grabarz uświadomił ducha, że wypadałoby oświecić go gdzie i po co idą.
- Użyję sobie Twoich tekstów o zadzie i wiesz co? Niby po grochu masz gazy, ale to z czym spotkasz się tutaj jest naprawdę poza skalą. To tak jakby natchnęło Ciebie na boskiego-smoczego-bulgotnego-pierda! Wyobraź sobie tą moc, która pozwala Ci praktycznie lecieć... Popierdalasz lepiej niż ptaszyska, albo te legendarne smoki, co ich nikt nie widział, ale każdy wie, że gdzieś tam sobie żyją. - Przeszedł kilka kroków przed siebie i stanął jak wryty.
- O ile rzeczywiście tam dojdziemy. - Odpowiedział śmiertelnie poważnie, bez żadnych radosnych uczuć w głosie.
W sercu Scythisa nadal żarzyło się jakieś zło. Trudno było określić je konkretniej, gdyż bez skupienia było to najzwyczajniej niemożliwe. Pozostało przystanąć na chwilę i zorientować się na czym się stoi. Rzeczywiście, negatywna aura już jakiś czas temu przestała napastować szamana, niemniej jej część pozostawała we wnętrzu człowieka. Dokładnie określenie siły z jaką oddziałuje, zajęło dłuższą chwilę. Ta aura była bardzo chaotyczna, co za tym szło ilekroć już szaman był pewien jej potencjału, tylekroć wyślizgiwała się z dłoni. Należało poświecić ku temu znacznie więcej czasu, niż początkowo można było założyć. Szaman musiał stanąć w bezruchu i w pełni skupić się na wewnętrznej energii płynącej w jego duszy. Nawet Halm odwrócił głowę, by zobaczyć co ten staruszek wyczynia, ale tylko pokiwał zrezygnowany. Scythis natomiast czuł w sobie jakby bluszcz, roślinę toksyczną obejmującą jego duchowe ciało, szerząc truciznę złości i irytacji. Wbrew pozorom zajęło to znacznie dłużej niż kilka sekund, bo aż parę minut. Wynikało to z faktu, że negatywna energia, chociaż nie była silna, zostawiono ją w spokoju, mogła się zatem rozwijać i nie przejmować zagrożeniami. Dlatego też mimo takiego "uwolnienia", cała energia nie puściła od razu, tak jak szaman się tego spodziewał, a została jeszcze w jego wnętrzu. Niemniej w tym momencie zdolność do oceny sytuacji była znacznie lepsza niż wcześniej, to jednak do pełnej czystości jeszcze trochę brakowało.
Drzewa tutaj wyglądały już nie tylko na krzywe, skręcane... Ale także poszarpane, ich kora wyglądała jakby była potraktowana jakimś naprawdę potężnym biczem, odrobinę przypominało to łańcuch. Z drugiej strony zaś nie wyglądało na to, żeby ktokolwiek miał ochotę tracić czas na takie "zdobienie" roślin. Dlatego też wartało się zastanowić skąd taki "motyw" wśród drzew. Wiatr zaś z każdym krokiem coraz bardziej się wzmagał, był nieprzyjemnie zimny, chwilami nawet lodowaty.
- Za chwilę dotrzemy... Ale tam już nie będzie odwrotu. - Mruknął Halm, zakrywając rękawem swoje oczy. Tylko po jaką cholerę to robił, skoro już był duchem.
20.02.2016, 00:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki